Płaskowyż
#21

Gdyby ktoś teraz zapytał się Ethana czemu zachował się tak jak się zachował, zapewne nie umiałby odpowiedzieć. A to dlatego, że sam stracił pewność co do słuszności swojego postępowania. Nadal jednak nie ufał temu człowiekowi. Zdobycie jego zaufania wymagało czasu. Nawet dwójka jego towarzyszy nie zdobyła go od razu, choć oczywiście nie byli tego świadomi. Przez większość wędrówki byli obserwowani i poddawani ocenie. Choć Artial miał o tyle łatwiej, że mistyk zapałał do niego sympatią, i swego rodzaju respektem, podczas rozmów ze szlachcicem. Sibel zaplusowała natomiast pomagając mu oswobodzić się z sideł. Pustelnik natomiast od samego początku wydawał mu się niezwykle podejrzany. Nie miał niczego złego w zamiarach gdy próbował go powalić. Nie zamierzał go zabijać czy okaleczać. W planach miał pozbawienie go przytomności i napojenie ziółkami uspokajającymi co by się nie obudził. Blondyn chciał odnieść go w jakieś wygodne miejsce, przespać spokojnie noc, choćby i na podłodze, a na koniec dać mu jakiś mały drobiazg w ramach podziękowania. No ale nie wyszło. Wyszło źle i teraz mistyk miał wyrzuty sumienia. Choć oczywiście nigdy by się do tego nie przyznał. Nie pozwoliłaby mu na to duma. Jedno było pewne - z tej podróży Ethan na pewno wyniesie jakieś wnioski, czegoś się nauczy. Nawet ten starzec dał mu ważną lekcję, którą mistyk już sobie zanotował w głowie.
Duma nie pozwalała mu na przeproszenie bądź pozostanie w chatce. O tym, że prawdopodobnie postąpił niezwykle głupio wychodząc na zimno i deszcz zorientował się dopiero po przekroczeniu progu i zatrzaśnięciu za sobą drzwi. Całe szczęście z tyłu chatki była odrobina daszku, która chroniła jego oraz klacz Artiala przed zmoknięciem. W chwili gdy mistyk się złościł nie odczuwał chłodu jednak nie zmieniało to faktu, że jego organizm chłód jak najbardziej odczuwał. Koń najwyraźniej nie miał nic przeciwko jego towarzystwu bo patrzył się na niego jedynie i nie próbował go zaczepiać. Ethan przystąpił więc do skrobania jakiegoś drewna co pomagało mu ukorzyć nieco nerwy, uspokoić się. Nie spodziewał się jednak, że ktokolwiek za nim wyjdzie. Choć to było w pewnym stopniu oczywiste i uzasadnione. Ta dwójka zapewne martwiła się, że mistyk ucieknie i zostaną bez zapłaty gdy wrócą do szlachcica w niepełnym składzie.
Tymczasem mistyk usłyszał kroki. Uniósł wzrok i jego oczom wkrótce okazał się nie kto inny jak brodaty obywatel trzymający materiał, którym wcześniej gospodarz chciał okryć konia. Nie podniósł się a jedynie zaśmiał cicho i krótko gdy Arial powiedział o skłonnościach klaczy do flirtu.
- Najwyraźniej nie jestem w jej guście. - powiedział z rozbawieniem.
Dopiero potem spoważniał. Tak jak myślał, Sibel i Artial obawiali się, że opuściłby ich. I było to jak najbardziej słuszne. Mistyk westchnął i na nowo wbił wzrok w to, co przed chwilą było zwykłą deską a teraz nabierało już jakiegoś kształtu. I to całkiem niezłego, co Ethan przyznał sam sobie w duchu.
- Może jestem... specyficzny. Ale nie jestem takim egoistą aby zostawić towarzyszy wiedząc, że być może, choć teraz trudno w to uwierzyć, w którymś momencie potrzebowaliby mojej pomocy. Nie wspominając już o tym, że nie dostalibyście zapłaty. - mówił, skrobiąc w drewnie i z zainteresowaniem przyglądając się swojemu malemu dziełu. Oceniał co dalej z nim zrobić, gdzie naciąć, co poprawić. - Pewnie poradziłbym sobie jednak głupotą dla mnie byłaby podróż w deszcz. Następnego dnia skończyłbym z gorączką, która ścięłaby mnie z nóg. - wyznał. Chyba po raz pierwszy powiedział cokolwiek co dotyczyło jego osoby.
Po tych słowach mistyk na nowo skupił się na swojej rzeźbie. Rzeczywiście, wyglądało na to, że właśnie stworzył coś o jakości, która jeszcze nie wyszła spod jego dłoni i ostrza. Jednak co z tego skoro i tak nie wiedział co z tym zrobić.
18.09.2014, 17:28
Przeczytaj Cytuj
Płaskowyż
#22

Ethan zdawał się wyczuwać po co zjawił się Artial i natychmiast dał mu odpowiedź, która rozwiała wszelakie wątpliwości. Trudno powiedzieć by kierowały nim takie motywy jak współczucie czy też troska, a nawet jeśli to wymykały się one z wnętrza obywatela podświadomie. On sam bowiem nie uważał się za dobrego człowieka. Czuł, że bez wyrzutów sumienia potrafiłby poderżnąć gardła swoim towarzyszom i jak gdyby nigdy nic przejść do swojej szarej codzienności. Potrafił jednak ukrywać tą ciemną stronę siebie, której się brzydził całkiem zgrabnie. Przez to, miał porównanie i mógł stwierdzić, że Ethan wcale nie jest takim złym człowiekiem za jakiego się uważał albo na jakiego wychodził w świetle ostatnich wydarzeń. Machną więc ręką.
-Nie przesadzaj. Ja sam nie przyszyłem ci żadnej łatki, a na pewno nie specyficzną. Każdy miewa swoje powody by zachowywać się tak, a nie inaczej. W sumie, to dobra cecha, być ze sobą samym szczerym. - W pewnym sensie zazdrościł tej umiejętności kolorowowłosemu. Gdyby on sam ją posiadał, czuł, że jego życie byłoby o wiele prostsze.
Na wzmiankę o tym, jak to Ethan martwił się o swych towarzyszy, były najemnik uśmiechną się delikatnie.
-Kto by pomyślał, że taki wielkolud jak ty ma również takie wielkie serduszko - Rzucił na wpół zaczepnie, po czym jednak również spoważniał i dodał - Ale tak...ja jestem niezwykle zwykły, jednak jeśli będzie groziło nam jakieś niebezpieczeństwo, w co wątpię, to zważaj na Sibel. Mną nie zawracaj sobie głowy, nie ma potrzeby. - Mimo wszystko nie po to pchał się w niebezpieczeństwo by ktoś go z niego ratował. Zresztą jak go pamięć nie myli, ci co na siłę próbowali mu pomóc bardzo marnie na tym w ostatecznym rozrachunku wychodzili. Obywatel mimo wszystko nie chciał by Ethan i Sibel w razie czego narażali swoje życia, by ratować jego, którego tak usilnie próbuje się pozbyć. Jednak nie wiedział, jak ująć w słowa to by jednocześnie nie zdradzić się ze swymi zamiarami. Miał nadzieję, że mu się udało.
-No, dobra, my tu pitupitu, a tu gdzieś jest ta dziura z jedzeniem. Jak ją wypatrzysze, to przed zabraniem gara do chaty wciągniesz trochę. Bo rozumiem, że już postanowiłeś tu spać?
Spytał wychodząc ze ewentualnego schronienia na deszcz i zaczął krążyć wokół domu poszukując jakiegoś wgłębienia w ziemi.
19.09.2014, 17:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#23

Trudno powiedzieć, w którym właściwie momencie monolog się urwał, ale nie ulegało wątpliwości, że w chatce zapadła cisza. Tym razem nieprzerywana słowami smarkuli, która - już wcześniej, w trakcie opowieści zmieniwszy zajmowane miejsce - siedziała teraz oparta plecami o ścianę, mając widok na drzwi i równie milczącego gospodarza. Czy sprawiło to zmęczenie, czy też po prostu nie miała nic więcej do powiedzenia, była cicho. Żadnych kolejnych historii, powiedzieć by można, że wręcz pełna powagi zaduma. Bo też dziewczyna wyglądała na zamyśloną i każdy, kto by ją w tej chwili zobaczył wysnułby podobne wnioski. Zagapiona w bliżej nieokreślony punkt przestrzeni - przyjmijmy dla uproszczenia, że drzwi - mogła rozmyślać na dowolny właściwie temat. Ot, choćby nad podróżą, którą jeszcze mieli przed sobą. Nad wydarzeniami, które już miały miejsce... Albo, zwyczajnie, nad najbliższą przyszłością. Prawda była zdecydowanie bardziej prozaiczna. Sibel zasnęła. Spała w najlepsze, czemu przeczyły otwarte oczy i normalne u każdego człowieka, sporadyczne mrugnięcia. Nie, stanowczo nie wyglądała na kogoś, kto pogrążył się we śnie. Ot, taka dziwnostka. Nawet sen się jej przyśnił, co w sumie nie zdarzało się tak często. Jakieś krakanie, hałas, a później patrzyła na kilka trupów i wisielca. Patrzyła jako kruk, dodajmy. Było ich tam więcej, jeden pracowicie dobierał się martwemu do oka, inne głośno sprzeczały się o jakiś szczególnie smakowity kąsek. A później, gdy ktoś rzucił kamieniem, całe to urocze stadko poderwało się do lotu. Wspaniale było latać, tylko skąd ona, na Ilhezin, ma skrzydła? Wszelako sen jest tylko snem, gdy się obudzi zapewne nie będzie go pamiętać. Zwykle nie pamiętała swoich snów, więc nie skojarzy, że kiedyś już przecież widziała tą scenę. Ucztujące kruki i padlinę, na którą natknęła się biegnąc z wiadomością dla brata. Ile mogła mieć, z dziesięć lat? Podniosła kamyk i rzuciła w szczególnie dorodne ptaszysko, paskudnie przy tym chybiając. Ale to było dawno. Teraz siedziała sobie w chatce czekając na powrót towarzyszy, po prostu śpiąc. Ciekawe, czy obudzi się, gdy wróci Artial? Zwykle jakiś ruch w zasięgu wzroku wystarczał, by dziewczyna wybudziła się ze snu. Była zmęczona, więc równie dobrze mogła przegapić podobne zdarzenie. Nie na długo, ale jednak. Czego by o tym sposobie snu nie mówić, był mniej wydajny, niż zwykły. I stanowczo nie można go było nazwać kamiennym.
20.09.2014, 19:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#24

MG

Motywy Ethana nie były może najrozsądniejsze, nie były też całkiem głupie. Właściwie, można było je określić mianem zrozumiałych - chyba nie byłoby przesadą takie określenie, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego dosyć rozbieżny charakter. Ale cóż, dobrze, to się stało dawno i prawda, więc może dajmy temu spokój. Przejdźmy zaś do bardziej interesujących elementów.
Nie chciał tęczowy najpewniej wracać do chałupki - nie po tym, co wewnątrz zaszło. I choć może stało się to za jego samego sprawą, to mało kto chciałby nocować u gospodarza, który przeklął jego matkę. Chyba, że sam do niej szacunku nie miał. Gustlock najwidoczniej należał albo do takich i dlatego nawet nie pomyślał o tym, jaką obrazą może to być dla tej kolorowej duszy, albo po prostu za bardzo dał się ponieść emocjom. Tak czy siak - to było dawno i prawda, może wrócimy do teraźniejszości...
Powoli wrócimy. Artial wyszedł z budynku, by sprawdzić, co z jego towarzyszem podróży. A ten siedział sobie i rzeźbił przy klaczy. Ta po wymianie zdań odnośnie jej charakteru "skomentowała" to zalotnym spojrzeniem w stronę Ethana. Zatrzepotała rzęsami. Niestety nikt nie zauważył jej starań, bowiem dwaj mężowie byli już zajęci sobą. "Dlaczego mi to robicie?" - pomyślała.
Następnie nastąpiła niedługa wymiana zdań - i co nieczęsto się raczej zdarza, tęczowy postanowił wyjawić o sobie jakąś informację wprost. Chyba zaczynał powoli ufać kamratowi - chociaż to było widać już na początku, gdy ani Sibel, ani ów niespełniony samobójca nie dostali po karku rękojeścią Ethanowej broni. Opowiedział też pokrótce o wadzie, jaka dotyczyła go jako mistyka. Cóż, dość odważne posunięcie - zwykle nie będąc pewnym, czy można polegać na niektórych jednostkach, nie opowiada się im o swoich wadach, by nie mogli ich wykorzystać. Czy to by oznaczało że ta niemal przesadna ostrożność, jaka towarzyszyła magowi, uległa jakiejś niewielkiej zmianie? A może po prostu postanowił w końcu podzielić się ze swym kolegą czymś o sobie?
Problemem pozostał kawałek drewienka, bardzo ładnie wykonany. Doglądając, czy aby nie potrzeba było jakichś poprawek, rzeźbiarzowi aż szkoda było kombinować nad zmianą, by dzieła nie zepsuć. Jakoś się jednak udało ukończyć przedmiot.
Po tym pitupitu, jak to określił Artial, nadszedł czas na poszukanie czegoś do jedzenia. W polu wypełnionym mnogością sideł szukać jakiegoś dołu z pożywieniem. Nie było to łatwe - przecież gdyby spiżarnia miała jakąś otwartą szczelinę, czy cokolwiek - prawdopodobnie przygotowane potrawy przyciągałyby okoliczne monstra. Należało się więc spodziewać najpewniej jakiejś drewnianej, ciężkiej klapy, przykrytej masą liści. Szanowny obywatel w życiu by jej nie znalazł po ciemku, w dodatku w taką ulewę, która jeszcze bardziej osłabiała widoczność. Nie znalazłby, gdyby nie pewien "szczęśliwy" traf. Nie zauważył małych sideł, o które zahaczył stopą i zaraz wyrżnął potężnego orła tak gwałtownie, że ledwo zdążył podstawić rękę, co na niewiele mu się przydało, bo ostatecznie i tak zarył głową w masę mokrych liści z piachem i błotem... A były one wyjątkowo twarde, w dodatku zabrzmiały tak specyficznie, głucho. Tu był ukryty skarb! Zanim jednak Artial zajrzał do wnętrza schowka, wyswobodził się ze sznura, przecinając go. W międzyczasie myślał, czy będzie siniak - niby liście trochę zamortyzowały upadek, ale głowa mówiła co innego. Klapa była ciężka, bo dość obszerna, zrobiona z dwóch (albo i trzech, i tak nic nie było widać) warstw desek. W dodatku trochę namokły, przez co były jeszcze trudniejsze do podniesienia. Trzeba było chwilę się pomęczyć, żeby spiżarnię otworzyć. Jakiś metr niżej - ledwo można było sięgnąć tam dłonią - nie widać było jakiegoś niby-kufra domowej roboty, nie zamkniętego na żaden zamek. Wygrzebawszy go, dostrzegł człek kontur i zdjął wieko, bo pojemnik był bez żadnych zawiasów. Wewnątrz było jakieś zawiniątko, dość sporej wielkości, ale nawet jeśli zostało otwarte, nie było widać, co to. Pozostało chyba tylko poczęstować Ethana i wrócić do domku.
Cholera, zimno tu strasznie. Zwłaszcza, jak te ubrania poprzyklejały się do ciała.
21.09.2014, 13:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#25

Zaczął niepewnie czaić się po ciemności przeklinając w duchu porę dnia. Nie musiał długo czekać, by ta niepewność w jego krokach została wynagrodzona pięknym orłem. Poczuł ból, syknął i po chwili bezruchu sięgnął rękawem zetrzeć ziemię. Dudniący dźwięk świadczył na szczęście o tym, że nie dane mu będzie dalej się rozbijać. Czym prędzej sięgnął więc po pojemnik, zajrzał do środka, lecz nic mu to nie dało. Wzruszył ramionami i tą samą drogą zamierzał ostrożnie wrócić do Ethana częstując go tym...czymś.
-Dobranoc. - Rzucił mu na odchodne i trzeba było przyznać, że było można wyczuć nutkę sympatycznej odmiany złośliwości w stylu "To ty pilnuj stogu siana na deszczu, a ja popilnuję reszty w ciepłej suchej, chatce". Oczywiście nie miało to negatywnego wydźwięku, można było to porównać do jakiejś rywalizacji, męskiego przekomarzania się. Mimo wszystko Artial nie był typem człowieka zrażającego do siebie ludzi, wręcz przeciwnie. Bardzo chciał ich towarzystwa.
Wszedł do chatki otwierając drzwi łokciem. Poczuł niewypowiedzianą ulgę będąc w miejscu stroniącym od płaszcza nocy. Mięśnie jego twarzy wyraźnie się rozluźniły, przeszedł go lekki dreszcz, którym jakby próbował strzepać z siebie ponure myśli. Obecność Sibel i byłego strażnika bardzo mu to ułatwiły. Skupił się na nich, dostrzegając, że Sibel śpi, albo też może się wybudziła...jeśli to drugie, to gestem ręki uświadomił ją by sobie nie przeszkadzała i wypoczywała. Sam jednak postawił naczynie na stole obok eks-strażnika i usiadł na jakimś krześle obok niego lub też, jeśli nie było, żadnego taboretu to oparł się tyłkiem o kawałek stołu. Półszeptem, częstując się daniem, rozmawiał z gospodarzem o strażnikach, o zamieszeniu na Jelenim Wzgórzu oraz o kobietach. Oczywiście pod warunkiem, że ten w ogóle chciał rozmawiać. Sam najemnik bardzo lubił prowadzić konwersacje, zatem jeśli gospodarz dzielił z nim to uczucie to nie zamierzał kontynuować. Nie żałował mu przy tym swego wina, którym i sam siebie raczył. Gdy trunek, jak i tematy do rozmów się skończyły, Artial upewnił się, że zostało trochę strawy dla Sibel na śniadanie. Po czym życząc grubaskowi pomyślnej nocy sam udał się na spoczynek. Zdjął z siebie ponczo, kołczan, sajdak oraz kolczugę. Wszystko położył na kupce przy ścianie. Sam zresztą siedział na podłodze, blisko Sibel, mając za plecami ścianę i siodło z gradobiciem. Wyciągnął z niego jeden z koców i okrył nim dziewczynę, uważając by jej nie zbudzić, a jeśli nie spała - to podał jej do rączek. Sam sobie zaś poprawił za plecami materiał namiotu i przykrył nogi opierając głowę o ścianę. Patrzałki jego przeniosły się jeszcze raz dziewczę. Freya była chyba w podobnym wieku, kiedy ją ostatni raz widział. Nie pamiętał już jej wyrazu twarzy, ledwie kojarzył ile lat była od niego starsza. Dopadła go chwilowa zaduma, lecz miast myśleć poddał się zmęczeniu i zamknął oczy.
23.09.2014, 23:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#26

Cóż. Ethan tej złej strony Artiala nie znał. Nie było co się dziwić, wszak cała trójka nijak nie mogła mówić o "znaniu się". Poznawali się stopniowo, bardziej przez gesty i zachowania niż przez słowa. A przynajmniej tak to wyglądało u mistyka, który niewiele się odzywał. Sam blondyn miał się za złego człowieka. Często był nieprzewidywalny, jak przed paroma chwilami, bezpośredni, wredny i zimny niczym lód, którym władał. Jednak nie zdawał sobie sprawy z tego, że rzeczywiście miał wielkie serce. I w tym sercu bardzo często po tego typu sytuacjach pojawiały się wyrzuty sumienia. Mniejsze lub większe ale zawsze. Tylko problem polegał na tym, że to serce było przepełnione zbyt dużą ilością dumy i pychy by się do tego przyznać i dobrowolnie przeprosić. Choć gospodarza przepraszać nie zamierzał. Nie po tym jak obraził jego matkę.
Wracając... Na słowa Artiala odnośnie bycia ze samym sobą szczerym jedynie uniósł wzrok, spojrzał na niego krótko i wzruszył ramionami. Nie wiedział czy jest sam ze sobą szczerym i nie bardzo chciało mu się na ten temat rozmyślać. Tego typu rozważania były domeną poplątanych umysłów kobiet, które po prostu to lubiły, chyba z nadmiaru wolnego czasu. Ethan wzdrygnął się jedynie gdy usłyszał o wielkim sercu. Spojrzał z powątpiewaniem na obywatela zastanawiając się czy ten aby nie uderzył się w głowę. Jedna z jego jasnych brwi powędrowała w górę gdy tak przyglądał się wąsatemu. Nic nie wskazywało na to aby ten żartował lub miał jakiś uraz. Westchnął więc cicho.
- Nie wysuwał bym tak pochopnie podobnych wniosków. Czy to w stosunku do mnie, czy do kogokolwiek innego. - odezwał się w końcu. Ostrożność i brak zaufania. Po raz kolejny pokazał, że przepełniają go te cechy w niemalże każdej kwestii. Szare oczy kolorowego lustrowały sylwetkę Artiala, który ze względu na mrok był dla niego średnio widoczny. Jednak, sądząc, że mężczyzna to dostrzeże, pokiwał głową gdy ten poprosił aby wpierw ratował dziewczynę. Rozumiał ten gest. Kobiety i dzieci zawsze ratowało się pierwsze. Było to coś co od wielu, wielu lat stanowiło niepisaną zasadę tego świata. Ethan nie miał pojęcia co tak na prawdę skłoniło obywatela do takich słów. Gdyby się dowiedział, z pewnością wybiłby mu samobójstwa z głowy. Dosłownie.
- Nie będę spać w domu człowieka, który obraził moją matkę. - rzucił sucho po pytaniu Artiala, obserwując jak ten szuka skrytki z jedzeniem. Sam skupił się na kończeniu swojego dzieła. Parę pociągnięć sztyletu sprawiło, że ostatecznie rzeźba ta została ukończona. O tym, że była tak idealna jeszcze nie wiedział. Ciemność uniemożliwiała mu dokładne przyjrzenie się jej. Aż trudno było uwierzyć, że wykonał ją właśnie w ciemnościach. Być może właśnie o takich porach powinien brać się za skrobanie...
Nie przeciągając jednak. Ostatecznie Artial znalazł dziurę z jedzeniem nim Ethan zdążył ukończyć rzeźbę, wstać i mu pomóc. Mistyk poczęstował się odrobiną jedzenia a następnie przykrył się nakryciem, które przyniósł mu brodaty obywatel gdy tu przyszedł. Otulił się nim dokładnie, oparł plecami o deski i spróbował zasnąć. I zapewne udało mu się to po jakimś czasie.
24.09.2014, 18:03
Przeczytaj Cytuj
Płaskowyż
#27

W sumie to nie potrafiłaby określić, kiedy zasnęła - a że spała, to nie ulegało wątpliwości. W jednej chwili Artial wyszedł, rozmowa się skończyła i w chatce zapanowała cisza, w kolejnej otwierały się drzwi... Pojawienie się obywatela w chatce zarejestrowała z kilkusekundowym opóźnieniem. Zamrugała gwałtownie i przetarła rękami oczy, pozbywając się resztek krótkiego snu. No, ale nie mogła spać długo, nie była ani trochę mniej zmęczona. Zastanawiało ją, czy ta krótka drzemka została zauważona, czy może wręcz przeciwnie, ale nie miało to większego znaczenia. Wyglądała, jak wyglądała - czyli cholernie śpiąco. Dołączyła do posiłku, ale próżno by było oczekiwać czynnego udziału w jakichkolwiek rozmowach. Niewiele brakowało, by zamknęła oczy, a utrzymanie względnej przytomności wymagało przecież energii, której dziewczynie nie zbywało. Co za tym idzie, po jedzeniu wróciła na swoje miejsce, mniej czy bardziej prowizorycznie owinęła się płaszczem, którego nie miała siły składać czy odłożyć gdzieś dalej i nie minęła chwila, a ponownie zasypiała. Tym razem normalnie, bez jakichkolwiek udziwnień. Zdążyła tylko życzyć zebranym dobrej nocy, przelotnie zastanowić się, co u Ethana - ale skoro Artial nie wykazywał zaniepokojenia, to i ona nie powinna, prawda? Reakcja mistyka nie była taka znów niezrozumiała i Sibel całych kilka sekund poświęciła na rozważania, czy w takiej sytuacji potrafiłaby zostać na miejscu. Cóż, obelgi rzucane pod adresem rodziny osiągały czasem efekt znacznie skuteczniejszy, niż te kierowane bezpośrednio do adresata - wyjść i trzasnąć drzwiami to nie była zła opcja, o mniejsze rzeczy ludzie rzucają się innym ludziom do gardeł. I skoro do tego nie doszło, krew nieprzelana, to jeszcze nie było źle. Z jej perspektywy przemawiało to na korzyść Ethana. Czy przejęłaby się, gdyby ktoś coś takiego powiedział o jej matce, to już inna sprawa - w tym przypadku nie mijało się to z prawdą, a prawda sama w sobie nie może być obelgą. Choć to już pewnie kwestia tego, że dziewczyna swoją matkę widziała raptem kilka razy w życiu i nie była z nią mocno związana, prędzej już z ojcem i bratem. A i ten pierwszy ulotnił się dość wcześnie. Myśl ta nawet nie zdążyła uformować się do końca, zduszona zmęczeniem. Sen przyszedł szybko. Rano pewnie podziękuje za koc. Oczywiście zakładając, że do rana nie wydarzy się nic bardziej niespodziewanego.
26.09.2014, 01:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#28

MG

Po odnalezieniu (jak się później okazało) pieczywa, marchwi i jakiegoś mięsa - zapewne zajęczego - Artial poczęstował swego kamrata, sam zaś udał się do chatki, by tam spocząć i również coś przekąsić. Ethan skosztował tej strawy, jaką otrzymał, wymienili się też paroma zdaniami. Tęczowy najwidoczniej nie zamierzał jeszcze opowiadać zbyt wiele o sobie. Miałby o czym, w istocie, ale najwidoczniej już taki charakter. Czy ta przesadna "ostrożność", jak ją to sam określał, była uzasadniona, czy była ona cechą pozytywną? Bez wątpienia ostrożności nigdy za wiele, ale czy rzeczywiście wyjdzie to dryblasowi na zdrowie? Zwłaszcza, że ta cała nieufność była u niego rozwinięta w naprawdę wysokim stopniu. Niektórzy by określili to być może jako nawet zalążek szaleństwa, manii prześladowczej, chociaż zarówno jedna i druga strona w pewnym stopniu by się myliła. I po części każda miałaby też rację. W każdym razie uraczył się kolorowy podarunkiem, niedługo później zamknął oczy i odpłynął umysłem gdzieś w mrok.
Koleżance dwóch panów również coś się dostało. Posiłek był całkiem smaczny, chociaż chłodny i już trochę suchy. Nie było jednak na co narzekać - po kilkudniowej diecie z praktycznie takich samych składników, nieco może urozmaicanych znalezionymi składnikami, byli bardzo zadowoleni z możliwości spożycia czegoś innego. Porcje były całkiem obfite jak na kolację, która zwykle powinna być dość lekka. Zwierzyna trafiła się widocznie spora, więc starczyło dla każdego, a nawet zostało co nieco na śniadanie.
Sibel zapadła w swego rodzaju trans, umiejętność wzmagającą jej ostrożność w trakcie tego specyficznego rodzaju snu. Dzięki temu bez konieczności pomocy z zewnątrz sama bez większego trudu wybudziła się, dając sobie szansę na zjedzenie kolacji. Gdy więc zadowalała się szamą, Artial wraz z gospodarzem uciął sobie pogawędkę. Z początku dość niechętną z ten drugiej strony, ale wkrótce rozkręciła się ona i całkiem przyjemnie zaczęli sobie rozmawiać - a to o byłym zawodzie pustelnika, to o kobietach, w końcu pokrótce omówili kilka równie interesujących tematów, takich jak na przykład kobiety... Wspominałem?
Nawet i ta gaduła była wystarczająco zmęczona i zaspana, by nie włączyć się do rozmowy dwóch mężów. Wkrótce więc konwersacja ustała i cała trójka postanowiła podążyć śladem towarzysza spoza chaty. Dla dzieweczki nie było to szczególnie trudne, bo ledwo przymknęła oczy, a zmęczenie wzięło ją już w swe objęcia. Nieco inaczej było z Artial, który trochę poleżał, zanim zasnął. Niezbyt długo, ale jednak. Nie był też w stanie określić dlaczego. Gdyby nie był przyzwyczajony, zapewne stwierdziłby, że to wina twardych desek. Zdarzało mu się jednak leżeć i spać w gorszych miejscach... I on zasnął kilka minut później, choć tak samo jak w poprzednie dni, również dziś naszły go dość niespokojne, nieprzyjemne sny. Gospodarz zaraz po Sibel przetrwał spoczynek chyba najlepiej, bo już jakiś czas tu mieszkał, zmęczony jednak zbytnio nie był. Najgorzej najpewniej zniósł noc Ethan, ale to już miało przejawić się rano w nieznośnym bólu gardła. Oprócz tej przypadłości jednak nic poważnego mu nie dolegało, nawet mięśnie nieszczególnie miał zesztywniałe, jako, że miększe miał łoże niż jego towarzysze.
Witali nowy dzień. Słoneczko świeci, ptaszki ćwierkają, poranek dość chłodny, ale rześki i po śniadaniu całkiem przyjemny, choć może nie dla zmarzniętego mistyka. Nie zrobił może najrozsądniej ufając samej słomie i niedźwiedzim futrze, zamiast zabrać jakiś koc, które otrzymali na początku podróży. Ale co się stało, to się nie odstanie, działał pod wpływem emocji. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, zwłaszcza, że nic się mu poważnego nie stało.
Chyba niewiele ich trójkę tu trzymało - pozostaje pożegnać się z Gustlockiem, podziękować za gościnę i zostawiając go samemu sobie ruszyć dalej, w stronę bagien. Tereny te może nie kusiły swą perspektywą, ale zadania się podjęli, a więc i wykonać by je wypadało.
26.09.2014, 23:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#29

Niechętnie otworzył oczy i zmusił się do wstania na nogi. Podrapał się po głowie, brodzie, a potem przetarł powieki. Próbował wytrzeć z nich śpiochy i wizje nocnych koszmarów. Nie żeby było to coś nowego. Właściwie ta noc w porównaniu do wcześniejszych dała mu więcej spokoju. Być może to przez rozmowę z byłym strażnikiem? Niezobowiązujące rozmowy i alkohol działały kojąco na jego zszargane nerwy, a tego w jego drużynie brakowało. Nie wspominając już o osobie Sibel która nieświadomie była pretekstem do wymykania się spod kontroli myśli na temat siostry.
Artial nie pozwalając sobie na te niepotrzebne myśli wziął siodło z całym przyczepionym do niego dobytkiem i poszedł do Luny. Był przy tym mało zgrabny więc zbudził Sibel, która również wracała do żywych. Szedł powoli. Nie był jeszcze w pełni rozbudzony, a całość bagażu była znacząco ciężka. Prawdopodobnie obudził Ethana kiedy upuścił na ziemie całość.Nie żeby tego nie miał na celu. Bo miał. Skinął mu leniwie po czym zabrał się za szczotkowanie klaczy, która tryskała energią. Pozazdrościć.
Gdy zorganizował jej poranną toaletę, umieścił magicznym sposobem siodło na niej. W tym czasie Ethan już zdążył się ogarnąć toteż były najemnik wziął od niego swój kapelusz, który na nowo nasadził sobie na głowę, a niedźwiedzie futro zaniósł do chatki mijając w progu wyszykowaną już Sibel. Sam na koniec odział wszystkie swoje rzeczy, które zostawił na podłodze. Pożegnał Guslocka i wyszedł do towarzyszy, którzy na niego czekali. Ruszyli dalej.

zt Artial/Sibel/Ethan
28.09.2014, 17:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#30

Człowiek łatwo wyprowadzony z równowagi, namiętny, człowiek dumny, człowiek z wielkimi, żelaznymi zasadami, ktoś kto moralność uczoną miał od dziecka, szlachetność we krwi a tradycje bierze poważnie. Nie można tego było powiedzieć o Eindride. Prosty kowal, który nauczył się trochę o świecie. Teraz podróżował jednak z Seth’em. A ten nie należał do ludzi stoickich, filozofów a nawet do ludzi jowialnych. Eindride mógł, w przeciwieństwie, zaliczać się do adherentów. I być może dlatego jego towarzysz podróży wyglądał na zdeprymowanego co do ich głębokich wywodów. Tak bynajmniej rozważał szaman. Bo jakby go inaczej oceniano niż po tym jak wygląda, jak się nosi, jak mówi? A jednak w głębi czuł, że nikt go dokładnie jeszcze nie poznał i każdy, łącznie z nim samym, patrzy na tę osóbkę podróżnika szamana jak przez szybę. A szyby w jego wiosce były zawsze brudne i nierówne, jeśli w ogóle były. Dlatego właśnie tak myślał. Eindride powrócił myślami do sytuacji zamiast błąkać się po niespełnionych wyobrażeniach tego co być mogło. Być może nie był zupełnie poważny, a na pewno nie w oczach tego pustynnego wojownika, który ma prawo uważać się za lepszym od innych i kultywować swoje nauczone zachowania. Po chwili jednak kowal zdał sobie sprawę jak bardzo ubliża myślami temu człowiekowi więc opanował się i odniósł wszystko co do tej chwili wiedział i czuł na temat Setha do szafki satyry i groteski. Oczywiście nawet tak zwykły człowiek jak Eindrie nie był obojętny wobec ważnych zagadnień moralnych czy politycznych, ale nie miał za bardzo o co walczyć w swojej wiosce, więc pozostawał w bardzo dobrej pozycji poznania bez przynależności. Patrzenia z obiektywnego punktu. Właśnie tego trzymał się, choć nie zawsze używał, w swoich przygodach. Nie miał też zwyczaju działać według jakiegokolwiek imperatywu, gdyż wyniesione nauki z domu mieszał ze wszystkim co znalazł po drodze, a było mu to na rękę. Wchodzili teraz na teren przewijający się ze skalnymi wzniesieniami. Na północ skaliste półki, na południe niebezpieczne wysokie trawy, a na zachodzie majaczały daleko czerwone łaty Krwawej Łąki. Eindride wolał nie przechodzić przez nie, lecz skierować się na główną drogę. Zastanawiał się jeszcze czy mogliby przejść przez Bagna. Zwrócił się do Seth’a jego miłym, zmęczonym i głębokim głosem.
- Czy nie myślisz, że moglibyśmy wspiąć się na jakiś pagórek i poszukać dobrego miejsca na obóz? Nie sądzę byśmy doszli do czegokolwiek przed zachodem.
Nec habeo, nec careo, nec curo.
10.01.2017, 23:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna