Stara chałupa
#21

Moment nadejścia potwora wreszcie nadszedł i Kraken w całej swojej okazałości ukazał się zebranym, a w tym Posejdonowi. Z uśmiechem przyglądał się jak to ogromne stworzenie posłuszne jego woli czekało przy brzegu. A czekało na coś naprawdę niezwykłego. Coś, co tylko ktoś tak genialny jak Posejdon mógł wymyślić. Na powitanie Buzskumem. Okrzyki sług Posejdona coraz głośniej wybrzmiewały echem po plaży a on sam czuł jak wzrasta w nim podniecenie. Tylko jedna rzecz działała na niego mocniej niż kobiety. To był ten słodki narkotyk.
Już z daleka widział jak przynoszą mu jego dawkę Buzskumu. Jego oczy skupione były na tym jednym punkcie, a źrenice stopniowo rozszerzały się gdy oczekiwał. Wstał ze swojego miejsca nie mogąc usiedzieć, złapał czarnowłosą w talii i szybkim ruchem skradł jej pocałunek na oczach wszystkich podwładnych. Musiał to zrobić teraz, zanim... zanim... całe nowe dobro go spotka sprawiając, że zapomni o całym świecie. Wreszcie miał w dłoniach naczynie ze swoją porcją, podstawił je sobie pod nos zaciągając się mdłą wonią. Delektował się tym zapachem przez dłuższą chwilę nim odstawił Buzskum od swojej twarzy wznosząc go wysoko ponad swoją głowę. W tym samym momencie wodne fale porwały go wysoko w górę, tak że znajdował się na wysokości oczu swojego przemiłego stworka. Nadal nie wiedział w jakim celu Kraken do niego przybył niewzywany, ale już podjął decyzję, że zajmie się tym później. Dużo później.
- Ku chwale wszechpotężnego Posejdona! - wykrzyknął ponad falami, które utrzymywały go w powietrzu po czym zażył całą mu podaną dawkę. Słodki płyn rozlał się po całym organizmie Posejdona, a ten wiedział że lada chwila, dosłownie w każdym momencie, znowu to poczuje. Tę jedyną, niepowtarzalną, fascynującą i najlepszą karuzelę emocji i uczuć. *Żeby to nigdy nie przeminęło.* - pomyślał nim narkotyk uderzył go całą swoją mocą. Zażyta dawka była największą jaką w swoim życiu spożył. Nie wiedział co go czeka, ale wiedział, że będzie to coś niepowtarzalnego.
28.02.2016, 14:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stara chałupa
#22

~ MG ~

Cóż za znamienite przywitanie to było! No i niestety na tym kończył się twój pobyt tutaj. Znaczy wiesz, byłeś sobie, ale po zażyciu dawki tym świecie kolejnej... Po prostu odleciałeś nieprzytomny, a przynajmniej Tobie się tak wydaje. Cała przygoda z tym miejscem została zakończona, czas ruszyć dalej poznać kolejny... Wymiar? Tak to chyba może być dobre określenie tutaj. Znowu chwila ciemno, po czym ponownie ten szary pokój czym się różnił? A no tak tym razem do wyboru posiadałeś tylko dwa portale. Doprawdy niezwykłe. Czyżbym miał przypominać jaki był pozostały wybór? Na prawdę tego chcesz? No dobrze niech Tobie będzie człowieku, którego opowieść w śnie, a właściwie w... Wizjach właśnie jest przedstawiana. Taa wizje to najlepsze określenie tego co przeżywał. Co prawda narkotyczne w śnie, ale jednak. Kto wie, może coś kiedyś okaże się prawda? Ten poprzedni sen wiadome było, że nigdy się nie spełni, ale może kolejne? Zobaczymy.


Więc tak. Opiszmy dokładniej twój możliwy wybór. Wcześniej może to był środkowy portal, którego już nie mamy, za to masz prawy z górami. Było wiele gór, w nich szlak po którym przechodzili różni ludzi, a także zamek w górach na samym końcu traktu. W górze też była jaskinia z której paliło się jasne światło, ale wyglądało na mroczne miejsce. Ogólnie padał tutaj śnieg, a także było dosyć chłodno. Luxter nigdy wcześniej nie widział śniegu, czyżby nie był tym zaciekawiony? W drugim portalu z lewej strony twojej widać było kanały i biegające szczury. Bardzo tam śmierdziało, niemalże dało się to odczuć z tej strony portalu. Zgnilizną jakąś czy czymś, nie wiesz do końca, ale to też nie jest najważniejsze. Wydawałoby się jak tylko ścieżki były bezpieczne tak aby nie dotknąć tego czym były wypełnione owe ścieki. Nie przypominało to wody, a wręcz kwas. Jedno dotknięcie i nasza postać ot co nie żyje. Więc co wybierze Luxter?
28.02.2016, 15:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stara chałupa
#23

Czuł to, czuł to całym sobą. Lekkie drżenie całego ciała, ekscytacja, karuzela barw, ciemność. Co to będzie tym razem? Jaki nowy, piękny świat zajmie miejsce szarej rzeczywistości? Co za wspaniałe chwile w swoim własnym niebie przeżyje Luxter? Na pewno nie spodziewał się tego. Wrócił. Ale nie do Azaratu, nie do May'Hela, nie na swoją zakrwawioną pryczę, nie. Wrócił do tego dziwnego, szarego pomieszczenia, w którym był już wcześniej. Dlaczego znowu się tu znalazł? Jaki to wszystko miało sens? Co on tu miał tak właściwie zrobić? Nie wiedział.
Postanowił rozejrzeć się dokładniej po tym pokoju. Ruszył w przeciwnym kierunku niż wodnych portali, których pozostało tylko dwa. Szukał jakichś drzwi, jakiegoś innego wyjścia. Nie miał zamiaru wchodzić do kolejnego portalu i to z dwóch powodów. Po pierwsze: nie podobały mu się pozostałe opcje, po drugie: spodziewał się, że to wszystko się skończy gdy zajrzy już we wszystkie przedstawione mu miejsca. A tego nie chciał, nie chciał by to się skończyło. Z drugiej strony nie zamierzał spędzić całej wieczności zamknięty w tej celi. Oglądał ją dokładnie, starał się przyjrzeć tajemniczemu światełku podwieszonemu u sufitu. Jednym słowem szukał czegokolwiek co mogło być jakąś wskazówką na temat sytuacji w której się znalazł.
Jeśliby mu se to nie udało to postanowił wybrać portal z górami. Podobnie jak poprzednio za pomocą myśli dokonał swojego wyboru, tym razem jednak podszedł i dotknął dziwnego, wodnego portalu. Ciekawość w nim zwyciężyła: czy to cokolwiek zmieni? Czy można go dotknąć? Jaki jest w dotyku? Musiał spróbować, po prostu musiał.
28.02.2016, 15:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stara chałupa
#24

» MG «

Miejsce: Chata uzdrowiciela May-Hel'a - Wnętrze
Pogoda: Chłodna, pustynna noc pełna gwiazd.
Od czasu do czasu wieje lekki wiatr.
SOUNDTRACK

istyk stał w pomieszczeniu wykreowanym przez własną wyobraźnię. Ponownie przyszło mu wybrać "drzwi", tylko gdzie tym razem mogłyby go zaprowadzić? Stojąc tak, wokół niego wezbrała się gęsta mgła. Tracił powoli koncentrację, myśli zaczęły robić się wyblakłe aż... Stracił przytomność. Ostatnie co zarejestrowała jego pamięć, to siebie stojącego naprzeciw drzwi a za nimi mroczna moc. Moc, z którą wcześniej walczył.
Do nozdrzy Luxtera zaczynały docierać znane zapachy. Mieszały się między sobą, tworzyły przyjemną woń. Coś zupełnie jakby jakaś pieczeń, albo coś podobnego. Mógł także wyczuć zapach palonego drewna. "Ktoś wędzi jakieś mięso". Wraz z tą świadomością, jego uszu doszło głośne chrapanie. Otworzył z wolna powieki widząc szary sufit, a gdzieś niedaleko niego, podwieszone gryzonie. Prawdopodobnie zostaną później upieczone.
- Hoho! Więc w końcu się obudziłeś? - Powiedział May'Hel obracając kozi udziec w piecu, w którym prawdopodobnie także gotował różne specyfiki. Spojrzał na mistyka swoim bystrym, chodź zwariowanym wzrokiem. Przejechał dłonią po bujnej brodzie, wskazując miejsce niedaleko siebie. Znajdowało się tam wysłużone, ale wciąż wygodne siedzisko przypominające dużą, wymyślną pufę. Miała barwę zgniłego, zielonego jabłka.
- Jeśli masz siłę, to siadaj tam. Zaparzę ci ciepłej herbaty z ziołami a potem porozmawiamy. - Wyjaśnił zajmując się składaniem swoich ziół w różnych sakwach, a także przelewaniu wywarów do buteleczek. Krzątał się chwilę po pomieszczeniu. Chata May-Hel'a była całkiem duża. Miała dwa piętra, na parterze znajdowali się pacjenci, którymi zajmował się w pierwszej kolejności. Sześć łóżek rozstawionych w odległości jednego metra od siebie i osłoniętych starymi szmatami. Po drugiej stronie pomieszczenia widniał stary, żelazny piec, którego uzdrowiciel używał zarówno do pieczenia różnych rzeczy jak również gotowania swoich leków. Po lewej stronie od pieca widniały drewniane schody, prowadzące na pierwsze piętro, a za nimi właz do piwnic. Po prawej duży drewniany stolik ze słoikami a nad nim pułki z lekarstwami. Obok można było dostrzec zawiniątka różnych roślin leczniczych. Niedaleko pieca był mały drewniany stoliczek oraz dwie zielone pufy plus krzesło.
Pierwsze piętro należało do pacjentów z chorobami zakaźnymi, zaś ostatnie, jeśli wierzyć opowiastkom, było laboratorium May-Hel'a.
- Strasznie bredziłeś, kiedy tutaj przyszedłeś. Miałeś jakieś dziwne omamy mój drogi. Dostałeś ode mnie wywar stworzony na bazie buzskum. Szybko cię położył do łóżka. Obrażenia jakie otrzymałeś w walce nie powinny już boleć, jednak możesz czuć się ospały przez wywar. Poza tym nie zdziwiłbym się, gdybyś czuł bóle głowy. To normalne. Za ten czas, kiedy spałeś, zszyłem twoje rany i posmarowałem specjalną maścią okolicę skroni. Nie dotykaj się tam! Nie zdążyłem jeszcze obandażować twojej głowy. Za bardzo się wierciłeś w śnie. Nieokrzesany w gościach i nieokrzesany w śnie. Ech... Praca uzdrowiciela to czasami istna katorga. - Powiedział mierząc wzrokiem mistyka, co było przy okazji dość kłopotliwe, gdyż May-Hel'owi jedno oko spierdalało na lewo, czego zapewne sam nie był świadom.
- Jak się czujesz? Boli cię głowa? Kontaktujesz w ogóle? Można już z tobą porozmawiać? Co ci się śniło do jasnej cholery... - Westchnął ciężko dając do zrozumienia, że ostatnie godziny z Luxterem były dla niego wyjątkowo kłopotliwe.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







01.04.2016, 23:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stara chałupa
#25

Rozmywający się powoli obraz nie był dla mężczyzny niczym nowym - a już na pewno nie po zażyciu porcji Buzskumu. Tym razem jednak poczuł coś dziwnego, przerażającą moc, nie z tego świata, demoniczną. Nie zapamiętał jednak ten informacji, wyrwany z transu z trudem otworzył ciężkie powieki. Obudził go apetyczny zapach pieczonego mięsiwa, a wrażenia ostatniej nocy ustępowały miejsca dzisiejszym potrzebom - czuł głód. Ciszę niczym potężny grzmot przerwało pytanie starca.
Twarz Luxtera wykrzywiła się w grymasie bólu gdy bębenki jego uszu zostały nagle zaatakowane. Podświadomie zakrył dłońmi uszy w podstawowym instynkcie obronnym - to był duży błąd. Przed krótką chwilę poczuł pod palcami prawej dłoni lepką maść, a chwilę później ból jakby tysiące igieł zostały wbite w jego głowę. - Aaaaał!!! - głośny okrzyk mimowolnie wyrwał się z jego ust. Nadal lekko zdezorientowany teraz został przytłoczony przez ból, minęło dobrych kilkanaście sekund nim mógł z powrotem postrzegać otaczającą go rzeczywistość. Wyłapywał pojedyncze słowa, które kierował w jego stronę May'Hel.
Siedział dalej na swoim łożu niezdolny się ruszać. Setki ran ciętych "zdobiących" jego plecy przypominały o sobie przy każdym ruchu, toteż mężczyzna starał się zamrzeć w bezruchu. Rozglądał się jedynie po domostwie gospodarza. Dawno go tu nie było, pamiętał mniej więcej układ pomieszczeń lecz kilka szczegółów było dla niego nowością. - Co mi się śniło? - powtórzył cicho po starcu jakby sam zastanawiał się ile z tego co przeżył w ciągu ostatniej doby wydarzyło się naprawdę.
05.04.2016, 22:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stara chałupa
#26

» MG «

Miejsce: Chata uzdrowiciela May-Hel'a - Wnętrze
Pogoda: Chłodna, pustynna noc pełna gwiazd.
Od czasu do czasu wieje lekki wiatr.
SOUNDTRACK

iewyraźne dźwięki docierały zza kotar najdalej oddalonych od Luxtera. Przywodziły na myśl agonalne stękania bardzo chorych ludzi. Z drugiej strony uszu mistyka docierał dźwięk tańczącego ognia, którego drobne wybuchy iskier dodawały niejako klimatu domu, w jakim obecnie się znajdował. May-Hel spojrzał na pozbawionego ruchu mistyka, podszedł bliżej z drewnianą michą pełną jakiejś strawy i drewnianą łychą. Położył ją na małym drewnianym stoliczku, obok łóżka Luxtera, który bardziej przypominał mały podest niż stolik, gdyż był niższy od samego łóżka. Wrócił się, przyciągnął za sobą drewniany taboret i usiadł przy Luxterze w ciszy, śledząc oczami jego rany i zachowanie. Gładził cały czas swoją brodę wyraźnie dumając nad czymś.
- Sam chciałbym wiedzieć jakie dziadostwo ci się śniło. Chętnie przeprowadziłbym sekcję twojego ciała żeby poznać tę jakże dziwaczną chorobę zwaną potocznie "Jestem Posejdonem". A przynajmniej tak ją nazwałeś, bo krzyczałeś i wierciłeś się zupełnie jakbyś lunatykował lub był pod wpływem jakiejś iluzji, czego też nie mogę wykluczyć. W każdym razie, bier michę i jedz. Ciepła strawa zawsze pomaga. Nawet jeśli nie wyleczy ran, to poczujesz się lepiej. - Wyjaśnił wybuchając śmiechem. Parę chwil później uspokoił swoje dowcipne zapędy, które specjalnie śmieszne nie były. Uzdrowiciel przyniósł mistykowi wywar przypominający herbatę. Tyle, że nie pachniała specjalnie dobrze i była nafaszerowana różnymi ziołami, które uzdrowiciel tworzył. Jednego Luxter mógł być pewny. May-Hel zna się na rzeczy, więc tym lepiej dla niego, całkowicie oddać się leczeniu niż rzucać wszelkimi przeciwwskazaniami.
- Brutalnej walki uświadczyłeś. Przebadałem cię na tyle ile dałem radę więc nie mam stuprocentowej pewności, że nie nabawiłeś się jakiejś choroby lub nie połamałeś czegoś. Teraz, kiedy jesz strawę i można z Tobą nawiązywać jakąkolwiek komunikację, obejrzę wszystkie obrażenia. Nie wierć się. - Powiedział głosem nietolerującym sprzeciwu. Mimo, iż był świrnięty, miał swoją straszną naturę, jak chyba każdy uzdrowiciel, którego nie słucha pacjent.
Najpierw May-Hel obejrzał ranę, na której położył wcześniej maść. Parsknął poirytowany, że maść została rozproszona. Wstał, poszedł po coś, wrócił z małym kubeczkiem. Otworzył go, nabrał dziwnej zielonej mazi i posmarował nią głowę Luxtera. Następnie wyciągnął z brązowej sakwy przewieszonej przez jego ramię, bandaże. Owinął nimi głowę pacjenta i przesunął się na tyły, dokonując oględzin zszytych ran. Pokiwał zadowolony głową, klepnął mistyka w ramię co mogło go oczywiście zaboleć, po czym wstał i przyznał w eter.
- Kurde. Dobry jestem. - Co prawdopodobnie było odniesieniem do założonych szwów.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







17.04.2016, 16:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stara chałupa
#27

Poraniony mężczyzna powoli dochodził do siebie. Rozmyte wizje mieszały się z krótkimi, chaotycznymi urywkami wspomnień z poprzedniej nocy. Wszystko układało się w logiczną i spójną całość, którą Luxter po kolei umieszczał na osi czasu ostatniej doby. Siedział na swoim łóżku w bezruchu tępo gapiąc się w trzaskający ogień pieca. Z tych ponurych rozważań wyrwała go postawiona nieopodal strawa. Bez wahania sięgnął po postawioną porcję i łakomie rzucił się na nią. Przytłumiony ból pleców przypomniał mu tylko, żeby obchodził się ze swoim ciałem ostrożniej. Luxter mimo uszu puszczał kierowane w jego kierunku słowa o sekcji jego zwłok czy domniemanych iluzjach. Po raz kolejny instynkt wziął górę nad rozumem i skupił się na pochłanianiu ciepłej strawy.
Gdy wreszcie zjadł odetchnął z wyraźną ulgą. Przyjemne ciepło rozpływało się po jego organizmie a on sam niemal dosłownie czuł jak powracają mu siły. Wreszcie zmusił się do skoncentrowania się na postaci May-Hel'a. - Brutalna walka, ha, dobre sobie. - próbował się zaśmiać lecz wyszedł mu jedynie przeciągły jęk spowodowany poobijanymi żebrami. - Zabiłem to, rozumiesz?! Zabiłem... zabiłem... zabiłem... - ostatnio słowo powtarzał coraz ciszej niczym mantrę. Przypomniał sobie finał tego boju o własne życie. Dawno się już pogubił ile razy stawiał na szali swój żywot, ale tego nie dało się porównać z niczym innym. Przed oczami mrugały mu na przemian obrazy z ostatniej walki oraz z tej pamiętnej nocy, kiedy wraz z liczną grupą współwięźniów zostali skazani na najokrutniejszą śmierć, na tę okrutną rzeź wykonaną przez to demoniczne plugastwo. Nie, tych stworów z pewnością nie dało się porównać z niczym innym.
Po raz kolejny powrócił do obecnej sytuacji. Starzec oglądał jego zranienia i prawdopodobnie był równie zdziwiony jak sam badany, że udało mu się przeżyć. Luxter po raz kolejny syknął z bólu gdy starzec obwiązywał bandażem najgorszą ranę z tyłu jego głowy. Klepnięcie w ramię było przy tym niemalże delikatnym łaskotaniem. - Ten staruszek... On o tym wszystkim wiedział. - przypomniał sobie poznaną postać która poprzez ręce Luxtera dokonała zemsty na potworze tuż przed tym nim wyzionęła ducha. Leżący nieopodal słomiany kapelusz był teraz jedynym śladem po jego egzystencji. - Kiedy będę wyleczony? - rzucił bez ogródek w stronę medyka. Zawsze wyglądało to tak samo: Luxter albo sam przychodził albo został tutaj przynoszony, później doświadczał, zwykle bolesnego, procesu leczenia ze strony May-Hel'a, a następnie opowiedziawszy nową historię tłumaczącą w jaki sposób tutaj znowu trafił wychodził z powrotem na ulice Azaratu... a przynajmniej do ich kolejnego spotkania.
17.04.2016, 22:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stara chałupa
#28

» MG «

Miejsce: Chata uzdrowiciela May-Hel'a - Wnętrze
Pogoda: Chłodna, pustynna noc pełna gwiazd.
Od czasu do czasu wieje lekki wiatr.
SOUNDTRACK

ay-Hel obserwował jak jego strawa wraz z podanym w kubku lekiem, znikają w zastraszającym tempie. Kiwnął lekko głową wyrażając swoją aprobatę. Wyciągnął zza pasa długą, finezyjnie zdobioną fajkę zakończoną metalowym obiciem, na którym było coś wygrawerowane. Z daleka grawer przypominał runy, których zwykle używa się w Azaracie lub przez samych mistyków do zakładania barier oraz pułapek runicznych. Sięgnął na stolik opodal swoich medykamentów, niedaleko kominka, zabrał jakieś zawiniątko, a potem pośpiesznie złożył zioło z tytoniem wrzucając go do fajki i odpalając. Zaciągnął się, a następnie z błogim spokojem wydmuchał dym tworząc okrąg. Wymalował coś w powietrzu i szepnął jakąś krótką modłę. Kiedy padło pytanie dotyczące końca leczenia, zaciągnął się raz jeszcze odwracając wzrok w kierunku wyjścia.
- Kto to wie, kiedy twój organizm się wyleczy? Tego nie wiem nawet ja, ale w przybliżeniu do dwóch tygodni rany powinny ładnie się zabliźnić, o ile nie wdała się jakaś niechciana infekcja. Tylko, że dostałeś ode mnie w wywarze i strawie odpowiedni zestaw ziół, poprawiający odporność organizmu i przyśpieszający jego regenerację. Ból powinien minąć w ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin od zażycia lekarstwa a rany zaś do tygodnia winne pozwolić ci na zwiększony wysiłek. Tylko musisz obchodzić się ze sobą jak z jajkiem, póki nie zabliźnią się na dobre! Nie ma sensu ryzykować i je przypadkiem otworzyć lub pogorszyć ich stan przesadnym gimnastykowaniem się. Chociaż nie sądzę żebyś był w stanie swobodnie naciągać skórę na plecach, jednak gdyby cię korciło, to... Wiesz już jak może się to skończyć. Przedłużona rehabilitacja także wchodzi w pakiet nieostrożności. Moje leki uśmierzą ból na kilka dni. Przynajmniej mam taką nadzieję, u każdego inaczej działają lekarstwa. Jeśli ci się poszczęści, działanie leku zniknie, kiedy rany będą wystarczająco wyleczone i nie przyprawią twój organizm o niepotrzebny ból. Możesz tutaj zostać jeszcze z dzień... Może dwa. Wszystko zależy kiedy przetransportują mi pewien trudny przypadek z Sohanu. Jeśli się gdzieś spieszysz, to zapakuję ci kilka lekarstw na potem i możesz ruszać w drogę, ale jak wspominałem, musisz obchodzić się ze sobą naprawdę delikatnie. - Po obszernym wyjaśnieniu sytuacji, ponownie wypuścił z płuc dym. Położył fajkę na swoim stoliku a potem ruszył w kierunku kotar zza których dochodziły agonalne pojękiwania.
- A Ty czego mruczysz gamoniu?! Dostałeś tyle strawy i tyle przeciwbólowych, że zaraz Cię kopnę w dupę i polecisz do domu. - Rzucił poirytowany.
- Przejaaaadłem sie i brzuch mnie teraz boli. - Odpowiedział jakiś męski głos, brzmiący nie specjalnie inteligentnie.
- Na litościwą Ilhezin... Wypiermandalaj z mojej chaty! Zdrowy już jesteś skoro gadasz!


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







17.04.2016, 23:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stara chałupa
#29

Najedzony i opatrzony Luxter mógł wreszcie wysłuchać tego co May'Hel miał mu do powiedzenia. Wieści, które usłyszał dawały nadzieję na szybkie wyzdrowienie. Mężczyzna nie chciał marnować ani chwili, nie po tym co mu się przydarzyło. Jakże był naiwny sądząc że po całym tym treningu ze swoim mistrzem bez problemów uda mu się uporać z demonami. A tymczasem... tymczasem ledwo uszedł z życiem po spotkaniem z jednym.
- Kurwa - podsumował jednym słowem sytuację w której się znalazł. - Zostanę tu jeszcze dzień, a później ruszam w drogę - powiedział po chwili kalkulując swoje opcje. Bezwiednie wodził oczyma za gryzoniami zawieszonymi nieopodal. - Chciałeś wiedzieć co mi się przytrafiło? Pewnie domyślasz się co mogło mi zadać takie rany. - rzekł już spokojny. Chciał to z siebie wyrzucić, opowiedzieć to co naprawdę się tam zdarzyło.
- Zacznę od początku: wyszedłem na noc poza mury miasta. Wtedy myślałem, że to się inaczej skończy. Chciałem się sprawdzić. Znam okolice doskonale, zazwyczaj niewiele osób jest o tej porze na zewnątrz, ale tym razem było inaczej. Spotkałem jakiegoś staruszka, planował spędzić noc na zewnątrz. - opowiadał to beznamiętnie, jakby nie było w nim żadnych emocji. Słowa opuszczały jego usta i wędrowały w przestrzeń, a on sam zapatrzony w bliżej nieokreślony punkt mówił i mówił. - Piliśmy, piliśmy i to dużo. Nastał zmrok, wiedziałem że bramy są już pozamykane - nie było odwrotu. Nie musieliśmy długo czekać, wyczułem TO. Zebrał się wiatr, znikąd powstała niewielka burza piaskowa, a po chwili gdy tumany opadły zobaczyliśmy go. - w tym momencie urwał. Przed oczyma znowu przelatywały mu mieszające się obrazy. Przypomniał sobie hordy demonów, które wyrzynały jego współwięźniów wygnanych poza obrzeża w okrutnym akcie grupowej egzekucji. I to jak wtedy ledwo uszedł z życiem.
- Był cały czarny i jakby... w jakichś łuskach. Nieduży i ze szczerzącą się mordą. Wiedziałem, że cieszył się, że nas spotkał. Dobyłem swoich ostrzy i kazałem starcowi się odsunąć. Wiedziałem, że sekundy dzieliły nas od starcia. Adrenalina we mnie buzowała, umysł i zmysły się wyostrzyły pomimo mojego stanu upojenia. Czas zwolnił, świat się rozmywał - byłem skupiony tylko na tym czymś. To nie jest zwykła potyczka. Jest coś niezwykłego w tej chwili gdy stajesz oko w oko z tym plugastwem. Stoczyłem wiele pojedynków z różnymi przeciwnikami, ale to... to jest inne. Zło... mrok... ich żądza jest niemal namacalna. Nie da się tego z niczym porównać. - zaczął tłumaczyć. Przeżywał po raz drugi tamtą noc, przypominał sobie szczegóły, wyciągał wnioski.
- Wiedziałem że pragnął mojej śmierci, ale z drugiej strony nie spieszył się. Po prostu stał w miejscu i się na nas patrzył, a później wskazał na mnie palcem jakby chciał powiedzieć, że nadchodzi i żebym się przygotował. Lekceważył nas, pewnie wiele ludzkich istnień wcześniej już wymazał. Był bardzo szybki, a do tego silny i panował nad powietrzem. Zaskoczył mnie pierwszym atakiem, miotając mną niczym szmacianą lalką. Już wtedy mógł mnie zabić. I wtedy zrozumiałem: zamierzał to przeciągać, bawić się z nami, napawać się naszym strachem. Nie chciał nas po prostu zabić, chciał żebyśmy cierpieli, żebyśmy uświadomili sobie, że jesteśmy bezsilni. To był jego błąd. - opowiadał powoli przebieg całej walki. Starał się poukładać sobie wszystko w głowie i nie pominąć żadnego szczegółu, który mógłby się okazać kluczowy przy kolejnym spotkaniu z tymi potworami.
- Przeszedłem do kontry, cisnąłem w niego moją błyskawicą a później zaszarżowałem atakując ostrzami. Cięcie doszło celu, wtedy wiedziałem, że przynajmniej krwawią. O ile można tę breję nazwać krwią - rzekł po czym wskazał na zaschnięte plamy pokrywające w znacznej mierze jego ubranie. - To było ważne, wiedziałem, że mogę go zabić. I on też wtedy się dowiedział. Skończył zabawę, w jednej chwili oboje zdaliśmy sobie sprawę że każdy może wykończyć drugiego - walka zmieniła wymiar. Znowu magią cisnął mnie w powietrze, lecz z mniejszą siłą i nie zadał mi poważnych obrażeń, ale nie dlatego że nie mógł, po prostu nie to było jego celem. Nim wstałem stworzył tę wielką kulę... Nie miałem wątpliwości, że nie przeżyłbym tego ataku. Cisnąłem kolejnymi błyskawicami, niemal równocześnie gdy on rzucił kulą we mnie. Nawzajem uniknęliśmy swoich ataków, lecz jego kula dodatkowo wybuchła szatkując moje plecy. - w tym momencie poczuł wyimaginowany ból setek rozcięć, które wtedy powstały.
- Lecz nie było czasu na słabość, rzuciliśmy się ponownie na siebie. Kolejne cięcia trafiły demona w bok, który z kolei uderzył mnie w twarz. Oboje odlecieliśmy po tym wzajemnym ciosie, oboje z każdą chwilą słabliśmy. Został mi ostatni atak, wystrzeliłem do przodu w desperackim ataku przebijając serce potwora, który w agonalnym akcie trafił mnie pięścią koło skroni. Od razu po tym zemdlałem. Starzec mi pomógł i dzięki niemu nie umarłem wraz z tym potworem na tej przeklętej pustyni. Później przyszedłem tutaj. - skończył wreszcie tłumacząc pochodzenie swoich ran. Był już zmęczony, a do tego najedzony, postanowił się więc zdrzemnąć. Następnego ranka zjadł jeszcze posiłek, zabrał lekarstwa od May'Hela i ruszył na ulice Azaratu. Miał zamiar udać się do swojego mentora i opanować nową zdolność. Tym razem o wiele potężniejszą od poprzednich by mieć szanse w walce z tym plugastwem.
28.04.2016, 15:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stara chałupa
#30

» MG «

Miejsce: 1. Chata uzdrowiciela May-Hel'a - Wnętrze
2. Miasto Azarat ???
Pogoda: Po rozmowie nadszedł upalny dzień,
taki jak zwykle w pustynnym mieście Azarat. (Rano)
PUSTYNNY SOUNDTRACK

ozmowa z uzdrowicielem skończyła się na opowieści Luxtera. May-Hel nie dodał potem już nic więcej od siebie. Wysłuchał do końca, zmarszczył brwi i pozostawił resztę bez komentarza. Nie było potrzeby mówić czegokolwiek więcej ani okazywać skruchy nad kimś, kto swoje przeżył, jest twardym wojownikiem i wie na co się porywa. Co więcej... Sam uważał, że mężczyźni czasami nie muszą nic więcej sobie przekazywać, bo potrafią doskonale zrozumieć się wzajemnie bez słów. To była taka chwila. Wiedział dobrze, że nie ma potrzeby dopytywać o szczegóły, tym bardziej rozdrapywać to co się wydarzyło i się nie "odwydarzy". Usłyszał wystarczająco dużo, weźmie pod uwagę to czym obrażenia na ciele mistyka były spowodowane i postara się ulepszyć swoje lekarstwa. Poprawić własne rzemiosło. W gruncie rzeczy dlatego zapytał Luxtera co mu się stało. Wyjaśnienia będą informacją-wskazówką dla nowych medykamentów.
Następnego dnia, uzdrowiciel spakował w zawiniątko specjalną maść, którą mistyk będzie musiał smarować swoje obrażenia za każdym razem, kiedy go zabolą. Wyglądała jak zielona, zmielona papka, ale tym samym była pewnikiem, że będzie działała zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Było jej na tyle żeby przetrwać najbliższe dwa tygodnie o ile będzie się jej używało z głową i bez nabierania zbędnego nadmiaru. Następnie pożegnał swojego pacjenta i wrócił do leczenia innych schorowanych.
Światło dnia na moment oślepiło mężczyznę, a chwilę potem dotarła do niego upierdliwa temperatura. Woń miasta... Smród mieszał się ze świeżym powietrzem. Zapachy mogły chwilowo zniesmaczyć każdego, kto je poczuł. Trzeba było dobrej chwili aby nozdrza przyzwyczaiły się do zapachu.
Droga od domku prowadziła przez ulice zapełnione straganami z różnymi rzeczami. Od owoców importowanych z innych części Atarashii po tutejsze ubrania: tuniki, turbany, ozdoby. W prawdzie jeszcze nie zaczęła się godzina przesytu ludzi, jednak było ich na tyle żeby zdać sobie sprawę z problemów wynikających z każdej zwłoki. Czas grał na niekorzyść, jeśli Luxter zamierzał w miarę szybko odnaleźć swojego mentora. Co więcej, od temperatury rany zaczęły lekko pulsować. Nie bolały, ale przyprawiały o upierdliwe uczucie. Kiedy słońce osiągnie zenit, zacznie się prawdziwa katorga. Na północ od chaty May-Hela znajduje się Brama Życia, zaś na południe Brama Śmierci. Obie są teraz otwarte i wpuszczają do środka karawany kupieckie. Na północny zachód znajduje się Posterunek, gdzie możliwe będzie spotkanie mentora Luxtera lub ewentualnie w pałacu znajdującym się w sercu miasta, za Wielkim Bazarem.

//: Tyle opisałem, jeśli chcesz pchnąć Coś do przodu musisz napisać więcej. Niestety nie mogę prowadzić Luxtera, bo to Twoja postać więc w dalszym ciągu stoisz przed domem uzdrowiciela, ale sądzę, że powolutku a rozkręcisz się na tyle żeby śmigać bardziej odważnie do przodu. Pamiętaj, że ja Tworzę jedynie świat i otoczenie dla Ciebie, jeśli liczysz na time skipy z mojej strony żeby posunąć akcję, to ich nie będzie bez Twojej wiedzy. Możesz zawsze zostawić mi pod postem swój komentarz z informacją, gdzie chciałbyś się udać, co zamierzasz zrobić, uzyskać. Wtedy poniekąd mogę Twoją postać ruszyć za Ciebie w swoim poście.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







30.04.2016, 15:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna