Początek Jeziora - Strefa I
#1

Najcichsza i najbezpieczniejsza strefa. Rybacy często tutaj przebywają, gdyż rzadko zdarza się napotkać jakieś stworzenie czychające na ich śmierć. Co nieznaczy, że takowego nie ma! Należy zachować oczywiście ostrożność. Aby znaleźć się w bardziej niebezpiecznej strefie II, trzeba przepłynąć kilometr w dal i zanurkować na sto metrów.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







06.10.2012, 20:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Początek Jeziora - Strefa I
#2

Droga wydawała się senna, może to z powodu pogańsko wczesnej pory. Farin prowadził konia za lejce, na jego grzbiecie ( konia nie Farina) siedziała Meril w swoim stylu najbardziej eleganckiego worka ziemniaków ever. Rumak nie wierzgał, szedł miarowo.
- Widzę, że dalsze przyzwyczajanie się do konia źle ci wychodzi, te twoje dzikie oczy. No dobrze, koniec tortur. Żabciu urocza, ha i twa pokrzywdzona mina, no powiedz, powiedz, ze jestem zły i cię męczę każąc tak jeździć, tak tak, no żabeńka, powiedz, niedobry jestem niedobry
Podchodzi z boku i zsuwa ją z konika, silnie trzymając na pasie, delikatnie stawia na ziemię i mocno całuje w czerwone usta. Miło gładzi po jej pleckach, przytula ją do siebie i dalej całuje zachłannie. Trwali tak z dłuższą chwilę, lecz w końcu musieli iść dalej. Został im jakiś pół kilometrowy odcinek, szli niespiesznie obserwując i nasłuchując otoczenie. Co prawda Farin ma więcej rzeczy do obserwacji. Koń idzie sam nikt go nie trzyma podąża ostatni za nimi, kiwając głową raz co raz na dół, jakby przysypiał im po drodze.
Dotarli na molo, stare poniszczone, nie ma ani jednej żywej duszy.
- No i jesteśmy
Konia uwiązał do konara, sam spoglądał na to jezioro.
- Straszne miejsce, Meril ty umiesz pływać?
Cóż za pytanie, Farin jakoś omijał takowe akweny, typowy średniowieczny rycerz.
28.01.2015, 15:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Początek Jeziora - Strefa I
#3

Co za głupi pomysł był wyruszać o świcie, reszta na pewno przyjdzie później, Farin powiedział przecież ‘rano’, a nie ‘o wschodzie słońca’. I do tego Meril kiwająca się sennie musi jeszcze uważać, żeby nie zlecieć z tego konia. Trzyma się więc kurczowo, czego się da i ziewa raz po raz rozdzierająco. Na szczęście drogę zna wystarczająco dobrze, żeby nawet we śnie trafić. Szkoda tylko, że koń i tak idzie za Farinem, więc nikt jej tu o zdanie nie pyta. Jeszcze dobrze, że idą w dobrym kierunku, co Meril sprawdza budząc się raz po raz z drzemki i otwierając niechętnie oko. Raz prawie zasnęła mocniej i mało nie zleciała, na co mąż litościwie pozwolił jej iść na własnych nogach.
- Tak, jesteś zły i nie wiem, po kiego licha musieliśmy przyjść tak wcześnie - mruknęła nieco naburmuszona jeszcze. Długi, namiętny pocałunek lekko poprawił jej nastrój. Dodatkowo spacerek w porannym chłodzie skutecznie budzi, więc gdy dotarli na miejsce, Meril miała już zupełnie otwarte oczy. Uszy miała otwarte cały czas, bo nawet w półśnie i zamglonym półmroku poranka należy uważać na podejrzane szelesty.
Jeżeli wszystko dobrze poszło, docierają do starego molo bez szczególnych przygód. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... Może nie tak ciemno i głucho, ale w każdym razie są tutaj pierwsi.
- Mówiłam, już, że przyszliśmy za wcześnie? - spytała z przekąsem. Nad jeziorem było zimno i mokro a zatem niezbyt przytulnie i wizja bezczynnego czekania w takich warunkach nie była zbyt kusząca.
- E tam straszne, sam widzisz, że spokojnie tutaj - odpowiedziała Meril podziwiając poranną mgłę unoszącą się nad jeziorem. Okolice starego opuszczonego pomostu zdążyły już zdziczeć nieco i nabrać malowniczego charakteru, toteż kobieta z przyjemnością zajęła się kontemplowaniem otoczenia. Jeszcze chwila, a zrobiłaby sobie wędkę i zaczęła łowić ryby.
- Oczywiście umiem. Tutaj trzeba umieć pływać - ziewnęła wciągając w płuca orzeźwiające powietrze zajeżdżające lekko mułem i glonami. - Ty nie umiesz? - spytała Farina zerkając na niego kątem oka.
28.01.2015, 18:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Początek Jeziora - Strefa I
#4

Cidiuss był wypoczęty i najedzony. Miał dobry nastrój tego ranka. Tym razem miał ze sobą konia oraz wszystkie potrzebne rzeczy. Poranek był chłodny, wilgotny, a mgła unosiła się nad jeziorem. To ograniczało dosyć znacząco widoczność, co trochę przeszkadzało, ponieważ w jeziorze grasowały różne potwory. Miał nadzieję, że na żadnego nie natrafią ani tu, ani w dalszej części drogi. Najlepiej by było gdyby jeszcze się okazało, że z tą Adelą wszystko dobrze, lecz Cidiuss nie przykładał wielkiej nadziei w związku z tym.
Co jakiś czas rozglądał się czy nie ma w pobliżu jakiś ziół. Droga była dosyć zapuszczona, co świadczyło o tym, że niewiele osób tędy chodzi. Szukał starego mola, przy którym mieli się wszyscy spotkać. Ciekawiło go czy tylko oni się tu spotkają czy może ktoś jeszcze zapuszcza się w te okolice ze swoich własnych powodów. Z mgły zaczęło wyłaniać się molo, a na nim dwie ludzkie sylwetki. To byli Farin i Meril.
- Cześć wam. - Miał nadzieję, że nie musieli długo na niego czekać. Brakowało tylko jeszcze tej dziewczyny, która nawet nie raczyła wyjawić swego imienia, ale od początku wydawała się jakaś dziwna. Czekała ich długa podróż, wiec jeszcze się okaże jak to z jest z tą kobietą. – Długo już tu tak stoicie? - Liczył, że zaraz wyruszą. Im szybciej zaczną podróż tym szybciej ją skończą.
03.02.2015, 02:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Początek Jeziora - Strefa I
#5

/Szept z powodu pewnych problemów zrezygnowała z sesji, więc prowadzimy dalej bez niej.

[MG]

Wyglądało na to że Szept się nie zjawi i po godzinie wszyscy mogli zapewne spokojnie dojść do takiego wniosku. Tymczasem zadanie należało wykonać, prawda? Mżawka przeszła w ulewę, ale podróżnicy co jak co, wyruszyć musieli. Wszystkie ubrania przesiąkały w tempie niemal natychmiastowym, o bagażach nie wspominając. Zapowiadała się po prostu obrzydliwa podróż, a jeśli nadejdzie mgła... Każdy kto znał Grimssdel wiedział, że gdy nadeszła mgła poza miastem niewiele już było widać, ścieżki plątały się, podróżnicy gubili. We mgłę nikt mądry nie wyszedłby na szlak. Ależ nie dramatyzujmy, bo mgły jeszcze nie było! Lało, to fakt, było zimo, też fakt, póki co jednak ścieżka była widoczna, szeroka, ubita wieloma stopami i kopytami które ją przemierzały od dawien dawna.
03.02.2015, 19:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Początek Jeziora - Strefa I
#6

Gdy tylko zaczynało mocniej kropić Farin wyjął płótno od namiotu i zarzucił je na dziewczynę i siebie. Tak, to jej nieprzemakalne. Czas wolno płynął a rozmowy
- Koteczku, cóż ty mnie nauczysz pływać, teraz to potrafię, o nie utonąć, chyba. Co do pory, pomyśl o tym jakbyś przez bagna miała iść w ten deszcz. No no, już już daj całusa
I tak oto pod płachtą namiotu pewien osobnik milutko całuje śliczną niewiastę, delikatnie przyłożył swe usta do jej i cmok, cmok i jeszcze mocniej pocałował, a tu słychać kroki. Mimo to i tak jeszcze ją przytulił i namiętnie pocałował, przekręcając lekko głowę, taki całus na całą drogę. Oderwał się od niej i wyczekiwał przybysza, okazał się nim "posądzany o czarnoksięstwo" magiczny ... ta tu zapomniał jego imienia. Głupia sprawa, ale do imion i dat, pamięci po prostu nie ma zbyt dobrej, no chyba ze musi zapamiętać pod karą śmierci.
- Witaj, a troszkę
Ukłonił się i wrócili do stania i patrzenia do siebie. Czas idzie do przodu, a co nie ma ostatniego bojownika to nie ma.
- Czuje, że czas zacząć naszą krucjatę. Drżyjcie niewierni, Meril pogromczyni łakoci nadciąga. No już ciap ciap idziemy
Z powodu podmokłego podłoża nie obarczył konika bardziej, czyli ukochaną nie wrzucił na niego. Mgła gęstniała, Farin potrafi odnaleźć się w tych warunkach, praca zwiadowcy głównie polegała na skradaniu się w nocy i we mgle. Po za tym czego oczy nie widzą tego sercu nie zal, znaczy się jak nie widzisz potwora to się go nie boisz. Farin idzie równo z Meril, tam gdzie ścieżka zaczyna być węższa, puszcza ją przodem, taki dawny zwyczaj puszczania kobiet przodem do jaskini. Jest blisko niej, tak by mógł ją złapać ramieniem w razie poślizgu, no tak jeszcze nie krainy lodu ale swe przyzwyczajenia ma. Do nowego towarzysza też skierował kilka słów
- Wybacz, przedstawię się jeszcze raz, jestem Farin, a ta ślicznotka to Meril. Zapomniałem twojego imienia, tylko o to się nie gniewaj. Do tego, mam wrażenie żeś jest przedstawiciel magi, broni nie widziałem przy tobie i takie szmatki nosisz . Bo jak jesteś magiem i potrafisz rzucać kule ognia, to wiesz byśmy ci na linii nie stali o potężny czarnoksiężniku. No i wszelkie potwory twoje, nie będziemy się wtrącać.
Tu ciszej
No chyba, że do podziału łupów po stworze.
Mimo złej pogody, mężczyzna był raczej wesoły, pobudzony. Obserwował drogę i nasłuchiwał, mimo to powiedzmy sobie szczerze nie bedzie szedł w koło jeziora jak komandos i 200% uwagi na świat. Uważa to prawda, ale nie na tyle by spowalniać czy przemęczać swoje zmysły, po drodze będzie wiele okazji by mózg przemęczyć. Nie zacierali też śladów i nie pilnowali tyłów, ot zwykła wyprawa, zwykła droga i tylko trzeba mieć temat by nie zanudzić się na drodze.
- O ile dobrze pamiętam rybacy zaczną nawoływać za niedługo, a jak są rybacy to nie ma potworów. W czasie mgły sumy wypływają wyżej. Tak jak w deszczu, nie ma burzy warunki do połowu idealne.
Jak może to chwyta dziewczynę za rączkę i tak sobie trzyma, milutko pocierając kciukiem po niej. Spojrzenie wskakuje, że jest w pełni zauroczony.
04.02.2015, 12:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Początek Jeziora - Strefa I
#7

Godziny czekania małżonkowie spędzili częściowo pod ochroną płachty namiotu, co dawało im dodatkowe okazje do wymieniania się całusami. Równie dobry sposób zabicia czasu, jak każdy inny. I tak z powodu różnych wyjazdów nie mieli ostatnio tyle czasu na czułe gruchanie, jak by sobie życzyli. A z pewnością życzyliby,biorąc pod uwagę że stosunkowo niedawno brali ślub.
W każdym razie tulili się (ochrona przed zimnem) i starali się uniknąć kompletnego zmoknięcia, co w narastającym deszczu nie miało szans powodzenia. Ale próbować trzeba było.
W pewnym momencie Meril usłyszała poprzez szelest opadających kropli kroki nadchodzącego konia. Wkrótce okazało się, że to młody mężczyzna w zielonej kurtce, który miał z nimi rozwiązywać sprawę zleconą przez starego Hansa i rodzinę Brrienów.
- Witaj - odpowiedziała Meril na jego słowa przywitania. - Sam jesteś? - spytała, jakby miała nadzieję,że pozbierał po drodze różnooką i będą mogli już wyruszyć. Nadzieja okazała się złudna, dziwna nieznajoma nie pokazywała się. Więc akolitka odpowiedziała na pytanie przybysza.
- A troszkę już tu jesteśmy. Przyszliśmy nieco zbyt wcześnie - dodała wyjaśniająco powstrzymując się od rzucenia znaczącego spojrzenia na Farina. Ale nie zamierzała robić mężowi wytyków przed innymi ludźmi, to nie wypada. A poza tym tak naprawdę wcale się na niego nie gniewała.
Dalej stali w deszczu, i mokli we trójkę we względnym milczeniu. Mimo wielu pytań i tematów, o których można by wymieniać się opiniami, rozmowa mało się kleiła, ale może w trakcie podróży rozkrochmali się trochę atmosfera. Co prawda Farin witając wesoło nowego towarzysza podróży, jak zwykle rozładowywał nastrój, tylko to czekanie...
Po następnej godzinie (gdy słońce zapewne było już znacznie bliżej zenitu, tylko przez chmury i deszcz nie było tego widać) zmoknięte towarzystwo uznało, że chyba nie warto dłużej czekać na różnooką. Może zrezygnowała z wyprawy. Albo poszła osobno, ostatecznie ani słowem nie potwierdziła chęci udania się z nimi.
Farin wojowniczo wydał hasło do wyruszania, więc Meril tylko kiwnęła głową, że się zgadza.
- Racja, chodźmy. Chyba nie warto dłużej czekać.
W razie braku protestów ze strony Cidiussa, grupka podąża dróżką prowadzącą ku większemu traktowi prowadzącemu do Greathard.
Meril idzie obok, Farina, czasem przodem. Łowienie stworów zostawia mężczyznom, ona razej uważa, żeby nie zbaczać z właściwej trasy. Oczywiście, jeżeli na błotnistej drodze zauważy nagle niepokojący ślad potwora, to daje znać innym, podobnie, jeżeli jej czujne ucho wyłowi podejrzane szelesty wśród chlupotu deszczu i zwykłych leśnych odgłosów.
05.02.2015, 18:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Początek Jeziora - Strefa I
#8

Okazało się, że jednak trochę czekali na Cidiussa. Musieli tu przyjść dosyć wcześniej. Jednak i tak wszyscy czekali na dziewczynę o różnokolorowych oczach. Stali tak razem jakąś godzinę.
- Racja, powinniśmy już wyruszać. - Pogoda stawała się coraz bardziej paskudna. Mgła była coraz gęstsza. Nie mogli już dłużej czekać na dziewczynę. Płaszcz mężczyzny nie dawał sobie już powoli rady z tak obwitym deszczem. Na razie nikt nie jechał na koniu. Liczył na to, że później pogoda się poprawi, a wtedy podróż szybciej minie. Oby tylko mgła nie zgęstniała jeszcze bardziej, bo to utrudni widoczność.
- Jestem Cidiuss. – Nie miał pretensji do Farina. Nie on jeden nie miał głowy do imion. - Widzę żeś spostrzegawczy. No cóż nie zaprzeczę, jednak kule ognia to raczej dużo powiedziane. - Nie chciał wyjawiać nic więcej. Cidiuss nie mógł się zwać potężnym czarodziejem, ale to zawsze można zmienić, ale na to potrzeba czasu. Doszedł do wniosku, że Farin ma dobre oko, potrafi dobrze analizować oraz łączyć fakty. - Widzę, że ty posługujesz się mieczem. - Wydawał się Cidiussowi człowiekiem, który potrafi się nim także posługiwać.
Cidiuss spojrzał na Meril. Nie wyglądała na kogoś, kto parałby się używaniem jakąkolwiek broni, albo w ogóle jakąkolwiek walką. Była drobna i delikatna, ale czasami pozory mogą mylić, a chyba nikt nie wybierałby się na taka wyprawę bez jakiś umiejętności bojowych.
Miał nadzieje, że Farin miał rację, co do tych rybaków. Wydawało się to całkiem logiczne, ale nigdy nie wiadomo. Tutaj lepiej zawsze być przygotowany na ewentualne spotkanie potwora. Starał się rozglądać i wytężać słuch, tak na wszelki wypadek.
11.02.2015, 02:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Początek Jeziora - Strefa I
#9

[MG]

/Farinie, proszę cię o uważniejsze czytanie moich postów. Piszę że mgła jeszcze nie podniosła się, a ty piszesz o podnoszeniu się mgły... Język

Komu w drogę, temu czas, a więc ruszyli. Ścieżka prowadziła w kierunku starego lasu, aczkolwiek już widać było początki mgły. Deszcz nie chciał przestać padać i o ile będzie tak dalej, podróżnicy będą zmuszeni poszukać schronienia. Na domiar złego, mgła robiła się coraz gęstsza, tyle dobrego że każdy kto wychował się w Grimssdel wiedział że tutaj kwestia pogody to chwile, jej poranne humory mijają do południa. Widoczność była gorsza z każdą chwilą, aż doszło do momentu kiedy konie potykały się nie widząc tego, co miały pod nogami wyraźnie. Mieli dwie opcje, albo zejść z wierzchowców i szukać miejsca, gdzie mogliby przeczekać, albo zaryzykować podążanie dalej w takich warunkach.
11.02.2015, 21:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Początek Jeziora - Strefa I
#10

Na zdrowy rozsądek , pochmurny poranek nad jeziorem daje 90% pewność iż będzie mgła, zwłaszcza jak los sam sugeruje, że zaraz nastąpi zamglenie. Tak czy owak, faktycznie troszkę się pospieszył ze swoimi wnioskami.
Tylko że, " Farin idzie równo z Meril" czyli koń depta ich, a to nie jest przyjemne zostać nadepniętym kopytem. Chłopak wiec bierze lejce i pochyla jego głowę na dół, wymuszając tym samym by szedł posłusznie za nim. Pogoda się robiła taka piękna
- Właśnie w taką pogodę mam największe powodzenie wśród kobiet.
Tak, zapewne jak nie widać jego wstrętnej w jego mniemaniu gęby, świat jest piękniejszy. Próbowali iść dalej, nawet troszkę ze sobą rozmawiać.
- Marny ze mnie wojownik, za to dobrze unikam kłopotów, potworów. Tropie nieźle, wiec jakoś daje sobie radę by nie wpaść na nic dużego.
Oby los nie był drwiący i nie postawił teraz przed nim smoka 30m na 10m. Mimo największych chęci, nasłuchiwania i kumkania we mgle, czyli na technikę ślepca, nie dało się w takich warunkach prowadzić w miarę sensownej podróży. Do tego dalej są blisko tego wstrętnego jeziora, tak to już bywa. Farin poczekał aż chociaż zauważy jedno mocniejsze, grubsze drzewo świadczące, ze są nieco dalej od brzegu.
- No to mamy postój, może po południu przejaśni się. Cidiussie przystajesz na to?
E oryginale chciał mu powiedzieć by zajął się końmi, jednak mogłoby to być źle odebrane. Sam swojego uczepia do drzewa, w dziwny sposób, mianowicie tak, ze gdy koń stanie na dwóch zerwie uprząż. Czemu tak? To proste, nie raz zwiadowcy zostawiają konie w lesie i idą pieszo na zwiad, czają się w gęstwinach nawet dwa dni a potem wracają i rumak.. zjedzony. Konie nieprzywiązane do nas,niepewne się wiąże do drzewa by nie uciekły, lecz w tedy byle wilki i koń nie ma szans, kopie staje nie moze uciec. Taki koń natomiast, nie mając powodów wierzgać spokojnie jest uwiązany, widzi zagrożenie, podnosi się na dwa, potem ma szanse uciec, nie jest związany. Na sygnał gwizdania powinien wrócić, ale najczęściej... co robią konie? Wracają do koszar, wracają do domu. A wiec Farin własnie tak przywiązał konika, po czym szybko podskoczył do Meril po całusa. Czyli schylił się i
- Całuj bo jest mgła, no wiesz idealny powód
I robi dziobek, specjalnie się z nią drażniąc. Po otrzymaniu całusa sam całuje ją mocno i namiętnie, lecz szybko, czasu też nie ma dużo. Jak nie dostanie całusa, mamrocze pod nosem o niesprawiedliwości na świecie i że Cidiuss jakby był kobietą to by mu dał. Tak czy inaczej jeszcze przytuli do serca, najukochańszą, bo się stęsknił za ciepełkiem jej serduszka i zajmuje się dalej sprawami organizacyjnymi postoju. Tulenie to oczywiście ładowanie mocy psychicznych i napędza duszyczkę.
Zaczyna rozbijać namiot, idzie mu szybko to prosta konstrukcja, a jak by brakowała patyka to w końcu są w lezie, po rozbiciu namiotu.
- No to zapraszam zapraszam
Czeka aż goście wejdą do namiotu się ogrzać. Tak , w końcu palce im drętwieją, sam stoi przed wejściem i robi za czujkę, nasłuchuje uważnie się wpatruje, choć w tych warunkach strzyżenie uszami bardziej wskazane.
- Kochanie, wytrzyj się ręcznikiem i ogrzej kocykiem, a ogień jak się wam uda rozpalić też możecie, coś ciepłego się napijemy czy zjemy. Trzeba przerwę wykorzystać na posiłek, tereny niezbyt niebezpieczne, do tego tu można dymić spokojnie bo mgła, ha wiec no mniam mniam rybeńka z ogniska.
A dostali bardzo smaczne rybki na drogę, co prawda Farin i Meril maja swojego prowiantu na 5 dni, a tu jeszcze rybki na cała drogę. Póki nie zbrzydną to można wcinać ze smakiem, a tu taka okazja. Dodajmy ze Farin dalej myśli ze jego nowy towarzysz włada ogniem, a wiec już widzi jak mu rybkę opieka z każdej strony, prawie czuje chrupiący jej smak.
- A i jak coś w plecaku jest jeszcze płaszcz, jakby komu zimno było
Wymyśli też nowy powód by otrzymywać szybkie całusy "Całuj póki Cidiuss nie widzi".
Wszystko to o ile znajdą miejsce na namiot, konie, jak nie to pewnie troszkę powędrują trzymając się szlaku, jednak bywając tu kilka razy Meril pewnie wie gdzie postojowe miejsca sie znajdują, w końcu przewodniczka, sam Farin mniej zna tą okolice, to też powód niechęci co do tej trasy.
12.02.2015, 12:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna