Toń wodna - Strefa II
#21

Brzeg. Jakieś kropki, ruszające się na horyzoncie. Coś robią... Cassavir sapał z wysiłku, a pot zalewał oczy. Płuca paliły go, jakby przepływała przez nie lawa. W głowie mu szumiało, choć, cholera, od kilku dni chodził trzeźwy jak świnia! Jakaś dziwna niemoc opadła mu an ramiona, musiał wiosłować, ale mięśnie paliły żywym ogniem. Świat od czasu do czasu czerniał i Cassavir musiał zamknąć oczy na klika chwil, aby kolory odzyskały ostrość i jasność.
Jednak z każdym ruchem ramionami pod nosem mruczał jedna frazę, niczym mantrę, która nie pozwalała mu przestać pracować.
"Zajebię... Tego... Skurwysyna..."
I bynajmniej nie chodziło o Tarnara, a o tego - niech go demony rozszarpią, a jego potomstwo pierdolą do dziesiątego pokolenia - dziadka co okazał się jakimś tam arcymagikiem.
Co za pajac! Co za idiota i imbecyl! Pieprzony dziadyga, cholerny, arogancki dureń! Szlag by go trafił i tę jego magię. Co to do za pomysł, godny wsiowego głupka, żeby wywijać taki numer? O nie... Taka zniewaga wymaga krwi i Cassavir przyrzekł sobie, że kiedyś dopadnie tego pojebańca, choćby sam miał trafić do piekła! A nawet jeśli tak by się stało, pociągnie dziada ze sobą...
Tymczasem plamka na horyzoncie zaczęła się przybliżać. Łódź, zauważyli ich!

- Królu mój złoty! Ocaleni! - wrzasnął Cassavir.
Dopiero teraz odetchnął. Spojrzał na Tarnara.
- Możemy nieco zwolnić. Oni do nas dopłyną.

W tym momencie spojrzał na trupa. Cholera...
- Jak myślisz, co oni sobie pomyślą? - rzekł wskazując na umrzyka.
- Ludzie są zabobonni i mogą uznać nas w jego towarzystwie za zły omen, a osobiście i mi się on nie podoba. Może wywalimy go w diabły, póki jeszcze do nas nie dopłynęli?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2014, 23:39 przez Cassavir.)

28.03.2014, 23:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#22

Zmagania w karczmie, walka z bestiami, a później wiosłowanie, mocno odbiły swoje piętno na dwójce akolitów. Może nie byli oni aktualnie zupełnie bezbronni, jednak trudno byłoby im odeprzeć jakikolwiek atak i wyjść z niego bez większych szkód. To i tak cud, że jak do tej pory nie spotkały ich większe przykrości w postaci obrażeń fizycznych.
Rybak powoli zaczął odwracać łódkę w ich stronę i zabierał się za proces wiosłowania. Mieli jednak jeszcze trochę czasu, zanim do nich dotrze. Tarnar spojrzał na umrzyka i westchnął głośno.
- Jasna cholera. Jeszcze nas posądzą o jakieś morderstwo, albo cholera wie co - mruknął i pomasował skronie. - Z drugiej strony nie ma szans, żeby nie zauważył, że wyrzucamy martwe ciało za burtę. Poza tym później zobaczy dryfującego trupa. Chyba lepiej już to zostawić tak, jak było. - Stwierdził i jeszcze raz zerknął na kościotrupa w ubraniach. Zgramolił się ze swojego miejsca i ruszył w tamtą stronę, czymś najwyraźniej zainteresowany. Chwycił w rękę dziennik, który leżał obok nieszczęśnika i zaczął go kartkować. Otworzył szerzej oczy.
- Hej. W tym dzienniku jest dokładny opis tych ryboludzi! Są rysunki, opis zachowań, silne strony, słabe strony... - Tarnar przez jakiś czas przeglądał swoje znalezisko. Potem podniósł wzrok na Cassavira. - Ten zjeb wypłynął tam, żeby zbadać tamte bestie, które nas zaatakowały. - Stwierdził w końcu niedowierzającym tonem. Najwyraźniej nie potrafił zrozumieć, jak ktokolwiek był w stanie dobrowolnie wybrać się na taką przygodę i ryzykować starcie z podwodnymi monstrami. Koniec końców okazało się, iż nie należało to do najmądrzejszych pomysłów.
29.03.2014, 18:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#23

Cassavir otarł pot z czoła.
- Sukinsyn, może się na coś przyda... Dobra mam inny pomysł. Słuchaj - jesteśmy rozbitkami ze statku handlowego płynącego do portu w Valen. Statek nam zatoną, a my mieliśmy na tyle szczęścia, że dorwaliśmy się szalupy ratunkowej.
Wziął oddech i wskazał na truposza.
- Ten gość nazywał się Dantes i był naszym towarzyszem. Niestety matuszka kostucha zainteresowała się biedakiem i przed chwilą mu się umarło. A my, jako marynarze wierni tradycji, odprawiliśmy mu pogrzeb godny prawdziwego żeglarza. Jasne?
Cassavir przemieścił się w stronę szkieletu.
- Dawaj, tylko ostrożnie. Gość jest nieco kruchy, żebyśmy nie narobili większego bałaganu. Najlepiej owinąć go w jakąś szmatę i wywalić. - Spojrzał na płaszcz Tarnara.
- Nada się... - Pociągnął za skraj jego płaszcza. - Chyba, że bardziej cenisz ubranie od perspektywy powrotu na ląd, bez większych trudności...
W razie braku sprzeciwu drugiego mężczyzny Cassavir wziął się za jakże ważny rytuał, jakim jest ostatnia droga zacnego truposza. Można by powiedzieć, że rychło w czas, ale lepiej późno niż wcale.
30.03.2014, 20:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#24

Tarnar wysłuchał uważnie Cassavira i skinął głową na znak, iż zrozumiał plan. Wyraźnie się jednak skrzywił, kiedy okazało się, że będzie musiał poświęcić swój płaszcz, aby cała akcja się udała. Burczał więc pod nosem i wyklinał na wszystkie możliwe sposoby, mimo to oddał swoje odzienie. "Pochówek" przebiegł sprawnie i już po chwili umrzyk dryfował po wodzie, niesiony prądem. Akurat wtedy rybak dobił do ich łódki. Gdy spojrzał za odpływającym, nic nie powiedział. Zawiesił jedynie głowę i uczcił pamięć umarłego chwilą ciszy.
Przybyły rybak był krępym i niskim jegomościem o przetłuszczonych i gęstych czarnych włosach. Miał poczciwą twarz i łagodne spojrzenie, jednak sporej wielkości ręce oraz dłonie udowadniały, iż umie on zadbać o siebie. Kiedy już minął czas oddawania szacunku zmarłemu, podniósł on swoje spojrzenie na magów i zlustrował ich od stóp po sam czubek głowy.
- Co takie cudaki wyprawiają na samym środku Jeziora Grimssdel? - Spytał zaciekawionym tonem i przystanął, oczekując odpowiedzi. Tarnar spojrzał na Cassavira, sugerując iż to on powinien zająć się wyjaśnianiem przyczyn ich pobytu tutaj.
01.04.2014, 18:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#25

Cassavir do końca odgrywał swoją rolę. Po wyrzuceniu truposza uczcił ten akt minutą ciszy, starając przyjąć najbardziej obojętny wyraz twarzy.
Wkrótce nadpłynął rybak, który zdawał się nabrać na małe oszustwo, jakie mu sprezentowali. Tarnar oddał mu inicjatywę, przy tłumaczeniu wschowskich zawiłości związanych z obecnym połączeniem obu mężczyzn. Cóż, Cassavir musiał wspiąć się na wyżyny swojej umiejętności oddziaływania na innych i przekonać rasowego rybaka, że jest marynarzem, choć to był pierwszy raz kiedy znajdował się na morzu (czy czymkolwiek jest ten zbiornik wodny).
- Do stu morskich demonów, od czego by tu zacząć... Nasza poczciwa fregata handlowa, "Esmeralda", płynęła do portu w Valen z pokaźną dostawą tytoniu. Wszystko szło w miarę sprawnie dopóki drugiego dnia rejsu, godzina czy dwie po południu, nie poczuliśmy lekkiego wstrząsu. Niby, nic od takie uderzenie, lekkie zresztą, pojedyncze, dziwne co prawda, ale się nie położyło się. Po kolejnej godzinie uderzenie się powtórzyło, tym razem od strony sterburty. Myślę sobie "Ki diabeł?" i patrze przez tę sterburtę to co może być. Wtedy jak nie jebło! Cudem nie wypadłem do wody. Nasza stara Esmeradla wydała z siebie jęk, a z dolengo pokładu wołają, że woda się wdziera. Po bidulce, Esmeraldzie, to już pewne. Jeszcze jedno uderzenie i jęk Esmeraldy jakby wołający: "Wynoście się stąd! Natychmiast!" Nasz szyper woła: "Do szalup!". No to my, posłusznie spuszczamy szalupy i chcemy się ewakuować. Szyper nasz, jednak chce zostać, uratować dziennik kapitański, a my na to: "Nie opuścimy kapitana, co był dla nas tak dobry!" I żeśmy go, by być szczerym, siłą zaciągnęli do jednej z szalup. Kurwa, nie wiem co za pierdolone demony w tej wodzie siedziały, ale widzimy, jak drugą szalupą zaczyna huśtać, że coś chce ją przewrócić. "Płyńcie!" - woła szyber - "Może wam się poszczęści!". Nie chcieliśmy ich zostawiać, ale pewnie by też nas to coś pochwyciło. Tak wiec wiosłujemy, nie oglądając się za siebie, aby nie widzieć śmierci naszych braci. Pięciu nas było w szalupie, a zostaliśmy tylko my. Reszta pomarła...
03.04.2014, 20:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#26

Rybak słuchał uważnie, kiwał co jakiś czas głową i przyłożył nawet dłoń do podbródka, aby dodać sobie odrobinę powagi. Jednak jego mina oraz wzrok mogły świadczyć o tym, iż niewiele docierało do niego ze słów Cassavira. Tak więc do poprzedniego opisu można było jeszcze dodać, iż był on człowiekiem prostym, który znał się jedynie na swojej pracy i tyle mu do szczęścia wystarczyło. W każdym razie myślenie na pewno nie było jego mocną stroną.
Gdy akolita skończył opowieść, rybak charknął i splunął do wody.
- Jak na moje to te cholerne ryboludy, co tutaj grasują i się panoszą coraz bardziej. W zeszłym tygodniu takiego jednego... cholera, jak on miał? No w każdem razie wzięły go był i z łódki ściągnęły, a potem zeżarły. A to jeszcze nie były niebezpieczne wody! Cholerstwa jedne, plugastwa. Ponoć władze Grimssdel podnoszą przez to cenę za każdy opis tych ryboludów, a jakby kto jaką sztukę przywiózł, to już se w ogóle wioche mógłby kupić. Nie wiem jeno kto byłby na tyle pojebany, żeby badać te skurwielstwa - stwierdził mężczyzna i zarechotał głośno, łapiąc się za brzuch. Szybko się jednak opanował i znów spojrzał na mężczyzn.
- Macie wy szczęście skórkowańce, że was Kraken nie dorwał. Słyszałem, że ponoć wielki skurwiel jak sam smok. Ciekawym jeno, czy taki by się u nas pod wodą zmieścił - mruknął rybak i zabrał się za niełatwy proces myślowy. Szybko jednak z niego zrezygnował, prawdopodobnie nie chcąc się nabawić bólu głowy.
- Ja jestem Sten. Jak chcecie, to się wam chłopaki mogę dopomóc i was do lądu podholować. I tak miałem już wracać - zaproponował i spojrzał na mężczyzn wyczekująco. Tarnarowi nie trzeba było dwa razy powtarzać propozycji.
- Z chęcią skorzystamy z pomocy, miły człowieku - odparł niemal od razu i z westchnięciem usiadł. Przeczesał ręką włosy, a potem spojrzał na Cassavira i uśmiechnął się półgębkiem. Czyżby mieli wyjść z tej szalonej historii żywi i bez szwanku?
04.04.2014, 23:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#27

Więcej! Nie dość, że wszystko wskazuje na to, że wyjdą cało z tego szaleństwa, to jeszcze mogą zbić majątek na dzienniku owego denata-topielca.
Ha!... Mogą... Dobre sobie... Cass przy najbliżej okazji zwinie dziennik i Tarnar tyle go zobaczy. Ale na razie trzeba się dostać na ląd.
- Mości Steinie, nigdy bym nie przypuszczał, że ja, wilk morski, będę wdzięczny kapryśnemu losowi, że zabierze mnie na ląd. Jak życie kocham, trzeba to opić! Wdzięczni będziem, za waszą pomoc. Niech ci żona posłuszna będzie, a interes kwitnie!
Uśmiech zagościł na wymęczonej twarzy Cassavira. Fortuna kołem się toczy, a jak już sie do nas uśmiechnie, to trzeba złapać ją za cyce i nie wypuszczać!
06.04.2014, 16:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#28

Sten zaśmiał się, słysząc słowa Cassavira. Odpowiedział paroma gadkami w tym stylu, a potem zabrał się do roboty. Począł grzebać po swojej łódce, aż wreszcie wyciągnął linę. Przywiązał ją do swojej łódki, a potem rzucił akolitom, aby również gdzieś ją zawiązali. Tym się zajął jednak Tarnar. Po chwili już płynęli w stronę lądu, ciągnięci przez starego marynarza, który miał jednak niewyobrażalną parę w łapach. Niewątpliwie oberwanie od niego w pysk skończyłoby się w bardzo kiepski sposób. Śpiewał on przy tym głośno i radośnie niezwykle sprośne piosenki.
Podróż trochę trwała, bowiem odległość była spora, a poza tym im bliżej brzegu, tym więcej rybaków udawało im się spotykać. Byli to oczywiście znajomkowie Stena, tak więc rybak zatrzymywał się, aby z nimi pogaworzyć. Nie mógł oczywiście nie opowiedzieć historii, która spotkała dwójkę akolitów. Zaskoczeni ludzie spoglądali na magów, jednak na szczęście żadnemu nie przyszło do głowy, aby zacząć się dopytywać o pewne niewygodne sprawy. Wyglądało na to, iż wszyscy oni byli tak samo prości jak Sten.
Wreszcie po jakichś trzech godzinach ląd stał się na tyle bliski, iż mężczyźni już mogli dostrzec trawę, drzewa oraz domki, znajdujące się zaledwie kilkadziesiąt metrów od nich. Sten był w niezwykle dobrym humorze i aktualnie sobie pogwizdywał wesoło. Nagle jednak spojrzał na akolitów.
- Panowie, zapraszam do domu na obiad. Na pewno jesteście zmęczeni jak cholera, a żona przygotowała pyszną rybę. Nie pożałujecie! - Stwierdził jowialnie i zerknął na magów z zaciekawieniem. Tarnar posłał Cassavirowi pytające spojrzenie.
09.04.2014, 01:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#29

Cassavir delektował się chwilą. Rozłożył się na łódce i cicho podgwizdując obserwował niebo. Nie przeszkadzało mu już nawet tempo i przymus jaki odczuwał Sten, aby powtórnych ich historyjkę każdemu jednemu napotkanemu rybakowi.
Cass wyobrażał sobie już szkatułkę ze złotem, jaką opili tutejszej władzy.
Jeszcze nie miał pojęcia co zrobi ze złotem, ale to mały problem.
Właściwie to nieco żałował, że ląd przybliża się tak szybko. Przyjemnie tak było leżeć, nie wiosłować, dać odpocząć każdej jednej cząstce zbolałego ciała.
No cóż, to co dobre nigdy nie trwa wiecznie.
- Jesteś pan zbyt łaskawy, ale z chęcią przyjmiemy zaproszenie.
I jeszcze najeść się przy okazji. Pięknie, po protu pięknie.
Oczywiście trzeba było zachować pewną dozę czujności. Czasem rzeczywistość nie jest taka na jaką wygląda i Cassavir, któremu sztuka iluzji nie była obca doskonale o tym wiedział. Tak że pod płaszczykiem relaksu, jednak obserwował otoczenie, co by los mu nie zgotował kolejnego kiepskiego żartu.
10.04.2014, 18:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#30

Sten klasnął w dłonie zadowolony i zabrał się za dalsze wiosłowanie. Nie minęło już dużo czasu, kiedy dobili wreszcie do brzegu. Sten zabrał się wtedy za cumowanie łudzi. Tarnar zaś wstał i przeciągnął się, czemu towarzyszyło donośne trzaskanie kości. Mlasnął kilka razy, a potem spojrzał na rybaka.
- Drogi Stenie, gdzie tu jest najbliższe miasto? - Zagadnął, schodząc na ląd. Rybak przystanął na moment i podrapał się po głowie.
- Jak dojdziemy do mojego domu, to stamtąd będzie dróżka. Nią dochodzi się do głównej drogi, potem będzie z pół dnia drogi i jesteście w Grimssdel. Konno to będzie ze dwie godziny - objaśnił, a potem powrócił do pracy. Tarnar spojrzał na Cassavira, jednak nie odezwał się. Widać było, iż jemu również chodziło po głowie wymiganie się z dzielenia złota. Uśmiechnął się jednak tylko i poklepał po brzuchu.
- Chodźmy już, bo umrę z głodu - zaproponował. Rybak kiwnął głową. Wziął jeszcze tylko sieć z rybami i ruszył w sam środek lasu, podążając wąską ścieżką.
- Piętnaście minut i jesteśmy - zakomunikował akolitom, nie odwracając się do nich. Faktycznie droga nie trwała długo, jednak ryby Stena śmierdziały niemiłosiernie, a dwójka magów idąc za nim, chcąc nie chcąc, musiała jakoś sobie z tym radzić. Tarnar zasłonił nos rękawem.
Na szczęście już po chwili dotarli do domostwa rybaka. Była to mała, przytulna chatka, z której komina wydobywał się dym. Nie wyróżniała się ona niczym szczególnym, wygląda za to niczym oaza spokoju i ciszy. Ciszy, która została przerwana krzykiem Stena.
- Marianna! Rusz że się tu, gości mamy! - Huknął rybak, przykładając dłoń do ust.
- Obiad ci gotuje cepie stary! Poza tym mogłeś mówić, że będą goście, teraz cholera będę musiała dodatkowe porcje robić! - Odkrzyknęła kobieta, która zapewne była ową Marianną. Sten zaśmiał się głośno.
- Nie przejmujta się panowie. Wiecie jak to jest z żonami. Drze się to cholerstwo jak zażynana świnia, ale przynajmniej obiad przygotuje - stwierdził i znów się zaśmiał, po czym otworzył drzwi swojego domostwa i zachęcającym ruchem zaprosił obu mężczyzn do środka. Tarnar z grymasem, który zapewne miał przypominać uśmiech, nieśmiało podążył w tamtą stronę.
11.04.2014, 18:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna