Kanały oraz ich ujście
#31

Siedziałem cicho i bez ruchu kiedy medyk zaczął mi się przyglądać, jego słowa głucho odbijały się pod pokładem statku. Przez chwilę nie wiedziałem co miałem mu odpowiedzieć. Że współczuję Travisowi złego losu, że życie go skrzywdziło? Tylko za co mnie tak nienawidził?... Jeszcze przez jakąś chwilę nie odzywałem się ani słowem, chciałem dać Linchowi odrobinę czasu na oględziny mojego stanu zdrowia. Wpierw jednak strząsnąłem resztki lodu gdzieniegdzie przywierały do mojej głowy po uderzeniu które zafundował mi Sierżant.

Przyznaję że nie byłem jakoś szczególnie zadowolony z wyników ale nie miałem za dużo do gadania. W końcu sam się o te rany nie prosiłem ale te wszystkie maści które zastosował Linch miały zadziałać i mam nadzieje że zadziałają. A blizny jakoś specjalnie mnie nie obchodziły, były pamiątkami o których nie trzeba było zapomnieć zabrać ze zobą. Uśmiechnąłem się kiedy ta myśl wpadła mi do głowy. Szkoda że nie miałem pamiątek po rodzicach. Chociaż może Linch coś o nich wiedział? W końcu w mój staruszek trochę przesiedział w Greathard, a przynajmniej tak myślę skoro tutaj się wychowywałem. Kiedy ten dalej dokonywał oględzin ja myślałem że warto go o to zapytać, ale powiedziałem sobie że zrobie to potem, najpierw kwestia Travisa. No i znowu ktoś mi przeszkadzał. Był to jeden z tych marynarzy których widziałem na statku, w sumie to nie wiem który to był dokładnie ale to mnie teraz nie obchodziło, ważne było jedzienie. Skinąłem krótko głową ale ten zdążył szybko uciec z pod pokładu. Ciekawe czy był wystraszony moją obecnością na statku, że niby demon przyniesie im pecha i się gdzieś rozbijemy czy po prostu na pokładnie było tyle do zrobienia. Spojrzałem na jedzienie, tyle było dobrze że przynajmniej pachniało to jak ryby i może jest szansa że z tego ta zupa była zrobiona. Woda i chleb? Jasne, czymś trzeba zagryźć te pomyje które zazwyczaj jem. Zwłaszcza po wymiotowaniu.

Kiedy medyk poluzował mi liny wiążące ręce z niedowierzaniem podniosłem jedną brew do góry. Usiadłem na ziemi i patrzyłem na niego słuchając co miał do powiedzenia. Nie wziąłem jedzenia do ręki, musiałem się o to zapytać.

- Linch, wiele lat temu w Greathard był pewien mistyk... Wysoki, czarnowłosy, szczupły. Możliwe że miał rodzinę. Podobno zaginął, wiesz coś o nim? - Próbowałem zapytać tak żeby nie mógł jakoś powiązać z moim ojcem, nie pamiętałem nawet swojego nazwiska o ile jakieś miałem. Patrzyłem na medyka niebiesko - szarymi oczami. Chciałem wiedzieć co może wiedzieć, jako medyk mógł nie raz doprowadzać go do stanu używalności ale kto tam wie.
- A Travis... jego rodzina została zamordowana przez demony że tak go denerwuje moja obecność, i co Ty masz przeciwko mnie? - spytałem, ale nie podniosłem głosu nawet odrobinę, mówiłem spokojnym i cichym głosem. Nie chciałem mieć w tych ludziach wrogów ale jak widać coś musiałem mieć na sumieniu albo ktoś inny że mieli o mnie złe zdanie. Tak czy inaczej wziąłem do rąk miskę z zupą w której było parę ości ale lód zdążył się zmaterializować w parę zanim drzgnąłem się gdzieś w gardło. Zagryzłem pajdą chleba i popiłem wodą z bukłaka.
- A co do ucieczki to nie masz się co martwić. Po pierwsze, mógłbym przeciąć linę lodem ale jak widzisz jeszcze tego nie zrobiłem. Po drugie, nie umiem pływać. Po trzecie, nie chcę więcej kłopotów. Chce tylko zrobić swoje - po tym nastała chwila ciszy po której dodałem - co oni chcą ze mną potem zrobić?
04.03.2017, 22:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#32

STRAŻNIK
Miejsce: Greathard / Statek "Indygo"
Pogoda: Przedpołudnie. Panuje lekki wietrzyk.
SOUNDTRACK



inch w skupieniu wysłuchał wszystkich pytań, coraz to bardziej zaciskając dłoń na drewnianej belce.
Wydawał się coraz bardziej spięty i nieswój. Po dłuższej chwili milczenia odpowiedział ściszonym, pełnym rozgoryczenia głosem.


- Tak... Śmierć bliskiego dla niego młodszego brata, była właśnie spowodowana atakiem demona... Demona jakich wiele na tej przykrej, opuszczonej przez bogów krainie...

Indygo na nowo zakołysała. Pokarm, który dopiero co przełknął Mistyk, znów był u bram, a jego podróż pozostawała pod wielkim znakiem zapytania. Widzący to Medyk, wyrwał się jakby z głębokiego transu wspomnień i ruszył w kierunku plecaka. Chwilę szukał i znalazł. Mała buteleczka z oleistą substancją powędrowała na ręce czarnowłosego.

- Za każdym razem, kiedy przyjdzie atak nudności oraz dyskomfortu związanego z podróżą, wypij łyk z tej buteleczki. Przez około godzinę będziesz czuł się dobrze. Niestety często po zażyciu tego leku, pojawia się zmęczenie, jako efekt uboczny. Może posłużyć przy okazji, jako wspomagacz zasypiania. Na mnie już pora...

Kończąc swoją wypowiedź, Linch wstał, wziął plecak i wyszedł z pomieszczenia, nie zważając na to, czy Lodowy Żniwiarz ma coś do powiedzenia, zostawiając jego sznury rozwiązane. W kwestii władcy lodu pozostało co dalej pocznie. Mógł wyjść, zostać, przejść się po pomieszczeniu, mógł również położyć się i spróbować przespać parę godzin. Zwinięte żagle w rogu pomieszczenia, mogły by posłużyć za posłanie.


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






06.03.2017, 00:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#33

Po słowach Lincha dotknąłem dłonią swojej twarzy, czy naprawdę tylko tyle ludzie widzieli w takich jak ja? Zwykłego potwora z ciałem człowieka? Demona który urodził się żeby zabijać? Przez chwilę siedziałem całkowicie bez życia, nie chciałem nic robić. Miałem wszystko gdzieś. Przez chwilę pomyślałem żeby dać się zabić temu potworowi w Peronie - na świecie byłoby o jeden problem mniej - Powiedziałem sam do siebie, nie wiem dlaczego. Może tego właśnie potrzebowałem? Kogoś kto będzie widział we mnie coś więcej niż tylko stworzenie zła?

Fiolkę z oleistym płynem od medyka schowałem do kieszeni płaszcza, jak na moje to był tak znerwicowany że równie dobrze mógł mi dać truciznę. Jakoś będę musiał wytrzymać tę podróż. Mimo że tak jak podczas "rozmowy", choć krótkiej to jednak znowu zachciało mi się rzygać. Zupa rybna była całkiem niezła chociaż do jedzenia z karczmy się nawet nie umywała no ale już trudno. "Trzymaj żarcie w żołądku" - powtarzałem sobie cały czas. Na szczęście nic takiego się nie stało przez parę minut. Dopiero teraz zauważyłem że Linch zostawił liny rozwiązane. Usiadłem pod drewnianym palem do którego byłem przywiązany i podkuliłem do siebie nogi. Czego nie chciał mi powiedzieć? Nie miałem pojęcia ale wyglądał jakby wiedział o czymś za co mógłbym chcieć go zabić. Nawet linę pozostawił prawie całkowicie luźną. Położyłem ręce luźno na nogach, skrzyżował je i stworzyłem coś jakby krótki bo na około 2,3 ogniwa lodowe łańcuchy i dwie ciasne obręcze na nadgarstkach tak żeby same mi się nie zsunęły. Jeżeli Travis by tu wlazł przynajmniej widzi że nie robię nic złego bo nawet sam się zakułem. Co prawda sierżant nie wiedział że obrączki miały wadę i można je było łatwo skruszyć w pewnym miejscu które teraz znajdowało się kciuka no ale co tam. Lina dalej trzymała moje ręce ale takie powiedziałbym "zabezpieczenie" daje odrobinę więcej zaufania.

Przez następną chwilę próbowałem zasnąć ale nic nie skutkowało. Na leżąco, podkulony, bokiem, płasko.... Nic nie skutkowało. Podczas jednego z takich przewrotów na inną pozycję na twarz rzucił mi się kawałek sznura, nie był długi. Miał może półtora długości mojej dłoni. Przez chwilę pomyślałem o wężach, dziwne stworzenia. Nie mają nóg a jednak cały czas się poruszają. Wtedy coś mi wpadło do głowy, czy dam radę poruszać lodem samym w sobie. Stworzyłem małą figurkę stworzonka na długość równą od łokcia do nadgarstka. Figurka budową była oparta o człowieka, tak jakby. Dół, czyli od pasa do stóp jak to powinno wyglądać ciągnął się ogon. Chudy ale długi, w tym wypadku był odrobinę poskręcany. Tymczasem góra była już zdecydowanie demoniczna. Stworzenie miało dwie pary rąk, jedne takie jak u człowieka zakończone po cztery ostre pazury każda. A druga para, niżej niż te pierwsze ale bardziej ściągnięte do środka zakończone długimi ostrzami o długości połowy ciała samej figurki. Przez to Napierała wyglądu jakby się modliła albo chciała coś powiedzieć zakłopotana. Głowa nie miała specjalnego kształtu, była po prostu gładka, bez oczu ale z szczęką jak u węża. Karku też nie było widać. Przez chwilę popatrzyłem na swoje dzieło i podniósł prawą brew do góry.
- Co ja mam w głowie? - Znowu gadałem sam do siebie. Postawiłem figurkę kilka kroków od siebie i chciałem się skupić ale ból głowy robił swoje. Męczył się tak z dobre kilka minut kiedy ból był tak irytujący że przestałem. Figurka ani drgnęła. Byłem na tyle zmęczony że nie chciało mi się nawet rzygać. Oparłem się pod drewnianym słupem, podciągnąłem nogi do siebie i tak zasnąłem. To była chwilą i już spałem bez przytomności.

Nie wiem ile przespałem ale na pewno nie długo bo dalej świeciło słońce.
Dopiero po chwili zobaczyłem że figurka zniknęła. Tylko gdzie ta cholera się podziała? Na ziemi nie było śladów rozpuszczania ani odłamków czy ktoś musiał ją zabrać. Chyba że sama zaczęła się ruszać ale to nie było możliwe. Prawda?
06.03.2017, 01:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#34

STRAŻNIK
Miejsce:  Statek "Indygo"
Pogoda: Późne popołudnie. Wiatr ustał, a w jego miejsce nastała bardzo niska temperatura
NADCHODZI


hoć świeciło słońce, z sekundy na sekundę robiło się coraz ciemniej. Jakby ogromne smoliste chmury, przygnane tu z kaprysu samego Thorna przysłoniły niebo, ograniczając znacznie dopływ światła. Pogoda zmieniła się również w kolejnej odsłonie, ponieważ od tego momentu, każdy oddech Sirita, wiązał się z wypuszczeniem pary wodnej z ust. Temperatura gwałtownie spadła do tego stopnia, że ku zdziwieniu lodowego mistyka, zaczynała przeszkadzać, nawet jemu.


Mistyk poszukujący swojej utworzonej uprzednio figurki mógł dosłyszeć cykliczne chrobotanie, które dobiegało z górnej części pokładu, poza tym, panowała absolutna cisza. Zanikło również uczucie choroby morskiej, tak jakby cały statek stał w bezruchu. W podświadomości czarnego maga, zaczęła narastać potrzeba ucieczki, jak najszybszego opuszczenia tego miejsca, ponieważ czuł, że ktoś, lub coś nadchodzi. Nie minęła chwila i głośny trzask na górnym pokładzie przeszył ciszę...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






06.03.2017, 02:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#35

Wieczór, tak szybko? Nie chciało mi się wstawać w żadnym razie żeby sprawdzić czy aby na pewno już słońce zachodziło. Cały czas rozglądałem się za swoją figurką, czy ona ożyła czy jak? To raczej nie było możliwe w żadnym razie, lód wydawał się żyć ale tylko wtedy kiedy groziło mi jakieś niebezpieczeństwo. Ta sprawa cały czas zawracała mi głowę, co się z nią stało?

Nie zorientowałem kiedy przestała boleć mnie głowa ani kiedy choroba morska przestała dawać o sobie znać od dobrych paru chwil. Nawet całym statkiem przestało bujać. Zaczęło mi się to śnić czy jak? Przecież byliśmy na morzu. Prawda? Przestałem odczuwać chorobę morską, znikneła mi statuetka, statek się nie rusza... Co się tu działo? Wstałem i przez chwilę chciałem rozwiązać luźne liny ale wolałem zaczekać. Może gdzieś się zatrzymaliśmy? Przecież czyłbym zatrzymanie łodzi, a jeśli w jakiejś przybrzeżnej mieścinie to dałoby się słychać odgłosy miasta... Odetchnąłem nie wiedząc co o tym wszystkim myśleć. Para, zaraz para? Skąd tu się teraz wzięła para? Powietrze tak szybko sie nie ochładzało żeby para pojawiała się z sekundy na sekundę a już na pewno nie tak dokładnie widoczna jak ta tutaj. Lód zaczął zaciskać mi się na dłoniach tworząc ldowe szpony, coś było nie tak ale sam nie wyczułem nic. Do teraz. Całe moje ciało dawało mi sygnał żeby uciekać. To był jak zwierzęcy instynkt który mówił o jakimś niebiezpieczeństwie. Wszystkie moje mięśnie stawały się coraz bardziej napięte z każdym kolejnym ułamkiem sekundy. Oczy przechodziły z jednej strony pomieszczenia na drugą wyszukując niebiezpieczeństwa. Nic nie widziałem. Trzask na górnym pokładnie mówił wszystko. Chciałem stworzyć krótkie lodowe zęby na zewnętreznej stronie ramienia żeby jednym szybkim ruchem rozciąć liny. Pas z nożami leżał spokojnie w plecaku w plecaku Lincha. Kurwa mać, mało mogłyby mi teraz pomóc ale zawsze to była jakaś broń. W starciu z demonem - bezużyteczna. Chciałem podejść do schodów i przeskradać tak żeby widzieć co się dzieje na pokładzie ale tak żeby to "coś" mogło nie zauważyć mnie. W każdym razie, taki miałem plan...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.03.2017, 17:37 przez Sirit.)

07.03.2017, 01:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#36

STRAŻNIK
Miejsce:  Statek "Indygo"
Pogoda: Bardzo niska temperatura...
NADCHODZI


im Mistyk zdążył się otrząsnąć i podejść do wyjścia, kolejne dwa trzaski przeszyły pokład. Choć plan Lodowego Władcy zakładał, by utworzyć zęby na zewnętrznej stronie ramienia, nic się nie stało. Tylko patrząc z zewnątrz, bo od wewnętrznej strony, przeraźliwy ból przeszył ramię Żniwiarza. Kolejne próby, nie przynosiły jakiegokolwiek skutku, poza tylko narastającym bardziej i bardziej pulsującym, piekącym bólem. Jakby władający utracił swoją moc, a w jej miejsce zyskał przekleństwo...

Mistyk, nie był w stanie dojrzeć nic, poza pokładem i ciemnym niebem, na oko było bezpiecznie... Na oko... Coś zachrzęściło pod stopami, jeśli Sirit pochyliłby się, by zobaczyć, czym to jest dojrzałby małe, rozkruszone kawałki czarnego szkła... nie... to był czarny lód.
Cisza nadal swoją przeszywającą mocą niemalże kłuła w ucho, z każdą sekundą uwrażliwiając je na każdy najmniejszy dźwięk. Tylko chrzęszczenie lodu wywołane przez nogę Sirita oraz stukot. Tak, teraz doszedł cykliczny momentami stuk, niezbyt intensywny. Niestety, czarnowłosy nie mógł na chwilę obecną określić skąd dobiega, pozostawało szukać... Czuł jednak, że nie jest tu sam.





Po pierwsze i mam nadzieję w tej kwestii ostatnie. Co wy macie z tą materializacją przedmiotów, to ja nie wiem. Podkreślam, że nie jest to pierwszy raz, kiedy generujesz sobie na zawołanie, odebrane Ci elementy ekwipunku. W tym wypadku, wyraźnie zaznaczyłem, że noże wylądowały w plecaku Medyka, który... jak zostało napisane, wyszedł. Z tej okazji upraszam o edycję, uważne czytanie i pilnowanie sytuacji.
Po drugie. Sen, pokarm odpoczynek spowodowały, że mana wróciła Ci do 54 punktów.
Pzdr. 600




Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






07.03.2017, 13:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#37

Wszystkie plany poszły w cholerę. Ostrza wydawały się wbić mi w rękę a nie wyjść drugą stroną. Co tu się działo? Nawet moja własna magia przestała działać tak jak powinna. Jeszcze raz postanowiłem się zmusić do wytworzenia lodu ale poskutkowało tylko i wyłącznie kolejną falą bólu. Pierwszy raz poczułem taki strach i panikę, ręcę mimo że dalej przywiązane zaczęły trząść mi się do tego stopnia że mógłbym strząsnąć liny gdyby to tylko było możliwe. Zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu, zrobiło się tak cicho i ciemno że miałem wrażenie jakby sam Thoran zszedł na ziemię. Ledwo co widziałem w ciemnościach. Coś zamordowało wszystkich czy jak? Nie dało się słyszeć żadnych krzyków czy nawoływań o pomoc. Ale coś definitywnie było nie tak. Coś zachrzęściło mi pod nogą, coś twardego, to kawałki "czegoś". Mojej figurki? Było ich za dużo. W każdym razie tak mi się wydawało. Cisza była nie do zniesienia. Oddech zaczął przyśpieszać mi coraz bardziej z każdą sekundą. Ledwo co mogłem opanować własny strach i emocje które skrywałem przez tyle lat. "Coś" tu było i najwyraźniej było straszliwie niebiezpieczne skoro unieruchomiło statek na morzu i unieszkodliwiło wszystkich na pokładnie zanim ktokolwiek zareagował.

Znowu rozejrzałem się po pomieszczeniu, zdawało się jakby nic tu nie było. Nic tu nie schodziło po schodach. Odgłos stukania - nie był głośny ale słyszalny. To coś tu szło? Szukało czegoś, kogoś... Mnie? Co ja mam z tym wszystkim wspólnego do cholery? Znowu rozejrzałem się po pomieszczeniu ale ledwo co widziałem w tych ciemnościach. Nerwowo próbowałem rozwiązać liny które mimo że były luźne dalej trzymały moje ręce. W trakcie tej czynności zacząłem się zastanawiać czy to nie ten demon z Perony, ale nie. Byliśmy daleko, niemożliwe żeby to coś dopadło nas teraz. Chociaż zaatakowało miasto przybrzeżne to możliwe że cokolwiek to było przybyło z morza. Ręce przeszywane bólem nie dawały mi spokoju. Ciało działało na najwyższych obrotach gotowe na niebezpieczeństwo, dobrze tyle że miałem odrobinę energii do walki ale z ciałem nie było za dobrze. Pozostawało dalej próbować się z sznurami aż w końcu mi się uda, zanim to coś tu przyjdzie... Miarowy stukot wcale w tym wszystkim nie pomagał.
07.03.2017, 19:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#38

STRAŻNIK
Miejsce:  Statek "Indygo"
Pogoda: Bardzo niska temperatura...
NADCHODZI



o krótkiej chwili, która zdawała się trwać wieczność, sznury odpuściły i opadły na ziemię. Kiedy tyko Mistyk poczuł się wolny, kolejny, tym razem mocniejszy huk dotarł do jego uszu powodując chwilowe trzęsienie całego statku. Choć kapanie na moment ustąpiło, tym razem wróciło ze zwiększoną intensyfikacją.
W odmętach ciemności pomieszczenia znajdującego się pod pokładem, zaraz za plecami Sirita przez chwilę jeszcze słychać było coś dziwnego... Jakby ciężki oddech i następnie krótkie skrzypienie, po czym znów nastała cisza.

Drewniana podłoga, stopniowo zaczynała być ogarniana przez szron, poczynając od tego co było za plecami Mistyka, do miejsca wyjścia.


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






08.03.2017, 16:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#39

Liny zaczynały puszczać... W końcu, nadgarski bolały mnie jak szlag ale jeszcze bardziej bałem się tego co się tam działo. Nikt nie krzyczał, żadnych śladów ludziej obecności. Jakby wszyscy zamarzli w ułamku sekundy. Ostatnie szarpnięcie i naraszcie wolność. Chciałem chwilę rozruszać rękę ale doszedł mnie głośny dźwięk. Jakby grzmot, albo spadło coś ogromnego. Odruchowo schyliłem się przybierając bardziej stabilną postawę. Znowu zacząłem się nerwowo rozglądać po pomieszczeniu. Tylko tym razem byłem wolny, nie licząc tego "czegoś".

Miałem zamiar wyjść z pomieszczenia po schodach na pokład, ale przeszyły mnie wątpliwości. Ale jeszcze większy strach przeszył moje ciało kiedy usłyszałem oddech. Ciężki, powolny. Jakby należący do wielkiej bestii która stała zaraz obok mnie i czekała wbijając mi pazury prosto w plecy. Odwróciłem się ale niczego tam nie widziałem. Było ciemno jak szlag ale tam nie było widać nic. Żadnych oczu, żadnej obecności, żadnej sylwetki. Nawet najmniejszego ruchu. Ale coś tam było. Na pewno się nie przesłyszałem, aż moje uszy przeszyło skrzypienie desek.

Coś tam było jak jasna cholera ale nie mogłem tego dostrzec. Odruchowo cofnąłem się w stronę schodów. Pod stapami coś zaczęło delikatnie strzelać i pękać, lód? Nie mogłem go dokładnie obejrzeć ale wyglądał na...Czarny?? To na pewno nie mój, to nie było możliwe. Zrobiłem jeszcze jeden krok. Znowu ten sam dźwięk. To na pewno był lód. Chciałem stworzyć lodowy nóż dzięki któremu mógłbym się bronić ale nie wiedziałem czy dam radę, magia nie chciała mnie słychać w żadnym stopniu ale może tym razem się uda. Zrobiłem kolejny krok do tyłu. Jak narazie stałem jakieś dwa, może trzy kroki od schodów gotowy do ucieczki w każdej chwili. Starałem sie uspokoić oddech ale nie specjalnie mi to wychodziło. Zacząłem sie skupiać żeby stworzeć czarne, lodowe ostrze. Może tym razem się uda.

Czy mój własny lód wyszedł z pod mojej kontroli? Magia Mistyków to tak naprawdę zapieczętowany  w ludziach demon? Co tu się działo?
08.03.2017, 16:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#40

STRAŻNIK
Miejsce:  Statek "Indygo"
Pogoda: Bardzo niska temperatura...
NADCHODZI



ól, ból, ból i tylko ból. Ręka Mistyka zadrżała przeszyta jakby tysiącem małych ostrz. Coś kapnęło na drewnianą podłogę. Z nosa czarnowłosego poleciała karmazynowa stróżka. Ból głowy uderzył z silniejszą niż wcześniej mocą. Trwało to moment, po czym nieprzyjemne uczucie znikło.

W chwili obecnej, gdy Sirit stał już przy drzwiach, a niemalże całe pomieszczenie wypełniło się szronową aurą. Buty Czarnowłosego, stopniowo również zaczęły ją przejmować. Nastała ponownie przenikliwa cisza, zakłócana jednie przez szybki zdenerwowany oddech, na szczęście obecnie Sirita...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.03.2017, 17:36 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






08.03.2017, 17:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna