Rzeka "Smocza Łza"
#11

Mężczyzna chyba nie spodziewał się aż takiego oporu, stąd też zaczynał się lekko denerwować. Nie miał zamiaru jednak dać tego po sobie poznać. Na pewno nie przewidział ataku ze strony Adera, który do tej pory był jedynie biernym obserwatorem. To mogło odrobinę pokrzyżować jego plany. Z drugiej strony, przewoźnik też musi sobie zrobić dobrą reklamę. Kto będzie chciał pływać z takim, u którego robią rozboje? Mimo to teraz byli niejako uziemieni. A właściwie to Tehacell, który jako jedyny aktualnie znajdował się w niebezpieczeństwie. Na szczęście chyba nie trafił na gości, którym jego los byłby obojętny, pomimo że praktycznie się nie znali.
Wąsacz wyglądał na rozdartego. Z jednej strony nie chciał się pozbywać swojej broni, ale jednocześnie wiedział, że jeśli szybko tego nie zrobi, to może się źle skończyć. Spróbował pójść tropem, który podrzucił mu Akolita.
- On ma rację. Ten miecz jest trochę warty. Rzucę go pod nogi, razem z mieszkiem - zaproponował i uniósł lekko ręce, aby pokazać, że nie ma złych zamiarów i nie planuje żadnego podstępu.
Facet stojący za plecami potrzebował chwilę, aby przemyśleć tę ofertę.
- Dobra. Ale rzuć go tak, żeby był bliżej do mnie. A tu duży powiedz, gdzie trzymasz monety. Sam się obsłużę - zza pleców Tehacella dobył się cichy śmiech.
Wąsaty chwycił miecz oraz odwiązał mieszek od spodni. Następnie rzucił je na podłoże. Lecz dosłownie w tej samej chwili zareagował Ader. Wykonał jednej krok, a następnie skoczył, zamachując się kijem.
- Schyl się! - Krzyknął, kierując te słowa do akolity. Gdy ten wykonał automatyczny ruch, broń świsnęła nad jego głową, skierowana w bandziora. Ten odparował cios ręką, ale atak wytrącił go z równowagi. Musiał cofnąć broń od pleców Tehacella. Szybko jednak kopnął go w dupsko, przewracając tym samym na deski podkładu.
- Cholerny skurwysynie! - Ryknął i rzucił się z atakiem na Adera. Ten jednak bardzo zręcznie posługiwał się swoim kijem. Wąsacz wykorzystał to zamieszanie i skoczył po swój miecz. Sytuacja wyglądała kiepsko dla agresora, ale trudno było stwierdzić, jakie jeszcze sztuczki trzyma on w rękawie.
19.05.2015, 16:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#12

Sytuacja z irytującej zaczęła nieco przypominać groteskową, bo jednak pomimo magicznych zdolności agresora, był sam na trzech przeciwników, z których każdy miał szczerą ochotę wrzucić go już do wody. Sztylet utkwiony ewidentnie między dwoma kółkami mojej kolczugi, zaraz pod łopatkami, potwornie mi przeszkadzał... odczuwałem dyskomfort, bo w sumie kto by go nie odczuwał. Wąsacz i Ader przyglądali się całej akcji ewidentnie nie wiedząc co zrobić, aczkolwiek ten pierwszy zrozumiał co miałem na myśli i spróbował wykonać akcję mogącą zagwarantować uratowanie potrzebnego nam teraz miecza. Ja z kolei dostałem polecenie powiedzenia frajerowi gdzie znajduje się mój mieszek, jednak nie ma mowy bym pozwolił mu zajrzeć do torby. Prędzej pozwolę mu zajrzeć do torby pod fiutem niż do tej, w której mam wszystkie rzeczy potrzebne do podróży. W zasadzie... to jest myśl!
Trzymam monety w gaciach, pod paskiem. No wiesz, tak najbezpieczniej. - powiedziałem spokojnym głosem, starając się nie okazywać emocji, by napastnik nie mógł wyczuć drobnej intrygi z mojej strony. Jeżeli nie uwierzy, to i tak granie na zwłokę zawsze jest korzystne dla mnie, natomiast jeśli uwierzy to będzie musiał podejść do mnie od frontu pozostawiając pozostałą dwójkę za swoimi plecami.
Czekałem na reakcję frajera ze sztyletami, aż tu nagle usłyszałem trzy dźwięki następujące po sobie: trzask miecza o drewno, trzask mieszka o drewno i krótki rozkaz Adera nakazujący mi się schylić. W sumie to nic lepszego nie mogłem zrobić, w naszym kierunku nadlatywał jego kij wymierzony na wysokość głowy agresora. Odruchowo faktycznie się schyliłem i równie odruchowo moja dłoń powędrowała prosto do cholewy buta z zamiarem dobycia sztyletu i zaatakowania nim w nogi napastnika. Okazał się on jednak szybszy ode mnie, bo nim zdążyłem złapać za rękojeść krótkiego ostrza, ten sparował cios kija i kopnął mnie w dupsko tak mocno, że wyjebałem ryjem prosto na deski. W tym momencie irytacja sięgnęła zenitu powoli przeradzając się w złość, co nie zdarzyło mi się bardzo dawno... upokorzenia jednak silnie oddziaływały na tego typu uczucia i nie dziwiło mnie to.
Z mordą przyklejoną do desek przyuważyłem ukradkiem, że wąsacz wykonał ruch i rzucił się po swój miecz, a za mną najpewniej toczyła się jatka między przewoźnikiem a iluzjonistą. Zdziwiony, że jeszcze nie czuję krwi zalewającej mi nos postanowiłem szybko przeturlać się na plecy, a następnie podnieść się na równe nogi nie tracąc oczu z napastnika. Już nie miałem ochoty wyciągać sztyletu... teraz chciałem tylko dobyć jak najsprawniej miecza i prostym cięciem oburącz, skrócić iluzjonistę o głowę. Musiałem jedynie uważać, by ani wąsacz ani Ader nie zaplątali się nigdzie na linii cięcia... w końcu temu pierwszemu planowałem dzisiaj postawić kolejkę mocnej wódki, a temu drugiemu dać hojny napiwek za zmysł do prowadzenia interesu.
22.07.2015, 17:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#13

Podczas gdy obaj mężczyźni z mieczami próbowali dobyć swych broni, Ader toczył pojedynek z własnym klientem. Widać było, że jeśli walka miałaby się odbyć sam na sam, to przewoźnik nie miałby szans. Może i był zwinny, a także całkiem zręcznie machał swoim kijem, ale nie mógł się równać z najemnikiem wyszkolonym w walce wręcz. Na szczęście nie musiał go pokonywać. Wystarczyło bronić się tak długo, aż nadciągną posiłki.
Wąsacz sprawnie dopadł do swojego miecza i stanął na równe nogi. W tej samej chwili broni dobył Tehacell. Mogli obserwować, jak bandzior płynnym ruchem łamie kija Adera na pół, tym samym pozbawiając go jedynej broni. Zapewne następnym posunięciem byłoby pozbawienie przewoźnika życia, ale ten w ułamku sekundy zorientował się w sytuacji i odskoczył poza zasięg ostrza przeciwnika. To dało zaś pole do popisu dla Akolity i wąsatego kompana. Zaatakowali dosłownie w tej samej chwili, tnąc z dwóch różnych stron. Ich przeciwnik nie miał szans. Niestety ich broń znów przeleciała jedynie powietrze i mało brakowało, aby poodcinali sobie nogi. Ich miecze zetknęły się ze sobą w połowie drogi i odbiły od siebie, wytrącając obu zaskoczonych wojowników z równowagi. Mogli jednak zauważyć, że niedawny napastnik znajduje się teraz za burtą prowizorycznej łodzi i energicznie przebiera rękami, aby dopłynąć do brzegu. Innymi słowy zastosował najstarszą taktykę obronną - ucieczkę.
- Psiakrew. Cholerny tchórz! Gnojek bez honoru! - Grzmiał wąsacz, wygrażając za nim pięścią. Nic to jednak nie dało, chyba że któryś z nich chciał się puścić w pogoń za typem. Nie wyglądało jednak na to, aby ktokolwiek miał na to ochotę.
- No, ale przynajmniej nasze mieszki są bezpieczne - stwierdził wąsacz i ruszył po swoją własność, którą podniósł z desek pokładu.
Tymczasem Ader przyglądał się połamanemu kijowi, jakby stracił właśnie niezwykle istotną pamiątkę rodzinną. Kto wie, może tak się właśnie stało?
04.08.2015, 13:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#14

Jeszcze chwila i przewoźnik straciłby życie. Gdy dobywałem miecza, zauważyłem że toczący bój Ader dobrze parował ciosy, jednak ostatni z nich połamał jego kij, co pozostawiło go zupełnie bezbronnym. Dobrze, że razem z wąsaczem w porę zdążyliśmy ruszyć w kierunku napastnika. Moje cięcie mające na celu uwolnienie gniewu, pomału kumulującego się we mnie, poskutkowało może w połowie. Oczywiście nasz mistrzunio iluzji znowu zastosował swój trik i przecięliśmy powietrze dodatkowo zderzając się mieczami. Ponownie wytrąciło mnie to z równowagi, bo siła obu uderzeń była na tyle ogromna, że o mało nie wypuściłem miecza. Odruchowo chciałem zamachnąć się mieczem za siebie, bo myślałem że znów chce sobie uciąć pogawędkę z całą naszą trójką wymachując sztyletem. A jednak - zbir okazał się najgorszą formą kurwy jaka mogła chodzić po tym świecie, bo oto mogłem obserwować jak pluska się w rzece próbując jak najszybciej dopłynąć do brzegu. Pierwsza myśl - dobić go ciosem psionicznym, bo na pewno choćby był najlepszym pływakiem to ból głowy nie pozwoli mu dostać się do brzegu... z drugiej strony może to nie jest konieczne. Przepłynęliśmy już kawał drogi, a Ader wspominał o różnego rodzaju ścierwojadach pływających w Smoczej Łzie. Mając go w zasięgu wzroku schowałem powoli swój miecz i już kierowałem dłonie w kierunku skroni celem zaatakowania napastnika, jednak wygrało logiczne myślenie. Moja podróż jeszcze nie dobiegła końca, a drugi taki cios w przeciągu kilku minut mógłby mnie zbytnio wykończyć. Oprócz tego zbytnie obnażanie swoich zdolności przed nieznajomymi to trochę jak wpychanie sobie rapieru w dupę.
- Utop się, jebany skurwysynu. Żeby cię najgorsza możliwa zaraza z tej rzeki opierdoliła na kolację i żeby żarła od, kurwa jego mać, stóp do samej głowy. Psie jebany. - wyrecytowałem dość głośno po krótszej i nieco bardziej ocenzurowanej wiązance wąsacza. Miałem nadzieję, że napastnik dobrze mnie słyszał, ale możliwe że bicie jego serca mogło już zagłuszać wszelkie inne dźwięki... miałem przeczucie że moje przekleństwo spełni się chociaż w minimalnym stopniu.
Rozejrzałem się po dwóch ostatnich osobach pozostałych oprócz mnie na pokładzie tratwy i ostrożnie wyciągnąłem mieszek z torby przewieszonej przez plecy. Wygrzebałem z niego wszystkie brązowe smoki i dodatkowo dwa srebrne, tak by została mi chociaż jakaś równa suma na wypadki losowe. Nie można zostać bez grosza. Podszedłem do Adera ewidentnie czymś załamanego i wyciągając do niego garść zasypaną drobnymi monetami spróbowałem powiedzieć kilka słów pocieszenia:
- Pierdol tę robotę, zostań jakimś najemnym wojem, bo napierdalasz się lepiej niż połowa cwaniaków w Varengardzie. Trzymaj, nie ma tego dużo, ale może starczy na posklejanie kija.
Następnie oddaliłem się od przewoźnika mając nadzieję, że przyjmie mój skromny napiwek i podszedłem do wąsacza drapiąc się po głowie.
- To nas urządził, jebaniec.
07.08.2015, 11:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#15

- Chuj wam w dupę! - Odkrzyknął jeszcze zbir, bowiem najwyraźniej usłyszał epitety płynące z ust zarówno wąsacza, jak i samego Tehacella. Nie marnował jednak czasu na dalsze starcia, czekała go bowiem jeszcze spora droga, jeśli chciał dopłynąć do brzegu w jednym kawałku. Wybrał sobie kiepski moment na tego typu ewakuację, ponieważ znajdowali się mniej więcej w 3/4 drogi. Mógł więc albo płynąć w kierunku bliższego brzegu, lecz tam narazić się na zemstę ze strony niedoszłych ofiar lub też dymać całą powrotną drogę o własnych siłach. Wybrał tę drugą opcję.
Ader wyrwał się z zamyślenia i spojrzał na mężczyznę, chcącego wręczyć mu swoje monety. Wstał i uśmiechnął się.
- Schlebia mi to co mówisz, jednak zajmuję się tym od dziecka i nie chcę zmieniać profesji przez jednego złodzieja. Takich jak ten jest tutaj więcej. Przyzwyczaiłem się - odpowiedział i wzruszył barkami. Wyglądało na to, że dla tego chłopaka to był chleb powszedni. Może dlatego tak dobrze walczył? - Przyjmę twoją zapłatę, ale na brzegu, jeśli to nie problem. Teraz mamy inny problem. Straciłem kij, więc nie mam jak manewrować tratwą. Na szczęście nie jesteśmy już daleko od drugiego brzegu, nie mam już wpływu na to, gdzie płyniemy - wyjaśnił chłopak i wskazał przeciwległy brzeg. Faktycznie płynęli teraz głównie z nurtem rzeki, czyli w dół, jedynie nieśmiało zbliżając się do celu swojej podróży, który stanowił drugi brzegu "Smoczej Łzy". To mogło dodatkowo przedłużyć ich podróż. I zapewne właśnie ten fakt tak zmartwił Adera.
- Prawda - odparł wąsacz na komentarz Tehacella. Machnął ręką w stronę, z której przypłynęli. - Zapewne połowa ludzi czekających tam na przewóz to tego typu cwaniaczki, liczące na łatwy zarobek. Gdyby nie to, że trafił na dwóch wyszkolonych wojaków i zręcznego przewoźnika, to z łatwością zarobiłby na chleb. Albo raczej na chlanie - stwierdził cierpko. Dopiero teraz odwrócił się do Akolity. - Jeśli pozwolisz, zwę się Edric, z łaski Duronora rycerz i... hm. Były reprezentant dworu Varengardzkiego - przedstawił się i lekko skrzywił. Widocznie ten tytuł nie bardzo przypadł mu do gustu. Wąsacz skierował spojrzenie na ich przewoźnika. - Jak długie narzędzie jest ci potrzebne do manewrowania? Może mógłbyś to robić za pomocą naszych meczy? - Zagadnął.
Ader pokręcił jednak przecząco głową.
- Rzeka jest coraz płytsza, lecz nadal zbyt głęboka abym mógł tak zrobić. Teraz musimy zdać się na łaskę bogów i liczyć, że będą na nas łaskawi.
Edric chyba nie był zachwycony zdawaniem się na łaskę sił wyższych, bowiem usiadł ze skwaszoną miną i począł obserwować wodę.
09.08.2015, 19:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#16

Spoglądałem spokojnie na odpływającego zbira i przed oczami miałem czerwone kałuże na powierzchni rzeki, oraz kawałki flaków wyrzucane przez nurt do morza. No ale co mogłem na to poradzić, poniosły mnie fantazje, a zawsze w takich przypadkach miałem nadzieję, że to nie fantazje tylko jakieś prorocze wizje. Ader póki co nie chciał moich monet, toteż wsadziłem je z powrotem do torby, jednak w takim miejscu bym mógł szybko je wyjąć i wręczyć przewoźnikowi. Swoją drogą - bycie przewoźnikiem od dziecka... to musi być nudne. Ja sam nie miałem zbyt ciekawego dzieciństwa, ale na pewno było bardziej emocjonujące niż zbir pojawiający się od czasu do czasu na tratwie. Czasem mam wrażenie, że wszelkie przygody już przeżyłem i nic więcej ciekawego mnie nie czeka, aż do samego grobu.
Wąsacz towarzyszący w przeprawie przedstawił się jako Edric - jak się okazało był o wiele wyżej postawiony niż ja. Rycerz... a może raczej były rycerz. Coś mi właśnie w nim nie grało, od początku naszej wyprawy miał bardzo odmienny zasób słów od tych, które słyszało się na ulicach.
- Grast. Tehacell Grast, były reprezentant ulic Varengardzkich. - odpowiedziałem mu na przywitanie pół żartem, a pół serio by się nie chmurzył. Z resztą miałem w dupie jak to się stało, że musiał opuścić dwór.
Bardziej interesowało mnie to, jak teraz uda nam się wylądować na brzegu suchą nogą. Złamany kij Adera sprawiał, że bardziej płynęliśmy w dół rzeki niż naprzód. Mimo, że nie zostało już daleko do przepłynięcia i dałoby się to zrobić wpław, to ja nie dość że miałem ciężki balast, to jeszcze nie potrafiłem pływać. W Varengardzie na próżno było szukać zbiorników wodnych głębszych od balii.
- Wiadomo, że mieczami byśmy nie dali rady, ale mam sznur przewiązany w pasie... może nie jest jakiś strasznie długi, ale jako żeglarz może znasz jakieś techniki robienia mocnych węzłów? - zaproponowałem przewoźnikowi. Wiedziałem, że oddanie mu sznura do połączenia dwóch części połamanego kija wiąże się z ryzykiem utraty mojej jedynej rzeczy mogącej utrzymać pochwę z mieczem przy pasie, no ale nie miałem zamiaru wylądować w morzu. Zdanie się na łaskę bogów nie było mi na rękę, bo bogowie to czysta ściema.
11.08.2015, 13:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna