Suchy teren
#1

Jest to miejsce znajdujące się na południowym wschodzie bagien. Potwory typowe dla tych terenów zwykle tu nie przebywają, chociaż pojedyncze wyjątki zdarzają się. Dla podróżników głównym więc niebezpieczeństwem może być właśnie poczucie bezpieczeństwa - a nawet jedna bestia potrafi wymordować z pół tuzina chłopa, jeśli ma przewagę zaskoczenia.
Jakąś dekadę temu przeszła tędy trąba powietrzna, która "oczyściła" okolicę z drzew i krzewów. Teraz nieliczne wyjątki są rozsiane w nieregularnych, dość dużych odstępach. Widać też kilka złamanych, wielkich drzew, niektóre z nich są po części wyrwane z ziemi, tworząc charakterystyczne nory. Prawdopodobnie osiedliły się tam jakieś zwierzęta, chociaż może jest tu parę niezamieszkanych grot.
Pustkowia to również dość dobre określenie; najbliższe miejsce, gdzie można znaleźć ludzi, było najpewniej na północy - na trakcie. Raczej trudno jest tu spotkać jakąkolwiek zwierzynę, choć czasem przebiega tędy jakiś zagubiony zając... A następnie znika w tajemniczych okolicznościach. Czasami.

MG

Parę dni drogi po opuszczeniu chaty pustelnika troje podróżników zdecydowało się na odpoczynek w tym miejscu. Dlaczego akurat tu? Nie mogli, a przynajmniej nie powinni próbować przedrzeć się północnym przejściem dookoła bagien, gdyż po wejściu na pewne wzgórze okazało się, że... Grasowało tam parę dziwnych bestii na granicy lasu. Nie było widać ich dokładnie - na całe szczęście, bo najwyraźniej tamtym również nie udało się dostrzec grupki. Po stronie wschodniej, bliżej Cichych Równin widać było też jakieś niewielkie obozowisko jakiś kwadrans, może pół godziny drogi od głównego traktu. Czyżby to ci bandyci o których wspominał szlachcic? Być może. Im jednak również się nie przyjrzeli.
W każdym razie znaleźli się na suchych terenach, dość bezpiecznych, chociaż nadal niepewnych. Słońce już zachodziło, a więc powinni rozbić gdzieś namiot albo znaleźć bezpieczną grotę do spania, których tu kilka było. W brzuszkach też zaczynało powoli burczeć, więc wypadałoby coś zjeść. Co gorsza, ich zapasy, zarówno picia jak i jedzenia kończyły się. Do jutrzejszego wieczora powinni znaleźć jakąś gospodę albo karczmę, a jeśli nie - będą musieli głodować jakiś czas. Albo polować, o ile znajdą jakiekolwiek zwierzę nadające się do spożycia.
Wiadomością złą było to, że Ethanowi nie przechodził ból gardła i katar. Dobrą było to, że nie pogłębiła się ta przypadłość się od ostatnich paru dni. Artial znosił już nie takie warunki i tym razem również trzymał się w porządku, chociaż psychiczny stan również nie ulegał zmianom. Sibel jednak słabo znosiła podróż, choć nie wiadomo dlaczego - w końcu tułała się już jakiś czas po świecie i całkiem harda była, jak na tak młode dziewczę. Nie zachorowała, ale doskwierał jej ból nóg i zmęczenie większe, niż zazwyczaj po takich podróżach.
28.09.2014, 23:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Suchy teren
#2

-Tu chyba będzie dobrze. - Zakomunikował reszcie po czym stanął. Od pewnego czasu poszukiwali odpowiedniego miejsca na nocleg. Według Artiala ten placyk pustej przestrzeni wokół siebie co znaleźli był idealny. Mimo iż nie pozwalał im się ukryć to ewentualne potwory lub bandyci mieliby równie duży kłopot w podejściu niepostrzeżenie. A należało dopuszczać taką możliwość po tym co widzieli idąc w kierunku bagien.
-Nie będziemy raczej rozpalać paleniska gdy wszystkie te "problemy" grasują dookoła. -Sam właściwie nie miałby nic przeciwko, no ale jednak nie był sam. Dlatego też z nijakim rozczarowaniem wyplątał namiot i wręczył go najbliższemu towarzyszowi z prośbą by wspólnie go rozstawili. Sam zamierzał zająć się Luną. Standardowo odpiął popręg ściągając całe siodło i kładąc je na ziemi. Z pakunku wygrzebał też koce, lampę naftową, resztki suchego prowiantu i pozostałości z wody. Mało tego było. Lunie zdjął ogłowie by mogła poskubać sobie trawy.
- Skoczę przejść się po okolicy póki jeszcze jasno. - Powiedział po czym odszedł. Obejrzał się jeszcze czy klacz za nim idzie. Jeśli szła to nakazał towarzyszom by ją zawołali. Sam nie miał zamiaru zapuszczać się daleko. Widział w czasie drogi zające, toteż po oddaleniu się od obozowiska wspiął się na pień jednego ze złamanych drzew. Wyciągnął łuk z sajdaka oraz jedną ze strzał przykładając ją delikatnie do cięciwy. Nie był żadnym wprawionym myśliwym to też nie wiedział czy na terenie który obserwował miała zamiar pokazać się jakaś zwierzyna. Umiał strzelać z łuku do celu i to też zamierzał teraz zrobić. Zobaczy coś to strzeli, nie zobaczy - nie strzeli. Nie miał zamiaru długo tak czatować. Chciał być już w "obozie" przed zapadnięciem zmroku z łupem lub bez łupu. Jeśli wystrzelił kilka strzał to przy okazji pozbierał te które wypatrzył w trawie.
29.09.2014, 20:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Suchy teren
#3

Podróż trwała w najlepsze. Najlepsze nie było w tym przypadku najlepszym słowem, z czego Sibel zdążyła zdać sobie sprawę już jakiś czas temu, ale nie zamierzała przecież narzekać - jeszcze coś tam wyżej weźmie sobie takie utyskiwania do serca, no i co wtedy? Tylko kłaść się do grobu, a przecież zawsze może być gorzej. I pewnie będzie. Dziewczyna niemrawo wlokła się w ogonie pochodu, utrzymując możliwie równe tempo i starając się nie myśleć o tym, że zapasy się kończą, gdzieś tam w pobliżu krążą stworzenia, których spotkać na pewno by nie chciała, nogi bolą - więc uciekać tak szybko, jak by chciała, też przy spotkaniu nie będzie, a ludzi, którzy mignęli w oddali również wypadałoby unikać. Kwestia uzupełnienia braków wody powoli stawała się nagląca. A, no tak. W tej chwili dziewczyna położyłaby się nawet i do wspomnianego grobu, byle już w końcu się wyspać i pozbyć się zmęczenia... Ale lepiej nie kusić losu i na głos podobnych herezji nie wypowiadać. To i milczała, w jednym z tych krótkich momentów, kiedy nie miała nic do powiedzenia. Ani jej było w głowie spierać się o rozbijanie obozowiska w otwartym terenie - skoro Artial zarządził postój, to miejsce było dobre. Oznaczało, że nie trzeba będzie szukać innego, co stanowczo przemawiało na jego korzyść. Alternatywa, czyli groty, na które można się było tutaj natknąć, zapewniłaby jakąś osłonę. I spotkanie z ewentualnym lokatorem, który wcale nie musiał sobie życzyć towarzystwa. Otwarty teren pozostawał tą lepszą opcją. Odebrała od obywatela namiot i bez szemrania wzięła się do pracy - im szybciej się tu urządzą, tym szybciej będzie można zacząć odpoczynek. A przynajmniej tak wyglądało to w teorii, bo jakoś nie mogła się pozbyć przeczucia, że może to wszystko nie pójść tak łatwo, jak powinno. Próbowała więc zachować czujność i zwracać uwagę na szczegóły, co było jeszcze bardziej męczące... A od zmęczenia do nieuwagi jeden krok.
- No dobrze, rezygnujemy z ogniska. Spraszanie okolicznych stworzeń na obiad i łupy, gdyby się w tym gronie jakiś człowiek trafił jest wysoce niewskazane. To jeszcze kwestia tej lampy - zapalimy w środku, żeby mieć źródło światła, czy w ramach profilaktyki i z tym dajemy sobie spokój? Zastanawiam się, na ile to będzie z zewnątrz widoczne - póki co jeszcze żadnego wewnątrz nie było, namiot sam się nie rozstawi. Akolitka podjęła próby zmiany tego stanu rzeczy. Powoli, metodycznie i cierpliwie - żeby tak czasem nie zniszczyć przyszłego schronienia już na starcie. Jeżeli Ethan zechce włączyć się w ten proces to na pewno nie pogardzi pomocą, wszak mogło się to okazać zadaniem trochę przerastającym siły drobnej paskudy. Ale tego jeszcze na pewno wiedzieć nie mogła. Tak samo jak tego, czy przez tkaninę namiotu będzie przeświecać światło, ale to była kwestia do rozpatrzenia w nieodległej przyszłości. Jeśli już namiot uda się rozstawić - a zajęcie smarkulę pochłonęło bez reszty. Gdyby klacz próbowała ruszyć w kierunku, którym poszedł Artial to zawołała ją, po czym wróciła do przerwanej pracy.
03.10.2014, 00:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Suchy teren
#4

Starał się nie zamęczać towarzyszy ciągłym pociąganiem nosa, nazywanym zazwyczaj po prostu flikaniem. Sam nienawidził tego dźwięku dość mocno jednak to co gromadziło się w jego nosie nie tylko próbowało ciągle znaleźć drogę ujścia, lecz także skutecznie utrudniało mu oddychanie. Odkąd katar pojawił się zdążył już zmarnować parę kawałków materiału, które kończyły mu się już. Cóż. Nie przewidział choroby. To znaczy nie przewidział jej gdy miał wyruszyć w tą podróż. Nie był bowiem jasnowidzem, który znał przyszłość. Nie miał pojęcia o tym co wydarzy się podczas drogi. Nie przewidział więc swojego zachowania, kłótni z gospodarzem tej nieszczęsnej chatki oraz spania na dworze, co było dla niego nieco zabójcze. Ale nie żałował. Katar i ból gardła nie były aż tak męczące gdy ze złością myślał o słowach mężczyzny. Nikt nie będzie obrażał jego zmarłej matki!
Właściwie to wszedł już w stan rozleniwienia. Nie miał ochoty kontynuować tej podróży uznawszy, że samemu podróżuje mu się znacznie lepiej. Gdy jednak zerkał na biedną, zmęczoną Sibel to szybko dochodził do wniosku, że nie on ma tu najgorzej. Tym bardziej sądził więc, że powinni jak najszybciej zarządzić postój. I gdy dotarli do tego miejsca także po jego głowie przemknęła myśl, że wydaje się ono odpowiednie na rozbicie małego obozowiska.
Zgodził się z Artialem na nie rozpalanie ogniska. Choć zdarzało mu się zachowywać nieprzewidywanie i nieodpowiedzialnie, miał na tyle zdrowego rozsądku by nie zwracać niepotrzebnej uwagi na to miejsce. Zwłaszcza, że chcieli przejść niepostrzeżenie wśród bandytów i potworów. Bez słowa a jedynie z lekkim kiwnięciem głowy wziął od obywatela namiot. Gdy dołączyła się do niego Sibel spojrzał na nią niepewnie już chcąc powiedzieć ,,Zostaw, ja to zrobię" jednak uznał, że powinni czym prędzej rozłożyć namiot, póki świata jeszcze nie zalała ciemność. Logicznie rzecz biorąc w dwójkę szybciej można było to uczynić. Rozłożyli więc namiot pomagając sobie nawzajem. Ethan przypatrzył się grubości materiału, oceniając czy światło lampy zapalonej w środku będzie bardzo widoczne, czy nie. Cóż, sam uważał, że lampa nie jest im potrzebna jednak w nagłych przypadkach mogła okazać się przydatna. Wzrokiem odprowadził Artiala i jeżeli było trzeba to przyprowadził jego konia, pilnując go by nigdzie nie odszedł. Wziął lejce i starannie przywiązał je do miejsca gdzieś blisko, a które powinno dać mu pewność, że lejce nie rozwiążą się lub nie ześlizgną jeżeli tylko spuści z konia wzrok.
Starał się też rozglądać wypatrując ewentualnego niebezpieczeństwa. Wytężył też słuch. A, że nie był rozmowny a Artiala nie było - dookoła panowała stosunkowa cisza co w nasłuchiwaniu było całkiem pomocne. Zmęczenie i głód odczuwał, oczywiście. Lecz raczej nie mocniej niż zmęczona Sibel. Ssanie w żołądku również nie było jakoś szczególnie dokuczliwe. Był przeziębiony a przeziębienie bardzo często odbierało mu apetyt.
- Jeżeli wcześnie władujemy się do namiotu światło nie będzie nam chyba potrzebne, choć dobrze jest mieć lampę w pogotowiu. - odezwał się wreszcie nieco ochrypłym głosem. Spojrzał nieco w dół, wlepiając oczy w Sibel. - Dobrze się czujesz? Wyglądasz na mocno zmęczoną.
03.10.2014, 16:56
Przeczytaj Cytuj

PRZEDMIOT

Kliknij w obrazek


Suchy teren
#5

MG

Artial, który przejął może nieformalną, ale jednak widoczną postawę lidera grupy, ustalił całkiem rozsądne zasady. Grupa przyjęła je bez żadnych oporów, słusznie zresztą. Ethan i Sibel zaczęli rozkładać namiot, łucznik zaś poszedł na małe polowanie, każdy więc miał jakieś przyjemne zajęcie. No, może nie do końca, ale na pewno było to przyjemniejsze, niż walka z jakimiś potworami z bagien. Te na szczęście zdawały się omijać to miejsce. Jedynym członkiem drużyny, który pozostał bez zajęcia była Luna - ale jako, że głupio było jej nie robić zupełnie niczego, postanowiła oczyścić teren z niepotrzebnych traw. Nie było ich tu zresztą zbyt wiele, ale na strawę raczej jej wystarczyło.
Przywódca przeszedł już sporą odległość przez pustkowia, ale nigdzie nie było widać żadnej zwierzyny łownej... Chociaż, hm, a cóż to się poruszyło w tamtej norze pod korzeniami pnia? Strzała zaraz pojawiła się na cięciwie i przyjrzał się Artial ciemnej grocie całkiem sporych rozmiarów. Cokolwiek tam było, musiało zaszyć się już głębiej. Albo po prostu mu się zdawało. Wiatr zaświszczał złowieszczo.
Nagle z dziury wyskoczył ogromny, dziki zwierz! Przebiegł z zawrotną prędkością, unikając pocisku, jaki odruchowo został weń wycelowany i wystrzelony. Z początku kształt był znajomy, ale drużynowy łowca był zbyt zaskoczony, by rozpoznać go natychmiast. Gdy wycelował raz kolejny, a cel był już całe dwadzieścia metrów dalej, rozpoznał w nim zająca. Ale jakiego! Piękna sztuka, zaiste - gdyby tylko udało się go upolować, można by wykarmić pół wiosk... A nie, jednak nie. Ale z pewnością wystarczyłoby mięsiwa na trójkę towarzyszy. Cięciwa została zwolniona drugi raz, ale i teraz strzał był niefortunny, choć lepszy, niż poprzedni. I cóż, zapewne nawet trafiłby łucznik za trzecim razem, gdyby nie to, że rękawica, jaką przecież kupił tak niedawno okazała się być albo stara, albo kiepsko szyta. Palec miała już odrobinę rozdarty i przez tę niewielką niewygodę i rozproszenie wywołane dziwnym uczuciem również trzecia strzała ominęła zwierzynę.
Artial zdenerwował się, zdjął to skórzane paskudztwo ze swej dłoni, po czym oddał czwarty strzał, nawet już nie celując - nie zrobił tego po to, by spróbować upolować zająca - praktycznie nie było na to szans, bo ten był jakieś siedemdziesiąt metrów dalej i cały czas uciekał. Tym razem zwolnienie cięciwy było takim gestem zrezygnowania, ale i sygnałem czegoś w stylu "jeszcze cię dopadnę, potworze!". Mało tego - zając mógłby uznać to miotnięcie kawałka drewna za symbol uznania i oddania honoru zwierzęciu, które przewyższyło łowcę.
Speszony nieco myśliwy postanowił, rzecz jasna, pozbierać strzały. Podszedł bliżej nory, gdzie wylądowała pierwsza. Zaraz był przy drugiej, nieco dalej w bok, podążył też gdzieś śladem trzeciej. Gdy podniósł te trzy, zaczął szukać czwartej, której przecież wzrokiem nie śledził. Jego uwagę przyciągnął jednak jakiś szary kształt. Och, to był zając. Ale dziwnym trafem nie uciekał. Zgadza się, dziwnym trafem, bo to dziwne było trafić go w takich okolicznościach... Strzała wylądowała, przebijając jego biedną łepetynę na wylot. Pytanie tylko... Skoro nie rozpalają ognia, jak niby mają zamiar go teraz skonsumować?
Tymczasem rozkładanie namiotu szło całkiem sprawnie, chociaż dwoje już jako-tako znajomych skupiło się na tym całkiem silnie, przez co nie widzieli wspaniałych łowów Artial. Kawał płachty miał dosyć specyficzną budowę, ale na szczęście rozgryźli ją już wcześniej, dzięki czemu wkrótce nowe mieszkanie rozpoczęło swą egzystencję i pięło się wspaniale ku niebu. Szkoda tylko, że było dwuosobowe. Ekhm, i to ledwo. Nigdy to jednak nie przeszkadzało, gdyż tak czy siak troje podróżników wystawiało jakiegoś wartownika. Nierozsądnym byłoby iść na spoczynek jednocześnie, zwłaszcza w tych okolicach.
04.10.2014, 16:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Suchy teren
#6

-Lampa nie powinna być problemem. W mojej torbie znajdziecie krzemienie. - Odpowiedział przed opuszczeniem towarzyszy. Łowy poszły o dziwo obficie. Nie radowało to jednak wracającego z nich obywatela. Szedł bowiem żwawym krokiem recytując pod nosem litanię bluzgów pod adresem sklepikarza. Oczami wyobraźni widział jak robi mu obiecaną wcześniej krzywdę. Pocieszające. W prawej ręce niósł zająca za tylne łapy. Jego ciało kołysało się bezwiednie w rytm kroków łucznika. Nie miało strzały w swym ciele. Artial złamał ją i wyjął, tak by przypadkiem nie rozszarpać delikatnego, martwego ciała. Gdy doszedł do obozu widać było, że nie był w humorze. Rzucił łup na ziemię.
-Zrobimy sobie ucztę, za dzień, dwa, jak tylko oddalimy się od tego miejsca. Nie jest to nic wielkiego, ale świeżyzna to miła odmiana nim dotrzemy do jakiejś karczmy. - Burknął, będąc już nieco spokojniejszym. Od początku nie zamierzał upolować czego na dzisiejszy wieczór tylko na kolejny. Wzdychnął jeszcze kilkakrotnie. Po czym zlustrował rozstawiony namiot oraz niebo, które nie było jeszcze w pełni czarne. Zdjął kapelusz i podrapał się po głowie.
-Jeśli nie macie nic przeciwko, kimnąłbym się pierwszy, potem mogę zmienić kogoś późną nocą. - Rzucił w kierunku Sibel koce, by ta rozdzieliła je, sugerując tym samym, że ona też nie będzie czatowała jako pierwsza. Sam zaś wziął sznur, zawiązał na jednym końcu pętlę i zawołał Lunę. Nie wiedział jakie niebezpieczne stworzenia tu się kręcą i czy by nie spłoszyły klaczy, więc zawiązał jej luźną pętelkę na szyi, której drugi koniec przytroczył do siodła, które przeniósł bliżej namiotu. Miał nadzieję, że Ethan pomógł mu z resztą gradobicia rozłożonego po ziemi. Sam był również świadomy, że uziemienie to było bardzo prowizoryczne, lecz wiedział, że Luna czując ciężar, nawet nie wielki ciągnący jej szyję ku ziemi nie ruszy się na dalej niż kilka metrów.
- Spokojnej nocy. - Odpiął sajdak z łukiem, kołczan i palto składając wszystko przed wejściem do namiotu. Czuł, że to aktualnie jedyny moment w którym będzie mógł sobie pozwolić na chwilę snu. Potem jak zwykle mary zaczną go dręczyć późną nocą, a i jak zwykle nie będzie potrafił potem zmrużyć oka czując nadmierną bliskość Ethana. Nie żeby go nie lubił no ale...
05.10.2014, 03:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Suchy teren
#7

- Padam z nóg - odpowiedziała zgodnie z prawdą, trochę zadzierając łeb do góry. Była niska, cóż zrobić. Szczególnie się to rzucało w oczy obok Ethana. Tak naprawdę to we względnej przytomności trzymał ją teraz przede wszystkim upór, nawet na jedzenie czegokolwiek była stanowczo zbyt śpiąca. Kleiły się dziewczynie oczy, kleiły. To jak było z tym grobem? Zaśnie w mgnieniu oka. Przynajmniej namiot się udało rozstawić bez problemów, zawsze jakiś plus. Nawet, jeżeli schronienie było niewielkie. Sibel daleka była od jakichkolwiek rozterek, za mało energii, by ją tracić w tak błahy sposób. To jeszcze nie był ten stopień zmęczenia, przy którym pojawiają się halucynacje - i niech Ilhezin uchroni od takich dodatków do podróży - ale do regeneracji sił potrzebowała odpoczynku. Trochę się prześpi i ponownie zacznie gadać, ot co. Artial wrócił z zającem, czyli o ile mogła ocenić, łowy były udane. Nawet, jeżeli obywatel nie wyglądał na szczególnie zadowolonego, ale o powody takiego nastroju nie zamierzała w tej chwili pytać. Ani w następnej. O nic nie zamierzała pytać, odebrała tylko i rozdzieliła koce, nie zgłaszając zastrzeżeń do tego, że zamierza spać pierwszy - w końcu to akurat było zrozumiałe. Do objęcia pierwszej warty nie bardzo się na razie nadawała, ale z drugą lub trzecią nie powinno być żadnych problemów. Obudzona wstanie na pewno, w końcu świadomość, że w pobliżu mogą czaić się jakieś ciekawsze stworzenia działa nie gorzej, niż kubeł zimnej wody.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, jeżeli też się na razie położę? - zapytała dla formalności, wlepiając rdzawobrązowe ślepia w mistyka. Nie ulegało wątpliwości, że też był zmęczony, a i choróbsko pewnie mu nie pomagało. Właściwie to z powodu tego przeziębienia Sibel obserwowała go od jakiegoś czasu i o ile poprawy jeszcze nie zauważyła, to chyba nie było gorzej, prawda? Zanim się dziewczyna nauczy leczenia czegokolwiek, to jeszcze sporo przed nią, ale to przecież przyszła uzdrowicielka jest. Chyba. Jak tego chlubnego zajęcia dożyje. Od legalnego podjęcia się jakiejś pracy i tak dzieliły ją lata. Na razie grzebała we własnej torbie, zawzięcie czegoś szukając. Czego konkretnie stało się wiadome kilkanaście sekund później, gdy już wyjęła kilka spośród upakowanych tam kawałków czystego materiału. Trochę tego dobra miała przy sobie, tak jak bandaży - czemu wiec nie miałaby podzielić się z Ethanem? Zwłaszcza, że dźwięk pociągania nosem był zauważalny i katar tak szybko pewnie nie zostawi mistyka w spokoju. Okazja do wygotowania własnych zapasów może mu się tak szybko nie trafić, nie rozpalają ogniska i tak dalej.
- Pomyślałam że może ci się to przyda - powiedziała, wręczając mu wspomniane kawałki materiału. Zdobyła się nawet na niewielki, ale zauważalny uśmiech. - I spokojnej warty, dobranoc. - Zamierzała wejść do namiotu i również pójść spać. Z resztą, tu akurat mikry wzrost mógł być tylko zaletą. Sibel nigdzie nie zajmowała wiele miejsca, to i na niewygodę narzekać nie będzie. Ogarnęła jeszcze wzrokiem obozowisko, swoje rzeczy - czyli torbę, łuk i oporządzenie zostawiła na zewnątrz. Przy namiocie i tak, by nikt się o to nie potknął. Upewniła się jeszcze, że dobytek nie zamoknie, rzuciła okiem na zapasy - jeszcze tylko tego trzeba, by jakieś przedsiębiorcze stworzenie postanowiło się do nich dobrać, a zając mógł się dla ewentualnych nocnych gości okazać kuszący - ewentualnie coś poprawiła, gdyby to było konieczne. Jeżeli wszystko było w porządku, to udała się na spoczynek. Przynajmniej do czasu, aż przyjdzie jej kolej na wartę. Gdyby podczas czuwania coś ją zaniepokoiło, to pewnie spróbuje określić problem za pomocą magii, ale to już były kolejne gdybania, do odłożenia na przyszłość.
07.10.2014, 22:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Suchy teren
#8

MG

Cóż tu dużo mówić - łowy poszły nie najgorzej, choć Artial musiał liczyć się ze stratą strzały. Niemniej jednak posiłek zdobył, a przecież o to właśnie chodziło. W tym czasie pozostali rozstawili namiot i gdy już wszyscy się w tym miejscu zebrali, zaczęli ustalenia kto pierwszy śpi. I to chyba... Wszystko. Raczej nic innego nie miało się dziś stać. Miejsce było pustkowiami, choć czasem można było natknąć się tu na coś dzikiego i niebezpiecznego. Podróżnikom wydawało się jednak być tu wystarczająco bezpiecznie, zatem większych problemów z zasypianiem nie mieli.
Zwłaszcza Sibel. Ledwo się położyła, a już wokół zapanowała ciemność i błogostan. Inaczej sprawa miała się z Artialem - nie był przyzwyczajony do tak wczesnego spania, więc i tym razem musiał się parę minut powiercić, zanim mu się udało. Ale po znalezieniu względnie "wygodnej" pozycji poleżał jeszcze chwilę i również wyłączył swą świadomość.
Co jednak było nie w porządku, Ethanowi niezbyt podobała się perspektywa siedzenia paru godzin w takim miejscu, na twardej ziemi. Podjął kolejne próby rzeźbiarskie, opierając się o pobliskie drzewo, ale spełzły one na niczym. Nie wiedzieć czemu. Być może wstał lewą nogą, być może nagle zachciało mu się spać, zupełnie ot, tak. Wkrótce jego głowa zaczęła słaniać się, odczuł też nieco tego piasku pod oczami, co się ma zwyczaj wytwarzać w tajemniczych okolicznościach, gdy brakuje komuś odpoczynku. Jedyne, dzięki czemu nie zasnął w ciągu tych dwóch, czy trzech godzin była jego świadomość, że robiąc to, skaże zarówno siebie, jak i swych towarzyszy na wielkie niebezpieczeństwo. Zachował więc chociaż częściową świadomość i czujność.
Nie przydało się to jednak aż tak bardzo. W tym czasie nie zdarzyło się nic podejrzanego, jedynie szum liści poruszanych przez wiatr, niekiedy pohukiwanie jakiejś sowy. Prawdopodobne jednak było, że i niektóre bestie nie są wcale takie głupie - być może nawet nie śmią zaatakować, nawet gdy widzą, że ktoś jest ledwo przytomny. Co prawda była to tylko teoria, niczym nie poparta, ale jednak wydawało się to być możliwe. Można więc uznać, że mistyk zrobił mały, dobry uczynek.
Zbudził wkrótce Artial, który zdawał się być w ciągu dnia najmniej zmęczony, więc można było mu przeszkodzić. Cóż, nie było to może najmilsze, ale ktoś musiał, a Sibel wyglądała na tak wyczerpaną, że nie wiadomo było, czy mogłaby w ogóle pełnić wartę skuteczniej od niego.
Zmieniali się tak co te parę godzin - dwie, dwie i pół, może trzy - coś koło tego, w każdym razie. Noc przebiegła bez przeszkód w postaci zbyt nachalnych stworzeń. Witali nowy dzień, nowy dzień podróży, która wszystkich ich zaczęła już męczyć, a przecież byli zaledwie w połowie drogi do Azaratu. Czekała ich przecież jeszcze droga powrotna.
Złożyli namiot, pozbierali swój ekwipunek. Ruszyli, idąc dalej wzdłuż krawędzi bagien. W końcu doszli do rzeki, w której uzupełnili zapasy wody. Niedaleko rysowało się też coś na kształt mostu - chociaż to określenie i tak nie oddawało marności całej konstrukcji. Po jakimś czasie wahania postanowili jednak przejść, gdyż aby przejść na drugą stronę bez konieczności przecinania rzeki musieliby poświęcić minimum jeden dzień, może nawet i dwa - przy czym wędrowaliby niebezpiecznie blisko krawędzi bagien, zatem na terenach, gdzie zagrożenie ze strony bestii było znacznie większe. Nieco spróchniałe i przegniłe drewno na szczęście cudem wytrzymało. Sibel, jako, że była wzrostu najmniejszego, była najbliżej wzrokiem do ziemi - mimo, że zmęczona, to dostrzegła już na drewnie zmatowiały kształt, który nieznacznym blaskiem odbił się po jej oczach.

(Cała wasza trójka - z/t, chyba, że chcecie coś jeszcze tu załatwić. Możecie napisać pożegnalnego posta, ale jeśli nie chcecie, możecie i nie pisać. Sibel znalazła sobie jednego srebrnego smoka, chociaż pierwszej jakości to on już nie jest, ale wartość zapewne nadal jakąś ma.
Następnego posta dajecie tu.)
11.10.2014, 11:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna