Kanały oraz ich ujście
#21

MG


Strażnik zrozumiał intencje grabarza i pomógł mu w zakryciu dziury kłodami. Trochę czasu im to zajęło gdyż kłody nie należały do lekkich. Mogli w spokoju pracować, Noct stał na straży. Zwierzak nie sprawiał wrażenia na poddenerwowanego a to oznaczało że narazie nic im nie groziło od strony kanałów. Po przykryciu dziury kłodami i upewnieniu się że nie ma jakieś dziury którą mogłyby stwory się wydostać strażnik spojrzał na Ponurego.
- A co z ciałem które zatyka kanał?- zapytał, na potwierdzenie jego słów pomieszczenie rozświetliła błyskawica która widoczna była z niewielkiego kratowanego okienka. Słychać było grzmot. Burza nie ustąpiła. Strażnik miał wyraźne polecenie od urzędnika. Miał przypilnować by zadanie zostało wykonane.



Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






16.01.2016, 12:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#22

Strażnik jednak okazał się skory do pomocy. Najwyraźniej rozumiał, że problem na który sam wskazał, jednak może być poważny. Vespil przysiadł na belach, kiedy już skończyli je układać. Noct w tym czasie również skorzystał z okazji i wyłożył się w pobliżu Grabarza. Brytan pozwolił swoim ranom na rozpoczęcie procesu gojenia. To dziwne jak psy są wytrzymałe. Jego bruzdy już zdołały się zasklepić i nie broczyły krwią. To wróżyło dobrze, jednak nie należało nadwyrężać zdrowia psiska.
Minęła chwila, którą strażnik poświęcił na paranoiczne sprawdzanie bel, czy gdzieś między nimi nie znajduje się szczelina zdolna przepuścić jednego ze szkodników, które spotkali w kanałach. Grim odnajdywał wytchnienie w ciszy i spokoju, którą ponownie zaburzył głos strażnika. Ponury wysłuchał go, ale nie odpowiedział od razu. Rozważał przez moment, co dalej z tym począć i choć bił się w myślach, jego twarz nie uległa żadnej, nawet najmniejszej zmianie. Wciąż pozostawała szara, pusta i obojętna.
Rozważywszy wszystkie argumenty, w końcu odpowiedział, jak zawsze zwięźle.
- Mój brytan musi odpocząć, a my potrzebujemy lampy.
Po tym sięgnął do swoich juków i wydobył z nich jedno z czterech martwych potworów, które zabrał ze sobą. Lekko potrząsnął nim, zwracając uwagę Strażnika:
- Zanim tam wrócę, trzeba renegocjować umowę.
Wiedział, że to wystarczy. W ręce trzymał dowód na to, że praca może wydawać się trudniejsza niż wynikało z wcześniejszych przesłanek. Otwarcie zasugerował również, że muszą wrócić do pierwszego z magazynów albo tam, gdzie odnajdzie urzędnika Grega. Był mu winny bardzo dobrą lampę olejną.
Grim schował truchło na powrót do skórzanej torby i wspierając się na swoim stalowym drągu – wstał.
Rzucił jeszcze tylko beznamiętnie do swojego towarzysza:
- Prowadź.
Już i tak sporo się nagadał. Nie lubił tego, a ta praca zaczynała coraz bardziej zmuszać go do przekraczania ustalonych granic. Wystarczyło, że użył mocy przy świadku…
Cytat:"Spoglądając na Ponurego, można odnieść jedno z dwóch wrażeń. Unikać lub uciekać. Bądź oba naraz.
COŚ jest w tej postaci takiego, że ciarki przechodzą. Czy to szara cera, ponura mina, a może jego ogromna postura okraszona czarnym, długim płaszczem, kruczo-czarnymi, przetłuszczonymi włosami i ciężkimi butami? Albo te oczy, już nie niebieskie, tylko niemal białe, przeszywające chłodnym wzrokiem.
Kiedy dochodzi do tego wiedza, że jest grabarzem, można podświadomie wyczuć ten trupi aromat, który otacza tego mężczyznę. Ponury to nie jest gość, którego chce się spotykać w nocy. On po prostu budzi niepokój, zwątpienie, a nawet... strach? Przecież to irracjonalne...
A jednak."
/Autor Nieznany/
Ponury roztacza swoją osobą, bardzo specyficzną aurę, prosiłbym o klimatyczne zareagowanie na nią. O ile nie będzie budzić przerażenia, to przynajmniej psychiczny dyskomfort.
09.02.2016, 14:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#23

MG


Strażnik Jon wytarł krew z twarzy. Jego rany nie zabliźniały się tak szybko. Były cienkie i płytkie ale liczne i z kilku ran krew jeszcze leniwie wypływała na twarz mężczyzny. Wysłuchał w spokoju grabarza lecz nie skomentował jego słów. To była sprawa Ponurego nie jego. Wzruszył jedynie ramionami.
- Chodźmy.- rzucił krótko kierując się w stronę drzwi magazynu.
Drzwi były zamknięte, lecz po nagłym uderzeniu barkiem w nie w końcu odpuściły. Wyszli w burzę która to w ogóle nie chciała odpuszczać. Ruszyli do magazynu w którym się spotkali i w którym to leżały zwłoki. A w zasadzie to wtedy leżały ponieważ zostały zabrane przez drugiego strażnika i urzędnika. Magazyn był pusty.
Po chwili jednak do środka wszedł drugi ze strażników Tom. Spojrzał z zaskoczeniem po zebranych i z pewnym strachem gdyż Noct z początku groźnie go obszczekał.
- I jak co to jest?- zapytał po czym ujrzawszy podrapaną twarz Jona jęknął.- Na Duronora...- z jego ust szept przestrachu się wydobył. Młody był to i bojaźliwy.
- To jakieś małe ścierwa. Ale szybkie i liczebne jak szczury. A to pamiątka po ich pazurkach. Ostre jak skurwysyn.- odpowiedział wskazując na swą twarz.- Gdzie Greg? Szuka go.- wypowiadając ostatnie słowa wskazał głową na Ponurego.
- Eeee...- zająknął się młody Jon.- Właśnie odprowadziłem go do domu. Wcześniej zaprowadziliśmy ciało na cmentarz i czeka na pochówek.- mówiąc to spojrzał na grabarza.- Greg zastrzegł sobie by nie zawracać mu głowy do poranka.- wypowiadając ostatnie zdanie przełknął głośno ślinę. Słychać było to nawet podczas szalejącej burzy.



Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






15.02.2016, 14:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#24

Strażnik Miejski miał problemy z opuszczeniem składu drewna, w którym się przez przypadek znaleźli. Najwyraźniej drzwi były zamknięte. Po co zabezpieczać składy drewna w mieście, które leży tuż obok wielkiego lasu? Przecież kradzież tych zasobów nie miałaby najmniejszego sensu. Chyba, że ktoś wykorzystywał ten budynek do czegoś więcej niż przechowalnia wielkich bel.
W każdym razie Vespil postanowił wspomóc strażnika i pchnął ramieniem drzwi, które odpuściły pod ciężką posturą Grabarza.
Ponownie wyszli na deszcz i burzę, która zupełnie nie traciła na sile. Czarny Brytan potoczył się za swoim towarzyszem, natomiast Ponury ponownie naciągnął głęboki kaptur na swoje przetłuszczone włosy, skrywając twarz w cieniu. Brnęli przez zalewane uliczki w mroku nocy, rozświetlanym okazjonalnie przez błyskawice. Dotarli w końcu do magazynu, w którym Grimm został wprowadzony w szczegóły dotyczące misji. Niestety, wtedy jeszcze nie zdawali sobie sprawy z tego, jakie utrudnienia czyhają w kanałach. A może właśnie dobrze wiedzieli w czym rzecz, tylko nie chcieli się przyznać przed obcym. W końcu, był tylko obcym. A to z reguły wszystko wyjaśniało. Niezależnie gdzie Ponury by się udał, każda wieś, miasto czy pustelnia. Wszędzie był Obcy.
Mógł tutaj już swobodnie zrzucić kaptur, strącając przy tym kaskadę kropel wody. Już teraz wokół jego postawnej osoby, tworzyła się niemała kałuża tego, co spłynęło z płaszcza. Wystarczył krótki spacer po tej ulewie, a ponownie był mokry. Dobrze, że posiadał całkiem porządny ubiór. Grabarza nigdy nie pytano o to czy pasują mu warunki pogodowe do pochówku. Dlatego Vespil nauczony latami doświadczeń, nosił się tak, a nie inaczej.
Nie znaleźli już jednak ciała, które prawdopodobnie już czekało na cmentarzu, aż Vespil wykona swoje usługi. Na szczęście, chwilę później przez drzwi wkroczył drugi ze strażników, najwyraźniej zdziwiony ich obecnością tutaj. Choć pewnie nie tak zdziwiony jak nową buźką swojego kolegi po fachu.
Grimm nie był mówcą, w żadnym wypadku. Dlatego pozwolił, aby wszelkie tłumaczenia wynikły z rozmowy dwóch strażników. Kiedy rozmowa przeniosła się poniekąd na osobę Grabarza, ten spojrzał na młodzika i zmierzył go zimnym wzrokiem.
Po pierwsze potwierdził przypuszczenia Vespila odnośnie ciała, po drugie przedstawił fakt, który nieco zirytował Mędrca. Kiedy on włóczył się po kanałach, urzędnik postanowił schować się we własnej rezydencji i odpoczywać z wyraźnym rozkazem, aby mu nie przeszkadzano.
Cóż, trafił na tyle źle, że Ponury nie należał nigdy do arystokracji, czy ludzi przesadnie wychowanych. Nie przyznawał się do tego, ale za dziecka przecież nauczały go smoki. Czego się spodziewać po takich wartościach wychowawczych?
Vespil ponownie sięgnął do juków i po raz kolejny posłużył się tym samym argumentem, wyciągając ciało małego stworka. Podszedł żywym krokiem do strażnika i pomachał mu truchłem kilka centymetrów od twarzy. I o ile zwykle zachowywał spokój, tak teraz odpowiedział młodzikowi swoim zwyczajowym głębokim i niskim tonem, tym razem ubarwionym nutą wibrującej złości.
- Może to go obudzi?
Następnie wyciągnął rękę z truchłem w stronę drzwi i wyciągnął palec. Wskazywał dość wymownie, aby tym razem poprowadził młody strażnik i mimo wszystko złamał nakaz urzędnika.
Ponury nie był w nastroju.

//Z.T. (?)
Cytat:"Spoglądając na Ponurego, można odnieść jedno z dwóch wrażeń. Unikać lub uciekać. Bądź oba naraz.
COŚ jest w tej postaci takiego, że ciarki przechodzą. Czy to szara cera, ponura mina, a może jego ogromna postura okraszona czarnym, długim płaszczem, kruczo-czarnymi, przetłuszczonymi włosami i ciężkimi butami? Albo te oczy, już nie niebieskie, tylko niemal białe, przeszywające chłodnym wzrokiem.
Kiedy dochodzi do tego wiedza, że jest grabarzem, można podświadomie wyczuć ten trupi aromat, który otacza tego mężczyznę. Ponury to nie jest gość, którego chce się spotykać w nocy. On po prostu budzi niepokój, zwątpienie, a nawet... strach? Przecież to irracjonalne...
A jednak."
/Autor Nieznany/
Ponury roztacza swoją osobą, bardzo specyficzną aurę, prosiłbym o klimatyczne zareagowanie na nią. O ile nie będzie budzić przerażenia, to przynajmniej psychiczny dyskomfort.
21.02.2016, 14:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#25

Aaaah, port w Greathard. Ile to razy dostałem tu w pysk, a ilu innych tu leżało przeze mnie pijaczków którzy szukali zaczepki. Najczęściej jednak kończyło się to interwencją straży. No ale na takich nic nie da się zrobić. A jak na złość losu to teraz ja tu trafiłem ale nie wynosili mnie z tych pięknych zasmrodzonych alejek ale przeprowadzili tutaj. Co prawda z związanymi rękoma, ale to zawsze coś.

Mało tego to ja byłem tym złym... A może dobrym? A zresztą nieważne bo miałem swoją robotę. Oczywiście ludzie patrzyli się na mnie jak na pospolitego kryminaliste. Inni których nie specjalnie rozpoznawałem pliki na mój widok i rzucali pełne pogardy spojrzenia. Nienawidziłem tego ale nie mogłem nic na to zrobić. Nawet gdyby nie było tu strażników. Nie zabijam niewinnych. Travis, sierżant który mnie eskortował popchnął mnie do przodu i coś tam powiedział ale nie dosłyszałem. Ból głowy dalej dawał o sobie znać ale było o wiele lepiej niż było. Szliśmy tak jeszcze przez jakiś czas, ile? Nie wiem dokładnie ale mało mnie to obchodziło. W sumie to chyba lepiej że był tu ten medyk. Szybciej dojdę do siebie. Cały czas jedna myśl zaprzątała mi głowę ale nie chciałem pytać. W końcu ciekawość wzięła górę.
- Sierżancie, co zamierzacie ze mną zrobić jak skończę robotę? Wątpię że tak po prostu mnie puścicie mnie wolno, jestem zagrożeniem czy tak?
Nie dostałem odpowiedzi, medyk też milczał. Chyba jednak czekał mnie stryczek, a może pieniek? Przez sekundę znowu gdzieś powędrowałem myślami. Sierżant znowu mnie pośpieszył.

Parę chwil później byliśmy przed łodzią. Nie była to łódź królewskiej floty ale na potrzeby eskortowania albo raczej przewozu wystarczyła. Gdzieś co chwilę dostrzegałem kogoś niosącego jakieś liny czy kosze pewnie z zaopatrzeniem. No ale co tam. Czekałem na jakąś reakcję od Sierżant Travisa czy medyka. Mi się nigdzie nie spieszyło.
28.02.2017, 01:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#26

STRAŻNIK
Miejsce: Greathard / Port
Pogoda: Wczesny poranek. Panuje lekki wietrzyk.
SOUNDTRACK



ietrzyk łagodnie okalał lica grupki mężów zebranych u krańca portu. "Indygo" - średnich rozmiarów łódź na usługach wojska Greathard, kontrastowała swoją delikatną nazwą, co do hartu ducha jaki był odczuwalny na tej łajbie. Liczne pęknięcia, wzmocnienia, mocowania sugerowały tylko, jak wiele łódź ma za sobą, ale nie zanosiło się jeszcze na to, by kolejna podróż miała być jej ostatnią. Nieopodal grupka marynarzy rozprawiała żywo, na temat ostatnich dokonań na łajbie i nowo poznanych, niewiarygodnych stworów morskich. Cóż poradzić, łódź choć mocno wysłużona, figurowała jako ulubienica wszystkich portowych starych wyg, ku kompletnemu niezrozumieniu młodzików, którzy mieli przy niej więcej roboty, niż przy innych statkach. Lecz oni nie byli jeszcze w stanie wyczuć tego, że łódź to nie tylko zbitka desek, mająca za cel odwieźć z dowieźć z miejsca na miejsce.

Sierżant Travis stał tuż obok Mistyka i oczekiwał w milczeniu. Masywnej postury jegomość mierzący na oko, niecałe dwa metry, nieznacznie wyróżniał się na tle swoich pozostałych trzech żołnierzy. Przede wszystkim oprócz klasycznej kolczugi i gdzieniegdzie zbroi płytowej, posiadał karminową pelerynkę, która ciągnęła się od lewego zbrojonego obojczyka wzdłuż pleców i kończącą  się w okolicach łydek. U boku służbisty widać było niekonwencjonalnie wykonaną szpadę, z nietypowymi zdobieniami i dziwnym zbiorniczkiem przy rękojeści, o którą się nieustannie zapierał stojąc. Jego zamyślone spojrzenie mogłoby zdradzić, że jest daleko poza obecną sytuacją i zadaniem. Inaczej było w przypadku trójki żołdaków, którzy jakby wyręczając swojego przełożonego, nieustannie bacznie obserwowali z tyłu Lodowego Mistyka. Dwóch z nich przy bokach posiadało miecze wraz z tarczami w ręku, natomiast trzeci oprócz miecza, posiadał na plecach kuszę wraz z bełtami. Jedynym najmniej groźnie wyglądającym osobnikiem wydawał się niski medyk, Finch.  Jednak kto tak naprawdę wiedział jak było naprawdę... W końcu lud Greathard słynął właśnie ze swojego talentu bojowego, gdzie nawet zwykła kobieta nie uchodziła za słabą. Finch odziany był jeno jedynie w szarą tunikę, ze sztyletem przy boku. Na plecach posiadał średnich rozmiarów plecak.

- Sierżancie, melduje, że łódź jest gotowa do kursu.

Średniej postury młody chłopak, zapewne jeden z przyuczających się tutaj marynarzy krzyknął machając zapraszająco z łodzi. Oprócz niego, było jeszcze dwóch innych, zapewne wiele bardziej doświadczonych marynarzy, sądząc po wieku, brodzie jak i ilości tatuaży.

- Ruszaj się, lodowa wróżko, bo spóźnisz się na swój pogrzeb.

Cyniczny, ciężki głos wydobył się z wyrwanego z zamyślenia sierżanta. Trzymał w ręku końcówkę sznura, który poprowadzony był do młodego maga. Węzły dodkliwie wbijały się w skórę, krępując wszelki ruch dłoni. Jedno silne, a zarazem bolesne szarpnięcie, miało nakłonić Lodowego Żniwiarza do ruszenia się z miejsca...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2017, 23:45 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






28.02.2017, 22:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#27

A więc jednak to był nasz statek. Muszę przyznać że najlepiej się nie przedstawiał. Westnąłem na myśl o tym co powiedziałem, ten co myśli o użyteczności gada o wyglądzie. Chyba za mocno dostałem po głowie. Jakoś tak odwrociłem się do tyłu, poza oczywistą - śmiertelnie poważną trzyosobową gwardią która pilnowała moich pleców - miałem wrażenie że coś tam widziałem. Coś jakby człowieka ale był na niego za duży i zbyt szczupły.

W tym samym momencie z krainy myśli i własnych urojeń wyciągnął mnie Sierżant szarpiąc za linę. Musiałem siłą wstrzymać magię która chciała się wyrwać żeby rozerwać kaleczącze rące więzy. Nienawidziłem tego uczucia, jakbym zamykał się w klatce jak zwierzę. Dałem upust magii wydłużając zęby i tworząc z nich trójkątne ostrza. Wtedy wpadło mi coś do głowy. Czy Verdis nie wpadł na pomysł że mógłbym te czwórkę tak po prostu zamordować i uciec? Mógłbym stworzyć trzy kolce wzrastające na plecach przebijające młodzików a Travisowi przegryźć przez gardło takimi zębami. Magowie nie potrzebowali rąk do korzystania z swoich "zdolności" Ale trzeba było wracać do rzeczywistości.
-A wyglądam jakbym nosił sukienkę? - rzuciłem do Travisa i ruszyłem za nim w drogę ma statek. Skrzypiące drewno, czemu miałem złe przeczucia?
Na statku była tylko trójka, młodzik i dwójka starszych. To nie była długa podróż ale trzy osoby poprowadzą łódź? Co prawda było tu trochę beczek i innego cholerstwa ale nie miałem pojęcia do czego to. Liny jeszcze rozumiałem. A co z resztą? Nie wiedziałem, ale to nie było teraz ważne. Po wejściu na pokład zrobiłem jeszcze parę kroków tak żeby nie stać przy samym brzegu łodzi i wpatrywałem się jak trójka lata po łodzi i robi swoje. W tym samym momencie ręce znowu mnie zaczęły drażnić, a raczej skóra która była podrażniana przez linę.
-Będziesz tak miły i mi to zdejmiesz? Chyba że mam przez całą drogę siedzieć z związanymi rękoma a w Peronie być sztywny jak dziewica przy pierwszym razie - rzuciłem w stronę Sierżanta tekstem ale ręce trzymałem przy sobie, nie wiedziałem jaka będzie jego decyzja ale mam nadzieję że pójdzie po rozum do głowy i nie każe mi tak stać. Z resztą nie wiedziałem czy jestem tu bardziej jako więzień czy środek zaradczy. Czekałem tak na decyzję Travisa.
28.02.2017, 23:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#28

STRAŻNIK
Miejsce: Greathard / Statek "Indygo"
Pogoda: Wczesny poranek. Panuje lekki wietrzyk.
SOUNDTRACK



idać, że Sierżant nie był przyzwyczajony do pyskowania. Odwrócił się wywracając oczami i popatrzył wprost do oczu Mistyka. Chwila skupienia i napięcia, po czym rozluźnienie...


- Możliwe, że jeszcze sukienki Ci jedynie brak...

Mówiąc te słowa, już bardziej do siebie, niż do Sirita, silny wojownik poprowadził go za sobą. W tym czasie, grupa marynarzy robiła swoje, biegając tam i z powrotem, dopinając wszystko na ostatni guzik. Pogoda sprzyjała. Nie minęła chwila, nim łódź odbiła od brzegu. Pełne żagle zahuczały radośnie, coś zaskrzypiało i już, "Indygo" było w podróży. Na brzegu zostali jeszcze przez chwilę, uprzednio eskortujący żołnierze, którzy obecnie stali na baczność i salutowali.
Na pytanie czarnowłosego, sierżant odpowiedział lodowatym uśmiechem, po czym pociągnął za sobą mocniej linę i zaprowadził Sirita pod pokład. Medyk nadal milczał, ale wpatrywał się w mistyka z zainteresowaniem i szedł niczym cień zaraz za nim.

Pod pokładem było mało światła, wilgotno i brudno. Połamane deski i porozbijane gdzieniegdzie beczki, świadczyły o tym, że łajba po swojej poprzedniej podróży, nie zdążyła długo odpocząć. Były też skrzynki z jedzeniem, owocami oraz inne pakunki. Choć lokum z zewnątrz sprawiało wrażenie ciasnego, to można się było tutaj, całkiem swobodnie poruszać.
Sierżant Travis doprowadził Sirita do jednej z głównych beli podtrzymującej sufit, po czym obwiązał mocno, niemalże łącząc ręce z drewnem. Kolejny ruch pozbawił Sirita noży, które zostały wrzucone niedbale, do plecaka medyka. Nawet jeśli Sirit chciałby zareagować, poczuł to, czego nikt nie chciałby w takim momencie poczuć. Zawroty głowy, mdłości, zbliżające się wymioty. Tak... Choroba morska, jak się patrzy.

- Ustalmy sobie jedno, śmieciu. Nie jestem twoją nianią, czy służką... Jeśli chcesz żyć, to musisz się słuchać mnie. Jestem tutaj tylko po to, żeby dowieźć Cię do Perony. Wszelkie Twoje kaprysy, czy narzekania możesz śmiało składać, ale do swojego patronującego bóstwa. Jakiekolwiek podejrzane ruchy, wszystko co dziwnego zrobisz, może podpisać tylko szybsze jeszcze przymierze, między Tobą a Thornem, psi synu.
Linch jest tutaj, żeby naprawić wszystko to, co sobie sam zepsujesz poczynając od ran z poprzedniej bójki, a obecnie kończąc na tym...


Mówiąc to, sierżant zamachnął się, by sprzedać siarczystego policzka w stronę lodowego maga. Magia zadziałała na czas i osłoniła twarz Mistyka, przed rażącym policzkiem stalowej rękawicy. Jednak pobór many, z osłabionego przez nową chorobę ciała wywarł fatalny efekt na organizmie Lodowego Żniwiarza. Narastające mdłości, miały się wreszcie przerodzić w coś większego.

-Nie pogrywaj sobie ze mną, skurwysynu.

Kolejne słowa miały zaowocować następnym policzkiem, lecz śniadaniopodobna maź, wylała się na pędzącą dłoń sierżanta.

- Nie no kurwa, widzisz to Linch?  

- Sam żeś jest sobie winien Travis, chłopak ledwo stoi, jest zielony, ma widoczne objawy choroby morskiej, a ty chcesz go jeszcze po łbie okładać? Idź sobie pooddychać świeżym powietrzem dobrze Ci zrobi i przy okazji wyczyść rękawicę. Kwas żołądkowy znacznie przyspiesza korozję.

Sierżant rzucił jeszcze zdenerwowane spojrzenie w kierunku ledwo przytomnego Sirita, po czym przeklinając pod nosem, opuścił izbę. Dopiero teraz Mistyk, poczuł się dobrze, najwyraźniej poranne śniadanie, nie było pierwszej świeżości, przy czym choroba morska też zdążyła zagrać swoje skrzypce. Medyk westchnął, po czym w milczeniu zaczął wycierać czarnowłosego mokrą szmatką.

- Jak mniemam, to twoja pierwsza podróż statkiem, prawda?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2017, 20:47 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






01.03.2017, 01:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#29

Ciekawiło mnie czy od tego "stróża prawa" też dostanę po gębie. Nie miałem się co łudzić że nie. Chyba takie już moje zasrane zycie

Albo to statkiem bujało niemiłosiernie albo to ja miałem chorobę morską. Śniadanie miało ochotę wracać skąd przyszło, i tak nie było smaczne. Ale starałem się je jakoś utrzymać w żołądku, w sumie to ostatnimi siłami jakimi miałem bo ledwo co żyłem. Kiedy Sierżant prowadził mnie pod pokład znowu miałem ochotę rzygać i to mocniej niż wcześniej.
- Chyba wolałbym iść na piechotę. Nawet ciągnąć ten statek na plecach. - Powiedziałem sam do siebie, chyba musiałem bo samo by to do mnie nie dotarło. Nie zwróciłem uwagi kiedy Travis przywiązał mnie do słupa, nie zwracałem też uwagi na to co mówił. Nawet jeśli to było coś ważnego to gówno mnie do obchodziło, prawie wymiotowałem.
Wtedy dostałem rękawicą. Coś zaczęło się we mnie budzić, znowu to samo. Na skórze poczułem lód. Ale inny niż wcześniej, ten był jakiś... Mroczny? Sam nie wiedziałem co było z nim nie tak. Wydawał się znowu mieć własną wolę ale jakby zaczął mnie kontrolować. Zaczęło przyćmiewać mi umysł. Do czasu aż znowu odezwało się moje śniadanie. Nie wytrzymałem. Zrzygałem się na rękawicę która już leciała w moją stronę żeby znowu mnie zdzielić w pysk. Cokolwiek to było co się ze mną działo zniknęło. Sierżant wyglądał na wkurzonego. Słuchałem jak krótko rozmawiał z Linchem i wyszedł na zewnątrz a ja zostałem sam z medykiem.

Nie odpowiedziałem na jego słowa. Przez chwilę myślałem o tym co się stało. Nie mogłem zobaczyć co mam na głowie a znowu czułem że zęby mi się wyostrzyły ale tym razem były znacznie dłuższe niż wcześniej. Co się ze mną do cholery działo? Nigdy nie odczuwałem czegoś podobnego. Szybko otrząsłem się z tego. Musiałem wracać do świata realnego.

- Tak, to pierwsza taka podróż czymś takim - Powiedziałem ledwo żyjącym głosem i z smakiem wymiocin w ustach. Czekałem aż coś powie ale w sumie po co. Pewnie i tak będzie mnie pytać o stan zdrowia, co i jak. Nie było powodów do rozmów. Ale coś mnie zachęcało. Linch wydawał się być porządnym człowiekiem. Nie takim jak ten skuriwiel który dopiero co zajebał mi liścia. Kiedyś mi za to zapłaci, nie teraz.
- Przyjemniaczek nie? Często jest taki czy tylko przy demonach, swoich podopiecznych i swojej ukochanej? - Powiedzieć to półgosem. Chciałem jakoś "rozluźnić" tą rozmowę? W sumie to sam nie wiem o czym myślałem mówiąc to co właśnie powiedziałem. Dopiero po chwili odczułem że zaczyna mi się poprawiać, śniadanie było stare? Z resztą kto daje normalne jedzenie skazańcowi?
04.03.2017, 01:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#30

STRAŻNIK
Miejsce: Greathard / Statek "Indygo"
Pogoda: Przedpołudnie. Panuje lekki wietrzyk.
SOUNDTRACK


łowa ciemnowłosego mistyka zawisły w powietrzu i pozostawały przez dłuższą chwilę bez odpowiedzi. Zielonooki Linch wpatrywał się przenikliwie w oczy związanego. Na jego twarzy rysował się smutek, może niepokój... Ciche westchnienie poprzedziło spokojną i powolną wypowiedź.

- Gdyby to ode mnie zależało, nie byłoby tej całej szopki. Właściwie... nawet nie byłoby tu ciebie. Travis, to mój drogi przyjaciel... , ale jego nie należy prowokować, ani lekceważyć. Jest wystarczająco sprowokowany Twoją obecnością tutaj, żeby jeszcze dolewać oliwy do ognia. Od tej pory, dopóki nie dostaniesz wolnej ręki w działaniu, radziłbym nie naprzykrzać się. To człowiek o dobrym, ale zniszczonym sercu. Ma ku temu swoje powody. Co zrobisz, pozostanie w twojej kwestii. Nie zrozum mnie źle, jestem tutaj tylko i wyłącznie z rozkazu, a twój los obchodzi mnie tyle, co ten demon, którym masz się zająć. Czyli po prostu, najlepiej żeby nie było ani jednego, ani drugiego.

Kołysanie narosło ponownie, teraz do tego stopnia, że rzeczy znajdujące się po pokładem, zaczęły się z lekka przemieszczać, lecz medyk nie zważał na to, jakby praktycznie nic się nie działo. W skupieniu dokonał pełnych oględzin i przystąpił do działania. Sięgnął do swojego plecaka i zaczął wyjmować różne maści i specyfiki, by następnie wdrążać je do procesu przywracania Mistyka do normalności. W normalnych warunkach czarnowłosy czułby przeszywający ból, jednak jedyną obecnie dostrzegalną zaletą otumanienia wywołaną chorobą morską, jak i prawdopodobnym wstrząśnieniem mózgu, było znaczne zmniejszenie progu bólu, przez co kuracja przychodziła nad wyraz łatwo.
Kiedy medyk skończył, nos maga, był z powrotem ustawiony jak należy. Krwotok, który raz po raz nawiedzał mistyka, zanikł. Podobnie, choć już nie tak efektownie sprawa miała się z policzkiem, bo cięcie, choć niezbyt głębokie zaowocowało wstępnymi objawami zakażenia. Obecnie, ciemna szrama, zmniejszała swoją opuchliznę i była obklejona dziwną żółtą mazią. Pewnym było, że po przygodzie w karczmie, pozostanie Mistykowi blizna na długie lata. Nie tak dobrze sprawa miała się z głową, ponieważ choć guz z lekka zmalał, to nie wróżyło to jakiejś większej poprawy. Wręcz przeciwnie, ból wywoływał wrażenie jakby jego ośrodek znajdował się w samym środku czaszki, niemiłosiernie co jakiś czas pulsując, przy każdym mniejszym ruchu.

- Gdyby nie ingerencja medyczna, z tej małej niepozornej rany, zrobiłby się naprawdę poważne zakażenie. Pamiętaj na przyszłość, by pilnować ran. Nie zadowalająco wygląda sprawa z głową. Potrzebuję poobserwować i przetestować parę rzeczy, ale to już nie dziś.

Na słowach wojskowego medyka, do pomieszczenia wszedł jeden z marynarzy. W ręku trzymał drewnianą miskę z równie drewnianą łyżką. Miska była wypełnioną zupą rybną. Oprócz tego przyniósł bukłak z wodą, wraz z pajdą chleba. Nim położył pokarm obok Sirita, stał obok niego i wpatrywał się z zaciekawieniem, po czym szybkim krokiem opuścił lokacje.
Nastała cisza, w której medyk, jakby łącząc wątki, pełen zniechęcenia uświadomił sobie bezsens sytuacji. Wstał, podszedł do belki i zaczął rozluźniać sznury, aż do momentu, w którym ręce Mistyka były w pełni rozluźnione. Gdyby Lodowy Żniwiarz postanowił spróbować szczęścia w ucieczce, miałby zasięg jednego metra dookoła, ponieważ sznury choć luźne, nadal znajdowały się ciągle na nadgarstkach spętanego. Do pełnego wyswobodzenia, potrzebne było rozwiązanie węzłów lub przecięcie sznura.

- Na czas posiłku cię rozwiążę, potem będę zmuszony ponowić węzły, chociaż, według zaleceń sierżanta, nie powinienem tego wcale robić. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, jak mógłbyś jeść ze związanymi rękoma. Bądź na tyle uprzejmy i nie rób głupstw.


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






04.03.2017, 19:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna