Toń wodna - Strefa II
#31

Jak mu powiedziano tak postąpił. Oczywiście zarejestrował fakt, że Tarnar też był łasy na dziennik, który przetrzymywał, zresztą. Trzeba zachować czujność, bo nawet ten bez mózg może przypadkowo zrobić coś mądrego.
- Prowadź więc.
Jakby tu się stąd wyrwać? Najłatwiej byłoby spić Tarnara i podczas gdy on śnił by piękne sny ukraść dziennik. I udać się do owego miasta. Przydał by się jakiś środek transportu. Cassavir nie jeździł zbyt dobrze konno, a był zbyt zmęczony na pieszą podróż. Jedno było pewne - nie może zostawić dziennika w rękach Tarnara.

Cassavir tkwił w swoich rozważania i nawet nie zauważył kiedy doszli do celu.
- Oczywiście - rzekł przyciszonym głosem, z lekkim uśmieszkiem na ustach po całej scence.
- Będziemy jednak zaszczyceni poznać szanowną małżonkę naszego dobrodzieja - dodał głośno, tak, aby został usłyszany.
15.04.2014, 00:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#32

Domek miał całkiem sporą wielkość, jednak korytarze między pokojami były z niewiadomych powodów bardzo ciasne. Po przebrnięciu przez jeden z nich, dwaj akolici dotarli do jadalnio-kuchni. W jednym z jej rogów znajdowało się palenisko, przy którym stała tęga kobieta i mieszała chochlą w wielkich garze. Była ona jeszcze szersza od Stena, a kiedy odwróciła się do przybyszów, poraziła ich jej "niezwykła" uroda. Kobieta charknęła i splunęła na bok.
- Co za przybłędy mi tu sprowadzasz? Myślisz, że ja sram żarciem? - Warknęła, spoglądając na swojego męża. Sten nie wydawał się tym szczególnie poruszony.
- Śmiało panowie, siadajcie, za chwilę dostaniecie swoje żarło - zachęcił ich i wskazał siedziska za sporawym stołem. - Ach i nie przejmujta się żoną, czasem lubi sobie pozrzędzić - stwierdził ze śmiechem i ruszył w kierunku kobiety. - No skarbie, dajże buziaka - poprosił i wyciągnął w jej stronę ręce. Chwilę później został zdzielony drewnianą chochlą w łeb i krzyknął przy tym krótko. Potem zrzędząc zabrał się za wyładowywanie swoich ryb do specjalnego schowa.
Tarnar rzucił Cassavirowi strapione spojrzenie, szybko jednak usiadł za ławą, chcąc znaleźć się poza zasięgiem drewnianej chochli. Uśmiechał się nerwowo i miał ochotę jak najszybciej opuścić to miejsce.
- Mogliśmy dać sobie z tym spokój - rzucił półszeptem do drugiego z magów, a potem wbił spojrzenie w mebel stojący przed nim.
Akolici nie musieli czekać, aż dostali dwie drewniane miski z zupą o kolorze żółtym. Śmierdziała gorzej, niż ryby Stena i jedyne co dało się w niej zidentyfikować, to kawałki tychże zwierząt, co jakiś czas wynurzające się na powierzchnię. Poza tym na stole ustawiono jeszcze kilka kawałków chleba sporej wielkości. Sten zasiadł za ławą ze swoją porcją.
- No! Żremy! - Zarządził i zabrał się za pałaszowanie swojej zupy.
18.04.2014, 20:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#33

No cóż. Jak widać było ów rodzinka była typowym przedstawicielem małżeństwa. On narzeka na nią, ona gardzi nim, ale nie mogą pójść w swoje strony, bo przytrzymują ich pewne zobowiązania. Lub miłość... Skrupulatnie skrywana, specyficznie okazywana miłość.
Miłość to beznadziejne uczucie.
Cassavir miał nadzieje, że przynajmniej spotkają przysłowiową "córkę rybaka", ale może się przeliczył. Zresztą uroda obojga rodziców nie wróżyła piękną prezencją ich potomstwa.
To, że obu magom dostało się za obecność było niczym. Za pełna michę Cass dał by się pociąć. No może nie dosłownie, ale był cholernie głodny. Mawiają, że głód jest najlepszą przyprawą. Miał nadzieję również, że talent kulinarny żony Stena dorównuje jej brzydocie. Gdyby jakimś szczęśliwym trafem obie tezy się potwierdziły, byłby najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem.
Oczywiście szczęśliwszy będzie z drogocennym dziennikiem, zmierzając do pobliskiego miasta.

- Urocza kobieta - rzekł, siadając przy stole. W między czasie spróbował dostrzec, gdzie Tarnar schował księgę.

- Drogi mości Stenie, w ramach wdzięczności chciałbym na potrzeby tejże chwili postawić tobie, oraz mojemu drogiemu towarzyszowi ostatnią butelkę pewnego trunku, który zdołałem uratować z pokładu Esmeraldy. - Wyjął zza pazuchy ledwie napoczętą butelkę absyntu, którą zakupił w karczmie "Zbój" i cały czas przy sobie trzymał. Polał wszystkim i wzniósł toast:
- Za mości gospodarza i jego wielkoduszność oraz hojność!
Trzeba zaznaczyć, że absynt to alkohol mocny, sięgający między 50, a 80 procentami. Dodatkowo w jego skład wchodzi opium, które ma jak wiadomo specyficzne działanie. Cass zamierzał nalewać sobie niewiele i wylewać za kołnierz (np. do zupy). Momencie kiedy trunek zacznie działać, zabierze dziennik i już go nie będzie.
21.04.2014, 00:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#34

Zupa wbrew wszystkiemu okazała się bardzo smaczna. Kiedy tylko zatykało się nos i nie spoglądało na jej części składowe, to sprawiała naprawdę dobre wrażenie. Niechętnie przekonał się również o tym Tarnar, który w pewnym momencie zaczął pochłaniać zupę niczym pies resztki po obiedzie. Niewiele trzeba było czasu, aby miski pozostały puste. Sten poklepał się z zadowoleniem po brzuchu i beknął głośno.
- Cholera panowie, wyście to jednak są dobre goście - stwierdził i wychylił kolejny kieliszek alkoholu, bowiem minęło już kilka kolejek. Tarnar za każdym razem krzywił się okropnie, raz nawet miał odruch wymiotny, twardo się jednak trzymał i nie odpuszczał.
- Jeno cholera dziwna ta wasza wódka. Taka jakby... - Sten dokończył mamrocząc coś pod nosem. Potem spojrzał uważnie na Cassavira. - Słuchej no panie marynarz. Jakżeście tamtędy płynęli, nie mijaliście przypadkiem jakieś łódki, co na niej umrzyk był? Bo krążą plotki, że tam taki dziennik zapisał popapraniec jeden i że on cholera wiele wart. - Zagadnął i przyjrzał się uważnie magowi. Tarnar na wzmiankę o dzienniku nagle się wyprostował i pomacał ręką po swoim stroju na wysokości klatki piersiowej, tym samym sygnalizując, gdzie schował swoją zdobycz. Otumaniony umysł nie podpowiedział mu, że właśnie się zdradził. Spojrzał na Stena, potem na Cassavira, a potem chwiejnie wstał.
- Ja musze... do... odlać się - zakomunikował, następnie niezbyt pewnym korkiem wyminął stół, zrzucając przy tym sztućce na podłogę i ruszył do drzwi. Żona gospodarza gdzieś wyparowała.
24.04.2014, 14:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#35

- Łódka, trup? Może i co było, ale zajęci spierdalaniem przed karakenem, czy innym cholerstwem raczej nie rozglądaliśmy się wokół - odrzekł, lekko sepleniąc i udając, że także jest nadpruty.
Wszystko szło wyśmienicie, do momentu w którym ten idiota spanikował. Gdy tylko gospodarz-dobrodziej wspomniał o księdze, ten niemal uciekł. A że Cassavir nie miał pewności co Tarnarowi wpadnie do jego pustego, zachlanego czerepu.
Jak zna działanie absyntu to to chucherko niedługo może skończyć nieprzytomne w rowie.
- Pozwolisz mości gospodarzu, że odetchnę nieco świeżym powietrzem. Duszno mi. - Poklepał niedbale rybaka po ramieniu i chwiejnie, aby temu całemu cyrkowi stało się zadość, wyszedł na zewnątrz. Zostawił absynt, co by ukochany dobrodziej miał się czym zająć.
Teraz szukał wzrokiem tego imbecyla. Niech no go tylko dopadnie.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2014, 18:45 przez Cassavir.)

18.07.2014, 18:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#36

Kiedy Tarnar był już przy drzwiach i miał zamiar opuścić pokój, a także domostwo, nagle z jednego z korytarzy wychynęła żona gospodarza i zdzieliła maga drewnianym kijem przez łeb. Zdezorientowany mężczyzna miał opóźniony refleks, więc zanim zdążył zareagować, kobieta zadawała kolejne ciosy, zwalając go tym samym na ziemię. Tłukła go niemiłosiernie, a Tarnar chwilowo odpowiadał tylko jękami bólu.
- Bierz tego drugiego bęcwale! - Krzyknęła kobieta do swojego męża.
Sten jak na komendę rzucił się w stronę Cassavira, kiedy ten był już za nim. Jednak fakt, iż był już po wpływem alkoholu sprawił, że potknął się o stołek, na którym siedział i walnął głową o podłogę. Podejmował potem próby podniesienia się, jednak były one nader nieudane. Mamrotał serię przekleństw pod nosem.
- Do kurwy nędzy, czy ja muszę wszystko sama w tym domu załatwiać? - Wrzasnęła rozzłoszczona kobieta i rzuciła się na Cassavira, wymachując wojowniczo swym kijem, niczym mieczem.
Jakby tego wszystkiego było mało, otumaniony Tarnar, nie zwróciwszy uwagi, że nie jest już atakowany, przystąpił do obrony i posłał swój płomień w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stała żona Stena. Zaowocowało to tym, iż trafił w drewniany mebel, który zajął się ogniem. Biorąc pod uwagę materiały, z których zrobiony był dom Stena, zapewne za chwilę cały stanie w płomieniach.
04.08.2014, 19:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#37

No proszę, cały misterny plan tych podłych ludzi szlag trafił dzięki wspaniałemu eliksirowi, jakim jest alkohol. I niech mu kiedyś ktoś powie, że gorzała jest zła. Nawet Tarnar przez przypadek zrobił coś nader dobrego, rozpalając na razie niewielki płomień. Za skurwysyństwo się płaci bardzo wysoką cenę i ta parka niedługo będzie mogła się o tym przekonać.
Kobieta macha tym kijem albo w poziomie, albo po przekątnej. W jednym i drugim przypadku Cassavir mógł unikać ciosu poprzez schylenie się lub przykucnięcie. W momencie kiedy będzie pozycji półklęczącej wyjmie z cholewy buta jeden ze swoich sztyletów i rzuci się na kobietę. Nie ważne, czy ją zrani, czy zabije. Należało szybko się stąd wydostać, zanim chata pójdzie z dymem.
A potem?... bogowie jedni wiedzą, co potem...
06.08.2014, 20:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#38

Kobieta nie należała do mistrzów walki bronią wszelaką, dlatego też Cassavir z dużą łatwością uniknął jej ciosu. Dodatkowo pęd jaki sama sobie nadała, w połączeniu z faktem, iż nie trafiła w cel, spowodował utratę równowagi i wpadnięcie na powoli podnoszącego się męża. Jakby tego było mało, oberwała jeszcze nożem w bok. Co prawda nie była to jakaś poważna rana, ale jednak swoje zrobiła, ponieważ kobieta skwitowała to krzykiem, a potem serią wymyślnych przekleństw, skierowanych w stronę Cassavira.
Całe to zamieszanie pozwoliło się podnieść Tarnarowi do pozycji klęczącej. Krew leciała z rozciętego łuku brwiowego, nosa oraz wargi. Ogólnie rzecz ujmując, wyglądał on jakby właśnie dostał porządny wpierdol w jakiejś szemranej dzielnicy. Jego oszołomiony wzrok krążył wokół, aż wreszcie skupił się na ogniu przez niego wywołanym. Usta rozdziawiły się, nadając jego twarzy niezwykle mało inteligentny wyraz, a on sam wpatrywał się w płomienie niczym w jakąś piękną kobietę, która nęciła go swymi atutami. Wreszcie się otrząsnął i spojrzał na Cassavira.
- Ej, ognisko się tu pali - stwierdził w końcu, wskazując na palący się mebel. Płomień z każdą chwilą wydawał się rosnąć, jednak jeszcze w tej chwili nie stanowił większego zagrożenia dla ludzi przebywających w domu. Nie ma jednak wątpliwości, że jeśli zaraz ktoś go nie ugasi, cała chałupa może się zamienić w kupę popiołów.
07.08.2014, 18:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#39

Cassavir uśmiechnął się, przyłożył do ust wskazujący i środkowy palec, i posłał im całusa.
- Dziękuję, drodzy państwo, za waszą niebywałą gościnę. Niestety atmosfera robi się zbyt gorąca, więc jestem zmuszony opuścić wasze domostwo. Niech wam za waszą dobroć bogowie w dzieciach wynagrodzą! - Roześmiał się na pełne gardło, po czym ukłonił się lekko i jednym susem znalazł się przy Tarnarze.
Pomimo, że korciło go, aby tego imbecyla tu zostawić, Cassavir był mu coś winien. Gdyby nie on pewnie by skończył na dnie, rozerwany przez tych ryboludzi. Nie lubił być zobowiązany wobec kogokolwiek, więc postawił spłacić zaciągnięty dług.
- Tak, piękny prawda? A na zewnątrz jest jeszcze piękniejszy widok, choć, pokażę Ci. - Chwycił mężczyznę za ramię i z początku lekko ciągnął w stronę wyjścia. Gdyby jednak Tarnar pozostawał oporny na taką retorykę Cassavir przestałby się patyczkować i brutalnie wyciągnąłby go na zewnątrz.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.08.2014, 16:42 przez Cassavir.)

09.08.2014, 00:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Toń wodna - Strefa II
#40

W reakcji na piękne pożegnanie Cassavira można było usłyszeć całą masę wymyślnych bluzgów traktujących o nim, o cnocie jego matki, a także o ewentualnych potomków. Mimo to gospodarze nie byli w stanie go zatrzymać w żaden sposób, tak więc skończyło się na groźbach.
Tarnar również nie stawiał większych oporów, tylko się uśmiechnął trochę głupkowato, kiedy był wyprowadzany za zewnątrz, chociaż kilka razy się potknął i jęczał z powodu obolałych miejsc. Gdy jednak już znaleźli się poza chatką, chłodne, świeże powietrze przyjemnie owiało im twarz. Tarnar nawet zamknął oczy i znów się uśmiechnął głupkowato. Po domku nie było widać żadnych oznak tego, co działo się w środku, jednak niewątpliwie za niedługo dym wydostanie się na zewnątrz. To już nie stanowiło zmartwienia Akolitów.
- Wiesz co... dziwna ta twoja gorzała - stwierdził Tarnar, przyglądając mu się podejrzliwie. Przejechał ręką po czole i skrzywił się, a potem spojrzał na krew na swojej dłoni.
- Chyba muszę to czymś owinąć - stwierdził, podnosząc wzrok na Cassavira. - Masz coś?
10.08.2014, 16:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna