Gospoda "Pod stołem"
#41

Obywatel Teolii można powiedzieć, że mile spędzał czas w samotności i obserwował całą sytuację, jaka się rodziła w gospodzie. Nieznajomy przybysz o dosyć niefajnym wyglądzie na pierwszy rzut oka podszedł do lady i poprosił o... poczekaj, co?! Wodę?! Ranhar zaśmiał się pod nosem-Hah! Przychodzić do gospody, żeby napić się wody... Dobry jest... Karczmarz po podaniu kufla wskazał stolik przy którym siedział rudowłosy mężczyzna i nieznajomy wędrowiec podszedł do niego - w tym czasie Ranhar zdążył zmierzyć go wzrokiem zauważając sakiewkę, lecz niestety pod płaszczem się znajdowała, więc, aby wydostać ją trzeba by niezłego fachu-Ech... Za trudne dla mnie... Nie mam zamiaru stracić ręki.-pomyślał sobie rudowłosy. Tuż po tym usłyszał pytanie czy można się dosiąść, po czym wędrowiec od razu usiadł przy stoliku. Tak jasne usiądź. Rozgość się.-odpowiedział bardzo spokojnym i miłym tonem. Poprawił się na krześle i usiadł prosto, założył nogę na nogę i obie dłonie położył na górnej części oparcia po prawej stronie tak, że lekko się wygiął. Spojrzał na niego i zapytał-Co Ciebie trapi, wędrowcze? Co jest takiego, że przychodzisz w takim stanie? Ciężka noc? Ucieczka?-zapytał ciepłym głosem, żeby postarać się zyskać wpierw sympatię nieznajomego. Jego twarz była niemalże kamienna i nie wyrażała żadnych uczuć. Nie szukał wzrokiem sakiewki, a jedynie patrzył się na reakcję mężczyzny siedzącego nieopodal niego. Zgiełk pozwalał im na w miarę prywatną rozmowę, bowiem każdy był zajęty swoim kuflem i rozmową - jakże sprzyjające warunki do spiskowania i knucia!
06.07.2016, 10:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#42

MG

Zmęczony nieznajomy przez chwilę nie reagował na słowa Ranhara, dalej topiąc twarz w odmętach własnych dłoni. Minęło kilka sekund, zanim zdecydował się wyprostować. Wziął głęboki wdech.
- Ehhhhh... nie, nie, nic z tych rzeczy. Mój brat, widzisz... - powiedział, pauzując na chwilę. - on paskudnie zachorował. - wydarło mu się załamanym głosem. Otarł jednak pot z czoła i... chyba łzę? Przetarł w każdym razie również i polik rękawem, po czym wznowił swą mowę. - Gdy byłem młodszy, w podobny sposób zginął mój ojciec. Myślałem, że jak zostanę dobrym znachorem, będę mógł pomagać ludziom, by nie było już takich tragedii. Ale okazałem się okrutnie zależny od innych. - mówił, a jego smutek przeistaczał się w swego rodzaju irytację. - Miejscowa rodzina zielarzy, prowadząca stragan, zabarykadowała się w swojej chałupie i nie ma do nich dostępu już od kilku dni. Nie wiadomo, co się z nim dzieje, a mi do ukończenia mikstury potrzebne jest nyë. Znasz się na ziołach? - zapytał, ale nie przerywał monologu. - To dość rzadkie zioło. W okolicy albo niespotykane, albo strzeżone przez groźne zwierzęta. A jestem pewny, że Umalttoni mają to suszone zioło u siebie, i to na pęczki. Zawsze mają u siebie dużo wszystkich roślin. - rzekł sfrustrowany. - Brat jest na skraju śmierci, a ja dobijam się do nich już trzy dni, i nawet, kurwa, nie zapytają "kto tam". Nie masz czasem nyë? Nie masz, na pewno nie masz... mało kto nosi przy sobie zioła... - zakończył, po czym wziął solidny łyk wody i zaczął spoglądać za okno. Zaczął padać nieduży deszczyk. - Myślę, czy mógłbym czymś to zastąpić, ale z tego co się uczyłem, po prostu się nie da. Znaczy, może tak, ale to tylko przedłużyłoby agonię Fjerna. Zagadałem do strażników, żeby informowali mnie, jeśli przybędzie do miasteczka jakiś zielarz, ale więcej ludzi z miasta ubywa, niż przybywa, przez te... jak to tam zwą, kłopoty w Teolii. - zakończył, opierając się o stół jednym łokciem. Pogoda na zewnątrz chyba podzielała jego smutek, roniąc coraz to więcej łez nad jego okrutnym losem. Promienie słońca też jakby przygasały, zasłonięte przez geste chmury.
06.07.2016, 21:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#43

Ranhar z cierpliwością wysłuchał żalów wędrowca, który jak się okazało był zielarzem. Co chwila kiwał głową i z nadal kamiennym wyrazem twarzy patrzył w nieznajomego starca. Słysząc pytanie czy posiada jedno z ziół, które są jemu potrzebne pokiwał przecząco głową i dalej wrócił do uważnego słuchania. Kiedy tylko skończył uśmiechnął się i powiedział-Bardzo mi przykro z powodu Twojego brata, Fjerna. Na pewno obecnie bardzo cierpi, tak jak Ty teraz.-przerwał, po czym poprawił krzesło idealnie stawiając je prostopadle do krawędzi stołu. Następnie oparł się łokciami o blat, a dłonie splótł po środku. Pochylił się do przodu i dodał-Pozwól, że Ci coś zaproponuję...-przerwał, aby wzbudzić zaciekawienie brodacza-Mogę Ci pomóc. Jak? No... to już moja brożka, aby pozyskać nye... Tylko jedno pytanie... Co z tego będę miał?-chciał usłyszeć wersję tego jakby chciał wynagrodzić jego staruszek za włamanie do domu zielarzy z Varengardu. Tuż po tym lekko zmniejszył natężenie swojego głosu i dodał-Zobaczymy jak to będzie... Teraz wystarczy, że pokażesz mi gdzie oni mieszkają. Ja potem już wszystkim się zajmę i gwarantuję... Nikt na tym nie ucierpi. Ani my, ani oni.-na jego twarzy pojawił się uśmiech-No! To co? Umowa stoi. Kwestie wynagrodzenia umówimy potem. No to prowadź, zielarzu.-kończąc wstał i ręką wskazał drzwi wyjściowe. W tym momencie nie zależało mu na kasie, a jedynie na dobru tego osobnika i jego brata, bowiem o rodzinę trzeba dbać nie tak jak to robili jego rodzice.
07.07.2016, 21:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod stołem"
#44

MG

Pierwsze słowa Ranhara bynajmniej nie pocieszyły nieznajomego, który zdawał się ledwo powstrzymywać od wybuchu rozpaczy. Kiedy jednak złodziejaszek przyjął pozę w stylu "porozmawiajmy o interesach", samo to wzbudziło pewne zainteresowanie. Kolejne kwestie budziły tylko milczące spojrzenie, w którym coraz bardziej jaśniała iskierka nadziei. Zaniepokoiły go jedynie słowa "co z tego będę miał", po których w sumie dalej siedział w ciszy, ale widać było, że się zastanawiał. I już chyba był gotowy odpowiedzieć, gdy Cień zaczął kontynuować swą wypowiedź. Stwierdzając zresztą na samym końcu, że kwestia wynagrodzenia zostanie na sam koniec. Słowa te nie przyniosły widocznej ulgi zmęczonemu człeczynie, ale też nie były dla niego raczej złą wiadomością. Zdawał się po prostu akceptować pomoc, jaką zesłał mu los.
- Dziękuję, nieznajomy. To... szlachetne z twojej strony. - stwierdził znachor, po czym odłożył kufel z wodą na ladę i podziękował. Następnie obaj wyszli przez drzwi frontowe, mijając ochroniarzy, którzy zajmowali się obserwacjami i nie mieli najwidoczniej zamiaru zaczepiać wychodzących. Miłą wiadomością było to, że na dworze już nie padało. Gorzej, że buty mokły  od wszechobecnego błota. Słabo będzie się skradać w takich warunkach.
Oddaliwszy się nieco od gospody, będąc też we względnie ustronnym miejscu - takim, gdzie przechodnie ani patrole straży nie niepokoiliby nikogo wścibskim podsłuchiwaniem, alchemik znów zagadnął.
- Nie obraź się, ale czy dobrze zrozumiałem, że... oferujesz mi kradzież tych ziół? - zapytał ostrożnym tonem, nie będąc do końca pewnym, czy wnioskował dobrze. - Spadasz mi z niebios, przyjacielu, ale radziłbym ci uważać w tej mieścinie. Mimo że wielu z wojowników tutaj nie są szczególnie prawi, to łączy ich częsta nienawiść do złodziei. Łatwo można... sporo stracić, niż zyskać, oferując takie, khm, usługi, w Varengardzie. - zakończył, z jakby nutą troski w głosie. Z pewnością nie była to groźba, zwłaszcza, że alchemik cholernie potrzebował swego nowego znajomego. - Och, i chyba się nie przedstawiłem, wybacz. Nazywam się Tolf. Jestem chyba jedynym zawodowym znachorem w okolicy.

Ranhar: z/t

Kolejny post proszę w tym miejscu.
08.07.2016, 15:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj

PRZEDMIOT

Kliknij w obrazek







Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna