Płaskowyż
#41

STRAŻNIK
Miejsce: Płaskowyż / Ciche Równiny
Pogoda: Środek nocy. Panuje obfita ulewa, wzmagają błyskawice.
Naprzód!

tało się. Ogromny zbir nadział się niemalże na ostrze będące we władaniu potężnego anioła, choć przez chwilę kiściec groźnie w ostatniej chwili spadł z powietrza tuż obok Gaidara, ten zdążył go uniknąć. W tym czasie Szaman ruszył, próbując się na nowo ukryć, zostawiając w tyle swoich oprawców, wraz z duchem. Ci, choć widzieli, gdzie się znajduje pełni nienawiści łupili na niego i przeklinali pod nosem, lecz nie mogli nic zrobić. Między Eindride, a uzbrojonymi po zęby zbójami stał przeraźliwie wyglądający obecnie anioł dzierżący miecz oraz tarczę. Słowa szamana, podziałały, tylko na część zebranych, powodując zawahanie. Jednak ich lider znał swoje miejsce i wściekłością obudził na nowo zniechęconych ludzi.

 - Ten skurwysyn zajebał naszych, a wy się wahacie? Do przodu! Magia nie magia, nas jest więcej. Słyszałem kiedyś o tym. Te całe czary, to jakaś magia duchów, ale je też da się zniszczyć. Nawracać? To Ciebie zaraz nawrócimy i na nowo poślemy do Thorna, skąd najpewniej pochodzisz. A ty poczekaj tylko... ty czarnoksięska Szmato. Skończymy z nim i ruszamy po Twoją głowę. Możesz być pewny. Nie uciekniesz nam!

Gdy tylko skończył, ruszył na anioła, a wraz z nim reszta zbójów, która otoczyła Gaidara. Karłowaty lider, oprócz nadmiernej gadany miał też z lekka nadludzką siłę. To on wyprowadził cios toporem jako pierwszy, pozbawiając tym samym ducha, jego tarczy, którą to się odruchowo zasłonił. Kolejna trójka zbójów zaatakowała jednocześnie. Choć pierwszy z atakujących nabił się na miecz broniącego się ducha, pozostali wymierzyli sukcesywne ciosy, raniąc cięciem w udo, oraz pchnięciem w brzuch, w tym samym momencie z góry, zaraz na plecy ducha, potężny cios młotem spowodował jego upadek na ziemie. Choć duch, był już na swoim skraju, wymierzył ostateczny cios w tors drugiego zbója, wypruwając mu tym samym flaki. Najprawdopodobniej, gdyby duchowi przyszło walczyć z każdym zbirem osobno, wynik tej walki, znacznie by się różnił. Na nieszczęście Gaidara, wszyscy ruszyli na niego jednocześnie, tak jak to robią zazwyczaj grupy tego pokroju. Trzy minuty, właśnie tyle czasu zdobył waleczny duch dla swojego szamana. Jednak rany były wielkie i wyłączały jego dalszą walkę. Najlepszym rozwiązaniem byłoby odesłanie ducha, jego pozostawienie możliwie kupiłoby kolejne minuty dla uciekającego, lecz zbyt poważne rany na astralnym towarzyszu, mogły skutkować przykrymi konsekwencjami.




Oki, wstępnie mamy po walce. Przynajmniej tym duchem. W tej sytuacji będę prosił Cię, byś odjął sobie manę. Trzynaście plus cztery punkty za post. Proszę również, byś ustawił poziom many, tak jak mają wszyscy, wraz z maksymalnym poziomem.

Jako podpowiedź zdradzę, że najlepszym pomysłem, byłoby już teraz odesłanie ducha z powrotem. Za dużo obrażeń może go odwołać i będzie potrzebował czasu na regeneracje zanim wróci. Ale rzecz jasna jeśli się Twój szaman uprze to może go przywołać ponownie z tymi wszystkimi obrażeniami. Duchy regenerują się powoli tak jak regeneruje się mana. W tym wypadku jeżeli duch jet ranny, żeby się wyleczył szaman powinien zaprzestać używania swojej many i podczas własnego odpoczynku pozwolić się w pierwszej kolejności zregenerować obrażeniom ducha, wpływając na nie swoją maną, a dopiero w drugiej kolejności skupić się na regeneracji własnej many. Zbyt wiele obrażeń na duchu może doprowadzić do jego permanentnego odesłania, wtedy naczynie voodoo lub talizman pękają a duch rozpływa się.

Pozdrawiam
Mest


(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.03.2017, 23:09 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






11.03.2017, 20:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#42

Nikt nie wiedział gdzie pośród tej walki karzeł miał tyle czasu na tak poruszającą i inspirującą wypowiedź. Mimo to zachęcił jakoś swoich towarzyszy do ataku na wielkiego, straszącego swoją postawą wojownika. Wszyscy rzucili się na niego bardzo przewidywalne. Gaidar trzymał się walecznie mimo takiego natężenia zbira na metr kwadratowy. Kilku dziabnął mieczem, kilku uśmiercił, ale sam doznał też całkiem głębokich ran. Tymczasem Eindirde przemknął się pomiędzy skałami przez ciężką atmosferę śmierci i wyszedł z jaskini wprost na szalejącą ulewę. Zarzucił na głowę kaptur, mimo, że był już przemoczony. Widział teraz o wiele lepiej. Szaman wsunął swój tasak do pochwy i poprawił plecak z dobytkiem. Cieszył się, że obudził się wcześnie, zanim zdążyli podzielić się jego własnością. Deszcz rozbijał się pośród skał. Ostatnie co rudowłosy usłyszał oddalając się od kryjówki to metalowy brzdęk upadającej tarczy. Twarz pobladła mu znienacka i zaczął biec. Biegł i biegł ile mógł po śliskich kamieniach. Przytrzymywał się wystających skał, zadarł sobie dłoń by uchronić się przed upadkiem. Biegł niestrudzenie. Złapał trochę wody w usta. Czuł jak cały bród i smród schodzi z jego osoby. Zmienił kierunek. Przebiegł przez skały, trawy, na wskroś jakiejś polanki. Nogi piekły go od wysiłku ale wiedział, że ma teraz przewagę. Deszcz zatrze wszystkie po nim ślady. Jedyne co zostanie to martwe ciała tych zbirów. A jednak i oni zostawili mu pamiątkę. Na pewno była to porządna walka. Każda walka wymaga poświęcenia, szczególnie jeśli walczy oszołomiony kowal.
Teraz przynajmniej Seth będzie miał łatwiej. Niech go Duronor ma w opiece. Niech ich wykończy. - tu Eindride zawahał się - Jeśli jeszcze żyje…
Szaman odesłał anioła, który w ostatniej sekundzie namierzył Rusia i posłał w jego stronę pędzące ostrze miecza. Gaidar ziknął tak niespodziewanie spod nacisku ciał i broni, że banda wpadła na siebie, w jedną kupę kurzu, potu i krwi.
Posłałem niektórych do nieba. A niech ich Duronor osądzi, będą błagać o litość pośmiertnie!
Dobrze słyszeć, że jesteś ze mną. Zaraz cię postawię do szczytowej formy. Najpierw jednak muszę dotrzeć do... Do czegokolwiek. - rudowłosy rozejrzał się wokół siebie. Deszcz lał jak z cebra. Szum w uszach odwracał uwagę od przemoczonego ubrania. Eindride ruszył w ciemną noc.

Gracz opuścił wątek


No więc ciało Edzia miało na nich wlecieć, ale to nic. Ogółem Eindride wejdzie teraz na główny szlak do Geathrad czy jak tam. Zaraz dodam maksymalną ilość many. Przy pierwszym odpoczynku zregeneruje się Gaidar. Nie wiem jeszcze na co ma trafić. Jest tam kilka punktów zaczepnych, jakieś chatki itd. Poza tym opuszczam ten wątek już teraz.

Pozdrawiam również!
Eindride

Nec habeo, nec careo, nec curo.
13.03.2017, 16:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#43

STRAŻNIK
Miejsce: Płaskowyż / Ciche Równiny
Pogoda: Noc zmierza ku końcowi. Lekki deszczyk.
Świt nadchodzi.

zaman biegł przed siebie ile sił w nogach. po błotnistym terenie, raz po raz ślizgając się po nasiąkniętej nawierzchni. Choć gdzieniegdzie przez ciemne niebo przebijały się pierwsze promienie wschodzącego słońca, to widoczność nadal była niska. Wraz ze wschodzącym słońcem ulewa powoli spadała na sile, przeradzając się z czasem w lekki deszczyk. Wycie psa i krzyki dochodziły do uszu Eindride lecz były daleko i zdawały się kierować w zupełnie inną stronę, widać Baltazar był nieustępliwy w złożonej przed parudziesięcioma minutami obietnicy. Włóczykij mógł czuć się jednak w miarę bezpiecznie. Deszcz był jego sojusznikiem, skutecznie zmywając trop i ślady uciekającego. Czuł jak wszelki bród spływa z niego. Niestety ślady krwi na koszuli wciąż pozostawały, lecz na jego szczęście, wszystkie pozostałe odeszły. Wreszcie mógł odetchnąć. I najprawdopodobniej właśnie to rozluźnienie przypomniało mu o wszystkich doświadczeniach ostatnich dwudziestu-czterech godzin. Wszelakie otarcia, zawroty głowy, zmęczenie, głód-wszystko to z minuty na minutę zdawało się coraz to bardziej przeszkadzać. Ból głowy po ogłuszającym uprzednio uderzeniu wrócił z ogromną mocą. Szaman mógł się jedynie w duchu cieszyć, że dopiero teraz.

Jedyne o czym teraz zapewne marzył ten doświadczony przez życie podróżnik, to jakieś lokum gdzie możliwe by było zjedzenie czegoś ciepłego, odzyskanie sił i ewentualnie... zjedzenie czegoś ciepłego. Niestety, dookoła nic nie zapowiadało znalezienia czegoś co mogłoby spełnić powyższe warunki. Jedynie łąki, drzewa, jakaś gospoda, las i droga. Dosłownie nic.
Szaman musiał zdecydować co chce dalej począć...

Jeżeli chciałby jednak sprawdzić opcję gospody... To zobaczyłby w jej wnętrzu, że jest taka godzina, że już nie ma tancerek, ludzi też jakoś nie za bardzo. Jeden pijany podróżnik słodko śpiący na ladzie, z tyłu w koncie przy stole z kuflem piwa siedział zakapturzony jegomość z fajką. Przy drzwiach średnich postury człowiek, z krótkim mieczem przy pasie, zapewne najemny ochroniarz, który tak dobrze pełnił swoją służbę, że zamiast stać i doglądać porządku, opierał się pijany i lekko śpiący o ścianę, no i oczywiście barman, zmęczony i zamyślony, z nieprzytomnym spojrzeniem doczyszczający kufle.




Wybacz... Nie zapomniałem o tym na początku postu, później już tak, bo chciałem to ponownie przeanalizować.
Ujmę to tak, że nie do końca zrozumiałem, co gdzie leci, czy ciało dużego, jest odrzucane do Edzia, czy ciało Rusio leci na nich, czy może wszystko na raz, ale na odwrót. Huh Ustalmy, że do po prostu nie wyszło, dlatego nie zostało wspomniane. Efekt byłby podobny, a zawahanie przeciwników pozostałoby tylko połowiczne. W momencie, gdy te czynności po sobie następowały, mógł też wyjść zawczasu atak Baltazara, na robiącego zamach rzutu Anioła i pokrzyżować jego plany. Jednym słowem... Nie ma tego złego, co gdyby ślimak, kwiecień plecień, to by kózka... No i tak dalej i tag dalej.

Jeśli trafisz do gospody, opisz proszę swoją drogę tam oraz ewentualne doświadczenia, czy przemyślenia pod tamtym wątkiem, jak i pierwsze wrażenia do momentu podejścia do baru. Wiesz co robić. Dalej ja poprowadzę. (mam nadzieję, że wiesz, że tam trzeba kliknąć...)



Pozdrawiam bardziej jeszcze
Dobry Kuzyn Mest




Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






15.03.2017, 00:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna