Karczma "Pod Dębem"
#11

MG

Greg czekał i czekał na jakąkolwiek reakcję. A raczej na odpowiedź. Ale najwidoczniej jego rozmówca nie należał do osób bardzo wylewnych. W odpowiedzi uzyskał jedynie pytanie a potem nieznajomy podniósł się i zaczął się szykować do wyjścia.
-Eee... aa... tak- zająknął się bo naprawdę oczekiwał jeszcze dyskusji i taka reakcja była po prostu dla niego zaskoczeniem.-Do ujścia z kanałów. Chciałbym żebyś najpierw je obejrzał. Do samych kanałów pewnie będziesz musiał wejść od innej strony.
Podniósł się. Szybkim ruchem dopił kieliszek alkoholu jaki wcześniej zamówił po czym zaczął dreptać za nieznajomym. Wychodząc z karczmy naciągnął kaptur na głowę. Wspólnie wyszli z karczmy na spotkanie szalejącej burzy.

Przechodzimy do tego wątku:
http://atarashii.pl/showthread.php?tid=1...2#pid13652


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






27.09.2015, 22:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#12

Dębowe drzwi otworzyły się z cichym chrobotem, po chwili, mężczyzna przekroczył próg karczmy i rozejrzał się niespiesznie. Pierwszą rzeczą, na którą zwrócił uwagę była przestronność sali i dość wygodny rozkład wszelkich stołów, stolików, krzeseł i ław. Bez przesadnego ścisku, ustawione z głową. Drugą rzeczą, jaką zauważył - a właściwie poczuł - była kusząca woń pieczonego i gotowanego mięsiwa oraz bogatej gamy przypraw i ziół.

Innymi słowy, było to miejsce w sam raz do zjedzenia czegoś, napicia się i zebrania myśli.

Ściągnąwszy kaptur z głowy, spokojnie skierował swe kroki na prawo, w stronę kontuaru. Oparł się on o ladę i wzrokiem odszukał niewielką, drewnianą tablicę z wyrytym nań cennikiem.
"Jak na takie porcje, do zniesienia" - pomyślał mężczyzna, porównując cenę miski bigosu z tym, rzeczywistym posiłkiem, który właśnie odbierał stojący nieopodal niego klient. Będąc głodnym, a jednocześnie starającym się unikać co podrzędniejszych jadłodajni w sumie i tak nie mógł zbytnio wybrzydzać. Na szczęście, od czasu jego poprzedniej wizyty w Greathard i Karczmie "Pod Dębem", ta ostatnia nie zmieniła się na gorsze.

-Coś podać? - głos karczmarza wyrwał go z przemyśleń. Amaron - bo tak zwał się mężczyzna - skinął głową z lekkim uśmiechem i przeniósł swój wzrok z cudzego posiłku na cennik.
-Porcję gulaszu... i może jeszcze kufel ciemnego piwa.
-Już podaję, chwilkę - oznajmił gospodarz, po czym szybko zniknął za drzwiami prowadzącymi do kuchni.

Amaron sięgnął do swej sakiewki i wyciągnął należną kwotę - konkretniej zaś cztery srebrne smoki - kładąc ją na ladzie i przykrywając ręką na czas oczekiwania na swoje zamówienie. Kiedy już je odebrał, płynnym ruchem podsunął należność karczmarzowi i skierował się ze swym posiłkiem do niewielkiego, stojącego pod ścianą dwuosobowego stolika. Zajął miejsce, zrzucił swój ciemnoszary płaszcz, odsłaniając noszony przez niego gambeson oraz stalowe naramienniki, a następnie sięgnął po kufel i upił z niego trochę trunku. Piwo... w sumie smakowało jak piwo, a nie jak woda z piwem, co w wielu przybytkach stanowiło raczej normę. Gulasz zaś wypadł równie dobrze, był gęsty, widać było że składał się głównie z mięsa, które nie pływało własnymi siłami oraz słusznej porcji warzyw, do tego nawet dochodziła niewielka pajda świeżego chleba. Można się najeść. Nie snując więcej zbędnych rozważań nad swoim posiłkiem, zabrał się za konsumpcję. Posiliwszy się i wypiwszy pół kufla piwa, przekręcił się na krześle i oparł się o ścianę, by chwilę odpocząć.

Z pełnym brzuchem myślało mu się już znacznie lepiej, toteż zawiesił on swój wzrok na dębowym blacie stołu i pogrążył w zamyśleniu, odcinając się częściowo od gwaru panującego w sali. Wszakże stał przed nie lada problemem, którego rozwiązanie do najprostszych nie należało...

Pierw zebrał i zestawił wszystkie posiadane przezeń informacje. Jego przyjaciółka dała się złapać na szemraną umowę z miejscowym sutenerem i w rezultacie skończyła jako własność, jako jedna z wielu dziewczyn, które dla mężczyzny były niczym innym, jak tylko źródłem taniego zarobku. Choć ten miał na tyle godności by zapewnić swym "pracownicom" dach nad głową i coś, czym dało się najeść, w zamian kontrolował niemalże każdy aspekt ich życia. Robił z nimi co chciał, należały do niego. Zmuszał je do przyjmowania każdego, kto tylko wniósł stosowną opłatę, przymuszał groźbami do wychodzenia na ulice i zarabiania swymi wdziękami, a gdy te nie wyrabiały normy albo stawiały się, karał je, bijąc, torturując czy okaleczając. Amaron nie miał na to silnych dowodów, jednak słowa Lilianny oraz stan niektórych jej "współpracownic" w zupełności mu wystarczały. Musiał coś z tym zrobić, wyrwać swą przyjaciółkę z tego miejsca. Nawiązał już kontakt z "opiekunem" dziewczyny, lecz obaj nie ustalili jeszcze dogodnego terminu do spotkania.

No właśnie, spotkanie... Zakładając, iż dojdzie do skutku, Amaron chciał być jak najbardziej przygotowany, pozostawić jak najmniej przypadkowi i improwizacji z jego strony. Teraz, posiliwszy się już, zaczął na spokojnie układać w myślach różne warianty przebiegu spotkania, argumenty, jakimi mógłby się posłużyć, zagrywki, z których mógłby zarówno skorzystać, jak i te, których można by użyć przeciwko niemu. Najważniejszym było osiągnąć cel, zmienić "właściciela" dziewczyny. W jaki sposób? To już dla Amarona miało mniejsze znaczenie. Mógł ją po prostu spróbować odkupić, mógł zaoferować mu coś o podobnej wartości, mógł użyć siły argumentów albo argumentu siły... w ostateczności, mógł też dopilnować, aby "opiekun" już nigdy nie zaopiekował się kolejną zdesperowaną dziewoją...

Amaron złapał kufel i upił kilka łyków, po czym sięgnął do niewielkiej pochwy z prawej strony jego pasa i wyciągnął swoją mizerykordię. Powolnym ruchem przeciągnął palcem po ostrzu sztyletu i zaczął obracać nim w dłoniach. Zabicie problematycznego jegomościa rozwiązałoby problem nie tylko Lilianny, ale też i pozostałych dziewczyn, jednak wtedy mimo wszystko, mężczyzna musiałby liczyć się z ryzykiem jakie się z tym wiązało.
"Czy jest to gra warta świeczki?" - spytał samego siebie, a z jego ust wyrwało się krótkie westchnięcie.

Wtem, w jego głowie zaświtała inna myśl. Brudną robotę mógłby wykonać ktoś inny. Brakk, któryś z jego ludzi, inny, dostatecznie opłacony jegomość, a może nawet któraś z podopiecznych sutenera albo sama Lilianna? Nie, jej nie chciał narażać. Mężczyzna westchnął ponownie i spojrzał na swój naszyjnik. Musnął delikatnie palcami stalowy łeb wyjącego wilka - herb jego rodu.

Nie. On, Amaron z rodu Domedraugrów był w stanie znaleźć lepsze rozwiązanie, niż uciekanie się do zabójstwa. Coś wymyśli, na pewno coś wymyśli. W końcu, jego przyjaciółka pokładała w nim wszystkie swoje nadzieje, nie mógł jej zawieść. Spotka się z sutenerem, dogada się z nim jakoś i wszystko będzie dobrze. W ostateczności jednak, jeśli wszystko pójdzie źle, nie zawaha się zrobić użytku ze swej broni...

Schowawszy sztylet, dopił resztę piwa i rozejrzał się po sali. W sumie, nie miał nic na chwilę obecną do roboty, mógłby iść w miasto, odszukać sutenera albo spotkać się ze swoimi towarzyszami, udać się do lasu Greathardzkiego, poćwiczyć trochę, sprawdzić jak miewa się Brakk...
Z drugiej strony, właściwie nie miał ochoty jeszcze opuszczać karczmy, było ciepło, przytulnie i można było się trochę odprężyć... Dlatego też, Amaron wyciągnął się na krześle, oparł łokciem o blat stołu i odetchnął, a jego myśli uleciały gdzieś daleko, niesione dźwiękami karczemnej muzyki i wszechobecnego gwaru.

(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.07.2016, 19:15 przez Amaron.)

03.07.2016, 19:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#13

Spokojna, ludowa muzyka i gwar zlewający się w jeden ciągły szum spokojnie koiły myśli Amarona. Tak, był jedną z tych osób, którym najlepiej myśli się albo w całkowitej ciszy, albo w ciągłym szumie, nigdy pomiędzy. Zwracając minimalną uwagę na to co dzieje się dookoła, uciekł myślami gdzieś daleko. No, może nie do końca "gdzieś". Jego myśli hulały wraz z wiatrem po górskich halach, manewrując między porastającymi zbocza drzewami, ścigając się z żywiołem do podgórza, by wkrótce zmienić kierunek i pognać na szczyty pokryte wiecznym śniegiem, z których to roztaczał się wspaniały widok na całą okolicę, na wszelkie regle, łąki, górskie potoki, lasy, a także i pewną wieś...

Mężczyzna myślami był w domu. Pozbawiony możliwości bezpiecznego powrotu w swe strony, powracał mimo to, acz oczami swej wyobraźni. Podróżował po krainie swego dzieciństwa i lat młodzieńczych, napawając się wspaniałymi widokami które pamiętał, jednocześnie jednak zastanawiając się, jak bardzo się one zmieniły przez te kilka lat jego nieobecności. Oczywiście czas i ludzka ręka nie były w stanie aż tak zmienić krajobrazu, którego pamiętał, jednak czysta, ludzka ciekawość prędzej czy później dawała o sobie znać. Opuścił to miejsce dawno, nie wiedząc, że gdy postanowi wrócić z powrotem, okaże się, że nie ma już dokąd. Postanowił jednak, iż kiedyś powróci. Powróci, by odzyskać swój dom. A kiedy już to zrobi, pierwszą rzeczą jaką po tym uczyni, będzie długa, piesza przechadzka po górach...

Amaron nie wiedział, jak długo znajdował się w tym błogim stanie rozmarzenia. Póki nikt do niego nie podchodził, nie miał po co przerywać tego stanu. Jednak mimo wszystko, jak mawia stare porzekadło, "wszystko co dobre, kiedyś się kończy". Mężczyzna zorientował się bowiem, iż słońce jest już wyraźnie niżej, niż wtedy, gdy przekraczał próg karczmy. Wypadałoby się już zbierać. Wstał więc, założył swój kaptur, następnie płaszcz (w końcu w jego przypadku, stanowiły one oddzielne elementy stroju i poprawiwszy swoje wierzchnie odzienie, skierował się ku wyjściu z przybytku, rzucając lekkim skinieniem głowy w stronę karczmarza na znak zakończenia swej wizyty i pożegnania. Otworzył drzwi na oścież i wciągnął głęboko do płuc powietrze. Ten dzień postanowił poświęcić sobie, wypocząć, zebrać siły przed nadchodzącymi trudami kolejnych dni.  Pogoda wprawdzie była taka sobie, lecz nie zniechęciło to mężczyzny.

Postanowił więc skierować się w stronę portu na przechadzkę wybrzeżem.

Gracz opuścił wątek
05.07.2016, 23:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#14

Znów w Greathard. To znienawidzone przez nią miasto prześladowało ją niczym widmo. Wydarzenia, które miały tu miejsce będą przypominać o swoim istnieniu za każdym razem, gdy usłyszy jego nazwę lub przejedzie w pobliżu. Tyle czasu spędziła w tutejszych zaułkach, a w szczególności na rynku. To tutaj kradła i uciekała przed rozzłoszczonymi właścicielami sklepików i kramów, w tym miejscu śmierć przypominała jej o swoim istnieniu na każdym kroku. Jadąc uliczkami Khali czuła ten smród wydobywający się z każdej uliczki. Połączenie wielu zapachów naraz, ze szczególnym akcentem moczu, kału, brudu, zgnilizny. Osoba będąca tutaj pierwszy raz nie jest w stanie zauważyć i poczuć tyle, co ktoś przebywający tu od samego urodzenia. I chociaż tak długo jej tutaj nie było, to jednak wciąż dokładnie pamiętała przeżycia z najmroczniejszych zakamarków Greathard. Tym razem jednak sytuacje się odwróciły. Teraz ona siedziała na grzbiecie swojego wierzchowca patrząc na leżących tu i ówdzie, umierających z głodu oraz pragnienia żebraków. Tak bardzo chciała pomóc im wszystkim, ale wiedziała, że nie ma takiej możliwości. Nie posiada na tyle pieniędzy, ani sił. Świadomość tego tylko bardziej ją dołowała. W ten sposób prezentowało się dla niej miasto, które dla wielu jest pewną alegorią bogactwa i kwitnącego handlu.

Dziewczyna wiedziała, gdzie zmierza. Pomimo tylu lat miasto pozostawało niemal niezmienione. Pamiętała dokładnie niemal każdą z tych uliczek. Znała tylko jedno miejsce, w całym tym zgiełku, gdzie mogłaby się zatrzymać, aby nie śledziły jej przygnębiające myśli i wspomnienia. Karczma "Pod Dębem", niby taka zwykła, a jednak ma swój urok. Sporawej wielkości budynek w środku miasta. Karczmarz musi robić tutaj całkiem niezłe pieniądze. Przy ilości osób, które odwiedzają tę ostoję, na pewno znajdzie się ktoś z informacjami dla niej przydatnymi. A czego szuka? Zleceń, informacji o wojnach, bitwach, swoich prywatnych celach. Jest w drodze już pięć lat, a wciąż nie wypełniła ani jednej z postawionych sobie samej misji. Doszła do wniosku, że powinna w takim razie zacząć od początku, od znienawidzonego Greathard. A gdzie dowiesz się najwięcej w całym mieście? Tam, gdzie jest najwięcej ludzi - w Karczmie.

Białowłosa przywiązała konia do specjalnej poręczy i poszła do karczmy. Już z daleka słyszała głośne krzyki i muzykę ze środka. Otwarcie drzwi tylko spotęgowało efekt, do którego dołączyły jeszcze zapach rozlanego alkoholu, palonego drewna oraz smród spoconych mężczyzn. Zmarszczyła nos.
"Ciekawe ile dowiem się od tej bandy pijanych matołów"
Jej wejście również nie obeszło się bez reakcji przebywających w środku. Część siedząca przy drzwiach szybko zawiesiła swój wzrok na dziewczynie. No tak, co tu robi dziewczyna z bronią, a do tego sama? Albo jej się zdawało, albo słyszała gdzieś gwizdy skierowane w swoim kierunku. Postanowiła jednak zignorować spojrzenia, zamknęła drzwi i usiadła przy niewielkim stoliku w kącie, po drodze rzucając karczmarzowi zwięzłe "Witam!" i zamawiając miejscową brandy. Gdy tylko zajęła swoje miejsce zaczęła obserwować klientelę, aby znaleźć odpowiednią osobę do rozmowy i wydobycia informacji.
14.08.2016, 21:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#15

Po opuszczeniu magazynu, przespacerował się jeszcze wraz ze swym towarzyszem, rozmawiając o różnych, znacznie prostszych rzeczach takich jak pogoda, teoria rzucania toporem do celu, rezultaty spontanicznego grzybobrania i krótkiej historii drewnianego stołka, który nie wytrzymał pierwszej próby, składając się pod zadem huskarla Brakka zanim ten zdążył się wygodnie usadowić. Po poddaniu wątpliwości kunsztu stolarskiego twórcy stołka oraz ogólnej postury ich przyjaciela, obaj wojownicy w końcu pożegnali się, umówiwszy się na spotkanie kolejnego dnia.

Amaron czuł się nieco lepiej. Przyjacielska rozmowa i żarty pozwoliły mu zapomnieć chociaż na chwilę o krążących po jego głowie myślach, a i pulsujący ból głowy zdawał się nieco zelżeć, gdy od dłuższego czasu Domedraugr zdawał się zupełnie nie zwracać na niego uwagi. Spacerując tak już samemu po Greathardzkim rynku i jego okolicach, nie wiedząc kiedy, znalazł się pod drzwiami karczmy, w której był to przed kilkunastoma godzinami. Wizja kojącego ciepła bijącego od paleniska, ciepłej przekąski i wręcz rozkosznie bezmyślnego gwaru obecnej klienteli przekonała Czarnego Wilka do ponownego przekroczenia progu przybytku.

Gdy znalazł się już w środku karczmy, wszystko potoczyło się całkiem płynnie. Bezwiedne powitanie skinieniem głowy karczmarza, wyszukanie małego, dwuosobowego stolika gdzieś pod ścianą, zajęcie wygodnego miejsca, rozpięcie płaszcza bez zdejmowania kaptura i oparcie się o ścianę, aby następnie przymrużyć oczy i oddać się... niczemu konkretnemu. Bezmyślnemu lenistwu i słuchaniu szumnego gwaru. Jedynie od czasu do czasu szlachcic skupiał się, wyłapując co wyraźniejsze i warte uwagi rozmowy innych klientów, bądź też pobieżne lustrowanie wzrokiem przechodzących nieopodal osób. Jedną z tych osób była białowłosa dziewczyna, która minęła go i zasiadła nieopodal.
15.08.2016, 22:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#16

Przez pewien czas Khali pozostawała na swoim miejscu sącząc powoli brandy, która została jej przed chwilą przyniesiona. Napój był sławny nie bez powodu. Piła ją pierwszy raz, ale czuła, że od tej pory może się stać jej ulubionym rodzajem alkoholu. O destylacji i browarnictwie niewiele wiedziała, ale zdecydowanie potrafiła docenić trud i czas włożony w wytworzenie czegoś, co przynosi takie doznania smakowe. Opróżniła pierwszą, dosyć sporą, porcję i dopiero teraz przypomniała sobie, że jest tu po coś innego. Ganiąc się w myślach na prędce zaczęła obserwować bywalców, aby znaleźć kogoś godnego uwagi i mogącego mieć jakiekolwiek informacje.

W tym momencie jej wzrok padł na siedzącego niedaleko mężczyznę. Mijała go w drodze do swojego stolika. Kaptur rzucał cień częściowo przysłaniający mu twarz. Miała jednak wrażenie, że skądś go zna. Nie było jej w Greathard spory kawałek czasu, ale wciąż pamiętała trochę wydarzeń i faktów. Próby spojrzenia głebiej w ten kaptur nie przyniosły efektu, po pierwsze z powodu kątu, pod którym patrzyła, a po drugie przez migocące światło, którego źródłem były paleniska i świece. Był tylko jeden sposób, aby się przekonać.

Alkohol zaczął już po swojemu oddziaływać na dziewczynę, która nie jest zbyt wprawna w sztuce picia. Wstała od swojego stolika i skierowała się w stronę "nieznajomego". Mimo, że podróż była bardzo krótka, to czuła jak nogi się pod nią uginają. Zdecydowanie powinna była zjeść przed piciem i nie opróżniać pojemnika tak szybko. Teraz było już za późno. Odsunęła krzesełko i usiadła bez jakiegokolwiek pytania.
-Nie sądzisz, że nie wypada siedzieć w knajpie z założonym kapturem? Jeszcze Cię z kimś pomylą. - rzuciła do niego. Teraz już wyraźniej widziała jego rysy twarzy, ale wciąż nie mogła sobie przypomnieć z jakiego powodu go kojarzyła z jakąś ważnej w jej historii osobą. - Tak swoją drogą, to jestem Khali. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko mojej obecności na tym miejscu. - pokazała palcem na krzesło u puściła oko. Nie było to nic innego jak próba wybadania gruntu. Zdradzanie imienia nie jest zbyt mądre, ale to był najprostszy sposób, a ona i tak się nie bała.
16.08.2016, 21:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#17

Choć zadanie to nie należało do najłatwiejszych, mężczyźnie udało się wyciszyć i myśleć o przyjemniejszych rzeczach niż powierzona mu misja. Jego myśli ponownie ścigały się z wiatrem po górskich halach, zatrzymując się na kolejnych szczytach. Ból głowy już wcale go nie drażnił, co nie oznaczało jednak, iż nie jest odczuwalny. Amaron po prostu nie poświęcał mu uwagi.

Stan ten jednak przerwała dostrzeżona zawczasu białowłosa, która po prostu dosiadła się do jego stolika. Z reguły pierwsza lepsza osoba zostałaby dość szybko zganiona za przeszkadzanie Czarnemu Wilkowi, jednak Khali nie należała do "pierwszych lepszych". Zarówno widok, jak i usłyszenie jej imienia wykrzywiło usta mężczyzny w nieznacznym, mimowolnym uśmiechu.
-Ależ nie mam nic przeciwko. Zwłaszcza po tak długiej nieobecności - oznajmił, ściągając kaptur z głowy i podnosząc swój wzrok na towarzyszkę.
16.08.2016, 21:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#18

Oczy Khali natychmiastowo powiększyły się trzy krotnie, gdy zobaczyła twarz rozmówcy. To niemożliwe! Pierwszy raz od kilku lat odwiedziła miasto i spotkała akurat jego! Nie wiedziała, czy właściwie spotkał ją pech, czy może miała szczęście - choć była skłonna do uznania tego drugiego. Nie bardzo mogła zrozumieć, co się dzieje w środku niej samej. Jak mogła o nim zapomnieć?! Dlaczego nie była w stanie go rozpoznać, mimo tego, co dla niej zrobił?! Nie była w stanie odpowiedzieć na żadne z wykrzyczanych do siebie, w myślach pytań.
-Amaron! Co ty tutaj... znaczy się... co Cię tu sprowadza? Tak się cieszę, że cię widzę. Minęło tyle czasu, przepraszam za swoje zachowanie. - mówiła zmieszana. Nagl czuła jakby alkohol się gdzieś ulotnił, a jej policzki przybrały delikatnie czerwony odcień. Spuściła wzrok w ziemię.

Miała w głowie tyle pytań, że nie wiedziała od czego tak naprawdę powinna zacząć. Nie wiedziała, czy powinna zadać je teraz, czy może czekać na odpowiedź na poprzednie. Nie była w stanie określić, co nią teraz kierowało. Zawsze chciała zrobić, coś dla osób, które jej pomagały, a teraz prawie zlekceważyła jedną z tych osób.
"Uspokój się Khali! Nie zachowuj się jak mała dziewczynka. Co się z tobą dzieje?!"
Ganiła się w myślach, za swoją reakcję. Miała nadzieję, że Amaron nie obrazi się za jej zachowanie.
16.08.2016, 21:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#19

Czarny Wilk wydał z siebie ciche, stłumione parsknięcie, będące jednak wyrazem rozbawienia, niż kpiny. Zmierzył niespiesznie dziewczynę wzrokiem, uśmiechając się do niej.
-Jednak przez te kilka lat za wiele się nie zmieniłaś... Ale powiem ci, że radość z ponownego spotkania jest obustronna.
Nie czuł już zbytniej potrzeby siedzenia cicho pod ścianą i lenienia się, toteż szybko poprawił się na krześle, przyjmując elegantszą pozycję. Ściągnął również kaptur ze swych barków, odsłaniając swoje naramienniki oraz naszyjnik z herbem rodu Domedraugrów.

W międzyczasie, Amaron zdążył już dokładnie - choć niezbyt nachalnie - przyjrzeć się swojej rozmówczyni pod kątem zmian. Bądź co bądź, jej obecny wygląd nieco odbiegał od tego, jaki mężczyzna zapamiętał. Na szczęście w kwestii charakteru nie zmieniła się zbytnio, przynajmniej takie odniósł pierwsze wrażenie. Wprawny zmysł wychwycił również dobrze znajomą woń brandy - w końcu to jeden z Greathardzkich specjałów.
-Co zaś tyczy się powodu dla którego tu jestem... Czasem trzeba wyjść do ludzi, prawda? Jeszcze zdążę się nasiedzieć wśród swoich aż do znużenia. Ciekawym jednak wielce, cóż Ciebie tutaj sprowadza, nie spodziewałem się że wiatr znów cię tu przywieje...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.08.2016, 22:20 przez Amaron.)

16.08.2016, 22:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#20

Dziewczyna wreszcie zdołała się uspokoić, a reakcja Amarona jeszcze bardziej sprowadziła ją na ziemię. Nie wiedziała, czy powinna powiedzieć mu wszystko, mimo tego że on jej pomagał. Ciężko było jej stwierdzić na ile powinna być szczera. Chociaż w sumie, co jej szkodzi? Nic złego nie powinno się stać.
-Już pięć lat jestem w ciągłej drodze. Po długich niepowodzeniach postanowiłam wrócić do tego znienawidzonego miasta, bo to tutaj wszystko się zaczęło. W tym momencie próbuję nawiązać znajomości, żeby zdobyć tytuł szlachecki. Przy okazji szukam jeszcze poszlak, żeby odnaleźć prawdziwych rodziców. Zresztą przyda mi się też praca. Pomyślałam więc, że w karczmie dowiem się najwięcej. Nie myślałam, że spotkam tutaj akurat ciebie. - wytłumaczyła mu powoli swoją sytuację mając nadzieję na zrozumienie z jego strony.

Jedna rzecz nie dawała jej jednak spokoju. Od kiedy Amaron zwykł opuszczać swoich ludzi? Przecież zawsze tak im pomagał. Nie widziała jeszcze, żeby oddalał się od nich zbytnio. Musiało coś się zdarzyć, od ich ostatniego spotkania.
-Ile to już lat? Co się działo od tamtego czasu w twoim życiu? - miała nadzieję, że uda jej się wyczytać coś między wersami. Ewentualnie może powie jej od razu całą prawdę.
16.08.2016, 22:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj

PRZEDMIOT

Kliknij w obrazek







Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna