Karczma "Pod Dębem"
#1

Cytat:


Karczma, a właściwie mały zajazd, znajdujący się w pobliżu rynku Greathard, nie jest niczym niezwykłym. W każdym dużym mieście można odnaleźć przynajmniej kilka takich. Nawet nazwa - "Pod Dębem" nie jest jakaś oryginalna, szczególnie że w pobliżu raczej próżno szukać dębów. Niemniej jednak, nikt nie wyklucza, że kiedyś tutaj stał, wszak miasto jest niemal otoczone lasem. To co jednak wyróżnia akurat tą karczmę, to jej klientela. Nie, tutaj nie chodzi o specyficzne osoby czy kasty, tudzież warstwy społeczne. W tym rzecz, że tutaj spotykają się wszyscy i w lokalu rzadko kiedy można ujrzeć pustki.
Podają przyzwoite posiłki o poranku, można zjeść suto po południu, a wieczorem do szklanki czy kufla, przegryźć nienaganne przekąski.
Sam zajazd składa się oficjalnie z dwóch pięter, nieoficjalnie z trzech. Jest to budynek wzniesiony z kamienia, co już czyni go solidnie wyglądającym, zwieńczony dachem z drewnianych bel i gęstej, grubej strzechy. Gdzieś u szczytu wystają również dwa kominy, przy czym przynajmniej z jednego z nich wiecznie unosi się dym, a to dobrze znaczy o kuchni.
Tuż po wejściu przez uchylne i solidne, dębowe drzwi oczom ukazuje się przepastna sala podzielona stołami i ławami oraz licznymi drewnianymi kolumnami. Kontuar znajduje się na prawo od wejścia i wydaje się naturalnym pierwszym wyborem tuż po wejściu. Wbrew pozorom nie na całej jego długości można znaleźć wysokie stołki. Pozostawiono niewielką przestrzeń tuż przy wejściu, aby ułatwić obsługę klientów, bez przepychania się z tymi siedzącymi przy ladzie. Tuż za wspomnianą dębową ladą, przy której zwykle krząta się karczmarz wraz z żoną, można dostrzec drzwi do osobnego pomieszczenia w którym znajduje się kuchnia. To właśnie stamtąd dochodzą przepyszne aromaty gotowanego lub smażonego mięsa, świeżego chleba, gulaszu i wielu ziół. Właściwie to gama aromatów zależy od aktualnej pory i preferencji klientów. Porcje również nie są skromne, a do każdej z nich można otrzymać kufel gęstego piwa, nie rozcieńczanego niczym. Klasa sama w sobie, bo nawet specjał Greathard - brandy - jest tu podawany w sporych ilościach. Ceny może nie są niskie, jednak nikt nie narzeka, jeśli przyrównać je do tego, co właściwie ląduje przed nami na stole.
Co do samej sali natomiast, to każdy znajdzie tu coś dla siebie. Są dwa długie stoły z ławami, na oko mogące pomieścić po dziesięć osób z każdej strony. Można również odnaleźć mniejsze dębowe stoliki otoczone krzesłami, przewidziane dla mniejszych grup lub samotnych podróżników.
Na przeciwko wejścia znajduje się również wielkie palenisko, czy też nowomodnie nazywane kominkiem. Poza ciepłem, daje on również możliwość postawienia rożna lub stojaka z metalowym garem na zupę lub gulasz. Pewnie propozycja ta, kierowana jest głównie do grup zbrojnych, które często wloką za sobą własne zaopatrzenie. Fakt, że tuż obok, wyłożonego kamiennym łukiem, kominka znajduje się niewielki składzik z zapasami drewna, ułatwia sprawę samoobsługi tego miejsca przez klientów. Zapewne cieszy to gospodarza, który i tak ma pełne ręce roboty.
W lewym, najbardziej odległym, kącie patrząc od wejścia, znajduje się niewielka scena, gdzie często kącik dla siebie znajdzie jakiś grajek, albo wesoło pogrywający zespół. Właściciel karczmy dobrze to przemyślał, ponieważ kiedy ludzie śpiewają i się bawią, są mniej skorzy do rozróby.
Schody na drugie piętro, znajdują się po prawej stronie w miejscu gdzie kończy się kontuar. Właściciele karczmy mogą stamtąd swobodnie wydawać klucze do odpowiednich pokoi. Jeśli chodzi o same pomieszczenia na piętrze, to są raczej skromne. Głównie składają się z dwóch łóżek, wiaderka, małego stolika i haczyków do odwieszenia prywatnych rzeczy. Droższe posiadają również zamykane skrzynie, a nawet podwójne łoża dla par. W sumie pokojów jest dwadzieścia, co jest niezłym wynikiem jak na karczmę.
Znajduje się tu również trzecie piętro, a w zasadzie piwnica. Można do niej wejść tylko od strony kuchni i głównie służy do przechowywania zapasów. Rezolutny karczmarz ma tam jednak swoją małą destylarnie i kadź warzelniczą, dlatego od czasu do czasu, może podawać własne wyroby. Jest tam również mały stolik z kilkoma krzesłami dla klientów... którzy poszukują nieco dyskrecji.
14.09.2015, 21:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#2

Nie interesowało go za bardzo, skąd w okolicy tego wielkiego miasta, ostatnio pojawiło się tyle trupów. Część martwych wyglądało na rozszarpanych, większości nawet się nie przyglądał. Zapłacili, to robił swoje. Nie zadawali pytań, a właściwie to pracodawcy unikali go jak tylko mogli.
Podsumowując, napracował się dzisiaj trochę. Od rana kopał, przez południe wrzucał truchła do dołów, przed wieczorem skończył zakopywać. Zerknął na kilkadziesiąt monet które mu wręczyli za tą robotę. Nawet nie westchną, nic nie powiedział. Wiedział doskonale, że Panowie właściciele zakładów pogrzebowych, pocieszający płaczące niewiasty, zarobili znacznie więcej, niż zaoferowano Vespilowi za jego brudną robotę. Ponury jednak nigdy nie narzekał, przeliczył tylko smoki które dostał, dodał do tych które już miał i wyszła mu zadziwiająco równa sumka. Czterdzieści srebrnych i dwadzieścia brązowych. Cóż, zawód grabarza nie należał do najlepiej płatnych, jednak miał swoje zalety. Praca była wszędzie i zawsze, a ponad to nikt nie zwracał na niego uwagi.
Jednak od czasu do czasu, należało mu się coś dobrego. Postanowił zatem odwiedzić centrum miasta, dumnie zwanego Greathard. Słyszał o tym miejscu, podobnie jak o Smoczej Świątyni, czy czymś podobnym, znajdującym się gdzieś w tych okolicach. Oczywiście nikt nie wiedział gdzie.
Głównym celem wizyty, było uzupełnienie zapasów o jakieś świeże produkty, jednak zapach dochodzący z pobliskiej karczmy zachęcił go do spróbowania czegoś ciepłego. Najwidoczniej Noct również to poczuł, zdradzając siebie głośnymi sapnięciami. Brytan spojrzał na swojego opiekuna jakby chciał odnaleźć nić porozumienia. Właściwie, to nic nie stało na przeszkodzie, aby wejść do środka.
Grabarz zatem skierował się w stronę jasnej gospody, gdzie już z daleka dało się słyszeć muzykę smyczka i gromki śpiew gości.
Przez moment Ponury chciał sobie odpuścić, wiedział bowiem, że takie miejsca lubią przyciągać pecha, jednak okolica nie wydawała się być paskudna. Gdzieś cichy głosik w głowie podpowiedział Vespilowi "I właśnie o to chodzi."
Cóż, dopiero po tym jak wszedł do środka, zdał sobie sprawę, jakie wrażenie musi sprawiać. Pomimo tego, że jak zwykle prezentował sobie ogromną postać, w ciężkim czarnym płaszczu, to dzisiaj wyjątkowo był świeżo po pracy. Zakurzony ubiór oraz masywne buciory, oklejone błotem, a przy jego boku ogromny pies. Vespil wchodząc do środka karczmy, musiał się pochylić pod framugą drzwi, aby się w nich zmieścić, a to w połączeniu z jego wyglądem, czyniło go bardziej ponurego i strasznego niż zwykle. Wyglądał jak upiór, który dopiero co wstał z grobu, a jego szarawa cera, wcale nie burzyła tego konceptu.
Nic więc dziwnego, że to, na swój sposób, piorunujące wrażenie, wzbudziło fałszywą nutę na instrumencie oraz na jedno, krótkie tchnienie, wstrzymało całą zabawę.
Wiedział, że tutejsi mieszkańcy, są raczej nieufni wobec obcych, co Ponuremu właściwie było na rękę. Raczej nikt nie będzie zadawał niepotrzebnych pytań. Rozejrzał się po izbie i wybrał sobie stolik, który był najbardziej oddalony od reszty "biesiadników".
Zanim usiadł, zsunął z siebie skórzaną torbę, a właściwie juki z ekwipunkiem, oraz odstawił obok krzesła swój stalowy drąg. Sama broń była dobrze widoczna i usytuowana tak, aby była tuż pod ręką. Drąg nie robił takiego wrażenia na plecach dryblasa, dopiero kiedy stanął pod ścianą, okazało się, że sięga niemal powały mierząc sobie około dwóch metrów.
Vespil usiadł ciężko na krześle, które zaskrzypiało lekko, natomiast czarny brytan przysiadł posłusznie przy jego nodze.
Ludzie w karczmie wrócili do swoich wesołych rozmów i własnych zajęć, jednak atmosfera w lokalu jakby straciła nieco na wcześniejszym feworze, a Ponury wyłapywał co jakiś czas niepewne spojrzenia w jego kierunku. Był do tego przyzwyczajony, dlatego zupełnie je zignorował.
Na stoliku położył jedną z dłoni na płasko, przy tym potwierdzając, że są równie wielkie co reszta ciała. Drugą rękę natomiast podniósł przywołując karczmarza. Chciał się rozeznać co i w jakiej cenie jest tu w stanie dostać. Jego budżet był raczej ograniczony, miał więc nadzieję, że gospodarz weźmie na to poprawkę. Zauważył kącik za kontuarem, gdzie była szafeczka z kluczami. Ponury jednak nie zamierzał zostać na noc, poszuka sobie później jakiejś stajni. Widząc niepewne spojrzenia karczmarza w stronę Nocta, Vespil spojrzał na psisko, wymownie cmoknął i tą samą dłonią którą skinął na karczmarza, wykonał teraz gest opuszczania, jakby coś naciskał całą ręką. Czarny brytan rozpoznał ruch i posłusznie, czy nie, jednak dostosował się do polecenia. Położył się, podkulając łapy pod siebie.
Grabarz ponownie spojrzał na karczmarza, w jego mniemaniu uspokajająco, ale te oczy... Tak jasne, że niemal białe tęczówki, sprawiające wrażenie lśniących o ile nie świecących w ciemności. Mimo to, gestem pokazał, że panuje nad swoim psim towarzyszem, zatem nie ma powodów się go obawiać, o ile nie zrobi się czegoś głupiego.
Cytat:"Spoglądając na Ponurego, można odnieść jedno z dwóch wrażeń. Unikać lub uciekać. Bądź oba naraz.
COŚ jest w tej postaci takiego, że ciarki przechodzą. Czy to szara cera, ponura mina, a może jego ogromna postura okraszona czarnym, długim płaszczem, kruczo-czarnymi, przetłuszczonymi włosami i ciężkimi butami? Albo te oczy, już nie niebieskie, tylko niemal białe, przeszywające chłodnym wzrokiem.
Kiedy dochodzi do tego wiedza, że jest grabarzem, można podświadomie wyczuć ten trupi aromat, który otacza tego mężczyznę. Ponury to nie jest gość, którego chce się spotykać w nocy. On po prostu budzi niepokój, zwątpienie, a nawet... strach? Przecież to irracjonalne...
A jednak."
/Autor Nieznany/
Ponury roztacza swoją osobą, bardzo specyficzną aurę, prosiłbym o klimatyczne zareagowanie na nią. O ile nie będzie budzić przerażenia, to przynajmniej psychiczny dyskomfort.
14.09.2015, 22:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#3

MG

Wieczór tego dnia zapowiadał się deszczowy i wizja spędzenia paru chwil w suchym przybytku jakim była karczma wydawała się bardzo kusząca. W momencie wstąpienia do karczmy niebo za plecami Ponurego rozbłysło a zaraz potem słychać było głuchy grzmot. Deszcz jeszcze nie zaczął padać lecz czuć było w powietrzu że lada chwila tak się stanie.
Kiedy to Ponury zajął miejsce i podniósł rękę by przywołać karczmarza właściciel przybytku spojrzał na niego zza lady. Zmarszczył brwi i spojrzał na brytana.
-A poszedł mnie z tym bydlęciem!- starał się przekrzyczeć karczemny gwar który nagle ucichł. Konfrontacja z osobliwym nieznajomym wzbudziła niemałą sensację. Lecz ku wielkiemu zdziwieniu gawiedzi Ponury niemalże od razu uspokoił brytana nie dając tym samym karczmarzowi na dalszy potok wyzwisk. Jedyna na co go było stać to skinięcie głową w stronę młodej dziewczyny, zapewne córki karczmarza która to obsługiwała właśnie klientów na drugim końcu sali.-Hilda zajmij się klientem.- krzyknął w stronę dziewczyny po czym pokręcił głową na znak niezadowolenia z bezczelności klientów. Ale cóż poradzić, klient to piniondz a piniondz nakręca piniondz. A dźwięk brzdęku piniondzów cenił nad życie.- Szlag by to. Niedługo niedźwiedzie zaczną nam przyprowadzać.- mruknął cicho do jednego z klientów z którym wszedł w dłuższą rozmowę.
Po chwili do grabarza podeszła córka karczmarza pytając się co podać.
Gawiedź powróciła do swych dalszych rozmów. O dziwo duża część bywalców karczmy rozmawiali o pracy grabarza. A raczej o licznych znajdowanych trupach w rynsztokach. Najczęściej były to trupy włóczęgów, żebraków, bezdomnych czy drobnych rzezimieszków. Lecz liczby nie kłamią. Jest ich coraz więcej i ponoć słuchy chodzą że to nie są porachunki gangów czy innych band. Przyciszonymi głosami rozprawiali o czających się potworach w mroku ciemnych zaułków miasta Grimssdel.
Burza się na dobre rozszalała, deszcz w końcu zaczął padać. A raczej okazało się że to urwanie chmury.
Do karczmy weszli następni podróżni. Okazało się że to nie zwykli podróżni a strażnicy miejscy którzy właśnie skończyli służbę. Ruszyli do kontuaru i zamówili coś mocniejszego do picia. Oni również rozprawiali o znajdowanych trupach.
-Słyszałeś, dzisiaj znowu znaleźli truposza?- mówił jeden.
-Ta wiem, właśnie zostali pochowani.- odpowiedział mu drugi.
-Nieee. Ci co zostali dzisiaj pochowani zostali znalezieni wczoraj albo o świcie. Ale teraz mówię ci, znaleźli kolejnego. Sami nie wiedzą co o tym myśleć. Zwłoki były totalnie zmaltretowane. Nie sądzę by mógł to zrobić jakiś psychopata. To niemożliwe żeby najgorszy świrus pociął kogoś dziesiątki razy na całym ciele. A i cięcia jakieś takie dziwne bo płytkie. Ale było ich setki. Biedak musiał się wykrwawić w męczarniach.- strażnik zamilkł i chwycił za kufel-Mówię ci, to nie jest sprawka człowieka.
-W takich razie ciekawe czyja?- zapytał pierwszy.
Drugi strażnik wzruszył ramionami.
-A bo ja wiem. W każdym bądź razie dobrze że już jestem po służbie. Ja tam włóczyć się po uliczkach nie zamierzam
Skwitował na koniec i zajął się piciem razem z towarzyszem.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






16.09.2015, 10:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#4

Coś prześlizneło się Ponuremu we wnętrznościach w odpowiedzi na nieuprzejmość gospodarza. Jego twarz pozostawała jednak niewzruszona jak zawsze, kamienne oblicze adekwatne do jego pseudonimu. Zmierzył tylko karczmarza zimnym wzrokiem, kiedy wymienił jeszcze ze swoim rozmówcą uwagę o niedźwiedziu. Jego oczy zajaśniały, spod przetłuszczonych i nieułożonych włosów. Nie wypowiedział jednak ani jednego słowa. Po prostu grzecznie czekał, aż podejdzie do niego dziewka na posyłki, bo prawdopodobnie sam gospodarz, mimo ostrego języka, raczej z odwagą był na bakier.
Poza tym, Vespil nie miał się czym przejmować, to nie jego obrażono, a Noct ma swój charakter i swój sposób rozumienia. Pewnie Grabarzowi nie specjalnie by się paliło, aby powstrzymywać brytana, gdyby ten postanowił wyrównać rachunki. Choć podejrzewał, że o ile gospodarz nie potrzebowałby wtedy dobrego felczera, to zapewne stałby się jego jutrzejszym "klientem".
Kiedy w końcu dziewczę zdecydowało się podejść, starał się nie przysparzać jej zbytniego problemu, czy też dyskomfortu przebywania bliżej. Jego głos był niski, jakby przemiawiał z wnętrzna wielkiego bębna, a z racji małomówności, również ochrypły i raczej mało przyjemny. W dodatku rzucił tylko oschle:
- Gulasz mięsny i wrzątek.
Nie potrzebował więcej. Z reguły nie pija alkoholu, ale dla odmiany poza zimną wodą z bukłaka, chętnie popije czymś ciepłym. Szczególnie, że miał niezłe wyczucie z tą karczmą. Na zewnątrz burza rozpętała się na dobre, podobnie jak ulewa. Podkreśliło to wejście kilku mężczyzn, na których trudno nie było zwrócić uwagi.
Noct wydał z siebie krótkie, gardłowe warknięcie. W tym tłumie i gwarze niemalże niesłyszalne. Przynajmniej dla każdego poza Mędrcem. Ten odrazu pojął sprawę. Cóż, czarne psisko było przygarnięte, wcześniej włóczyło się po ulicach, gdzie zapewne czasami zbierało cięgi od strażników. Nie truno się dziwić, że rozpoznaje ludzi pełniących ten zawód w jakiś podświadomy sposób i przez to nie pała do nich szczególną sympatią.
Na szczęście wiedział jak się zachować w obecności Grabarza. Ponury zaś usłyszawszy coś o grzebaniu ludzi, nadstawił ucha, bez trudu wyłapując słowa strażników pośród karczemnego gwaru.
Już po samym opisie doszedł to pewnych wniosków. Pierwszy był taki, że jutro o świcie szykuje się dla niego kolejna porcja roboty, po drugie był niemal przekonany, że umarlak nie padł ofiarą jednego napastnika tylko wielku mniejszych. Choć aby to stwierdzić, musiałby się przyjrzeć ciałom lepiej. Kogo jednak obchodzą szczegóły śmierci? Z podsumowania jakie przedstawił strażnik, wynikało, że raczej dbają o własną skórę.
Grim również wyznawał egoteizm. Czyli mówiąc prostymi słowami, dbaj o własną dupę, bo tylko ona jest Ci droga. Oznaczało to, że aktualnie oczekiwał tylko ciepłego gulaszu, którym ma zamiar się delektować i choć w części przeczekać deszcz. Czy powinny go obchodzić sprawy miasta? Nie. Przynajmniej dopóki miasto nie płaci mu za zainteresowanie. Był tylko Grabarzem, dlatego warto się dowiedzieć o świcie, gdzie należy pochować nowe ciała, a im więcej ich będzie, tym więcej pracy się szykuje. Może nawet zostanie tu na jakiś czas?
Nie... Góra trzy dni w jednym miejscu, to idealny czas zanim ludzie zaczną kojarzyć dość wyróżniającą się osobę.
17.09.2015, 16:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#5

MG


-Jasne już przynoszę.- powiedziała dziewka do Grabarza i ruszyła w stronę wyjścia do kuchni. Ponury musiał trochę poczekać, no gdyby zamówił jakiś zimniejszy napitek to może szybciej by został obsłużony a tak najwidoczniej musiał czekać aż się woda zagotuje jak również gulasz.
W końcu dziewczę wróciło do stolika Grabarza niosąc na tacy miskę gulaszu oraz kubek wrzątku. Obok miski leżały dwie pajdy chleba oraz drewniane sztućce.
-Proszę. Dwa srebrniki.- powiedziała dziewczyna z uśmiechem na ustach. Widać prezentowała się lepiej od właściciela jak i lepiej się zachowywała. Kiedy otrzyma zapłatę dziewczyna odejdzie od stołu i zacznie obsługiwać pozostałych klientów oberży.
Strażnicy jeszcze przez jakiś dyskutowali na różne mało istotne tematy. Wypili kilka głębszych po czym ruszyli w stronę wyjścia z karczmy naciągając mocniej na głowy kaptury. Szykowali się do wyjścia w sam środek ulewy. Otworzyli drzwi wprowadzając podmuchy zimnego powietrza. Przez chwilę wyraźnie było słychać jak burza wzmaga na sile. Kiedy drzwi się zamykały rozbłysła błyskawica. Jeszcze zanim odrzwia się zatrzasnęły zauważyć można było jak do strażników podchodzi nieznana postać. Drzwi się zamkły. Przez szalejącą burzę nie słychać było czy nieznajomy wdał się w dyskusję ze strażnikami czy co. Lecz po chwili do karczmy wkroczył nieznajomy. Cały przemoczony rozejrzał się po izbie i gdy dojrzał Ponurego ruszył w jego kierunku.
-Witam. Grabarz? Nie mylę się?- zapytał się cicho nieufnie zerkając w stronę brytana.-Mogę zając chwilkę?- zapytał z niepokojem.
Nieznajomy okazał się mężczyzną w średnim wieku. Był wątłej postury i na pierwszy rzut oka wyglądał na jakiegoś urzędnika niższej rangi. Ale to zawsze jakiś reprezentant miasta. W sensie interesy miasta zainteresowały się osobą Ponurego.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






19.09.2015, 06:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#6

Trochę musiał czekać, jednak nie przeszkadzało mu to zbytnio. Przynajmniej posiedzi sobie chwilę w ciepłym lokalu z którego nie powinni go wyrzucić dopóki płaci i jest klientem. Miał też czas aby rozejrzeć się dyskretnie po gospodzie i rozeznać się w nastrojach tutaj zgromadzonych. Nic jednak specjalnie nie przykuło jego uwagi, a to oznaczało, że może jeszcze trochę czasu tutaj spędzić. Mimo wszystko, jakoś nie przepadał zbytnio za nadmiernie tłocznymi miejscami.
Kiedy dziewczyna przyniosła jego gulasz, zaciągnął się jego wspaniałym aromatem. Kiedy to Vespil miał ostatnio okazję do ciepłego posiłku? Nie mógł sobie przypomnieć. Głównie jadał suchary i suszone mięso, od czasu do czasu wzbogacone owocem lub warzywem korzennym.
Kiedy dziewczyna podała cenę, stwierdził że nie najgorzej tutaj karmią za równowartość dwóch srebrnych. Sięgnął swoją wielką dłonią do skórzanych juk, które leżały tuż obok niego. Chwilę przeszukiwał kieszonki w ich wnętrzu, wydobywając ostatecznie garść monet. Nigdy nie rozumiał fenomenu ludzi, którzy wyciągają z sakiew od razu odliczoną kwotę, to dopiero bankierska sztuka... W każdym bądź razie spośród monet na dłoni wybrał dwie srebrne ze znakiem smoka i wręczył dziewczynie. Nie czuł się zobowiązany odpowiadać uśmiechem, dlatego tylko skinął głową w podzięce.
Kiedy kobieta się oddaliła, umieścił resztę swoich pieniędzy na powrót w jukach i zamknął klapę.
Gulasz pachniał cudownie, szczególnie w połączeniu aromatu chleba. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego jak bardzo był głodny. I wyglądało na to, że chyba na jednej porcji się nie skończy.
Gdzieś kątem oka wychwycił wychodzących strażników miejskich, pewnie wracających teraz "prosto po służbie" do domu. Ponury nie interesował się zanadto tym co dzieje się za drzwiami. Był zadowolony z tego, że się w końcu zamknęły. Jakoś nie trawił ludzi, którzy nie domykali za sobą tego cudu techniki, bo równie dobrze mogli odwiedzać jaskinie. Po prostu miał wrażenie, że mimo postępu kulturowego, niektórzy nadal tęsknią za życiem w buszu.
Vespil mimo wszystko zajął się w końcu swoim gulaszem. Sięgnął po drewnianą łyżkę, nabrał porcję z sowitym kawałkiem mięsa i wepchał do ust. W tym samym czasie, kątem oka złowił kolejnego mężczyznę wkraczającego do karczmy. Niby nic niezwykłego, przecież to miejsce wręcz tętniło życiem, a ruch był spory. Jednak dokładnie w tym samym momencie, kiedy Grim zapychał ciepły gulasz, kawałkiem chleba, nieznajomy podszedł do niego. Wypalił z głupa, od razu oczekując odpowiedzi.
Dlatego też Ponury nienawidził niektórych ludzi. Szczególnie takich, którzy wyglądają na urzędników. Bo nie wiadomo skąd, tacy jak nieznajomy rodzili się z niebywałym talentem, nagabywania w najmniej odpowiedniej porze. Vespil dopiero co dostał gorący posiłek, chciał zjeść go w spokoju, właśnie dopóki jest ciepły. Nie bez kozery zamawiał również wrzątek do popicia. A teraz był niemal przekonany, że przez rozmowę z owym Panem, jego wart dwie srebrne monety gulasz, wystygnie.
Widocznie Noct wyczuł nastrój Grabarza i warknął gardłowo na nieznajomego. Mimo wszystko jednak, wątły człowiek pytał o zawód Grima, zatem nieuprzejmie byłoby nie odpowiedzieć. Szczególnie, że gdzieś w tym pewnie czaił się zarobek.
Ponury podniósł wzrok na obcego, uspokajając krótkim gestem swojego brytana. Nie odpowiedział od razu, przecież musiał przeżuć. Żeby jednak uświadomić nieznajomemu w jak niezręcznej sytuacji go zastał, wcale nie śpieszył się z pogryzieniem i przełknięciem posiłku.
Właściwie to nie odpowiedział w cale, przynajmniej nie używając mowy. Na pierwsze pytanie skinął tylko potakująco głową, nieco zdawkowo, nie wysilając się nazbyt. Natomiast drugie pytanie uzyskało odpowiedź w formie wskazania drewnianą łyżką, siedzenia naprzeciw Vespila. Niech sobie człowieczek usiądzie i przejdzie do rzeczy. W tym czasie Ponury nabrał kolejną łyżkę gulaszu i bezceremonialnie kontynuował swój posiłek. Co? Przecież nie zrezygnuje z jedzenie, bo zagadał go ktoś obcy...
Podejrzewał, że jego postawa oraz obecność czarnego psiska, nieco przymusi nieznajomego do tego, aby przeszedł od razu do rzeczy. Grim wątpił, aby chciało mu się zanadto rozwodzić nad sprawą z jakąkolwiek do niego przyszedł. Kogo pochować, gdzie, kiedy i za ile. To jedyne co interesowało Grabarza.
19.09.2015, 22:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#7

Urzędniczyna przełknął głośno ślinę po czym niechętnie a raczej nieufnie usiadł naprzeciwko grabarza. Nerwowo drgnął na powarkiwania brytana. By nie kusić losu ręce położył na stole i splótł palce u dłoni. Były mokre od deszczu. A może od zdenerwowania?
-Proszę wybaczyć me najście ale...- zaczął mężczyzna i z marszu zaczął się jąkać.-Jestem Greg. Dzisiaj rano wysłałem posłańca z prośbą o pochowanie. Potem na cmentarzu powiedzieli mi jak wyglądasz. Stąd jestem...
Mężczyzna przerwał na chwilę. Skinął w stronę dziewki po czym krzyknął w jej stronę zamawiając najmocniejszy trunek jaki jest na stanie. Kiedy niewielki pękaty kielich pojawił się przed mężczyzną ten wychylił duży łyk trunku krzywiąc się nieco. Następnie wbił wzrok w grabarza i zebrał się na odwagę.
-Przed zachodem znaleziono kolejne zwłoki. Były całe zmasakrowane. Mieliśmy jutro rano przekazać ci je do oględzin i pochówku ale...- znów zawiesił głos i nachylił się w stronę Ponurego- W czasie kiedy burza rozszalała się kolejne zwłoki zlokalizowano. Tyle że... Nie można ich wydobyć... są w kanale, blokują odpływ... jeśli burza nie ustąpi to kanał okolicach targu wyleje się górą na ulice... Jako że zajmujesz się ciałami chciałem złożyć propozycję wydobycia również ciała z kanałów. Miasto zapłaci...- ostatnie słowa wypowiedział ciszej i z nutką zapytania w głosie.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






22.09.2015, 00:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#8

Przyglądał się uważnie nieznajomemu, kiedy ten zaczął się produkować. Co prawda Ponurego mało interesowała cała ta zawiła historia przyczyn i skutków, zwrócił jednak szczególną uwagę na jedną istotną kwestię. Urzędnik przedstawiający się jako Greg, wcześniej wysłał posłańca, teraz natomiast pofatygował się osobiście. Było to dość interesujące, szczególnie że na zewnątrz szalała burza i ulewa, a raczej mało który urzędnik wychyla nos poza swój gabinet w innych okolicznościach pogodowych niż popołudniowe słońce w bezchmurny dzień.
Musiała to być zatem sprawa nie tyle pilna, co przeznaczona dokładnie dla takiej osoby, jaką jest Grim. Najprościej rzecz ujmując - kogoś obcego. Nikt go tu nie znał, on sam też nie był szczególnie rozeznany w tutejszych zwyczajach i nowinkach. Oznaczało to, że był kandydatem do podjęcia się zadań, których nikt inny zwyczajnie nie chciał się podejmować.
Co jednak skłoniło Vespila do podejrzeń iż ów mężczyzna jest urzędnikiem? Zawód Grega, choć ogólnikowo, można było rozpoznać z łatwością po jego filigranowej sylwetce, palcach ukształtowanych do pióra, ale przede wszystkim po tym, że zamawiając sobie kieliszek alkoholu, nawet nie pomyślał o zaproponowaniu trunku swemu rozmówcy. Sknera, liczykrupa.
Vespil jednak nie przejął się tym specjalnie, kontynuując jedzenie swojego gulaszu. Aby nieco bardziej uspokoić czarnego brytana, wyskubał łyżką dwa większe kawałki mięsa z potrawki i rzucił swojemu podopiecznemu. Noct pochłonął rzucone mu jedzenie bez większego entuzjazmu i ponownie ułożył się spokojnie przy nodze Grabarza.
Kiedy Greg w miarę treściwie, choć jak dla Ponurego - zbyt rozwlekle, opisywał całą historię, Grim zaczął się nastawiać na pracę o świcie. Jednak w pewnym momencie urzędnik zabrnął chyba nieco za daleko. Potraktował Grabarza jako przepychacza ścieków, jakiegoś gnojołaza i gównojada. Wielkolud odłożył drewnianą łyżkę na stół, tuż obok miski gulaszu, aby zachować spokój. Zrobił to jednak chyba trochę nazbyt nerwowo, bowiem poza drewnianym dźwiękiem uderzenia łyżki, dało się wyłowić również stuknięcie miski, która w między czasie podskoczyła od impetu.
W ciszy która zapadła między mężczyznami, Vespil miał okazję do szybkiego pokojarzenia faktów. Ciało było w kanale, ostatnio miasto nękały dziwne zabójstwa i nikt nie odważył się nawet zbliżyć do odpływu aby wyciągnąć ciało. Oznaczało to, że tutejsi bywalcy wiedzą coś na temat tego miejsca, czym nie chcieli specjalnie się dzielić z obcym dla nich Vespilem. Całkiem zrozumiałe, nie należał do ich społeczności, ale dlatego również nie musiał poddawać się ich regułom.
Błysk, w jego niemalże białych tęczówkach, mógł uświadomić urzędnikowi, że Grim nie należy do przygłupów, którzy nie rozumieją sytuacji. Sam Grabarz postanowił się w końcu odezwać, składając swoją propozycję i z ciekawością obserwując reakcję Grega. Z gardła Ponurego potoczył się spokojny głos, choć przy jego zwykłym basowym tonie i nieprzyjemnej zachrypniętej wibracji, można było różnorako odczytać przekazywane emocje:
- Pięć złotych smoków.
Nie był łasy na pieniądze, chciał tylko sprawdzić jak bardzo im zależy na tym zadaniu. Jeśli urzędnik wstanie i odejdzie, będzie to oznaczać, że nie przejmują się tym problemem aż zanadto. Jeśli urzędniczyna zacznie się targować, to pewnie jest to polecenie trudne, ale wykonalne i niezwykle potrzebne.
Najgorsza opcja to ta, kiedy Greg przyjmie zaproponowaną cenę z marszu bez sprzeciwu, to uświadomi Grimowi, że przy tym zleceniu nie ma żartów. Wtedy też przemyśli, czy warto pakować się w takie gówno w przenośni i dosłownie.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.09.2015, 23:27 przez Ponury.)

Cytat:"Spoglądając na Ponurego, można odnieść jedno z dwóch wrażeń. Unikać lub uciekać. Bądź oba naraz.
COŚ jest w tej postaci takiego, że ciarki przechodzą. Czy to szara cera, ponura mina, a może jego ogromna postura okraszona czarnym, długim płaszczem, kruczo-czarnymi, przetłuszczonymi włosami i ciężkimi butami? Albo te oczy, już nie niebieskie, tylko niemal białe, przeszywające chłodnym wzrokiem.
Kiedy dochodzi do tego wiedza, że jest grabarzem, można podświadomie wyczuć ten trupi aromat, który otacza tego mężczyznę. Ponury to nie jest gość, którego chce się spotykać w nocy. On po prostu budzi niepokój, zwątpienie, a nawet... strach? Przecież to irracjonalne...
A jednak."
/Autor Nieznany/
Ponury roztacza swoją osobą, bardzo specyficzną aurę, prosiłbym o klimatyczne zareagowanie na nią. O ile nie będzie budzić przerażenia, to przynajmniej psychiczny dyskomfort.
22.09.2015, 10:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#9

MG

Urzędnik wzdrygnął się na gwałtowną reakcję Grabarza. Nerwowe odstawienie sztućców i stuk miski sprawił że klienci znajdujący się najbliżej stołu Ponurego zamilkli i odruchowo spojrzeli w ich kierunku. Greg uśmiechnął się zmieszany w ich kierunku i kiwnął głową by nie zawracali sobie głowy jego rozmową. Przy okazji uniósł nieco dłoń w stronę dziewki dając do zrozumienia że chce jeszcze jedną kolejkę alkoholu.
Kolejna porcja trunku trafiła akurat w momencie kiedy to Vespil przedstawił swoją cenę. Greg unosił właśnie kieliszek do ust i zamarł w tym ruchu.
-Że ile? Pan chyba raczy żart...- zapytał z niedowierzaniem nie dokańczając swej wypowiedzi, a jego szept wyrażał praktycznie krzyk oburzenia. Urzędnik odstawił kieliszek na stół po czym uniósł od razu dłonie w geście uspokojenia by przypadkiem jego rozmówca znów gwałtownie nie zareagował i po prostu nie wyniósł się z karczmy.-Nie żeby pana urazić, ale chyba sam pan przyzna że to trochę za dużo. Zwykły najemnik wynajmowany jest na dzień za około trzydzieści srebrników. Ja mogę zaproponować... Hmmm...- mężczyzna zamyślił się i potarł dłonią brodę.- Sztukę złota za podjęcie się zadania. Dodatkowo zapłacimy po pięć srebrników za każde wydobyte ciało plus kolejne pięć za pochówek... oczywiście liczony również od ciała...- urzędnik zamyślił się po czym dodał jeszcze szybko-Na koniec mogę dorzucić jeszcze dodatkową sztukę złota za wyjaśnienie przyczyny śmierci ofiar.
Po tych słowach urzędnik zamilkł na chwilę patrząc na reakcję Grima. Grabarz powinien być usatysfakcjonowany. Z marszu dostał dwukrotnie większą propozycję za zlecenie niż zwykły najemnik. Dodatkowo dostał jeszcze profity od tego co spotka w kanałach. A na koniec gratyfikacje za wyjaśnienie śmierci ofiar. Uważał to za uczciwą propozycję.
-To jak? Umowa stoi?- zapytał z nadzieją w głosie.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






24.09.2015, 13:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#10

To że się zdziwił, było raczej spodziewną reakcją. Dobrą oznaką było to, że Greg rozpoczął negocjacje, których notabene Ponury i tak nie zamierzał kontynuować, czy też przeciągać. Zastnawiające było jednak to, iż mimo wszystko zaproponował cenę dwa razy większą niż najemnikowi. Czyżby już próbował przekazać to zadanie jakiemuś łasemu na złoto przygodnikowi? Jeżeli tak, Vespil zaczynał podejrzewać, że w kanale odpływowym możne znaleźć nie tylko ciała nieszczęsnych mieszkańców, ale także ochotników.
Oczywiście przeczuwał, że w tej umowie, gdzieś głęboko wbity jest haczyk, jednak powoli zaczynała kończyć mu się gotówka, a potrzebował jej na dalszą podróż. Greathard było po części odcięte od reszty świata, co oznaczało całkiem niezłą okolicę dla samego Grabarza, otóż nie przepadał za licznym tłumem.
Z drugiej strony jednak, żeby pokonywać pobliskie góry, należy mieć dostateczną ilość zapasów, aby przypadkiem nie utknąć wśród skał z pustym żołądkiem. Tu odzywała się natura wnętrzności Grima... pochłaniał cholerne ilości jedzenia, co na szczęście ludzie kojarzyli głównie z jego ogromną posturą. W końcu duży facet musi dużo jeść.
Cena zatem, poza niedopowiedzianym haczykiem, wydawała się uczciwa. Ponury był dość rosłym i silnym gościem, dlatego do zlecenia mógł się nadawać idealnie, a jak się uwinie w miarę szybko, to jeszcze na pochówku zarobi. Istnieje też prawdopodobieństwo, że odpowie na kilka nurtujących pytań, dotyczących ciał, choćby z pozoru takich prostych, jak przyczyny śmierci.
I też urzędniczy slang. Czy umowa stoi? A kij ją tam wie, niech sobie nawet siedzi. Zastanawiając się jeszcze przez chwilę, Vespil wykorzystał te czas na dokończenie gulaszu. Potrawa zdążyła przestygnąć na tyle, aby mógł po prostu złapać miskę w ręce jak dwa kafary i wychylić pozostałości posiłku wprost do gardła. Wszystko zagryzł ostatnim kęsem chleba i spojrzał na Grega. Jego głos nie zmienił się zasadniczo od początku ich "rozmowy":
- Gdzie mam iść?
To chyba wystarczy za potwierdzenie przyjęcia zlecenia. Ponury jakoś nigdy nie należał do wylewnych w rozmowie. Dla niego liczyły się fakty i proste, szybkie przekazy. Oczekiwał teraz tylko wskazania miejsca. Choć był świadomy, że w trakcie burzy będzie to mało przyjemny spacer, to jednak dzięki wizji przypływu gotówki, wiedział, że będzie mógł szybciej opuścić to miasto. Nie zwykł zostawać w jednym miejscu na dłużej. Po prostu nie.
Jeżeli Greg zdecyduje się wskazać mu miejsce osobiście lub pośrednio przez strażników, Vespil zbierze swój skromny dobytek. I choć nie głodny to nadal nie do końca syty, zarzuci juki z ekwipunkiem na plecy, wpasuje tam również stalowy drąg. Przed przekroczeniem progu zaciągnie jeszcze na głowę ogromny kaptur, który zwykł chronić go przed deszczową pogodą. Noct posłusznie wstanie i ruszy za swoim towarzyszem, bez zbędnego gwizdania, przywoływania czy też ciągnięcia brytana za sobą. Inteligentna bestia.

Z/T
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.09.2015, 12:40 przez Ponury.)

Cytat:"Spoglądając na Ponurego, można odnieść jedno z dwóch wrażeń. Unikać lub uciekać. Bądź oba naraz.
COŚ jest w tej postaci takiego, że ciarki przechodzą. Czy to szara cera, ponura mina, a może jego ogromna postura okraszona czarnym, długim płaszczem, kruczo-czarnymi, przetłuszczonymi włosami i ciężkimi butami? Albo te oczy, już nie niebieskie, tylko niemal białe, przeszywające chłodnym wzrokiem.
Kiedy dochodzi do tego wiedza, że jest grabarzem, można podświadomie wyczuć ten trupi aromat, który otacza tego mężczyznę. Ponury to nie jest gość, którego chce się spotykać w nocy. On po prostu budzi niepokój, zwątpienie, a nawet... strach? Przecież to irracjonalne...
A jednak."
/Autor Nieznany/
Ponury roztacza swoją osobą, bardzo specyficzną aurę, prosiłbym o klimatyczne zareagowanie na nią. O ile nie będzie budzić przerażenia, to przynajmniej psychiczny dyskomfort.
25.09.2015, 12:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna