Przydrożna gospoda "Pod krwiożerczym jeleniem"
#41

Niecierpliwość ciastka była na swój sposób irytująca, jednak ciężko było mi się z nim spierać. Zimno na dworze zniechęcało do opuszczania pokoju, a rozdzielenie mnie z moimi duchami dawało mi poczucie absolutnej bezbronności. Otwierając drzwi, pomyślałam jeszcze czy może zwyczajnie nie zabarykadować się tutaj i dokonać żywota, za towarzysza mając jedynie gadające ciastko, jednak ponaglana nie miałam czasu na rozważania.
Wyjrzałam na korytarz, rozglądając się szybko na boki. Najważniejsze to wyglądać neutralnie i nie budzić podejrzeń. Pełen spokój. Nikt nie wie, co się tutaj stało.
Teren wydawał się być czysty więc mogłam iść dalej.
Trzymając w jednej ręce widelec, a w drugiej nóż, zaczęłam skradać się ku schodom na dół, zachowując przy tym maksimum ciszy i potykając się tylko raz. Po rozmasowaniu bolącego kolana i pozbieraniu sztućców z podłogi, skierowałam się na dół.
W pół schodów zorientowałam się, że nie jest najlepszym pomysłem ganiać z obnażoną bronią po karczmie. Po pierwsze było to nieeleganckie, a po drugie - chyba sprzeczne z prawem. Toteż schowałam zarówno nóż jak i widelec w cholewy własnych butów (zauważyłam przy tym, że sztylety są w porównaniu znacznie bardziej wygodne) i w ten sposób mogłam już pokazać się ludziom.
Na dole panowały pustki. Nie byłam pewna co do godziny, ale ponieważ spieszyłam się, nie marnowałam czasu na zagadywanie karczmarza. Rzuciłam mu tylko jakieś pożegnanie na odchodne i opuściłam to niewdzięczne miejsce, udając się na poszukiwania złodzieja.
Szamanka, latające gadające ciastko i podróż pełna przygód!
Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.09.2017, 13:42 przez Nemeth.)



So what if we're all insane
The way we all live reminiscing for the head game


Maybe we're all insane
I'm feeling so damn hollow staring into
the Eyes of Tomorrow






21.09.2017, 13:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Przydrożna gospoda "Pod krwiożerczym jeleniem"
#42

STRAŻNIK
Miejsce: Przydrożna gospoda "Pod krwiożerczym jeleniem"
Pogoda: Wczesny poranek, słońce, lekka mgła.
Soundtrack: Nieprzyjemne wybudzenie


oranek powitał Siegfrieda w dość nieprzyjemnym stanie. Zdrętwiała szyja, boląca głowa i spięte mięśnie. Każde mrugnięcie rozwiewało oniryczne wizje minionej nocy, pozbawiając jednocześnie pamięci, co tak naprawdę za sen doprowadził go, do tak nieprzyjemnych konsekwencji. Niewątpliwe, wydarzenia dnia poprzedniego w dość mocny sposób wpłynęły na psychikę Włóczykija i nadal dawały o sobie znać, choćby nawet poprzez jakość snu. Dłuższą chwilę zajęło Hienie zorientowanie się, że w dłoniach kurczowo trzyma swój miecz. Na szczęście, nic nie wskazywało na to, by przedmiot był używany wbrew świadomej woli Siegfrieda i spowodował jakąś krzywdę. Toć najprawdopodobniej w wyniku nocnych mar został nieświadomie dobyty w celu zwiększenia bezpieczeństwa śniącego...

Gdyby Siegfried postanowił opuścić swój pokój i udać się do głównej izby gospody, zastałby obecnych gości w dość posępnych i nieprzyjemnych nastrojach... Pierwsze wrażenie oddawałoby stan w jakim Brązowowłosy został wybudzony, lecz gdyby zechciał dopytać zrozumiałby, że prawdziwe pobudki nie są wcale tak błahe, bowiem do gospody dotarła rano informacja o potwornościach wyrządzonych w Peronie i ofiarach całego zajścia. Czyżby wczorajszy wiatr, był czymś w rodzaju ostrzeżenia, by nie zbliżać się do głównego traktu? Najpewniej tylko naczelne bóstwa mogły to wiedzieć...




Masz tutaj względnie wolną rękę. Możesz opisać całe zajście, jak i rozmowę, na podstawie dostępnych informacji z ostatnich wydarzeń fabularnych, a następnie rozpisać się w kwestii swoich dalszych planów. Gdybyś czegoś nie wiedział oczywiście pytaj, najlepiej prywatnie na discordzie. Przyznaję minął miesiąc od ostatniego odpisu, a sam post został przykryty przez inne. Szturchanie po tygodniu jest wskazane zwłaszcza, że prowadzę kilka różnych wątków.

Pozdrawiam
Dobry Kuzyn Mest










Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






22.10.2017, 01:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Przydrożna gospoda "Pod krwiożerczym jeleniem"
#43

Niewygoda, ból w mięśniach i ogólny dyskomfort – cóż, tego początku poranka na pewno nie można było nazwać dobrym. Siegfried zamrugał parokrotnie zaspanymi oczami, po czym stwierdził, że trzeba byłoby wreszcie ruszyć się i wstać z łóżka. Żeby nie skłamać – z tym również był problem. Mężczyzna stracił parę długich minut, zanim wreszcie zszedł z posłania. I tutaj poświęcił trochę czasu na doprowadzenie się do względnego stanu używalności. Przetarł parokrotnie ślepia, wydłubał z nich co większe bryłki ropy i przeczesał długie, brązowe kłaki dłonią, by nie sterczały w każdym możliwym kierunku. Przeklął w tym momencie sam siebie, gdyż już dawno temu miał kupić sobie grzebień. Ile taka rzeczy by kosztowała? Z pewnością grosze, a on i tak nigdy albo nie ma czasu, by to zrobić, albo szkoda mu tych paru srebrnych smoków. Ale cóż, to jego wybór. Albo ma się dobrze uczesane włosy, albo pieniądze w kieszeni.
Mężczyzna poprawił położenie miecza przy pasie, sztyletu w cholewie buta, a także noży w płaszczu. Westchnął i już miał wychodzić, gdy zdał sobie sprawę z jednej rzeczy. Chce wyruszyć do Greathardu. Znając życie, przez całą drogę karawany czy powozu ani widu, ani słychy. Przed nim, jak się pospieszy, ze 4 dni drogi. Z karczmami i gospodami po drodze też pewnie będzie problem. A gdzieś nocować trzeba! Kolejną rzeczą, jakiej Tolzen nie miał, był namiot. Akurat teraz by się przydał. Na szczęście Włóczykij w nie takich sytuacjach się znajdował. Nie raz i nie dwa musiał spać pod gołym niebem, w lesie czy szałasach. Brązowowłosy cofnął się do łóżka, zabrał koc na nim leżący, złożył go ładnie w kostkę i wrzucił od plecaka. Co jak co, ale na gołej ziemi wygodnie nie jest spać. Zawsze można też używać tego przedmiotu jako okrycie. Z kradzioną tkaniną Hiena zszedł na dół, do głównej izby.
Cóż, nastroje tam obecne nie były zbyt pokrzepiające, a nawet to stwierdzenie mijało się z prawdą. By być szczerym, wszyscy byli dziwnie… przybici? A przynajmniej takie wrażenie odniósł Sieg. Będąc już na parterze, rozejrzał się w poszukiwaniu kogokolwiek z dziwnej gromady, z którą wczoraj rozmawiał. Na całe szczęście, nie zauważył nikogo takiego. Nie miał ochoty ponownie wdawać się z nimi w dyskusję, miał inne, ważniejsze rzeczy do roboty.
- Komu w drogę, temu czas… – pomyślał, drapiąc się po brodzie i podchodząc do szynkwasu
- Gospodarzu, jakieś śniadanie bym prosił… I suchy prowiant na tydzień – rzucił, siadając na stołku
- 10 srebrnych. Masz pan szczęście, że odchodzisz – powiedział beznamiętnie rozmówca
- Tak? A czemuż to? – zapytał Siegfried, widocznie zaintrygowany
- Paaanie drogi, toż to pan jeszcze nie wiesz. Rano żeśmy posłańca mieli. Wieści z Perony niósł. Jedno powiem – rzeźnia. Całkowita rzeźnia. Demon z Greathardu i Demon z Perony stoczyli bój… Skutki były okropne, nie chcesz pan nawet słyszeć, coby se posiłku nie obrzydzić – wytłumaczył gospodarz
- Jak żeśta zaczęli, to skończcie. Mówże pan, co to tam się stało? – słysząc słowa „Demon” i „Greathard” Sieg aż przełknął ślinę
Karczmarz zaczął szykować jedzenie, ale nadal rozmawiał z Siegiem
- Pana chęć, proszę bardzo. O Demonie z Greathardu słyszał? Toć jakiemuś magusowi odbiło, zaczął się rzucać i bójki wszczynać, a przynajmniej jakoś tak było. Wieszać go mieli. Mieli, bo to warunek dostał – nie zawiśnie, jak tego z Perony ubije. No to co, wyboru dużego nie miał, to polazł do Perony. A tam, no to mówiłem. Mało kto przeżył. Panie, nikogo nie szczędzono. Starzy, młodzi, kobiety, dzieci… Aż nie chce się o tym mówić. Teraz to widzisz pan, czemu ludziska posępne takie dzisiaj. – opowiedział, kładąc posiłek i prowiant na ladzie
Siegfried zjadł bez słowa, zabrał paczkę z suszonym mięsem, rybami i sucharami, a także bukłak wody i skierował się do wyjścia
- Uważaj pan na siebie. Ciężkie czasy teraz. Niebezpieczne. Źle się tutaj u nas dzieje… – został jeszcze ostrzeżony na odchodne
Tolzen wyruszył. Nie zwrócił uwagi na powóz, który stał pod karczmą, widział bowiem że celem woźnicy nie był Greathard
- To będzie długa droga – rzucił tylko, a jego kroki zaczęły wieść go do wielkiego miasta na północ

Gracz opuścił wątek
10.11.2017, 20:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna