Keja
#11

MG
Akcja rozgrywa się gdzieś na morzu

Mimo tak beznadziejnej sytuacji Nemeth poczuła wzdrygnięcie się jej towarzysza, bynajmniej nie oznaczające jakiegoś strachu albo tego, że mu zimno. To było coś jakby takie... Zrezygnowane parsknięcie. Tak, jakby coś go rozbawiło, ale nie był w aktualnym stanie tego pokazać. I owszem - nie spodziewał się tak spokojnej reakcji. Na specyficzną damę trafił, doprawdy.
- Czy wiem, dlaczego... - powtórzył, jakby samemu się zastanawiając. Choć myślał raczej nie nad tym czy wiedział, lecz nad tym, jak to powiedzieć, żeby nie spowodować nieziemskiego wkur... Ekhm, wkurzenia jego nowej koleżanki. - Jasne, że wiem. Wybacz mi, głupi byłem jak cholera... Ale muszę ci wszystko opowiedzieć od początku. Otóż... Jesteśmy na statku piratów. Tak, normalnych, regularnych morskich bandziorów. Chyba jednym z większych i groźniejszych, bo mamy całkiem liczną załogę, a co więcej, każdy myśli, że jesteśmy zwykłymi kupcami. I cóż... Ja też jestem piratem. Khm, "pracuję" tu. Właściwie, to tak zbieramy część załogi... To właśnie, czym się zajmuję. Zwykle po prostu zbieramy jakichś facetów, którzy wyglądają na sprawnych i nie wahających się walczyć przeciw prawu - takich rekrutów jest tu z połowa załogi, resztę poznałem już jak ja tu dołączyłem. I to było tak... Wchodziłem do jakichś spelun i szukałem takich typowych najemniorów, nie wyglądających na takich, którzy mają co zrobić ze swoim życiem. Przekabaciłem z dwudziestu ludzi, sprowadziłem ze trzydziestu... Tych dziesięciu leży gdzieś w Morzu Klifowym. I co więcej, tej dwudziestce spodobało się tutaj. Są tu wolni od wszelkiego prawa, rumu mają pod dostatkiem, a i obowiązków niezbyt wiele. Ale, em, jakby ci to powiedzieć... Kapitan chciał, żebym sprowadził na statek jakąś kobietę, żeby... Wiesz. Wpadłaś mi od razu w oko... Nie wiem dlaczego to zrobiłem, przecież wiedziałem jak to się skończy. Ależ ja byłem głupi, bogowie. W każdym razie skończyło się to tak, że chciał cię wykorzystać nieprzytomną, ja się wstawiłem za tobą i tak tu skończyliśmy. Nasz szef wyszedł, porządnie wkurwiony... I dość dotkliwie zraniony, heh. Ale żyje. I pewnie jak się opatrzy, to każe mnie wyrzucić za burtę, a ciebie... No nic, mniejsza. - powiedział młody człek. Aktorem był przednim, z tego co mówił. Wyglądało to tak, jakby żałował... Ale właśnie, "aktorem był przednim", więc kto go tam wie. Sposób zbierania załogi... Dość oryginalny, ale mniejsza o to. Teraz należało kombinować, jak przeżyć. I najlepiej nie oddać się jakiemuś zapijaczonemu, staremu piratowi, który przyjdzie tu - jeśli prawdą jest to, co mówił gość za plecami Nemeth - całkiem niedługo.
28.09.2014, 16:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#12

wzdrygnięcie mogłam zinterpretować prawdopodobnie tylko jako przejaw zalęknienia, aczkolwiek nie rozwodziłam się nad tym myślami. Bardziej zależało mi na wysłuchaniu mojego przymusowego towarzysza.
Muszę jednak przyznać, że takiego początku historii się nie spodziewałam.
Co więcej, poza samą rewelacyjną wiadomością, że właśnie rozmawiam sobie radośnie na statku piratów z nikim innym, jak jednym z nich, niewiele mogło mnie zdziwić. Poza dość mocnym wzburzeniem, które połączone z dreszczem dawało pewnie spodziewany efekt przerażenia, czułam się jeszcze bardziej pogodzona z losem. Na miłość boską, przecież to wszystko było do przewidzenia. A Natura ma słuszne tendencje do tępienia co głupszych osobników.
Znaczna część tego była też bardzo prawdopodobna. Wierzyłam, że jest piratem. Mogłabym negować czy faktycznie tak sprawnie szła mu rekrutacja czy po prostu - jak to mężczyzna - miał dziwną potrzebę popisania się osiągnięciami nawet w tak beznadziejnej chwili, ale jakie to miało znaczenie? To nie jego zdolności aktorskie sprowadziły mnie na statek. Oczywiście gdyby zamiast niego proponował mi to ten cały Bjarne, pewnie nie byłoby mowy o pójściu razem z nim, jednak ja po prostu za bardzo ufałam ludziom. Miałam obiekcje czy faktycznie postanowił się za mną wstawić. Ale przecież z jakiegoś powodu trafił tu ze mną. Chociaż równie dobrze mogło chodzić o dowolny inny konflikt między panami, włącznie z kłóceniem się o "kolejkę" - tu znów wzdrygnęłam się na samą myśl o tym - więc same słowa znaczyły dla mnie niewiele. W końcu niezależnie od ich prawdziwości, siedzę tu sobie skrępowana i absolutnie nie mam szans na odwrócenie mego losu.
Czułam jak gorące łzy ciekną mi po twarzy. Jak mogłam tak się wpakować? Czemu rezygnowałam ze spokojnego życia w Valen? Czemu? Doskonale wiedziałam czemu. Zachciało mi się przeżyć, wyzwań, przygód. Samą podróż do Perony traktowałam jak małą wyprawę w nieznane. Zabawę w detektywa, która omal to nie skończyła się tragicznie, również. Potem, zamiast posłać list do mej mentorki z radą jak wrócić, postanowiłam udowodnić własną samodzielność i popełniłam kolejny szereg głupstw. Przygody. Phiew. Świecie, miej litość, przecież jestem tylko zwykłą kobietą!
I wtedy zorientowałam się, że zwykłe kobiety nie uczyły się raczej do znudzenia technik dźgania przeciwnika sztyletami i okładania ich lagą. Zwykłe kobiety nie uczyły się przywoływać istot z zaświatów. Nie mogłam siedzieć w domu jak zwykła kobieta. Bo mimo najszczerszych chęci, takową nie byłam.
Właśnie, duchy! Oczywiście nie mogłam miec pewności, że nie spróbowali mnie obrabować, ale skoro sprowadzili mnie tu w dość jasno określonym celu, może nie chciało im się mnie przeszukiwać? A nawet jeśli - czy wyszywana srebrną nitką mała laleczka mogła być przez nich uznana za cenny łup?
Oczywiście nie mogłam ruszyć rękoma i sprawdzić czy nadal jest w mojej kieszeni. Nie miałam też z nią żadnego kontaktu fizycznego, ale kto wie, może nie jest to potrzebne?
Spróbowałam puścić impuls many do miejsca, w którym trzymałam maskotkę i przywołać ducha psa.

1. Jeśli przywołanie się udało, nakazuję psu spróbować przegryźć więzy.
2. Jeśli nie - pytam się współwięźnia, czy dał by radę sięgnąć do kieszeni moich spodni (jesus, w sumie nie zgadza się ten fragment o spódnicy wcześniej, zapomniałam że Nemka się przebrała xD) i wyciągnąć z nich lalki, a potem podać mi jej do ręki. Jeśli da radę i lalka nadal jest w moim posiadaniu: patrz punkt pierwszy.
3. W wypadku jakichś bardziej złożonych opcji po prostu zareaguję w następnym poście xP


So what if we're all insane
The way we all live reminiscing for the head game


Maybe we're all insane
I'm feeling so damn hollow staring into
the Eyes of Tomorrow






28.09.2014, 16:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#13

MG
Akcja rozgrywa się gdzieś na morzu

Skrycie użalając się nad własną beznadziejnością Nemeth myślała. Myślała sobie z kilka minut... Aż w końcu doszła do wniosku, że nie może być słaba, że musi walczyć. Że nie jest wcale taka "zwykła", jak do tej pory sądziła. I cóż, miałaby nawet słuszność... Gdyby nie to, że to właśnie zupełnie zwykłe więzy blokowały jej i jej towarzyszowi większość ruchów. Wyswobodzenie się z nich było bardzo mało możliwe: był to gruby sznur, związany za nadgarstki i za przedramiona dwojga ludzi. Bez uprzedniego przeszkolenia - a takiego nie posiadała ani szamanka, ani pirat - praktycznie nie dało się uwolnić. Tak samo inne umiejętności niewiasty okazały się być bezużyteczne w walce ze sznurem. Wyczuwała coś w kieszeniach, a więc została jej najpewniej lalka, natomiast sakwę jej oderwano. Kontur woreczka było widać jakieś dwa metry dalej, na beczce - być może była to własność Nemeth.
Nie udało się przekazać jej swojej energii do lalki. Być może byłoby to możliwe, gdyby nie ten potworny ból głowy i skrępowanie - w tym stanie jednak nie było nawet o czym mówić. Na prośbę jej towarzysz zareagował delikatnym szarpnięciem i próbą poruszenia rękoma tak, by wydostały się one gdzieś na bok i powędrowały do kieszeni spodni damy. Niestety, ale i to spełzło na niczym, jedyne, co udało się osiągnąć, to jeszcze bardziej niewygodna pozycja po nieznacznym oddaleniu się od siebie dwojga ludzi. Przysunął się więc trochę młodzik do Nemeth, by to jakoś naprawić. W międzyczasie ta zauważyła kolejny sznur. Zawiązany wokół jej kostek u nóg. No pięknie.
- Przykro mi. Nie da rady. A skoro mamy już tu spędzić ileś czasu... Erlich jestem. - przedstawił się człek.
Jedynym plusem było to, że powoli przyzwyczajała się do twardej podłogi a zmysły wyostrzały się. Chociaż dobrze by było, gdyby czucie było takie, jak wcześniej, bo głowa zaczęła dokuczać jeszcze bardziej. No ale nic, trudno...
Czas płynął i dłużył się niemiłosiernie. Zdawać by się mogło, że już minęła godzina, w praktyce od momentu wybudzenia się szamanki przeszło nie więcej, niż dziesięć minut. Wszystko było dość monotonne... Choć niedługo przerwał to odgłos kroków. Około trójki ludzi.
Drzwi otwarły się. Światło płonącej pochodni dzierżonej przez jednego z nich ukazało trzech paskudnych gości. Jednym z nich był już poznany wcześniej Bjarne, chociaż teraz nie został przez Nemeth rozpoznany przez to światło i zaszklone oczy. Zeszli po niedługich schodkach.
- Wy dwaj... Wypieprzcie tego gnoja za burtę. - zwrócił się ten, który oświetlał im drogę. Kapitan, zdawać by się mogło. Bjarne wraz ze swym towarzyszem posłusznie wykonali rozkaz, przecięli więzy na rękach i nogach Erlicha. Człek w opasce na oku zamieścił pochodnię na stojaku przy ścianie. Światło teraz padało na dość niewielkie pomieszczenie - w centrum był słup, przy którym siedziała dwójka więźniów. Po bokach leżały beczki, worki i pudła, słowem: mnóstwo drewna. Następnie pirat rozciął jakimś dość egzotycznie wyglądającym mieczem - bodajże sejmitarem - liny krępujące Nemeth. Mogła się mu przyjrzeć z bliska. Oczywiście nie obeszło się bez potężnego smrodu mieszanki różnych alkoholi. Człek to był na oko mający z czterdzieści lat. Włosy w nieładzie wystawały spod ciasno zawiązanej bandany, strój miał całkiem zadbany - czerń była pomieszana z indygo i odrobiną jaskrawej czerwieni. Cóż, w końcu musiał dbać o wizerunek zwykłego kupca. Twarz miał pomarszczoną niczym suszona śliwka, którymi w młodości szamanka lubiła się zajadać... Chociaż teraz dziwnym trafem nie miała ochoty "schrupać" starego pirata. Jego twarz szpeciła paskudna blizna przebiegająca od połowy czoła, przez lewe oko, kończąca się gdzieś nad podbródkiem. A gdy już przeciął więzy nie chował sejmitara.
- Nawet nie masz pojęcia, jak twój "koleżka" mnie wkurwił. Pozwól, że się na tobie wyładuję, hłe, hłe - rzekł w paskudnym grymasie. No... Po prostu pięknie...
28.09.2014, 17:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#14

brak kontaktu z lalką uznałam za naturalny - najwyraźniej nie mogłam bezdotykowo porozumieć się z duchem wewnątrz niej. Nie przyszło mi do głowy, że ból może aż tak uniemożliwiać mi skupienie.
Ostatnią nadzieję pokrywałam w moim współwięźniu. Starałam się poruszyć tak, by umożliwić mu dostanie się do kieszeni, równocześnie czując coraz mocniejszy nacisk sznura na nadgarstki. Musiałam mieć tam już ładne otarcia.
Westchnęłam i opadłam, gdy próby spełzły na niczym. Odcięta od mej jedynej formy obrony, byłam zupełnie bezbronna. "Tak, Nemeth, możesz się pocieszyć. W tej chwili jesteś równie zwyczajna co praczka czy handlarka z Valen. Witamy w prawdziwym świecie!"
Lina krepująca mi nogi nie była wcale gorszą wiadomością. W tej chwili wystarczyło to, że nie miałam możliwości poruszać dłońmi. Mogłabym teraz być okręcona sznurem od czubka głowy aż po stopy i nie byłoby to wcale bardziej problematyczne.
- Nieważne. - mruknęłam krótko na jego przeprosiny. To wszystko było tak bardzo bez znaczenia - sprzyjał mi czy był mi wrogiem, oboje byliśmy skazani na łaskę załogi. Wkrótce przyjdzie tu jakiś i wszelakie przeprosiny czy wyzwiska będą tyle warte ile ostatnie sekundy naszego życia.
Z początku nie miałam ochoty mu się przedstawiać. Dość bezsensownych rzeczy zrobiłam w ostatnim czasie, bliższe spoufalanie się z mężczyzną, przez którego miałam jedyną w swym rodzaju szanse przeżycia przygody jako zabawka załogi piratów wydawało się już wykraczać poza granicę.
Zaraz potem jednak ironicznie skarciłam się - poszłaś za nim pod pokład, a podanie własnego imienia wydaje ci się zbytnim spoufaleniem? Doprawdy ciekawa gradacja.
Przeczuwając, że naprawdę moje imię nie jest w tej chwili niczym cenniejszym od reszty mojej własności, która poza moim zasięgiem - była bezużyteczna, westchnęłam tylko.
- Nemeth.
Nie dodałam nic więcej, bo właśnie walczyłam z nową falą mdlącej rozpaczy. Oczy ponownie wypełniły sie łzami. Wolałabym umrzeć dumnie, opierając się strachowi. Choć pod koniec życia poudawać przed sobą kogoś, kim naprawdę nie byłam. Ale brakowało mi sił. Nie mówiąc już o tym, że nie spodziewałam się zbyt szybkiej śmierci.
Ale to minęło. Wkrótce nie miałam siły nawet się martwić. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Nie mogłam zebrać myśli.
Pewnie w jakimś stopniu nudziłam się tą bezczynnością, tym oczekiwaniem, jednak gdy usłyszałam kroki na skrzypiącej podłodze, strach przeszył mnie na nowo. Wiedziałam, że wkrótce po nas zejdą, przygotowywałam się na tę myśl, a i tak kiedy dotarło do mnie, że zaraz wydarzenia, z którymi do tej pory zmagałam się tylko we własnej wyobraźni, mają naprawdę się wydarzyć.
Erlich najwyraźniej miał wątpliwe szczęście wzbudzić ich uwagę jako pierwszy. Przez chwilę poczułam ukłucie współczucia dla tego człowieka. Śmierć w odmętach z pewnością była równie nie przyjemna dla kryminalistów jak i dla dobrych ludzi. Zaraz jednak przypomniałam sobie o własnym położeniu i pomyślałam, że może utopienie się nie jest taką najgorszą alternatywą.
Zmrużyłam oczy, gdyż światło po tak długim siedzeniu w ciemnościach, kuło mnie co wcale nie wpływało korzystnie na mój ból głowy. Zresztą naprawdę nie widziałam by było tu coś, co warto oglądać. Z pewnością nie paskudnej mordy, której wyziew sprawił, że żołądek podszedł mi do gardła wraz z zawartością. Gdybym czuła się skora do ironicznych żartów, pewnie stwierdziłabym że szkoda, że przynajmniej nie mogłam natrafić na kapitana równie urodziwego co Erlich. Teraz jedynie byłam w stanie powstrzymywać odruch wymiotny, bardziej z wrodzonego odruchu niż potrzeb kulturalnych. Wątpiłam by zwrócenie zawartości żołądka narobiło mi większych problemów, niż i tak już miałam.
Moje więzy zostały przecięte. Nie robiło mi to zbyt wielkiej różnicy, byłam zbyt zesztywniała by się podnieść, zresztą co miałam zrobić? Uciec?
Ręce miałam obolałe, ale i tak spróbowałam ostatniej deski ratunku jaka przyszła mi do głowy. Spróbowałam sięgnąć do kieszeni i złapać za lalkę. Oczy jednak cały czas trzymałam na wątpliwej urody twarzy pirata. Nie chciałam dawać mu wyraźniejszych sygnałów że czegoś szukam.
Na chwilę moją uwagę przyciągnęła jego blizna. Ktoś musiał dać radę zranić drania. Żałowałam tylko, że tak mało skutecznie.
Spróbowałam się skoncentrować, zignorować ból głowy i raz jeszcze podjąć się próby przywołania ducha. Nie myślałam teraz nad tym czy właściwie cokolwiek może mi to pomóc, w końcu to był tylko jeden pies. Ale chciałam zrobić cokolwiek, tak panicznie bałam się tego, co miało nastąpić. Drżalam na całym ciele, czułam jak się telepię. Ale zamierzałam próbować przekazać lalce energię póki tylko miałam do niej dostęp i byłam w stanie myśleć... Jakkolwiek. Niestety kapitan musiał pogodzić się z faktem, że jego ofiara nie zamierza poprowadzić z nim rozmowy na przełamanie lodów.


So what if we're all insane
The way we all live reminiscing for the head game


Maybe we're all insane
I'm feeling so damn hollow staring into
the Eyes of Tomorrow






28.09.2014, 17:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#15

MG
Akcja rozgrywa się gdzieś na morzu

Uczucie zrezygnowania na nowo pojawiło się w szamance. Nie była raczej teraz skora do rozmów, dlatego powiedziała tylko dwa słowa. Erlich uśmiechnął się nieco, gdy mu się przedstawiła. Ale cóż mu po tym? Ano nic, dlatego czekali parę minut już bez słowa.
Gdy jej kompan został zabrany, a przyszedł nowy "kolega" nie była zbyt zadowolona z przecięcia więzów. Nie można było nawet powiedzieć, że miała jakieś szczególne nadzieje na to, że uda się jej przetrwać. Ale mimo to perspektywa przed nią się jawiąca nie cieszyła jej zbytnio, zatem postanowiła jednak przywołać swojego wiernego przyjaciela, bojowego psa. Nie na marne...
Przelawszy manę na lalkę natychmiast pojawił się duch. Nie od razu zauważył go pirat, który już nachylał się nad szamanką... Kiedy to usłyszał odbijający się echem (dziwnie - przecież to pomieszczenie nie powinno mieć zbyt dobrej akustyki) upiorny warkot. Powoli zwrócił twarz w stronę stworzenia, jakie gotowe było oddać swoje "życie", by bronić Nemeth.
- PIERDOLONA WIEDŹMA!!! DO CHĘDOŻONEJ DUPY THORNA, ZABIERZ ODE MNIE TO CHOLERSTWO! - krzyknął przerażony bandzior, który migiem zrobił się cały blady. Zupełnie, jakby ducha zobaczył. Chociaż w sumie... No, zobaczył. Wykazał się też niesamowitą zwinnością: niczym kot, który przestraszywszy się czegoś wbijał się pazurami w sufit, tak teraz jednooki bandyta wskoczył na pobliską beczkę, a z niej na stos skrzyń, przewracając się. Upadł na całkiem pokaźną, drewnianą pakę i trząsł się z przerażenia. Doprawdy... Kto by się spodziewał. Choć może to dlatego, bo już kiedyś mierzył się z doświadczonym szamanem? To już najpewniej pozostanie nierozstrzygnięte.
- ODWOŁAJ TĘ BESTIĘ, BŁAGAM CIĘ! - darł się wniebogłosy. Och, chyba ktoś tu zdobył przewagę.
28.09.2014, 18:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj

PRZEDMIOT

Kliknij w obrazek


Keja
#16

nie odczułam momentu, gdy uwolnienie many wreszcie przyniosło skutek. Może byłam zbyt przestraszona a może po prostu mdlący zapach alkoholu i zepsucia, który zionął z twarzy mężczyzny zbyt skutecznie odwracał uwagę od wszystkiego innego. Wiedziałam wówczas tylko jedno - mój czas na kombinowanie właśnie upłynął. Struchlałam, odwracając głowę i kuląc się przed szorstkim dotykiem... który nie nadszedł.
Jednak to nie dłużący się czas oczekiwania na ten niepożądany fizyczny kontakt skłonił mnie do podniesienia głowy. Nie był to nawet niebezpieczny warkot, którego nie zdążyłam pojąć rozumem.
Były to krzyki, od których z początku skuliłam się jeszcze bardziej, a w których potem poza wściekłością, odnalazłam strach. Rzecz rzadko spotykaną u rosłych mężczyzn, kiedy ich przeciwnikiem jest zwykła bezbronna kobieta.
Otworzyłam oczy akurat żeby zobaczyć, jak mężczyzna gramoli się na skrzyniach i pakach. Niedaleko obok jaśniał w złowieszczej poświacie stał mój Exall. Najwyraźniej udało mi się jednak przywołać ducha i teraz czekał tylko aż dostanie polecenie rozprawienia się z przeciwnikiem.
W panicznym odruchu byłam bliska wydania takiego wyroku. Nie byłam morderczynią (skąd mogłam wiedzieć, że to właśnie za sprawą mojego ciosu pani Curtis faktycznie stała się wdową?), ale kiedy twoje życie jest zagrożone, to nie zastanawiasz się, czy twój sposób samoobrony może być dla kogoś niebezpieczny. Nawet zabicie komara, który siada na ramieniu i próbuje pozbawić cię niewielkiej ilości krwi, jest naturalnym odruchem.
Na szczęście, dla kapitana, mój zdrowy rozsądek tym razem zdążył na czas. "I co zrobisz potem?" zapytał. Na statku była jeszcze cała załoga. Ilu dałabym radę powalić wraz z moimi podopiecznymi?
Żałowałam trochę, że Erlich prawdopodobnie odbywa właśnie przyspieszony kurs pływania w zimnym, głębokim morzu, którego głębia zapewne kryła więcej potworów, niż było dziur w uzębieniu kapitana. Może były one nawet bardziej odpychające niż jego oddech.
Powoli i chwiejnie podniosłam się z ziemi, wspierając się o słup. Teraz, gdy mogłam wyglądać trochę mniej jak ofiara losu, należało rozegrać to stanowczo. Przewagi mają to do siebie, że traci się je na skutek nieprzemyślanych decyzji i opóźnionych reakcji. Przykładem tego był sam kapitan.
- Mam ich więcej - powiedziałam głosem ochrypłym, jak gdybym na skutek tego wszystkiego, ledwie pamiętała jak się mówi - Nie musisz umierać. Chcę tylko trafić na ląd.
Nie wiedziałam ile mam czasu nim ktoś do nas zejdzie. Branie kapitana za zakładnika też nie było pewnikiem bezpieczeństwa. Lojalność bywa bardzo krucha, a w miejsce jednego przywódcy, łatwo wybrać kolejnego. Dzieliłam już więzy z Erlichem. Czemu nie miałabym dzielić ich teraz z Panem Śmierdzący Oddech?
- Pilnuj go - poleciłam psu, a sama szybko podeszłam do woreczka, w którym jak przypuszczałam, był mój dobytek. Potrzebowałam całego. Nie zdołam utrzymać armii duchów na zbyt długo, ale jeśli faktycznie mam znów zostać zepchnięta do roli bezbronnej ofiary, wcześniej wolę wyrzucić z siebie całą manę i zabrać na drugą stronę tylu ile dam radę.
Właściwie te heroiczne myśli były bardzo nie w moim stylu, ale wola przetrwania jaka zerwała się we mnie kolejny raz, znów dawała o sobie znać. Byłam sama, nie wiadomo nawet czy wciąż w porcie. Nie miałam już nic do stracenia.

//-8 PM za przywołanie ducha


So what if we're all insane
The way we all live reminiscing for the head game


Maybe we're all insane
I'm feeling so damn hollow staring into
the Eyes of Tomorrow






28.09.2014, 19:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#17

MG
Akcja rozgrywa się gdzieś na morzu

Na początku zdezorientowana była Nemeth, nie wiedziała co się dzieje. Wkrótce jednak zrozumiała, że zdobyła pewną przewagę nad przywódcą piratów, który okazał się panicznie obawiać się wszelkich tworów nie z tego świata. Albo i z tego, ale ze sfery duchowej. W każdym razie sytuacja skrajnie beznadziejna przerodziła się w nawet nie najgorszą.
Postanowiła jednak nie pozbawiać życia pirata... Swoją drogą, nawet gdyby zechciała, to pewnie jakoś by się zmotywował do obrony, a wtedy tak czy siak kolorowo mogło nie być. Oszczędziła jednak kończącego życie rozkazu, natomiast zastraszyła człeka leżącego na pudle. Co chyba nie było potrzebne, był on bowiem już wystarczająco zatrwożony. Jedyną jednak odpowiedzią było trzęsienie gaciami za każdym razem, gdy oko bandziora spoglądało na upiornego psa. Ani myślał schodzić ze skrzyni.
Szamanka podeszła do beczki, na której leżał mieszek. Faktycznie, był to jej dobytek. Cóż... Teraz pozostaje tylko jakoś rozstrzygnąć sytuację. Jedna kobieta z kilkoma sługami z zaświatów przeciwko wielkiej bandzie piratów, zahartowanych równo w chlaniu, jak i w bitce. Cóż miała począć? A nie wiadomo. Wiadomo jedynie, że była teraz dość zdesperowana, a tacy ludzie bywają najgroźniejsi.
28.09.2014, 19:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#18

sprawdziłam czy zawartość zgadza się co do monety. Nie chodziło mi nawet o garść smoków, którą nosiłam przy sobie, nie mając sposobności by udać się do banku. Najbardziej zależało mi na monetach przechowujących duchy, gdyż tych akurat nie mogłam tak po prostu zarobić. Naprawdę odetchnęłam z ulgą, gdy wszystko okazało się być na miejscu.
Znów spojrzałam w stronę starego pirata, który najwyraźniej był nie mniej przerażony niż ja kilka chwil temu. Bądź co bądź jednak, wciąż moja sytuacja nie była wiele lepsza niż jego. On mógł obawiać się o swoje życie. Moje problemy na jego życiu wcale się nie kończyły. A co gorsza - nie wiedziałam jak dalej mogę to rozegrać.
- Zabiorę psa, jeśli mi pomożesz - powiedziałam stanowczo. Musiałam wykorzystać jego strach - Po co ci ryzykować życie na jedną kobietę?
Przywołałam psa gestem, by dać mężczyźnie trochę przestrzeni osobistej. Musiał zacząć ze mną rozmawiać, inaczej oboje będziemy w beznadziejnej sytuacji.
- Uważaj - mruknełam do zwierzęcia. Chciałam żeby w razie czego był gotów odegnania ode mnie napastnika. W rękach trzymałam swój woreczek z monetami. W głowie wciąż kalkulowałam co zrobić jeśli wydarzy się coś nieprzewidywalnego. Każda minuta była dla mnie krokiem w stronę porażki. Nie wiedziałam ile dam radę utrzymać psa przy sobie, nim będę musiała go odwołać. Prawdopodobnie dużo dłużej niż kiedyś, ponieważ moja mana przyzwyczajała się do używania i czułam, że jej pokłady wzrosły ostatnio bardziej niż przez ostatnią dekadę. Cóż, nieużywana nie miała okazji naprawdę się szlifować.
Zakładając, że jesteśmy na morzu, powrót na ląd może trochę zająć. Prędzej czy później będę musiała wytargować trochę ustronnego miejsca, by się zdrzemnąć. Może człowiek potrafi przetrzymać bez snu ponad dobę, jednak zwykle ludzie nie potrzebują zasobów magicznych by przeżyć.

//-3PM


So what if we're all insane
The way we all live reminiscing for the head game


Maybe we're all insane
I'm feeling so damn hollow staring into
the Eyes of Tomorrow






28.09.2014, 20:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#19

MG
Akcja rozgrywa się gdzieś na morzu

Westchnienie ulgi, gdy okazało się, że sakwy nie opróżniono. Doprawdy, dziwne - musiało się zdarzyć coś nieoczekiwanego, co powstrzymałoby kapitana od zabrania całego tego dobytku dla siebie. Chyba, że właśnie tutaj trzymał cały dobytek... O. Właśnie. Teraz Nemeth zrozumiała, co to było za pomieszczenie - był to mały magazyn na łupy. Wszystko by się zgadzało - mnóstwo pak, w których było zupełnie nie wiadomo co, kilka sakw i stojak na broń przy ścianie - wcześniej go nie zauważyła... Była zajęta czym innym. Na stojaku - a był on szeroki na dwa metry - było jednak tylko kilka broni. Najwyraźniej resztę rozchwytywali bandyci ze statku. Był tam krótki miecz - na tyle długi, by nie można było schować go w cholewę buta czy za pas tak, by zupełnie nie krępował ruchów, co zwykle robili piraci. Było też parę zardzewiałych, nieco dłuższych broni i parę dość prymitywnych maczug, czyli nic ciekawego. Na jednej ze skrzyń leżał też specyficzny hełm z maską.
Człek, który jeszcze parę chwil był groźbą dla Nemeth, teraz był tylko utrapieniem lub nawet i pomocnikiem - zależy, jak postanowi go szamanka, ekhm... Wykorzystać, bez skojarzeń. Cóż, kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie, czyż nie? Jak się jednak dalej ta cała sytuacja potoczy, tego już kobieta wiedzieć nie mogła, więc nawet jeśli weźmie tego gościa jako zakładnika, nadal nie może być pewna swego. Z chwili na chwilę stawał się jednak coraz mniej roztrzęsiony. Chyba już się nawet przyzwyczaił do obecności upiornego towarzysza damy, choć cały czas widać było po nim obawę. Na propozycję zaoferowaną mu skinął tylko głową - chyba był skory zrobić naprawdę dużo, żeby tylko pozbyć się z oczu tego psa. Odetchnął, gdy stwór przybliżył się do szamanki. Cztery metry to dość bezpieczna odległość, na tyle, by zdążył zabrać nogi z powrotem na pudło, z którego je właśnie wystawił. Pozycja siedząca była wygodniejsza niż krzywe leżenie po przewróceniu się na nierówno ustawione kufry i beczki. I co dalej? Ano dalej czekał tylko na to, co z nim zrobi Nemeth. Chociaż pewność siebie zaczęła powoli do niego wracać.
28.09.2014, 20:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#20

rozglądając się po pomieszczeniu zaskoczona byłam swym odkryciem. Niespecjalnie pocieszał mnie fakt, że oto właśnie zostałam potraktowana jak jeden z łupów. W ogóle bycie łupem nie napawało mnie jakoś pozytywnymi myślami.
Nasłuchując czy aby sytuacja nie postanowiła się raptownie zmienić, przeszłam się kawałek po pomieszczeniu. Nagle posłyszałam jakiś ruch. To sam pan kapitan raczył usadowić się nieco wygodniej. Uspokojona jego reakcją i przytaknięciem, odetchnęła lekko i podeszła do stojaka z bronią. Wiedziałam, że samym mężczyzną przejmować się póki co nie muszę. Pies posłusznie podążał za swą właścicielką, ale jego oczy praktycznie cały czas spoczywały na napastniku. Oglądałam uważnie każdy przedmiot, który wystawiony był na widoku. Nie zamierzałam otwierać paczek. Liczyłam w sumie, że uda mi się przyuważyć coś pożytecznego, bez równoczesnego prowokowania pirata grzebaniem w jego rzeczach. Może był on złodziejem, jak i reszta załogi, ale wątpiła by lubił kiedy odpłaca mu się tym samym. Dość, że naprawdę potrzebowałam też jakiejś broni, ponieważ delikatne pobieranie ze mnie many, wkrótce miało zacząć dawać o sobie znać nieco wyraźniej, gdy jej zasoby uszczuplą się zbytnio.
Najbardziej mą uwagę przykuł miecz. Nie był to sztylet, do jakich przywykłam, ale był wystarczająco krótki, by nie wadził mi swą długością. Korciło mnie by zabrać go ze stojaka, ale to nie był najlepszy moment. Wystarczyło, że zapamiętałam, gdzie jest.
Odwróciłam się znów do mężczyzny.
- Wysadzisz mnie na brzeg? - zapytałam wprost, bo wolałam upewnić się, czy jasno rozumie jakiej pomocy oczekuję.
Chciałam napomknąć również o pokoju zamykanym od wewnątrz, którego potrzebowałam, jeśli okaże się, że jestesmy już na pełnym morzu. Ale nie chciałam od razu wysuwać wszystkich żądań. Nawet jeśli kapitan obawiał się mojego ducha, łatwo było przełamać barierę, którą udało mi się między nami postawić.

// -3PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.09.2014, 21:23 przez Nemeth.)



So what if we're all insane
The way we all live reminiscing for the head game


Maybe we're all insane
I'm feeling so damn hollow staring into
the Eyes of Tomorrow






28.09.2014, 21:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna