"U Relcha"
#1

"Gospoda" zdecydowanie jedna z gorszych w mieście. Wszędzie czuć alkohol, a jako domieszki - wszelkiego rodzaju ludzkie wydzieliny. Dosłownie wszelkiego.
Nie ma więc wątpliwości, że w jaką porę dnia by nie przyjść, na pewno ktoś będzie leżał nieprzytomny. Możliwe też, że trafi się na niezłą burdę - i to jedną z gorszych, bo nie ma tu mebli, którymi można byłoby rzucać, lecz widelce, noże i łyżki. Łyżki, tak. Wcale nie zabawne, gdyż krążą pogłoski, że niejednokrotnie komuś wydłubano takową oko w tym miejscu.
Reputacji nie ma najlepszej, nie ma się też co dziwić. Wyższe piętro jest tak zasyfione że aż trudno uwierzyć, że kiedyś tu byli ludzie. Meble są zwykle potłuczone, a czasem nawet zupełnie rozwalone (na dolnym piętrze praktycznie ich nie ma, poza ladą i parą beczek za nią). Pojęcie takie jak "wykidajło" w tym przybytku nie istnieje, w razie potrzeby gospodarz musi radzić sobie sam. Również nikogo nie zatrudnia; sam nosi wszelkie trunki i obiady, jeśli zajdzie taka potrzeba. Chociaż zwykle porządnego obiadu tu również się nie uświadczy. Prędzej kawał suchego chleba i starego mięsa. Czasem nawet nadgryzionego. Piwo i mocniejsze napoje są chrzczone, ale przynajmniej tańsze od tych spotykanych w pozostałych karczmach.
Jeśli komu życie miłe i nie chce go sobie obrzydzić - lepiej to miejsce omijać szerokim łukiem.
24.01.2015, 20:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
"U Relcha"
#2

z Sklep łowczego Ragga

Południowa część miasta. Relch. Nieprzytomni pijaczkowie. Takimi to właśnie wytycznymi kierował się Iscar szukając swego celu. Szedł dosyć szybko rozglądając się swymi czujnymi, żółtymi oczami za wszelkimi poszlakami które mogłyby go naprowadzić na odpowiedni kierunek. Uszami starał się wyłapać śpiew wydobywający się z przepitych, ochrypłych gardeł lub jakąś awanturę z mordobiciem i dźwiękiem pękającego drewna lub tłuczonego szkła. Założył przy tym na głowę kaptur na twarz zaciągnął swój szal i zaciągnął poły płaszcza by zasłonić ubiór pod nim. Chciał w ten sposób ukryć oczywisty fakt bycia mnichem, o ile po włosach i oczach mogliby go uznać za mistyka lub maga to po ubiorze i tatuażu na lewej piersi można było dosyć szybko wywnioskować kim jest. W ręce ściskał swój kostur, którym podczas chodu rytmicznie stukał o kamienne, miejskie podłożę. Po około pół godzinie poszukiwań odnalazł to miejsce. Odrapane ściany, smród jak z ubojni i "trupy" pokryte wymiocinami i bardziej odrażającymi wydzielinami leżące przed wejściem. Is nie zauważył jednak szyldu, pewnie któraś z tych ochlajmord go zerwała, mimo to był pewny, że to gospoda "U Relcha".
- Szczury i karaluchy zapewne już dawno salwowały się ucieczką. - powiedział cicho do siebie wchodząc do wnętrza gospody, przestępując nad nieprzytomnym, niemiłosiernie cuchnącym człowiekiem wyglądającym jakby stado niedźwiedzi go przeżuło, wytarzało w krowim łajnie i kilka razy solidnie trzepnęło o spróchniałe drzewo by potem beztrosko stoczyć go z piaszczystej góry.
24.01.2015, 20:28
Przeczytaj Cytuj
"U Relcha"
#3

MG

Iscar miał prawo się zdziwić, gdyż wewnątrz zastał... Spory tłok. Cholernie dziwne, jak na tak cuchnące miejsce o wyjątkowo wątpliwej reputacji. Jedynie przy ścianach siedzieli oparci o nie mocno podpici goście, a poza nimi... Co najmniej dwa tuziny na środku sali. Na schodch zaś stał jakiś człowiek, wygłaszający mowę. Mnich go nie kojarzył. Nie wyglądał mu też ani na tutejszego, ani na członka Tenbou. Był prawie pewny, że nie był to Garius, gdyż jego twarz musiałaby kiedyś choć raz ujawnić w trakcie pobytu w klasztorze. No właśnie, prawie.
- ...widzieli, że mówię samą prawdę. Wierzcie mi - nie opowiadałbym tych rzeczy, gdyby były głupstwami. Sam widziałem i dlatego przynoszę wam takie świadectwo. Musicie ratować się, póki możecie. Ale wiedzcie: wrogiem nie są mnisi. Od setek lat przecież żyli z wami w zgodzie, a niekiedy nawet pomogli w sprawach waszym przodkom. Wrogie jest to, co ich nawiedziło. Zatem to nie Tenbou jest przeciwnikiem, nie przeciw nim powinniście się zwracać, lecz udać się w objęcia tego, który was uratuje. Wybaczcie, ale zbliża się noc, a na długo nie mogę zostawiać moich kamratów bez opieki. Jeśli chcielibyście na własne oczy zobaczyć szaleństwo mnicha, bo nie wierzycie mi na słowo - przyjdźcie nazajutrz na polany, nieco na zachód od tego miasteczka. Przykro mi ukazywać tę prawdę, ale to jedyna droga, by uratować was od zguby. - powiedział głosem pewnym, a jednocześnie przepełnionym tym całym patetyzmem, jaki często był spotykany u głosicieli końców świata i wszelkich innych bzdurnych pierdół. Mimo to w trakcie obwieszczenia Iscar czuł niepokój, jednak było to uczucie nieznanego pochodzenia. Nie chodziło na pewno o tu zebranych, o ich odczucia, o bezpośrednie odczucia samego mnicha. Nie chodziło o żadną z rzeczy, którą można by łatwo zdefiniować. Mimo to mnich wyczuł jakąś dziwną... obecność, która jednak w pewnej chwili ulotniła się.
Mimo, że człowiek, który przeprowadzał monolog ze schodów wyraźnie zaznaczał, by nie podchodzić wrogo do mnichów, ludzie interpretowali to wszystko na własny sposób. Najpewniej było to przez niego zamierzone - doskonale wiedział, jak zareagują. Wychodził już z przybytku, mijał się z mnichem w progu. Wśród plebejuszy rozległy się szmery i szepty, niektórzy zaczęli wychodzić. Parę osób potrąciło go barkiem nieświadomie, nie mając jednak w zamiarach burknąć nawet "prze", a co dopiero "praszam".
24.01.2015, 22:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
"U Relcha"
#4

To co Iscar zobaczył wewnątrz obskurnej gospody mocno go zdziwiło. Nie chodziło jednak o kilku osobników podpierających, zapewne obesrane, ściany w wiadomym, mocno zalkoholizowanym stanie. A o tłum różnych ludzi po środku sali, lecz nie sama ich ilość była tak zadziwiająca, a to, że stali o własnych siłach, nie podpierając się i względnie prosto! Wypili mało lub wykład tajemniczego jegomościa ze schodów działał lepiej niż wódka i piwo z tego przybytku nędzy i rozpaczy. Mnich za żadne skarby oświecenia, potęgi cielesnej, umysłu czy 200% jedności duszy i ciała nie spróbowałby tego co tu podają. Patrząc na klientele i mężczyznę za ladą, Is wywnioskował, że gospodarz zapewne dodaje coś od siebie do napojów a jedzenie formuje z rzygowin i ekskrementów pozostawionych przez nawalonych jak rolnicy po zbiorach, klientów. Wyobraził sobie nawet jak wygląda typowa rozmowa w tym lokalu. ~"Relch? Dodajesz coś do tego piwa?" "To co zawsze" odpowiedział Relch podciągając spodnie i kładąc na ladzie kufel, dopiero co wypełniony złocistym trunkiem.~ Mnich wzdrygnął się na tą myśl i przecisnął się bliżej mówcy, który mógł być prorokiem o którym słyszał wcześniej. Wysłuchał słów mówcy i odczekał aż ten zejdzie ze schodów. Początkowo chciał go zaczepić i porozmawiać lecz szybko zrezygnował z tego pomysłu. Było tu zbyt wielu ludzi, którzy mogli się nie potrzebnie wtrącać. Postanowił śledzić mężczyznę aż do dogodnego dla siebie momentu, dał się więc prowadzić tłumowi z którym praktycznie wypełzł z gospody, po czym wypatrzył mówcę i udając pijaczka, zaczął go śledzić zataczając się i mamrocząc do siebie pod nosem o na wpół zrozumiałe teksty o wódeczce i żoneczce.

z/t do Polany i farmy
24.01.2015, 23:17
Przeczytaj Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna