Gospoda "Pod stołem"
#31

MG

Ragg pokiwał głową, wstając z krzesła. Jakiś gość wszedł do gospody, lecz nie wyglądał na mnicha; z twarzy również go Iscar nie kojarzył.
- Nie no, nie ma sprawy. Powiem tylko Pazurowi, żeby cię wpuścił, jak zakołatasz jakoś w nocy. - powiedział Sorg. Pazur najpewniej był jednym z wykidajłów. Można było to wnioskować chociażby po tym, że odwrócił się, usłyszawszy tę ksywę.
- No, to my się będziemy zbierać. Do zobaczenia jakoś niedługo. - zagadnął ojczym Iscara, ściskając dłoń Sorgowi. Zaraz ten podał dłoń również i żółtookiemu.
22.01.2015, 21:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#32

Wstał i uścisnął dłoń Sorgowi, by zaraz po chwili sięgnąć po swą torbę i rozsznurować ją. Wyjął z niej płaszcz i zarzucił go na plecy po czym zapiął pasy na piersi i zaciągnął na głowę kaptur. Droga do domu nie była daleka, lecz noce bywają zimne a płaszcz dawał dużo ciepła dzięki podszytemu futru. Zaciągnął sznur przy swej torbie i przywiązał ją do kostura po czym przełożył go przez ramię i ruszył wraz z ojcem do wyjścia.

z/t do Sklep łowczego Ragga
23.01.2015, 04:24
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#33

Byłbym głupcem gdybym przed podróżą nie pociągnął porządnie z kufla. Wiedziałem, że wyprawa do Teolii może być dosyć wyczerpująca, zwłaszcza że niezbyt dobrze znałem drogę i musiałem się jakoś zorientować którędy dostanę się tam najszybciej. "Pod stołem" było dobrym miejscem na zdobycie takiej informacji, bo wielu gości tej knajpy zapewne często urządza wędrówki między dwoma największymi miastami na wyspie. Bywałem tu już kilka razy i nigdy nie udało mi się trafić na żadną awanturę, mimo że niekiedy po paru głębszych sam jej szukałem. Dzisiaj z kolei nie miałem ochoty na żadne atrakcje... Varengard już mi obrzydł i chciałem się stąd wyrwać jak najszybciej. Dojdę spokojnie, bez żadnych przeszkód do Teolii, udam się na brzeg, wsiądę na statek i przedostanę się do większego świata, w którym z pewnością będzie dla mnie dużo do roboty. Plan wydawał się być prosty, ale największą wadą planów było to, że lubiły nie wypalać już przy pierwszej części realizowania. Otarłem rękawem pot z czoła, odgarnąłem włosy z twarzy i poprawiłem sznur związany w pasie. Z torby na plecach wyjąłem trzy sztuki srebra, które według mnie powinny pokryć moje potrzeby aż nadto. Ostrożnie uchyliłem drzwi gospody i wszedłem pewnym krokiem nie oglądając się na pozostałych gości. Kierowałem się prosto w kierunku oberżysty mając już przyszykowane w dłoni trzy srebrne krążki, z którymi z żalem będę się żegnał, jednak wielokrotnie przyznawałem samemu sobie rozrzutność. Do kupowania trunków i informacji zawsze miałem otwartą sakiewkę, a i tym razem chodziło mi właśnie o te dwie rzeczy. Widząc oberżystę skinąłem lekko głową i podałem mu z miejsca przygotowane monety nie odzywając się póki co słowem. Wiedziałem dobrze, że rozpoczęcie od takiego gestu było najlepszym powitaniem i nie musiałem zbytnio nic więcej robić by zadowolić oberżystę. Musiałem jednak szybko podać powód mojej hojności, bo jeszcze uznałby to jako zapłatę za wejście.
Piwa, jeśli łaska. Muszę coś w siebie wlać przed wędrówką. - powiedziałem nieco ochrypłym głosem, który zaraz musiałem naprawić nieznacznym chrząknięciem. Czekałem cierpliwie na naczynie z trunkiem, którym mógłbym sobie przepłukać gardło, aby następnie móc wypytać karczmarza o jakieś wskazówki co do podróży. Wiedziałem, że najlepsze informacje zawsze można było pozyskać od właśnie oberżystów, zwłaszcza że ten też kiedyś był mieczem na sprzedaż. Musiał podróżować po całej wyspie i nawet jeżeli było to dawno to lepiej mieć przestarzałe informacje niż ich brak. W oczekiwaniu na piwo oparłem się o ladę i dopiero teraz zacząłem dyskretnie zerkać na wnętrze gospody próbując rozeznać się w jej wizytatorach. Może ktoś też wybiera się do Teolii i nie będzie mu przeszkadzało moje towarzystwo?
07.03.2015, 14:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#34

Karczma w dniu dzisiejszym była zaskakująco pusta. Trudno było określić powód dla takiego stanu. Mimo to, wszystkie krzesła były pozajmowane, a w pomieszczeniu roznosił się lekkim szum rozmów. Nie umywało się to jednak do wieczorów, gdy "Pod Stołem" było wypełnione po same brzegi i wciśnięcie palca byłoby sporym wyczynem.
Fakt ten dało się zauważyć po pracownikach. Dwójka ochroniarzy, którzy zazwyczaj uważnie obserwowali obecnych, wyszukując tych, którzy mogli mieć ochotę na jakąś burdę, teraz rozsiadła się leniwie na drewnianych krzesłach i olewając całą resztę świata, grali sobie w karty. Kelnerka, córka karczmarza, błąkała się po pomieszczeniu, aby być do dyspozycji gości. Nikt jednak niczego nie zamawiał, wszyscy mieli to, czego chcieli. Nawet sam właściciel tego przybytku, stojąc za ladą, jakoś tak niechętnie wycierał kufel, który trzymał w ręku. Zamyślone spojrzenie wbił w ścianę i nawet nie zwrócił uwagi na przybycie nowego gościa. Dopiero kiedy Akolita podszedł do niego i wyłożył z miejsca trzy srebrne smoki, karczmarz wyrwany z zamyślenia zerknął na Tehacella z roztargnieniem, a potem spojrzał pytająco na monety. Po krótkiej chwili dotarło do niego, iż gość zamówił u niego trunek. Chrząknął, odkładając kufel.
- Jasne. - Burknął tylko, zgarniając zapłatę. Co prawda piwo kosztowało mniej, postanowił jednak nie uświadamiać w tym przybyłego. Zresztą skądś chyba go kojarzył. Wyjął spod lady czysty kufel, a następnie podszedł do jednej z beczek umieszczonych na ścianie za jego plecami i zaczął nalewać zamówiony trunek
- A gdzie to się wybierasz? - Spytał cichym głosem, który przypominał trochę pierwsze oznaki burzy. Karczmarz wydawał się pytać jednie z obowiązku zabawienia gościa, bowiem nie wyglądał na szczególnie zainteresowanego planami Tehacella. Z drugiej strony nuda dzisiejszego dnia mogła sprawić, iż po prostu potrzebował otworzyć do kogoś gębę. Jakkolwiek jednak by nie było, dał Akolicie idealną okazję, aby spróbować dowiedzieć się czegoś na temat wędrówki do Teolii.
09.03.2015, 14:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#35

Nie ukrywam, że bardzo ceniłem dni, w które gospody nie były wypełnione po brzegi. Dzisiaj taki dzień ceniłem nad wyraz, bo miałem wszystko czego potrzebowałem - spokój, zimne piwo i oberżystę skłonnego do rozmowy. Mogłem nawet próbować jeszcze rozejrzeć się za jakąś robotą, ale wolałem wziąć nowe zlecenie w Teolii. Oparty wygodnie o ladę pociągnąłem solidny łyk z kufla i zorientowałem się, że to jeden z lepszych napojów jakie ostatnimi czasy piłem. Delektowałem się więc później już mniejszymi łykami, bo miałem świadomość że przez najbliższy czas nie będzie mi dane spróbować tego trunku. Pieniądze zarobione za ostatnie zlecenie pewnie skończą się szybko, zwłaszcza że w większym mieście mogę okazać się bardziej rozrzutny, a ceny bardziej wygórowane. Musiałem wyruszyć szybko toteż nie owijałem w bawełnę, tylko krótko i treściwie odpowiedziałem na pytanie zadane przez karczmarza.
Na południe - do Teolii. Oby piwo było tam tak zimne jak tu. - odpowiedziałem mężczyźnie rzucając dodatkowo pochlebstwem, które w istocie było faktem. Po jeszcze jednym łyczku postawiłem kufel na blacie i spytałem karczmarza prosto z mostu:
Nie wiesz jak najszybciej tam teraz dotrzeć? Nie chciałbym niepotrzebnych kłopotów po drodze.
W moim pytaniu starałem się nie dać po sobie poznać, że nie mam zielonego pojęcia jakie w ogóle możliwe drogi prowadzą do tego miasta, ale miałem nadzieje że za hojną zapłatę otrzymam w miarę klarowną i przede wszystkim zgodną z prawdą odpowiedź. Nie chciałem stosować innych sztuczek, by skłonić mężczyznę do gadania, bo ani nie miałem na to ochoty, ani nie miałem zbytniego powodu by być niewdzięczny za dobry napój. Czekałem cierpliwie na odzew oberżysty powoli czyszcząc kufel z reszty płynnego złota, która niewątpliwie zmusi mnie do przynajmniej dwóch postojów już w przeciągu najbliższej godziny...
09.03.2015, 15:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#36

Oberżysta pociągnął nosem i zabrał się za polerowanie wcześniej odłożonego kufla. Właściwie to naczynie było już dosyć czyste, ale mężczyzna chyba potrzebował czymś zająć ręce. Nagle jednak wydarzyła się scena dosyć nietypowa, chociaż nie jak na to miejsce. Właściciel karczmy szybko odłożył kufel, sięgnął pod ladę i wyciągnął spod niej mały toporek. Nim Tehacell zdążył chociażby odstawić swoje piwo, oberżysta cisnął bronią i zza pleców Akolity dobył się głośny krzyk. Gdy się odwrócił, ujrzał mężczyznę zwijającego się z bólu oraz jego dłoń, leżącą na podłodze w kałuży krwi.
- To cię nauczy trzymać ręce przy sobie, ty pierdolony psie - warknął oberżysta w stronę nieszczęśnika, a potem skinął na ochroniarzy. - Wypierdolić go - polecił zwięźle. Nie trzeba było dwa razy powtarzać tego samego. Chwilę później nie było śladu po jakimkolwiek zajściu. Dzień jak co dzień, jakiś głupiec poważył się na wymacanie córki właściciela tego przybytku. Cała akcja wprowadziła odrobinę ożywienia, jednak chwilę potem powróciła senna atmosfera, jakby zupełnie nic interesującego się nie wydarzyło. Oberżysta ponownie polerował kufel.
- Teolia, co? - Zagadnął, jakby ignorując całe zajście, chociaż był jego głównym bohaterem. Rozmyślał przez chwilę nad tym, co poradzić mniej doświadczonemu koledze. Można było nawet odnieść wrażenie, że po prostu go olał, ale w końcu się odezwał.
- Najszybciej będzie rzeką. Ale też najdrożej. Wielu jest takich, co chcą olać to zadupie i skosztować innego świata. Dlatego ludzie zniuchali okazję. Przewoźników jest sporo, ale chętnych jeszcze więcej, bo nikt o zdrowych zmysłach nie będzie się przedzierać przez Norwel. - Odpowiedział ponurym głosem, który wcale nie dodawał otuchy. Charknął i splunął na bok. - Jak chcesz zaoszczędzić, to zawsze też możesz się przeprawić lasem za Norwel... jeśli masz odwagę. - Dodał i nawet pozwolił sobie na krótki, złowieszczy uśmiech. Ten mężczyzna zdecydowanie wiedział o czym mówił i potrafił oceniać skalę niebezpieczeństwa danego przedsięwzięcia. Niestety nie był zbyt skłonny do dawania wielu wskazówek lub porad. Właściwie ciężko było cokolwiek wyczytać w jego kamiennej twarzy albo wywnioskować coś z ponurego głosu. Równie dobrze mógł w tej chwili zwodzić Tehacella i cieszyć się swoim małym przedstawieniem, prowadząc Akolitę ku zgubie. Tylko po co miałby tak postępować?
10.03.2015, 20:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#37

Oczywiście w tym miejscu nie byłoby ciekawie, gdyby nie polała się od czasu do czasu krew. Polała się ona właśnie w momencie gdy dopijałem swoje piwo i omal nie rzuciłem na podłogę kufla gdy oberżysta wydobył z pod lady mały toporek, a następnie cisnął nim kawałek ode mnie. Przez chwile miałem obawy, że to ja w jakiś sposób naraziłem się na gniew karczmarza, ale po chwili stwierdziłem, że nie zrobiłem nic co skłoniłoby go do oskalpowania mnie. Okazało się, że córeczka właściciela gospody jest oczkiem w głowie tatusia i jakakolwiek próba dobierania się do jej wdzięków mogła skończyć się utratą jakiegoś kawałka mięcha. W tym przypadku jeden z gości pożegnał się z dłonią i na pewno sporą ilością krwi, sądząc po coraz to większej czerwonej kałuży na podłodze gospody. Łasy na córkę oberżysty facet szybko został wyniesiony za drzwi, co niewątpliwie dało dwójce ochroniarzy chwilę rozrywki i oderwania od rutyny. Mi osobiście też zaimponował ten rzut, toteż w stronę karczmarza zrobiłem minę uznania i pokiwałem nieznacznie głową. Po chwili mój kufel był całkowicie pusty, więc postawiłem go na ladzie i wytarłem lekko zarośniętą gębę rękawem płaszcza, po czym poprawiłem torbę na moich plecach na znak, że będę się zbierał do wyjścia. Dowiedziałem się wszystkiego czego chciałem się dowiedzieć, nawet jeśli informacje nie były do końca zgodne z prawdą. Miałem ogólny zarys dróg, które mogłem pokonać i wiedziałem też mniej więcej, którą z nich wybiorę. Oczywiście zapuszczać się w las lub ruiny było na prawdę świetnym pomysłem i z pewnością udałbym się w tamtą stronę, jednak tylko w przypadku gdy ktoś zleciłby za jakąś sumkę się tam udać. Skoro miałem ryzykować za darmo to po co narażać swoje życie w chwili gdy mam okazję posmakować lepszego życia? Pójdę nad rzekę, zobaczymy co mnie tam czeka... jeżeli nie będzie możliwości przeprawić się przez nią na rozsądnych warunkach to będę musiał nadłożyć drogi i po prostu ją w jakiś sposób okrążyć, najpewniej idąc lasem. Ruiny u źródła rzeki nie cieszyły się najlepszą sławą jeśli chodzi o podróże...
Wybywam zatem, dzięki za wszystko. - powiedziałem spokojnym głosem do właściciela gospody, po czym lekko skinąłem głową w ramach pożegnania. Zacząłem spokojnie kierować się do wyjścia zważając by żaden toporek, nóż czy bełt nie zagrodził mi drogi. Jeszcze burdy mi brakowało przed wyjściem... Ciekawe w jakiej pogodzie przyjdzie mi podróżować.
12.03.2015, 18:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#38

Gospodarz uważnie obserwował swojego gościa, nie odzywając się przy tym ani słowem, chociaż można było odnieść wrażenie, że chciałby jeszcze coś od siebie dodać. Zaniechał jednak tego, jedynie kiwnął głową, kiedy Tehacell oznajmił mu, iż dosyć szybko opuści jego lokal. Cóż, przyszedł tylko po informacje na temat drogi, trudno było mu się dziwić.
- Bywaj, podróżniku. Niech Ererecez ma cię w swej opiece - pożegnał go i już chwilę później zajął się swoimi sprawami. Nic nie przeszkadzało Akolicie w opuszczeniu gospody. Po drodze minął córkę właściciela, która mrugnęła do niego zalotnie. Nie trudno było odkryć, dlaczego stawała się zgubą dla tak wielu mężczyzn przychodzących tutaj.
Jeszcze przed drzwiami Tehacell minął dwójkę ochroniarzy. Spojrzeli na niego, jednak bardzo szybko stracili zainteresowanie i ponownie skupili się na rozgrywanej partii, która wyglądała na niezwykle zaciętą.
Gdy Akolita opuścił budynek, na jego twarzy spoczęły promienie słońca. Pogoda wydawała się idealna do podróży, niebo było bezchmurne, lekki wiaterek orzeźwiał, a słońce przyjemnie grzało. Nic tylko wyruszyć i cieszyć się okolicznościami przyrody. Wydawało się to całkiem niezłą zapowiedzią czekającej Tehacella przygody.


// Tehacell zt
18.03.2015, 15:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#39

Miejsce odwiedzane przez Ranhara pomimo tego, że pochodzi z Teolii i tam też jest obywatelem, nazywa się gospodą "Pod stołem". Dlaczego? Pewnie nie trudno się domyślić, że chodzi o ogromną ilość pijaczyn, która wlewa w siebie ogromne ilości wszelakiej maści alkoholu - począwszy od piwa, a skończywszy na winie. Jednak pomimo tego, że Cień zawitał w takie miejsce to nie zamierzał nawet wlewać w siebie alkohol, bowiem kto wie? Może właśnie zaraz ktoś przez przypadek zaczepi go i ogarnie, że jest kimś o dosyć niechcianej profesji jakim jest złodziej, a raczej najemnik - złodziej. No cóż... Ludzi w tym fachu na pewno nie brakuje, a przecież to czasem niektórzy sięgają po takie, a nie inne usługi.
Przeprawiając się między stołami czasem ktoś machnął kuflem, że o mało nie uderzył nim o głowę rudowłosego. Łoo! Uważaj... Nie chcesz chyba stracić swojego trunku, co? Hehehe...-odpowiedział lekko rozweselony Ranhar unikając nadlatującego naczynia z alkoholem. Po tym jeszcze kilka szybszych kroków i susów między stolikami, aż w końcu znalazł wolny stół. Usiadł przy nim na krześle wygodnie się usadawiając na nim i dosłownie rozwalił się na nim. Wzdychnął głęboko-Ach... Trochę zmęczyłem się tą podróżą... Trzeba coś ogarnąć do roboty, bo nuuuda... Ciekawe czy dałoby radę tutaj wywiesić jakieś ogłoszenie...-pomyślał sobie samotnie siedzący obywatel Teolii, po czym rozglądnął się po sali, ale nic takiego jak jakaś tablica ogłoszeń nie widniała na ścianach ani nic-Aj... szkoda... Takie życie najemnika-złodzieja... Ciężko o jakąś robótkę... A może tym razem sam czegoś poszukam? Albo napadnę... No dobra... Pora oblukać siedzących tutaj... Może jakiś rozkojarzony pijaczyna szuka kogoś kto by opróżnił jego kieszenie? Hmmm...-po tym zaczął spokojnie przeskakiwać wzrokiem po każdej osóbce przebywającej obecnie w tym lokalu.
05.07.2016, 22:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#40

MG

Ranhar, dzięki swojej wypracowanej przez lata zwinności, zdołał uniknąć nagłego zderzenia z półpełnym kuflem. Człek, który go dzierżył, był na tyle trzeźwy, żeby dostrzec swoje niezbyt miłe poczynania. Może i większość surowych, czasem nawet oschłych wojowników Varengardu nawet nie zwróciłaby na to uwagi, ale widocznie rudowłosemu udało się trafić na jakiegoś względnie uprzejmego typa.
- Hoho, przepraszam, nie widziałem cię, przyjacielu! - zagadał i klepnął go po plecach. Nie starał się jednak nawiązać rozmowy, choć pewnie nie miałby też nic przeciwko. Chwilę później skierował uwagę ponownie na kilku swoich kolegów, z którymi raczył się złotawym trunkiem.
Wykidajło stojący przy drzwiach drgnął niespokojnie, widząc zajście. Dostrzegł jednak, że sytuacja jest całkiem w porządku, więc nie przerywał nawet podpierania ściany. Drugi z bramkarzy był skierowany na zewnątrz; dziś Pod Stołem był całkiem duży ruch, więc praktycznie co kilka minut jeden z ochroniarzy musiał przyglądać się kolejnemu gościowi, by rozpoznać, czy aby ten nie wygląda na takiego, co mógłby sprawiać niepotrzebne kłopoty.
Rahnar z kolei ogromnym fartem znalazł pusty stolik, bo aktualnie w pomieszczeniu znajdowały się jedynie dwa takie cuda i niecały tuzin krzeseł. Miał o tyle dużo szczęścia, że przed chwilą jeden człek zalał się w trupa, a pozostali jego kumple też jakoś niemrawo wyglądali, więc zostali wyproszeni z karczmy. Sorg - gospodarz tego przybytku - w takie dni zarządzał, by gości, którzy nie przyniosą już nic dobrego, zwyczajnie wypraszać, by móc przygarnąć więcej trzeźwych i z pełnym trzosem.
A propos pełnego trzosa, Rahnar niestety nie widział chwilowo nikogo, kto by takowym dysponował. Obserwował otoczenie od ładnych kilku chwil, ale każdy z tutejszych wojowników nie wyglądał na szczególnie zamożnego. Zresztą, sam pomysł kieszonkowej kradzieży w Varengardzie był dość ryzykowny, bo w wypadku odkrycia tak niecnych zamiarów, można było błyskawicznie skończyć bez ręki. W mieście wojowników mało kto tracił czujność i finezję w posługiwaniu się ostrzem, nawet i po wypiciu kilku głębszych.
Gdy już powoli ulatywały z niego nadzieje, dostrzegł, że do gospody wchodzi jakiś nowy gość. Wyglądał dość niecodziennie: blady, zmęczony, jakby spracowany i jednocześnie zestresowany. Trochę jakby nie wiedział, co ze sobą zrobić, i na dobrą sprawę nie będąc wcale pewnym, czy powinien znajdować się teraz w tym miejscu. Miał dosyć długawe, szarobrązowe włosy, gdzieniegdzie posklejane od potu, którego kropelki widoczne były na jego skroniach. Miał podkrążone, czerwone oczy, jakby wcale tego dnia nie spał. No i miał całkiem obszerną sakiewkę. Ta była jednak przykryta długim, szarym płaszczem; jej kształt jednak wyraźnie się spod niego odznaczał. Dla wprawnego, złodziejskiego oka Rahnara, dostrzeżenie jej nie było szczególnym wyzwaniem.
- Sorg... dasz mi trochę wody? Muszę gdzieś w spokoju posiedzieć, zebrać myśli. - dało się słyszeć, choć nowo przybyły wcale donośnego głosu nie miał.
- Pewnie, chwilunia. - odparł człek za ladą, wychodząc na zaplecze. Chwilę później wrócił z kuflem wypełnionym raczej wodą, dostając za to garść najmniejszego nominału. Sorg wskazał przybyszowi dłonią stolik Rahnara, przy którym były jeszcze trzy wolne krzesła. Widać karczmarz mało przejmował się prywatnością gości, a przynajmniej Cienia. Człek z kuflem wody podszedł tedy do stolika i odsunął krzesło.
- Można? - zapytał, nie bardzo interesując się odpowiedzią, po czym usiadł. Położył swe naczynie na stoliku, po czym odsunął się, szurając krzesłem o podłogę. Jakby usiłował zwiększyć odstęp między sobą a kolegą ze stolika. Chwilę później zanurzył twarz w dłoniach, jakby pogrążając się w myślach. Albo w strachu, a może i w rozpaczy. Trudno było jednoznacznie to określić.
06.07.2016, 03:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna