Bezdroża za miastem
#1

Zwykłe, niezamieszkane polany. Nie ma tu niczego ciekawego, widać jedynie mury Lothil, a gdzieś dalej rysują się drzewa i niewysokie góry, odgradzające tereny zwane Cichymi Równinami od reszty świata. Bliżej w stronę miasta widać jeszcze przy dobrej pogodzie młyn i małą farmę. Tu nie ma dosłownie nic, choć kiedyś stały stajnie, więc jest niewielki plac, na którym trawa jest nieco niższa, a jakby dobrze w niej pogrzebać, to i parę spróchniałych desek się w niej znajdzie.
Potwory raczej nie przychodzą w to miejsce, jako, że jest blisko miasta. Tereny zamieszkane przez nie również są dość daleko. Prawie niemożliwe jest znalezienie tu jakiejś bestii, chyba, że samemu się takową tu sprowadzi.

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
06.09.2014, 15:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Bezdroża za miastem
#2

Jeździec kroczył po ziemi. Za nim stępem ciągnęła się Luna, która na swym grzbiecie miała przytroczone taboły które zorganizował dla nich arystokrata. Był nawet i rzeczowy namiot! Artial miał nieco trudności z załadowaniem wszystkiego by trzymało się stabilnie końskiego grzbietu, a właściwie siodła, które w połączeniu ze sznurkiem odgrywał rolę prowizorycznej juki, jednak udało się. Lunie najwyraźniej również nie przeszkadzało, że musi robić za tragża, gdyż cały ładunek był lżejszy od jeźdźca kilkukrotnie. Wesoło maszerowała za panem wiedząc, że ten ma dla niej przekąskę. Nie była trzymana, szła sama. Arial również nie martwił się tym, że mogła by gdzieś uciec. Co jak co, lecz są ze sobą już kilka dobrych lat, a koń to taki większy pies i też się przywiązuje do właściciela. W mieście ją pilnował i prowadził gdyż tam zbyt wiele rzeczy ją rozpraszało i płoszyło - tu już nie musiał.
-Tu chyba będzie dobrze...- zatrzymał się na skrawku polany. Zrzucił z grzbietu worek z owocami i wysypał jego zawartość na ziemię. Następnie podszedł do swej Luny i zdjął jej ogłowie by mogła się nacieszyć deserkiem. Sam zaś wyjął łuk z sajdaka i położył go na trawie. Podkradł jedno jabłko, położył się na boku i ciamając je czekał na resztę towarzyszy.
06.09.2014, 15:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Bezdroża za miastem
#3

Opuściwszy gospodę zamierzała udać się mimo wszystko na jakieś zakupy, rozważyć, co jeszcze mogłoby się przydać - oprócz, oczywiście, przeróżnych ziół, których użyteczność jest bezdyskusyjna - i ewentualnie uzupełnić dobytek o poszczególne drobiazgi. Skończyło się na tym, że dotarła na bezdroża. Umówione miejsce znajdowało się gdzieś tutaj, nawet nie trzeba było szukać go zbyt długo. Pomysł zakupów umarł śmiercią przedwczesną, acz naturalną. Czego pewnie przyjdzie jej jeszcze żałować w przyszłości, gdy z dala od wszelkiej cywilizacji przypomni sobie, co jeszcze jest nieocenione i niezbędne. Ot, człowiek uczy się na własnych błędach. W międzyczasie wywietrzało jej z głowy udawanie bardziej smarkatej, niż jest w rzeczywistości. Zamiast tego przypałętała się powaga - i trochę spóźnione gdybanie, w co tak naprawdę zdążyła radośnie się wpakować. Podróż do Azaratu to nie byle jakie przedsięwzięcie. Ile by się nad tym nie zastanawiać, zlecenie było nieprawdopodobne. Jak żywcem wyjęte z tych wszystkich historii, które swój początek biorą w jakiejś karczmie, a później wiodą bohaterów przez pół świata. Z tym, że Sibel nie czuła się przesadnie bohatersko, a na widok pierwszego lepszego potwora umykałaby ile sił w nogach. W bezpośredniej okolicy miasta bestyjek podobno nie bywało, ale wolała mimo wszystko zachować jakąś czujność - jeżeli nie potwór, to człowiek. A człowiek to czasem tak samo paskudnie. Na polanę wylazła akurat, by natknąć się na Artiala i Lunę, zgodnie pałaszujących jabłka.
- Smacznego - powiedziała pierwsze, co jej przyszło na myśl i rozejrzała się po okolicy, postanawiając poszukać rozmaitego zielska już w trakcie trwania podróży. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, powinna się trafić niejedna okazja... Choć wiara w skuteczność jakichkolwiek planów okazywała się czasami zwodnicza. Dziewczyna przysiadła na ziemi, zamierzając przejrzeć dobytek i poczekać, aż na polanie pojawi się Ethan, bo tylko jego brakowało do kompletu uczestników tej wyprawy.
07.09.2014, 00:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Bezdroża za miastem
#4

Wyglądało na to, że miał dotrzeć tu ostatni. Przydałyby więc się jakieś wyjaśnienia. Choć Ethan tak na prawdę nikomu nie zamierzał się tłumaczyć. Wszak umówiona pora nie była jakoś szczególnie dokładna i miał w tej kwestii spore pole do manewrowania. Prawda jednak była taka, że gdy wszyscy mieli czas na załatwienie swoich spraw prywatnych, który dla jego towarzyszy mógł okazać się zbyt krótki, dla mistyka był to nadmiar. Przez te godziny, które zdawały się ciągnąć w nieskończoność, blondyn zwyczajnie nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Ostatecznie oddalił się od miasta, by znaleźć jakąś polankę. Przycupnął pod drzewkiem i... zasnął na kilka godzin. Gdy zaś się obudził nie do końca wiedział co się wokoło niego dzieje. Chwilę zajęło mu przypomnienie sobie wydarzeń z karczmy. A gdy to już się stało, szybko zaczął zbierać się z ziemi. Musiał ustalić jak daleką drogę ma do przebycia by stawić się w umówionym na spotkanie miejscu. Szybko też ustalił, że musi wyruszyć natychmiast. Westchnął więc, otrzepał odzienie po czym założył kaptur na głowę i wyruszył.
Tak jak się spodziewał, gdy dotarł na bezdroża, wszyscy już na niego czekali. Wystarczyło jedno spojrzenie na klacz Artiala by wiedział, że szlachcic wywiązał się z danego słowa. Cóż, mogło to być jakimś dowodem na to, że jednak jego intencje były szczere a sam arystokrata uczciwy. Choć cała ta sytuacja ciągle zdawała mu się niezwykle nieprawdopodobna. Niczym żywcem wyjęta ze starych legend, które opowiada się dzieciom na dobranoc. Ale jemu także daleko był odo bohatera, choć w swoim życiu nie jedno już przeżył a wydarzenia jego dwudziestoczteroletniego życia z powodzeniem można by spisać w księdze. Ale kontynuując...
Ethan dotarł na polanę ostatni, po czym rzucił okiem na Artiala, na Sibel zerkając tylko pobieżnie. Dziewczyna ta bowiem zwyczajnie go nie zainteresowała. Nie pod względem fizycznym, oczywiście. On dzielił ludzi na tych, którzy wedle niego są godni i niegodni uwagi. Brodaty obywatel swoją dyplomacją zainteresował mistyka. Dziewczyna natomiast niczym jeszcze się nie wyróżniła. Ale to nie było teraz ważne.
- Jak dla mnie możemy ruszać. - rzucił krótko, wzrok szarych tęczówek przenosząc na jedzącego towarzysza. - Ale dokończ jeść, smacznego.
Dopiero teraz przypomniał sobie, że właściwie od rana nic nie jadł. No ale trudno.
07.09.2014, 00:53
Przeczytaj Cytuj
Bezdroża za miastem
#5

MG

Słoneczko świeciło, ptaszki ćwierkały, konie wcinały jabłka. Delikatny wiatr smagał korony drzew, które przyjemnie i uspokajająco szumiały. Wspaniały dzień na wędrówkę się zapowiadał, póki co. Trójka bohaterów zebrała się więc w umówionym miejscu. Artial z jego wierzchowcem zajadali się owocami, zaś niedługo dołączyła do nich Sibel. Chwilę później zjawił się i kolorowy mistyk, który zinterpretował swoją chwilową nieobecność jako coś w rodzaju spóźnienia - oczywiście tak nie było, dwoje pozostałych zdążyło się wymienić słowem. W każdym razie nie umawiali się na konkretną porę. Ale nie ma co mu się dziwić - w końcu parę godzin się zdrzemnął, a po śnie w dzień, jeśli ma się coś do załatwienia, chyba zawsze się wydaje, że się straciło trochę czasu.
Na widok klaczy zajadającej się takimi smakołykami żołądek miał prawo burknąć to i owo, zatem Ethan i chłopięce nieco dziewczę poczuli w swoich brzuchach poszerzające się miejsca, które dobrze byłoby czymś zapchać. Ich towarzysz co prawda usiłował uczynić to jabłkiem, więc w jego wypadku głód nie był aż tak odczuwalny, ale wiadomo, że jeden owoc jakimś szczególnie obfitym posiłkiem nie jest. Niewielkie ma walory dla podróżników, może oprócz smakowych - stosowany ot, by urozmaicić dietę, jako coś do pogryzienia raczej niźli obiad. Za godzinę czy dwie dobrze będzie przekąsić coś bardziej mięsnego, przy czym bynajmniej nie chodzi o robaczywe jabłka. Co prawda miasto było niedaleko, ale skoro już tu są i nikt nie postanowił zjeść czegoś przed wyruszeniem w drogę... To po co teraz zawracać?
Cóż. Co można robić na takich pustkowiach? Po dłuższym czasie przebywania w takich miejscach człowieka mogła dopaść potężna nuda, bo choć miłe, to jednak monotonne. Owszem, można było teraz porozmawiać, zapoznać się, ale to samo mogliby robić w drodze, więc nie ma na co czekać. Dzień jeszcze młody, a choć nie na tyle, by przejść dłuższą drogę, to można by zacząć przyzwyczajać nogi, by lepiej przyjęły jutro.

Jeśli chcecie coś jeszcze ustalić, pogadać o czymś ważniejszym - piszcie tu, nie będę przeszkadzał. Radość Zawiadomcie mnie tylko, czy chcecie coś jeszcze uczynić w mieście handlowym (o to można opcjonalnie zahaczyć), czy od razu przejść do etapu parę dni później, na Cichych Równinach (tu już trzeba strzelić parę postów, coby was pomęczyć, hłe). Temat na równinach pojawi się najpewniej jutro.

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
07.09.2014, 03:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Bezdroża za miastem
#6

Patrzył się na jasne jeszcze niebo zastanawiając się co przyniesie noc prócz oczywistego strachu. Im dłużej o tym rozmyślał tym bardziej cieszył się z tego, że podczas tej długiej podróży będzie skazany na towarzystwo. Kto wie, może wieczory będą dzięki temu mijały szybciej, a sen będzie spokojniejszy? Choć jednocześnie wiedział, że nie wszystko przez nich pójdzie po jego myśli. Gdyby był sam, prawdopodobnie nie zważając na ostrzeżenia pracodawcy pognałby głównym szlakiem, mając cichą nadzieję, że ktoś przeszyłby go na wskroś zimną stalą nie dając szans na wybronienie się. Ach...lecz oto po raz kolejny bogowie z niego kpią i niweczą jego plany podsyłając w jego szeregi młodą niewiastę. Śledził wzrokiem jak to zbliża się na umówione miejsce zbiórki i im dłużej się przyglądał tym bardziej był pewien, że nie byłby wstanie świadomie pociągnąć jej ze sobą na dno. Nie wiedział czy to być może przez wzgląd na wspomnienie swej siostry czy jednak ta namiastka skrupułów się w nim gdzieś uchowała. Istniało również prawdopodobieństwo, że był milszy niż zdawał sobie z tego sprawę. A był.
-Nie przejmuj się ona zawsze tak mało rozmowna. Częstuj się nim wszystko pochłonie. - Zażartował z tego, że niby owe "smacznego" dziewczynka powiedział do srokatej klaczy, lecz po chwili kiwnął głową dziękczynnie i sięgnął po owoc w trawie podrzucając go w jej kierunku.
-Nie chcę być wścibski i zrozumiem jeśli nie będziesz chciała mi odpowiedzieć, ale...czy to w porządku dla ciebie, ta podróż? - Ponownie utkwił w niej wzrok. Miał oczywiście na myśli jej wiek, o tym co o tym rodzice, również to, że ta podróż była długa, a towarzyszyć jej miała dwójka mężczyzn. Był pewien, że zrozumie o co mu chodzi, a jednocześnie nie wyglądał tak, jakby miał ją w jakikolwiek sposób oceniać czy też nawracać. Ot, zwykła ciekawość.
-O, widać naszego kolorowego towarzysza. - kiwnął głową w kierunku w którym dostrzegł sylwetkę zakapturzonego. Dopiero gdy ten do nich podszedł i stanął nieopodal dziewczyny poraziła go świadomość o tym jak wielki był Ethan. Wpatrywał się w niego w ciszy, ignorując jakby to co mówi, a w ręku trzymał nowe jabłko. Gwizdnął pod nosem, gdy to ten skończył wydawać dźwięki.
-Czym Cie chłopie karmili za młodu?- Sam Artial był przeciętnego wzrostu. Właściwie, stojąc pomiędzy Sibel, a Ethanem byłby prawdopodobnie wyznacznikiem średniej pomiędzy ich wzrostem.
- Łap, tylko nie rośnij więcej- - Rzucił jabłkiem w Ethana, a sam wyciągnął sobie kolejne niemal z pod końskiego języka. Nadmiar śliwy wytarł o ubranie i zatopił zęby w owocu.
07.09.2014, 11:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Bezdroża za miastem
#7

Może faktycznie wyglądało to, jakby odezwała się przede wszystkim do Luny, ale aż miło było spojrzeć, z jakim apetytem klacz rozprawia się z pokaźną przecież ilością owoców. Jabłko złapała odruchowo, podziękowała uśmiechem.
- Nigdy nie byłam w Azarat - odpowiedziała na pytanie, które zadał Artial - lepsza okazja może się nie trafić, a z czegoś trzeba żyć i skoro jeszcze za to płacą... Uważam, że to dobry pomysł. Każda podróż czegoś uczy, nie każda kończy się poderżniętym gardłem, chyba nie warto się martwić na zapas. Gdyby brat uznał, że nie poradzę sobie sama, to po prostu by mnie nie zostawił - stwierdziła z pełnym przekonaniem, by za chwilę wytrzeć otrzymane jabłko w skraj koszuli i wgryźć się w przekąskę z apetytem nie mniejszym, niż niezbyt rozmowna klacz. Kiedyś trzeba nabrać doświadczenia, siedzenie w miejscu niczego nie zmieni. Przez tych kilka lat, które spędziła pod okiem brata zdążyła się czegoś nauczyć, nie była aż tak bardzo bezradna, jak na samym początku. Skoro wyruszył w drogę bez niej, to musiał mieć swoje powody. A przynajmniej w to chciała wierzyć. Gdy jeszcze przewodził bandzie, jej obecność jakoś nie była dla niego zawadą. Ba, dbał o nią, jak potrafił. I pewnie kiedyś znów go spotka.
- Z resztą, to wcale nie było dawno, dopiero dwa lata. Ojciec zniknął wcześniej, matkę widziałam kilka razy w życiu. Teraz mieszka gdzieś w Valen, ale pochodzi właśnie z Azaratu - dodała między jednym a drugim kęsem jabłka, które znikało w szybkim tempie. Po chwili nie było go wcale. Został nawet nie ogryzek, a szypułka i pięć brązowych pestek, które dziewczyna przetrzymała chwilę w dłoni po czym rzuciła gdzieś w trawę. Stare przyzwyczajenia nie znikają tak szybko i choć od dawna nie chodziła głodna, to kilka takich epizodów w przeszłości wystarczyło, by nie marnowała jedzenia. Nawet, jeśli nie było to zupełnie świadome. Do głowy by jej nie przyszło wyrzucanie czegoś, co nadal da się zjeść. Tak naprawdę już niedługo trzeba będzie pomyśleć nad jakimś porządniejszym posiłkiem, ale to najwyraźniej nie w tej chwili. A i Ethan dotarł na miejsce, też otrzymał jabłko. Sibel zastanowiła się przez chwilę, jak też będzie wyglądać ta podróż. Ale nie trwało to długo, niebawem sama się przekona.
07.09.2014, 22:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Bezdroża za miastem
#8

Rozmowę Artial i Sibel przegapił. Przyszedł gdy było już po niej, albo krótko po tym gdy dobiegła końca. Nie bardzo interesowało go o czym ta dwójka gawędzi. Nie należał do osób, które lubiły wtykać nos w nie swoje sprawy. Życie innych nie bardzo go interesowało bo przez lata nauczył się tego, że najlepiej jest interesować się swoim, bo te może być zagrożone lub walić się w najbardziej zaskakującym momencie. Ethan rzucił więc tylko krótkie spojrzenia w ich stronę, nie mówiąc nic. Nie słyszał także słów brodatego obywatela, który odezwał się gdy tylko dostrzegł sylwetkę mistyka w oddali. Bardzo dobrze natomiast usłyszał słowa zszokowania, które wkrótce wypłynęły z ust Artiala, gdy ten tylko dostrzegł jak wysoki jest blondyn. Dziwnym było, że fakt ten nie rzucił mu się w oczy wcześniej. Choć było to w pewien sposób zrozumiałe, wszak mistyk w karczmie stał najpierw po boku, potem natomiast usiadł obok niego, zaś obywatel był zbyt zajęty dyplomacją z arystokratą by się przejmować swoim przyszłym towarzyszem podróży.
W odpowiedzi Ethan parsknął jedynie cichym i krótkim śmiechem, odrobinę opuszczając głowę. Nie bardzo wiedział co ma odpowiedzieć więc jedynie wzruszył ramionami, mając przy tym nieco rozbawioną minę. Tuż po tym w jego stronę poleciało jabłko, które zręcznie złapał w locie. Podniósł je lekko i kiwnął w stronę brodatego.
- Dzięki - rzucił krótko, od razu wgryzając się w jabłko. W podobny sposób zareagował po kolejnych słowach obywatela. Parsknął cichym śmiechem, nie komentując tego jakoś specjalnie. Ale spokojnie, być może po jakimś czasie zrobi się jakoś bardziej rozmowny. Zresztą tej dwójce zdawało się w ogóle nie przeszkadzać to, że ich trzeci towarzysz jest tak małomówny. Dziewczyna wydawała się go całkowicie ignorować. Choć było to prawdopodobnie winą tego, że on także nijak nie wydawał się zainteresowany jej obecnością.
W każdym razie Ethan również zjadł swoje jabłko, choć w małej części uśmierzając głód. Wiedział, że niedługo będzie musiał coś zjeść. Miał nadzieję, że jego towarzysze także są głodni i nie będzie musiał się sam upominać o postój. Choć gdyby miał nie jeść nic do jutra, nic wielkiego by się nie stało. Zakładając, że po drodze nie będą mieć żadnych przygód, które będą potrzebowały większej ilości energii. Miał również nadzieję, że prowiant przygotowany przez szlachcica im wystarczy. Nadzieja matką głupich ale jednak... może nie koniecznie?
Gdy wszyscy zjedli już swoje jabłka, zebrali się i wyrazili chęć oraz gotowość do dalszej podróży, cała trójka wyruszyła dalej. Zaczęła się wyprawa. Może trudna, może wcale nie. To się miało dopiero okazać.

zt x 3 (przenosimy się ludziska)
08.09.2014, 20:52
Przeczytaj Cytuj
Bezdroża za miastem
#9

- Za dwie godziny? Co ja mam robić tu przez tyle czasu... - wymamrotała z kwaśną miną zaraz po wysłuchaniu tego bardzo prowizorycznego planu.
Oczywiście w przypadku panny Raven nie mogło obejść się bez marudzenia, grymaszenia i narzekania i czasem można było odnieść wrażenie, że wręcz czeka na coś co nie do końca będzie jej odpowiadało by głośno wyrazić swoje niezadowolenie. Chwilowo skończyło się tylko na ponurych pomrukach, które nie zbijały się w nic bardziej sensownego. W końcu wyszła za Sevenem obie ręce zakładając sobie za głowę. Ot, była przecież na zwykłym spacerku w równie zwykły i spokojny dzień.
Nie do końca była przekonana do wersji chłopaka, która wydawała się całkiem przekonująca, a jednak cały czas kombinowała w głowie jak zjeść ciastko i mieć ciastko. Bo przecież puścić tak zupełnie koło nosa trzy góry złota to chyba trzeba być idiotą... może gdyby nie miała tak dobrego serduszka (chociaż w opinii większości ona w ogóle powinna być sklasyfikowana jako destrukcyjne monstrum czyniące chaos) to wtedy podeszłaby do tego czysto ekonomicznie wyżej kalkulując sobie bogactwo i luksus. Te problemy natury egzystencjalnej...
Zaczęła kierować się we wspomniane miejsce i już samo to zajęło jej trochę czasu. Naprawdę nie miała ochoty na ponowne użeranie się z jakąś bandą półgłówków wymachujących ostrą bronią, więc mimo rozluźnienia, które towarzyszyło jej od opuszczenia chatki poczciwej starowinki, postarała się też o odpowiednią ostrożność. Wychodząc na kolejne ulice rozglądała się wypatrując ewentualnego zagrożenia, co prawda tylko ukradkiem, żeby nie rzucać się za bardzo w oczy, ale zawsze to chociaż odrobinę więcej poczucia bezpieczeństwa. Raz przystanęła przy jakimś zabawnym, niskim człowieczku, który za drobną opłatą oferował cały arsenał sztyletów różnego rodzaju trzymając je wszystkie dosłownie na sobie, raz musiała zapytać się jakiejś suchej babci o drogę do bram miasta, by z całą pewnością trafić do celu. Wiedziała zaledwie orientacyjnie gdzie mogą się znajdować, natomiast te okolice nie były wpisane na listę miejsc, w których czarnowłosa czuła się jak u siebie. Chwilami nawet zdawała się zapominać o towarzyszach, którzy również mieli się stawić w wyznaczonym punkcie. Jak szli gdzieś z nią, to szli, jak poszli gdzie indziej to się prędzej czy później na pewno odnajdą. W końcu dotarła na miejsce. Z ulgą przyjęła to, że w trakcie drogi nie musiała uciekać się do użycia siły wobec niepożądanych osób. Tak właściwie to... czy oni wiedzieli w jakim kierunku dalej się mają udać? Rozejrzała się marszcząc brwi. Przynajmniej tu tak nie śmierdziało.
18.10.2014, 00:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Bezdroża za miastem
#10

Na stwierdzenie Dana, Albreht tylko wzruszył ramionami. Jemu właściwie było wszystko jedno czy zdążą czy nie. Niech młodzieniec nie myśli sobie, że pozwoli mu się wykpić i jeśli zbyt ślamazarnie dotrą na miejsce, zrezygnuje z zapłaty.
Na pytanie zaś uśmiechnął się tylko uśmiechem tak dziwnie i bezsensownie szczerym, że w samym wyrazie nie można by się dopatrzeć złośliwości.
- Och, zaledwie rok.
Cóż, dla człowieka liczącego sobie kilka dekad nie musiało to być wcale tak wiele, więc z jego punktu widzenia czekać rok nie było by długo. Lata mają to do siebie, że siłą rzeczy nadchodzą jeden po drugim. Cokolwiek magicznego miał w sobie układ przedstawiony na mapie, magia tego była powtarzalna.
Jednocześnie mistyk zastanawiał się czy też Dan w ogóle próbował odczytywać mapę. W końcu jak byk pisało na niej: "układ możliwy tylko raz w roku".
- Zatem za dwie godziny - rzekł beznamiętnie, nie przejmując się rozterkami niecierpliwej panny Rei.

Nim opuścił miasto, zaopatrzył się w bukłak z wodą, spory, ale z przytwierdzonym doń grubym rzemieniem, coby nosić go niby torbę. Z powietrza wody nie wyciągnie, a coś muszą pić, gdyż bez jedzenia byłby w stanie jeszcze przetrwać jakiś czas. Na pustyni zaś lepiej mieć przy sobie wodę. I koniecznie coś w czym można ją transportować. Nie odmówił sobie jednak nabycia bochna chleba, który choć bogatym źródłem kalorii nie był, zagłuszy w razie czego głód.
To było wszystko, co postanowił wynieść z miasta, poza przedmiotami już posiadanymi. W końcu po cóż się zagracać?
Nie przewidywał że przyjdzie mu dotrzeć aż na pustynie, a tam jego magia może okazać się mało użyteczna.
Tymczasem jednak stawił się w wyznaczonym miejscu i powitał Reę krótkim skinieniem głowy.
16.11.2014, 01:35
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna