Początek Jeziora - Strefa I

Chichi, podchodząc do dwójki rybaków znajdujących się przy brzegu, została zatrzymana przez wyciągniętą rękę staruszka. Wciąż wpatrywała się w niego w niepewnym napięciu, trzymając dłoń na rączce noża. Dopiero po chwili, kiedy wyciągnął z wody okazałych rozmiarów łososia, z Mistyczki odparowała część wcześniejszego napięcia. Była to chyba jedna z największych tego gatunku ryb, jaką dane jej było w życiu oglądać. Ucieszyła się również, że w ręce dzierży wędkę, a nie miecz.
Nie mogła jednak poświęcić jej więcej uwagi, gdyż starzec gestem dłoni przywołał ją do siebie. W tym momencie w jej stronę odwrócił się również towarzyszący mu młodzieniec. Chichi przyjrzała mu się uważnie, dostrzegając czarne włosy i błękitne oczy, przywodzące na myśl kolor jeziora. Był on całkiem przystojny a Czarnowłosa dostrzegła, że on również się nią zainteresował. Uśmiechnęła się delikatnie w jego stronę, chcąc wykorzystać tę sprzyjającą okoliczność losu.
Kiedy podchodziła do zebranych nad wodą mężczyzn czuła, jak wiatr delikatnie zwiewa jej włosy na twarz, popychając ją w stronę nieznajomych. Odgarnęła niesforne kosmyki za ucho. Rzuciła przelotne spojrzenie na jezioro i odczuła przemożną ochotę wykąpania się w nim. Jednak na to miała jeszcze czas.
Starszy rybak nie odwrócił się nadal w jej stronę, co wzbudziło w Mistyczce czujność. Jej kroki nadal były pewne i w miarę szybkie, jednak wszystkie zmysły miała wyczulone. Jej życie nauczyło ją doszukiwać się zagrożenia nawet w najbardziej błahych sytuacjach.
Kiedy znalazła się na tyle blisko, aby mężczyźni byli w stanie ją dokładnie usłyszeć, odpowiedziała na powitanie rybaka:
- Witam Was, mili panowie - zagadnęła, uśmiechając się do nich przyjaźnie. - Jestem podróżniczką, którą przywiodło nad to jezioro kilka ostatnich przygód, a także poszukiwanie zbawiennego zioła nye, które znaleźć można w tej okolicy. Szukam drobnej pomocy i mam nadzieję, że wy, drodzy panowie, zechcecie mi pomóc. Otóż chciałabym odkupić od was rybę lub też dwie. Dodatkowo, gdybyście mieli na sprzedaż krzesiwo bądź inne źródło zbawiennego dla mnie ognia, odkupiłabym je z radością. Mam nadzieję, iż nie nadużyję waszej dobroci i cierpliwości.
Zakończyła wypowiedź, wpatrując się w nich z uprzejmym oczekiwaniem.
06.04.2017, 18:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Początek Jeziora - Strefa I

STRAŻNIK
Miejsce: Grimssdel / Jezioro Grimssdel
Pogoda: Lekki wiatr. Wczesne przedpołudnie.
Ciężki poranek

iemnowłosy młodzieniec zarumienił się. Jego śniada cera łatwo ukazywała wszelkie emocje. Szybkim i nerwowym ruchem wytarł dłonie o spodnie, jakby przymierzał się do wykonania jakiejś czynności, lecz można było łatwo poznać, że prędko zaniechał czynu. Popatrzył pytająco na swojego starszego towarzysza, który nadal w milczeniu zajmował się oporządzaniem świeżo złowionej ryby. Kiedy nie uzyskał porozumiewawczego spojrzenia, ani żadnej odpowiedzi, zdecydował przejąć inicjatywę.


- Miła Pani, oczywiście! Przyjemność sprawi mi usłużyć tak zacnej pannie. Wprawdzie nic z tych rzeczy do mnie nie należy, a do mojego ojca, jednak myślę, że nie będzie wychodził naprzeciw Twoim oczekiwanio...

Tu, pełne wypowiedzenie kwestii powstrzymał świst i trzaśnięcie wędki w głowę młodzieńca. Wykonał je ojciec, który nadal siedział odwrócony plecami. Jego wyciągnięta prawa, pomarszczona dłoń, trzymała wędkarski przyrząd, który zatrzymał się w miejscu uderzenia, a następnie wróciła, do wykonywania uprzedniej czynności. Chrapliwy, zmęczony głos poniósł się z lekka po jeziorze.

- Widzisz Alfred, tu Cię spotyka lekcja życia. Kiedyś myślałem, że mogę sam zdecydować, czy mogę po prostu zaufać danej osobie, na słowo, zwłaszcza kobiecie i dałbym sobie za to rękę uciąć. I wiesz co? Nie miałbym teraz kurwa ręki. Zamiast tego straciłem coś innego, ale historię już znasz. A Ty dziewko, nim przejdziemy do konkretów, mów: skąd jesteś i co Cię sprowadza i co z Ciebie za podróżnik skoro wędrujesz bez porządnego oporządzenia?!

Młodzieniec najwyraźniej zdenerwowany słowami swojego ojca prędko zaczął przepraszająco patrzyć na Czarnowłosą i machać przecząco rękami. Chciał jak najszybciej przerwać litanię siwego mężczyzny bliżej nieokreślonym bełkotem. W nagrodę został uraczony ponownym trzaskiem wędką przez łeb.

- Co tam mamroczesz pod nosem niewdzięczniku? Wystrzegasz się ojcowskich rad? Taaaa? Taki jesteś, właśnie taki. Nieusłuchany! Po matce to masz, tak! Ona też taka była. I też wszystkim ufała. A ja jej powtarzałem... Tyle razy... Nie ufaj nikomu. Bo widzisz synu, kiedyś myślałem, że mogę sam zdecydować, czy mogę po prostu zaufać danej osobie, na słowo, zwłaszcza kobiecie i dałbym sobie za to rękę uciąć. I wiesz co? Nie miałbym teraz kurwa ręki.

- Ojcze, nie mieszaj do tego matki. Gdybyś mógł spojrzeć na tę urodziwą dziewczynę wiedziałbyś, że można jej zaufać...

W tym momencie starzec obrócił się w stronę Władczyni wiatru i spojrzał w jej stronę jasnymi, pozbawionymi blasku, nieobecnymi oczami. Cała twarz pokryta była bliznami, a najwięcej właśnie dookoła niewidomych oczu.

- Taaaa... Zaufać dobre sobie... Kiedyś myślałem, że mogę sam zdecydować, czy mogę po prostu zaufać danej osobie, na słowo, zwłaszcza kobiecie i dałbym sobie za to rękę uciąć. I wiesz co? Nie miałbym teraz kurwa ręki.

- Mówiłeś już o tym, jak zwykle się powtarzasz. Nie strasz proszę każdego kto się tylko napatacza...

- Co?! Ja straszę?! Jedyne co tu straszy to Twoja głupota nędzny nicponiu! Zaraz przywołam Cię do porządku!

- Ale...

-Srale! Nie ma ale!

- Wielmożny najwspanialszy wszechmądry ojcze!

- Tak syneczku?  

- Czy byłbyś na tyle łaskaw w swojej mądrości i pozwolił mi usłużyć tej oto zagubionej stojącej dziewce ?

- Tak, oczywiście. Daj jej czego potrzebuje... Zaraz... jakiej dziewce?! Ktoś tu jeszcze jest? Gdzie Twoje maniery nicponiu?! To może kiedyś być Twoja przyszła żona! Chociaż nigdy nie ufaj kobiecie... Kiedyś myślałem, że mogę sam zdecydować, czy mogę po prostu zaufać danej osobie na słowo, zwłaszcza kobiecie i dałbym sobie za to rękę uciąć. I wiesz co? Nie miałbym teraz kurwa ręki. Och tak... Czego panienka potrzebuje?

- Ojcze już mówiła... Chciałaby odkupić od nas ryby i krzesiwo.

- Daj głodnemu rybę, naje się przez jeden dzień. Daj mu wędkę, już nigdy nie będzie prosić o jedzenie... Ale niech lepiej znajdzie sobie własną, bo mojej nie oddam! O nie, co to to nie! Przyszła mi dziewka wędki kraść! Takie właśnie są te kobiety, dlatego nie warto im ufać. Nigdy nie ufaj... Kiedyś myślałem, że mogę sam zdecydować, czy mogę po prostu zaufać danej osobie, na słowo, zwłaszcza kobiecie i dałbym sobie za to rękę uciąć. I wiesz co? Nie miałbym teraz kurwa ręki...

-Idę na spacer, ojcze...

Młody chłopak westchnął ciężko i ruszył przed siebie po czym z uśmiechem na twarzy odwrócił się w stronę Czarnowłosej. Zapraszającym gestem w jej stronę przywołał ją, tak jakby sugerował, żeby za nim poszła, po czym ruszył dalej w stronę miasteczka.


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






13.04.2017, 01:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Początek Jeziora - Strefa I

Chichi przysłuchiwała się wymianie zdań między ojcem i synem z wyrazem zakłopotania na twarzy. Uznała, że to odpowiednia emocja na ten moment. Starszy człowiek wyraźnie nie był w pełni rozumny ani świadomy sytuacji, a jego twarz mogła napawać strachem. Jego syn natomiast zdawał się być wyraźnie stłamszony władczą postawą ojca. Mistyczka uznała, iż nie wskóra nic dyskutując z rybakiem, dlatego też z pewną ulgą przyjęła milczącą propozycję młodzieńca, aby udać się z nim na spacer.
Z przyzwyczajenia skinęła starcowi głową, jednak dopiero po chwili uświadomiła sobie, że nie mógł on zauważyć jej gestu. Uznając za zbyteczne żegnanie się jakimikolwiek słowami z osobą, która nawet nie jest do końca świadoma jej obecności, w milczeniu uśmiechnęła się do młodzieńca i ruszyła za nim wzdłuż brzegu jeziora.
Szczerze mówiąc, sytuacja w jakiej się znalazła wzbudzała w niej irytację, jednak nie pozwoliła, aby cokolwiek można było po niej poznać. Utrzymując zakłopotany i lekko troskliwy wyraz twarzy, w głowie wciąż układała wszelkie możliwe scenariusze najbliższych wydarzeń. Nadal pozostawała w gotowości, na wypadek ataku, a jej mięśnie były napięte.
Wiatr wiejący od jeziora rozwiewał Mistyczce włosy, a jej szare oczy świeciły blaskiem za każdym razem, kiedy uśmiechała się do młodziana. Miałą okazję coś zyskać i obiecała sobie, że tym razem nie spartoli tego tak, jak wcześniej w gospodzie. Jako pierwsza przerwała ciszę, zagadując do nieznajomego:
-Twój ojciec wygląda na surowego, acz uczciwego człowieka. Wybacz, że przeze mnie zostałeś niejako narażony na jego gniew, nie to było moim zamiarem. Nie przeszkadzałabym Wam, gdybym nie była w potrzebie. Jednak Ty wyglądasz na osobę miłą i przyjazną, cieszę się, że mogłam Cię tu spotkać. - Powiedziała, po czym obdarzyła młodzieńca delikatnym uśmiechem.
15.04.2017, 02:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Początek Jeziora - Strefa I

Przymknęła oczy, kiedy silny, ale ciepły wiatr zaczął tańczyć wokół jej sylwetki. Przytrzymała niesforny kosmyk włosów, który zasłaniał jej twarz i irytująco łaskotał w nos. Stała tak przez chwilę, napawając się ciepłem wschodzącego słońca, zapachem poszycia leśnego, słodko-mdławą wonią jeziora. Jej wszystkie zmysły wyczekiwały czegoś, co odbiega od tej naturalnej i niczym niezmąconej normy natury. Nie ruszyła się dopóty, dopóki nie omiotła spojrzeniem stalowych oczu wszystkich istot, którym też przyszło do głowy udać się nad piękne jezioro Grimssdel. Wciągnęła głęboko powietrze w płuca i w końcu ruszyła przed siebie z irytującym, ale i tak przepięknym uśmiechem. Czuła się jakby ktoś dał jej w prezencie pół wieku życia. Przygryzła wargę, nie mogąc opanować przyjemnych dreszczy, ciągnących się od karku po dolne części kręgosłupa.
To nie była pora na rozpamiętywanie ostatniej nocy. Tym przecież mogła się zająć w obecności Veina, co zanosiło się na całkiem ciekawą rozrywkę. Ciągle czuła na sobie zapach smoczego króla. Westchnęła krótko. Między innymi to było powodem, dla którego znalezienie Mesta zajęło jej tyle czasu. Tropienie po zapachu krwi jest o wiele skuteczniejsze, kiedy szuka się rannego, utykającego i zdesperowanego człowieka niż Smoczego Brata w pełni sił. Pokręciła głową z ewidentnym zniesmaczeniem, nie do końca rozumiejąc sytuację, w której się znalazła. W której znalazł się Mest. Przecież z nimi miał o wiele większą szansę na realizację swoich celów... więc dlaczego zniknął w tak beznadziejnie dramatyczny sposób? Przecież wiedział, że go znajdą. Przecież sam tego chciał, może nawet oczekiwał. Vin wzniosła swoje przecudowne oczu ku niebu i zacisnęła szczęki. Może była paranoiczką, ale nie chciała, żeby Vein pakował się w te poszukiwania. Mogły okazać się pułapką na zbyt ufnych Mędrców. Nawet jeśli Vin nie wyczuwała od Mesta szczególnie złych intencji, nie mogła pozwolić by jej król niepotrzebnie się narażał. Pokręciła głową, a jej czerwone włosy zafalowały na wietrze niczym rozwścieczone węże. Znalazła go.
Co prawda, ciężko było go wyczuć, zbyt wiele intensywnych zapachów otaczało ich oboje, ale dziewczyna bez trudu dojrzała jego rękę, która była ewidentnym świadectwem bycia istotą o wyższym stopniu świadomości. Przesuwała wzrokiem po jego umięśnionym ciele, które co chwila wynurzało się z wody. Parsknęła z irytacją i usiadła na trawie, po czym zerwała kończynę i zaczęła obrywać z niej listki. Nie miała zamiaru wchodzić do wody. W pokoju przecież czekała na nią balia z całą masą przyjemniejszych zapachów niż glony i muł. W jej oczach odbijał się blask wody, srebrzystość fal. Vin przerzuciła sobie włosy przez ramię i wpatrzyła się nieruchomym, wiecznym spojrzeniem Mędrczyni w Mesta, który obdarzył ją tym samym. W dalszym ciągu nie czuła ani nie słyszała nic niepokojącego. Tak często żałowała, że jej paranoja była tylko... no, paranoją. Zbyt rzadko ostatnio miała okazję smakować ludzkiej krwi, rozpaczy i błagań. Jej prześliczne oczyska zamigotały niebezpiecznie, kiedy Mędrzec był kilka stóp od niej. Jego ciało ociekało wodą, a zapach drażnił jej nozdrza. Nic nie mówiła, ale taksowała go wzrokiem głodnego jastrzębia. Widziała drżenie jego rąk. Spięła mięśnie, wiedząc, że zrozumienie tej sytuacji jest aktualnie poza jej zasięgiem.
W końcu przemówił. Vin uniosła brew. W jej oczach błyszczała nieustępliwość stali.
- Sprzymierzeńców nie opuszcza się w taki sposób, Mest. Twoje słowa przeczą czynom. - dziewczyna westchnęła, przeczesując delikatnymi palcami gęste włosy. - Valen, stoiska Rurharvy. - powtórzyła po nim, skinąwszy lekko głową, na znak, że zapamiętała lokalizację.  - Ale potem jesteś nam winny wyjaśnienia, Bracie. Teraz nawet nie wiem kogo musiałabym zabić, żeby pomścić Twoją hipotetyczną śmierć. - uśmiechnęła się dziko, a w jej oczach przez chwilę widać było tylko i wyłącznie dzikość i szaleństwo. Dopiero usłyszawszy jego kolejną wypowiedź, wróciła do niej jakaś część świadomości.
- Nie wiem, czy istnieje większa oznaka zaufania niż oddanie Ci swojego zapachu. - powiedziała poważnie, co było do niej całkowicie niepodobne. Mimo swoich słów, zaczęła zaplatać cienki warkoczyk ze swoich włosów. Nie patrząc na niego, ciągnęła: Jeśli nas zdradzisz, rozpruję Ci flaki, przywiążę za nie do metalowego słupa, wokół którego będą się rozciągać pola rozżarzonych węgli i poszczuję głodnymi psami... a to i tak, jeśli uznam, że akt łaski jest tu wskazany. - jej na co dzień przepiękną twarz wykrzywiła niebezpieczna złość, ledwo trzymana na uwięzi. - Gdyby Cię złapali. Gdybyś wiedział, że śmierć jest blisko, a ja wciąż daleko. Gdybyś miał pewność, że coś Ci grozi, a tym samym może zagrozić nam... - Vin ostrym pazurem przerwała warkoczyk, tworząc żelazne końcówki po obu stronach. Wstała i ujęła jego dłoń w swoje, po czym kilkukrotnie owinęła warkoczyk wokół nadgarstka wojownika. Delikatnym dotykiem złączyła obie końcówki i scaliła je w jedną. Spojrzała mu w oczy, zadzierając głowę do góry. Była tak blisko niego, że czuła na sobie jego oddech. - Zaufam Ci, Mest. - ostry wiatr sprawił, że jej długie włosy zakryły twarz mężczyzny, stojącego na przeciwko niej. Mimo to, Vin wpatrywała się uparcie w jego oczy, szukając tam potwierdzenia lub zdrady. Wyciągnęła dłoń, by musnąć jego policzek delikatnie i wyrwała mu kilka krótkich włosów z nad ucha, które zacisnęła w pięści. - A Ty, zaufaj nam.
Nie czekając na jego reakcję, czerwonowłosa odwróciła się i powolnym, kuszącym krokiem udała się z powrotem w stronę miasta. Nie była pewna słuszności swoich decyzji, ale nie mogła zaprzepaścić okazji, w której zyskaliby cennego sojusznika. Poza tym nie była pewna co Vein zamierza zrobić z Mestem w rzeczywistości. Może jego zapach faktycznie jeszcze im się przyda... Westchnęła, a zaraz potem zniknęła w cieniach zagajnika.

Gracz opuścił wątek








19.08.2017, 17:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna