Punkt odbioru informacji
#11

Komendant o dziwo zachował spokój. Skubał tylko dłonią wąsy, wysłuchując całej historii opowiadanej przez Cassavira. Nie poruszył się, gdy ten zakończył, a jedynie wbijał w niego zamyślone spojrzenie. O wiele bardziej impulsywny okazał się Raff, który poczerwieniał na twarzy.
- On łże jak pies Panie Komendancie! Widać, że to pierdolony kłamca, śmierdzi od niego na kilometr! - Stwierdził z furią, aż się popluł z tej złości. - Zaraz sprawię, że zacznie śpiewać prawdę - zapewnił i uniósł rękę do ciosu.
- Zostaw go. - Powiedział cichym, aczkolwiek stanowczym tonem siwowąsy. Raff wydawał się skołowany.
- Ale Panie Komendancie...
- Mówię zostaw go do kurwy nędzy, rozumiesz? - Warknął tym razem bardziej agresywnie przywódca strażników.
Konflikt postanowił wykorzystać Hall i jeszcze raz podjął próbę interwencji.
- Panie Komendancie, to jest jakaś farsa! Zachowujmy się jak cywilizowani ludzie, a nie dzikie bestie wypuszczone z klatki. Tutaj mamy klasyczny przykład słowo przeciwko słowu. Nie macie żadnych powodów...
Komendant podszedł do urzędnika, złapał go za koszulę i przyciągnął do siebie, tak że niemal stykali się twarzami.
- Słuchaj mnie ty francowaty gównojadzie. Jeśli jeszcze raz spróbujesz mi mówić co mam robić i jak pracować, to powyrywam ci wszystkie zęby, a potem wepchnę w dupsko i to nim będziesz wyrażać swoje gówno warte zdanie. Rozumiemy się? To weź stąd kurwa spierdalaj i nie pokazuj mi się więcej na oczy. - Wysyczał w twarz nieszczęsnego urzędnika. Ten uznał porażkę i razem z Brandonem odsunęli się. Komendant znów spojrzał na Cassavira, a potem na jednego ze swoim podwładnych.
- Medo. Zostajesz tutaj i pilnujesz go przez noc.
- Ale Panie Komendancie, to nie jest miejsce do trzymania więźnia. Nie mogę...
- Kurwa, czy Wam się wszystkim w dupach poprzewracało? To ja tu jestem od mówienia co możesz, a czego nie możesz i kiedy powiem, że masz mi kurwa przynieść gówno Krakena, to masz mi kurwa przynieść gówno Krakena. - Wywrzeszczał Komendand. Znów skierował spojrzenie na Cassavira. - Nie mam miejsca na trzymanie takich gnojków. Jutro rano go stąd weźmiemy i zwrócimy tym wieśniakom, a oni niech robią z nim co chcą. Szkoda mi czasu na takie szkodniki. - Stwierdził, a potem odwrócił się i wyszedł. Strażnik z wydatną szczęką zaśmiał się głupkowato i również odszedł, tak samo jak reszta jego kolegów. Pozostał tylko Medo oraz dwójka urzędników. Hall chciał podejść, jednak strażnik go powstrzymał.
- Nie zbliżać się do więźnia.
- Medo, co ty...
- Nie zbliżać się - powtórzył z naciskiem. Hall chciał coś powiedzieć, jednak Brandon położył dłoń na jego ramieniu i posłał mu porozumiewawcze spojrzenie. On zaś kiwnął głową i zwrócił się do Cassavira.
- Proszę o cierpliwość drogi Panie. Nie pozwolę, aby ta sprawa potoczyła się w ten sposób. - Zapewnił, a potem wraz z Brandonem również opuścili pomieszczenie.
I tak oto Cassavir został sam na sam z milczącym strażnikiem Medo.
29.08.2014, 00:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#12

Przysłuchiwał się tej całej szopce spoglądając na twarze zebranych. Widać było, że nie wszystkim podoba się ta sytuacja, ale komendant zdawał się być zbyt dużym autorytetem, lub rządził twardą, aby inni odważyli się mu skutecznie przeciwstawić. No cóż, wizja jaka się przed nim malowała nie była zbyt kolorowa, ale mogło być gorzej. Komendant pewnie chciał podtrzymać reputację człowieka nieustępliwego, brutalnego i mającego władzę, a on nieszczęśliwie napatoczył mu się na drogę. Czego się nie robi dla reputacji...
Skinął głową urzędnikowi w odpowiedzi na jego słowa.
Tak więc został sam na sam ze strażnikiem o imieniu Medo. Chyba przekonał tego komendanta z demonim łajnem zamiast mózgu, że rzeczywiście jest tylko jakimś podrzędnym rzezimieszkiem, któremu się podwinęła noga. To dobrze, ma szansę uciec. Musi tylko unieszkodliwić strażnika. Spojrzał na niego zastanawiając się, jakby tu go dopaść. Ma czas. Sprawdził, czy sztylet ukryty w rękawie nadal tam się znajduje. Jeśli tak to postara się go lekko wysunąć i powoli przecinać więzy. To może zająć mu trochę czasu, ale jeśli będzie ostrożny powinno mu się udać.
- Zarżnięty przez żądnych krwi wieśniaków... Co za, kurwa, żałosna śmierć. A liczyłem na to, że umrę w objęciach pięknej, blondwłosej, cycatej dziwki. - Westchnął.
- Tak z ciekawości zapytam, czy wierzysz w tę historyjkę rybaków o mnie w roli czarnoksiężnika i podpalacza chałup? - Uśmiechnął się półgębkiem.
Gadał do tego gościa z dwóch powodów, po pierwsze nienawidził nienaturalnej ciszy i nawet jeśli strażnik nie będzie mu odpowiadał wolał słyszeć swój głos, a po drugie wolał go jakoś zająć, skupić jego uwagę na swoich słowach, żeby gość nie zauwarzył co robił za plecami.
29.08.2014, 22:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#13

Sztyletu w rękawie Cassavira nie było, bo może i strażnicy poziomem inteligencji nie grzeszyli, ale nie byli jednocześnie na tyle nieostrożni, aby pozostawić jakąkolwiek broń w posiadaniu domniemanego przestępcy. Dlatego też kiedy Cassavir był nieprzytomny, został skrupulatnie przeszukany i pozbawiony co zostało uznane przez strażników za potencjalnie niebezpieczne. Jego rzeczy prawdopodobnie znajdowały się gdzieś w tym budynku, niewykluczone iż nawet gdzieś w pokoju, w którym się znajdowali.
Strażnik Medo stał z marsową miną i wpatrywał się w ścianę. Nie wyglądał na gościa, który byłby chętny do gadania z więźniem, a na dodatek naczelnik chyba popsuł mu humor. W każdym razie na pierwszą zaczepkę w ogóle nie zareagował.
- Nie mi oceniać - odpowiedział jedynie cichym tonem, tym samym ucinając wszelką dyskusję na ten temat. Założył ręce na klatce piersiowej, oparł się o ścianę i spoglądał na Cassavira lub przesuwał wzrokiem po meblach znajdujących się w pomieszczeniu.
30.08.2014, 19:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#14

Szlag by to! To nieco utrudniało mu cały plan ucieczki. Następnym razem ukryje sztylety lepiej i będzie miał ich więcej. Nie miał doświadczenia z wyzwalaniem się z więzów, zresztą strażnik z pewnością by to zauważył gdyby spróbował wyzwolić się konwencjonalnymi metodami. Zostało więc tylko jedno.
- Nie jesteś gadułą, co? Jutro zaszlachtują mnie rybacy, a ja nawet nie mam do kogo gęby otworzyć. Jak pech to po całości...
Cassavir rozciągnął się na krześle, odchylając głowę do tyłu. W tym momencie lekko poruszył wargami wyszeptując słowa mocy, a w prawej dłoni zmaterializowało mu się widmowe ostrze.
Mruknął z zadowoleniem prawidłowym dla kogoś, kto mógł rozciągnąć zastałe mięśnie.
Miał jedną szansę, musi ciąć dokładnie. Wymacał miejsce, które dałoby się przeciąć jednym, szybkim ruchem i zrobił to. Gdyby mu się udało nie chciał się od razu z tym zdradzać. Przytrzymałby sznur, aby sprawiać pozory skrępowania. Miał nadzieję, że strażnik nic nie zauważy.
01.09.2014, 16:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#15

Strażnik Medo nie miał zamiaru odpowiadać, tym razem skupił się na obserwowaniu swoich butów, które wyraźnie go czymś zainteresowały. To dawało Cassavirowi spore możliwości, ponieważ pilnujący go człowiek w ogóle nawet nie brał pod uwagę faktu, iż Akolita i niedoszły przestępca mógłby podjąć jakiekolwiek próby uwolnienia się.
Gdy więzień się poruszył, Medo podniósł na niego wzrok i wykrzywił wargi.
- Nie wierć się tak - pouczył go, a potem powrócił do obserwowania swoich butów. Nie mógł zauważyć, iż w ręce Cassavira pojawiła się broń.
Sznur oplatający dłonie Akolity był dosyć gruby i zawiązany ze sporą precyzją, jednak ustąpił zaatakowany widmowym ostrzem. Jednocześnie Cassavir mógł poczuć lekkie osłabienie, które wkradało się w jego ciało. Nie były to jeszcze co prawda poważne symptomy zbyt wielkiej utraty many, jednak mag mógł się poczuć, jakby od dłuższego czasu nie zaznał porządnego snu.
Jak na złość, kiedy udało się przeciąć więzy, strażnik Medo skierował spojrzenie na więźnia. Z jego beznamiętnej twarzy ciężko było wyczytać czy nagle zaczął być bardziej podejrzliwy wobec Cassavira, czy może znudziło mu się zwyczaje wpatrywanie się w swoje obuwie.


Mana: 25/70
02.09.2014, 15:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#16

I udało się. Może fart tak do końca go dziś nie opuścił. Przynajmniej pozbył się więzów i nawet nie został zauważony... zbytnio...
- Dobrze, dobrze, nie denerwuj się tak. Myślisz, że to tak wygodnie siedzieć bez ruchu na twardym krześle? - Spojrzał na strażnika z pewnym wyrzutem.
Ziewnął i zapadł się głębiej w krzesło. Czuł się zmęczony tym wszystkim, do tego zaklęcie dość sporo nadszarpnęło jago niewielkie zapasy energii magicznej. Znał te objawy i przerabiał już to nieraz. Jeśli nie będzie ostrożny z magią może stracić przytomność. Najlepiej będzie jak pozbędzie się upierdliwego strażnika konwencjonalnymi metodami. Tylko jak?
Medo jakby się zaczął nim nieco bardziej interesować. Czyżby coś zauważył, ale nie był pewien co? W takim wypadku zacząłby go sprawdzać, czego jeszcze nie robił. Cassavir uniósł głowę i także wpatrywał się przez chwilę w strażnika z beznamiętną twarzą. Przechylił lekko głowę, ciągle się na niego patrząc i myśląc intensywnie. Jakby go tu zajebać...?
Wtedy wpadł mu do głowy pewien pomysł.
Zakaszlał i przełknął ślinę.
- Panie strażnik, nie chcę się narzucać, bom kłopotem dla ciebie, ale może wypełnisz ostatnią wolę skazańca i dasz mi trochę wody, bo czuję jakbym miał pustynię w gardle. - Oblizał wargi i spojrzał na niego wyczekująco.
W razie gdyby podszedł dostatecznie blisko uderzyłby go z zaskoczenia. Zwaliłby go z nóg, choćby miałby go przydusić własnym ciałem i spróbował oszołomić.
02.09.2014, 23:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#17

Strażnik oburknął coś pod nosem i pokręcił głową z niezadowoleniem. Widać, że pilnowanie Cassavira nie sprawiało mu żadnej satysfakcji. Poruszył się w miejscu, a potem zaczął spacerować powoli po pomieszczeniu, chcąc sobie w ten sposób umilić nieznośnie dłużący się czas.
Kiedy Cassavir wystosował swoją prośbę, Medo zatrzymał się i spojrzał na niego. Potem sięgnął do pasa i odwiązał mały bukłak. Przystawił go do ucha i delikatnie potrząsnął.
- Masz szczęście, trochę mi zostało - stwierdził, a potem podszedł do Cassavira.
Gdy akolita zaatakował, strażnik tylko jęknął pod uderzeniem. W ogóle nie spodziewał się ataku i był oszołomiony. Jednak Medo nie był byle oseskiem i ciężko było takiego na dobre wyłączył z gry. Sapnął i złapał się za głowę.
- Ty kurwi synu - warknął, a potem wyprowadził cios na ślepo, nawet nie celując. Trafił w bark Cassavira, chwycił go za ubranie i odepchnął od siebie ze znaczną siłą.
Obecna sytuacja przedstawiała się w ten sposób, iż strażnik Medo otrząsał się z oszołomienia i szykował do kontrataku. Przykucnął on przy ziemi, jedną rękę opierając o podłogę, a drugą szykując do wyprowadzenia kolejnego ciosu. Cassavir zaś stał jakiś metr od niego z bolącym barkiem, lekko wytrącony z równowagi.
03.09.2014, 15:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#18

Podstęp się udał, cygan rzucił się na niego, jednak przewaga jego nie była wystarczająca, aby szybko załatwić strażnika. To było do przewidzenia, że walka nie skończy się na jednym ciosie. W końcu strażnicy miejscy potrafią się bić. I tu tkwił pewien problem, bo w walce na pięści szanse cygana były nieco mniejsze. Zaskoczył mężczyznę, ale chwile później sam oberwał. Syknął z bólu, gdy dosięgnął go cios w bark. Zachwiał się i cofnął o kilka kroków w tył. Musi działać, szybko. Gość nie będzie się z nim patyczkował. Tylko spokojnie. Walka to sztuka uników i wykorzystywania sytuacji. Musi tylko działać w odpowiednich chwilach.
Na razie musiał odzyskać równowagę. Wiedział, że z takim przeciwnikiem musi walczyć defensywnie.
Uzmysłowił sobie, że nadal trzyma w dłoni sznur. Może być skuteczną bronią. Spiesząc się chwycił go za dwa końce i napiął szarpnięciem. Widział, że zaraz znów Medo go zaatakuje. Chciał zaczekać na jego cios, wykonać unik i za pomocą sznura zablokować wysuniętą dłoń strażnika owijając ją. Gdyby to się udało miałby świetną okazję, aby wymierzyć mu cios kolanem w podbrzusze.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2014, 00:36 przez Cassavir.)

04.09.2014, 00:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#19

Strażnik zgodnie z oczekiwaniami Cassavira wyprowadził cios, który udało się uniknąć. Lina obwiązała się wokół nadgarstka, a chwilę później można było usłyszeć jęk nieszczęsnego Medo, który został trafiony w podbrzusze. Był jednak człowiekiem nawykłym do znoszenia bólu, dlatego nie trzeba było czekać długo na kontrę. Wolna ręka strażnika zgięła się i Cassavir został poczęstowany ciosem pięści w bok. Drugą ręką Medo szarpnął potężnie, a ponieważ był on silniejszy fizycznie niż Akolita, znów wytrącił go z równowagi. To wszystko pozwoliło mu odepchnąć napastnika od siebie i jednocześnie podłożyć mu nogę, dzięki czemu Cassavir z gracją huknął po podłogę.
Obecna sytuacja prezentowała się tak, iż Cassavir leżał na ziemi, natomiast nad nim stał strażnik Medo, który szykował się do tego, aby przygwoździć Akolitę do ziemi i zasypać go gradem ciosów.
05.09.2014, 15:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Punkt odbioru informacji
#20

Cholera, źle. Jeśli ta walka potrwa trochę dłużej to zostanie pokonany. Cassavir znów został trafiony, odepchnięty i znów jego przewaga topniała mimo zastosowanych podstępów. Przeciwnik nad nim górował. Upadek był dotkliwy i na chwilę wybił powietrze z jego płuc, na moment uniemożliwiając mu oddychanie. Szybko jednak wziął haust powietrza i zamachnął się nogami, aby także strażnika strącić do parteru. Nadal trzymał linę. Gdyby udałoby mu się go przewrócić, spróbowałby skorzystać moment jego bezbronności skoczyć na niego i zacząć dusić owym kawałkiem sznura. Nie chciał zabijać, a unieszkodliwić.
05.09.2014, 19:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna