Zbrojownia Tomma
#11

» MG «

Miejsce: Zbrojownia Greathard
Pogoda: Promyki słońca, otulają zimny krajobraz. 
Wieje mroźny wiatr, niebo robi się powoli pochmurne.

Mężczyzna odziany w ciemno brązową szatę, mierzył oczami wychodzącego ze zbrojowni Nethera. Mimo, iż kaptur z powodzeniem skrywał jego twarz, Kat mógł wyraźnie poczuć na sobie spojrzenie nieznajomego. Wręcz przeszły go ciarki po plecach, jednak mógł uznać to za wybryk związany z niską temperaturą otoczenia. W momencie zrobienia kroku do przodu po schodach, zawiał z południa dość mroźny wiatr. Nieznajomy widząc schodzącego osiłka, zrzucił kaptur ukazując dość młode lico. Zdawał się mieć na oko mniej niż trzydzieści lat, choć spojrzenie mimo swojego wieku wyglądało na przepełnione doświadczeniem, bystrością i czymś czego nikt nie potrafił zdefiniować, gdyż wykraczało ono poza ludzkie rozumowanie.
Im dalej szedł Broghor, tym lepiej mógł dostrzec pełniejsze odzienie mężczyzny. Pod swoją ciemnawą szatą, skrywał uzbrojenie. Poza tym wzrostem był niewiele niższy od Kata.
- Jestem Ban, dostałem zlecenie od Rutmira żeby wykryć problem związany z okolicami Lodowej Twierdzy. Polecono mi spotkać się tutaj z dwoma wojownikami, biorących udział w tej samej misji. Dobrze trafiłem? - Zagadł wciąż schodzącego Nethera. W tym momencie pod stajnię podjechał Draugdin, na swoim rumaku. Zakrzyczał coś do dwójki mężczyzn, jednak Ci nie koniecznie mogli usłyszeć jego słowa, rozpraszane przez mroźny wiatr. Tomm spojrzał zza ramienia Broghora na przybyłego łowcę "więc nie uciekł" pomyślał z przekąsem. Odwrócił głowę w kierunku całkiem nowego wojaka.
- Tyś jest ten sławny ostatnimi czasy Ban z Revii? - Zapytał pośpiesznie, jakby nieznajomy miał zaraz uciec.
- Tak, to ja. Jeśli wam to nie przeszkadza, dołączę się do waszej wyprawy. Zawsze to raźniej i bezpieczniej. Nie potrzebuję też ekwipunku, mój mi całkowicie wystarcza. - Oznajmił, a a w głosie miał tyle charyzmy, pewności siebie i nieuległości, że można było uznać to za jakąś boską moc. Nether, Tom a także stojący opodal Immortal, zwyczajnie posłuchali nie wiedząc do końca co się dzieje. Wszystko wydarzyło się nagle i niespodziewanie, a deklaracja była praktycznie zatwierdzona przez Bana.
Trzęsienia ustały, lecz pogoda nagle się ochłodziła. Nie wiadomo czy to wina natury, bogów, czy tajemniczego mężczyzny? A może jest jeszcze jakieś inne wytłumaczenie, zaistniałej sytuacji.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







18.10.2015, 14:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zbrojownia Tomma
#12

Mężczyzna naprzeciwko Nethera wydawał się roztaczać jakąś aurę. To było ciekawe. Mało kto oddziaływał na otoczenie tak, by bez niczego szczególnego było po prostu czuć charakter takiej osoby. Nieźle. Kat odczuł mimowolnie przebiegające mu wzdłuż kręgosłupa dreszcze.
Przez jego brodę przebił się jednak uśmiech, gdy przybysz zdjął kaptur. Najpewniej w takim razie kłopotów nie szukał, a i chciał się zachować jakoś względnie uprzejmie. Nie był też najwidoczniej jednym z tych "typków spod ciemnej gwiazdy".
- Ano, pewnie. Jestem jednym z tych wojowników. Drugi gdzieś nam czmychnął, ale lada chwila powinniśmy go znaleźć. Nazywam się Nether. - rzekł i podał dłoń do uściśnięcia. Nie było chyba powodu, by tego nie zrobić. Choć sytuacja z przybyciem owego mężczyzny miała miejsce niespodziewanie i była całkiem niesamowita, więc z drugiej strony, ostrożność należało zachować. Gdyby Ban wykonał jakiś gwałtowny ruch przy uściśnięciu dłoni, a ten byłby na tyle silny, by trudno było się z niego wyrwać, Nether spróbowałby go jeszcze wzmocnić i, wkładając do tego siłę całego ciała, obrócić się, prostując w łokciu ramię, by pieprznąć chłopem o najbliższą ścianę. Nie planował tego jednak. To była raczej kwestia instynktu młodego, smoczego ucznia.
Najpewniej jednak atak nie nastąpił i wszystko poszło jak najlepiej. Tomm zadał jakieś pytanie, a Broghor początkowo nie wyczuwał w jego kwestii niczego szczególnego. Co innego chwilę później, gdy zrozumiał, że "Revia" to nie jest żadna nazwa wioski. Co ciekawe, przybysz potwierdził kwestię strażnika.
- No i doskonale. O, jest i Draugdin - powiedział, skinąwszy głową w stronę towarzysza, który chyba wcześniej coś mówił, ale nie było to słyszalne. - Rozumiem, że możemy ruszać? - rzucił chwilę później, gdy wszyscy byli względnie blisko. Było to raczej pytanie retoryczne. Skoro siwowłosy gdzieś odjechał i wrócił, najwidoczniej zrobił to z nudów, więc przygotowany był już dawno. Z kolei Ban sam to potwierdził, więc nie było na co czekać.
- W takim razie do zobaczenia, Tomm. Niech cię Duronor ma w swej opiece, a przełożony smoków nie szczędzi. - powiedział w ramach pożegnania, mrugnąwszy okiem, po czym podniósł rękę - co w sumie też było żegnaniem się - a następnie odwrócił. I sobie poszli.
Upewnił się, że wszystko spakował, po czym wsiadł na wierzchowca i ruszyli wzdłuż szlaku.
Nie czekał długo, by wszcząć rozmowę. Właściwie, ledwo zdążyli odjechać od zbrojowni - jeśli, oczywiscie, nie zdarzyło się coś nieoczekiwanego, co by im w tym przeszkodziło.
- Ban. Z Revii, tak? - zapytał, nie czekając na potwierdzenie. Smocze zmysły rzadko kiedy go myliły. - Myślałem, że ten obszar istnieje tylko dla bardów, bajarzy i paru naiwniaków. Naprawdę stamtąd pochodzisz? - zapytał. Nie chciał brzmieć wrogo czy też obelżywie, ale jeśli Ban był wrażliwy na słowa, być może mógł tak uznać. Cóż, nie był dyplomatą. Choć aktorstwo bywało pomocne przy rozmowach, to dobór słów przy spontanicznej gadaninie często nie był mocną stroną Kata.
04.11.2015, 00:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zbrojownia Tomma
#13

Draugdin podjechał pod zbrojownię i znalazł się w środku rozmowy Nethera z jakimś nieznajomym. Dość szybko się zorientował, że to nowy towarzysz ich podróży czy tego chcą czy nie. Przez chwilę zastanowił się czy to przypadek czy jakaś wyższa siła skrzyżowała ich losy i drogi ze sobą. Cóż być może czas przyniesie odpowiedź.
Miał już dość zwlekania i oczekiwania na rozpoczęcie przygody. Był człowiekiem czynu i nigdy nie lubił siedzieć za długo w jednym miejscu i marnować niepotrzebnie czas. Ściągnął wodze swoje konia, zrobił rundkę dookoła placyku przed zbrojownią po czym podjechał bliżej dwóch towarzyszy.
- Jestem Draugdin do usług. Koń aż rwie się do drogi, bo przegonił mnie aż do samego rozstaja dróg. Jak wszyscy gotowi to możemy ruszać.
02.12.2015, 22:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna