Kuźnia Dowarakhr
#31

- Tak, to całkiem dobry pomysł, spróbuję przekonać go do wspólnej wyprawy razem z nami, może nawet dzięki niemu uda nam się szybko znaleźć statek. Ale tutaj też jest jeden problem - to jest kupiec, nie załatwi niczego za darmo. Będzie chciał jakieś... - Przemyślałem całą sprawę błyskawicznie. Na pewno odezwie się w nim żyłka handlarza, więc będzie chciał zarobić jak najwięcej, targi też będą zacięte, a gdzie mi się tam z nim mierzyć... Chociaż zna mnie, nie będzie chciał mnie oskórować. Na niekorzyść zaś gra to, że mam towarzysza, o którym on nic nie wiem. Szybko jednak miałem odpowiedź - W granicach piętnastu od sta. Ale za to na pewno załatwi bezpieczny i pewny transport na każdym etapie podróży. Dodatkowo może panu pomóc zorganizować pierwsze kontakty i przebić się przez tamtejszy rynek. Na pewno będzie zadowolony jakością pańskich wyrobów, a może nawet zainteresować się i złożyć zamówienie na coś dla siebie, a znając jego, to nie będzie tak proste jak mój nóż - uderzyłem na ślepo, ale delikatne podniesienie się kącików ust Ra'Shada było znakiem, który wystarczył mi za najdłuższą wypowiedź - ten człowiek uwielbiał wyzwania, które leżały w obszarze jego zawodu, może nawet pasji. Ale tak naprawdę, to nie było to dziwne - ktoś tak dobry w swoim fachu musi czerpać przyjemność z tego co robi. Zupełnie tak jak ja.[b] - Może i nie ma na tyle wpływów, aby zatrząść całym rynkiem w Azaracie, ale współpraca będzie owocna dla obu stron.
Wiedziałem, że mogę wziąć coś dla siebie za bycie pośrednikiem, nawet nie mówiąc o tym nic rzemieślnikowi. Wiedziałem też, że mógłbym równie dobrze zadźgać tego człowieka nożem, który mi dał, bo raczej nie byłby w stanie obronić się przed kimś wyszkolonym w walce, zabrać pieniądze i nóż, to, co miał pochowane w całym tym miejscu, umowy podrzeć i wyjechać z tego miasta. W końcu mieszkał sam, nikt by za nim nie tęsknił, jedyni ludzie, którzy mogliby to zauważyć - a i to niezbyt szybko - to tacy awanturnicy jak ja - poszukujący dobrego wyrobu, ale tacy nie trafiali tutaj często, woląc odwiedzać zwykłe kuźnie i mieć nadzieję, że pierwszy lepszy kowal zrobi wszystko porządnie i nie oszuka ich, wytwarzając wszystko z gorszej stali, oszczędzając co nieco. Nie mieli czasu na szukanie kogoś, kto szanuje swojego klienta, musieli znaleźć kolejne zlecenie, nocleg, a potem jeszcze iść, wykonać zadanie i przeżyć. Gdyby wytwarzał miecze, albo lekkie zbroje - wtedy jego warsztat cieszyłby się zainteresowaniem porównywalnym z burdelem w portowym mieście, a on sam mógłby przebierać w zleceniach bardziej, niż nadobna panna w chłopakach chcących zdobyć jej serce - albo raczej wianek. Ale tak nie było, Ra'Shad specjalizował się w nożach, a kto kupuje porządny nóż do skórowania zwierzyny, jeśli najprawdopodobniej straci się go za kilka tygodni, podczas ucieczki przed monstrum, które z opisów wieśniaków wychodziło na nieco przerośniętego pełzaka? A i ja nie miałbym przez to problemów, bo nikt nie mógłby mnie jednoznacznie połączyć ze śmiercią tego człowieka i nie musiałbym spłacać problemowego kredytu. Ba, może znalazłbym coś, co potem mógłbym sprzedać za duże pieniądze gdzieś na drugim końcu świata i ustawić sobie życie? Nie podejrzewałem, że miał gdzieś spisany sekret wytwarzania tego metalu, ale kto wie? Może jednak, a może znalazłbym go tutaj na tyle dużo, że ktoś specjalizujący się w alchemii mógłby powiedzieć jak to jest wykonane? Nigdy nic nie wiadomo. Ale mój nauczyciel nauczył mnie, że interes to rzecz święta i jedyna możliwość jego zmiany to targowanie się, a ja najczęściej stosowałem się do tego, chyba że ktoś ewidentnie próbował zedrzeć ze mnie wszystko, łącznie z płaszczem.
Czekałem teraz, aż mój gospodarz przemyśli sobie całą sprawę.
22.02.2015, 15:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#32

To co powiedział wojownik było pewnie prawdą. Nikt nie zrobi niczego za darmo, a mimo to Ra'Shad liczył bardziej na jednorazową spłatę, nie zaś umowę wiązaną. Choć to też pewne ryzyko dla takiego kupca, bo jeżeli interes mimo wszystko nie wypali, to nawet piętnaście części ze stu zerowego zysku, daje zero.
Oznaczało to, że najpewniej będzie umowa dotycząca zarówno opłaty w gotówce jak i części od późniejszych zysków. To już się tak nie uśmiechało rzemieślnikowi. Choć musiał przyznać, że wprowadzenie na rynek byłoby niezwykle pomocnym startem. Nie należało jednak dzielić skóry na niedźwiedziu, bowiem to były domysły Zervasta, nie wiadomo jakiej ceny w stosunku do pakietu usług, zażądałby sam kupiec. Pewnie dopiero bezpośrednia rozmowa, rozwiązała by wszelkie wątpliwości.
Póki co, największą wątpliwością była w tym momencie podróż z kupcem. Czy może jednak lepiej do Miasta Handlowego dostać się pieszo? Nie zajmie im to dużo więcej czasu, bo trzeba przyznać że wozy kupieckie nie poruszają się z zawrotną prędkością w porównaniu do jazdy wierzchem.
Ra'Shad uniósł lekko kąciki ust, jednak nie w odpowiedzi na wizję przyszłych zamówień, jednak na sugestie wojownika. Wydawało się, że chciał skusić rzemieślnika dobrymi obietnicami, zaplanować całą ścieżkę rozwoju znajomości handlowych. Postanowił odpowiedzieć mu w najbardziej dyplomatyczny sposób, na jaki mógł się zdobyć. Nieświadomie przybrał nieco uczelniany ton, zupełnie jakby prowadził profesorski lektorat.
- Nie chcę wiązać się umową handlową zależną od zysków, których jeszcze nie mam. Kupiec przede wszystkim będzie szukał zysków długoterminowych dla siebie, zatem pewnie produkty moje, sprzedawane byłyby pod jego nazwiskiem. Jestem gotowy ponieść jednorazową opłatę za transport do Miasta Handlowego, choć utwierdzam się w przekonaniu, iż równie dobrym rozwiązaniem może być piesza wędrówka.
Cóż, nieco zmienił zdanie, ale było to sprowokowane dobrym zamiarem, ale też egocentrycznymi pobudkami. Przypomniał sobie wygląd materiału sakiewki jego gościa, kiedy uiścił pierwszą ratę. Wyglądało na to, że nie posiadał znacznych pokładów smoków, a Ra'Shad póki co, również nie uważał się za bogacza gotowego pokrywać czyjeś wydatki. Dlatego też decyzja wydawała się prosta. Jeszcze im się poszczęści, znajdą darmową, albo chociaż tanią podwózkę, jeżeli nie... cóż, dotrą na piechotę. Szczególnie, że w Mieście Handlowym będą musieli się zaopatrzyć jeszcze przed podróżą statkiem.
Nadeszła najwyższa pora, aby rozpocząć przygotowania do podróży. Dlatego uprzejmie zwrócił się do Zervasta.
- Umówmy się, jak już wspomniałem, o świcie na placu. Stamtąd wyruszymy, czy to na wozie, czy też pieszo. Teraz proponowałbym przygotować się do wymarszu i zażyć odpowiedniego snu.
25.02.2015, 17:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#33

Nie zdziwiło mnie podejście Ra'Shada, bo było - jak cały ten człowiek - praktyczne i uczciwe - nie chciał, aby na umowie ktokolwiek stracił. Po raz kolejny byłem wdzięczny losowi za to, że spotkałem właśnie tego człowieka, a nie kogoś innego, kto miałby inne podejście do świata.
- Dobrze zatem, jutro o świcie na placu. Spróbuję przekonać mojego znajomego i przedstawić mu pańskie argumenty - powiedziałem i wstałem, podając gospodarzowi rękę, którą tamten szybko uścisnął. Po krótkim pożegnaniu byłem już poza warsztatem rzemieślnika i udałem się w stronę centrum miasteczka, w którym znajdowała się karczma gdzie znalazłem kupca, mając nadzieję, że współpraca się uda.
28.02.2015, 13:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#34

Mógł chwilę odetchnąć, kiedy jego klient opuścił już warsztat. Standardowo użył zasuwy do zamknięcia drzwi i podszedł do pieca. Żar jeszcze trzymał w niektórych miejscach, jednak komorę wypełniał głównie popiół. Rozgrzebał go na tyle, na ile był w stanie, aby dać mu większą przestrzeń do ostygnięcia. Musi przecież pozostawić warsztat w nienagannym stanie, kiedy go nie będzie. Co jak co, ale miejsce pracy powinno być albo przygotowane do działania, albo wysprzątane, żadne półśrodki nie wchodziły w grę.

W czasie kiedy żar tracił wspomnienie ciepła minionej nocy, Ra'Shad znalazł moment aby zająć się przygotowaniami do podróży.
Ze skrzyni w części sypialnej swojej skromnej kuźni, wydobył skórzany plecak. Już dawno mu nie był potrzebny, bo od jakiegoś czasu osiadł w Grimssdel i pozwolił kilku włosom na przybranie srebrnej barwy starości. Lata leciały, przeciwko temu nie było żadnej ucieczki, a wraz z Mistykiem, umiera jego dorobek. Bezpłodność była ceną posiadania mocy, albo częścią klątwy jak kto woli. Ra'Shad ze swoim podejściem do ludzi, raczej nie przypuszczał, że byłby w stanie założyć rodzinę, dlatego ten aspekt mrocznej many mu nie przeszkadzał.
Rozejrzał się po kątach i pozbierał część przydatnych rzeczy. Było tego niewiele, dlatego spakował wszystko co mu się nawinęło pod ręce. Lina, sztabka żelaza, trochę suszonego mięsa, krzesiwo i bukłak który napełnił wodą. Przypomniał sobie jeszcze o małej paczce ziół, którą trzymał zwykle przy sienniku. Ją też warto było zabrać. Przejrzał tylko szybko co w sobie zawiera, lepiej wiedzieć takie rzeczy.
Na tym właściwie skończyło się jego pakowanie. Poza tym posiadał tylko to, co miał na sobie.
Nie zajęło mu to dużo czasu, dlatego też żar nie zdążył ostygnąć. Z braku innych rozrywek i obowiązków, nożownik usiadł na jednym z krzeseł i zagłębił się w rozmyślaniach. Często to robił, przeglądając w pamięci szeroką wiedzę, jaką nabył w latach spędzonych na uczelni. Niezliczone księgi, tysiące słów, pojęć, teorii i potwierdzonych rozważań. Przypominał sobie tą wiedzę, dzięki czemu nie zaginęła ona w głębokich odmętach umysłu.
Gdy się ocknął, żar pieca był już tylko ciepły na tyle, że można było go sprzątnąć. Zamiecenie i uporządkowanie wszystkiego również nie zajęło dużo czasu, ale efekt podnosił Mistyka na duchu. Nie czułby się komfortowo pozostawiając swoje miejsce pracy w takim stanie. Mimo wszystko, zdołał związać się z tym miejscem, dlatego traktował je jak swój mały, prywatny kąt. Nie użyje nigdy słowa dom, bo to kojarzy się z miejscem w którym znajduje się stałe schronienie, przyjazny kąt. Miejsce w którym można znaleźć ukojenie. Tym bardziej nie nazwie go tym Domem. Bo takiego miejsca nie znajdzie nigdy.

Noc należało spędzić na odpoczynku, bo przed nim wiła się długa droga. Umościł się na skromnym łóżku, a zasypiając nie stracił czujności.
Obudził się przed świtem, dało mu to czas na podopinanie ostatnich kwestii związanych z opuszczeniem Grimssdel na jakiś czas. Zabrał ze sobą plecak i upewniwszy się, że kuźnia jest pozostawiona w dobrym stanie wyszedł za próg. Zamykając drzwi, upewnił się że są dobrze domknięte i zabezpieczone. Nie było tam wielu rzeczy, które można ukraść, jednak wolałby nie zastać nieproszonych osadników po powrocie.
Teraz, kiedy był już pewny, pozostawił tylko kartkę pergaminu przypiętą do zasuwy, głoszącą:

Kuźnia tymczasowo nieczynna,
Wszelkie zgłoszenia uprasza się kierować
przez kurierów bankowych w Valen
(Bank gildii Albion - Dolne Valen)

/Ra'Shad Dowarakhr/

Tekst był pięknie wykaligrafowany. To była domena Mistyka, której nie mógł się już wyzbyć, nauczany pisma i kaligrafii przez kilkanaście długich lat. Sama informacja pozwalała na przesyłanie i ewentualny odbiór wszelkich wiadomości. Banki miały to do siebie, że posiadały własnych kurierów. Dlatego deponując pieniądze w jednym, można było wybierać je w innym. Problemem był fakt, że filie mieściły się głównie w dużych miastach. Dlatego, gdy tylko Ra'Shad dotrze do Azarat, wystawi prośbę o zweryfikowanie poleceń w Valen. W każdym razie, zawsze do niego trafią.
Poprawiając plecak, ruszył wyprostowany i nieśpiesznie w stronę placu centralnego w Grimssdel, najwyższa pora, gdyż świt już nastawał.
Gracz opuścił wątek
02.03.2015, 19:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna