Karczma "Pod Dębem"
#31

Jako wojownik, Amaron wiedział iż wiele potyczek może zakończyć się równie szybko, co rozpocząć. W wielu przypadkach jeden celny cios może zadecydować o zwycięstwie lub porażce. Czasem jeden celny cios jest jednocześnie pierwszym, jaki pada, nie raz już widział bójki w których walczący padał od jednego ciosu w zapijaczony łeb. Ot, magia karczemnych burd, nie wiadomo jak się zakończą.

W tym wypadku, koniec nastąpił dość szybko dzięki włączeniu się do bijatyki zakapturzonego nieznajomego. Powalenie oprycha jednym ciosem w potylice nie było czymś nadzwyczajnym, jednak z pewnością cios ten musiał być wyjątkowo celny. Ciekawiej zaczęło się w momencie, gdy drugi z walczących dobył noża i zaatakował.

W swoich podróżach, Czarny Wilk nie raz widział osoby posługujące się magią w boju, któregoś razu nawet zmierzył się z takową. Jednak materializujące się w chwilę lodowe ostrze które już po chwili roztrzaskało się na głowie drugiego z oprychów nieco go zaskoczyło. Zachowując zimną - ha! - krew, przez chwilę śledził tor lotu młodzika, szybko jednak skupił się na samym "lodowym magu", uznając go za wyższy priorytet. W pewnym stopniu nawet mu zaimponował - dwa ciosy wystarczyły do zlikwidowania dwóch walczących.

---------------------

Nie wszyscy spośród obserwujących walkę zachowali jednak spokój jak Amaron. Po ataku mistyka rozległa się swoista mieszanina gwizdów, zdziwionych pomruków, szeptów i wiwatów. Niewątpliwie większość osób po raz pierwszy doświadczyła magii. A ta fascynowała i przerażała zarazem.
-Ludzie, czarodziej! - rozległ się kobiecy okrzyk gdzieś z końca sali.
-Diabeł! Demon! - padło gdzie indziej.
-Brać szarlatana! - krzyknął inny, rosły jegomość, chwytając za swój stołek i ruszając na mistyka.
-Czary kurwa, czary!

Po chwili, w stronę Sirita poleciał stołek, za nim zaś kilka kufli i innych rzeczy które akurat nawinęły się pod rękę pobudzonej widowni.
-Demon, na stos z nim!- krzyknął niski, brzuchaty jegomość o aparycji kupca, który to cisnął drewnianą miską a następnie skrył się za stołem.
-Bij, zabij!
-Po oczach skurwysyna!
Po obrzuceniu go przeróżnymi utensyliami kuchennymi i co pomniejszymi meblami, na zakapturzonego ruszyło kilku co bardziej dziarskich mężczyzn uzbrojonych w stołki, kufle, nogi od krzeseł i własne pięści. Właściciel karczmy natomiast zniknął gdzieś za kontuarem, zaś co bardziej wystraszona publiczność szybko wycofała się czy to pod ścianę, czy w kierunku drzwi.

Amaron westchnął.
"Ot, magia podczas karczemnej bójki i magia karczemnych bójek. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy..."
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.10.2016, 01:16 przez Amaron.)

17.10.2016, 01:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#32

Nie byłem zadziwiony obrotem całej sprawy, ludzie jak czegoś nie rozumieją to albo wariują albo drą się że od razu wspomniany Diabeł, albo demon... Tia, demon. Od razu uchyliłem się przed nadlatującym stołkiem ale tego wszystkiego było trochę za dużo. Od razu na ramieniu stworzyłem lodową tarczę o czarnej barwie,migdałowym krztałcie i rozmiarach około półtora na pół metra żeby ochronić się przed nadlatującym sprzętem. Jak tylko trochę się ogarneli, wstałem i opuściłem tarczę.
- Wręcz przeciwnie, ja się pozbywam demonów. Jestem mistykiem. Ja rozwiązuje problemy, a nie tworzę. - nie wiedziałem czy do tej bandy kmiotów cokolwiek dojdzie ale czego można sie spodziewać bo bandzie ograniczonych intelektualnie ludzi? Podeszłem bliżej do dziewczyny, teraz dopiero zauważyłem że jest młodsza ode mnie.
- Przyznaje, charakteru Ci nie brakuje. Możemy pogadać? - Starałem sie mówić na tyle cicho żeby raczej nikt nas nie słyszał i jej nie wstraszyć, a już napewno po tym pokazie. Chociaż bardziej mogę się spodziewać kopa w jaja niż strach.
- Ty, przystojniaczku! Tak do Ciebie mówię rycerzyku - pokazałem na uważnie przyglądającego się całemu zajściu jegomościa wyglądającego na rycerza? Szlachcica? Trudno było mi powiedzieć jednoznacznie kim konkretnie jest. - Mam do Ciebie sprawę.
Chyba trafiłem na Ciekawą parę podróżnych, może nawet uda mi się jakoś z nimi dogadać? Zrobiłem kilka kroków w przód i skierowałem się do karczmarza, pogrzebałem przez chwilę w sakiewce z której wyciągnąłem 5 srebrnych smoków i położyłem na stole.
- Jeden pokój jeśli mogę prosić - powiedziałem to tak żeby biedak nie narobił w gacie, szybko dał mi kluczę i skierowałem się do pokoi. Jak będą chcieli to chyba przyjdą. Nie?
17.10.2016, 01:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#33

Lodowa tarcza okazała się wyjątkowo skuteczną osłoną przed nadlatującymi "niekonwencjonalnymi" pociskami. Jednakże w momencie gdy w jej brzeg uderzył ciśnięty z dużą siła stołek, jej rant odłamał się i wraz z drewnianym meblem poszybował w stronę twarzy mistyka, bezbłędnie trafiając go w nasadę nosa. Odłamany kawałek lodowej tarczy natomiast rozciął mu skórę na policzku - nie była to głęboka rana, jednak niemal od razu popłynęła z niej krew. Po oberwaniu stołkiem w twarz, ciśnięta przez kupca drewniana miska prezentowała się przy tym nader mizernie.

Dalsze plany Sirita zostały jednak równie gwałtownie przerwane. Cóż komu po tłumaczeniu natury i zawodu mistyka, kiedy to w jego kierunku zmierzało właśnie kilku uzbrojonych jegomości z niewątpliwie złymi zamiarami? Nim się spostrzegł, najbliższy mu napastnik wymierzył właśnie zamaszysty cios po ukosie nogą od krzesła, mierząc w jego głowę. Pozostali zaś wymknęli zza pleców atakującego, chcąc otoczyć "diabła" i odciąć mu ewentualną drogę ucieczki.

Amaron dalej przyglądał się całemu starciu, co jakiś czas zerkając w stronę kontuaru. Karczmarza w dalszym ciągu ani widu, ani słychu.
17.10.2016, 02:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#34

Widok dwóch brudasów obijających sobie nawzajem mordy poprawił humor dziewcznynie. Zawsze miło jest popatrzeć jak obrywa po twarzy ktoś, kto na to zasługuje. Nie miała najmniejszego zamiaru wtrącać się w porachunki tych idiotów w nadziei, że wykończą się sami, a jakiś stały bywalec ich po prostu wyniesie za drzwi. Na to się zanosiło, dopóki ów sfrustrowany swym dniem jegomość w szaroczarnej szacie nie wkroczył do akcji, powalając podrywacza jednym ciosem w potylicę. Drugiego rozbroił, czarnym mieczem wykonanym z... lodu. Stanowiło to dla niej podobną nowość, co dla pozostałych klientów karczmy. Różnicą był fakt, że ona miała jako-takie pojęcie o magii i nie przeraził jej widok wyczarowanego oręża. Po unieszkodliwieniu bandytów usiadł i zakrzyknął, wzywając ludzi do walki, nie zdając sobie sprawy, co go czeka.

A oczekiwał go stołek zmierzający wprost ku niemu, na którego trasę Mir patrzyła nie bez satysfakcji. Czar, którym się obronił musiał tylko utwierdzić gawiedź w przekonaniu, że stoją przed pomiotem piekielnym. Siedziała w spokoju na swoim miejscu, obserwując przebieg wydarzeń. Nie miała najmniejszego zamiaru się włączać w burdę, osoba jej postury po prostu sobie nie poradzi w walce na pięści. Dziewczę wyłapała karczmarza znikającego na zaplecze, najprawdopodobniej, by chronić własny tyłek. Albo wezwać straż miejską, by zabrała Mistyka precz od jego przybytku. W końcu nie chciałby, aby jego tawerna miała renomę odwiedzanej przez demony. "Diabeł" wyraźnie chciał skierować się ku niej, w sobie tylko wiadomym celu, ale przerwał mu kolejny bywalec karczmy atakując go nogą od krzesła. "Amator" - pomyślała Mirrodin z pogardą. Każdy, kto chociaż raz stoczył walkę wiedział, żeby nigdy nie tracić przeciwnika z oczu. I nie dać się zajść od tyłu. A obcy właśnie to zrobił, skazując siebie na przegraną w potyczce z klientami szynku. Mir wyłapałą także wzrokiem kolejnego nieznajomego odznaczającego się wśród tłuszczy. Podobnie jak ona, obserwował walkę w niejakim skupieniu. Nie poświęciła mu jednak dużo uwagi, bowiem burda robiła się co raz ciekawsza.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
17.10.2016, 02:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#35

Emocje znowu we mnie zawrzały. Zaczynało się robić coraz to ciekawiej jak tylko oberwałem stołkiem. No cóż, zapomniałem utwardzić lód. No tak już bywa. Za głupotę się płaci. Dotknąłem rany na policzku, jak nie trudno się domyśleć zapiekła jak szlag. A nos? Lekko go przekrzywiłem na prawo i lewo ale chyba wszystko było w porządku. Chyba nie był złamany.
- Dawno nie czułem zapachu krwi, Nie! Uspokój się, trzymaj emocję na wodzy, - znowu się skrzywiłem czując metaliczny zapach krwi. W sumie to już zapomniałem jaki on jest. I znowu to poczułem, tą chęć walki.Nie mogłem dać się ponieść emocjom bo to się może skończyć tragicznie i to nie tylko dla mnie.
- Po co od razu rzucać stołkami? - Zamierzałem dyskretnie utworzyć pancerz pod zapiętym płaszczem - lodową skorupę na klatce piersiowej, rękach i udach. Lód powinien być ledwo widoczny przez i tak już moje czarne rękawiczki. Wykonując ruch rękoma chciałem odwrócić ich uwagę i nie wzbudzać kolejnej fali paniki. Lód powinien wytrzymać kolejnych kilka uderzeń jakby doszło do bijatyki a płaszcz powinien zakryć czarną zbroję. Zimna jak cholera. Nie zamierzałem tworzyć kolejnych ostrzy.
Na swoje nieszczęście nie zauważyłem że jakiś wariat zmierza na mnie z nogą od stołu kiedy mówiłem do dziewczyny. Zorientowałem się w ostatniej sekundzie. Za późno na reakcję. Nie zdążyłem stworzyć pancerza do końca, nie sparuje uderzenia ani go nie uniknę. Kurwa, czyli tak to sie skończy, dostanę w łeb. Może cudem przeżyje jako warzywo. Hehe, chciałem walczyc z demonami a zginę od zmierzdzenia czaski krzesłem. Może teraz to cholerstwo zadziała tak jak powinno.
Poczułem tylko chłod na swojej głowie, ciężar i odgłos czegoś co trzasnęło.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.10.2016, 19:36 przez Sirit.)

17.10.2016, 19:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#36

-----====[Sirit]====-----

Gdy zacząłeś materializować swój lodowy pancerz, poczułeś iż nie idzie ci to tak sprawnie jak zazwyczaj, czy to pod wpływem presji czasu, zmęczenia czy swoich własnych emocji, nie potrafiłeś wytworzyć jednolitej i odpowiednio twardej pokrywy jaką miałeś w planie, jednakże utworzona naprędce warstwa powinna stanowić stosunkowo zadowalającą ochronę - tym bardziej iż uzbrojenie twoich napastników nie było najwyższej klasy.

Jednakże twoje rozproszenie, spuszczenie uwagi z nadchodzących napastników nie mogło przynieść dobrych rezultatów, w momencie gdy zdałeś sobie sprawę z sytuacji w jakiej się znalazłeś, było już za późno, cios opadał już na twoją głowę. Z niewielką pomocą jednak przyszedł naturalny odruch uchronienia się przed ciosem, cofając się do tyłu, uniosłeś instynktownie swoją tarczę. Prawdopodobnie tylko dzięki temu nie przyjąłeś ciosu prosto na czerep i nie padłeś jak długi na deski obok leżącego podpitego młodzika, którego chwilę wcześniej sam powaliłeś celnym ciosem. Ironia losu?

Cios uderzył w bok twojej nadszarpniętej tarczy, odłamując przy tym kolejny kawałek, następnie zaś prześlizgnął się po niej i uderzył cię w głowę, kilka centymetrów nad lewą skronią. Zapewne nie raz oberwałeś już po głowie, więc nagły wstrząs i tępy ból oraz momentalne uczucie lekkości i skołowania nie były dla ciebie niczym nadzwyczajnym, poczułeś jak upadasz na podłogę a tarcza na lewym przedramieniu pęka i kruszy się. Lodowy pancerz również odniósł swoje uszkodzenia, jednak w dalszym ciągu był cały. Na szczęście nie straciłeś jednak przytomności - częściowo zmaterializowany lodowy hełm i niewielkie wytracenie siły uderzenia tarczą zrobiło swoje. Potrzebowałeś chwili aby twoja percepcja wróciła do normy, jednak widziałeś, iż twój oprawca zaśmiał się i podszedł o krok bliżej, zapewne przymierzając się do zadania kolejnego ciosu. Wokół ciebie znajdowało się także troje innych napastników, ewidentnie nie będących zwolennikami "diabelskiej magii".

*****

Podczas gdy napastnicy ruszyli na "demona", Amaron dalej przyglądał się rozwojowi sytuacji, opierając się o stół i w myślach oszacowując dostępne możliwości. Wiedział, iż mistyk znalazł się w dość kiepskiej sytuacji, zwłaszcza po tym jak koło ucha Domedraugra przeleciał stołek, który roztrzaskał kawałek lodowej tarczy maga i trafił go niemal bezbłędnie w nos. Cóż, jego sytuacja stawała się gorsza z sekundy na sekundę, tym bardziej iż słysząc bojowe odzywki nawołujące do rozprawienia się z demonem, Amaron wiedział jak potoczą się sprawy. Wstrzymał się jednak od interwencji. Nie z tego powodu że życzył atakowanemu źle - wręcz przeciwnie, nawet zdążył obdarzyć go nieznaczną sympatią, sam rozumiał jak to jest posiadać zdolności które dla większości plebsu uważane były albo za dary bogów, albo moce nadane przez demony i inne plugastwa. Jak to kiedyś zasłyszał, "z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność"... czy coś w tym guście. Cóż, choć Mistyk miał niewątpliwie dobre zamiary, ujawnienie się ze swoją mocą przyniosło chyba więcej szkody niż pożytku.

Tak czy inaczej wstrzymał się od działania głównie dlatego, iż postanowił poświęcić dodatkową chwilę na dalszy rozwój sytuacji oraz ocenę umiejętności Sirita.
"Miecz, tarcza z lodu, nie zdziwiłbym się gdyby i zbroję stworzył albo soplami ciskał..." - podsumował w myślach.
To co nastąpiło niewiele później rozczarowało jednak Amarona. Wystarczyła chwila rozproszenia, jeden cios aby półprzytomny mag lodu runął na deski. Sytuacja z nieciekawej przerodziła się w dość poważną i niebezpieczną. Na tyle, aby skłonić wojownika do działania...

Czarny Wilk odszedł od stołu i szybkim, sprężystym krokiem ruszył w stronę oprycha który swym ciosem powalił Mistyka na podłogę. Gdy napastnik przymierzył się do kolejnego ciosu, podnosząc swoją rękę nad głowę, Amaron po prostu chwycił za trzymaną przezeń nogę od stołu i mocnym szarpnięciem wyrwał ją mężczyźnie z dłoni. Ten zaś, nie do końca zdając sobie sprawy z tego co się stało, odwrócił się aby dostrzec tylko pędzącą w jego stronę, okutą w metalową rękawicę pięść która pędziła na spotkanie z jego podbródkiem. Równie zamroczony co Sirit, oponent wylądował na ziemi kilka stóp od mistyka dosłownie kilka sekund później.
"Jeden z głowy, zostało trzech".

Wiedział, że musi działać szybko, element zaskoczenia miał prysnąć lada moment. Szybko doskoczył do kolejnego zbira i wymierzył mu od tyłu kopnięcie w zgięcie kolana aby wytrącić go z równowagi, następnie wykorzystał ten fakt i zaczął dusić swoją ofiarę przedramieniem. Oczywiście przez ten czas, pozostała dwójka zdążyła już odczytać wrogie intencje Czarnego Wilka i uznając go za większe zagrożenie niż Sirit, odwróciła się ruszyła na pomoc duszonemu towarzyszowi który z każdą chwilą odpływał coraz bardziej.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.10.2016, 21:49 przez Amaron.)

17.10.2016, 21:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#37

Sierota nie omyliła się. Noga od siedziska powędrowała prosto w głowę Mistyka, zwalając go z nóg. Co prawda spróbował się uchylić się przed ciosem, jednak do tego potrzeba zauważyć cios w porę. A tego nie da się zrobić, odwracając się do przeciwnika bokiem, lub plecami. Żadna tarcza, ani najtwardszy pancerz nie zastąpi w boju zdrowego rozsądku, niestety. Głupiec, próbując negocjować z napastnikami i zwrócić na siebie uwagę dziewczyny, dał się otoczyć. Jak to mawiał jej nieżyjący, kurwia jego psia mać, ojczulek: "I Yao-Li dupa, kiedy wrogów kupa". Mir nie miała pojęcia, kim był Yao-Li, ale nie przeszkodziło jej to w zrozumieniu przysłowia. Sytuacja nie rysowała się najlepiej dla awanturnika, wszystko wskazywało na to, że walka zakończy się lada chwila tępym odgłosem uderzenia drewna o czaszkę.

Kiedy jeden z przeciwników lodowego czarodzieja zamierzył się, by do końca pozbyć się przytomności "demona", do akcji wkroczył przystojny szlachcic. Ten bić się potrafił niewątpliwie lepiej, przede wszystkim dlatego, że po powaleniu jednego przeciwnika natychmiast ruszył na następnego, nie tracąc czasu na czcze gadanie i bezsensowną dyplomację. Bez najmniejszej trudności wyrwał pijakowi "broń" z ręki i zdzielił go po brodzie pięścią, dyskwalifikując go tymczasowo z dalszego boju. Ci, którzy wcześniej nawoływali, by obić Siritowi mordę, ucichli chwilowo, zaskoczeni obrotem sprawy, potem wznowili wiwaty jeszcze głośniej. Nikt jednak nie kwapił się, by dołączyć do boju. Mir zauważyła, że jedna z osób w tłumie podała dłoń drugiej, najprawdopodobniej zawiązując zakład o to, kto wygra tę walkę. Ona nie była pewna, pomimo niewątpliwego stażu arystokraty w boju, oponentów było trzy razy więcej. Czarny Wilk zabrał się za drugiego oprycha, zwalając go na kolana i dusząc. Jednak pozostali dwaj zorientowali się, że do zabawy wkroczył nowy gracz. Porzucili leżacego na ziemi Mistyka, ruszając na jego wybawcę. Który teraz zdawał się potrzebować pomocy. Mirrodin westchnęła, postanowiwszy bohatersko zakończyć tę idiotyczną bójkę.
"A co mi tam, też się pochwalę." - Pomyślała. Wstała, odsuwając przy okazji swe siedzisko od stołu. Nagle, niewiadomo skąd znalazła się za plecami bandyty, który zmierzał ku Amaronowi z zamiarem powalenia go na glebę kolejną nogą od jakiegoś mebla. W dłoni trzymała sztylet wykonany z czarnego metalu. Fakt ten, że poruszyła się niemożliwie szybko mógł umknąć walczącym, jednak tylko ślepiej spoglądający na burdę nie zauważyłby osoby, nawet tak niskiej jak ona, pojawiającej się w środku walki. Posłała obcas buta w zgięcie kolanowe pijaka, zmuszając go do klęczenia i przytknęła mu ostrze do szyi. Nie miała najmniejszego zamiaru go zabijać. Nie teraz. Nie tutaj. Ale odrobina strachu dobrze zrobi jego wychowaniu. Krzyk tego chama zwrócił na nią uwagę drugiego pijaczyny.
- Zostań w miejscu. - Rozkazała, gdy ten spojrzał. W innej sytuacji ta komenda padająca z jej ust zabrzmiałaby po prostu śmiesznie, teraz jednak głupiec by tylko nie uwierzył w prawdziwość jej zamiaru pozbawienia życia pijaka. Mir nie była pewna do tego, czy postąpiła dobrze, najprawdopodobniej właśnie straciła swój pokój w tej gospodzie. Gotowa była natychmiast wbić nóż prosto w udo zakładnika w razie, gdyby ten idiota postanowił spróbować go uwolnić. Ciekawiła ją reakcja publiczności na ten nieoczekiwany zwrot akcji.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
17.10.2016, 22:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#38

Tarcza zaczeła się kruszyć, przynajmniej pancerz wytrzymał ale wyczułem że gdzieniegdzie zaczyna się delikatnie ruszać. Większość mojej skóry została pokryta lodem, ale chełm który został stworzony zrobiłem instynktownie. Nie był pełny, zakrywał prawą stronę mojej tworzy. Był gładki z kilkoma mniejszymi parucentymetrowymi kolcami z tyłu  Nie do końca wiedziałem co się stało przed sekundą. Moje ciało zareagowało same robiąc krok w tył, podnosząc lewą rękę, zbijając cios. Ale i tak wylądowałem na ziemi a tarcza odbijając się uderzyła mnie w głowę.
- Walczysz ze mną czy przeciwko mnie? - powiedziałem w myślach do lodu. Kto wie? Tyle razy sam działał bez mojego udziału że może posiada jakąś tam świadomość? Ale szybko odrzuciłem tę myśl. Walka robiła się nieciekawa. Zazwyczaj kiedy używałem magii w przeszłości ludzie nie reagowali taką paniką i poprostu zamykali gęby i siedzieli cicho. Dzisiaj jednak było znacznie inaczej. Po co ja chciałem pomóc tej dziewczynie? Może była to chęć zemsty za tamten atak, a może po prostu szukałem kogoś komu mogę obić twarz.
Na szczęśnie nie straciłem przytomności a jakby tego było mało zużyłem sporo magii i już odczuwałem tego efekty a tępy ból głowymi w tym nie pomagał. Zanim zdążyłem wrócić do siebie czy przybrać postawę do uników czy zbijania ciosów szlachcic ruszył do boju.
Szybko spojrzałem na leżącego obok mnie oprawcę. Oddychał a to znaczy że jeszcze żył. Przywaliłem mu jeszcze raz z pokrytej wcześniej lodem rękawicy. Jedno uderzenie więcej go nie zabije a ja od razu poczułem się tysiąc razy lepiej. Odkaszlując, wstałem na nogi podpierając się o jakiś tam stół czy co tam było. Głowa dalej mnie bolała ale wiedziałem że będzie dopiero boleć po skończeniu walki kiedy emocje i adrenalina ujdą z ciała. Do boju ruszyła dziewczyna, nawet nie zauważyłem kiedy wyeliminowała następnego. Zostało jeszcze dwóch, skupili swoją uwagę na szlachcicu. Rozejrzałem się za jakimś potencjalnym orężem, na szczęście obok leżała noga od jakiegoś mebla. Miałem zamiar przezwyciążyć tępy ból głowy, podejść do pozostałego gościa z czego zdzielić go z całej siły drewnianą bronią ciosem od dołu w kroczę zanim zorientowałby się co go trafiło. Mam tylko nadzieję że uda mi się plan zważając na swój stan. Ale ból głowy próbował przyćmiewać kolejną falę gniewu jaka we mnie zawrzała.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.10.2016, 20:55 przez Sirit.)

18.10.2016, 16:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#39

Mirrodin obserwowała uważnie otoczenie, szczególną uwagę poświęcając ostatniemu z przeciwników. Stanął, nie rozumiejąc do końca co właśnie się wydarzyło. Nic dziwnego, podobnie zareagowała gawiedź tłocząca się na drugim krańcu przybytku. Ta burda nie należała do najnormalniejszych, wydawało się, że długo będzie można zasłyszeć o niej opowieści w karczmie "Pod Dębem". Mir wciąż trzymała ostrze, przy szyi awanturnika, a czując, jak ów porusza się nieznacznie, by choć trochę wygodniej ułożyć się na podłodze, posunęła delikatnie ostrze wzdłuż jego szyi, pozwalając, by spłynęła nań cieniutka strużka krwi. Na wypadek, gdyby zapomniał, czym może poskutkować gwałtowny ruch. Nie odzywał się, czy to z powodu groźby wiszącej nad bezcennym kapitelem jego głowy, czy szoku, że tak mała, niewinna sierotka jest w stanie zachować się tak brutalnie. On jednak nie był ważny, dopóki potulnie klęczał.

Następnie dziewczyna rzuciła okiem na Mistyka, który właśnie wstał, opierając się najpierw dłonią o jedno z przewalonych siedzisk, a następnie o dębowy stół, by dobić bandytę powalonego przez przystojnego szlachcica, który także właśnie powoli stawał na nogi. Nieznajomy był wyraźnie otępiały. Cios, który przyjął nie należał do najlżejszych, najwyraźniej brakowało mu nie tylko zmysłu bitewnego, refleksu, ale i wytrwałości. Ale jeśli chodzi o wytrwałość właśnie to i Mirrodin nie miała czym się pochwalić - ona po oberwaniu kawałkiem stołu w łeb by już nie kontaktowała. "Kapturek" wyglądał na otepiałego, dziewczęciu nasuneło się na myśl, że ma to związek z przyzwaniem lodowego oręża i osłony. Sama bowiem dobrze wiedziała jak to jest użyć trochę za dużo many przy magicznym kamieniu.

Nim Łowczyni zdołała dokładniej się przyjrzeć sposobowi, w jaki brązowowłosy dusił pijaka, kątem oka zauważyła zamachnięcie kolejną nogą od stołka wymierzone od dołu - w krocze bandyty, który odskoczył w porę, ignorując wrzask swojego towarzysza, gdy ostrze noża rozcięło mu mięście uda. Nic dziwnego, w końcu, to co miał najcenniejsze było zdecydowanie ważniejsze niż życie kompana. Mirrodin momentalnie wstała, popychając zwijającego się już z bólu, tamującego drżącymi dłońmi krwotok i wymierzyła szybkie uderzenie w twarz oponenta końcówką rękojeści noża. Musiała przy tym podnieść rękę dość wysoko, tak, że zasłaniała jej cel. Dla pewności zaraz po uderzeniu, które z jej siłą i tak by nie przyniosło wielkiego skutku, kopnęła go w krok, który przed chwilą uchronił przed dębowym drewnem. Zależało jej na tym, by nie dać bandycie czasu na kontratak na tyle długo, by nieznajomy mógł w spokoju pobzbawić go przytomności. W ferworze walki nie traciła tego, co było dla niej najważniejsze - czujności. Była gotowa zrobić unik zarówno przed pięścią lecącą do niej od strony przeciwnika, z którym teraz walczyła, jak i czymś niespodziewanym, jak kolejną nogą od stołka, których stało w okolicy niemało.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
18.10.2016, 23:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"
#40

-----===[Sirit]===-----

Twoja percepcja powoli zaczęła wracać do normy po uderzeniu, jednak nie przeszkodziło ci to w mniej lub bardziej wymierzonym uderzeniu powalonego oprycha w twarz swoją rękawicą. Zgodnie z intencją, trafiony stracił przytomność, wydając przedtem coś pomiędzy nieartykułowanym jęknięciem a buczeniem. Więcej problemów jednak sprawiło ci samo stanięcie na nogi, gdy tylko zacząłeś się podnosić, przed twoimi oczami znów pociemniało a twoje kolana zaczęły drżeć. Na szczęście stół przy którym wcześniej siedziała Mirrodin stał na tyle blisko, abyś mógł się o niego podeprzeć i uchronić się przed kolejnym ewentualnym upadkiem. Gdy zacząłeś orientować się w otaczającej cię sytuacji, ostatni z napastników właśnie zwalił się głucho na ziemię, wyglądało na to iż walka dobiegła końca.

-----===[Mirrodin]===-----
Zabawne, jak nawet najbardziej rozentuzjazmowany osobnik szybko się uspokaja, gdy tylko poczuje na swoim gardle chłód stali. Wszystko szło bardzo sprawnie do czasu, aż nie rozcięłaś mu uda by ruszyć do obserwowanego kątem oka, ostatniego już przeciwnika. Raniony przez ciebie opryszek, nim chwycił się za krwawiące udo uderzył na oślep w tył swoim łokciem - zapewne nie spodziewając się, iż nie przestaniesz na rozkrwawianiu mu nogi. Na nieszczęście, z racji swego położenia i twego wzrostu, trafił cię w brzuch. Nie było to wprawdzie mocne uderzenie, jednak wybiło cię to trochę z rytmu - na tyle, aby wymierzony w twarz drugiego bandyty został przezeń zbity na zewnątrz, nie czyniąc mu przy tym żadnej szkody. Jednakże trafienia w klejnoty rodowe nie zdołał już zablokować czy uniknąć, na skutek czego po oberwaniu w czułe miejsce pochylił się do przodu, jedną ręką zasłaniając swe krocze, drugą zaś unosząc gardę, przygotowując się do nadchodzącej wymiany ciosów. Ta jednak nie nastąpiła, w momencie gdy trafiłaś go kopniakiem w krocze, w tej samej chwili za jego plecami pojawił się Amaron który wykorzystał tą sytuację i wymierzył mu silne, opadające uderzenie spodem zaciśniętej pięści (znanej również pod nazwą uderzeniem pięścią-młotem) w potylicę. Dla ostatniego przeciwnika walka właśnie się zakończyła.

Wszyscy napastnicy zostali wyeliminowani, dwóch leżało nieprzytomnych, trzeci zwijał sie z bólu trzymając się za krwawiące udo, ostatni zaś leżał na podłodze, naprzemiennie kaszląc i próbując złapać oddech.

***

Amaron rozejrzał po leżących na ziemi przeciwnikach, którzy nie stanowili już większego zagrożenia, następnie na opierającego się o stół Sirita, na Mirrodin, na sam koniec zaś odwrócił się bokiem do "widowni".
-Ktoś jeszcze chce się rzucić na człowieka który miał większe jaja od was i nie zawahał się pomóc kobiecie w opałach? - spytał, podnosząc swój ton głosu i dość wymownie opierając swą dłoń o rękojeść przypasanego do boku miecza. Odpowiedziała mu jednak cisza. Oczywiście, jeśli nie liczyć jęków ranionego oprycha i jego krztuszącego się kolegi.

Domedraugr jeszcze przez chwilę przebiegł wzrokiem po twarzach znajdującej się najbliżej męskiej części klienteli, po czym odwrócił się do wspomnianego mistyka i postawił krok ku niemu.
-Krwawisz. Policzek i nos. Ale jeśliś dał radę stanąć samemu na nogi, to znaczy że nie jest jeszcze aż tak źle. Lepiej stąd czmychaj, póki "publiczność" nie wie czy wrócić do picia, czy rzucania stołkami... - zwrócił się do niego półgłosem uśmiechając się przy tym nieznacznie. Kątem oka jednak bacznie przyglądał się Mirrodin, nawet nie starając się tego ukrywać.
19.10.2016, 21:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna