Kuźnia Dowarakhr
#1

Cytat:Samo miasteczko Grimssdel jest malownicze. Położone u podnóża gór, przytulone do wielkiego jeziora. Główny szlak handlowy i rzadkie gatunki ryb to największe z zalet miasteczka. Pewnie mało kto zatem zaprząta sobie głowę małym budynkiem, skleconym w połowie z bali drewna, a w drugiej połowie z kamienia. Trudno powiedzieć, która część jest dobudowana do której, bowiem kamienna półokrągła ściana jest właściwie paleniskiem i częściowo warsztatem, natomiast drewniane bale skrywają mały kramik i skromny sień w którym właściciel ma niewiele miejsca do życia.
W obliczu kolorowych kramów i przekrzykujących się tragarzy, a nawet kilku karczm, ten budynek stoi raczej na odludziu, ledwie na skraju miasteczka. Tylko zainteresowani wiedzą, że jest to mała kuźnia nożownicza Dowarakhr. Raczej niewielka popularność i popyt nie sprzyjają wystawianiu towarów na ladzie, dlatego wszelkie produkty są tu tworzone wyłącznie na zamówienie.
Do wyrabiania krótkich ostrzy służy kamienny warsztat, którego znaczną część zajmuje piec z paleniskiem i ręcznym miechem. Komin odprowadza dym, ale jego zmyślna konstrukcja pozwala na zatrzymywanie ciepła wewnątrz. Toteż nie rzadko jest tam okropnie gorąco. Tuż obok pieca znalazło się trochę miejsca na kowadło, wannę z chłodziwem do hartowania i składzik drewna lub węgla drzewnego. To przez kamienną część warsztatu wchodziło się do reszty tego budynku, natomiast dostępu do samej kuźni broniły drzwi na zasuwę z kłódką oraz... lichy wygląd.
Półokrągła część warsztatowa płynnie przechodziła w kwadraturę części sklepowo-mieszkalnej. Były to dwa pomieszczenia, przy czym w jednym znalazło się miejsce na drewniany blat, regał z dwoma półkami przewidziany zapewne na księgi rachunkowe - Aktualnie znajdowało się na nim tylko kilka pozgniatanych kart pergaminu, kałamarz i zmęczone już pióro. Przy blacie stały dwa krzesła, choć pewnie i tak rzadko używane.
Dalsze pomieszczenie, oddzielone ścianą z desek pełnych szpar i lichymi drzwiami, należało do właściciela kuźni. Zmieściło się tam wyłącznie surowe łóżko, komoda z kilkoma szufladami i skrzynia w której znajdowały się materiały pokazowe... czyli kilka rodzajów noży i sztylet.

Czego zatem można się spodziewać po takim warsztacie? Najlepszych krótkich ostrzy w najbliższej okolicy o ile nie dalej. Ostrza zdolne ciąć swobodnie opadający liść, wytrzymałe i wykonane z dbałością o szczegóły. W zależności od preferencji klienta oraz jego portfela, do spełnienia są niemal wszelkie wizje krótkich ostrzy. Niestety większość wojowników nie jest zainteresowania niczym krótszym od dwuręcznego miecza. Ewidentna potrzeba rekompensaty...
Jednak dla zainteresowanych, można tutaj zamówić różne rodzaje noży kuchennych, czy też myśliwskich, tasaki, koziki, ostrza dla uzdrowicieli, sztylety dopasowane do ręki, ostrza do rzucania, a nawet krótkie miecze... czyli w zasadzie długie sztylety. Możliwe do wykonania są również sierpy i szpilki. Asortyment jest pokaźny, ale niestety mało doceniany.

Siedział na drewnianym krześle i czekał aż kolejny dzień przepłynie mu przez palce. Był rzemieślnikiem, prowadził swój własny cech, ale co to za zawód, z którego ledwo może się utrzymać. W kieszeniach ledwo pobrzdąkiwało trochę srebrnych smoków i jakaś drobnica. Może jeszcze na jakiś czas wystarczy, jednak jeśli szybko nie znajdzie dobrych klientów...
Najczęściej przychodzą rybacy po drobne noże lub kucharze, sprzedający rybne kawałki każdemu, kto przechodzi po głównym trakcie. Ra'Shad pewnie miałby większą klientelę, gdyby więcej osób słyszało o jego przybytku. Z drugiej strony nie należy do tych krzykaczy, którzy potrafią tak długo wiercić dziurę w brzuchu przechodniom, że Ci już dla świętego spokoju ulegają ich namowom. Jest zbyt dumny aby zniżyć się do tego poziomu. Niemniej jednak był to kolejny dzień w którym piec pozostawał chłodny.
Nie posiadał tutaj nawet okna przez które mógłby się zapatrzeć, dlatego zamyślony wynalazł sęk w jednej z bel na ścianie i to na nim zawiesił wzrok.
Założył nogę na nogę i wsparł dłonie na udzie. W tej pozycji kontemplował o tylko jemu znanych sprawach. Bawił się przy tym sygnetem na jego prawej dłoni, przekręcając go co jakiś czas wokół palca. Jego twarz wyrażała spokój mimo tego, że interes nie kręcił mu się tak, jak przewidywał niegdyś. Noże dla każdego, sztylety dla szlachty, wydawało się, że przecież każdy potrzebuje ostrza. Problem był jednak innego rodzaju. Nie wszystkich było stać na dobrej jakości ostrza, a Ra'Shad nie lubił tworzyć tanich wersji swego produktu. Poza tym, te można było dostać szybciej w dużych kuźniach, gdzie wisiały ich na pęczki, tworzone ze skrawków metalu.
Ta druga grupa, którą było stać na produkty Pióra... cóż, szybko nie potrzebowała nowych, kiedy stare jeszcze się sprawdzały. Nisza szybko się zapełniła i interes podupadł. Prawa rynku.
Mimo tego, że Grimssdel wydawało się dobrym miejscem, pełnym podróżników na linii północ-południe, to przechodzący tędy kupcy, byli raczej zainteresowani skarbami jeziora lub sprzedażą własnych dóbr.
Powoli po prostu zbliżał się czas, kiedy należałoby zapakować skromny dobytek i poznać kilka traktów, ludzi i być może klientów. To jednak trudna decyzja, bo trudno ukryć już nie młodzieńczy wiek Ra'Shada. Czas zaczął go już naznaczyć. Pierwsze zmarszczki przy oczach, opadające lekko policzki, głębsze bruzdy na czole i srebrne pasma mącące ciemną barwę jego włosów. Należałoby poznać nowy świat, przypomnieć jak wygląda poza Grimssdel... Jutro jednak również wstanie dzień.
Siedział na drewnianym krześle i czekał aż kolejny dzień przepłynie mu przez palce. Był rzemieślnikiem, prowadził swój własny cech, ale co to za zawód, z którego ledwo może się utrzymać. W kieszeniach ledwo pobrzdąkiwało trochę srebrnych smoków i jakaś drobnica. Może jeszcze na jakiś czas wystarczy, jednak jeśli szybko nie znajdzie dobrych klientów...
Najczęściej przychodzą rybacy po drobne noże lub kucharze, sprzedający rybne kawałki każdemu, kto przechodzi po głównym trakcie. Ra'Shad pewnie miałby większą klientelę, gdyby więcej osób słyszało o jego przybytku. Z drugiej strony nie należy do tych krzykaczy, którzy potrafią tak długo wiercić dziurę w brzuchu przechodniom, że Ci już dla świętego spokoju ulegają ich namowom. Jest zbyt dumny aby zniżyć się do tego poziomu. Niemniej jednak był to kolejny dzień w którym piec pozostawał chłodny.
Nie posiadał tutaj nawet okna przez które mógłby się zapatrzeć, dlatego zamyślony wynalazł sęk w jednej z bel na ścianie i to na nim zawiesił wzrok.
Założył nogę na nogę i wsparł dłonie na udzie. W tej pozycji kontemplował o tylko jemu znanych sprawach. Bawił się przy tym sygnetem na jego prawej dłoni, przekręcając go co jakiś czas wokół palca. Jego twarz wyrażała spokój mimo tego, że interes nie kręcił mu się tak, jak przewidywał niegdyś. Noże dla każdego, sztylety dla szlachty, wydawało się, że przecież każdy potrzebuje ostrza. Problem był jednak innego rodzaju. Nie wszystkich było stać na dobrej jakości ostrza, a Ra'Shad nie lubił tworzyć tanich wersji swego produktu. Poza tym, te można było dostać szybciej w dużych kuźniach, gdzie wisiały ich na pęczki, tworzone ze skrawków metalu.
Ta druga grupa, którą było stać na produkty Pióra... cóż, szybko nie potrzebowała nowych, kiedy stare jeszcze się sprawdzały. Nisza szybko się zapełniła i interes podupadł. Prawa rynku.
Mimo tego, że Grimssdel wydawało się dobrym miejscem, pełnym podróżników na linii północ-południe, to przechodzący tędy kupcy, byli raczej zainteresowani skarbami jeziora lub sprzedażą własnych dóbr.
Powoli po prostu zbliżał się czas, kiedy należałoby zapakować skromny dobytek i poznać kilka traktów, ludzi i być może klientów. To jednak trudna decyzja, bo trudno ukryć już nie młodzieńczy wiek Ra'Shada. Czas zaczął go już naznaczyć. Pierwsze zmarszczki przy oczach, opadające lekko policzki, głębsze bruzdy na czole i srebrne pasma mącące ciemną barwę jego włosów. Należałoby poznać nowy świat, przypomnieć jak wygląda poza Grimssdel... Jutro jednak również wstanie dzień.
Siedział na drewnianym krześle i czekał aż kolejny dzień przepłynie mu przez palce. Był rzemieślnikiem, prowadził swój własny cech, ale co to za zawód, z którego ledwo może się utrzymać. W kieszeniach ledwo pobrzdąkiwało trochę srebrnych smoków i jakaś drobnica. Może jeszcze na jakiś czas wystarczy, jednak jeśli szybko nie znajdzie dobrych klientów...
Najczęściej przychodzą rybacy po drobne noże lub kucharze, sprzedający rybne kawałki każdemu, kto przechodzi po głównym trakcie. Ra'Shad pewnie miałby większą klientelę, gdyby więcej osób słyszało o jego przybytku. Z drugiej strony nie należy do tych krzykaczy, którzy potrafią tak długo wiercić dziurę w brzuchu przechodniom, że Ci już dla świętego spokoju ulegają ich namowom. Jest zbyt dumny aby zniżyć się do tego poziomu. Niemniej jednak był to kolejny dzień w którym piec pozostawał chłodny.
Nie posiadał tutaj nawet okna przez które mógłby się zapatrzeć, dlatego zamyślony wynalazł sęk w jednej z bel na ścianie i to na nim zawiesił wzrok.
Założył nogę na nogę i wsparł dłonie na udzie. W tej pozycji kontemplował o tylko jemu znanych sprawach. Bawił się przy tym sygnetem na jego prawej dłoni, przekręcając go co jakiś czas wokół palca. Jego twarz wyrażała spokój mimo tego, że interes nie kręcił mu się tak, jak przewidywał niegdyś. Noże dla każdego, sztylety dla szlachty, wydawało się, że przecież każdy potrzebuje ostrza. Problem był jednak innego rodzaju. Nie wszystkich było stać na dobrej jakości ostrza, a Ra'Shad nie lubił tworzyć tanich wersji swego produktu. Poza tym, te można było dostać szybciej w dużych kuźniach, gdzie wisiały ich na pęczki, tworzone ze skrawków metalu.
Ta druga grupa, którą było stać na produkty Pióra... cóż, szybko nie potrzebowała nowych, kiedy stare jeszcze się sprawdzały. Nisza szybko się zapełniła i interes podupadł. Prawa rynku.
Mimo tego, że Grimssdel wydawało się dobrym miejscem, pełnym podróżników na linii północ-południe, to przechodzący tędy kupcy, byli raczej zainteresowani skarbami jeziora lub sprzedażą własnych dóbr.
Powoli po prostu zbliżał się czas, kiedy należałoby zapakować skromny dobytek i poznać kilka traktów, ludzi i być może klientów. To jednak trudna decyzja, bo trudno ukryć już nie młodzieńczy wiek Ra'Shada. Czas zaczął go już naznaczyć. Pierwsze zmarszczki przy oczach, opadające lekko policzki, głębsze bruzdy na czole i srebrne pasma mącące ciemną barwę jego włosów. Należałoby poznać nowy świat, przypomnieć jak wygląda poza Grimssdel... Jutro jednak również wstanie dzień.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.01.2015, 20:50 przez Ra'Shad.)

14.01.2015, 20:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#2

Michio postanowił udać się na dłuższy spacer, który ostatecznie przerodził się w niewielką podróż. Na samym początku chciał po prostu odpocząć od ciężkiej rzeczywistości. Tak jakby odseparować się od wszelakich problemów, których mu nie brakowało. Pomimo odbycia wieloletniego stażu w zakresie pisma, języka runicznego nie potrafił wykorzystać swoich zdolności. Potrzebował takiego jakby mentora, który ukazałby mu, jak powinien postępować oraz w jakim kierunku się nadal rozwijać. Michio dzisiejszego dnia był mocno zamyślony. Chłodna temperatura, brak słońca nie przeszkadzały mu. Jego spojrzenie było takie jakby nieobecne. Nawet nie zorientował się, gdy opuścił tereny swojego zamieszkania i był na ścieżce prowadzącej do Grimssdel. Nie było sensu wracać, gdyż prędzej mrok by go dopadł zanim ten skrył się w ciepłych ścianach swego domowego azylu. Chłopak znacząco przyspieszył kroku. Nie uśmiechała mu się wizja spędzenia nocy pod gwiazdami. Na całe szczęście aura szczęścia mu sprzyjała. W odpowiednim momencie przedostał się do miasteczka Grimssdel. Ledwo kojarzył to miejsce. Był tutaj może z dwa razy, lecz wizyty odbywały się w dzieciństwie, więc nawet gdyby chciał to nie mógłby tego doskonale pamiętać. Teraz najważniejsze było odnalezienie schronienia. Początki były słabe. Tutejsi ludzie okazali się chciwymi osobnikami. Zawsze dopytywali się na końcu rozmowy o pieniądze, a ten nie miał przy sobie zbytniej ilości kruszcu. Ostatnia nadzieja to Kuźnia Dowarakhr. Michio modlił się, aby ten okazał się wyrozumialszym aniżeli jego towarzyszy. Podszedł pewnym krokiem, po czym energicznie zapukał w drewniane drzwi.
15.01.2015, 01:04
Przeczytaj Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#3

Dzień chylił się ku zachodowi i jak zawsze w tej chwili, Ra'Shad czuł niezrozumiały dreszcz emocji gdzieś głęboko w podświadomości. Nawet kiedy był zamknięty w swoich ścianach, na swój niezrozumiały sposób potrafił określić, że zapada zmrok. Podejrzewał, że to pewnie wpływ tego kim jest, a natury tego nie da się oszukać.
Kiedy słońce już zaszło, u drzwi jego kuźni najwyraźniej się ktoś zatrzymał. Rozległo się pukanie, które było dość dziwnym zjawiskiem o tej porze. Choć może nie dla Pióra. Zdarzało mu się przyjmować klientów, którzy raczej unikali snucia się w ciągu dnia, aby ich nie rozpoznano. Wstał z krzesła i postąpił kilka kroków, przechodząc do warsztatu, a następnie skierował się ku drzwiom. Nie trwało to długo, ponieważ jego kuźnia nie była też ogromnym przybytkiem.
Oparł dłoń na zasuwie zabezpieczającej drzwi, odczekał chwilę starając się nasłuchiwać gościa lub gości po drugiej stronie. Dla pewności odpiął skórzany płaszcz, aby mieć lepszy dostęp pod jego poły, gdyby jego wizytator okazał się kimś bardziej niebezpiecznym. Nie odsłaniał jednak płaszcza, aby nie odstraszyć potencjalnego klienta widokiem broni.
Zaparł się lekko i pchnął zasuwę, a następnie powoli pchnął drzwi. Tak, otwierały się na zewnątrz, aby trudniej było je forsować, gdyby mimo wszystko ktoś miał zamiar dostać się do jego kuźni. Postarał się otwierać je w miarę powoli, aby dać czas gościowi, na odsunięcie się od nich.
Kiedy już uchylił je w połowie, Ra'Shad stanął w progu, wyprostowany jak struna, z jedną ręką opartą o kołnierz płaszcza, na wysokości serca. Wyglądał w tym momencie jak wielki pan mieszczanin, bo nie zadzierał jeszcze podbródka jak szlachcice. Przyjrzał się mężczyźnie na zewnątrz, jak udało mu się szybko oszacować. W świetle dobywającym się z wnętrza kuźni jednak jego gość pozostawał jeszcze w częściowym cieniu, w większości tworzonym przez samego Ra'Shada.
Odezwał się spokojnym, ale pewnym tonem:
- Witam w Kuźni Dowarakhr. To dość nietypowa pora na klientelę. Chciałby pan złożyć zamówienie, czy tylko zgubił drogę?
Może zabrzmiało trochę szorstko, ale wieczorem pojawiają się tylko klienci o dość specyficznych gustach, wymaganiach i... zawodach lub wędrowcy, którzy pytają o drogę do najbliższej karczmy. Nie oszukujmy się, że mogą się również przydarzyć złodzieje...
17.01.2015, 11:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#4

Michio spokojnie oczekiwał na jakąkolwiek reakcję. Wiedział, że pora jest już późna, czyli nie nadająca się na ewentualne odwiedziny, a co za tym idzie również i na potencjalne zakupy, jakich nasz bohater nie miał w planach. Chłopak przez cały czas stał w niezmiennej pozie, czyli ręka założona na rękę, wyprostowany do granic możliwości. Sekundy mijały i nie było żadnej reakcji. Michio przeczuwał, że najprawdopodobniej został olany. Wizja spania pod gołym niebem nie uśmiechała mu się, lecz nie miał przecież dokąd się udać. Już miał zamiar odejść spod drzwi pierwszego budynku, aż tu nagle zamek drzwiowy mocno zgrzytną, co sygnalizowało wszystkim obecnym (w tym wypadku młodemu), że jednak ktoś usłyszał jego energiczne pukanie. Tuż przed jego twarzą pojawiła się dobrze zbudowana sylwetka. Był to mężczyzna, gdzieś na oko liczący już ponad 40 wiosen. Jego ubiór był typowy dla dobrze prosperującego mieszczanina. Twarz nie wyrażała jakichkolwiek emocji. Była chłodna i zarazem bardzo spokojna. Emanowała z jego oczu pewność siebie, przez co Michio momentalnie należycie się ukłonił. Chciał bowiem ukazać mężczyźnie, że jest kulturalnym młodzieńcem, dla którego kultura jest równie ważna co oglądanie się za dziewczynami. Bacznie wysłuchał krótkiej, ale i treściwej wypowiedzi, typowej dla jakiegoś kowala czy majsterkowicza.
- Witam Szanownego Pana. Moja godność to Michio. Chciałem poprosić Pana o nocleg. Niestety nie pochodzę stąd oraz również nie mam przy sobie zbyt dużej gotówki, lecz w zamian za ewentualne schronienie mógłbym zająć się czymś związanych z pismem runicznym. Jestem takim jakby badaczem. - powiedział spokojnym tonem. Przez cały czas starał się mówić zwięźle i na temat. Również mocno pilnował się, aby zachować należyty w rozmowach ze starszymi kontakt wzrokowy.
18.01.2015, 01:20
Przeczytaj Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#5

Starał się uchwycił szczegóły sylwetki gościa. Ra'Shad z lekkim zdziwieniem przyjął ukłon, wszak nigdy nie należał do mistrzów cechu, a z reguły to im należały się pokłony. Poniekąd schlebiło to nożownikowi, aczkolwiek nadal nie był pewien co do motywów swojego gościa. Ten zaś szybko się przedstawił i postanowił wyjawić cel swojej wizyty.
Brwi właściciela kuźni powędrowały w górę w wyrazie głębszego zdziwienia. Mina ta szybko zniknęła z jego twarzy, ale pewnie powód jej pojawienia się był raczej łatwy do odgadnięcia.
Obcy mężczyzna puka do drzwi o wieczornej porze i pyta o nocleg. Cóż, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby była to gospoda, która znajduje się nieco dalej w centrum miasteczka. Było by też lżejsze do przełknięcia, gdyby ten ktoś w rozpaczy ofiarował się z garścią srebrnych smoków... Natomiast jedyną formą zapłaty jaką zaoferował młodzieniec, była możliwość użyczenia jego wątpliwych talentów związanych z pismem runicznym. Ra'Shad doskonale znał runy i sposoby ich układania, stąd też raczej nie była mu potrzebna pomoc w tym zakresie. Poza tym... i tak aktualnie nie miał na czym chwalić się swym talentem. Brak zamówień, brak pracy, brak złota. To, że mógł tworzyć dość specyficzną broń, też nie przemawiało w stronę bogacenia się. Wystarczyło spojrzeć na jego warsztat. Dość skromny i mały.
I jeszcze miałby oferować nocleg? Jego sień ledwo mieściła jedno łóżko, poza nią było małe pomieszczenie z ladą i dwoma krzesłami. Skromniej żyć już nie mógł. A co najgorsze, nałóg czytania książek palił wręcz jego puste półki. Musiał jednak jakoś zareagować na trochę niedorzeczną prośbę gościa, bo kultura i wychowanie nie pozwalały mu po prostu zamknąć drzwi.
- Pan wybaczy, jednak znam się trochę na runach i nie potrzebuję pomocy w tym zakresie. Ponadto żyję skromnie i nie miałbym nawet łóżka dla Pana. Pytał już Pan w gospodzie?
Nie zapytał czego badaczem jest ów Michio, a Ra'Shad raczej nie pałał zbytnią dozą zaufania do innych ludzi. Przezorny zawsze zabezpieczony. Z drugiej jednak strony, ten człowiek może mieć jakieś wieści ze świata, którymi mógłby się podzielić...
Możliwe, że właśnie ta ostatnia myśl sprawiła, że jeszcze nie zamknął drzwi przed obcym. Ów wydawał się porządnym młodzieńcem, czyli najbardziej podejrzanym typem pod słońcem.
20.01.2015, 22:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#6

Michio po wysłuchaniu odpowiedzi nieco spochmurniał. Jego oczy nie posiadały tego blasku nadziei, lecz też nie tracił nadziei na ostateczny sukces. W końcu miał jeszcze szansę na odnalezienie schronienia, azylu na dzisiejszy wieczór. Ewentualnie mógłby spędzić noc pod gołym niebem. W końcu runy to jego specjalność. na pewno sobie poradzi. Nie zamierza się targować z jegomościem. Nie chce wydawać cennych krążków oraz zbytnio grać, tak jak mu ten rozkaże.
- Jeszcze tam nie byłem. W sumie jestem tutaj pierwszy raz, więc przepraszam za ewentualny kłopot i dziękuje za okazane zrozumienie. Na mnie już pora. Do zobaczenia.
Powiedział spokojnym głosem. Ponownie delikatnie się ukłonił, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie w nieznanym dla starszego mężczyzny kierunku. Ten zapewne stwierdził, iż idzie się zapytać o miejsce w gospodzie i niech tak zostanie. Dodatkowo nasz bohater czuł na swych plecach ciężar spojrzenia niedawnego rozmówcy, lecz nie zamierzał się odwracać, gdyż wiedział że jak to uczyni to na bank ten go jakoś zachęci do zapłaty.

z/t
23.01.2015, 00:02
Przeczytaj Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#7

Spojrzał trochę podejrzliwie na młodzieńca. Wyglądało na to, że nawet nie próbował szukać karczmy, tylko od razu podszedł do pierwszego lepszego budynku. Cóż, kuźnia Ra'Shada nie wyglądała raczej dostojnie, tym bardziej dziwił go ten wybór. Już z zewnątrz widać, że jest to raczej skromne schronienie, gdzie pewnie trudno będzie znaleźć miejsce dla więcej niż jednej osoby. Dlatego też, w tym świetle jego gość wydał się co najmniej podejrzany. Prawdo podobnie czekałby tylko, aż gospodarz wpuści gagatka do środka i straci czujność. Świat posuwa się za daleko... a może to po prostu wrodzona nieufność Mistyka? Zważywszy na jego przeszłość, trudno mu się dziwić.
Gdy młodzieniec pożegnał się i postanowił jednak odejść, nożownik rzucił za nim jakieś słowa pożegnania, jednak nie przejawiał już w nich większego zainteresowania czy też troski. Sam bieduje, dlatego też nie zamierza dzielić się z innymi. Twarda szkoła, ale pozwala przetrwać.
Zamknął więc za sobą drzwi i dobrze domknął zasuwę. Odszedł od drzwi, zatrzymał się na chwilę przy palenisku kuźni. Było dobrze wyczyszczone, od jakiegoś czasu nie zalegał tam popiół, nie wspominając już o żarze. Miech chodził gładko, dobrze naoliwiony i zadbany, tylko czekał kiedy będzie mógł znowu rozbuchać ogień.
Ra'Shad rozumiał, że jeżeli sam nie wyruszy w poszukiwaniu klientów, to ta buda raczej mu ich nie przysporzy. Najbardziej oczywistym kierunkiem wydawało się Valen, ewentualnie Miasto Handlowe. To te z leżących najbliżej.
O poranku, to dobra pora żeby wyruszyć. Prześpi się, spakuje torbę podróżniczą w te drobiazgi którymi dysponuje, a następnie ponownie wyruszy w drogę. Ile to już lat? Na pewno sporo.
01.02.2015, 12:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#8

Rozejrzałem się i ruszyłem. Rzeczywiście, to co mówili ludzie z miasteczka, najprawdopodobniej okaże się prawdą. bo widziałem już szopę nożownika, która na tle pstrych kramów innych handlarzy umiejscowionych w centralnych częściach Grimssdel wyglądała dość blado. Właściwie, to wyróżniała się tylko tym, że z budyneczku można było wyodrębnić dwie części - wykonaną z kamienia i drewnianych bali. Całość była tak sprytnie połączona, że nie dało się jednoznacznie stwierdzić, co było tam pierwsze.
Budynek nie wygląda zbyt zachęcająco. Albo temu rzemieślnikowi nie powodzi się dobrze, czyli że nie jest biegły w swoim fachu, albo skąpi na odnowę, więc skąpi też na materiałach i wykonaniu...Chociaż z drugiej strony, kilku miejscowych poleciło mu właśnie to miejsce, jeden pokazał mi nawet nóż - rzekomo - stąd... Zaryzykuję.
Kiedy stanąłem już przed drewnianymi drzwiami, zapukałem w drzwi. Mimo wczesnej pory, zaczęły się one otwierać już po chwili. To raczej dobra oznaka. Ktoś, kto wstaje wcześnie, najczęściej szanuje swoją pracę. Mam tylko nadzieję, że rybacy nie przechwalali umiejętności tego jegomościa... Stał w nich wysoki mężczyzna, który na pewno nie był starcem, ale lata swej młodości tej już miał za sobą. Na twarzy zdążyły pojawić się pierwsze zmarszczki, szczególnie wokół brązowych oczu. Miał długie do ramion ciemne włosy, a ubrany był w skórzaną kurtę, na której widać było rozpięte czarne metalowe klamry (Oho, pewnie ma tam nóż!), pod nią widać było białą koszulę. Na nogach wysokie buty zapinane na (A jakże!) klamry i wpuszczone w nie nogawki od spodni. Na środkowym palcu prawej ręki miał założoną małą metalową obręcz i dopiero po krótkiej chwili, zorientowałem się, że spełnia rolę pierścienia.
- Witam, chciałbym kupić nóż. Porządny nóż - powiedziałem z uśmiechem na ustach, zanim mężczyzna zdążył samemu coś wyartykułować.
03.02.2015, 19:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#9

Już o świcie rozległo się pukanie do drzwi. To już drugi gość w tak krótkim czasie. Dawno już nie było przy wejściu do kuźni takiego "tłumu". Ra'Shad praktycznie nie spał, drzemnął się tylko siedząc na krześle. Jak zauważył, kaganek w lampie zdołał się wypalić, zapomniał ją zgasić.
Wstał i dość żywym krokiem dostał się do drzwi, gdzie uwalniając je z brzemienia ciężkiej zasuwy, otworzył szeroko ale powoli. Otwierały się bowiem na zewnątrz, a wolał nie znokautować potencjalnego klienta.
Nie uszło uwadze nożownika, że jegomość stojący za drzwiami, szybko ale uważnie, otaksował go wzrokiem. Jak można zakładać, nie uszedł temu spojrzeniu żaden szczegół. Mimo to Ra'Shad poprawił płaszcz, zasłaniając tym samym większość tego, co znajdowało się pod nim. Poranek był chłodny, dlatego wykonał ten gest w sposób raczej przywodzący na myśl ochronę przed zimnem, niż przed wścibskim wzrokiem.
Dowarakhr nie pozostał dłużny swemu gościowi, kiedy ten przemiawiał wyrażając swoje zachcianki, Mistyk również przyjrzał się mężczyźnie (jak już zdołał określić). Wysoka postawa, szary ubiór, widoczna broń i blizna pod okiem. Bez wątpienia wojownik, a to zwykle oznacza wymagającego klienta. Nareszcie!
To co jednak biło z natury tego mężczyzny, wydawało się, że nie jest najwyraźniej zbyt majętny, dlatego trzeba podejść do sprawy ostrożnie. Ledwo mężczyzna skończył mówić, nożownik skłonił się lekko, raczej zdawkowo z wciąż wyprostowanymi plecami.
- Witam w kuźni Dowarakhr, lepiej Pan trafić nie mógł. Jeżeli mówimy o czymś porządnym, to polecam wyrób na życzenie klienta.
Klient był konkretny, dlatego też trzeba było postępować konkretnie. Wskazał wnętrze swojej kuźni, zapraszając mężczyznę do środka. Poprowadził go do swojej lady, sadowiąc wojownika na jednym z krzeseł, samemu zaś zajmując drugie z nich.
- Jakie konkretnie ostrze Pana interesuje. Przekrój jest dość szeroki. Pozwolę sobie założyć, że kuchenne nożyki nie leżą w Pana geście. Jeżeli mowa o sztyletach lub krótkich mieczach, jestem w stanie spełnić niemal każdą wizję klienta.
Chcąc zaprezentować jedną z możliwości, wstał na chwilę znikając w sieni. Tam ze skrzyni wydobył dwa przykładowe produkty. Wrócił i wyłożył je na stole przed klientem.
Jednym z ostrzy było flagowe "Pióro". Sztylet był wąski z lekkim wyobleniem po środku krawędzi, co nadawało mu delikatny kształt obrysu liścia. Stal pełniła rolę wypełniacza i doskonale było widać na niej proces wielokrotnego wygrzewania i hartowania. To co jednak zwracało szczególną uwagę to rdzeń broni, który był wykonany z czarnego metalu i biegł przez środek (jak to rdzeń) rozgałęziając się jednak ku krawędziom zupełnie jak żyłki w piórze ptaka. Stąd pewnie nazwa. Można było również zauważyć, że ów czarny metal pokrywał samą krawędź ostrza, nadając mu niesamowitą ostrość. Samo dotknięcie krawędzi zapewniało rozcięcie skóry.
Druga broń była skromniejsza, był to krótki miecz, z szerszą klingą na podstawie prostokąta. Oznaczało to, że nie posiadała szpica do ran kłutych i można było zadawać nią wyłącznie rany cięte. Zwracały jednak uwagę misternie nałożone runy, przebiegające od rękojeści po sam koniec ostrza.
Ra'Shad z lekkim uśmiechem na ustach zaprezentował przykładowe bronie. Rzecz jasna nie równały się z tymi, których sam używał... jednak pewne rzeczy wolał zachowywać wyłącznie dla siebie.
- Oto przykłady. Tylko proszę ostrożnie, są dość ostre.
03.02.2015, 20:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#10

Ukłon, niezbyt głęboki. Czyli pokazuje, że mnie szanuje, ale jednocześnie zaznacza, że nie jest moim służącym. Dość odważna postawa na kogoś, kto nie ma zbyt wielkich dochodów ze swojego fachu.
Zaprosił mnie do środka, przeszliśmy przez warsztat, który znajdował się w kamiennej części budynku. Znajdowało się w nim piec, miech, kowadło, wannę do schładzania metalu oraz składzik opału. W całym pomieszczeniu było czuć wiszące w powietrzu ciepło, które świadczyło, że całkiem niedawno cała ta aparatura była używana. Weszliśmy do pokoju, który nieco przypominał część mieszkalną, a mężczyzna gestem polecił mi spoczęcie na krześle, które stało przy drewnianym blacie. Z grzeczności usiadłem, patrząc, jak mężczyzna siada na drugim z nich. Słysząc pytanie o konkretne właściwości noża miałem się już odezwać, kiedy mój rozmówca wstał i poszedł gdzieś sienią, najprawdopodobniej zaprezentować to, co ma na sprzedaż. W ten czas rozejrzałem się po ty miejscu znacznie dokładniej, mimo iż było dość puste - oprócz krzeseł i prowizorycznego stołu, znaleźć tam można było regał, na którym leżało na nim kilka kart pergaminu w nie najlepszym stanie, w połowie pełny kałamarz i pióro, które z pewnością służyło właścicielowi już długo. W zacienionym kącie pomieszczenia widać było jeszcze jakiś drewniany drąg o długości pół metra, ale nie miał chyba żadnych sensownych zastosowań, poza tym, że po prostu był. Drewniana podłoga, w której ciężko było doszukać się niezatkanych czymś szpar, zapewne w celu zatrzymania ciepła.
Z tego, co mówili ludzie, często przebywa tylko w tym budynku, wychodząc tylko wtedy, kiedy potrzebuje coś kupić. Ale nie widzę tutaj nic, czym mógłby się zająć. Patrzy się w ściany? Rozwinięcie tej myśli przerwał mi sam gospodarz, który wrócił, niosąc w ręce krótki miecz i sztylet. Ostrzegł mnie jeszcze, abym obchodził się z nimi nadzwyczaj ostrożnie. Za jego przyzwoleniem, wziąłem najpierw do ręki krótki miecz, aby zamaskować zainteresowanie drugą bronią, którą zaszczyciłem do tej pory krótkim spojrzeniem. Widząc minę mężczyzny, domyśliłem się, że spodziewał się takiego obrotu sprawy. Mieczyk był dość nietypowy, bo sztych był zakończony prostokątnie w połowie długości, w praktyce pozbawiając miecza powierzchni kłującej. Mimo tego, była to bardzo solidna robota, stal wytrzymała i sprężysta na tyle, aby nie złamać się przy silniejszym uderzeniu. Przejechałem szybko wzrokiem po misternie nałożonych runach, nie zwracając jednakże uwagi na ich przesłanie i obejrzałem dokładniej głowicę. Była na tyle duża, że można by ją wydrążyć i wstawić tam jakiś kamień, co jest dużym plusem.
Sztylet zaś, o którym zarówno ja jak i właściciel wiedzieliśmy, że jest "daniem głównym". Wąski, z delikatnym wypukleniem mniej więcej w środku ostrza. Jednak to nie było to, co zwracało na niego największą uwagę. Tym elementem była sama struktura broni - rdzeń wykonany z czarnego, matowego metalu, jednak rozlewając się żyłkami na ostrze, porządna stal użyta jako materiał wypełniający, składana co najmniej trzykrotnie, przy krawędzi pokryta cieniutką warstwą tego czarnego materiału, co z pewnością sprawiało, że sztylet był piekielnie ostry. Miałem pewne obawy co do sprężystości i twardości tego cudeńka, bo niejednokrotnie bronie wykonane z czegoś innego niż stal, miały tendencję do bycia albo bardzo twardymi, ale mało elastycznymi, lub na odwrót. Ale jako, iż nie byłem nim teraz zainteresowany, pozostawiłem te przemyślenia dla siebie.
Teraz byłem pewien, że ich twórca był kimś, znającym się na swoim fachu, ale nadal zastanawiało mnie to, dlaczego ten mężczyzna i jego chatka wyglądają tak, jak wyglądają.
Może to nie on je zrobił, i teraz tylko się podszywa..? Nie, szybko wyszłoby to na jaw. Okoliczni roznieśliby go na widłach. A raczej wędkach...
- Obie bronie są naprawdę bardzo dobre, ale teraz interesuje mnie coś bardziej... przyziemnego. Potrzebuję krótkiego noża, takiego do piętnastu centymetrów, głownia dwustronna, z jednej strony prosta, tylko czubek delikatnie wystający nad tę linię, druga krawędź zaś ma się zacząć zakrzywiać już w trzech czwartych ostrza. Szlif może być w kształcie klina klasycznego, lub wklęsłego. Grubość około czterech, pięciu milimetrów. Najlepiej, aby całość była wykonana ze stali, gdyż będzie służył raczej do oprawiania zwierzyny, niż do walk. - Tutaj przerwałem na moment opis interesującego mnie sztyletu połączonego z dość żywą gestykulacją, szukając w pamięci czegoś, co jeszcze mógłbym wymienić. Odnalazłem taką rzecz po chwili, kiedy gospodarz już przemyślał całą sprawę i chciał się odezwać, a ja dość bezceremonialnie mu przerwałem. - Jeszcze jedna kwestia - czy istniałaby możliwość kupienia wraz z nożem pochewki do niego? - W tym miejscu zamilkłem, gestem dając znać mężczyźnie, że powiedziałem już wszystko.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2015, 22:00 przez Zervast.)

03.02.2015, 22:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna