Kanały oraz ich ujście
#51

Stwór był niespokojny, wkurzyłem go. Chyba to był błąd, ale wydawało się że żeby mógł osiągnąć cel musiał mieć mnie żywego, a nie martwego. Chociaż mogłem się mylić, i to śmiertelnie. Przynajmniej po śmierci nie będę mieć wyrzutów sumienia bo i tak nie mogę używać magii, a więc bronić tym bardziej. Stwór wystrzelił kilka kolców w stronę mojej głowy ale wszystkie przeleciało obok wbijając się w drewno. Wyskoczył w powietrze i znowu spadł na statek z wielką siłą. Tego mu nie brakowało, trzeba było przyznać. A potem ciągnął swój monolog.

Słuchałem z przerażeniem tego co mówił. To nie możliwe żeby ten stary skuriwiel żył. Przebiłem jego serce, czułem przez lód jak jego serce przestaje bić. To nie mógł być on. Ale coś mi tu nie pasowało. Tylko co? Mój mózg zaczął pracować na pełnych obrotach żeby tylko wygrzebać tą jedną rzecz, ale potrzebowałem czasu. Musiałem go jakoś zatrzymać. Podszedłem bliżej stwora i wyciągnąłem z desek jeden z kolców.
- Nie wróżę Ci specjalnej przyszłości jak będziesz tak całował, nie umiesz trafił w nieruchomy cel? Czy po prostu nie możesz? -Wyszczerzyłem się do potwora jednocześnie wpatrując mu się w oczy. Jeśli to prawda co mówi i to tak naprawdę to mój ojciec, to tylko jego powłoka jest inna. W środku to ten sam człowiek co wcześniej. Przyłożyłem sobie kolei do szyji. Cały czas szukałem odpowiedzi.
- No bo przecież to nie tak że mnie potrzebujesz żywego nie? W tej formie jesteś szybszy, silniejszy, większość normalnej broni nic Ci nie zrobi, no i ludzie są przerażeni. Czego chcieć więcej? -Odsunąłem się od stwora i wtedy mi to wpadło do głowy. Przecież kiedyś miałem atak, ojciec jeszcze żył. Czy to nie on, to ten Demon z Perony? Wątpliwe. Więc czym on jest i jak mogę się go pozbyć? Musiałem sprawdzić czy dam radę korzystać z magii. Chciałem zmaterializować odrobinę na plecach, zaledwie kawałek. Żeby się tylko przekonać. Znowu popatrzyłem się w czarne, puste oczy stworzenia. Już mógł się spodziewać kolejnego pytania.
- W takim razie powiedź mi... Czym NAPRAWDĘ jesteś? I CZYM JA JESTEM? - Czekałem na odpowiedź, ciekawe co mi odpowie, i czy lód znowu sprawi mi ból. Nie chciałem kolejnej fali cierpienia ale nie chciałem też tutaj umrzeć. Jeśli lód by posłuszny mógłbym spróbować z nim walczyć ale nie wiedziałem czy może mi się przydać, w sumie mieć takiego potwora po swojej stronie? Ciekawe...
12.03.2017, 14:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#52

STRAŻNIK
Miejsce:  Statek "Indygo"/Górny pokład
Pogoda: Bardzo niska temperatura...
Czym jest prawda?!

otwór nie ukrywał narastającego zdenerwowania. Jego pazury coraz mocniej od napięcia niszczyły drewno po którym stąpał. Zamiast uprzednio, nieustannie wybrzmiewającego śmiechu pojawiło się warczenie, bliskie ogromnej rozwścieczonej bestii. W trakcie pełnego żalu i nienawiści monologu, Sirit poczuł że jego ciało zaczyna pokrywać lodowa zbroja wykończona ostrymi kolcami, a w rękach pojawia mu się kosa. Czuł, że nie miał władzy nad tym co było na nim tworzone. Został obdarowany zewnętrznie, magia jeszcze nie powróciła.




-Znaj swoje miejsce
Nierozumny Szczeniaku
Głupota jaką roztaczasz
Nie jest mi do smaku.

Czuję drżenie
Jak wzywasz lód
Jednak wiedz
Że już niedługo zaspokoję Twój głód.

Czego pragniesz
Ojcowska miłość zawsze dała
Więc proszę, oto chłód
Którego Twoja dusza wzywała.

Niestety, złego użytku
Tyle lat zmarnowałeś
Zamiast być wierny
Tym których kochałeś

Dlatego żałowałem
żeś był moim synem
Brak talentu, Brak perspektyw
Partaczyłeś wszystko swym czynem

Jedyną widzianą szansą
chciałem Cię obdarować
Żeby więcej myśleniem zbytnim
Sobie głowy psować

Lecz Tyś winien śmierci
Tej którą kochałem
Słyszałeś że Demon ich zabił
Nawet ja sobie tego nie zaplanowałem

Zaraz po mym odejściu
Kiedy do domu wróciłeś
Z mojego syna
W lodowego demona się zmieniłeś

Zabiłeś wszystkich
Łącznie z matką swoją
Kontrolę straciłeś
I krew przelałeś... Twoją.

Tylko patrzyłem
Twoimi czami
I nie mogłem pojąć
Dlaczego Sirit zbratał się z demonami

Chciałem uczynić z Ciebie wspaniałego męża
Nie spodziewałem się, że chowam w domu węża.






Będę prosił Cię o czytanie postów przed wstawieniem, a jeżeli już czytasz to uważniejsze sprawdzanie, bo poza jeszcze jedną literówką... Mamy tutaj do czynienia z niepewnością rzeczową. Już przytaczam:
"- Nie wróżę Ci specjalnej przyszłości jak będziesz tak całował, nie umiesz trafił w nieruchomy cel? Czy po prostu nie możesz?"
Generalnie, nie jestem pewien, czy powinienem tu napisać w odpowiedzi, że potwór się zarumienił i poczuł się niezręcznie, czy popatrzył na Ciebie jak na skończonego imbecyla. Możemy bawić się w strefę domysłu, ale no ile można... Huh
Ja wiem, że z telefonu, naprawdę rozumiem... No dobra, prawie. Bo sam piszę z urządzenia mobilnego. (Jestem też świadom, że dwa posty temu zdublowało mi wyrazy, ale tu już nie chciałem robić ponownej edycji)
(Uwaga leci, bo to nie jest najpierwsiejsza Twoja literóweczka)

Pozdrawiam
Mest



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






12.03.2017, 17:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#53

Słuchając ojca poczułem jak lodowa skorupa zaciska się na moim ciele. Nie zostawił nawet najmniejszej szczeliny, ale to on musiał go stworzyć. Upadłem na kolana od szoku jakiego doznałem. Ten lód był inny, bardzo podobny do mojego ale inny. Wypuściłem kosę która zmaterializowała się w moich rękach żeby nie uderzyć głową o pokryty lodem pokład. Znowu to poczułem. Ten brak kontroli, ten szał. Zaczęły wracać do mnie strzępki wspomnień. Krzyczałem kiedy pancerz przylegał do mojego ciała. Nie byłem demonem. Nie byłem nim. Z trudem podniosłem się z ziemi, chwyciłem kosę i się o nią podparłem. Spojrzałem na rozgniewanego stwora. Oddychałem ciężko, przychodziło mi to z trudem bo pancerz zacisnął się delikatnie za ciasno.

Zacząłem się śmiać jak szalony. To było to co poprzednio, ten szał i dziwne odczucie że nie mam nic do stracenia. Przypomniały mi się czasy treningów.
- Nie drogi ojcze... Nie jestem taki jak Ty, nie jestem demonem. Ja się sam taki nie stałem. Pamiętasz kiedy miałem kilka lat? Zawsze chciałem być taki jak Ty, być szanowany przez ludzi. Być ich obrońcą, ale nie miałem takiego talentu jak moje rodzeństwo. Byłem nazywany śmieciem, odpadkiem którego nikt nie potrzebował. Ludzie chcieli żebym się powiesił. Zrobiłem to?? Nie, bo chciałem żebyś był ze mnie dumny. Żebyś nie widział mnie za kogoś bezużytecznego. - Ręką którą się trzymałem kosy mimowolnie puściła ale zdążyłem podtrzymać się rękoma. Oddech odrobinę mi się uspokoił.
- Potem miałem ten atak, to nie była moja wina. Nie chciałem tego zrobić. Ale Ty mnie gdzieś zabrałeś, zacząłeś uczyć. Żebym wiedział jak to kontrolować, i zabrałeś mi emocje. Prawie odebrałeś mi człowieczeństwo. Zamieniałem się w pustą skorupę. I wtedy dałeś mi wybór. Chciałeś mnie zabić. Błagałem żebyś tego nie robił. Ale nie chciałeś mnie słuchać. A teraz? Patrz czym jesteś...
Wbiłem rękę pokrytą lodówki pazurami w drewniane deski i podciągnąłem ją do siebie, spojrzałem na wierzch swojej dłoni. Była pokryta lodem. Przypomniałem demona. Pokazałem mu dłoń.
- Tego chciałeś? Potwora? Maszyny do zabijania? Zamiast syna?! Całe życie znosiłem to że nikt mnie nie chciał. Ale kiedy wróciłem do domu ona była martwa... Nie mogłem nic zrobić. Nie obwiniaj mnie za coś czego nie zrobiłem.
Podniosłem się z desek i patrzyłem na kogoś kto kiedyś był moim ojcem.
- Wtedy zrobiłeś ze mnie coś gorszego niż demona... Ale sam też nie jesteś lepszy zabijając tych ludzi. Mogłeś się pojawić w każdej chwili. Ale wolałeś wyrżnąć załogę statku. Ciekawe jak Ty się możesz nazywać człowiekiem.
Patrzyłem się na demona spod lodowej zbroji, najpewniej skończy się to walką, jeśli chce mi pomóc to niech to zrobi, ale swojego ciała mu nie oddam. Będzie musiał mnie zabić żeby mi je zabrać
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.03.2017, 19:13 przez Sirit.)

12.03.2017, 19:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#54

STRAŻNIK
Miejsce:  Statek "Indygo"/Górny pokład
Pogoda: Bardzo niska temperatura...
Musisz mnie pierw pokonać!

szech otaczająca mgła coraz to bardziej zbliżała się do burty statku. Bestia wydała z siebie przeraźliwy ryk. Ten odgonił zbliżającą się mgłę. Kolejny skok pozwolił wylądować bestii koło masztu. Cichy syk lodowego spowodował, że teraz wszystko, łącznie z całym pokładem, zaczęło pokrywać się czarnym lodem. Potwór zaczął charczeć, jakby zmęczony. Nie stał już tak pewnie jak wcześniej i wydawał się lekko mniejszy.




-Czas byś spoważniał
Czas byś zrozumiał
I poradzić sobie wreszcie
w życiu umiał.

Nie znasz pojęcia
Pustej skorupy
Nie jesteś jak Twój pancerz
W który jesteś okuty

Jak dzieckiem
w okresie dojrzewania
Miotają Tobą uczucia
prowadzą do złego zachowania

Jeno kaprys
i krzyk bachora
Nie są to epitety
Które pasują do potwora

By zgłębić tajemnicę potęgi
musisz się uspokoić
Pozbyć emocji
i nerwy ukoić

Dlatego zabiłeś
Dlatego nie kontrolujesz
Bo w swoim sercu nigdy nie wiesz
co do końca czujesz

Jeśli jeszcze kiedyś przegrasz tę potyczkę,
Mówię szczerze
Przejmę Twoje Ciało
I złożę Cię bogom w ofierze

Mój czas się kończy
Koniec tej dysputy
Świt roztopi ten lód
W który jesteś zakuty

Czas byś udowodnił
i stanął ze mną w szranki
Gotuj się do ostatecznej walki
Koniec tej sielanki

Wiedz, że to dopiero początek
Będę Cię obserwować
Zdobądź chwałę, odzyskaj człowieczeństwo
I naucz ducha swego kontrolować



Potwór kończąc monolog, zmienił pozycję i ustawił się gotując się do skoku. Z jego ciała zaczęły wyrastać ostre kolce oraz zaczęły narastać wzmocnienia. W jego rękach pojawiły się ostre kolce, a ogon, znacznie się wydłużył. To była zapewne jego wersja bojowa. Następnie ryknął tak potężnie, że cała łódź się zatrzęsła, a serce Mistyka zabiło szybciej. I wtedy poczuł to... Poczuł jak wraca mu magia. Czuł, że jest w pełni sił a jego mana wróciła do pierwotnego stanu. Był gotów do walki... Do walki o samego siebie... Sirit mógł zacząć, lub też poczekać na ruch Lodowego Żniwiarza.






Uwaga, niemalże mamy do czynienia z dniem dziecka. Przywróć sobie manę to fulla, sprawdź poziom, czy nie powinieneś sobie wymaksować. Jeśli chcesz coś odpowiedzieć Lodowej Bestii, ciągle jest na to czas, tak żeby logicznie zmieścić się w ramach czasowych w tej sytuacji. Obmyśl taktykę. To będzie Twoja pierwsza poważna walka. Powodzenia ! Huh


(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2017, 11:50 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






13.03.2017, 00:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#55

Słowa ojca mnie zobalały ale to nie był już człowiek. To był Demon, jeden z tych które chciałem zabijać. Dopiero po chwili zauważyłem że mgła zaczęła się nasilać. Czyli o tym mówił... Moje emocje coś przyciagało. Coś o czym jeszcze nie wiedziałem. Na szczęście rykiem udało mu się odgonić mgłę chociaż nie bez wysiłku, teraz nie chciałem z nim walczyć. Nawet jeśli byłem nie doświadczony to nie była równa walka. Ciekawe tylko na czyją stronę. Nie, coś mi mówiło żeby tego nie zrobić. Ale nie miałem wyboru, jeśli nie stanę do walki to mnie zabije. Czyli tak to ma się zakończyć. Na tę chwilę...

Patrzyłem jak przygotowywał się do walki, nie będzie łatwo przebić się przez ten pancerz, ale miał wiele punktów w które mogłem celować takie jak pachwiny czy punkty styków pancerza. Takie miejsca zawsze były słabe. Nie było nawet co celować w plecy. Ataki od boków i dołu. Nie zapowiadało się dobrze.

Wtedy poczułem jak wróciła do mnie magia. Nie wiem jak miałbym określić to uczucie. Trochę jakbym nagle odzyskał zdrowie po długiej, wieloletniej chorobie. Jakbyś wrócił do mnie stary parter w walce który zaginął. Czyli to jednak to on mi odebrał magię. Lodowy pancerz był solidny ale wolałem go jeszcze umocnić. Lewą rękę pokryłem dodatkową warstwą lodu tworząc solidną, szponiastą rękawicę o ząbkowanych pazurach. Na plecach stworzyłem dodatkową, segmentowaną warstwę, a na nogach jak na udach i łudkach - twarde wykrzywione płyty o trójkątnym kształcie. Na takim pancerzu łatwiej ześlizgiwały się ciosy. Od skóry na nogach poprowadziłem warstwę która łączyła się z lodem na pancerzu. Na każdej stopie które już same w sobie pokryte lodem, dodałem trzy ostre pazury z przodu i jeden z tyłu przy pięcie dla stabilności. Na głowie tak jak zawsze do walki hełm w kształcie płaskiej maski z dwoma wysokimi rogami które w połowie wysokości odstawały gwałtownie w przeciwległe strony. Tył głowy był także mocno opancerzony ale nie krępujący ruchów głowy. Dodatkowa lodowa szczęka jest uzbrojona w dwa ostre rzędy zakrzywionych zębów. Na kosie dodałem ostry kolec na dolnej stronie długiego drzewca, hak około trzydziesto centymetrowej rozpiętości i trzy małe ostrza na zewnętrznej stronie ostrza. Całość dokończenia pancerza i kosy zajęła zaledwie mrugnięcie okiem. Stanąłem w bardziej zrównoważonej postawie uginając kolana i wystawiając odrobinę lewą nogę i rękę, przerzucając ciężar ciała na prawą nogę. Kosę trzymałem w prawej rękę tak że mimo drzewce znajdowały się z mojej prawej strony to ostrze skierowane w moją stronę znajdowało się przed lewą ręką, tą którą była o wiele bardziej wzmocniona czarnym lodem. Na koniec całość pancerza i kosę wzmocniłem utwardzeniem tak żeby wytrzymała ewentualne uderzenie demona. Chociaż nie wiedziałem jaką dokładnie siłą dysponuje. Mimo to wolałem wykonywać uniki. Jako że nie byłem zwykłym człowiekiem miałem większe szanse niż Travis czy Linch.

- Minęły dwa lata a ja znowu muszę Cię zabić... - Stałem w takiej pozycji i czekałem na ruch potwora gotowy w każdym momencie. Jeśli rzuciłby jakimś pociskiem mogłem utworzyć lodową barierę, a dzięki lodowi przy nodze nie musiałbym dotykać go dłonią. W wypadku kiedy z pokrytego lodem pokładu mógłyby wzrosnąć kolce, mogłem odskoczyć dzięki pazurom na swoich nogach. Stanowiły dodatkowy punkt równowagi na lodzie. Jeśli chciałby skoczyć chciałem stworzyć parę lodowych kolców przytwierdzonych solidnie do podłoża które mógłyby się wbić w jego szyję, klatkę piersiową, ewentualnie jakikolwiek punkt czy przebić pancerz stwora odsłaniając ciało. Zaraz po stworzeniu owych kolców wykonałbym unik w bok na wypadek jeśli kolce nie wytrzymałyby masy demona i przebiłby się przez zasieki. Jeśli stwór chybiłby uderzeniem miałem zamiar wbić kosę w jego pachę ciosem od dołu dobijając ostrzę masą swojego ciała.Serce waliło mi jak szalone, mózg działał na najwyższych możliwych obrotach, mięśnie gotowe w każdej sekundzie. Byłem gotowy do walki w każdym momencie. Śmierć stała przede mną.



7 PM - za wytworzenie dodatkowych elementów
10 PM - utwardzenie pancerza i kosy
17 PM - razem
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2017, 02:14 przez Sirit.)

13.03.2017, 02:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#56

STRAŻNIK
Miejsce:  Statek "Indygo"/Górny pokład
Pogoda: Bardzo niska temperatura...
KONFRONTACJA

estia zarechotała szyderczo i przystąpiła do ataku. Pierwsze poleciały lodowe kolce. Jeden, dwa, dziesięć - pełen ostrzał. Choć Mistyk postawił zasłonę, przysłaniającą całą jego postać, ta nie dała rady wytrzymać tak ogromnego i intensywnego gradu lodowych pocisków. Przez chwilę chroniła, lecz kruszejąc przepuściła dwa lodowe kolce. Na szczęście, dał radę powstrzymać nadciągającą śmierć jego pancerz. Choć prędkość kolców była ogromna zatrzymały się na pancerzu, powodując jego miejscowe rozkruszenie w okolicach mostka oraz barku. Pancerz wytrzymał i nie pozwolił, by Siritowi stała się potencjalna krzywda, odczucie uderzenia jednak pozostawało.

Kiedy tylko Lodowy demon zakończył ostrzał. Uskoczył w górę i wylądował zaraz za członkiem rodziny Aziro. Ten był na to gotowy i mimo odczuwanego bólu, przystąpił to utworzenia lodowych kolców. Choć przez chwilę bestia znajdowała się w zasięgu kosy Sirita, ten nie miał możliwości zdążyć z wykonaniem swojego ciosu. Stwór uskoczył, choć jeden z utworzonych przez Mistyka kolców drasnął w tors, krusząc z lekka grubą, lodową skorupę. Obecnie Lodowy Potwór znajdował się siedem metrów od Czarnowłosego, tworząc kolejną masę kolców, stopniowo je wystrzeliwując w stronę Mistyka. Na pierwszy rzut oka widać było, że lodowy atak, przysłania tylko prawdziwy zamiar, bo potwór skoncentrowany był na czymś co znajdowało się wysoko powyżej Mistyka. Gdyby ten spojrzał ponad siebie, ujrzałby, jak nad jego głową, w odległości około dwudziestu czterech metrów z ogromną prędkością spada ogromny lodowy czarny głaz o średnicy ośmiu metrów.





-Chyba, żeś zapomniał
Więc na nowo to powiem
Jam w Twojej głowie
Ja wszystko to wiem.

Trzeba zakończyć
te oniryczne przyjemności
Czas byś wrócił
do przykrej rzeczywistości






Proszę teraz, byś uczciwie wyliczył manę pobraną na opisaną przeze mnie sytuację, a następnie ją odjął. W kolejnym poście zawrzyj ilość many, którą ewentualnie zużyjesz na dalszą obronę, atak, czy umocnienie pancerza.

Pozdrawiam
Kuzyn Mest




Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






13.03.2017, 22:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj

PRZEDMIOT

Kliknij w obrazek


Kanały oraz ich ujście
#57

Cholera! Nie spodziewałem się takiego gradu pocisków. Cios był imponujący a ból niewielki. Musiałem go zignorować chociaż mógł zostawić siniaki, w sumie dwa. Ale demon był znacznie silniejszy ode mnie i za pewne mógł znacznie dłużej tworzyć niż ja. Na szczęście kolce ledwo wbiły się w pancerz pozostawiając rozkruszenie które momentalnie naprawiłem z pomocą magii i wraz z tym powiększyłem rękawicę na lewej dłoni. Teraz szpony były znacznie dłuższe, zakrzywione i pokryte licznymi ząbkami. A sama rękawica na zewnętrznej stronie przypominała teraz małą tarczę ale znacznie twardszą i wytrzymalszą niż jej normalne, drewniane czy metalowe odpowiedniki. Na szczęście kolce dosięgły bestie, ale tylko minimalnie ledwo co naruszając zbroję. Musiałem być agresywniejszy. Nie mogłem pozostać w obronie.

Stwór znowu zaczął tworzyć lodowe kolce ale był skoncentrowany na czymś innym. Nie wiedziałem co to było ale odskoczyłem na prawo unikając kolejnego gradu kolców, wykorzystując szpony na nogach. Wtedy usłyszałem jego słowa. Nie mogłem myśleć z wyprzedzeniem. Musiałem działać, improwizować. Błyskawicznie odskoczyłem tylko teraz zbijażając się do niego. Z pomocą szponów wbijając lewą, mocniej uzbrojoną rękawicę w lód. Siła wyskoku i rękawica robiąca w tej chwili dla mnie za klin w postaci rękawicy pozwoliły mi na szeroki atak kosą w jego lewą nogę. Nie miało go to zranić a stworzyć dla mnie okazję do zbliżenia się do niego. Podciągnąłem się drzewcem kosy i z asystą lodu na nogach utworzyłem potężną bryłę lodu utrzymującą mojego "ojca" w miejscu. W tym samym momencie w którym tworzyłem coś w rodzaju kotwicy stworzyłem coś na wzór drugiej kosy z ostrym szpikulcem o tępym końcu od strony rękojeści, ostrze dodatkowo wzmocniłem magią. Podczas tworzenia dziwnej improwizowanej broni przebijającej miałem zamiar wykonałać obrót w lewą stronę żeby nadać broni dodatkowego pędu. Wykonałem cios w jego plecy, tam gdzie płyta wydawała się być cienka a kolce dopiero wzrastała. Wrzuciłem w atak całą siłę. Urwałem szpikulec wraz z wykonaniem obrotu i na tej samej rękojeści na której wcześniej był kolec teraz wytworzyłem spory blok lodu. Energię obrotu chciałem przełożyć na improwizowany młot żeby wbić kolec w jego lodowe cielsko. Wszystko bez większego namysłu i w sumie nawet lepiej. To była szarża za którą pewnie dostałbym niezłą reprymendę. Ale w starciu z przeciwnikiem który czyta myśli nie było czasu na myślenie. Trzeba działać, bez myślenia! Znowu odskoczyłem od jego pleców do tyłu żeby się oddalić. I wykorzystać odnowę many.

14 PM - Bariera z lodu, naprawa pancerza, modyfikacja rękawicy.
21 PM - przytwierdzenie demona lodem do pokładu, szpikulec z rękojeścią i improwizowany młot.
5 PM - utwardzenie szpikulca

Razem - 40 PM

Chęć wykorzystania małej eteterycznej odnowy many
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.04.2017, 18:14 przez Sirit.)

16.03.2017, 00:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#58

STRAŻNIK
Miejsce: Statek "Indygo"/Górny pokład
Pogoda: Bardzo niska temperatura...
1.Decydujące Starcie

lan Mistyka w kwestii nieplanowania został dobrze przemyślany i zaplanowany. Ruszył pełną szarżą na lodowego demona. Pierwszy, atak kosą w nogę przyszedł tak jak było w zamyśle młodego lodowego maga. Noga jednak nie pozostała jednak jakoś specjalnie naruszona, bo w momencie kiedy wyszedł atak w okolicach nogi powstało sporych rozmiarów lodowe wzmocnienie. Potwór zaczął rechotać wyraźnie rozbawiony atakami swojego oponenta. Kolejne próby przychodziły z coraz to gorszym rezultatem. W każdym momencie lodowa tarcza lub unik parowały szarżę młodego Mistyka. Ostatni atak co prawda zatrzymał się w plecach demona, ale lodowa kosa zaczęła jakby w nie wsiąkać. W ten sposób, nie miał możliwości wykonać kolejnych ataków. Kiedy ten odskoczył, by zregenerować siebie przy pomocy eterycznej odnowy dostrzegł, że lodowy potwór znikł z jego pola widzenia. Ciężki oddech zaraz za plecami Mistyka zmusił go, by ponownie instynktownie zareagować obrotem w stronę swojego przeciwnika. Poczuł tylko pchnięcie i zimno, które zaczęło się stopniowo wlewać w ciało Mistyka. Krew napłynęła mu do ust. Zaczął się nią krztusić. Gdyby chciał zrobić krok do przodu albo do tyłu poczułby, że nie może. Jego nogi bezwiednie by się poruszyły, ponieważ znajdował się w powietrzu.

Lodowy demon przebił go na wylot ogromnym, lodowym kolcem na poziomie klatki piersiowej i uniósł. Sirit znajdował się teraz na poziomie pyska bestii, nie miał możliwości ruchu... Był całkowicie sparaliżowany.Ciche warczenie przerodziło się w głos. Oczy Sirita Aziro, stopniowo zaczęły się zamykać. Obraz się rozmazywał i z sekundy na sekundę ciemniał. To był koniec Lodowego Żniwiarza...
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               



-I oto kończę
te oniryczne przyjemności
Teraz już wracasz
do przykrej rzeczywistości

Lecz zapamiętaj
Co tutaj się rzekło
Żeby twoje serce
Zbyt łatwo nie pękło

A teraz otwórz oczy
I stań w gotowości
Byś mógł przeciwstawić się
Tym, co będzie w przyszłości...



Sirit otworzył oczy. Był na statku, pod pokładem. Wszystko wyglądało już normalnie. Nie było już żadnego lodu, żadnego czarnego demona, żadnej mgły. W swojej klace piersiowej nadal czuł przeraźliwy ból. Choć obraz nadal wydawał się rozmazany, stopniowo wracał do normalności. Jeśli mistyk spojrzałby w epicentrum swojego bólu, w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą wbity był ogromny lodowy kolec, obecnie znajdował się wbity aż po rękojeść rapier. W ustach poczuł nadmiar krwi, którą potrzebował wypluć. Nie miał siły się ruszyć. Nie mógł zrobić nic. Głośny śmiech przeszył ciszę. To był głos sierżanta Travisa. Teraz Mistyk już widział do kogo należało ostrze. Czuł, że obraz się ponownie rozmazuje, że to już koniec, że nie ma ratunku. Sierżant wyszczerzył się triumfalnie w stronę Lodowego Żniwiarza. Zbliżył się do jego ucha i wyszeptał.




- Witaj wreszcie Siricie Aziro.
Cóż się stało? Skąd ta mina?
Wyglądasz jakbyś nie wiedział,
że życie kończy się i zaczyna.




STRAŻNIK
Miejsce: Statek "Indygo"/Nieopodal Perony
Pogoda: Lekki deszcz.
2.Rzeczywistość

irit otworzył oczy. Był na statku, pod pokładem. Wszystko wyglądało już normalnie. Nie było już żadnego czarnego demona, żadnej mgły. W swojej klace piersiowej nadal czuł przeraźliwy ból. Choć obraz nadal wydawał się rozmazany stopniowo wracał do normalności. Jeśli Mistyk spojrzałby w epicentrum swojego bólu. W miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą wbity był rapier, obecnie znajdowała się ogromna lodowa czarna bryła. W ustach poczuł smak krwi. Nie mógł się ruszyć. Nie mógł zrobić nic. Głośne krzyki przeszyły ciszę. To były głosy sierżanta Travisa i Lincha. Zaraz przed nim szarpał się Linch, z przymrożoną do lodowej skorupy ręką. Gdyby Mistyk wejrzał na swoje ręce i nogi, zrozumiałby dlaczego nie może się ruszyć. Cały był pokryty grubą lodową kilkucentymetrową warstwą.

Paskudna mara odeszła, a wraz z jej zniknięciem nastała rzeczywistość. Do głowy Mistyka, doszło już teraz w pełni co się wydarzyło. Najprawdopodobniej podczas snu i onirycznej walki, podświadomie jego moc zaczęła się materializować w doczesnym świecie.

- Puszczaj mnie! No puszczaj! Chciałem Cię tylko pomóc z obudzeniem, bydlaku! Travis rozłup ten lód, bo czuję, że zaraz stracę rękę.

Jeden szybki świst powietrza, błysk i trzask. We wszystkie strony poleciały małe kawałeczki lodu. Ręka Lincha była wolna, a do uszu Sirita dotarł dźwięk chowanego do pochwy ostrza. Wyraźnie zdenerwowany sierżant odpowiedział przyjacielowi po czym zwrócił się w stronę Mistyka.

- Mówiłem Ci, że do takiego nie warto się zbliżać.
Gdyby nie misja. Już dawno byś nie żył... Z resztą... Co za różnica, niedługo i tak dokonasz żywota. Nastał czas. Zrzuć z siebie te demoniczną powłokę i chodźmy. Dotarliśmy do Perony. Mieliśmy dobre prądy. Dopłynęliśmy przed czasem. Mam nadzieję, że doszedłeś już do siebie. Miałeś wystarczającą ilość czasu. Linch, jaki jego stan?


- Nie jest źle, właściwie to wręcz przeciwnie, jest zadziwiająco dobrze... Nie do końca umiem to wyjaśnić, ale guz oraz wszystkie martwiące mnie rzeczy zniknęły. Jedynie ta mara, którą zaczął wdrażać na żywo mnie martwi. Możliwe wstrząśnienie wywołało taki efekt, aczkolwiek dziwne jest to skoro objawy ustąpiły. Najprawdopodobniej dwudziestoczterogodzinny sen na jaki zapadł był potrzebny i wraz z zastosowaną przeze mnie kuracją przyśpieszył proces leczenia.

- W takim razie... Koniec dobrego, wstawaj. Oszczędzę Ci węzłów i sznura, ze względów na mieszkańców tego miejsca. Twoja misja zacznie się od jutra rano, po opuszczeniu gospody, do której będziemy teraz zmierzać. Otrzymasz również później z powrotem, wszystkie elementy swojego ekwipunku. Jakieś pytania?






Mana jest na poziomie jaki masz wpisany obecnie.
Chciałbym na wstępie zaznaczyć, że taka kombinacja ataków, miałaby w normalnych warunkach niską szansę powodzenia. Właściwie... niemalże żadną. A to z kilku powodów.
Wiem mniej więcej do czego dążyłeś, sugerując się, że czyta w myślach... ale niestety, jakby nie wziąłeś poprawki na ruch swojego przeciwnika. Który widząc pędzące coś z kosą, mógłby na miejscu uskoczyć. Kolejnym powodem dla którego wszystko to mogłoby nie zadziałać, było niespełnienie warunków samego niemyślenia. Ja rozumiem, że opisałeś to jakby działało to instynktownie, niestety ogólnie używanie magii, a przede wszystkim magii kreacji wymaga skupienia, przemyślenia planu. Dlatego wygląda ona jak wygląda, posiada określony kształt, grubość i ostrzenia. Po kolejne, im więcej elementów, im dokładniejszy lub im większy przedmiot i tak dalej, i tak dalej... tym czas na przygotowanie techniki będzie rósł.

Sprawa kolejna. Eteryczna odnowa many... Niezależnie od tego jak bardzo nie wyjaśnione jest jej działanie, powinieneś zawsze dopytać w tej kwestii swojego Mistrza Gry. Głównie dlatego, że nawet jeśli potraktujemy to jako swoisty potion, trza Ci czasu na wypicie, a w tym wypadku zwyczajnie nie miałeś tej gwarancji.  

I tym samym zbliżamy się do meritum mojej wypowiedzi. Sirit, proszę już oficjalnie. Przestań ustawiać rzeczywistość po swojemu i pod siebie bez prowadzenia Mistrza Gry, a swoje intencje pozostaw w sferze przypuszczeń i zamierzeń. Przykładem tego dobrego po części mógłby być Twój taktyczny przedostatni post. A tutaj opisujesz mi jak dokonałeś ataku, a zaraz po tym miałeś dostateczną ilość czasu, żeby skorzystać z eterycznej odnowy many. Nie wiem, czy rozumiesz o co mi chodzi... Tak samo, ze zniknięciem figurki...

Ale nic się nie dzieje, brniemy do przodu.

P.S.
Wybacz ewentualne błędy, mogę wstawić to średnio sprawdzone teraz, lub jutro wieczorem. Wybrałem teraz.        

Pozdrawiam
Dobry Kuzyn Mest


(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.03.2017, 03:08 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






16.03.2017, 22:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały oraz ich ujście
#59

Kolec zaczął wsiąkać w momencie kiedy go urywałem. Już w tamtej chwili wiedziałem że walka jest skończona. Nie. Ten pojedynek nawet nie był równy. Nie da się walczyć z pożarem przy pomocy ognia. Zwłaszcza kiedy ten pożar zajmuje powierzchnię sporego księstwa a ktoś ma nędzną pochodnię. Niestety uświadomiłem sobie to za późno. Nawet nie próbowałem odnawiać many, nie było po co... To był koniec.

Po chwili poczułem oddech na karku. Wiedziałem że to on ale zamiast odskoczyć mój instynkt kazał mi się odwrócić gotowy do ataku. Wtedy poczułem ból który od razu mnie sparaliżował. Stwór uniósł mnie nad ziemię i patrzył mi w zamykające się oczy. Czyli tak miałem zginąć. Nie chciałem takiego końca ale miałem jak się bronić. Nie mogłem ruszyć nawet palcem. Wtey usłyszałem słowa stwora... "Tym co będzie w przyszłości..." Czyli to jeszcze nie koniec?

Przez dłuższą chwilę siłowałem się z samym sobą żeby otworzyć oczy ale dalej czułem ból. Przerażający, ledwo co mogłem go wytrzymać. W koncu podniosłem te cholerne powieki. Wszystko było rozmazane, ale po chwili zacząłem coś widzieć. Dalej byłem na statku. W tym samym miejscu gdzie wcześniej zasnąłem. Odetchnąłem i na chwilę zamknąłem oczy, ból znowu dał o sobie znać. Otworzyłem oczy po raz drugi patrząc się na epicentrum cierpienia. W środku mojej klaty nie znajdował się lodowy kolec który miałem tam wcześniej a rapier. Przeniosłem wzrok wyżej i zobaczyłem Travisa. Z deszczu pod rynnę czy jak to tam ludzie mówią? W końcu umrę? Coś wydawało mi się w nim inne... I wtedy usłyszałem słowa tego w ust tego człowieka. Jak to możliwe? To kolejny sen? Znowu traciłem przytomność. Ciekawe kto będzie chciał mnie zabić teraz... No staruszku, co masz dla mnie tym razem?

Nie wiem ile czasu mineło ale dla mnie trwało to kilka sekund kiedy znowu wracała mi świadomość. Gdyby nie to że w dalszym ciągu bolała mnie klatka piersiowa. Byłem na łodzi, dokładniej mówiąc pod pokładem i znowu nie mogłem się ruszać. Dopiero po chwili zorientowałem się że zarówno nogi jak i ręce mam pokryte kilkucentymetrową warsatwą lodu. A w miejscu które boli mnie jak diabli... Mam przymarzniętego Lincha? Co do cholery? Nie zdążyłem zareagować kiedy sierżant rozstrzaskał lód a medyk uwolnił swoją rękę. Przez chwilę wpadłem w lekki szok kiedy rapier znalazł się delikatnie zbyt blisko mojej skóry. Słuchałem jego słów w ciszy.... Z Tobą Travis jeszcze się rozprawie później ale dlaczego w tej całej wizji on mnie zabił? I dlaczego mówił słowami tamtego demona? To wszystko musiało poczekać... Na razie nic z tego nie rozumiałem.

Po wysłuchaniu tego co mieli do powiedzenia zacząłem się przez chwilę siłować z własnym, a może z lodem mojego ojca? To nie było ważne. Warstwa nie była szczególnie twarda dlatego skrószenie jej nie była jakimś specjalnym wyzwaniem. Najpierw wyzwoliłem swoje ręce a dopiero potem nogi. Wstałem, otrzepałem się z lodowych resztek które mnie pokrywały.
- Nie... po prostu tam chodzmy. - powiedziałem bez zbędnych uczuć czekając aż da mi sygnał że mogę się ruszyć z tego przeklętego statku. Przeklętego, jedyną przeklętą rzeczą tutaj mogę być co najwyżej Ja sam. Chociaż w sumie to jedna rzecz poprawiała mi humor. Możliwość zapalenia mojej kochanej mięty w lodowej fajce przy zjadliwym posiłku. I o jakimś pokoju w którym mógłbym pomyśleć nad tym co się stało.
23.04.2017, 17:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna