Rynek
#21

Mimo, że na mnie podróż nie wywarła większego znaczenia, widać było, że Ra'Shad jest nią zmęczony. Zauważyłem także to, że nożownik nie był zdecydowany gdzie dokładnie iść, ale mu zaufałem - wydawało mi się, że był już kiedyś w tym mieście, tak jak ja.
Po kilku chwilach byli już na rynku, który wielkością, rozmaitością i barwnością wszystkich kupieckich kramów bił wielokrotnie na głowę ten, który znajdował się w Grimssdel. Bo mimo, że widziałem już kilkakrotnie rynek w Mieście Handlowym, to zawsze robił na mnie niemałe wrażenie. Zdecydowanie większy wybór wszelakich towarów, ale ceny naturalnie też były przystosowane do tego miejsca - te rzeczy, które były tu łatwiej dostępne były tańsze, a te, których szukać tutaj należało długo i bez gwarancji powodzenia, były droższe.
Wiedziałem, że mógłbym tutaj rozejrzeć się za jakąś pracę z dużą szansą na znalezienie czegoś naprawdę godnego uwagi. Ba, pewnie trafiłoby się coś banalnego, bo byłoby to związane raczej z przesądami, niż prawdziwymi potworami, dając mi możliwość łatwego zarobku bez narażania ani zdrowia, ani życia, ani tego, co aktualnie teraz mam - czyli ogólnie niezbyt wiele - bo czasem zdarzało się tak, że podczas ucieczki nie mogłem dbać o to, czy czegoś nie zostawiłem, a jeśli tak było, to żeby po to wracać. Ale byłem przywiązany umową. Jeszcze raz oceniłem wzrokiem mojego towarzysza - mógłbym go zabić, zabrać pieniądze i resztę rzeczy, które miał przy sobie, a nie było tego tyle, że nie zdołałbym tego unieść, pozbyć się problemów. Ale nawet nie rozpatrzyłem tego na poważnie - relatywnie mała korzyść w porównaniu z ryzykiem utraty dobrego imienia. To mogłoby uniemożliwić mi pracę, a nie wyobrażałem sobie, że nagle zaczynam uczyć się jak wykuwać miecze, albo garbować skóry.
Miałem szczęście, że mój znajomy wyposażył mnie w zapasy jedzenia, teraz nie musiałem martwić się o to przez znaczącą część podróży. Może nawet nie będę potrzebował kupować aż do kiedy nie dotrzemy do naszego celu. A przynajmniej taką mam nadzieję...
Słysząc słowa nożownika, odezwałem się - Myślę, że powinniśmy się rozdzielić w poszukiwaniu jakiegoś transportu. - Spojrzałem w niebo - słońce już prawie zachodziło - Spotkajmy się w najbardziej wysuniętym na północny zachód miejscu rynku dwie godziny po zmroku, w ten czas rozejrzyjmy się za noclegiem i możliwym transportem, dobrze?
07.03.2015, 21:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#22

Jego towarzysz podróży wyraźnie się nad czymś zastanawiał, prawdopodobnie rozważając również sposoby szukania odpowiednich ludzi z odpowiednimi środkami.
Jego propozycja była nader oczywista. Ra'Shad spodziewał się tego, że szybciej im pójdzie poszukiwanie, jeżeli się rozdzielą, zwykła statystyczna kalkulacja. Nie do jednak teraz zaprzątało jego głowę, bowiem w tłumie zobaczył ogromnego człowieka, przebijającego się dosłownie pomiędzy ludźmi. Pech chciał, że aktualnie stali mu na drodze. Chcąc jak najszybciej rozwiązać kwestię poszukiwań i usunąć się z drogi, przytaknął i odpowiedział twierdząco wojownikowi:
- Dobrze, dwie godziny po zmroku, północno-zachodni kraniec placu targowego. Możemy się rozdzielić.
Chciał odejść, jednak olbrzym wydawał się szybszy w taranowaniu sobie przejścia, niż Mistyk przypuszczał. I nie wiedzieć dlaczego, akurat to na niego padł wybór owego krzepkiego człowieka.
Możliwe, że powodem była obca twarz, właściwie to mógł się na swój sposób wyróżniać z otoczenia, ale nie oszukujmy się. To Miasto Handlowe, tutaj bez przerwy pojawiają się nowi ludzie... i znikają.
Ra'Shad już dawno zobojętniał na świat, co nie oznacza, że nie był przygotowany. Pozwolił się zbliżyć mężczyźnie, ale był czujny i przygotowany na ewentualny atak ze strony przybysza.
Językiem najwidoczniej też nie grzeszył, a raczej obyciem i taktem. Nożownik nie wiedział przez moment co odpowiedzieć na taką zaczepkę, nie wiedząc do końca czy było to pytanie retoryczne, czy dryblas faktycznie oczekiwał informacji zwrotnej. Procesy myślowe zadziałały szybko i nakazały jednak udzielić odpowiedzi, a nuż to jakiś żeglarz?
- Tak, szukam statku, który zabierze mnie do Sohan. Jest Pan w stanie pomóc?
Zwrócił się również w formie grzecznościowej per pan. Należało zachować choć odrobinę dobrego wyrachowania. Co też może śmiesznie brzmieć w obliczu nożownika, którzy raczej są kojarzeni z prostym fachem i prostym zachowaniem.
09.03.2015, 08:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#23

Zauważył, że człowiek, do którego zmierzał, rozmawiał z kimś. Prawdopodobnie byli towarzyszami, ale postanowili się rozdzielić. W takim razie dziwne, że nie zawołał go, bo Tygrys zauważył w oku mężczyzny błysk zawahania. To z kolei rodziło wątpliwości - może po prostu i tamten chciał go zaczepić w jakiejś krótkiej sprawie.
Mniejsza jednak o to, teraz Torka nie interesowało nic poza krótką wymianą zdań z czarno-białym facetem. Kiwnął głową dość gwałtownie, właściwie to ciężko było powiedzieć, czy zrobił to w ramach przywitania, czy może potwierdzenia przyjęcia informacji.
- Niezbyt, aleś chyba pomógł mi. - stwierdził, bo nie sprawdzał jeszcze, czy nie ma niczego do roboty przy statkach. A był prawie pewny, że tam się coś znajdzie - wprawnych rąk do wiosłowania nigdy za wiele. Dobrze był zbudowany, więc na wypadek, gdyby trzeba było wywalać wodę z pokładu, też by się przydał. Co prawda doświadczenia w nawigacji nie miał, ale przecież bez przesady, nie będzie od razu startował na kapitana. - Właściwie, to chciałem o pracę pytać, ale to dobry pomysł, żeby się zaciągnąć na okręt. - odparł. Wydawało się, że równy gość był z rozmówcy. Mało kto zwracał się do Tygrysa per "Pan", trochę to było śmieszne. Odwzajemniać się raczej nie zamierzał, jak już mówił "pan" to raczej z przyzwyczajenia, niż z grzeczności, jakiej nigdy mu nie wpojono. Mimo to, że można byłoby może i ciekawie pogadać, teraz pora na małą ucieczkę. Bo po co zawracać głowę? Pomóc za bardzo nie mógł, w drugą stronę też raczej to nie zadziała. Pożegnał się prawie niewidocznym skinieniem głowy.
Szedł już do wschodniej części miasta. Prawdopodobnie natknie się na jakąś gospodę blisko brzegu - jeżeli zacumowali tu jacyś marynarze, powinno być dość łatwo znaleźć ich w podobnym przybytku. Gdyby zauważył jakiegoś człeka wyglądającego na żeglarza (chociaż mało prawdopodobne, by ktoś tu chodził z wiosłami pod pachą, a trudne byłoby dla niedoświadczonego Torka odróżnić wilka morskiego od szczura lądowego), zatrzymałby się i zapytał o jego profesję.
09.03.2015, 21:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#24


Zervast mawiał na prywatnym, że będzie w stanie odpisać najwcześniej w piątek. Poczekałem, ale dzisiaj postanawiam pominąć jego kolejkę.

Jego towarzysz podróży się ulotnił i pewnie poszedł szukać zaopatrzenia lub możliwości transportu. Tymczasem dopiero co poznany dryblas, właśnie skwitował sugestię Mistyka skromnym wywodem i udał się w poszukiwaniu pracy gdzie indziej.
Ra'Shad patrząc się w jego rozległe barki, ginące gdzieś w tłumie, dokonał kolejnej szybkiej kalkulacji. Nożownik był człowiekiem praktycznym i potrafił dostrzec zalety niektórych decyzji wybiegające nieco dalej niż moment jej podjęcia.
Dlatego też ruszył śladem wielkoluda i dogonił go, zrównując się z nim. Idąc ramię w ramię z wojownikiem o niedźwiedziej posturze był tylko niewiele niższy od niego, czego nie można było powiedzieć o szerokości. Kiedy się odezwał, patrzył przed siebie, śledząc rozmówcę tylko kątem oka, zerkając na niego od czasu do czasu. Zagadnął swoim zwyczajowym, spokojnym i mentorskim tonem. Tym razem bez zbędnych ceregieli, formy per pan uznał za mało konieczne w tym momencie.
- Może po mnie tego nie widać, ale znam się na żegludze. Kilka ładnych lat spędziłem na pokładzie statku. Jeżeli szukasz pracy w tym porcie, to nie licz na wiele. Opcje są co najwyżej trzy. Mały statek rybacki, na którym może zarobisz trochę w rybach lub marne miedziaki. Wycieczka do Teolii, gdzie twoją pracę potraktują jako spłatę podróży do miasta bogactw, czyli narobisz się za nic. Trzecia możliwość, to żegluga na zachód do zapomnianego Dravnul i Sohan. To najlepsze rozwiązanie dla chcących zarobić. Szlak ten obfituje wręcz w piratach i handlarzach niewolników, dlatego mało kto tamtędy pływa.
Tu na chwilę skończył swój wywód, ocenił krótko, czy delikatna sugestia o możliwości walki jakoś wpłynie na jego rozmówcę. Chciał wiedzieć, czy dobrze ocenił mężczyznę, bo nie każdy barczysty wielkolud musi być wojownikiem. Choć ten nie wyglądał raczej na dobrodzieja o posturze niedźwiedzia.
Propozycja Ra'Shada miała być co najmniej kontrowersyjna, dlatego był przygotowany na gwałtowną reakcję dryblasa.
- Najczęściej kursują tamtędy szmuglerzy i handlarze niewolników. Nimi raczej mało kto się przejmuje. Z racji tego, że nie mamy czego szmuglować, chcę ci zaproponować układ. Zanim coś powiesz, wysłuchaj mnie do końca. Zostanę handlarzem niewolników, natomiast ty moim niewolnikiem. Jesteś konkretnej postury, dlatego uwierzą, że jesteś cennym towarem. Najczęściej jest tak, że handlarze wypożyczają kapitanom niewolników do wioseł albo lin przy żaglach. Wszystko co zarobię na takim układzie, oddam tobie, a podejrzewam, że może to być niemała kwota. Mnie zależy tylko na szybkim transporcie do Sohan.
Było to niebezpieczne zagranie, raczej nikt nie zgodziłby się na taką propozycję od obcej osoby. To była ewidentna potwarz. Ra'Shad jednak miał mało do stracenia, ale ton jakim przemawiał, wskazywał na jego pewność siebie. Znał bowiem ten półświatek... znał aż za dobrze. Wiedział też, gdzie można się spodziewać takiego statku, który bez większych problemów przepływał od portu do portu. Prawdopodobnie o nim już nikt nie pamięta, minęło ponad dwadzieścia lat, a żeglarze-przemytnicy nie żyją tak długo. Oby.
Spojrzał na swojego rozmówcę, a w jego ciemnobrązowych oczach nie było nawet iskierki. Matowe, niemal czarne, spojrzenie, oceniające rozmówcę i sytuację. A za nimi ciało, gotowe do uskoczenia przed tak bardzo możliwym ciosem.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2015, 18:25 przez Ra'Shad.)

14.03.2015, 16:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#25

Odłączyłem się od Ra'Shada i udałem się na wschodnią część miasta, żeby spróbować wspomóc nieco szczęście i być może spotkać kogoś, kto będzie w stanie nas przetransportować do upragnionego przez nożownika miasta. Miałem około trzech godzin. Ciekawe, dlaczego chce się udać akurat tam? Owszem, jego wyroby są naprawdę świetne, - tutaj odruchowo pogładziłem mój najnowszy nabytek: nóż wraz z metalową pochewką - ale przecież nawet one nie są zdolne skutecznie walczyć z tym, co się w tamtych okolicach pojawia. Chociaż, oferował mi umieszczenie w broni run, więc może zna jakiś sposób? W końcu tworzywo, z którego wytwarza te wszystkie ostrza też jest niespotykane, nawet dla mnie, chociaż często szukałem wyrobów z nieznanych szeroko stopów... Ten człowiek jest nie tylko osobą, za którą się podaje. Ma jakąś tajemnicę. Chociaż, czy ja też nie mam? Każdy ma...
Nie mogłem znaleźć niczego sensownego. Jedyni żeglarze, którzy płynęli gdzieś z legalnymi zamiarami, wybierali się albo do Teolii, albo w okolice Revii. Sohan nie stanowiło dla nikogo kierunku, który byłby warty uwagi. No, prawie nikogo - jeśli "prawie nikim" można nazwać dziesiątki przemytników i handlarzy niewolnikami, którzy tam właśnie widzieli najlepsze rynki zbytu - niebezpieczne okolice, wydarzenia i czasy zawsze pokazywały, że jeśli ktoś odważy się złamać - lub po prostu nagiąć tak mocno, że aż trzeszczało - prawo, jest sprytny i przewidujący, to w szybkim tempie napcha sobie sakiewkę wszelakimi monetami. Jednak ryzyko zawsze istniało - a to jakiś strażnik nie da się przekupić, a to któryś z współpracowników okaże się nie tylko twoim współpracownikiem, ale też konkurencji, która skrzętnie wydaje cię władzom, a to transporty nie dotrą na czas i zaczynają się problemy z ludźmi, którzy tego nie lubią i używają nie tylko gróźb, a w takiej sytuacji żadni możni ci nie pomogą - a przynajmniej nie oficjalnie. Bo nieoficjalnie, to mogą ci nawet pomóc zorganizować całą armię, jeśli sypnie się złotem.
Ja raczej skorzystałbym z takiej okazji, ale nie wiedziałem jak na coś takiego zareagowałby mój towarzysz.
Szedłem więc coraz dalej od rynku, w coraz to gorsze dzielnice, które nigdy nie były moim celem podczas pobytu w tym mieście. Wśród przechodniów już jakiś czas temu zaczęli przeważać ludzie, którzy wiedzieli, jak sobie w takiej okolicy poradzić. Dzielili się w zasadzie na dwa rodzaje - ci, którzy radzą sobie siłą rąk, - i nie tylko - oraz najczęściej żyją z pomocy - niekoniecznie dobrowolnej, ale różnie się w życiu układa, prawda? - temu drugiemu typowi ludzi: tym, którzy radzą sobie własnym umysłem i albo potrafią stworzyć wokół siebie małe kółeczko adoracji, które ich chroni, zapewnia przychody i informacje, albo po prostu wiedzą w co się nie mieszać i żyć w miarę zgodnie z prawem.
Aby zawrócić, przeszedłem szybko wąską uliczką, która i tak była bardzo tłoczna, trzymając wszystko blisko siebie, aby uniemożliwić wszystkim złodziejaszkom na mnie jakąkolwiek zdobycz. Potem znów skręciłem, tak aby iść mniej więcej w stronę rynku, na którym powinienem pojawić się za kilkanaście minut. Szybko dotarło do mnie, że wszedłem na jakiś ciemny bazarek. Zostały mi dwie godziny. Podjąłem decyzję, że zrobię małe koło wokół rynku, szukając nie tylko możliwości przedostania się na drugi koniec krainy drogą morską, ale także noclegu, bo jeśli zjawilibyśmy się w jakiejś gospodzie zbyt późno, właściciel raczej na pewno wywindowałby ceny za noc wysoko w górę, co nie bardzo mi się uśmiechało.
Mimo usilnych pytań, ani nikt nie płynął w tamtą stronę, ani tego nie rozważał, ani nie znał nikogo, kto mógłby tam płynąć, oczywiście spośród osób, na których pomoc rzemieślnik nie mógł powiedzieć złego słowa - czyli eliminując wszystkich ludzi "spod ciemnej gwiazdy". A to właśnie tylko takie propozycje padały - jako handlarz niewolników, jako niewolnik, jako strażnik niewolników, jako nauczyciel niewolników i jako ktokolwiek, co z niewolnikami mógł zrobić cokolwiek, co podwyższyłoby cenę tego niezupełnie legalnego i moralnego "towaru".
Potem dałem już sobie spokój i po prostu poszedłem w tę stronę tej części miasta, w której powinien być Ra'Shad, z nadzieją na to, że uda mu się go spotkać przed czasem i udadzą się do jednej z karczm, w której było kilka wolnych miejsc, a cena nie była zbyt wygórowana.
15.03.2015, 14:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#26

Maszerował, gdzie sobie wyznaczył, ale zatrzymał go widok czegoś znajomego, co dostrzegł kątem oka obok siebie. Płaszcz tego mężczyzny, którego chwilę temu zaczepił. A to ciekawe. Mało kto decyduje się na rozmowę po podobnej wymianie zdań. Tygrys zwrócił swe oczy na towarzyszącą mu postać, ale postanowił sobie i jej nie przeszkadzać - po krótkim czasie znów jego wzrok skupił się na drodze. Słuchał jednak dość uważnie. Z początku informacje, jakich mu udzielił, zdawały się być całkiem przydatne i rozchmurzyły nieco twarz Torka. Na wzmiankę o piratach uśmiechnął się nawet (choć ogólnego samopoczucia raczej mu to nie poprawiło) i odparł, nie strzępiąc zbytnio, jak zwykle zresztą, języka.
- Więc zostaje Dravnul albo Sohan.
Chwilę później nie było jednak już tak radośnie.
Właśnie zaoferowano mu propozycję zostania niewolnikiem. Noż w dupę Abaddona, czy on wyglądał na kogoś, kto będzie chciał korzyć się i harować w zamian za smaganie biczem po plecach? Zanim się odezwał, toczył wewnątrz siebie walkę: zajebać, czy wyrwać język. Thornowe dziecię. Pięści zaczęły delikatnie drżeć, naprawdę wiele wysiłku kosztowało, by pozostały na swoim miejscu. Mięśnie mimowolnie zaczęły się napinać, rysy twarzy i szyi stawały się coraz wyraźniejsze. Gdyby chciał, ten koleś już leżałby w kałuży własnej krwi i innych wydzielin.
Rzecz w tym, że naprawdę nie chciał.
Niewolnictwo nie kojarzyło mu się za dobrze. Choć nie pamięta niczego konkretnego, czuł, że frustruje go widok klatek nie bez powodu. Być może sam kiedyś dzielił los takich biedaków. Jakby tego było mało, w jego aktualnym stanie psychicznym głęboko zakorzeniona była irytacja (jakby to różniło się od praktycznie codziennego stanu rzeczy). Nie po to jednak usiłuje się jakoś ucywilizować i w jakimś tam, choćby najmniejszym stopniu, pogodzić się z ogółem społeczeństwa, by teraz jakiś człek spowodował, by ścigano Tygrysa setką listów gończych. Zatrzymał się.
- Kurwa. - skwitował może nie za głośno, lecz cholernie stanowczo, gdy tamten zakończył swój wywód. Chciał mu powiedzieć setki różnych rzeczy, ale jego myśli były tak skołatane, że nie był w stanie chwilowo wyrzucić z siebie niczego więcej. "Kurwa - wyraża więcej, niż tysiąc słów".
- Chyba nawet nie wiesz, jak bardzo w tym momencie naraziłeś swoje życie. Demony z Sohan to mały chuj, jakby porównać. - powiedział, nie patrząc w stronę tego człowieka. Wolał nie ryzykować, że jak zobaczy tę jego facjatę, to coś w nim pęknie. I się zacznie. Nie zaczęło się, więc byli obaj na dobrej drodze.
Odczekał chwilę, próbując ochłodzić zgromadzone emocje. Starał się nie myśleć. Myśli w takich chwilach nigdy nie były szczególnie pomocne. Gdy już trochę ochłonął, powtórzył sobie to wszystko. To brzmiało tak absurdalnie. Jakim prawem ten pieprzony demonisyn w ogóle miał czelność proponować komukolwiek coś podobnego?
Gdyby się jednak zastanowić, człek brzmiał nawet przekonująco. Tygrys nie próbował jednak kalkulować prawdopodobnych zysków, gdyż najlepszy w tym nie był, ale to tak czy siak brzmiało zbyt kolorowo (poza tym, co było słychać na pierwszy rzut ucha), by było realne. Być może gdyby Tork leżał w rynsztoku, będąc wrakiem człowieka, bez jakiegokolwiek honoru, godności i nie mającym nic do stracenia, zgodziłby się. Tak się jednak nieszczęśliwie składało, że od podobnego statusu dość dużo go dzieliło.
- Ja mam inną propozycję. Weź, do chuja Pariasa, zamilcz i odejdź, pókim dobry. - powiedział, nareszcie powracając wzrokiem na tego mężczyznę. Spojrzeniem go nie ukatrupi, nie był to więc akt jakiejś szczególnej agresji. Z racji nastroju Tygrysa, mogło wyglądać jednak całkiem groźnie. Oczywiście nie spodziewał się, że kogoś by tym przestraszył, póki co, ksywa "Bazyliszek" odpada. Chociaż do kalkara już mu bliżej, jakby się przyjrzeć.
Przez chwilę nie wiedział, co ze sobą począć. Chyba już całkiem ochłonął - limit bluzgów w jego myślach i słowach przekroczył granicę, po której mógł nastąpić względny spokój.
15.03.2015, 20:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#27

Trafił w czuły punkt i naciągnął strunę, która o dziwo nie brzdąknęła. Drżenie ciała wielkoluda nad wyraz utwierdziło Mistyka w tym, żeby lepiej tematu nie ciągnąć, a już najlepiej skorzystać z ostatniej rady górującego nad nim rozmówcy.
Ra'Shad jednak zniósł spojrzenie mężczyzny i bez odrobiny zmiany tonu, nadal przemawiał spokojnym głosem.
- Widzę, że zwróciłem twoją uwagę. To dobrze. Możesz mnie zabić na miejscu i nawet mnie obrabować. Choć pewnie ktoś się zainteresuje dlaczego ukatrupiłeś w miarę dobrze ubranego rzemieślnika, możliwe że kupca. Ty natomiast stracisz możliwość zarobienia. Pomijając mój poprzedni niefortunny pomysł, przejdę do rzeczy. Stąd do Sohan rzadko pływają poczciwi ludzie. Tym bardziej mało kto podróżuje do Azarat. Jak wnioskuję z twoich wypowiedzi, wiesz jakie istoty się kręcą w tamtych rejonach.
Wydawało się, że złączy dłonie, ale nożownik po prostu zaczął bawić się pierścieniem na prawej dłoni i wpatrzył się w niego na moment. Miał ten nawyk zawsze, kiedy się nad czymś namyśla. Nie podnosząc wzroku, kontynuował swój wywód.
- Widzisz, nie jestem typem wojownika. Ja obserwuję i liczę. Wiem, że w rejony gdzie się udaję, szanse przeżycia dnia są mniejsze nawet niż tutaj, dlatego potrzebuję takich ludzi, którzy wiedzą jak te szanse zwiększyć. Ja natomiast posiadam umiejętności, które chciałbym rozwinąć i sprzedać w Azarat. Drogo sprzedać.
Oderwał w końcu wzrok od pierścienia i przestał go okręcać wokół własnego palca. Ponownie spojrzał w oczy wielkoluda, który wydawało się już nieco ochłonął. Przeszedł do sedna sprawy, bo dzień zbliżał się ku końcowi, a pierwszą szpilą chyba nieco przesadził. Dawno już nie próbował rozmawiać z ludźmi w ten sposób.
- Mogę zaoferować Ci na początek dziesięć srebrnych powodów, aby udać się ze mną do Sohan i Azarat, a na miejscu brak gwarancji ale szansę na współudział w zyskach. To co zarobisz po drodze na własną rękę to już Twoja sprawa. Jeśli jesteś zainteresowany, będę na północno-zachodnim krańcu targu, za około dwie godziny.
Wolał już nie narażać więcej swojego życia. Ten mężczyzna na prawdę mógłby zrobić mu krzywdę i to całkiem słusznie. Jednak czasami trzeba zaryzykować wszystko, żeby zyskać jeszcze więcej.
Skinął głową na pożegnanie, postąpił krok w tył i niespiesznym krokiem oddalił się w stronę przystani.
Właściwie, to był pewien, że już teraz nie znajdzie żadnego statku. Wcześniej miał jeszcze nadzieję, że świat poza Grimssdel odmienił się choć trochę na lepsze, od kiedy Mistyk schował się w swojej norze. Teraz stwierdził, że za długo tam siedział i teraz ciężko odnaleźć porządnych ludzi. Oczywiście nie miał na co narzekać, sam też nie należał do świętoszkowatych, jednak było kilka rzeczy na świecie, których nie pochwalał. Sam ich doświadczył i teraz powoli zbierał się na wyprawę przeciwko im wszystkim.
Nigdzie tak dobrze nie zacznie, jak u korzeni z których się wywodzi. Korzeni z których został obdarty i rzucony na morze do uschnięcia.
Przemierzył przystań, gdzie poza pokrzykiwaniem żeglarzy, skrzypiących desek statków i suchych uderzeń o keję nie znalazł nic pożytecznego. Prawie wszystkie statki miały bandery Valen i Teolii, a towary jakie na nich przeładowywano, bardzo dobrze świadczyły o portach docelowych.
Tutaj nie miał czego szukać, dlatego też po dłuższej wędrówce udał się do ustalonego miejsca, w którym miał się spotkać później z Zervastem.
Kiedy tylko zobaczył wojownika przeciskającego się w tłumie, zrozumiał że i jemu nie udało się pewnie znaleźć niczego konkretnego. Też wracał przed ustalonym czasem. Mieli trafić do tego miejsca dopiero po zmroku, choć ciekawym było, gdzie uda im się spędzić tą noc. Rzemieślnikowi, jakoś nie uśmiechała się noc na skrzyniach w porcie. Pomyślał o gospodzie, pytanie brzmiało, czy będzie ich stać? Trzeba założyć, że przed wyprawą warto byłoby zaopatrzyć się w suszone mięso i solone ryby. Głód to cichy morderca wędrowców.
Napotykając Zervasta, Ra'Shad kiwnął tylko przecząco głową. Nie wysilał się strzępić języka nad czymś, co ten gest wyrażał w nazbyt oczywisty sposób. Nic nie znalazł, choć wiedział, że kawałek poza głównym portem jest mielizna, na której zatrzymują się inne statki. Pokroju tego, na którym kiedyś sam pływał...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.03.2015, 22:14 przez Ra'Shad.)

15.03.2015, 22:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#28

I ten koleś ma jeszcze czelność udawać, że panuje nad sytuacją.
- Motłoch gówno by zrobił, strażnicy mogliby, kurwa, próbować. Ale życia zwrócić nie potrafią. - przerwał mu gdzieś w połowie. Mógłby już zakończyć groźby, bo gdyby spojrzeć na to z obiektywniejszego punku widzenia, widać było, że do niczego w przypadku tych dwóch ludzi one nie prowadzą - albo działanie, albo jego brak mógł jakkolwiek skutkować. Ale nie zrobił tego z bardzo prostego powodu. Trudno było to zauważyć, zwłaszcza w jego stanie, a mistrzem retoryki to on nie był.
Pozwolił mu dalej mówić, co wcale humoru nie poprawiło. To, że szukał czegoś na zarobek, nie oznaczało, że można było próbować nim manipulować w jakikolwiek sposób paroma monetami. Przez sakwę wielokrotnie przelatywało mu czyste złoto, które nie miało dla niego żadnej wartości prócz tej, za którą można było przeżyć i zapewnić sobie niektóre tylko wygody.
Im więcej ten specyficzny gość mówił, tym było bardziej irytująco. Tygrys nie odszedł tylko dlatego, bo było też ciekawiej. A przynajmniej od momentu, w którym wspomniał o szansach przeżycia. Jeśli właśnie o to chodziło, to chodziło o odpłatne usługi jako ochroniarz. Zaliczka tyle co na chleb, ale w końcu to tylko zaliczka, niektórzy wcale jej nie oferowali. Jeszcze bardziej zdenerwowały go te srebrne powody, bo nie dość, że próba przekonania za kasę, to jeszcze taką marną.
Szansa na współudział w zyskach brzmiała kusząco, zwłaszcza, jeśli te umiejętności o jakich rozmówca Torka wspomniał, rzeczywiście miały szanse się sprzedać. Niemniej jednak, była to tylko szansa, a Łowca był zbyt wkurwiony, by o cokolwiek dopytywać.
Nie miał też najmniejszego zamiaru robić tego za dwie godziny na północno-zachodnim krańcu targu. Sam zaś skrzywił się tylko na zakończenie tej rozmowy i odszedł. Ściemniało się, ludzie chowali się do domów. Teoretycznie łatwiej byłoby teraz znaleźć kogoś, kto tu nie mieszka, więc może osobę, która będzie gdzieś płynąć. W praktyce i takie musiały gdzieś spać. Zresztą, jakoś odechciało się, póki co, szukać roboty Torkowi. Praca nie zając.
Odszedł gdzieś w poszukiwaniu jakiegoś w miarę możliwości miejsca na uboczu - takiego, w którym nie miałby nikogo do zabijania - i próbował się jakoś uspokoić. Usiadł w jakimś suchym miejscu. Jakby miał coś do rąbania, to pewnie dla odreagowania wyjąłby toporek i pociął. Ale nie miał. Nie miał też niczego do narąbania, więc musiał obejść się smakiem - wyciągnął bukłak z zupełnie zwykłą wodą i wydoił dwa, porządne łyki. I czekał sobie. Nie miał ochoty na pójście do karczmy. Zresztą, pewnie źle by się to skończyło. Następnie oddawał się rozrywkom niskobudżetowym takim, jak obserwowanie ptaków, wypatrywanie co ciekawszych obiektów w otoczeniu czy wydłubywanie brudu spod paznokci. Doprawdy, wysoce zajmujące.
16.03.2015, 19:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#29

Zauważyłem Ra'Shada, kiedy przedzierał się w moją stronę, Kiedy tylko zorientował się, że na niego patrzę, pokręcił przecząco głową, na znak tego, że nie znalazł niczego godnego uwagi. Poczekałem, kiedy znalazł się obok mnie i odezwałem się, na tyle cicho, aby przechodzący obok musieli zatrzymać się, żeby coś usłyszeć, ale żeby nożownik coś słyszał. To intuicyjne zachowanie zdziwiło mnie samego, bo nie przekazywałem żadnych tajnych informacji, ale miałem nadzieję, że w jakiś sposób rzemieślnik to doceni.
- Ja też nic nie znalazłem - potwierdziłem tylko jego nieme podejrzenie, które miał wypisane na twarzy. Zaciekawiło mnie, skąd to wywnioskował, ale szybko oddaliłem na chwilę tę myśl, aby nie zajmować się teraz rozmyślaniami, które z pewnością nam teraz pomóc nie mogły.
Rozejrzałem się szybko wokół, szukając choć trochę mniej obleganego miejsca, ale po chwili zauważyłem, że tłum powoli zaczyna się przerzedzać, więc upatrzyłem sobie niski i szeroki murek, na którym bez problemu moglibyśmy usiąść i w spokoju zastanowić się, jak wykonać dalszą część naszego planu tak, aby dostać się do Sohan - i dalej do Azaratu - stosunkowo szybko i tanio. Zacząłem też mówić, próbując streścić moje próby poszukiwania ludzi skłonnych gdziekolwiek nas przewieźć.
- Jedyni ludzie, którzy płyną tam, gdzie nam zależy, to szmuglerzy i inni ludzie którzy z prawem mają kontakt tylko wtedy, kiedy strażnik uderzy ich pałką, co raczej nie jest zbyt miło oczekiwane. Prawie wszyscy wypływają w północno wschodniej części portów, dlatego to tam powinniśmy zacząć jutrzejsze poszukiwania. Większość miejsc, w których moglibyśmy nocować jest albo całkowicie zajęta, albo prawie pełna i gospodarze windują niemiłosiernie ceny, więc taka opcja teraz odpada. Jedyna okazja to to gospoda po wschodniej stronie miasta, właściciel jest - z tego co się dowiedziałem - uczciwy, a na moje pytanie o możliwość wynajęcia pokoi odpowiedział raczej szczerze i bez jakiegokolwiek kręcenia. O ile dobrze oceniałem, oczywiście. - W tym momencie doszliśmy do murku, na którym skwapliwie usiadłem.
17.03.2015, 22:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#30

Ra'Shad i Zervast:
Kiedy dwójka podróżników dotarła do wcześniej upatrzonego murka, pogrążając się w rozmowie, gdzieś z boku rozległy się gwizdy i oklaski. Grupka ludzi jak dotąd poruszająca się nieskładnie, niezdecydowanie po rynku, zwróciła na to swoją uwagę. Przez chwilę zastanawiali się, aby na koniec wzruszyć ramionami i z czystej ciekawości sprawdzić, co się dzieje. Jak muchy do smoły, powoli, z wahaniem, pojedynczo ruszyli w kierunku, skąd było słychać coraz większe poruszenie. Teraz rozbrzmiały także okrzyki - wesołe, nawołujące, dopingujące. Zlokalizowanie źródła zamieszania nie było trudne; wystarczyło ruszyć w lewą stronę. Tam, gdzie plac targowy kończył się dochodząc prawie do linii portu, w miejscu, gdzie prawdopodobnie sprzedawano rozmaitą broń, zebrał się spory tłumek. Na oko dwadzieścia osób, zwykłych obywateli, którzy skutecznie zasłaniali przedmiot rozrywki. A przybywało ich coraz więcej. Zwabieni hałasem dołączali do gapiów. Niektórzy marszczyli brwi, niektórzy od razu odchodzili zniesmaczeni, lecz przeważająca część zwyczajnie przyłączyła się do małego widowiska. Nawet ktoś z boku zaczął przyjmować zakłady. Szybko go uciszono.
Dwóch strażników podeszło tam, aby jedynie wzruszyć ramionami, coś powiedzieć i wrócić na swoje miejsce obserwacyjne, uznając, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.


Tygrys:
Odgłosy rozbawionego tłumu także dotarły do uszu łowcy. Siedział zupełnie schowany na pozostawionej starej, nieco spróchniałej skrzynce w otoczeniu dwóch ścian murowanego domku na skraju rynku oraz dwóch młodych, dekoracyjnych drzewek z szeroką koroną i wysokości nie większej niż metr pięćdziesiąt. Stąd widział główny plac, lecz nic poza tym. Przed nim znajdowało się parę straganów, które za paręnaście minut zamkną. Z boku miał trochę pasa zieleni odgrodzonej murkiem.
Tork przez pomyłkę siadł na terenie czyjejś malutkiej posesji na terenie rynku.
Z wnętrza budynku nie było nic słychać. Światło sączyło się przez szpary zamkniętych, drewnianych okiennic. Nikt nie zwracał uwagi na intruza.
W pewnym momencie rozległ się dźwięk otwierania drzwi. Nieznajomy mężczyzna wyszedł zdecydowanym, acz spokojnym krokiem, kierując się na lewo. Wyglądał jak przeciętny najemnik: sfatygowany, skórzany pancerz, ciemne ubrania, miecz u pasa. Postura świadcząca o doświadczeniu, na oko mógł mieć około czterdziestu lat. Wydawał się człowiekiem bez znaczenia dla łowcy, jednak Tygrys w nagłym, niepohamowanym odczuciu odkrył, że znał go. Pamięć splatała mu figla, podrzucając jedynie znajoma twarz i bardzo negatywne emocje.

Kolejność dowolna
18.03.2015, 18:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna