Punkt odbioru informacji
#1

Cytat:Ponieważ system odbierania informacji o bestiach nie jest jeszcze odpowiednio rozbudowany i dopracowany, wiele mieścin musi sobie jakoś radzić na własną rękę z tą instytucją. Nie inaczej jest w Grimssdel, gdzie brakowało miejsca, które mogłoby posłużyć temu celowi. Dlatego władze musiały przekonać pana Witensa aby udostępnił parter swojego budynku i pozwolił urządzić tam punkt odbioru informacji, jak zostało to roboczo nazwane. Pan Witens jest zamożnym człowiekiem i posiada kilka nieruchomości w całej krainie, mimo to jednak wytargował całkiem pokaźną sumkę, którą otrzymał za swoją "dobrą wolę". Władze Grimssdel nie były z tego powodu zbyt zadowolone, jednak trzeba wykonywać rozporządzenia płynące z Lothil, inaczej mogą się spotkać z konsekwencjami, przy których mała zaliczka dla pana Witensa nie wydaje się taka zła.

Budynek jest solidny, wykonany z kamienia i dwupiętrowy. Pierwsze piętro zostało zagospodarowane do przyjmowania ludzi posiadających informacje. Znajdziemy więc tutaj przestronny pokój z biurkiem na środku, za którym zazwyczaj siedzi znudzony do granic możliwości urzędnik Hall, mający za zadanie przyjmować wszystkich przybyszów i wysłuchać co mają do przekazania. W pomieszczeniu obok znajduje się magazyn, w którym pracuje urzędnik Brandon, mający za zadanie zapisać, skatalogować i odpowiednio ulokować wszelkie informacje na temat bestii, jakie zostaną im przekazane. Dlatego też w tym pokoju stoją wielkie regały z księgami, ustawionymi alfabetycznie według nazw potworów, na temat których posiadane są jakiekolwiek informacje. Ostatnim pracującym to człowiekiem jest strażnik Medo, którego zadaniem jest pilnować porządku oraz wyprowadzać co bardziej opornych informatorów. Stoi on zazwyczaj przy schodach na drugie piętro i stamtąd obserwuje główne pomieszczenie.

Drugie piętro na początku służyło jako sypialnia pana Witensa. Po jakimś czasie stwierdził on jednak, iż nie odpowiada mu taki układ i wyprowadził się do innego ze swoich domostw, poza granicami Grimssdel. Wtedy miejsce to zostało zagospodarowane jako drugi magazyn, jednak tutaj przechowywane jest złoto, które wydaje się za informacje, a także księgi pomocne, pozwalające stwierdzić czy odebrane meldunki są wiarygodne i warte zapłacenia za nie. Dlatego też na drugie piętro wstęp mają tylko urzędnicy, a strażnik Medo taksuje nieprzyjaznym spojrzeniem każdego, kto chociaż zbliży się do schodów. Nie jest to najlepsze rozwiązanie i pojawia się wiele skarg na ten temat, jednak władze wciąż uznają to za okres przejściowy i mają nadzieję, iż urzędnicy w Lothil wreszcie określą konkretniejsze wytyczne w kwestii punktów odbioru informacji, dzięki czemu wszystko będzie zorganizowane w porządniejszy sposób.
24.08.2014, 20:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#2

A więc to tu. O krok od bogactwa. Cassavir poprawił kaptur i wszedł do budynku. Normalnie nie bawił się w takie środki ostrożności, ale zbyt dobrze znał się na złodziejskim fachu, aby nie wiedzieć co przyciąga uwagę różnych nieprzyjemnych typów. Wyróżniał się, a to źle. O ile w czasie podróży mógł się obnosić ze swoim zamiłowaniem do biżuterii, to w mieście wolał, aby jego kolekcjonerskie hobby pozostało w tajemnicy. Przygotował też się na ewentualną napaść. Część z pieniędzy schował w sakiewce którą zawiesił na szyi, ukrytej na koszulą. Było to około 25 srebrnych smoków. Dość, aby zadowolić ewentualnych napastników. Resztę ukrył zawinięta w jakiś kawałek szmaty w starym, czerstwym chlebie, wydrążonym wewnątrz. Dziurę zalepił zwykłym pieczywem, które po pewnym czasie wyschło. Trzymał go w worku, który niósł na plecach, razem z prowiantem i innymi drobiazgami. Księgę ukrył za pazuchą płaszcza. Dodatkowo jego chusta nie znajdowała się w tym momencie na głowie, a starannie poskładana spoczywała w jednej z kieszeni.

Gdy wkroczył do pomieszczenia dokładnie zbadał całe otoczenie. Po chwili podszedł do człowieka siedzącego za biurkiem. Jeśli był zajęty, zwrócił swoją uwagę pukając o blat stołu. Gdyby obsługiwał inne osoby, spokojnie zaczekałby na swoją kolej.
- Niech ci bogowie błogosławią dobry człowieku, mam chyba coś, czego od dawna szukaliście. - Wyjął zza pazuchy księgę i postawił ją na blacie stołu.
- To powinno zakończyć wasze problemy z rybo-ludźmi, czy jakkolwiek zwą sie te odrażające stwory. - uśmiechnął się i czekał na reakcję urzędasa.
26.08.2014, 01:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#3

Gdy Cassavir wszedł do budynku, przed nim w kolejce stało jeszcze dwóch jegomościów, którzy także chcieli się podzielić jakimiś ciekawymi informacjami. Pierwszy był staruszek z gęstą, siwą brodą, za nim natomiast stał oprych o nieprzyjaznym spojrzeniu i bliźnie przecinającej lewy policzek. Poza tym w pomieszczeniu znajdował się jeszcze znudzony urzędnik, wysłuchujący informacji od przybyłych oraz strażnik stojący przy schodach, który obserwował wszystkich surowym spojrzeniem. Zatrzymał wzrok na Cassavirze przez dłuższą chwilę, gdy ten wszedł do środka, jednak zaraz potem zajął się czymś innym.
Pierwszy z informatorów - siwobrody, głośno krzyczał i energicznie wymachiwał rękoma.
- Panie, przysięgam! Miał sześć metrów wielkości i ze trzy szerokości! Kły wielkie jak moje ramię! Po jego ciele spływał jakiś taki obrzydliwy śluz. No i ślepia miał wielkie i żółte!
- Barney, twoja żona nie zalicza się do spisu potworów - odpowiedział strażnik przy schodach pod adresem starca i zachichotał. Człowiek z blizną oraz urzędnik uśmiechnęli się mimowolnie, a siwobrody, zwany Barneyem, oburzył się.
- Nikt się ciebie o zdanie nie pytał, wypierdku jeden! Chcę moje smoki, dałem wam informacje! - Zażądał starzec i dla podkreślenia swych słów walnął pięścią w blat biurka. Był jednak wątłej postury, dlatego też nie sprawiło to takiego wrażenia, na jakim mu zapewne zależało.
Urzędnik siedział oparty o swoją rękę i ze znudzeniem wpatrywał się w oburzonego starca. Drugą ręką sięgnął pod biurko, a potem położył na blacie monetę.
- Barney, daję ci jednego brązowego smoka, żebyś się wreszcie odpieprzył, przestał tutaj przychodzić i opowiadać nam bajki. Klnę się na Duronora, że jeśli jeszcze raz tu przyleziesz i zaczniesz opowiadać coś o wielkich bestiach, to powiem Medo, żeby ci wybił zęby, a potem wyrzucił na ulicę.
Starzec z każdym kolejnym słowem stawał się coraz bardziej czerwony na twarzy. Wziął jednak brązowego smoka, potem wstał i udał się w stronę drzwi energicznym krokiem.
- Zdziercy! Rabusie! Dupowtyki cholerne! Żeby ich tak... - Dalsza część wywodu pozostała niedosłyszana, bowiem siwobrody opuścił już budynek.
Strażnik przy drzwiach westchnął głośno, a urzędnik pomasował skronie.
- Następny.
Człowiek z blizną był bardziej spokojny od swojego poprzednika. Podszedł do biurka, nachylił się nad nim i wyszeptał kilka słów do ucha urzędnika. Potem położył na blacie jakąś kartkę. Mężczyzna za biurkiem kiwnął głową, zerknął na świtek i odpowiedział coś szeptem. Następnie poszperał ręką pod biurkiem i wyciągnął woreczek, który zadźwięczał wdzięcznie, co świadczyło o jego zawartości. Wręczył go mężczyźnie z blizną. Ten skinął głową, schował swoje pieniądze i wyszedł.
- Następny.
Gdy Cassavir podszedł, na jego słowa urzędnik odpowiedział mało entuzjastycznym "ehe" i wziął dziennik, który zaczął przeglądać. Z każdą kolejną kartką wyraz znudzenia znikał z jego twarzy, a pojawiało się na niej zaciekawienie. Strażnik obserwował ich uważnie.
- Skądżeś Pan to wytrzasnął? - Spytał zaintrygowany urzędas, podnosząc wzrok na Cassavira.
26.08.2014, 14:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#4

Oczywiście sam z zaciekawieniem obserwował całą sytuację, nawet parsknął, gdy usłyszał komentarz strażnika. Przynajmniej ochroniarze nie byli nudziarzami. Cóż, pewnie staruszek często sprzedawał im lipne informacje, albo bajki nie z tej ziemi. Przynajmniej poznał atmosferę tego miejsca, wiedział już jak się zachować.

~*~

Cassavir z radością obserwował, jak zmienia się wyraz twarzy mężczyzny. Mimowolnie i jemu samemu wypędził lekki uśmieszek. To dobry znak.
Oczywiście przygotował się zawczasu na takie pytanie, już kilka dni temu sklecił całkiem ładną historyjkę na ten temat. Twarz cygana posępniała.
- Spadek po wuju nieboszczyku. - Wykonał gest odstraszający duchy. - Był skromnym, mało znanym, acz uzdolnionym badaczem. I to jest jego ostatnie dzieło. Mieszka tu pan, to pewnie wie, że te potwory zamieszkują pobliskie jeziora. Wuj osiedlił się w wiosce kilka dni drogi stąd, położonej nad jeziorem, specjalnie aby badać te stwory. Jakoś miesiąc temu wypłyną na owe jezioro i już nie wrócił. Dopiero po kilku dniach znaleźli samotnie dryfującą łódkę, a w niej ten dziennik. Wuj zawczasu pomyślał o tym, że może nagle zginąć i spisał testament. Tak ten dziennik trafił w moje ręce. - Westchnął.
- Wpierw chciałem mścić wuja, zarżnąć każdego rybo-ludzia jakiego zobaczę na tym przeklętym jeziorze ale rybacy prości ludzie, nie odważyliby się wypłynąć wgłąb jeziora, a sam skończyłbym pewnie jako karma. Wtedy usłyszałem, że włodarze tego miasta szukają informacji na temat tych monstrów. Skoro ja niewiele mogłem zrobić z wiedzą zawartą w tym dzienniku, to może wam się uda. Z całego serca życzę tym potworom śmierci.
Spoglądał na urzędnika spod kaptura, miał nadzieję, wzrokiem bez wyrazu. Gość powinien chwycić tę gadaninę. Cassavir starał się umiejętnie poprzeplatać prawdę z kłamstwem, może efekt będzie na tyle przekonujący, że obejdzie się bez dalszych zbędnych pytań.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.08.2014, 12:25 przez Cassavir.)

27.08.2014, 12:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#5

Urzędnik wysłuchał całej historii, a potem drapnął się po brodzie raz i drugi, kolejny raz wertując dziennik. Na jego twarzy malował się wyraz zamyślenia.
- Brandon! Rusz no się tu! - Zakrzyknął w pewnym momencie. Na początku nie wywołało to żadnej reakcji i wydawało się, że mężczyzna będzie musiał powtórzyć, jednak po chwili drzwi po lewej się otworzyły i wyszedł z nich barczysty mężczyzna o blond włosach, który bardziej wyglądał na drwala niż urzędnika. Jego kwadratową szczękę pokrywał kilkudniowy zarost, a niebieskie oczy najpierw spoczęły na Cassavirze, a potem na urzędniku za biurkiem.
- Co jest? - Spytał z akcentem, sugerującym iż rzeczywiście jakieś nieszczęsne zrządzenie losu sprawiło, że zamiast wycinać aktualnie drzewa, musi się zajmować katalogowaniem bestii. Podszedł do biurka i uparł masywne ręce na jego blacie.
- Spójrz na to - powiedział ten za biurkiem, a potem wręczył dziennik blondynowi. Drugi z urzędników zaczął przeglądać znalezisko, a na jego twarzy zaszła podoba zmiana, jak wcześniej u kolegi po fachu.
- Ty to przyniosłeś? - Spytał Cassavira.
- Tak - odpowiedział za Akolitę drugi urzędnik.
- Jeszcze nikt nie dostarczył nam tak dokładnych wiadomości. Skąd je wziął?
Urzędnik za biurkiem powtórzył historię opowiedzianą przez Cassavira. Blondyn poskubał się po brodzie w zamyśleniu.
- Słyszałem historie o jakimś świrze, bez urazy, który wypłynął na Jezioro, żeby badać tych cholernych Aquamanów. Myślałem jednak, że to tylko bajdurzenie tych głupich wieśniaków. Od dawna mamy problem z tymi bestiami, ale żaden cholery pachołek nie chce nam powiedzieć nic ciekawego na ich temat, a potem się skarżą, że ich atakują. Tutaj mamy praktycznie wszystko, czego potrzebujemy. To całkiem cenna zdobycz - stwierdził blondyn i spojrzał na Cassavira.
- Pańskie miano? - Zagadnął urzędnik przy biurku, otwierając przy tym jedną z ksiąg.
27.08.2014, 13:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#6

To było to. Już czuł ciężar ciężar złota w sakiewce... Może nawet w kuferku! Na przybycie słusznej postury mężczyzny zareagował tylko lekkim skinięciem głowy w jego stronę. Jego słowa były nader obiecujące.
- Na imię mi Cassavir, mości panie.
Gdyby tylko wiedział, że w międzyczasie stał się nieco zbyt sławny niżby chciał. Jednak nie wiedział tego i stał teraz spokojnie, oczekując lukratywnego zakończenia jego niewielkiej przygody, którą rozpoczął arcymag Daimon (tfu!).
Choć kto wie, dotychczas dopisywało mu szczęście. Może tak będzie i tym razem.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.08.2014, 21:17 przez Cassavir.)

27.08.2014, 20:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#7

Urzędnik pokiwał głową i zapisał imię w swojej księdze. Potem zaczął przeglądać drugą, mamrocząc coś pod nosem.
- Tak, nie jest pan stąd - stwierdził pod nosem i podrapał się po brodzie. Tymczasem niejaki Brandon znów wertował dziennik, opierając się o biurko. Zmarszczył lekko nos, podnosząc wzrok na Cassavira.
- Niezła sumka ci się uzbiera. Szkoda, że nie masz jakiegoś dowodu. Łba bestii albo chociaż płetwy czy coś. Wtedy mógłbyś zgarnąć nawet dwa złote smoki. Ale za ten dziennik dostaniesz 60 srebrnych lekką ręką. - Stwierdził i uśmiechnął się. - Idę się zająć swoją robotą. Hall, wypłać mu kasę. - Polecił urzędnikowi za biurkiem, a sam wziął dziennik i wrócił do swojego pokoju, zamykając drzwi. Tymczasem Hall wciąż coś notował.
- Tak jak wspomniał Brandon, to będzie 60 do 80 srebrnych smoków, będziemy negocjować. Najpierw jednak chciałbym... Medo, co ty... - Reszty Cassavir już nie dosłyszał. Poczuł gwałtowny ból z tyłu czaszki, a potem zapadła ciemność.

***

Gdy Cassavir ponownie się ocknął, zaatakował go pulsujący ból głowy. Pierwszą rzeczą, którą mógł zarejestrować, był fakt iż wciąż znajduje się w budynku poboru informacji. Drugą natomiast, że siedzi na krześle, a jego ręce oraz nogi są skrępowane. Trzecią zaś, była stojąca przed nim grupa strażników, a dokładnie pięciu, którzy obserwowali niedoszłego informatora. Jednym z nich był Medo. Obok nich stali Hall i Brandon ze strapionymi minami. Pierwszy odezwał się urzędnik, który wcześniej siedział za biurkiem.
- Proszę nam wybaczyć panie Cassavirze! Zapewniam, iż nie mieliśmy z tymi nic wspólnego! To strażnik Medo...
- Stul pysk urzędasie
- warknął jeden ze strażników. Był z nich najstarszy, miał gęste, siwe wąsy oraz stalowe spojrzenie. Przyglądał się Cassavirowi z kpiną wymalowaną na twarzy. - Nasza ptaszyna się przebudziła. Powiadali nam, że jesteś niebezpiecznym magiem, posługującym się czarną magią. Nie wyglądasz mi na takiego. Nie, bardziej przypominasz zwykłego obdartusa, łajzę, rzezimieszka, któremu w końcu powinęła się noga. Raydan, co na niego mamy?
Inny ze strażników nagle się wyprostował. On wyglądał na najmłodszego, mógł mieć najwyżej dwadzieścia lat. Na jego twarzy malowało się zdenerwowanie.
- Przestępca Cassavir podejrzany jest o kradzież, podpalenie, próbę morderstwa, morderstwo oraz posługiwanie się czarną magią.
- Posługiwanie się magią to nie przestępstwo, ty przygłupie. - Warknął ten o siwych wąsach, najwyraźniej ich dowódca, do niejakiego Raydana. Chłopak wyglądał na wystraszonego.
- Wybaczcie, ale w raporcie było...
- Dobra, stul już pysk.
- Chwila, panowie! - Zaoponował Hall, unosząc ręce. - Podejrzany, dobrze zrozumiałem? Czyli nie macie dowodów, że to on. Dlaczego więc nie weźmiecie go do swojego budynku i nie sprawdzicie czy...
- A ciebie kto pytał o zdanie pieprzony urzędasie?
- Warknął trzeci ze strażników o wydatnej szczęce i krzywych zębach. Wyciągnął rękę i odepchnął Halla.
- Ej! Uważaj co robisz z tymi łapami! - Warknął na to Brandon, napinając mięśnie szyi i mierząc strażnika wściekłym spojrzeniem.
Wydawało się, że obaj zaraz skoczą sobie do gardeł niczym dwa wściekłe psy, jednak nad sytuacją skutecznie zapanował przywódca strażników.
- Zamknijcie cholerne mordy, bo sam wam wpierdolę - warknął, spoglądając na obu tak długo, aż nie stwierdził, że sobie odpuścili. Wtedy znów zwrócił się do Cassavira. - Właśnie po to tutaj jesteśmy. Żeby ocenić, czy ten rzezimieszek jest winny. No jak ptaszyno, pogadamy? - Spytał kpiąco, nachylając się nad Akolitą. Jego oddech śmierdział winem i kiełbasą, a stalowe oczy wydawały się przewiercać maga na drugą stronę.
28.08.2014, 00:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#8

80 srebrnych smoków! Nieźle. Już teraz dysponował całkiem sporą sumką, a te dodatkowe pieniądze otwierały przed nim całkiem ciekawe możliwości. Już miał wizje w jaki sposób wykorzystać tę sumkę, gdy nagle ktoś się na niego rzucił. Zarejestrował to kątem oka, jednak nie był w stanie zareagować. Porządny cios w głowę wysłał Cassavira w objęcia bogów snów.

~*~

Pobudka nie była zbyt miła. Początkowo zdezorientowany, z głową bolącą jak diabli, suchym posmakiem w ustach i tym cholernym światłem słonecznym rażącym go w oczy. Jego pierwsza, nieśmiała myśl: "Co się tu kurwa dzieje?", została zastąpiona przez nie co bardziej nacechowaną emocjami: "Co się tu kurwa dzieje?!", gdy zorientował się, że jest związany, a przed nim stoi jakiś trzech typów, którzy swoją urodą i ogładą dorównywali strażnikom miejskim...
Cassavir zmrużył oczy.
Zaraz... przecież to są strażnicy miejscy.
Gdy zauważyli, że się obudził, ten jakże "groźny", "profesjonalny", "brutalny" i oczywiście "władczy" typ, będący zapewne liderem tej bandy, zwrócił się do niego z jakże "ironicznym" tonem, mającym pewnie świadczyć o jego rzekomej kompetencji.
A żeby to otchłań pochłonęła! Mały incydent w wiosce ryckiej rozniósł się chyba nieco dalej niżby chciał. Ten imbecyl Tarnar jest szkodliwy nawet wtedy, gdy nie ma go w pobliżu. Miał nadzieję, że trafił go szlag.
Jest źle, wizja bogactwa zamieniła się w wizję tych trzech zakapiorów. Dlaczego w straży miejskiej nie ma pięknych kobiet? Przynajmniej mógłby się wtedy doszukiwać pozytywów obecnej sytuacji.
Jednak z każdym słowem strażnika-lidera coraz bardziej był pewien, że wyjdzie z tej całej kabały obronną ręką, a jego brew unosiła się coraz wyżej. Gdy tamten skończył Cassavir nie wytrzymał i uniósł się głośnym śmiechem, aż łzy pociekły mu po policzkach.
- Pięknie, panowie, pięknie. Normalnie asy wywiadu! - rzekł, chichocząc. - Czarna magia? Morderstwo? Podpalenie? Kto jest waszym informatorem, chłopscy bajarze? - Uśmiech nie schodził mu z twarzy i patrzył na strażników pobłażliwie, jak na idiotów.
- Ja się pytam, jakie podpalenie? Zabójstwo kogo? Jaka do cholery czarna magia!? I, kurwa, myślicie że jestem kretynem i gdybym zrobił te wszystkie rzeczy, to pokazywałbym się pośrodku miasta i rozpowiadał jak się nazywam? - Poprawił się na krześle i uśmiechnął się przyjaźnie do urzędnika.
- Niech pan się nie martwi, to tylko nieporozumienie. - Po czym zwrócił rozbawiony wzrok na strażnika.
- Pytaj o co chcesz, jeśli się nie boisz potężnego, mordującego i podpalającego czarnego maga. - Kiedyś usłyszał, że jak blefować to po całości. Cóż, miał nadzieję, że przynajmniej część strażników zwątpi, bo nie sądził, że ten tępogłowy się na to złapie. Ci głupi mają jedną zaletę, cokolwiek im nie powiesz, będą zawsze obstawiać przy swoim. Idealni robole, o ile są lojalni.
28.08.2014, 15:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#9

Przywódca strażników z każdą chwilą marszczył brwi, coraz bardziej niezadowolony. Nagle nie miał już tak wielkiej władzy, a co więcej, tracił twarz przed swoimi ludźmi. Wyprostował się i spojrzał na podwładnego, który wcześniej prawie pobił się z urzędnikiem Brandonem.
- Raff, więzień stawia opór. Proponuję, abyś go trochę... zmiękczył - powiedział siwowąsy chłodnym tonem.
Mężczyzna z wydatną szczęką uśmiechnął się, ukazując rząd krzywych zębów, a potem się zamachnął i uderzył Cassavira w brzuch. Niezbyt mocno, ale jednak poczuł. Kilka osób na sali westchnęło.
- Ależ Panie Komendancie... - wyszeptał strażnik Raydan, który był blady jak kreda.
- To już jest przesada! - Zagrzmiał urzędnik Hall z oburzeniem. - Torturujecie człowieka, nawet nie mając na niego dowodów i to jeszcze w budynku poboru informacji! Nie mam zamiaru na to pozwalać! Idę zawiadomić twojego zwierzchnika...
- Nigdzie nie idziesz przeklęty urzędasie. Zaraz zapiszę w raporcie, że przeszkadzałeś nam w przesłuchaniu i musiałem poprosić strażnika Raffa, aby cię uspokoił.
Groźba ta wywołała jeszcze większe oburzenie na twarzy Halla, widać było również, iż Brandon nie jest zadowolony z rozwoju wypadków. Strażnik Medo miał niepewną minę. Wszyscy jednak zamilkli.
Tymczasem Komendant znów się nachylił nad Cassavirem.
- Posłuchaj mnie gnojku. Nie jesteś w odpowiedniej sytuacji do zgrywania żartownisia. Tracę swój bezcenny czas na takiego śmiecia jak ty, a mam ważniejsze sprawy na głowie. Wsadzę cię do lochu w ten czy inny sposób. - Wyprostował się i spojrzał na najmłodszego strażnika. - Raydan. Przedstaw panu Cassavirowi dokładne zarzuty.
Młodzieniec cały się trząsł, jednak przyjął wyprostowaną sylwetkę i zaczął recytować, lekko się jąkając.
- Przestępcy Cassavirowi zarzuca się zamordowanie człowieka na łódce, tożsamość nieznana, kradzież dziennika z cennymi informacjami, próbę zabójstwa wieśniaka Stena wraz z małżonką oraz podpalenie domu wieśniaka Stena wraz z małżonką. Niewykluczona jest próba zabójstwa drugiego akolity, tożsamość nieznana. - Chłopak zakończył i wziął głęboki wdech. Siwowąsy znów spojrzał na więźnia.
- Coś ci się przypomina?
28.08.2014, 18:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#10

Cios był bolesny i Cassavir skłamałby gdyby powiedział, że się tego nie spodziewał. Właściwie cieszył się z tego, głupi strażnik robił z niego męczennika na oczach świadków i nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Jęknął i oddychał głęboko. Facet ma ciężką pięść. Mimo to odniósł sukces, zyskał przewagę, którą skwapliwie wykorzysta. Jak przewidział, tylko ten cały komendant nie stracił pewności siebie. Wszystko szło w dobrym kierunku. Z lekko pochyloną głową, zerkał gniewnie to na komendanta, to na człowieka, który wymierzył mu cios.
- No to będziesz się musiał trochę nagimnastykować, a nie wyglądasz na szczególnie gibkiego - rzekł bezbarwnie, patrząc wprost na dowódce.
W międzyczasie jakiś chłopaczek zaczął odczytywać "szczegółowy" akt oskarżenia.
- Czuję się powalony siłą waszych argumentów. - Uśmiechnął się z przekąsem, co w raz z wyrazem bólu malującym się na jego twarzy, dało dość specyficzny efekt.
- Ale przynajmniej to jakieś konkrety. Po pierwsze nie przestępca, a oskarżony, po drugie gówno prawda, nie przyznaję się do niczego, a po pijaku potrafiłbym sklecić lepszy akt oskarżenia i po trzecie tak przypominam coś sobie. - Chrząknął i zaczął znów mówić:
- Czyżbym dobrze usłyszał, Sten, ten rybak? Taaak, znam tego skurwysyna i jego, niech ją otchłań pochłonie, żonę. Gościłem u nich podczas podróży do tego miasta. Towarzyszył mi w podróży pewien mężczyzna, którego spotkałem po drodze. Okazało się, że zmierzamy w tą samą stronę. Był kompletnym idiotą, mówiąc szczerze, ale we dwóch zawsze bezpieczniej. Chciałem się dostać do tego miasta, aby przekazać wam informacje o rybo-ludziach, który pozyskałem z dziennika mojego wuja. Postanowiliśmy przeciąć jezioro, nad którym znajduje się wioska, którą zamieszkuje Sten. Fakt, było to ryzykowne i niezbyt rozsądne, ale zależało nam na czasie. Zaatakowali nas aquamani i cudem uszliśmy z życiem. Uciekliśmy przed potworami i wtedy spotkaliśmy Stena. Pomógł nam i odholował do swojej wioski, zaprosił na obiad, wydawał się porządnym człowiekiem. Głupi byłem, bo wtedy mu się przedstawiłem. Potem na stole pojawiła się flaszka, wiecie jak to jest. Z natury jestem człowiekiem podejrzliwym i dla bezpieczeństwa wolałem nie pić. Mówiąc wprost wylewałem za kołnierz. No i miałem rację. Gdy uznali, że jesteśmy wystarczająco pijani zaatakowali nas. Pewnie jakimś cudem zauważyli co ze sobą niosę i postanowili sami sprzedać te informacje. Cały plan pewnie był pomysłem brzydkiej jak noc żony Stena, bo ten idiota okazał się być zbyt podatny na magię flaszki i urżnął się jak świnia. Nie był w stanie ustać. Niestety mój towarzysz też sobie nie żałował. Nie wiem co się dokładnie stało, czy ktoś strącił świecę, czy rzeczywiście mój towarzysz parał się czarostwem, ale stół w izdebce stanął w płomieniach. Sam niegroźnie nożem ciąłem potworzycę Stena w nogę i wziąłem nogi za pas. Potem spotkałem dobrych ludzi, którzy podwieźli mnie tutaj. - Cassavir coraz bardziej wyprostowywał się podczas opowiadania historii. Cały czas patrzył komendantowi w oczy.
- To Sten i jego żona sprzedali wam historykę o mojej rzekomej zbrodni, prawda? - Uśmiechnął się szyderczo, cały czas patrząc na komendanta z wyższością.
- Miałem rację, wasi informatorzy to chłopscy bajarze. Gratuluję panowie, musicie być nieziemsko skuteczni. Gdybym miał wolne ręce to bym wam zaklaskał. Pytam się czy macie na mnie jakieś dowody? Skoro niby zabiłem dwóch ludzi, to powinny być ich ciała. Macie je? Macie cokolwiek, prócz słów Stena i jego żonki? - Spojrzał na wszystkich zebranych.
- Robisz, panie władzo, kurwę z prawa, które powinieneś strzec. A chyba na służbie nie wolno chodzić do burdelu? Publicznie się kompromitujesz przed podwładnymi i cywilami. Oni nie wiedzą, czy jestem winny, czy nie, ale widzą jak mnie traktujesz. Każdy z nich mógłby być na moim miejscu niesłusznie oskarżony, traktowany jak przestępca, mimo żadnego dowodu winy. Mam nadzieję, że wyciągną odpowiednie wnioski. Więc albo przedstaw mi konkretne dowody mojej winy, albo nie rób z siebie większego idioty niż do tej pory zrobiłeś i mnie wypuść. Chyba, że wierzysz w słowa Stena, człowieka który sądzi, że po jego jeziorze pływają statki handlowe, a po jego środku na dnie mieszka karaken. Zapytajcie go, jak się znalazłem na jeziorze, to usłyszycie niezwykle fascynującą historię właśnie o statkach handlowych i karakenach. - Znów zaśmiał się patrząc na tych strażników jakby byli niedorozwiniętymi dziećmi.
- Zgaduję, że to chłopi z tamtej wioski zabili mojego towarzysza, uznając go winnym parania się "czarną magią". Jeśli zgadłem dobrze, to jak na razie to oni dokonali przestępstwa, a nie ja. Może nimi się zajmiesz? - zasugerował mu, lekko przechylając głowę. Liczył się z dalszymi ciosami wymierzonymi w jego stronę... tym lepiej dla niego. Im bardziej zostanie niesprawiedliwie potraktowany tym większym męczennikiem będzie, co gra tylko na jego korzyść. Miał nadzieję, że pozostali strażnicy ostatecznie zwątpią w prawomocność tej akcji i jakoś zareagują.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.08.2014, 23:18 przez Cassavir.)

28.08.2014, 23:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna