Rynek
#31

Tygrys dosłyszał pewne dźwięki wskazujące na to, że gdzieś blisko zebrała się grupa ludzi i widocznie coś podziwiali. Może chodziło o jakąś bijatykę, może o jakiegoś ulicznego grajka czy innego gościa. Nieszczególnie jednak się tym zainteresował, miał ważniejsze rzeczy do roboty. Wydłubywanie brudu z paznokci, w istocie.
Siedział sobie w miejscu naprawdę zacisznym i dość mało widocznym. Można by to określić mianem kryjówki. Pewnie właśnie przebywał na czyjejś własności, ale nie powinno to być szczególnym problemem. Nie szczał na murek ani nic, całkiem przyzwoicie spędzał czas. Gdyby ktoś wyszedł z domku...
Hm, właśnie. Ktoś wyszedł z domku.
Ciche skrzypnięcie i trzaśnięcie drzwi zawiadomiło Torka o tym, że ktoś w pobliżu opuścił budynek, choć nie był pewny, czy to ten po prawej, czy może ktoś z sąsiedztwa. I tak zresztą wszystko częściowo było zagłuszane przez zebranych niedaleko gapiów.
Nagle postać przeszła przed punktem widokowym, dzięki czemu Łowca mógł dostrzec parę szczegółów. Pancerz nienajlepszej jakości, miecz u boku i... Twarz, facjatę dziwnie znajomą, a była to znajomość niekoniecznie przyjemna. Wzbudziła niezbyt pozytywne uczucia, choć Tygrys nie mógł skojarzyć, z czym mogłyby być związane. Obrzydziła go, zaniepokoiła i wyprowadziła ze stanu częściowego uspokojenia, wprawiła zaś w zainteresowanie. Człek chyba nie dostrzegł siedzącego w swego rodzaju kryjówce.
Wiele się nie zastanawiając. Tork wstał zaraz po tym, jak sylwetka zniknęła za rogiem. Powoli wysunął się z kryjówki, zachowując jednak pewne środki ostrożności - przeszeł na ugiętych i napiętych nogach, wzdłuż prawej krawędzi budowli, gotowy do ewentualnego uniku. Wiadomo, ostrożności nigdy za wiele - tamten wojownik mógł go nie zauważyć, ale mógł tylko udawać. Miał też pewną przewagę w postaci ostrza, które - w wypadku braku podjęcia odpowiednich środków - mogło odebrać życie lub kończynę w jeden moment.
"Kim jest ten facet?... Kojarzę go, ale..." - przemknęło przez myśl Łowcy. Nie miał pojęcia, skąd go znał, ale ciekawiło go to, jak mało co. W końcu dlatego w ogóle postanowił swoją miejscówkę opuścić. I jakim sposobem udało się tej postaci wzbudzić w Tygrysie tak negatywne odczucia? Irytowała go cała masa ludzi, ale to... To coś innego. Ten gość albo musiał sobie na nienawiść poważnie zasłużyć, albo był z nią w jakiś sposób powiązany.
Mimo to głupotą byłoby natychmiastowe zaczepianie go. Dzikus nierzadko bywał impulsywny, ale na szczęście rozsądek również miał i wiedział, że często bywa tak, że próba uzyskania informacji za wszelką cenę kończy się fiaskiem lub co najmniej problemami. Obserwacja i dedukcja była dużo ostrożniejszym środkiem, choć akurat Tork się w niej nie specjalizował. Mimo to warto było spróbować; pamięci mu to nie przywróci (raczej), ale może dać cenne wskazówki. A jeśli nie dowie się niczego, skorzysta z innych środków.
Jeśli nie został niczym zaskoczony, spojrzał, gdzie udaje się wojownik, jaki chwilę temu go ominął. Nie był profesjonalistą jeśli o skradanie się i śledzenie chodzi, ale chyba tylko idiota szedłby krok w krok za gościem, przed którym jednocześnie chce się ukryć. Najpierw ruszył przed siebie, przeszedł na drugą stronę drogi i znów spojrzał, gdzie była ta postać. Wtedy dopiero ruszył w mniej-więcej tym samym kierunku, co jakiś czas rzucając okiem na swój cel.
18.03.2015, 19:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#32

Zervast wydawało się, doszedł do tego samego punktu co Ra'Shad. Był to widocznie najbardziej oczywisty wniosek, czyli wejść w układy ze szmuglerami. To co na pierwszy rzut oka wydawało się wręcz przebłyskiem geniuszu i wręcz banalne do wykonania w rzeczywistości było balansowaniem na krawędzi ostrza. Mistyk w swym życiu już miał do czynienia z różnego typu ludźmi, wiedział też jakimi typami byli handlarze niewolników czy szmuglerzy. Do nich trzeba przychodzić z gotową ofertą w przeciwnym wypadku ucinają nos za wtykanie go w nie swoje sprawy. Choć może lepiej stracić ten cholerny nos niż życie, kiedy nie spodoba im się oferta.
Podszedł kawałek dalej za wojownikiem, jak się okazało w okolice małego murku. Rzeczywiście było tu mniej tłoczno i można było zamienić kilka słów. Ra'Shad nie przysiadł, nie był zmęczony i czuł się swobodniej stojąc. Przemyślał ofertę Zervasta, dotyczącą karczmy we wschodniej części miasta. Choć znając kierunek, pomijając rynek, pewnie chodziło o portowy przybytek, pełen majtków, tanich dziwek i wszechobecnego smrodu i zgnilizny. Być może była to niewielka przesada, jednak tanie pokoje przyciągały mało zamożną klientelę. No i dziwki, odliczające pokój od utargu.
Ra'Shad nie miał za bardzo ochoty odpowiadać na to pytanie dlatego z ukrywaną ulgą przyjął nagłe poruszenie na skraju placu targowego. Gwizdy i oklaski oraz gromadzący się tłum, mogły świadczyć w tym mieście o trzech rzeczach. Najbardziej prawdopodobna, to że właśnie rozpętała się awantura, a coraz głośniejsze wiwaty świadczą, że z bijatyki może rozwinąć się walka na noże. Druga opcja, to podróżni błaźni, czy jak się wolą zwać trubadurzy, choć mistyk wątpił aby mieli w tym mieście taki poklask. Trzecia opcja to w zasadzie połączenie dwóch pierwszych, gdzie komuś ewidentnie nie spodobało się poczucie humoru, tudzież estetyki, jakiegoś artysty.
Z zasady rzemieślnik nie interesował się żadną z wymienionych ulicznych atrakcji, teraz jednak było mu wszystko jedno. Równie dobrze mógłby usiąść na murku i przeczekać noc, albo zaufać swojemu towarzyszowi i pozbyć się trochę grosza na lepiące się łoże.
Nie chciał też przeciskać się przez tłum gapiów, aby następnie dołączyć do jednego z tych, którzy wzruszają ramionami i odchodzą.
Spojrzał na swojego towarzysza po czym wskazał wzrokiem zbiegowisko:
- Myślisz, że warto sprawdzić co tak bawi tą gawiedź?
Przypuszczał, że nie jest to pewnie rozrywka wysokich lotów, choć każdy szuka wesołości w czym tylko może. Dla biednego będzie to krzywda sąsiada, dla zamożnych, ustrzelenie jelenia na polowaniu. We wszystkich przypadkach chodzi jednak o jedno. Szkoda, krew i rany innych od zawsze wywołują skrajne odczucia.
Ra'Shad skierował się w stronę zbiegowiska, nie dążył jednak do przeciskania się przez tłum, postanowił najpierw zaczepić jednego z tych odchodzących gapiów, żeby zaczerpnąć trochę informacji w drodze. Pytał spokojnym, wystudiowanym głosem, najmilej jak potrafił, przy zachowaniu wszelkich konwenansów.
20.03.2015, 20:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#33

Usłyszał gdzieś z boku krzyki, gwizdy i inne odgłosy jednoznacznie kojarzące się z bawiącym - albo robiącym jakieś zamieszki - tłumem. Oba te warianty mogły nie być zbyt korzystne - w pierwszym przypadku, kiedy tylko rozniesie się wieść (o ile już się nie rozniosła), że w mieście zaczynają się jakieś wydarzenia związane z jakąkolwiek zabawą, zdecydowana większość (jeśli nie wszyscy) sprzedawcy podniosą ceny wszystkich swoich towarów, podobnie zrobią karczmarze i wszyscy ci, którzy w Mieście Handlowym zarabiali na sprzedawaniu czegoś, albo wykonywania usług dla kogoś. Druga zaś, była o tyle ponura, że podczas zamieszek łatwo można zginąć, niezależnie od tego, czy jest się wybitnym wojownikiem, mistykiem, czy tylko szarym obywatelem, którego życie przeważnie polega na tym, że próbuje jak najgodniej przeżyć i dostać się wyżej w tej nieformalnej drabinie społeczeństwa. A śmierć - czy to moja, czy to Ra'Shada - była mi bardzo nie na rękę. W pierwszym przypadku niedogodność była wiadoma i raczej nie potrzeba było dłuższych wyjaśnień niż to, że cieszę się życiem. Ten drugi zaś, był niewygodny z tego powodu, że zawarłem umowę, zobowiązując się do jego ochrony - nie dopełnienie tego obowiązku mogłoby zszargać moją opinię - i mimo, ze niewielu ludzi cokolwiek o mnie wiedziało, to wolałem sprawiać wrażenie profesjonalisty, na którego można liczyć.
Więc mimo tego, zdziwiła mnie moja odpowiedź.
- W zasadzie, to tak. - Zacząłem przeklinać się w myślach już moment po tym, kiedy te słowa opuściły moje usta. Co do jasnej cholery spowodowało, że podjąłem taką decyzję?! Próbowałem powstrzymać się przed okazaniem tego, jak bardzo byłem zły na siebie. Na szczęście, uratował mnie sam nożownik - zamiast pchać się w największy tłum, zrobił coś, co dla mnie byłoby najlepszym wyjściem - postąpić zgodnie ze swoimi słowami, ale niezbyt się mieszać do tego zamieszania: zapytać kogoś, kto będzie stamtąd odchodził. A, wbrew zwyczajom ulicznych wydarzeń, całkiem sporo ludzi nie zostało przyciągniętych tym, co się tam działo. Kiedyś, jakiś handlarz niewolników powiedział mi, że ludzi najbardziej interesuje śmierć, seks i nieszczęście innych, ale te dwa ostatnie trudniej dostać. Osobiście, zauważyłem, że ciekawiło mnie, czego mogło tam brakować, dlatego ucieszyłem się na to, że rzemieślnik uczynił coś, co było zgodne z moim zamysłem. Zamysłem, który wyszedł już po podjęciu decyzji...
Pytania mojego towarzysza były rzeczowe, ale na tyle miłe, na ile było to możliwe w takiej sytuacji. Jako, że nie miałem za bardzo pomysłu, co w takiej sytuacji mógłbym uczynić, stałem tylko obok i obserwowałem.
20.03.2015, 23:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#34

Ra'Shad i Zervast:
Zaczepiony przez mistyka jeden z odchodzących gapiów, spojrzał na niego ze zdziwieniem i roztargnieniem. Mężczyzna z niechęcią odpowiedział na pytanie, aby zaraz pójść w swoją stronę.
- Azaratczycy. Skurwysyny popisują się jak zawsze, nie mam ochoty patrzeć, jak robią z naszych pośmiewisko. Kurwa, wypróbowują broń na naiwnych dzieciakach.
Coś wymruczał jeszcze pod nosem, co zabrzmiało jak: "A straż ani władza i tak z tym nic nie zrobi".
Do tłumu nie dochodziło już więcej osób. Każdy, kto zainteresował się nagłym zbiegowiskiem, już tam stał; Ra'Shad z Zervastem jako ostatni podeszli, zachowując jednak dystans. Stąd słyszeli wszystkie okrzyki bardzo wyraźnie. Ludzie dopingowali komuś, przekrzykując się w wyzwiskach dla drugiej strony. Parę razy ograniczono się jedynie do nazwania ich "zasranymi Azaratczykami", lecz były to wyjątki na tle barwnych i wulgarnych epitetów. Dwójka wędrowców w dalszym ciągu nie widziała niczego poza plecami i głowami innych, jednak po chwilowej obserwacji całego zamieszania, entuzjazm wyraźnie opadał. Równie szybko, co widowisko zaczęło się, równie szybko zakończyło przypieczętowanym zbiorowym westchnieniem zachwytu zmieszanego z rozczarowaniem.
- No i po ptokach - rzucił ktoś z boku, wycofując się. - Nie mam ochoty na to dalej patrzeć.
Parę osób poszło jego śladem, a zaraz potem następne, kiedy rozległ się trzask i wrzask bólu. Większość z gapi odwróciło wzrok. To, co wzięli za rozrywkę, szybko przeistoczyło się w skatowanie słabszego.
- Dobrze młodemu szło. - Ktoś jeszcze dopowiedział.
Kiedy tłum przerzedził się, Ra'Shad i Zervast w końcu mogli zobaczyć, co właściwie działo się i dlaczego to tak przykuło uwagę innych. Na ziemi leżał jakiś młodzieniec, trzymając jedną dłoń, dziwnie wykrzywioną przy piersi, drugą opierał się, zmuszając do półprzysiadu. Twarz wykrzywiał w grymasie bólu, jednocześnie nie spuszczał wzroku z przeciwnika, którym okazał się średniego wzrostu mężczyzna z byczym karkiem, z prostym, zwykłym mieczem w dłoni. Bez wątpienia był Azaratczykiem, tak samo jak dwóch innych wojowników, którzy stali z tyłu, mierząc tłum rozbawionym wzrokiem. Świetnie bawili się tkwiąc w centrum uwagi. Nawet gdyby nie to zbiegowisko, i tak rzucaliby się w oczy. Ubrani w czarne, szerokie stroje, z napierśnikami, z bułatami u boku, do tego śniadolicy oraz ciemnowłosi; wypisz-wymaluj wojownicy z Azaratu.
Przeciwnik chłopaka przełożył ostrze do obu rąk, oceniając i przebiegając palcami w poszczególnych miejscach. Po chwili podszedł do niego z lękiem ktoś jeszcze, kto wyglądał na prostego handlarza. Próbował zachować twarz po całym tym przedstawieniu.
- I jak, panie, może być? - zapytał ostrożnie.
Omal nie poskoczył, gdy broń wylądowała w jego dłoniach, a Azaratczyk powiedział z lekceważeniem:
- Chujowa. Powiedz wykonawcy, że tym można jedynie ładnie pomachać. Do niczego innego nie nadaje się. Parę razy łupnąłbym w coś mocniejszego i byłoby po ostrzu.
- A co z młodym?
- Sam się o to prosił. - Wzruszył ramionami. - Gdyby nie zaatakował mnie tak niehonorowo, to nic by mu nie było. Poza tym, ten sztylet też jest spartaczoną robotą. Jeżeli wszędzie wykonują tak słabą broń, to nie jestem zdziwiony, że potrzebowaliście naszej pomocy w Jelenim Wzgórzu.
Handlarza zatkało.
W pewnym momencie Zervast wyczuje na sobie spojrzenie jednego z Azaratczyków, który przyglądał się jego broniom, jakby na ich podstawie oceniał umiejętności łowcy.
Jeżeli oboje odwrócą się, to zauważą z daleka wcześniej spotkanego Tygrysa.

Tygrys:
Śledzony wojownik wyszedł od razu na plac targowy, dlatego poruszanie się za nim, tak, jak zaplanował to sobie łowca, było utrudnione. Wokół kręciło się jedynie paru ludzi, z czego większość to byli sprzedawcy, którzy powoli zwijali manatki. Manewr skierowania się w bok i obserwacji dalszych działań najemnika, spotkało się z dziwnym, nieco pobłażliwym uśmiechem u jednego z przechodni.
Obiekt szedł prosto przez cały rynek, omijając szerokim łukiem mijane zbiegowisko, które coraz bardziej rzedło. Przystanął na chwilę, aby najprawdopodobniej z ciekawości dowiedzieć się, co się działo; nieoczekiwanie skinął głową komuś i ruszył dalej. Jeżeli Tygrys zdecydował się podążyć wzrokiem za najemnikiem, to dostrzeże, jak jakiś śniadolicy Azaratczyk unosi dłoń, a zaraz potem wykonuje gest, który mógł skojarzyć się z językiem migowym. Także zauważy na uboczu Ra'Shada i Zervasta.
Najemnik ruszył dalej w stronę uliczek, kierując się mniej więcej w okolice portu. Zdawał się nie zdawać sprawy z tego, że jest śledzony. Szedł spokojnym krokiem, nie odwracając się ani razu. Kiedy wyszli z głównej części rynku, mężczyzna przyspieszył, aby zaraz zniknąć za rogiem. Zaczął kluczyć po węższych i mniej uczęszczanych uliczkach, mijając po drodze pojedynczych pijaków. W pewnym momencie najemnik stanął, odwrócił się i zmierzył ponurym spojrzeniem Tygrysa.
- Długo zamierzasz tak za mną leźć? Nie przypominam sobie, abym był ci coś winien, nikomu też ostatnio nie podpadłem, więc czego, kurwa, chcesz? Mów szybko albo wypierdalaj. Najlepiej to drugie.

Kolejność dowolna
24.03.2015, 21:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#35

Kątem oka dostrzegł, jak ktoś wykrzywia usta w dziwnym uśmieszku. Pierdolony mistrz dedukcji, niech se nic nie myśli. Nie jego sprawa.
Oprócz mężczyzny, jakiego śledził, Tygrys zwracał też uwagę na inne czynniki. Co prawda był skoncentrowany i zdeterminowany właśnie na swoim celu, ale ignorowanie wszystkiego dookoła byłoby dość nieroztropne; niejednokrotnie to znajomość otoczenia i zauważanie odpowiednich sygnałów gwarantowała pewną przewagę.
Nawet i bez tego, nie było trudno zauważyć tłumu, którego okrzyki dawały się słyszeć nawet z kryjówki, jaką sobie wcześniej przejął Tork. W tym momencie jednak niewiele interesowało go to zbiorowisko, gdyż najpewniej mało miało wspólnego z wojownikiem, za jakim podąża. Gdy ten zatrzymał się, przez chwilę łowca był dość zmieszany. Mogło się okazać, że facet zaraz odwróci się i zaniepokoi go postać jakiegoś dryblasa, który za nim łazi. Skręcił więc nieco w stronę zgrupowania, udając, że tam właśnie się kierował. Chwilę później okazało się to być niekonieczne - tamten człowiek ruszył chwilę później. Skinął też komuś głową - gdy Tygrys skierował ślepia w tamtą stronę, zauważył człeka, chyba Azaratczyka, bo taką ciemną miał skórę, który zdawał się pozdrawiać wojownika. Dość specyficznie, ale cóż, Tork nie znał się na zwyczajach i pozdrowieniach ludzi zachodu. Od tamtej chwili miał się jednak nieco bardziej na baczności.
Kiedy obserwowany przyspieszył kroku i zaczął kręcić się po mało uczęszczanych uliczkach, łowca nabrał praktycznie pewności, że cel jest świadom jego obecności. Ale to dość specyficzne, że nie odwrócił się od razu. Oprócz ciekawskiego podglądacza Tygrys mógł równie dobrze być płatnym zabójcą, a w takim wypadku facet nie żyłby już w pierwszej, ciaśniejszej uliczce. Szedł jednak dalej. A Tork nie miał najmniejszego zamiaru odpuszczać. Interesowało go tylko, cóż to za szósmy zmysł musi posiadać mężczyzna, że odkrył ogon, nie odwracając się ani razu. Domyślał się, że mógł napotkać na jakiś sygnał od wspólnika, więc sam zaczął nasłuchiwać - oczu nie miał dookoła głowy, lepiej było więc zdać się na ostrzeżenia wydawane przez różne szmery. Praktycznie w momencie, gdy najemnik stawał, łowca przypomniał sobie o Azaratczyku i jego "pozdrowieniu". Może to już od tamtej chwili badany wiedział?
I się odezwał. No, pięknie. Najgorsze było to, że Tygrys wcale nie zaplanował żadnej epickiej kwestii, w ogóle nie pomyślał o nadchodzącej rozmowie. Zdawało mu się, że będzie tak łaził aż po świata koniec. A tu nagle "czego za mną łazisz" i nie wiadomo, co odpowiedzieć, gdyż Tork mistrzem elokwencji nie był. Zamurowało go więc na chwilę. Cóż rzec, by się czegoś dowiedzieć? Chwilę później wpadło mu jednak coś do głowy. Przecież to tamten koleś coś wie, więc niech tamten koleś coś powie.
- Nie przypominasz sobie, hm? Długo żeśmy się nie widzieli. Sobie, kurwa, przypomnij. - odparł niezbyt miło, żeby nie tworzyć złudzenia, że jest jakimś starym przyjacielem. Samo to, że po prostu nie podszedł i nie zagadał już na samym początku o tym świadczyło, ale skoro łowca tak negatywnie skojarzył sobie śledzoną postać, to być może i ta, gdy odczuje nie do końca przyjemne uczucia wobec Torka, przypomni sobie cokolwiek.
Dalej pozostawało czekać na reakcję. Nie można było lekceważyć sytuacji - czegokolwiek by łowca nie powiedział, całkiem prawdopodobne było, że zostanie zaatakowany. W końcu nie bez powodu został zwabiony w ciemną i cichą uliczkę. W takich miejscach się morduje i nie był to przypadek, że się tu znaleźli. Tork był więc praktycznie pewny nadchodzącego ataku, jeśli nie ze strony wojownika, którego śledził, to z dowolnej, innej strony. Nogi ugięte, postura nieco pochylona, gotowa do uniku, oczy obserwowały przód, uszy dostały resztę. Twarz natomiast niezbyt nienawistnie wykrzywiona, a o grymasie dość obojętnym, w możliwie najlepszym w tym miejscu świetle, by ułatwić skojarzenie sobie Tygrysa przez tego faceta.
Gotowy do odskoku był nawet mimo pewnej odległości, jaka dzieliła ich dwóch. Doświadczeni najemnicy - a na takiego wyglądał ten człowiek - często noszą ze sobą coś, czym przyjemnie się rzuca.
27.03.2015, 00:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#36

Azaratczycy... ci to dopiero nagrabili sobie u znacznej większości ludności na świecie - czy to walkami, podobnymi najprawdopodobniej do tej tutaj, kradzieżami, rozróbami i innymi zachowaniami, które najczęściej nie podobały się miejscowym. Pozostali jeszcze ich nie widzieli. Splunąłem i w tym samym momencie tłum wzniósł kolejny okrzyk, który był zdecydowanie głośniejszy od poprzednich, pełnych wyzwisk pod adresem przyjezdnych. Tym razem tutejsi jak jeden mąż wykrzyknęli "Pieprzoni Azaratczycy", a ci, którzy dopingowali drugą osobę mieli głosy pełne dumy i triumfu, ale już nie tak jednomyślne - czasem ktoś krzyczał po prostu imię walczącego, czasem wyzywali tych, którzy skandowali imię osoby walczącej z Azaratczykiem, czasem wyzywali samego walczącego. Po kolejnym okrzyku z ich strony - a ze strony mieszkańców Miasta Handlowego zbiorowego westchnięcia, wyrażającego całą gamę emocji wszelakich - tutejsi zaczęli powoli opuszczać zbiorowisko, czasem narzekając na przyjezdnych, czasem na konkretne osoby, czasem próbując zachować dobry humor, a czasem nie mówili zgoła nic, opuszczając nisko głowy i idąc tam, gdzie powinni byli zmierzać.
Kiedy więc zbiorowisko przerzedziło się na tyle, że dało się przynajmniej coś zobaczyć, mimowolnie podeszliśmy trochę bliżej, aby zobaczyć to, co się tam stało. A widok był dość niemiły - kucający chłopak, który swoją jedną ręką opierał się, aby lepiej zachować równowagę, a drugą, nienaturalnie wykrzywioną trzymał przy ciele. Złamana jak nic. Powinien dać mu coś z nią zrobić.. wtedy też moje spojrzenie powędrowało w stronę przeciwnika, albo jak ktoś z tłumu go nazwał - oprawcy. Ani wysoki, ani niski, całkiem postawny i mieczem w dłoni. Mieczem dość marnym, co zauważyłem już od razu - źle wyważony, nadający się znacznie bardziej do bezmyślnego wymachiwania z nadzieją, że coś się uda uciąć, niż do wykonywania profesjonalnych i precyzyjnych cięć. Wykonany źle, bo albo metal był niskiej jakości, albo obróbka broni była źle wykonana, bo ostrze było delikatnie wyszczerbione w kilku miejscach. Za nim stało dwóch jego kompanów, ubranych tak, jak ubrany byłby typowy Azaratczyk - obszerne czarne stroje, napierśniki, a przy bokach bułaty. Przeniosłem znów swój wzrok na chłopaka - który odwrócił się na chwilę w naszą stronę, bo przykuliśmy - a raczej to ja przykułem - na sobie wzrok jego przeciwnika - jego twarz była pełna bólu, ale widać było tam też hardość, której wielu mogłoby pozazdrościć. No, gdyby nie to, że jest ciutkę za stary, to może rozważyłbym przyjęcie go jako ucznia...
Okazało się, że przyglądający mi się mężczyzna nadal się we mnie wgapiał, szczególnie interesowały go moje dwa miecze, które były delikatnie widoczne spod mojego obszernego płaszcza. Odsunąłem go więc i pogładziłem jedną dłonią rękojeść jednego z nich. Ten gest chyba odstraszył go, bo przeniósł swój wzrok gdzie indziej. odwróciłem się więc w stronę Ra'Shada i odezwałem się:
- Powinniśmy iść, bo tutaj nie znajdziemy ani statku, ani noclegu, ani niczego przyjemnego.
27.03.2015, 17:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#37

Po dość enigmatycznych wyjaśnieniach zaczepionego przechodnia, mistyk tylko nabrał przekonania, że raczej nie chce oglądać ulicznego spektaklu. Wiedział bowiem, że Azaratczycy potrafią być szorstcy w obejściu. Uczyniły to z nimi lata użerania się z demonami, każdej nocy, jak w niekończącej się opowieści.
Zaczekał jednak w pobliżu na dalszy rozwój wypadków i dopiero kiedy ludzie zaczęli się rozchodzić, a kurz bitewny zdążył opaść, pozwolił sobie na ocenę sytuacji i wysnucie kilku wniosków.
Ra'Shad mało był zainteresowany losem dzieciaka, jakoś mało obchodzili go zupełnie mu obcy ludzie. Również nie pokusił się na ocenę miecza, który azaratczyk zwrócił handlarzowi. Może jako rzemieślnik mógłby się wypowiedzieć w tej kwestii, jednak nie był ekspertem od długiej broni białej, toteż nie zamierzał takowego zgrywać.
To co faktycznie go zainteresowało, to trzy informacje wyłuskane z całej tej sytuacji. Pierwszą z nich oczywiście była wzmianka o sztylecie, którego machinalnie mistyk poszukał wzrokiem, oceniając pobieżnie pobojowisko.
Wzmianka o Jelenim Wzgórzu też raczej nikomu nie umknęła, podpowiadając że Ci mężczyźni prawdopodobnie z poczuciem dobrze wypełnionej misji, właśnie stamtąd wracali. I było to całkiem wręcz możliwe, że zmierzali do domu. Stwarzało to wręcz idealną okazję, aby poszukać wśród nich przewoźników do Azarat.
Trzecia rzecz, która wręcz zaintrygowała rzemieślnika, to fakt, że rozglądali się za bronią aż tutaj. Oznacza to, że mogą mieć problemy ze zdobyciem dobrego oręża u siebie. Ra'Shad dobrze wiedział, że pustynni kowale potrafią tworzyć bardzo dobrą broń i w dodatku znają się na runach. Pytanie więc brzmiało, czy zbyt windowali ceny czy też jednak mieli zbyt duże obłożenie pracą?
Każda z tych kwestii sprawiała, że mistyk mógł wykorzystać tę okazję na własną korzyść. Nie wiedział jednak jak wykreować sobie precedens. Nie mógł po prostu podejść do trójki wojowników, którzy przed chwilą pobili dzieciaka i stwierdzić, że może ma coś, czego mogą szukać. W taki zbieg okoliczności raczej rzadko kto wierzy, a Mistyk nie zamierzał dzisiaj skończyć z mieczem między żebrami.
Ra'Shad postanowił zagrać inaczej i wykorzystać chwilowe zdenerwowanie i dezorientację handlarza. Rzemieślnik sięgnął dyskretnie pod poły płaszcza i wydobył stamtąd jeden ze swoich sztyletów Piór.
Słowa swojego towarzysza podróży skwitował tylko spojrzeniem na niego. Była to mina mówiąca "Zaczekaj, mam pomysł" z nadzieją, że jego Zervast zrozumiał przesłanie.
Sam natomiast obszedł pole walki, starał się nie zwracać szczególnej uwagi na wojowników i ich ofiary, obrzucając ich tylko typowym spojrzeniem zaciekawionego przechodnia. Celem Mistyka stał się chwilowo bezradny kupiec do którego podszedł. Mówił swoim zwyczajowym spokojnym tonem:
- Jeżeli już Pan skończył poprzedni interes, ja poszukuję kupca. Nie stać mnie na nocleg i opłatę za statek. Chciałbym więc zapytać ile zaoferuje kupiec za jedno z moich dzieł.
Powoli, zachowując ostrożność, wyciągnął swoją lewą dłoń na której swobodnie leżał jego sztylet. Wygodny uchwyt i głownia która była jego esencją. Podstawa była stalowa, jednak rdzeń wraz z rozgałęzionymi odnogami był wykonany z czarnego metalu, podobnie z resztą jak okładzina ostrzy, biegnąca od uchwytu po obu stronach aż do szpicu. Lekko wyoblony kształt na środku głowni stwarzał wrażenie wyglądu pióra lub liścia. Wprawne oko było w stanie dostrzec, że na czarnym rdzeniu widnieją ciągi run.
Mistyk trzymał sztylet ostrożnie, bowiem był świadom jego ostrości. Dotknięcie krawędzi ostrza skutkowało w nacięciu skóry.
- Czy mogę liczyć na rzetelną wycenę?
Pytał spokojnie i jak najbardziej profesjonalnie. Znajdował się jednak na tyle blisko Azaratczyków, aby doskonale widzieli tą sytuację i rozumieli wypowiadane słowa.
30.03.2015, 21:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#38

Ra'Shad i Zervast:
Azaratczyk wyszczerzył zęby w rozbawieniu, wydając przy tym niski, stłumiony śmiech. Trącił łokciem towarzysza, wskazując ruchem głowy na łowcę. Postawa Zervasta została potraktowana pobłażliwie. Odkrycie broni spod płaszcza nie spotkało się z oczekiwaną reakcją. Mężczyźni wymienili pomiędzy sobą kilka krótkich zdań, których nie dane było nikomu usłyszeć. Zaraz potem Azaratczyk, ten, który od początku obserwował łowcę, ponownie na niego spojrzał, wyjmując zza pasa krótkie ostrze. Po sposobie w jaki zaczął bawić się nim, a także samego wyglądu broni (nawet widzianej z odległości kilkunastu metrów), nietrudno było zgadnąć, że służy ona głównie do rzucania.
Poszukiwany sztylet leżał parę kroków na lewo od stóp Azaratczyka, odtrącony zupełnie na bok, skrywając się w cieniu stoiska handlarza.
Pokonany młodzieniec wstał, łypnął na byłego przeciwnika, po czym skulony wycofał się, aby zniknąć wszystkim z oczu. Wykorzystał okazję, kiedy Ra'Shad postanowił obejść jego i oprawcę, niespodziewanie dla wszystkich proponując transakcję. Kupiec wytrzeszczył oczy na mistyka, z kolei Azaratczyk wbił w niego spojrzenie, ciężkie, świdrujące, choć także mignęło w nich zaskoczenie.
- Nie krępuj się - zwrócił się także do handlarza, krzyżując ręce na piersi. - Targu i tak nie dobijemy.
Sprzedawca przesuwał wzrokiem to z twarzy mistyka, to na Azaratczyka, zupełnie zbity z tropu. Przełknął ślinę, po czym skupił całą uwagę na Ra'Shadzie. Na jego obliczu pojawił się wystudiowany, wysilony uśmiech. Bez słowa delikatnie wziął proponowany towar. Z początku wydawało się, że robi to z grzeczności i ze strachu pod czujnym okiem Azaratczyka, który cały czas stał z boku i przyglądał się wszystkiemu; po dłuższej chwili obracania ostrzem, przyglądaniu się wygrawerowanym runom, sprawdzając jego ciężar w dłoni, chwyt, a także parę innych rzeczy, nie mógł już dłużej stłumić zachwytu, który wyrwał się z ust.
- Z czego to jest właściwie wykonane? - zapytał, podnosząc wzrok na Ra'Shada. - Przypomina żelazo, jednak wydaje się zupełnie inne. Te runy... Co one robią?
- Odrzucają demony - wtrącił się lakonicznie Azaratczyk.
- No tak, no tak... - wymamrotał pod nosem kupiec. Zwrócił "Pióro" właścicielowi. - Trzydzieści srebrnych. Taka jest moja wycena.
Azaratczyk uśmiechnął się pod nosem, nie mówiąc już nic.

Tygrys:
Śledzony mężczyzna zmarszczył brwi. Dłoń zapobiegawczo położył na głowicy miecza. Zmierzył sylwetkę Tygrysa, jakby oceniając jak wielką trudność sprawi mu pozbycie się go.
- Za chuja cię nie znam, zasrańcu.
Kiedy łowca przyjął postawę obronną, nieznajomy chwycił za rękojeść, wysuwając ostrzegawczo ostrze z pochwy na parę centymetrów. Wyraźnie spiął się, cofnął jedną nogę do tyłu, czujnie przypatrywał się dryblasowi. Na ogorzałej twarzy nie można było dostrzec ani jednego nerwowego, niekontrolowanego grymasu. Nawet wtedy, gdy Tork ustawił się tak, aby w świetle dnia był doskonale widoczny, unikając cieni pobliskich budynków. Nie został rozpoznany, lecz im dłużej stali naprzeciwko siebie, tym nieprzyjemne uczucie narastało. Zdecydowanie Tygrys miał kiedyś do czynienia z tym człowiekiem.
- Mów czego chcesz - powtórzył ostrzej najemnik, nie okazując strachu przed ewentualną potyczką. Wydawał się doświadczony, a opanowane zachowanie sugerowało, że niejeden raz już znajdował się w takiej sytuacji.

Zervast, piszesz bardzo ładne, klimatyczne posty, jednak prosiłabym, abyś nie dopowiadał rzeczy, których nie ma. Ubarwiać sytuację zawsze możesz, lecz bez decydowania, jak niezależne postacie zachowują się. Tutaj odwołuję się do końcówki, gdzie chłopak rzekomo spojrzał na Twoją postać, tak samo jak speszył się Azaratczyk.

Kolejność dowolna
04.04.2015, 19:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#39

Rzeczywiście, to było trochę głupie, że Tygrys nie przemyślał podobnej sytuacji. Hm, właściwie, to rzadko kiedy myślał zawczasu. Raczej działał zawsze tu i teraz... Cóż, jak dotąd nie wychodził na tym szczególnie źle. Zauważył, że znajomy-nieznajomy położył dłoń na swojej broni, gotów, by ją wyciągnąć. Nie powiedział żadnego "wstrzymaj się, to nie będzie potrzebne", bo nie chciał kłamać. A nuż by było i co wtedy?
Człek definitywnie znał się na rzeczy, a przynajmniej na tyle, żeby nie dać się zabić byle chłystkowi. W sumie nie zapuszczałby się w takie ulice, gdyby był typem kogoś, kto nie umie sobie poradzić. Miecz, czyli broń, na jaką pozwalali sobie zwykle dość dobrzy wojownicy czy najemnicy. Przeciętni opryszkowie nosili przy sobie jakieś maczugi czy toporki, broń mało finezyjną, ale mogącą zrobić krzywdę komuś opancerzonemu bez potrzeby wykazywania się specjalną finezją. Przygotował się, więc nie chciał zgrywać szczególnie silnego; docenił przeciwnika, jaki przed nim stał, mimo, że ten sam nie miał przy sobie widocznej broni. Jedną nogą cofnął się, co też było ostrożne, mógłby w razie potrzeby odskoczyć albo przeprowadzić inne ciekawe manewry. Tak, to nie byłaby najłatwiejsza z walk. No, chyba, że Tygrys odwróciłby uwagę miotnięciem toporka i sam znalazłby się zaraz za plecami przeciwnika... Trudniej byłoby skupić mu się na uniknięciu broni i czegoś, czego praktycznie nie mógłby dostrzec. Trzeba byłoby mu sporego farta, by z tego wyjść. Walka skończyłaby się najpewniej w tej samej chwili, w której by się skończyła.
Pytanie tylko, po co? Teraz Tork nie wiedział, co powiedzieć. Bo właściwie był w tym momencie już praktycznie pewny, że skądś tego człowieka znał, ale nie miał pojęcia skąd. I co, miał powiedzieć "no znam cię, weź opowiedz mi swoją historię, to może sobie coś przypomnę"? Nie brzmiałoby to szczególnie przekonująco. A im dłużej tu stali, tym większe szanse, że przyjdzie jakieś wsparcie dla tego człowieka. Tygrys nie miał tu zbyt wielu sprzymierzeńców, a wątpił, by straże zapuszczały się w te wąskie uliczki. Zresztą i stróże prawa nie byliby mu specjalnie na rękę.
Z kolei gdyby solidnie przypieprzył temu gościowi... Cóż. Nadal nie miałby zielonego pojęcia, co powiedzieć. A wątpił, by to odświeżyło jakoś pamięć wojownikowi. Zwłaszcza, że nie wyglądał na takiego, który przed chwilą by skłamał, a w rzeczywistości łowcę by dobrze kojarzył.
Solidny dylemat.
- Znam cię skądś. Nie wiem skąd, ale ta morda nie za dobrze mi się kojarzy. A tak się składa, że nie lubię mieć długów i dłużników. - stwierdził. Brzmiało to żałośnie, ale mogło być nie najgorszą prowokacją i okazją do spłaty długu, jakikolwiek by on nie był. No, warto też dodać, że jak na tak słabego zawadiakę i retoryka jak Tygrys wymyślenie lepszej riposty graniczyło z cudem.
Pozycja Torka nie zmieniła się od kilku chwil, tak samo było zresztą ze zwracaniem uwagi na otoczenie, choć głównie na postać przed nim. Im dłużej tu stali, tym większe były szanse, że tamten facet straci cierpliwość i zaatakuje, zatem im dłużej stali, tym bardziej łowca utwierdzał się w przekonaniu, że prędzej czy później będzie musiał wykonać unik. Bo pewnie dotarło do rozmówcy, że Tygrys nie dostosuje się do jego "wskazówki" i nie odpuści. Łowca był opanowany, jak na właśnie Łowcę przystało. W walce kierował się głównie instynktem, ale póki do niej nie doszło, musiał zachować dość chłodny umysł. Dzięki temu pogromcy bestii mieli szansę w ogóle przeżyć takie starcia; mieli silną wolę i zdolność do myślenia, coś, co ich od potworów różniło i stanowiło równowagę z przewagą fizyczną przeróżnych wynaturzeń.
05.04.2015, 22:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#40

Nie umknęło uwadze rzemieślnika, że nieco zagrał na dumie Azaratczyka. Widać, ktoś za wcześnie chciał zgasić jego chwilę chwały nad pokonaniem słabszego. Sposób w jakim górował nad innymi mógł oznaczać, że był to człowiek z silnym charakterem i niepodważalny lider grupy. Ra'Shad musiał być ostrożny, obcowanie z takimi ludźmi to balansowanie na krawędzi. Okaże za dużo skruchy to zostanie wciśnięty pod pantofel władzy, jeżeli natomiast nazbyt się sprzeciwi, pewnie skończy gorzej niż ten młodzieniec. Notabene ofiara skrzętnie wykorzystała ten krótki moment nieuwagi grupy, aby zniknąć gdzieś w uliczce.
Kiedy handlarz uzyskał przyzwolenie od dowodzącego Azaratczykami, zajął się oglądaniem Pióra. Ra'Shad dobrze znał tą zmieniającą się mimikę twarzy wszystkich, którzy przyglądali się jego dziełom. I tu nie chodziło o pychę samego mistyka. Nożownik po prostu był perfekcjonistą i był przekonany co do jakości swoich produktów. W szczególności tych, których sam używał.
Jedyne na co czekał, to jakakolwiek reakcja ze strony grupy wojowników pustyni. Potrzebował punktu zaczepienia, który pojawił się dość szybko.
Przy komentarzu dotyczącym run, Ra'Shad obrócił lekko głowę, a mimiką twarzy wyraził zainteresowanie. Krótkim spojrzeniem udało mu się również objąć Azaratczyka, który obserwował Zervasta. Szybko ocenił ostrze w ręku wojownika. Kształt, materiał, wykonanie i sposób wyważenia. Ot skaza zawodowa. Tak to już bywa, że kiedy człowiek staje się ekspertem w danej dziedzinie, wszędzie dostrzega obiekty swej ekspertyzy i podświadomie je ocenia i kategoryzuje.
W międzyczasie, jak słusznie można było zauważyć, Ra'Shad sprytnie pominął pytanie kupca o materiał z jakiego został wykonany sztylet. Była to tajemnica, którą nie chciał się dzielić. Przynajmniej nie za marne trzydzieści srebrnych.
Po ekspertyzie handlarza, rzemieślnik uśmiechnął się tylko serdecznie i odebrał swój sztylet z dłoni kupca. Nie chciał nawet marnować słów na profesjonalizm wyceny. Po części jako handlarz, sam znał wartość waluty i wiedział, że każdy chce uszczknąć coś dla siebie. Jednak ten kupiec w otwarty sposób chciał po prostu rzemieślnika okraść. Dobrze, że mistyk znał wartość swojej pracy, zarówno tą jawną jak i tą o której jeszcze nikt nie wiedział.
Odwrócił się w stronę Azaratczyków i podszedł do nich o pół kroku. Miało to zasygnalizować delikatnie, że skończył pertraktacje z kupcem i teraz zamierzał porozmawiać z nimi.
Zamłynkował lekko sztyletem w lewej dłoni, okręcając go wokół palca, w ten sposób niby od niechcenia pokazując jego dobre wyważenie. Zwrócił się do lidera grupy wojowników, jak zwykle posługując się swym do znudzenia spokojnym tonem głosu. Użył jednak formy grzecznościowej, może z przyzwyczajenia, może też z odruchu intuicji, że może to w jakiś sposób wpłynąć na lepszą relację.
- Widzę, że jest pan zaznajomiony z runami i najwyraźniej mógłby mi pomóc z uzyskaniem ceny bardziej zbliżonej do faktycznej wartości tych ostrzy.
Prosty zabieg, pozwoli teraz na sprawdzenie Pióra przez ręce prawdziwego wojownika. O ile wykaże nim zainteresowanie. W celu zwiększenia szansy, na zwrócenie uwagi, Ra'Shad celowo użył liczby mnogiej w swojej wypowiedzi. Niech Azaratczyk ma świadomość, że to ostrze nie jest pojedynczym wyrobem sztandarowym. W ten sposób też oceni inteligencję swego rozmówcy, który wydaje się całkiem błyskotliwym gościem w końcu nie każdy może popisać się znajomością run. Najgorsza mieszanka osobowości, sprytny i cwany wojownik o krwawych zapędach. Zwykle to niepohamowane maszynki do zabijania.
W każdym razie, podobnie jak w przypadku kupca, nożownik wyłożył sztylet na lewej dłoni i wyciągnął ją lekko w stronę lidera pustynnych wojowników. Dopiero kiedy wykaże zainteresowanie, Ra'Shad będzie mógł próbować szczęścia z podejściem biznesowym...
07.04.2015, 12:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna