Polany i farmy
#11

MG

- A, to... Nie mam pojęcia, mieszkam tu od kilku dni, była opuszczona. O klapie nie wiedzieli tutejsi, dlatego mogłem schować tu kogoś, kto mógłby sprawiać im problemy, po prostu dla ich bezpieczeństwa. - rzekł Aatrich. - A po prawej wcześniej nie było nic, teraz mam tam miejsce na graty i spiżarnię.
Następnie człowiek z pochodnią zaczął przyglądać się siedzącemu na środku pomieszczenia, z początku nie zwracając uwagi na pytanie Iscara.
- Nie wiem... Miewa wybuchy agresji i atakuje wszystko, co dookoła. Ale teraz powinien być śpiący, więc trochę bardziej spokojny. - stwierdził. Jednak nagle nastąpiła sytuacja kontrastująca z tym zdaniem aż za bardzo. Opatulony w obszerne szaty łysy człowiek zerwał się na równe nogi i zaczął krzyczeć. Błyskawicznie odwrócił się. W tym samym momencie Aatrich wstawił pochodnię na stojak zawieszony na ścianie.
- Postaraj się go zatrzymać, zaraz spróbuję pomóc! - krzyknął, wybiegając z pomieszczenia. Łysy człek rzucił się na Iscara. Nie było trudno go odepchnąć, przynajmniej nie na poziomie takiego wojownika, jakim był żółtooki.
Chwilę później zaskrzypiały i trzasnęły drzwi, najpewniej właśnie te, które były na środku podziemnego korytarza.
27.01.2015, 16:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Polany i farmy
#12

Stał pod ścianą i przyglądał się dziwnemu człowiekowi, siedzącemu na środku mrocznego pokoju. Opatulony był w szatę, częściowo podobną nawet do tych, które widywał w klasztorze i ogolony był na łyso, ale to nie świadczyło o tym, że jest mnichem. Mógł się też za takiego podawać, ale mało to oszustów chodzi po świecie? Iscar westchnął. Ta sytuacja była niedorzeczna. Pojawia się mężczyzna, podaje się za mnicha i szaleje w napadach furii po czym komuś udaje się go złapać i zamknąć w piwnicy, by zaraz potem pobiec do miasta i zacząć mówić okolicznym pijaczkom o szaleństwie, które trawi Tenbou. Nagle mężczyzna zerwał się z podłogi i zaczął krzyczeć. Dziwny był to krzyk, gdyby chata nie była położona na odludziu, zapewne ściągnęła by ciekawskich lub "zatroskanych" obywateli chcących ukrócić te nocne hałasy. ~Obydwu was powinienem zatrzymać i zaciągnąć do klasztoru.~ odpowiedział w myślach na słowa mężczyzny gdy ten wybiegł z pomieszczenia, zapewne do drugiego pokoju, co Y'krall wywnioskował po skrzypieniu i trzasku. Równie dobrze mogłaby to być spadająca klapa do piwnicy jeśliby Aatrich uciekał z chałupy. Na szczęście gdy schodził do środka, nie zauważył przy niej żadnego zamka a w pokoju nic zbytnio ciężkiego, co mogłoby zostać przesunięte nad wejście, by utrudnić wyjście z piwnicy. Iscar zacisnął dłoń na kosturze i naładował go do końca, wznosząc Ciszę przed Burzą na maksymalny poziom i wysunął go lekko do tyłu by się na nim podeprzeć by przypadkowo nie stracić równowagi, po czym odchylił się do tyłu i wykonał szybkie kopnięcie na wysokości klatki piersiowej nacierającego. Cios powinien go skutecznie zatrzymać i przewrócić na plecy. Nie był tego jednak pewny, bowiem przez obszerną szatę, nie mógł dokładnie ocenić jakiej postury jest szaleniec. Takie kopnięcie z pewnością wywróciło by chuderlawą osobę, przy okazji pozbawiając ją na krótką chwilę oddechu, jednak przy bardziej umięśnionej byłby problem. Silniejszy przeciwnik mógłby nawet go złapać za nogę i wykorzystać pozycję w której się znaleźli na swoją korzyść. Na taką sytuację mnich był jednak przygotowany, jeżeli przeciwnik złapie go i będzie chciał coś zrobić, Iscar podskoczy i okręcając się, wyprowadzi szybkie kopnięcie w głowę szaleńca. Przy dobrze wykonanej akcji, niezbyt skomplikowanej dla zwykłego mnicha, jego noga powinna wykręcić się z potencjalnego uścisku. Jedynym mankamentem jest to, że upadnie po tym na podłogę.
28.01.2015, 06:31
Przeczytaj Cytuj
Polany i farmy
#13

MG

Szaleniec, jak to szaleniec, zrobił coś dość niespodziewanego. Zamiast próbować łapać nogi, uderzać, po prostu rzucił się niskim susem prosto w nogi Iscara. A raczej nogę, gdyż jedna była już podniesiona w ciosie. Nie ma jednak co ukrywać, że Iscar był - a raczej, póki co, wydawał sie być dużo lepszym w walce bez broni. Zdążył przygnieść człeka silnym kopniakiem w dół, trafił w okolice łopatki. Oczywiście w nogę na której stał również oberwał, ale nieszczególnie silnie - stracił równowagę, lecz odskoczył na niewielką, lecz stosunkowo bezpieczną chwilowo odległość.
Oprócz łomotu, gdy obłąkaniec zarył ciałem o podłoże, rozległ się też inny rumor. Z zewnątrz, zza drzwi, dość daleki, ale słyszalny.
Tymczasem szeroko odziany mężczyzna odwrócił się, a jego oczy zapłonęły płomieniem, jaki mógłby buchać tylko z oczu wariata... albo naprawdę dobrego aktora, gdyż chwilę później wyraz jego twarzy błyskawicznie się zmienił. Już nie był szalony, był teraz silnie zaniepokojony, a nawet może trochę panikował. Oczywiście dalej wyglądało to na reakcję kogoś, komu brak piątej klepki, gdyby nie jeden szkopuł... Widać było w oczach tego gościa, że tylko udawał. Naprawdę dobry aktor, ale teraz już wybiegał z pomieszczenia. Chyba miał po temu jakiś powód - i rzeczywiście. Na drugim końcu korytarza był jakiś podobnie odziany do Iscara człek, wyglądający na bardzo pewnego siebie, trzymał zapaloną pochodnię. I chyba Aatrich właśnie dostał od niego łomot, gdyż leżał gdzieś w połowie korytarza.
Człowiek w szacie przypominającej mnisią wyjął miecz z jej odmętów. I to nie byle jaki kawałek stali, jaki miał za pasem również Aatrich, lecz najprawdziwsze, przedniej jakości długie ostrze. Rzucił się sprintem na mnicha na końcu korytarza. Po krótkim zwarciu i wymianie ciosów tudzież uników, krzyknął.
- Aat, wybacz skurwysyństwo, ale wolę ratować rzyć, niż zdechnąć we dwóch! - i wskoczył błyskawicznie na drabinę, a z niej na podłogę i puścił się biegiem. Mnich próbował go z niej ściągnąć, ale tamten był bardzo szybki.
- Pilnuj tego tu. Nie daj się zwieść, lecę za tamtym! - krzyknął do Iscara mnich z pochodnią i również wyskoczył otworem na klapę. Zdawało się, że był to Garius. Bo niby kim mógł być innym? Ale było zbyt ciemno, żeby mieć pewność.
Aatrich tymczasem leżał na środku korytarza, porządnie obity. Nie wyglądał na silnego przeciwnika, ale... kto wie, kim się może okazać. Powoli wstawał, prostował się.
Wszystko działo się teraz bardzo szybko i trudno było się połapać, co i jak. Trudno było nawet stwierdzić, kto był przyjacielem, kto zaś wrogiem. I jak tu obrać właściwy punkt widzenia? Jak zadziałać odpowiednio do takiej sytuacji?
29.01.2015, 12:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Polany i farmy
#14

Kopnięcie przyniosło oczekiwany skutek, szaleniec odbił się i wywrócił się na podłogę. Co prawda Iscar otrzymał lekkie uderzenie w nogi, lecz nie było ono zbyt groźne. Również lekka strata równowagi została szybko przywrócona do normy dzięki szybkiemu odskokowi. Jednakże zaczęło dziać się coś dziwnego, niemalże w tym samym czasie jak obłąkany upadł na deski, za drzwiami rozległy się dźwięki walki. Rozproszyły one uwagę Y'kralla i nie zatrzymał przez to powalonego przed chwilą mężczyzny, który szybko wstał i wybiegł z pomieszczenia. Is zdążył jednak przyjrzeć się jego twarzy, z oczu zniknął płomień furii a zastąpił go niepokój. Udawał? Sytuacja robiła się coraz bardziej zawiła, najpierw ten orator podburzający, podobno nieświadomie, pijaczków "U Relcha" a teraz ten wariat, który okazał się nie-wariatem. Iscar ścisnął swój kostur i wybiegł za mężczyzną z pokoju. Sytuacja, która ukazała się jego oczom rzuciła odrobinę światła na sytuację, tak jak pochodnia mężczyzny na drugim końcu tunelu rzucała światło na drewniane ściany. Aatrich porządnie obity, stękający z bólu i wyraźnie próbujący wstać oraz zapewne sprawca jego obecnego stanu trzymający pochodnie. Słowa, które po chwili wykrzyczał uciekający pseudo wariat utwierdziły Iscara w przekonaniu, że nie może teraz ufać nikomu. Świat poza murami klasztoru był niebezpieczny, doskonale zdawał sobie z tego sprawę, jednakże zdumiewała go czasami pomysłowość bandytów. Bowiem ci mężczyźni musieli być bandytami, no bo kimże? Jeden mąci ludziom w głowach i zwabia ich poza miasto do opuszczonej rudery a drugi zapewne się ich pozbywa...mieczem, który Is po chwili spostrzegł. Szata w którą był ubrany musiała być naprawdę gruba, bowiem nie było słychać szczęku metalu gdy upadł na podłogę po kopnięciu Y'kralla. Szybko przekalkulował w umyślę sytuację. Tamci dwaj uciekli, nie wyglądali na sobie przyjaznych i nie był to raczej kolejny teatrzyk mający namącić mu w głowię. Widząc jak Aatrich wstaje, podbiegł do niego i łapiąc odpowiednio swój kostur, zakreślił nim w powietrzu łuk i z całej dostępnej sobie siły, uderzył go jednym końcem w jakże delikatny punkt witalny. Krocze. Co prawda Cisza przed Burzą przepadła, lecz lekkie, pasywnie generowane, porażenie w tym wrażliwym miejscu też będzie skuteczne. Nie mówiąc o samej sile ciosu, która powinna sprawić, że Aatrich będzie cienko piszczeć. Zaraz po tym wpadł do pokoju po prawej, który mijali wcześniej. Miał nadzieje znaleźć tam jakąś linę, którą mógłby skutecznie związać Aatricha.
29.01.2015, 13:21
Przeczytaj Cytuj
Polany i farmy
#15

MG

Cios kosturem w krocze był zdecydowanie ciosem poniżej pasa i to bardziej, niż mogłoby się wydawać. Aatrich upadł na ziemię z niewyraźnym jękiem, wypuszczając jednocześnie całe pozostałe powietrze z płuc. Gdyby tego nie zrobił, zapewne zaśpiewałby coś sopranem. Nie zemdlał, ale zwijał się z bólu tak, że prawie robiło się go szkoda. Prawie.
Komnata, którą wcześniej pominęli, była może trochę mniejsza od tej z fałszywym mnichem. Stało tam kilka beczek (przy ścianie), obok nich zaś jakiś specyficznie wyglądający, spory instrument strunowy... jakiś prowiant przykryty kocem, kilka pochodni, lina... Lina. I kilka ksiąg.
Iscar schwycił długawy sznur i nawet mimo pośpiechu odczuł do tego pomieszczenia dziwne obrzydzenie, jak gdyby czuł, że jest tu coś... Co nie powinno tu być. Albo co nie powinno w ogóle istnieć. Dziwne uczucie, ale trwało tylko przez chwilę.
Aatrich nawet nieszczególnie opierał się przy wiązaniu (jakby w ogóle był w stanie), więc utworzenie supłów wyglądających na dość wytrzymałe i ciasne nie potrwało zbyt długo.
29.01.2015, 14:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Polany i farmy
#16

Iscar wpadł do małego pomieszczenia i zaczął gorączkowo rozglądać się za sznurem czy liną, którą mógłby spętać Aatricha. Gdyby takiej nie znalazł, był gotów porwać swą szatę na pasy i kreatywnie je wykorzystać. Na szczęście na jednej z beczek leżały zwoje liny, Is chwycił szybko jeden z nich i zajął się obitym mężczyzną. Podciągnął mu ręce do tyłu i związał mu nadgarstki, by zaraz potem zająć się jego kostkami. Węzły były mocne i ciasne, powinny sprawić problem przy próbie wyswobodzenia się. A gdyby taka nadeszła, Iscar skutecznie ukróci zapędy ku niej solidnym kopniakiem w żebra lub za pomocą popieszczenia kosturem. Ponadto ustawił związane ciało mężczyzny naprzeciw otwartego pokoju, wykorzystując go przy okazji jako element, dzięki któremu drzwi się przypadkiem nie zamkną. Chciał mieć na niego oko w czasie gdy będzie sprawdzać wnętrze pomieszczenia. ~Wszystko co tu jest, zostało zapewne skradzione przez tych bandytów.~ pomyślał oglądając przedmioty na półkach i pod ścianami.
- Chcieliście mnie zabić? - rzucił do, chyba nieprzytomnego z bólu, Aatricha - Czy tylko okraść? - zdumiewały go metody zbójców. Okradzenie kogoś jest proste, wystarczy go pobić albo odwrócić jego uwagę. Po cóż więc tyle zachodu zachodu z plotkami o mnichach i cały ten teatrzyk z szaleństwem? Przysiadł na jednej z beczek i poczuł się dziwnie. Zupełnie jakby ciarki wielkości utuczonych ślimaków pełzały mu po karku i plecach. Być może to przez stres wywołany tymi wszystkimi wydarzeniami? Nie potrafił tego określić, bowiem dziwne uczucie dosyć szybko minęło. Postanowił zanieść te przedmioty do miasta i popytać, być może znajdzie się ich prawowity właściciel. Rozłożył na podłodze koc i wyłożył na nim dwa bochenki chleba, które pod nim znalazł oraz cztery księgi z półki. Chciał położyć tam jeszcze pół, wyraźnie napoczętego świniaka, ale zrezygnował z tego pomysłu. Odłożył mięso na miejsce i przykucając przejrzał księgi, które miał zamiar zabrać. Dwie niezbyt ciekawe, wypełnione jakimś zapiskami oraz dwie zupełnie od siebie różne. Kolorowa okładka jednej z nich, przedstawiała kontur, chyba tańczącego człowieka, otoczonego latającymi nutami.
- Elementarz Dzielnego Barda, tom I. - przeczytał Is na głos i zaśmiał się cicho. Uznał, że to jakaś książeczka dla dzieci lub muzyków amatorów. Druga księga wzbudziła w nim jednak niepokój. Obita była w czarną, zniszczoną skórę a jej strony były poplamione burymi plamami, jakby po zaschniętej krwi. Mnich przeczytał zaledwie kilka z nich po czym szybko ją zamknął i położył na kocu. ~Ofiary z ludzi? Kim wy jesteście?~ pomyślał o tym co przeczytał, patrząc na leżącego przy wejściu Aatricha. Uniósł rogi koca, po czym wykorzystując drugą linę, zrobił z niego coś w rodzaju tobołu, który po chwili wyniósł z piwnicy i ustawił obok klapy. Tak samo postąpił z dziwnym instrumentem strunowym, wyglądającym jak drewniana płyta z małymi podporami pod trzynastoma, mocno naciągniętymi strunami. Zaprawdę dziwne urządzenie, być może w Elementarzu Barda odnajdzie jakieś informację na jego temat, lecz na to przyjdzie pora później. Należało zająć się teraz ważniejszymi sprawami. Zeskoczył do piwnicy i sprawdził, za pomocą lekkiego kopnięcia, jak miewa się związany mężczyzna. Należało zachować ostrożność. Nigdy nie wiadomo czy nie zacznie się miotać gdy odzyska siły. Y'krall wrócił do pokoiku, po czym zapalił jedną z pochodni i zamocował ją na ścianie w wyznaczonym do tego miejscu. Miał złe przeczucia po tym co przeczytał w czarnej księdze, lecz ktoś musiał zrobić to, co właśnie zamierzał. Silnym uderzeniem przywalił w wieko jednej z beczek, chcąc ją otworzyć.
29.01.2015, 15:18
Przeczytaj Cytuj
Polany i farmy
#17

MG

Iscar rozglądał się po pomieszczeniu, zaś Aatrich ani myślał się poruszyć w inny sposób, niż taki, jaki wskazywał na jego cierpienia i ból.
- Ta. - stęknął leżący tak nienawistnym tonem, że pewne zaśpiewałby teraz trzynastozgłoskowcem całą balladę o skurwysynie mnichu, gdyby tylko był w stanie. A nie był. Oczywiście, wyglądał tak, jakby chciał coś dodać. Ale wolał sobie postękać i pokurczyć nieco.
Rzeczywiście, zdawało się to być trochę niesamowite, że akurat w kryjówce tych dwóch była taka księga, jak "Elementarz Dzielnego Barda". Ale była. Cóż, może trafiła tu przez przypadek? Chociaż stojący nieopodal egzotycznie wyglądający instrument zdawał się temu przeczyć.
Nieco mniej niesamowitym w tym miejscu, aczkolwiek dużo rzadziej spotykanym w praktycznie każdym innym, była inna księga - obita w czarną skórę, wyglądająca na dość starą, z tak zżółkłym pergaminem i tak wyblakłymi literami, że ledwo było cokolwiek na niej widać. Mnich otworzył księgę i przeczytał kilka pierwszych stron. Już z nich wynikało, że księga ma coś wspólnego z którąś z mrocznych religii: Thoranem lub Abaddem, aczkolwiek nie było tak jasne, z którą konkretnie. Iscar miał zbyt małą wiedzę o tych wyznaniach, by je rozpoznać po tak zaprezentowanym tekście. Jakiś wewnętrzny głos podpowiedział mu, by odłożył księgę. I odłożył.
Zaczął przenosić pakunki (i przedmioty w nic nie zapakowane), Aatrich nadal wydawał się być mało ruchliwy. Nie wiedzieć czemu, zdawał się teraz irytować Iscara. I to bardziej, niż wcześniej, teraz jednak zwyczajnie sobie leżał. Trudno było zdefiniować źródło tego uczucia. Beczka okazała się być pusta. W drugiej coś było - po otwarciu wieka Iscar dostrzegł mąkę. Ot, co. W trzeciej wybrzmiała jakaś ciecz. Pewnie wino, choć mogła to być również krew i drobno poćwiartowane ciało.
W międzyczasie żółtooki usłyszał jakiś niegłośny hałas. Ktoś zeskoczył z klapy. Wychyliwszy się z korytarza, dostrzegł chyba-Gariusa, nadal dzierżącego zapaloną pochodnię. Z jego oczu kipiał gniew i nienawiść. Gdy już zbliżył się do Iscara, wykorzystując jego częściowe chociaż zaufanie do niego, jako do jednego z mnichów (czyżby kolejny fałszywy?), zamachnął się na niego, chcąc uderzyć pięścią w krtań.
30.01.2015, 21:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Polany i farmy
#18

Na szczęście w beczkach nie było nic strasznego. Mąka i jakiś płyn. Zapewne wino lub inny alkohol. Gdyby było tam jakieś ciało, to w pokoiku by dało się to wyraźnie odczuć przez zapach, a może było jakoś specjalnie zakonserwowane? Iscar nie wiedział, albo raczej nie chciał wiedzieć. Wahał się czy otwierać beczkę z płynem. Dręczyła go ta niepewność. Zawszę mógłby w celu sprawdzenia, otworzyć ją i zanurzyć tam głowę Aatricha w celu lekkiego podtopienia i sprawdzenia reakcji...ale to zbyt niehumanitarne. Z zamyślenia wyrwał mnicha hałas, ktoś zeskoczył do piwnicy, wyszedł więc z pokoju chcąc sprawdzić kto to i ujrzał mnicha, który wcześniej pojawił się w korytarzu. Iscar nie wiedział jak ma się zachować, zwłaszcza, że mężczyzna wyglądał na wściekłego. Wiedział tylko, że nie może ufać teraz nikomu. Być może to dzięki temu, lub przez refleks wyćwiczony w klasztorze zauważył szybki ruch ręki mężczyzny, przeradzający się w cios. Uniósł szybko ręce chcąc złapać atakującego za nadgarstek by go wykręcić, jeśli mu się to nie powiedzie to spróbuje po prostu zbić rękę by nie dotarła do jego szyi.
31.01.2015, 22:01
Przeczytaj Cytuj
Polany i farmy
#19

MG

Mnich (czy może jakoś inaczej by go nazwać, żeby nie skłamać), którego wcześniej Iscar zidentyfikował jako Gariusa, zaatakował go. Żółtooki nie zdołał schwytać dłoni, lecz bez większych problemów odtrącił ją. Człek ten jednak nie wyglądał na takiego, który miał zamiar zaprzestać tego natarcia... kiedykolwiek. I rzeczywiście, druga dłoń również poszła w ruch. I to bynajmniej z nie mniejszym gniewem wymalowanym w oczach.
Iscar też nie odczuwał zupełnej obojętności. Cała ta absurdalna sytuacja, jaka go otaczała, z każdą chwilą nabierała coraz to dziwniejszego przebiegu. Jako mnich był też kształcony by panować nad swoimi emocjami, ale tym razem... Było to dość trudne. Niewiedza mogła go nieco sfrustrować, wszechogarniająca agresja mogła spowodować chęć odparcia tego ataku.
Teraz zatem pora odpowiedzieć na pytanie: dlaczego świat nie kojarzy raczej wkurwionego mnicha? Czyżby takowi rzeczywiście w każdej chwili doskonale potrafili ukierunkować swoje uczucia, czy może po prostu w żadnym podobnym wypadku nie przetrwał nikt, kto mógłby o zdarzeniu opowiedzieć?
02.02.2015, 19:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Polany i farmy
#20

Może szaleństwo i agresja mnichów wcale nie były bujdą wyssaną z palca? Wcześniej wydawał się spokojny a teraz niby-Garius atakuje go bez żadnego powodu, czyżby jakaś zaraza? Zbiorowa paranoja? Co tu się dzieje do diabła... Natłok myśli był coraz bardziej nie do zniesienia dla żółtookiego mnicha, irytował go ponadto fakt, że nie udało mu się złapać ręki chyba Gariusa, przynajmniej skutecznie sparował cios. Niestety, sprawa nie była rozwiązana bowiem nadciągały kolejne i musiał się bronić. Sprawę utrudniał fakt, że piwnica nie była zbyt przestronna i wszelkie zamaszyste ciosy mogły zahaczyć o ścianę nim dotrą do właściwego celu.
- Dlaczego mnie atakujesz? - próbował zapytać głośno, lecz spokojnie. Choć w feworze rozpoczętej walki i przy rosnącym znerwicowaniu mogło to zabrzmieć zgoła inaczej. Mnich skupił się na ataku zaniechając obrony i spróbował wyprowadzić serię ciosów w pierś przeciwnika. Celne uderzenie w splot słoneczny przeciwnika powinien wyrwać mu dech z piersi, dzięki czemu Iscar zyskał by sekundę czy dwie przewagi.
02.02.2015, 19:52
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna