Punkt odbioru informacji

- Dzięki- Odparła do urzędnika i usiadła na jego miejscu. W czasie kiedy przygotowała sobie papier Soth zaczął rozmowę z ochroniarzem.
- Taaaa. Trudno bym miała jaja. - Odparła obojętnie na uwagę Sotha i zaczęła wrysowywać zęby w szkic paszczy żabola. Zapach gorzały zakręcił jej w nosie. - Pijus.
Skończyła kreślić tuszem kontury bestii kiedy to nagle dotarło do niej, że właśnie dostali od Vincenta cynk o zadaniu. A na dniach kończyło im się zakwaterowanie. Czyli zaoszczędzą trochę złota, albo i nie jeśli zachce się Sothowi zabalować przed opuszczeniem miasta.
- Do Valen daleka droga, pewno już wszystkie miejscowe bestyjki zdążyli tamtejsi łowcy wybić. Ale spróbować można. - Sabetha była chętna do współpracy. Na samą myśl, że będzie polować na bestie a nie na zwierzynę łowną, uśmiechnęła się pod nosem.
Po chwili jednak skupiła się na potworze z bagien i przestała ich słuchać. W czasie rysowania końcówkę języka miała wytkniętą w kąciku ust, brwi zmarszczone, wzrok skupiony a ruchy dłoni uzbrojonej w pióro pewne. Taka urzędniczka Sabetha. Po chwili spojrzała na kartkę krytycznym spojrzeniem, potem uniosła ją pokazując Sothowi.



- No, skończony. - Podrapała się po czuprynie końcówką pióra nie zważając na to że mogła jeszcze odrobiną tuszu zabrudzić skórę głowy.

// Rysunek na potrzeby sesji - wyrób własny.
04.11.2015, 01:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji

[MG]

Sothowi od razu dużo lepiej zrobiło się po upiciu kilku łyczków gorzałki Vincenta. Najwyraźniej też jakaś lampka zapaliła się nad jego głową w momencie gdy usłyszał o zleceniu czekającym na Łowców w Valen. Można jednak było mieć obawy, że nic już do upolowania nie pozostało w okolicach skoro słynny alchemik płacił krocie za odczynniki do badań.
- A nieee wiem, nie bywam tam. Na mieście gadają, że znoszą mu tam różne ohydne śmieci, a on rzadko płaci drobniakami. - odpowiedział strażnik na pytanie Sotha. W tym samym momencie otwarły się drzwi kancelarii i do pomieszczenia wszedł Hall przypatrując się uważnie całej trójce. Sabetha właśnie kończyła kreślić podobiznę tajemniczego żabola z bagien, a urzędnik gdy to zobaczył niemal otwarł usta ze zdumienia. Trzeba było przyznać, że kobieta miała pewną rękę i najwyraźniej dobrze przyjrzała się bestii nim zdążyła ze swoim partnerem przerobić ją na flaczki.
- Hmmmm, w zasadzie nie do końca wam wierzyliśmy, jednak ten szkic to dosyć dobry dowód. Już kiedyś dostaliśmy bardzo podobny, jednak nie możemy płacić ludziom za każdą pogłoskę, zawsze mogliście o tym potworze od kogoś usłyszeć. Zębów ani jęzora nigdy nie widziałem na oczy, ale teraz wiem że należą do tego Żabola. - powiedział urzędnik przejmując rysunek od Łowczyni i zwijając go delikatnie w rulonik. Następie drugą ręką sięgnął do kieszeni, a cała trójka usłyszała metaliczny brzdęk monet.
Przed Sabethą na blacie biurka gruchnęła całkiem pękata sakiewka, w której później mogła się doliczyć pięćdziesięciu srebrnych monet. Od niej zależało co zrobi z sakiewką, bo tym razem jej partner stał zbyt daleko by pierwszy dobiec do wypłaty.
- No to tyle, mam nadzieję na dalszą współpracę, pamiętajcie że zawsze oczekujemy rzetelnych dowodów... truchła byłyby najlepszym. Vincent, możesz odprowadzić państwa. - powiedział nieco rozpogodzony Hall zakładając rękę na rękę.
Vincent wzruszył tylko ramionami, chwycił swoją pikę spod ściany i ruszył w kierunku drzwi. Gdy pociągnął za klamkę, duża ilość ciepłego powietrza wlała się do środka... podróż do Valen mogła nie należeć do najprzyjemniejszych.

//Sabetha, nie chciałbym sugerować byś dokładała sobie roboty, ale jak lubisz robić takie szkice to każdy kolejny przybliża do dopisania umiejętności rysowania z pamięci do KP. Wpisałbym już teraz, ale musimy to potraktować jakby postać nabierała doświadczenia w tym co robi Oczko

Zapraszam na szlak jeżeli nie planujecie żadnych przygotowań do podróży w Grimssdel.
Gracz opuścił wątek
10.11.2015, 12:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji

Na prezentację szkicu żabola i sam urzędnik się załapał właśnie wracając do pomieszczenia.
- Piszę sprawnie runy, więc i rysunek nie jest problemem.- Pochwaliła się Sabetha tonem jakby było to dla niej niczym niezwykłym.
Jej uśmiech powiększył się jeszcze bardziej kiedy usłyszała brzdęk monet w sakiewce od Halla. Sięgnęła po mieszek i zważyła w dłoni zaglądając do środka ciekawa ileż monet na pierwszy rzut tam było. Bardzo zadowolona z siebie błysnęła uśmiechem w stronę Sotha przytraczając sobie zapłatę do pasa.
- Truchło? - Zapytała zdziwiona. - Do tego to byśmy wóz musieli mieć, a na bagnach to raczej kłopotliwe. - Dodała wzruszając ramionami. Przy takich niespodziewanych atakach ciężko przewidzieć transport.
Na odchodne jeszcze kiwnęła Vincentowi głową.
- No to do zobaczenia za jakiś czas. Być może z Valen z większym doświadczeniem wrócimy. O ile coś tam znajdziemy.- Zwróciła się do Halla.

Po wyjściu z punktu odbioru informacji Sabh zaczęła zasypywać Sotha pytaniami.
- To kiedy wyruszamy? Dziś jeszcze? A może jutro i zrobimy potrzebne zakupy u kowala, ale jakie zakupy jak nie wiemy jeszcze z czym mamy walczyć. - Gorączkowała się. - Może lepiej w Valen co kupić? Po spotkaniu z tym gościem, co? - Trajkotała dalej a oczy jej błyszczały z podniecenia. - A w ogóle to gdzie on mieszka? Jak go znajdziemy? - Całkiem nie zważała na kaca swego wspólnika i na to, czy już mu było lepiej po zabiciu klina, czy nadal go złe samopoczucie męczyło. Ale nie było czasu na to by się zastanawiać nad jego samopoczuciem. Czas był im w drogę się szykować.
- I kartki, kartki trzeba zabrać, koniecznie.

Gracz opuścił wątek
10.11.2015, 14:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji

Sothowi oczy zalśniły na widok pękatego trzosa na stole. Już widział jak te brzęczące monety wydaje na cudowny procentowy trunek. Już właściwie upijał się tą myślą ale.... nieeee. Oto Sabetha zgarnęła mieszek i przytroczyła go do pasa. Łowca mlasnął głośno z niezadowoleniem przy tym znacząco chrząkając. Nie był zadowolony z takiego obrotu spraw. Będzie musiał inaczej wpłynąć na dziewczynę, choć znając życie będzie na tyle naiwna że się podzieli. No cóż, młoda to i naiwna i głupia. Z czasem się nauczy.
W tej chwili Sothowi nie pozostało nic jak ruszyć za dziewczyną ze skrzywioną miną. Samopoczucie nieco mu się polepszyło gdyż wybawił go Vincent od katuszy. Ale wybawił go jedynie z objęć kaca giganta lecz nie wybawił go od Sabethy. A ta ledwo gdy opuścili budynek już zaczęła trajkotać jak najęta. I gęba jej się nie zamykała. Soth zamknął na chwilę oczy. Oho, ból głowy lada chwila powróci a ta mała cholera zabrała kasę którą mógłby wykorzystać w słusznym procentowym celu.
-Możemy wyruszyć dzisiaj tylko zamknij się do kurwy nędzy!- warknął w jej kierunku.-Idziemy do Valen. Tam pójdziemy do alchemika i ewentualnie do kowala czy gdzie. Alchemika znajdziemy. Jakoś. Skoro tu wiedzieli że szuka kogoś to nas nakierują w samym Valen.- Łowca przytknął dłonie do skroni gdyż dziewczyna nie przestała trajkotać.- Tak kurwa dzisiaj idziemy. Nie wytrzymałbym do jutra takiego gadania. Zamknij się do chuja pana!- a tak jakby niby nic to jeszcze o kartkach zaczęła gadać- Tak i jeszcze całą bibliotekę ze Starego Uniwersytetu zabierz!- krzyknął niemalże w jej stronę.
Dwójka łowców odeszła od budynku odbioru informacji. Widać ta para nie potrafiła inaczej rozmawiać jak poprzez kłótnię i wrzaski.

Gracz opuścił wątek


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






10.11.2015, 23:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna