Gospoda "Pod stołem"
#1

Jedna z paru gospód rozrzuconych w Varengardzie, mieście wojowników i najemników. To zdanie powinno właściwie przedstawić ją w całości. Łatwo bowiem można się domyśleć, że mało który publicznie dostępny przybytek nie przesiąkł do cna zapachem piwa tudzież innych trunków, czasem nawet i... mniej atrakcyjnych cieczy, mniejsza o nie. Nietrudno jest też wydedukować, że w takim mieście umeblowanie podobnych budynków zazwyczaj nie jest zbyt bogate - to z powodów takich, że momentalnie można byłoby stracić majątek już po pierwszym dniu pobytu pewnych bywalców. Bo i owszem, czasem zdarzy się grupa zgranych, dzielnych mężów z honorem. Innym jednak razem do karczmy zajdzie grupka zawadiaków i awanturników, popiją trochę i, no, jakoś to tak samo wychodzi. Meble są dębowe i solidnie wykonane, trudne do zniszczenia, aczkolwiek nadal pozostaje więcej pustej przestrzeni, niźli urządzonej. Z bardzo prostego powodu - podłogę trudniej zniszczyć, niż krzesło. Z drugiej strony - można mówić również o błędzie gospodarza, gdyż czasem sprzeczka idzie właśnie o wolne miejsce przy stole.
Gospoda "Pod stołem" nie ma najgorszej reputacji (w okolicy wręcz pozytywną - gdy żona słyszy na pytanie typu "GDZIEŚ TY BYŁ CAŁĄ NOC?" odpowiedź "pod stołem", wzdycha uspokojona), jest właściwie może trochę ponadprzeciętna w tych stronach, choć standardy są oczywiście niższe, niż na kontynencie. Pozytywy - nie śmierdzi tu fekaliami i względnie rzadko występują tu burdy dzięki dwóm dzielnym wykidajłom. Naprawdę rosłym, wielkim chłopom. Nie wahają się nawet na chwilę przed wywaleniem kogoś na zbity pysk, ale dokonują też względnej selekcji przy wchodzeniu. Dla samotnego podróżnika wyglądającego na takiego, który mógłby spowodować zamieszki, najlepszym rozwiązaniem będzie po prostu posłuchać rady tych mężczyzn i nawet nie próbować wchodzić. Natomiast, jeśli chodzi o nazwę gospody - nie bywa myląca. Często bywalcy słaniają się na nogach, nawet i tych czterech drewnianych, jeśli dorwą się do miejsca siedzącego.
Sam gospodarz również jest niczego sobie. Był dawniej najemnikiem, a gospodę odziedziczył podobno po babce, która dożyła bardzo sędziwego wieku. Z powodu straconej nogi (chodzi z drewnianą protezą) porzucił los poszukiwacza przygód, ale większość twierdzi, że i tak lepiej z nim nie zadzierać. I mają doskonałą rację. Zresztą, niejeden mężczyzna który wypił za dużo z karczmy po prostu nie wyszedł, gdyż zapomniał się i klepnął w tyłek kelnerkę. Padał chwilę później z toporkiem w głowie, rzuconym przez barmana. Tak, kelnerka to jego córka. A i ona czasem uprzedziła ojca zręcznym ruchem chociażby kufla, jaki niosła.
W przeciwieństwie do podobnych przybytków karczma nie ma drugiego piętra, lecz sporą piwnicę, podzieloną na pokoje do spania, korytarz i składzik trunków (gdyby te pod ladą się skończyły, a niejednokrotnie się to dzieje czasem w ciągu dnia). Na górze półek na ścianach nie ma, tak samo jak żadnych szafek, stoją jedynie dwa stoliki i osiem krzeseł, a na środku spora przestrzeń wystarczająca, by klapnęło tu trochę ponad tuzin osób (co zwykle robią, siadanie na podłodze jest tu czymś zupełnie normalnym). Z kolei dwa metry niżej umeblowanie jest już bogatsze, a dziesięć pokoi - całkiem przytulnych. Ceny pożywienia i picia są całkiem zwyczajne jak na przeciętną gospodę, nocleg jednak czasem przekracza 6 srebrnych smoków za noc.

***

Iscar długo nie musiał szukać. Gospoda była blisko centrum miasta, właściwie trafił do niej sam, dostrzegając wymowny szyld (przedstawiający upitego człeka, leżącego - a jakże by inaczej - pod stołem). Niejednokrotnie ludzie mierzyli go podejrzliwymi spojrzeniami. Nie było to jednak wcale dziwne i nie musiało oznaczać tego, że nie są zbyt pozytywnie nastawieni do mnichów. Same oczy i siwe włosy młodego człowieka przedstawiały go jako postać specyficzną, a więc taką, która niezbyt mogła się wpasować w tłum. Nie napotkał na szczęście na żadną wrogość, póki co - nie było patrolu pijanych rozbójników, nie było grupy cwaniaczków, czatujących na samotnie idącą sakwę, panował względny spokój. A może nie spotkał ich, bo woleli go unikać? Jakkolwiek by nie było, do przybytku został wpuszczony bez większych problemów - jeden z ochroniarzy po jakichś minutowych oględzinach chyba stwierdził, że może go wpuścić. Aczkolwiek cały czas miał go na oku.
Wewnątrz było może z sześć osób, wszystkie przy stolikach, każdy był rosłym mężczyzną, a u pasa każdy jakieś przedłużenie ramienia miał. Gospodarz spojrzał na przybysza, ale nie mówił nic, póki ten nie podszedł. Podsumowując - ani śladu znajomej twarzy.
18.01.2015, 21:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#2

Z Plac ćwiczebny

Dotarcie do miasta nie sprawiło problemu, było to bowiem zwykłe schodzenie po schodach. Jednakże problemem okazało się znalezienie gospody. Wiedział, że jest ich kilka w mieście, jednakże która to "Pod stołem"? Od wielu lat nie był w tym miejscu a i tak nie pamiętał zbyt wiele, jako dziecko nie nawykł chodzić od karczmy do karczmy i upijać się jak mieli to w zwyczaju dorośli. Los, bo na pewno nie bogowie, musiał mu sprzyjać, bowiem jednak dosyć szybko odnalazł odpowiedni budynek. Zupełnie przypadkowo. Uznał to za dobry znak. Zbliżając się do gospody zastanawiał się kogo przedstawia wymowny szyld, wolał jednak nie pytać. Varengard było miastem wojowników i za głupie pytania można było czasami napytać sobie biedy.
- Ekhm. - odchrząknął gdy jeden z mężczyzn przy drzwiach przyglądał mu się dłuższą chwilę i podziękował skinieniem głowy gdy go przepuścił. Będąc w środku, omiótł salę spojrzeniem, lecz nie zobaczył nic co mogło by go zainteresować, podszedł więc do gospodarza.
- Dobry człowieku, szukam mężczyzny o imieniu Garius. Zwykł tu sypiać. - powiedział spokojnie, lecz po chwili dotarło do niego, że mężczyzna mógł go pamiętać. W pamięci miał odległe wydarzenie, gdy Ragg zabrał go do miejsca "pod stołem" w celu załatwienia handlowych spraw. Wtedy nie miał pojęcia że karczma tak się nazywa, cały czas, w swej dziecięcej naiwności myślał, że wejdą pod stół. Zdjął więc kaptur i zsunął materiał z twarzy ukazując swe oblicze. Minęło co prawda 17 lat, ale komuś mógł zapaść w pamięć białowłosy dzieciak Sary i Ragga.
- Powiedz mi też proszę - położył torbę na podłodze - czy łowczy Ragg, był tu dzisiaj. - posłał gospodarzowi uprzejmy uśmiech. Jeśli go rozpozna, to dobrze, sprawa powinna pójść szybciej, jeśli nie, to dobrze by było gdyby podał mu informacje o ojcu. Mógłby co prawda udać się do ich domu, lecz nie wiedział jak potoczy się sytuacja z owym Gariusem, którego miał tu spotkać.
18.01.2015, 22:22
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#3

MG

Mężczyzna przecierał ladę, nie wyglądając na szczególnie zadowolonego z powodu gościa w jego przybytku. Może wstał lewą nogą, czy coś. Spojrzał beznamiętnie na mnicha.
- Nie znam.
I tyle. Ni mniej, ni więcej. Przecierał jeszcze chwilę ladę, ale wrócił wzrokiem na Iscara. Spojrzał mu w oczy, popatrzył na jego sylwetkę.
- Ten Garius... Kumplujecie się? Znaczy, jeśli wygląda podobnie, jak ty, to nocuje tu jeden taki. - rzekł w końcu. O, czyli chyba jednak dobry znak, gospodarz może nie chcieć go zabić. - Ale nie wiem, gdzie łazi w dzień. A Ragg... Znasz starego Ragga? - wydawał się być odrobinę zdziwiony, choć ledwo dał to po sobie poznać. Ano racja, w końcu mimo wyprostowanej postawy i silnej budowy mnich nie do końca wyglądał na kogoś tutejszego. Właściwie to trudno było określić jego pochodzenie. Mimo wszystko, gdy Iscar zdjął kaptur i odsłonił twarz, mężczyzna zdawał się go nie kojarzyć. I nic w tym dziwnego, gdyż podróżom odpuścił jakąś dekadę temu, zatem najpewniej w życiu go nie widział. Choć niewykluczone, że są w mieście osoby, które pamiętają żółtookiego chłopca. Póki zaś Iscar nie odpowiedział na któreś z pytań, gospodarz nie rozwijał tematu. Cóż, może to po prostu mało gadatliwy typek.
18.01.2015, 22:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#4

Gospodarz mógł rzeczywiście nie znać Gariusa, lub znał i nie chciał powiedzieć. Czyżby tutejsza mentalność? Nie Iscarowi było oceniać, każda grupa miała swoje specyficzne zachowania. Jak chociażby mnisi Tenbou.
- Tak, wygląda podobnie. - odpowiedział, lecz nie miał co prawda o tym bladego pojęcia. Nie słyszał nigdy o żadnym Gariusie, a jeśli nawet, to nie przyłożył do tego zbyt dużej wagi. Cóż, skoro mistrz Rakob kazał mu go znaleźć, to to zapewne mnich, tak jak on.
- Oczywiście, że go znam - uśmiechnął się - Ragg i Sara to moi przybrani rodzice. - odpowiedział nie mając nic do ukrycia. Pamiętał jak pomagał ojcu przez dwa lata w pracy by zapewnić rodzinie lepszy byt. Nie odczuł wtedy, by rodzice wstydzili się tego, że jest mnichem. Wręcz przeciwnie, dzięki swoim zdolnością był bardzo przydatny i choć nigdy nie usłyszał tego bezpośrednio, czuł, że rodzice byli z niego dumni.
18.01.2015, 22:50
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#5

MG

- No to ta, przychodzi jak się ściemnia. Ale nie za dużo z nim gadałem... Pomaga mi czasem, jak się goście za bardzo rozszaleją. - odparł, kontynuując temat Gariusa. Gdy natomiast usłyszał o tym, że Iscar jest przybranym synem, zmarszczył brwi i cofnął nieco głowę. Facjata przybrała zdziwiony wyraz, ale zdawał się wierzyć na słowo. - Więc to ty?... Hm. Inaczej sobie ciebie wyobrażałem. Ale... taaak, Ragg o tobie wspominał. Powinieneś się z nim zobaczyć, chyba się dawno żeście nie widzieli. Akurat powinien wpaść za jakieś pół godziny, umówiliśmy się na kości. - powiedział gospodarz, który zdawał się nabrać trochę zaufania do przybysza. Cóż, może był naiwny, może jednak ojczym mnicha opisał go wystarczająco dobrze. A może karczmarz chciał po prostu sprawdzić reakcję, czy żółtooki zdecyduje się zatrzymać, czy może ucieknie? To też byłoby możliwe, w końcu bez bystrego umysłu czasem trudno przetrwać poszukiwaczowi przygód. Jednak o dawnym zajęciu gospodarza Iscar raczej nie wiedział. - Jak ty żeś się zwał? Ja jestem Sorg. - przedstawił się, podając dłoń. Co prawda mokrą od szmaty, ale gest jednak był święty.
18.01.2015, 23:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#6

Ucieszyła go informacja o tym, że Garius pomaga gdy są kłopoty. Lecz jednocześnie to pomogło być też przyczyną plotek, bowiem jeśli jeden z pijaczków został...uspokojony, mogło to urazić jego dumę i zaczął pleść różne głupoty. Iscar zanotował ten, warty sprawdzenia trop w pamięci.
- Nazywam się Iscar lub Is jak wolisz. - przedstawił się i wystawił dłoń w geście uścisku. Ręce miał silne i sprawne, więc uścisk będzie mocny i męski, lecz pozbawiony młodzieńczej rywalizacji, kto mocniej ściśnie dłoń drugiego - To zaszczyt poznać jednego ze znajomych mego ojca. - Ragg był dobrym człowiekiem, więc jego znajomi też mogli tacy być. Nawet jeśli zajmowali się pojeniem ludzi trunkiem. Jednak żadna praca nie hańbi, o tym trzeba pamiętać.
- Czy mógłbym poczekać tutaj na Ragga i Gariusa? - zapytał, nie uważał by był to problem, lecz nie wiedział jak zareaguje Sorg. Szacunek nakazywał też, by zamówił coś do picia, lecz jako mnich powinien wystrzegać się alkoholu.
- Oraz czy mógłbym dostać coś ciepłego do zjedzenia? - miał swoje skromne zapasy, lecz zawszę będzie lepiej postrzegany, jeśli da Sorgowi zarobić, przynajmniej taką miał nadzieje.
18.01.2015, 23:39
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#7

MG

Uścisk dłoni był bardzo silny, ale jednocześnie zwyczajny - po prostu w zwarcie weszły dwa silne ramiona, bez jednak jakiejś rywalizacji, czy czegoś podobnego. Karczmarz parsknął basem na kwestię po przedstawieniu się Iscara. - Daj spokój tym uprzejmościom, mów do mnie po ludzku. - i chyba się pod nosem uśmiechnął, tak by się mogło wydawać. Wydawał się być całkiem sympatyczny i nieszczególnie mieć coś przeciwko mnichom.
- Pewnie. Przecież od tego są gospody. - odparł oczywistością. Chciał chyba dodać, żeby młodzik nie wszczynał burd, bo już otwierał usta. Przynajmniej tak by się wydawać mogło, bo co innego mógł dodać niezbyt rozmowny gość? Ale nie odezwał się jednak. Zrozumiałe - w końcu gdzie by tu mnich zwady szukał.
- No jasne. Znaczy ten, źle się wyraziłeś. Dostać nie za bardzo. Ale jak masz jakąś monetę, to coś się znajdzie. - powiedział, bynajmniej mu nie chodziło o monetę z brązu. Jeżeli gospodarz oferował obiad za zaledwie jedną, srebrną monetę, to naprawdę drogo nie było. Wręcz przeciwnie, cena bardzo przystępna. - Tylko powiedz mi, co ty jadasz.
19.01.2015, 00:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#8

Uścisnął dłoń mężczyzny, był dosyć sympatyczny. Zastanowił się jednak czy inni goście karczmy będą równie mili i nie będą mieli nic przeciwko, temu, że zostanie. Nie przejmował się zbytnio ich przyjaźnią czy też awersją do jego osoby, lecz nie chciał robić awantur. Źle by to o nim świadczyło a miał przecież pracować na pozytywną reputacje mnichów. Obicie kilku ludzi z powodu głupiej sprzeczki skreśliło by jego misje na samym początku. Pozostawał więc czujny, nigdy nie wiadomo czy w takim miejscu nie dostanie się w tył głowy krzesłem lub butelką. Alkohol różne rzeczy robi z ludźmi, nawet z prawego męża może zrobić zapitą szmatę.
- Oczywiście, oczywiście. - zaśmiał się i sięgnął pod szal, pod którym wisiał ukryty mieszek. Wsunął tam dwa palce i zaczął gmerać. Mieszek był mały, lecz palce Iscara zręczne. Po chwili wymacał większą monetę i położył ją na stole. Jeden srebrny smok powinien zapewnić mu posiłek.
- Wystarczy mi zwykła zupa z odrobiną chleba. - odpowiedział. Nie miał wielkich potrzeb w kwestii żywienia, przynajmniej w tej chwili. W klasztorze też nie przesadzał jeśli o to chodziło. Jadł tyle ile potrzebowało jego ciało. Głodny też teraz nie był, lecz alkoholu nie miał zamiaru kupować.
19.01.2015, 00:38
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#9

MG

Gospodarz spojrzał na monetę, po czym wysunął szafkę i zsunął ją z blatu. Spadła, uderzając z brzdękiem o inne krążki.
- Ta. Czyli żadnych szczególnych życzeń. - skinął głową. - Córo, chodź no... - powiedział donośnym głosem, wołając kobietę wracającą akurat od jednego ze stolików. - Mamy jakąś zupę? - zapytał, a młoda, urodziwa blondynka skinęła głową. - Dla niego miskę, tylko podgrzej. I pajdę chleba jakąś.
Jakieś dwie minuty później wróciła, niosąc dla Iscara jego zamówienie.
- Chyba coś żeś przekąsił niedawno, że zupę tylko chcesz... Hm. Kiepski dziś ruch. - stwierdził Sorg, nie oczekując raczej odpowiedzi. Dla mnicha nie pozostało chyba nic innego, jak tylko iść gdzieś zjeść tę zupę - swoją drogą, wcale nie smakowała źle - i ewentualnie zapoznać się z tutejszymi, może poszukać jakichś informacji. Póki co nie wydawali się być szczególnie bojowo wobec niego nastawieni, jedynie rzucali mu niepewne spojrzenia, to było jednak zrozumiałe. Raczej nie było co się krępować.
20.01.2015, 01:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#10

Spoglądał to na Sorga, to na salę z mężczyznami. Może warto było by ich zapytać o to i owo by pozyskać jakieś przydatne informacje. Z drugiej jednak strony, jeśli jest wśród nich jakiś wichrzyciel, rozmowa może się skończyć awanturą a następnie mordobiciem. Spojrzał na córkę Sorga gdy podeszła, jednak bez specjalnego zainteresowania. W klasztorze nauczono ich jak panować nad ciałem i emocjami, poza tym, nie przepadał za blondynkami. Jedyna kobieta o blond włosach jaką poznał w życiu, to Sara, jego przybrana matka, więc w pewnym sensie każda blond-włosa białogłowa mu ją przypominała. Czekając na posiłek, odpiął pasy na swej piersi i zdjął płaszcz, po czym zwinął go w kłąb i wpakował do swej torby, która po zaciągnięciu sznura wyglądała teraz jak skórzana, wypchana kula. Wykorzystał także ten sam sznur i przywiązał torbę do kostura, który też po chwili znalazł się na podłodze.
- Dziękuje. - odpowiedział i wziął drewnianą miskę wraz z pajdą chleba od córki Sorga - Masz rację, jakiś czas temu jadłem. Cóż, poczekam w takim razie na Gariusa i Ragga. - wsunął stopę pod swój kij, po czym szybkim ruchem podniósł nogę, dzięki czemu broń podleciała do góry a Iscar zręcznym ruchem ją złapał i ruszył w stronę jednego ze stołów, gdzie siedziało dwóch mężczyzn.
- Będziecie mieli coś przeciwko jeśli się do was przysiądę? - spytał siadając na jednym z wolnych krzeseł. Kij położył na swych kolanach, by w razie czego móc go szybko dobyć. Jednak z perspektywy osoby postronnej mogło wyglądać tak, że kładąc tam, tak długą broń, stał się bezbronny, bowiem dosyć trudno operować czymś takim na siedząco. Ustawił się także tak, by Sorg dobrze go widział, by w razie burdy, zobaczył, że nie on ją spowodował. Nie miał zamiaru z nikim się bić, ale należało podewziąć pewne środki ostrożności gdyby któryś z tych mężczyzn okazał się wyjątkowo drażliwy.
- Słyszy się coś ciekawego w mieście ostatnimi czasy? - wesoło zapytał, przy czym dosyć głośno, by nie tylko przy jego stole było go słychać, jednak nie wydzierał się, po prostu podniósł głos. Porozrywał pajdę chleba na kawałki i powrzucał je do miski by nasiąkły zupą. Przyjacielskie pytanie, nie szczególnie skomplikowane, lecz słowa które wypowiedzą mężczyźni oraz sposób w jaki to zrobią, będą mogły mnichowi dużo powiedzieć w jego małym śledztwie.
20.01.2015, 01:47
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna