Stodoła karczmy "Pod wędzonym łososiem"
#11

Gemma może aż tak szczęśliwa nie była. W końcu nigdy nie przeżyła jako takiej straty rodziny, była postawiona przed faktem dokonanym, toteż nie przywykła do towarzystwa. Ale świadomość, że jednak gdzieś tam ktoś jest była odrobinę pocieszająca. Musiała przyznać, że ta informacja jej nie zasmuciła, wręcz przeciwnie - lekko podniosła na duchu. A to naprawdę miła odmiana, bo ostatnio nie czuła nic oprócz bezbrzeżnej nudy i niechęci wobec patrzenia na ludzi oraz inne stworzenia im podobne.
- Nie używaj słowa "posuwać", w obecnej sytuacji źle mi się kojarzy. - powiedziała, po czym parsknęła śmiechem. Położyła dłoń na twarzy i uśmiechnęła się głupio do siebie. Może Duriel potrafił ugryźć się w język, ale Gemma za cholerę nie potrafiła się powstrzymać. Jedyne co mogła zrobić, to cieszyć się sama do siebie ze swojego zboczenia tudzież głupoty. Tak jak teraz. Bądź co bądź, źle tej nocy nie wspominała, więc to w sumie nic strasznego. Kiedyś się będą z tego śmiać jeszcze bardziej. - No ale... Ręki na ciebie nie podniosę, przynajmniej dopóki sobie nie zasłużysz. Jestem w końcu rozgarniętą babą, może nie do końca wykształconą, ale rozgarniętą. - skwitowała, żeby rozwiać wszelkie jego wątpliwości na temat rzekomej chęci mordu ze swojej strony. Póki nie planowała robić mu sekcji na żywym jeszcze ciele, nie miał się o co bać. O ile w ogóle się przejął.
- Ja tam w zasadzie niewiele o nim wiem. W zasadzie to chuj mnie on obchodzi. Ale ludzie paplają sporo i jak się tak dłużej przysłuchasz, to od samego słuchania cię strach obleci. A co dopiero jakby stanąć twarzą w twarz z takim kurwim synem... - burknęła zupełnie tak, jakby faktycznie się go bała. Raczej nie bardzo, ale bić by się z nim nie chciała. - Ale wiesz, jak tam sobie chcesz. Jesteś dorosły, to twoje życie, twoja sprawa jak je stracisz. - rozłożyła ręce, wzruszyła ramionami i w zasadzie w tym momencie skończyła się jej troska. W końcu nie złapie go za kołnierz, nie spierze go pasem za pomysł, bo to nie jej interes. Miał swoje powody, może to była gra warta świeczki. Niestety Gem nie była na tyle wścibska, żeby wtykać nos aż tak głęboko w jego sprawy.
Myślała, że poczuje się źle spowiadając się mu z tego co wie, ale ponieważ zupełnie wyłączyła zdolności myślowe w tym czasie (zapewne na rzecz możliwości liczenia - w końcu odejmowanie to sprawa ciężka dla mózgu), to się nie przejęła wcale. Ale wyszło jej to na dobre - wreszcie jej uwierzył, nie musiała się pluć, brnąć jeszcze dalej w swój życiorys. Dwie pieczenie na jednym ogniu.
- Podziwiam, że aż tak przywiązujesz się do zwierząt. Moja klacz to nawet imienia nie ma. W ogóle, gdzie ja ją wczoraj odstawiłam... - zastanowiła się głośno, próbując sobie przypomnieć, gdzie przywiązała konia ogarnięta pijacką euforią. Na szczęście niedługo potem ją oświeciło, że stała na zewnątrz. Chyba. - No ale, nieważne. To nie jest wszystko, o co chciałam zapytać. Nie jestem aż taka głupia, żeby dziesięć lat szukać kogoś w celu zapytania kogoś o psa. - popatrzyła na niego jak na debila, ale zaraz wróciła do poważnej miny. - O mój alkoholizm się nie martw. Już za późno. Lepiej powiedz mi... Co się stało dziesięć lat temu w Varengardzie? - zapytała chłodno, patrząc prosto w jego oczy. Przeszła do meritum nie przejmując się, czy Hatsu będzie czuł się na tyle komfortowo, by jej odpowiedzieć. Chciała wiedzieć, mieć to z głowy, ewentualnie móc umrzeć w spokoju. W końcu przez ostatnią dekadę szukała odpowiedzi, zaspokojenia ciekawości, której powodów nie znała. Zdawała sobie sprawę, że bez tego żyłoby się jej o wiele lepiej. Co prawda bezcelowo, ale spokojniej, nie musiałaby się starać. Skoro ma teraz szansę na rozwikłanie zagadki, to czemu miałaby jej nie wykorzystać?


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








28.02.2015, 23:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stodoła karczmy "Pod wędzonym łososiem"
#12

- Dziesięć lat temu w Varengardzie powiadasz? - Zapytałem pogrążając się we wspomnieniach. Nie chciało mi się wracać do tamtego czasu myślami, ale Gemma miała prawo wiedzieć, co tam tak na prawdę zaszło. Stałem do niej plecami, wdychając świeże popołudniowe powietrze w płuca i wydychając je z jakąś taką ulgą. Czułem jak ciarki przechodzą po moim ciele, ziewnąłem i przeciągnąłem się patrząc w dal z wymalowana obojętnością. Szczęściarz stał obok mnie, drapiąc się łapą po głowie zaś Łata rwała zębami rosnącą w stodole trawę. Może nie było jej dużo, ale gdzie nie gdzie rosła, a przed wyjściem było jej więcej niż gdziekolwiek indziej.
- Rozumiem, że chcesz się dowiedzieć jak doszło do wymordowania naszej rodziny, bo o jej śmierci zapewne wiesz. - Oznajmiłem.
- Widzisz, tak prawdę mówiąc nie wiem. Doszły mnie jakieś plotki, trochę rzeczy wyjawił mi Vanarii z Nonrem, kiedy... Zresztą nieważne, w każdym razie istnieje nieformalna wersja, że konkurencyjne rody, oferujące swoje usługi, chciały usunąć najlepszych z tronu na którym zasiadali. Raikami byli nie bez powodu, najlepszymi łowcami w całym Varengardzie. Wszystko dzięki naszym genetycznym predyspozycjom do opanowywania zmysłów i walki każdą bronią. Poza tym, długie życie naszego rodu również przyczyniło się do dyskwalifikacji innych z tytułu "najlepszych". - Wyjaśniłem, przechylając głowę w jej stronę.
- To się stało, kiedy ruszyłem odszukać rodzeństwo. W trakcie wyprawy byłem zmuszony wrócić do domu. Niestety nie zastałem go w takim stanie, w jakim go pożegnałem. Nie wiem za wiele o incydencie i samego mnie to trapi. Jest niepotwierdzona informacja, iż sam Parias zawiązał współpracę z wrogimi klanami, aby zrównać z ziemią naszych ludzi. Czy jest to prawda... Nie wiem, ale nie mam powodu też, aby w nią wątpić. Zwłaszcza, że sukinsyn miał jakieś plany do Tooru. - Poczułem, że robię się wściekły, więc na chwilę wstrzymałem się z dalszym wylewem słów, próbując trochę się otrząsnąć z amoku, w jaki zacząłem wpadać z każdym kolejnym zdaniem.
- No cóż. Nasz ród oficjalnie nie istnieje, a my jesteśmy jego ostatnimi przedstawicielami, o czym praktycznie nikt nie wie. - Dodałem po chwili ciszy. Nie miałem ochoty brnąć w temat głębiej, bo sam nie wiedziałem wszystkiego, a myśli o tym tylko mnie rozwścieczały. Spojrzałem jej w oczy zmieniając temat.
- Teraz liczy się to aby przeżyć, zarobić trochę smoków i zrobić coś wielkiego. Ruszam do Lothil, prosić króla o pomoc w utworzeniu Gildii. Potrzeba mi funduszy na siedzibę i rozkręcenie nowej organizacji w świecie Atarashii. Saberwolf, samo się nie zrobi, a jego istnienie może zmienić losy tego świata. - wyjawiłem z chłodną pewnością siebie. Odwróciłem się do Łaty i wziąłem ją za uzdę. Szczęściarzowi nie musiałem niczego mówić. Szedł zaraz za mną, obejmując wzrokiem i słuchem całe otoczenie. Wyszliśmy z stodoły, ruszając na szlak główny.
- Żegnaj Gemmo. - Powiedziałem, nie odwracając się już do niej. Czułem, że robię źle zostawiając swoją rodzoną siostrę, ale tak przecież musi być... Tak będzie po prostu lepiej jeśli dzięki temu oszczędzę jej niebezpieczeństwa. Żal ściskał mnie za serce, usilnie czułem potrzebę uronienia choćby jednej łzy... Problem tkwił w tym, że nie mogłem... Mój organizm zapomniał jak to się robi.
Niebo było przejrzyste choć z oddali zbliżały się chmury burzowe. Z deszczu pod rynnę... Trzeba mi założyć płaszcz. Nie chciałbym zmoknąć. Zwłaszcza podczas podróży do Dravnulskiego portu. W myślach ciągle powtarzałem sobie "Wybacz mi, Gemm...".


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






02.03.2015, 19:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stodoła karczmy "Pod wędzonym łososiem"
#13

Słuchała go, ale bez większego przejęcia. Szczególnie wtedy, gdy opowiadał jakich to Raikami nie mieli predyspozycji. Uważała, że gdyby w istocie byli tacy najlepsi, to nie pozwoliliby w żadnym wypadku na zatarcie ich istnienia tak szybko. Jednak nie komentowała tego, bo w końcu ani ona, ani on nie wiedzieli jaka była rzeczywistość, czy naprawdę było tak, a nie inaczej. Po dzisiejszej nocy była bardziej niż pewna, że absolutnie wszystko może się zdarzyć. I już nawet nie chodzi o stracenie czujności, klątwy czy inne zabobony - fortuna kołem się toczy. Raz jest lepiej, raz jest gorzej, a co jakiś czas, jak już jest fajnie, dostajesz z półobrotu w ryj od jakiejś niespodzianki, co byś sobie nie myślał. Zdawała sobie sprawę, że nie ocenia sytuacji jasno, bo jest okropnie uprzedzona (jakby na to nie spojrzeć, miała do tego pewne prawo), ale to absolutnie nie przeszkadzało jej w byciu nieprzejętą przykrym losem jej teoretycznej rodziny. Już pomińmy fakt, że ona się niczyim losem nie przejmuje, bo jest kurewsko nieczuła. Wrażenia na niej to nie zrobiło.
- Parias? Po co on miałby się do tego mieszać? Albo się wyjątkowo nudził, albo... cholera go w sumie wie. - nie lubiła bawić się w spekulacje, więc szybko to przerwała, kopiąc kamień leżący przed wejściem. Poleciał daleko, trafił w przechodzącego kota, na co Gem uśmiechnęła się wrednie. Jednak nagle oprzytomniała i spojrzała na chłopaka. - Do Tooru? Ale że jakie? Władanie piorunami, też mi coś... - burknęła i odwróciła wzrok, udając, że to po niej spływa jak po kaczce, kiedy w istocie była ociupinę zazdrosna. Bo widzicie, Gemma nienawidziła magii tylko dlatego, że sama nie umiała nią władać. Próbowała sobie umilić swoje kalectwo magiczne w dosyć zawistny sposób, ale niezbyt czuła się z tym źle.
- Nikt nie wie i nikt się nie dowie. - może nie wyglądała na taką, ale potrafiła dochowywać tajemnic. I jeśli Hatsu by ją o to poprosił, zabrałaby wszystko ze sobą do grobu. O ile nie umrze gdzieś pod stołem, czy w rowie. - Jeśli tamci zabójcy nadal żyją, gdyby się dowiedzieli... Nie tylko ty byś miał wtedy przejebane, ale również i ja. A czego jak czego, ale zawracania mi dupy nie lubię. - wyjaśniła, żeby sobie nie myślał, że robi to dla niego. Nie chciała przy nim wyjść na jakąś honorową osobę, wizerunek zimnej suki musi się zgadzać, bo zaraz się jeszcze zaczną przytulać. A to jej przywodzi nieciekawe wspomnienia na myśl. Jemu zresztą zapewne też.
Nagle Gemmie zaświeciły się oczka iskrą idei, widać było, że jakaś myśl zaczęła się rozwijać w jej mózgoczaszce. Zazwyczaj nie wróżyło to nic dobrego, ale kto wie, jak będzie tym razem. Gdy tylko usłyszała jego pożegnanie, jak kot zwinnie zjawiła się tuż obok niego.
- Tak się składa - zaczęła i wsunęła mu swoją rękę pod ramię z dumnym uśmiechem - że ja również wybieram się do Lothil. Patrz jaki zbieg okoliczności! A że ja jestem słaba płeć, niezdolna absolutnie do podróżowania w pojedynkę, biedna sierota pokrzywdzona przez los, to mię odwieziesz. - suszyła zęby w cwanym uśmiechu, próbując uroczo trzepać rzęsami i umniejszać swoje zdolności. Rozpięłaby jeszcze dekolt, ale no bez przesady. - Zresztą, o ile mi wiadomo, to gildię się robi w parę osób, toteż jedynie z psem u boku będziesz wyglądał jak idiota prosząc króla o pożyczkę. Może w jakim zamtuzie by to przeszło, ale nie na zamku królewskim. Jeszcze mi za to podziękujesz. - dodała, klepiąc go w tors zapewniająco. Uśmiechnęła się jeszcze raz, po czym podeszła do swojej klaczy, która stała uwiązana obok stodoły. Noc była ciepła, to nie zmarzła. Całe szczęście, że ktoś jej nie zajumał. - A tak w ogóle to jestem bardzo sympatyczna i mogę cię wyleczyć, jak wpadniesz dupą w pokrzywy podczas wycieczki w krzaki. Wiem, że po mnie nie widać, ale jestem zdolna.


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








05.03.2015, 23:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stodoła karczmy "Pod wędzonym łososiem"
#14

Nie zwracałem już na nią uwagi. Patrzyłem tylko przed siebie i myślałem jak rozpocząć swój plan założenia gildii. Gemma odeszła ode mnie po konia. Chyba nie mam wyjścia jak pozwolić jej podróżować razem ze mną. Zresztą... Niech się dzieje co się ma dziać. Widać, że ma jakiś cel w tym żeby ze mną ruszyć. Nie wierzę, że wyprawa do Lothil to przypadek.
Kiedy wróciła, zerknąłem na nią zza ramienia.
- No widzisz, nie przypadkowo ruszyłem w świat. Jeśli ktoś zechce mnie ścigać, najpierw będzie musiał się dowiedzieć, gdzie się obecnie znajduję. Ludzie z Varengardu mają mnie za martwego, chociaż część osób w tym król wiedzą o moim istnieniu. - Wyjaśniłem wsiadając na Łatę. - Niemniej, dobrze by było żeby mnie odnaleźli. Byłbym rad, gdybym wyrżnął tych kurwijebców jedenego po drugim. - Ton mojego głosu był zaskakująco obojętny. Zawsze kiedy wspominam o chęci zamordowania kogoś lub czegoś, mówię to z ironiczną wręcz obojętnością. Przez te wszystkie lata, zbyt wielu ludzi podzieliłem na dwie części swoim Rairyuu. Tak mi się tylko wydaje, że stałem się niewrażliwy na takie tematy.
Podrapałem się po brodzie, puściłem śmierdzącego bąka i ruszyłem niewzruszony szybszym tempem zostawiając Gemm odrobinę za sobą. Mój wierzchowiec poczuł się chyba nieswojo właśnie... A no i zapomniałem, że przy damach nie powinno się tak robić. Srać maniery, jest tak samo skurwiała jak ja, może zrozumie, że mam w dupie dobre obyczaje przy niej. Zresztą nie mam ani ochoty, ani celu podlizywać się jej. Czasy ciężkie... Powiadam ja wam... Chociaż ten bąk chuj się ma do ciężkich czasów.
- Niechaj będzie, że ze mną będziesz podróżowała. Tym razem z dwojga złego poszło w złą stronę, ale możemy uznać to jako moja aprobatę na Twoją ofertę. Swoją drogą. Chcesz dołączyć do gildii? - W tym momencie powinienem stać się mistrzem w zmienianiu tematów. Od rozmowy o bąkach, po przyjmowanie do gildii. Będę zajebistym przywódcą, hehe. Wilk popatrzył się na mnie z nienawiścią. Chyba poczuł co żem wytoczył i chyba to coś jebało dosyć porządnie! Jeśli wierzyć przesądom, śmierdzący pierd to zdrowy pierd. Trochę szkoda mi było Szczęściarza, ale im bardziej się oddalaliśmy tym odór musiał ustępować. Ja tam niczego nie czułem, gorzej z moimi kompanami. Poza tym wilk chyba się przyzwyczaił. Nie takie pociski przy nim leciały. Zerknąłem na niego ukradkiem, ale ten widocznie olał temat, bo wzruszył uszami i spojrzał przed siebie, ruszając szybszym tempem.
Chmury nadciągały, ale nie wydawało się aby miało padać. Raczej przelecą nam nad głowami i znikną, albo zmienią kierunek. Do portu mamy jakieś trzydzieści minut podróży jeśli się nie mylę. Może "wędzony łosoś" jest obiektem położonym niedaleko portu, ale mówiąc niedaleko trzeba mieć na uwadze, że trochę czasu trzeba na dotarcie do niego.
Wyjechaliśmy na szlak, karczmę i stodołę zostawiliśmy za sobą. Teraz przyszedł czas na transportowanie się do Lothil. Hmmm... A może przy okazji zarobimy trochę grosza? Kto wie...

Gracz opuścił wątek


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






06.03.2015, 01:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stodoła karczmy "Pod wędzonym łososiem"
#15

Celu nie miała żadnego i tutaj w zasadzie leżał problem - pod wpływem chwili podejmowała decyzje o jutrze, które póki co jakimś cudem nie skończyły się tragicznie. Nie bardzo przejmowała się swoją przyszłością, bo wychodziła z założenia, że co miałoby się nie dziać, niczego w życiu nie osiągnie. Włóczyła się od miasta do miasta, od karczmy do karczmy, dzień po dniu żyjąc tym, co miała teraz. Będąc dorosłą kobietą powinna pomyśleć, co będzie robić, kiedy już będzie niedomagać, a chlanie nie będzie przystawać damie jaką się niechybnie stanie. Ale ta myśl nawet nie obijała się o jej czaszkę; choć raz nie przyszła jej do głowy. Może to i dobrze - nie ma żadnych zmartwień.
- Masz chody u króla? No, kochany, teraz już na pewno się mnie nie pozbędziesz. - powiedziała z uśmiechem, również wskakując na konia. - Zwłaszcza, że ja też lubię wyżynać spierdoliny tego świata. A nuż to genetyczne! - widać było, że humor Gemmy uległ znacznej poprawie. Co prawda jej samopoczucie zmieniało się średnio co jakieś dziesięć minut, ale to nieistotne. Liczyło się to, co jest tu i teraz, a obecnie była jakże wybitną towarzyszką o osobliwym poczuciu humoru. Hatsu będzie się bawił wyśmienicie.
Już miała mu odpowiedzieć coś sarkastycznego o tym dołączeniu do gildii, bo ogromnie ją rozśmieszył fakt, że najpierw chciał uniknąć ofiar, a teraz ją do kółka zapoznawczego zaprasza. Naprawdę już miała na języku prześmiewczy tekst o jego niezdecydowaniu, które niewątpliwie jest godne baby w tym cudownym okresie każdego miesiąca, ale coś ją powstrzymało. Oczy zaszły jej łzami, gardło ścisnęło coś niepotwornego, a instynkt przetrwania rozkazał jej uciekać.
- Nosz kurwa mać! Tak żeś się okrutnie zjebał, że aż w oczy szczypie! Trochę kultury, ty niewychowany obszczymurze! - wydarła się, po czym zasadziła kopniaka swojej klaczy, wyprzedzając go o sporą odległość. Miała zamiar wyprzedzić go o co najmniej pół stajania, w pogoni za świeżym powietrzem, ale okazało się, że da się oddychać trochę wcześniej. Dlatego odwróciła do niego głowę, zwalniając tempa. - Jeżeli każda twoja zgoda będzie uwieńczana jadowitym bąkiem, to dziękuję, ale pierdolę taką ofertę. Wstydu to może i nie mam, ale węch posiadam zajebisty! - burknęła obrażona odwracając głowę z powrotem do przodu, żeby Hatsu sobie nie myślał. - Jeśli to jednorazowy wybryk, to masz mój łuk. W każdym razie, streszczaj się, bo nas noc zajdzie, jak tak będziesz jechał. - skwitowała, po czym pokłusowała do przodu, licząc, że Duriel ją dogoni.
Witaj przygodo, jakbyś mogła, nie zabij nas, proszę.

Gracz opuścił wątek


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








12.03.2015, 00:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna