Zagajnik
#1

Cytat:
Na obrzeżach miasteczka Grimssdel znajduje się niewielki zagajnik. Znajduje się on przy szlaku wiodącym w góry które są na wschód od miasteczka. Rosną w nim młode drzewa iglaste i liściaste. Jakoś tak pośrodku zagajnika usytuowana jest niewielka polana porośnięta bujną trawą.
Sam zagajnik znajduje się u podnóża pagórków które następnie przechodzą w kamienne wzgórza a następnie w góry. Kamienie znajdują się raczej naokoło zagajnika choć czasami można napotkać jakiś większy głaz między drzewami.
Teren jest cichy. Zwierzyny jest niewiele ponieważ oprócz drzew to nie występują tu jakieś większe krzaki które dawałyby schronienie. Czasami można napotkać okolicznego drwala który szuka wyrośniętego drzewa nadającego się do ścięcia. Drwale również doglądają ów zagajnik, chroniąc go przed zniszczeniem.

-Tak wiem! Daj mi spokój!
W okolicznym niewielkim zagajniku na obrzeżach Grimssdel dało się słyszeć jakieś krzyki. Po chwili pomiędzy drzewami szybkim krokiem szedł białowłosy mężczyzna za którym dreptała młoda dziewczyna. Nie dość że dreptała to jeszcze gadała, dziamgała i czort wie co jeszcze. Mężczyzna najwidoczniej miał dość tej tyrady stąd jego podniesiony głos. Włosy jego w nieładzie były, twarz zaniedbana z kilkudniowym zarostem. A w dodatku śmierdział przetrawionym alkoholem.
Słońce przeświecało przez listowia drzew zagajnika. Białowłosy łowca zmrużył oczy. Miał światłowstręt, tyradowstręt i ogólny wkurw.
-Odczep się! No wypiłem kilka piw i coś wielkiego się stało?! Nosz kurwa! Chyba mi nie zabronisz napić się piwa?- odwrócił się gwałtownie i spojrzał na dziewczynę. Wyglądało to niczym małżeńska kłótnia.-Że niby teraz wciąż jestem pijany?! Że nie nadaje się do treningu?! Dobre sobie!
Na potwierdzenie swych słów Soth wyszarpnął nóż z pochwy i chcąc pokazać swą celność odwrócił się półobrotem i rzucił w losowo wybrane drzewo. I... nie trafił. Łowca zmrużył oczy, odwrócił się z powrotem do dziewczyny.
-Wiesz co. Spierdalaj!
Po tych słowach Soth odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku rzuconego noża szukając go wśród rosnącej trawy zagajnika.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






29.09.2015, 22:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#2

Nocleg z ósemką chrapiących i śmierdzących innych gości w obskurnej karczmianej piwnicy zwanej dumnie dormitorium sprawił że mogła być lekko rozdrażniona z rana kiedy to próbowała wytłumaczyć Sothowi różnicę pomiędzy pomieszkiwaniem wśród szczurów i chlaniem na umór a wynajęciem kulturalnie schludnych bezpiecznych pokoi kosztem "wylewnego" alkoholowego życia.
Z tego co widziała jej argumenty trafiały w pustkę, a to jeszcze bardziej ją denerwowało.
- Kilka piw to było na początku wieczora. Ty wiesz ile srebra przepiłeś? I po co? Zleceń ci nie starczy na utrzymanie. Musisz to zmienić. - Marudziła. Choć może i nie marudziła, bo jeśli mieli współpracować, to na pewno nie w takich warunkach.
- A jakby dziś było zlecenie co? A trening? Nogi ci się plączą wiesz? - Prychała drepcząc za nim krok w krok jak kwoka jakaś. Upierdliwa kwoka do tego.
I kto by pomyślał że taka młódka musiała pouczać dorosłego faceta. Znaczy stary niby nie był, ale kac mu dodawał lat i odbierał rozum.
Łowca zaś widać trawił jej tyradę i rzucił nożem pokazowo co by udowodnić swoją rację, ale oczywiście to ona miała rację.
Ostrze śmignęło gdzieś i wylądowało w trawie.
Potem jej kazał spierdalać. Cóż.
Patrzyła jak pochyla się po nóż. Zmrużyła oczy i wyczuła dobry moment.
Wyciągnęła kuszę i załadowała bełt. Sekundę później wypuściła go w kierunku Sotha, celując tak by pocisk wbił się w trawę pomiędzy nogami pochylonego mężczyzny.
Bełt wbił się tak jak zakładała i nawet pierzasta lotka musnęła jego kciuka kiedy sięgał po swój nóż.
Sabetha oparła się o drzewo nonszalancko opierając kusze o ramię i czekała na jego reakcję. Zdmuchnęła z czoła niesforny kosmyk włosów. Jeśli mieli razem pracować to musiała nauczyć tego nieokrzesanego łowcę trochę ogłady.
29.09.2015, 22:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#3

-A tobie chuj w dupie staje...- mruknął na słowa dziewczyny dotyczących plączących się nóg.
Soth uważnie szukał noża wśród traw i kiedy w końcu go znalazł schylił się by go podnieść. A ta młoda cholera ośmieliła się strzelić do niego! Szybko cofnął dłoń gdy lotka musnęła jego kciuk. Odwrócił się gwałtownie spoglądając na dziewczynę. Jego oczy błysnęły lazurowym gniewem. Ponownie się schylił, chwycił nóż i prostując się ruszył szybkim krokiem w stronę Sabethy. Wyjął drugi nóż. W obydwu dłoniach trzymał ostrza do rzucania.
-Trening powiadasz?!- powiedział głośno przez zęby. Mięśnie szczęki mocno zaciskały ją. Kipiał złością. Jeszcze zanim doszedł do łowczyni wyciągnął dłoń wskazując na drzewo za dziewczyną. Rosło jakieś cztery metry od niej.-Dwa strzały. W dużą nierówność ciut wyżej niż wysokość naszych głów. Masz zdążyć zanim ja rzucę drugim nożem. Rzucam jedną ręką więc nóż będę musiał przełożyć do właściwej dłoni.
Uniósł prawą dłoń trzymając ostrze w palcach. Stanął twarzą w twarz z dziewczyną. Kac minął. Wściekłość wzięła górę. Oczy były koloru burzliwego nieba.
-Zaczynaj- wysyczał.
Kiedy tylko dziewczyna wyceluje i wystrzeli, Soth również rzuci nożem celując w miejsce o którym mówił. Nie trafił idealnie, odległość od drzewa sprawiła że nóż miał już tor lotu opadający i wbił się nieco poniżej zmiany w drzewie. Lecz po rzucie, dziewczyna zajęła się ładowaniem kuszy a Soth... Ani myślał przekładać ostrza do drugiej dłoni i rzucać. W zamian kopnął ją z boku nieco poniżej kolan by ta straciła równowagę. Kiedy tylko straci równowagę wymierzy jej kolejnego kopniaka. Celował w brzuch ale nie ważne w co tak naprawdę trafi. Liczy się wymiar kary.
-I ty mówisz o treningu kiedy nie jesteś w pełni skupiona na ewentualnym zagrożeniu? Łowca, nawet dystansowy powinien być w ciągłym ruchu by był nieuchwytny. A ty stoisz jak ta głupia pizda wystawiając się na ciosy!- wyrzucając z siebie kolejne krzyki wymierzał w jej kierunku kolejne kopniaki.-Masz ten swój pierdolony trening!
Po chwili przestał jednak ją kopać. Odszedł dwa kroki do tyłu i patrzył uważnie na poczynania dziewczyny.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






01.10.2015, 21:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#4

No i wsadziła kij w mrowisko. Wyraźnie się zdenerwował i to za bardzo jak na jej gust. Nie taki miał być efekt jej zamierzenia.
Nawet nie dał jej dojść do słowa a Soth już rzucał nożem w drzewo, które to za cel im upatrzył. Wiadomo że Sabetha nie chciała być gorsza i licząc na czystą grę spokojnie ładowała kusze kiedy to poczuła pierwsze kopnięcie. Tak jak zakładał łowca, straciła równowagę i przewróciła się na bok podpierając jedną ręką. W palcach nadal trzymała bełt. Kusza z drugiej ręki jej wypadła miękko wylądowała na trawie.
- Ała! - Krzyknęła. - Przestań! Co ty wyprawiasz? Jaki trening? - Na czas kopniaków skuliła się kryjąc głowę by chronić ciało maksymalnie przed obrażeniami.
Kiedy w końcu się odsunął, podniosła się na klęczki, splunęła i wycedziła przez zęby. - Nie rozumiesz pojęcia trening. - W oczach dziewczyny pojawił się dziwny blask. Wstała z trudem i podeszła do łowcy utykając z powodu bólu obitego brzucha. Mdliło ją a mimo to błyskawicznym ruchem sięgnęła po bolas wiszący u pasa z zamiarem odpłacenia się mężczyźnie za pobicie jej bez sensu. W okamgnieniu kule świsnęły na wysokości jej biodra i ze sporą siłą uderzyły łowcę w krzyż.
- Nigdy nie lekceważ nawet zdawałoby się że pokonanego przeciwnika!- Krzyknęła gdy jej cios doszedł celu.
Soth nagle wyprostował się czując uderzenie bolasem w plecy, wtedy to Sabetha uderzyła go z całej siły pięścią w twarz pchając go impetem ciosu do tyłu. Poczuła jak na kostkach pięści pękła jej skóra od uderzenia.
Jej ciało zalała fala satysfakcji, wyładowała swoją złość i frustrację. Chciała jeszcze coś powiedzieć mądrego ale w tym czasie brzuch się zbuntował i zmuszona była oprzeć się o pień drzewa by zwymiotować śniadanie.
Koniec końców urazów brzucha u niej widać nie będzie a widok jego obitej mordy będzie ją jeszcze jakiś czas cieszył.
02.10.2015, 14:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#5

Soth mógł się spodziewać ataku z jej strony. Lecz atak bolasem go zaskoczył. Liczył na wściekły atak dziewuchy uzbrojonej w długie paznokcie i pianę na ustach. Ale nieeee... najlepiej wziąć bolasa i pierdzielnąć w nery, niech rwią! A potem jeszcze poprawiny z piąchy w ryj!
Soth padł na wznak. Przez chwilę leżał lecz zaraz potem zaczął się podnosić na nogi. Kiedy się wyprostował spojrzał na dziewczynę i.... się zaśmiał. Oko zaczęło mu puchnąć, limo będzie przepiękne a górna warga pękła od silnego ciosu pięścią. W kąciku ust zbierała się krew która następnie spływała bokiem po policzku. A Soth niczym szaleniec się śmiał. Jego spojrzenie już nie było niczym błyskawice lecz naprawdę było rozbawione. Lecz po tym wybuchu radości łowca nagle spojrzał na Sabethę po czym rzucił nożem w drzewo w które mieli celować.
-Nie dość że głupia pizda to i głucha.- powiedział rozbawionym tonem. Skinął głową w stronę drzewa.-Wygrałem. Miałaś strzelić przed moim drugim rzutem.- podszedł do niej i poklepał ją po ramieniu po czym ominął ją i poszedł do drzewa by wyciągnąć noże z pnia drzewa. Mijając dziewczynę dodał.- Cel to twój wróg i masz z nim wygrać. Innych przeciwności powinnaś unikać by osiągnąć cel. Ja byłem przeciwnością, cel był drzewem.- podszedł do pnia i wyrywał noże z niego.-Na wspólnych łowach ja będę przed tobą. Będę wystawiony na pierwszy atak stwora czy bestii. Ty chłopcze musisz być w ciągłym ruchu by ominąć przeciwność jaką będę by osiągnąć cel jakim jest ustrzelenie bestii. Jednocześnie musisz mieć baczenie na całe otoczenie wokół nas by w razie czego móc wcześniej zareagować oraz powiadomić mnie przed ewentualnym zagrożeniem z innej strony. Dlatego też musisz mieć chłopcze oczy z tyłu głowy. Dzisiaj pokazałaś że ich nie masz, i na tym polega dzisiejsza lekcja.
Na koniec ponownie się zaśmiał. W jego postawie w ogóle nie widać było urazy że ona go pobiła czy co. Traktował ją jak faceta, jak gościa z którym można natrzaskać się po mordzie a za godzinę iść razem na antałek bimbru albo dwa antałki, trzy... pięć.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






02.10.2015, 20:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#6

-A ty jesteś tępym chujem! - Odpowiedziała na jego obraźliwe słowa skierowane do niej chowając bolas za pas. -Nie da się walczyć na dystans kiedy ktoś cię atakuje bezpośrednio.- Tutaj znacząco w głowę się popukała pokazując jaki idiota z niego. Patrzyła jak ślicznie mu twarz się zmienia po jej ciosie. Chociaż tyle miała satysfakcji. Odsunęła się kilka kroków od drzewa pod którym zostawiła śniadanie. Zapach nie był przyjemny.
Kiedy zaś Soth mówił o przeszkodach stojących na drodze do oddalonego celu warknęła pokazując w jego stronę paluchem. - Po pierwsze przeszkoda nigdy nie będzie tak blisko mnie i nie będzie atakować z zaskoczenia, bo musiałby to być ktoś z naszej grupy łowców! Za to łowca który dałby się tak podejść jakiejś bestii musiałby być ślepy i nie godny tej profesji. - Oczy jej błyszczały a głos miała podniesiony, choć nie był to krzyk. Była prostolinijną dziewczyną i nie tolerowała niehonorowych zachowań. - Po drugie to było nie w porządku. Nie wolno nikogo bić bez powodu. - W przeciwieństwie do Sotha była naburmuszona i raczej do śmiechu jej nie było.
Gdy już brzuch się trochę uspokoił, sięgnęła po kuszę i celnie strzeliła w drzewo w miejsce w którym były ślady po nożach łowcy.
Opuściła broń, zrobiła kilka wdechów i pomacała się po klatce piersiowej sprawdzając czy przypadkiem nie miała złamanych żeber. Mimo bólu mogła oddychać w miarę sprawnie i nic nie kuło, to powinno być wszystko w porządku. Spojrzała na łowcę który był w piekielnie dobrym humorze. Nie rozumiała jego zadowolenia.
- Do lekcji trzeba się przygotować a nie myśleć że niehonorowa walka czegokolwiek mnie nauczy. Ta lekcja nauczyła mnie tylko tego, że nie wolno ci do końca ufać a bez zaufania nasza współpraca jak ma wyglądać? - Jak było widać po jej zachowaniu zdecydowanie nie była facetem. Czuła urazę po tym jak ją obił. Nie chciała być tak traktowana i albo on sobie to do łba wbije albo cóż, szybko zakończą współpracę.
- To miejsce jest dobre do treningu, ale musimy walczyć wspólnie a nie ... - Tutaj bezradnie na niego pokazała. - tracić czas na bezmyślną szarpaninę. Można by było oznaczyć drzewa jako cele i iść atakiem po kolei. Tak jak mówiłeś, ja z dala a ty z bliska. Trochę sznura tylko trza załatwić kilka mniejszych beczułek albo wiader i farbę ... i będzie trening. Niech tylko to jakoś wygląda. Chyba nikt nie zabroni nam zawiesić na gałęziach ruchomego celu?
05.10.2015, 10:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#7

Uśmiech mu nie schodził z ust. W miarę jak dziewczyna zaczęła znów swoje wyrzuty robić Soth przesunął językiem po zębach sprawdzając czy przypadkiem nie naruszone zostały. Na szczęście tak źle nie było, poczuł w ustach natomiast smak krwi. Mlasnął a następnie splunął krwistą flegmą w bok. Spojrzał na dziewczynę.
-Chciałaś treningu to go dostałaś. Co miałem zrobić na poczekaniu?- rozłożył niewinnie ramiona w bok. Podszedł do Sabethy i poklepał ją po policzku. Delikatnie i bardziej po przyjacielsku. Nie wykazywał w tej chwili agresji.- No już dobrze chłopcze. Na początku tak jest. Trzeba się dotrzeć.[b]- spojrzał na drugi celny strzał dziewczyny. Pokiwał z uznaniem głową.-[b]W większości wypadków przeszkoda nie będzie znajdować się bezpośrednio za tobą. Tu masz rację chłopcze. Ale powiedz mi co się stanie kiedy znajdziemy się w wąskiej uliczce i z obydwu stron będziemy otoczeni? Ja walczę w starciu, ty na dystans. Ale obydwoje potrzebujemy wolnego miejsca do walki, ja by móc się zamachnąć czy uniknąć ataku a ty by również w razie czego móc uniknąć ataku jak również ciągle mieć w polu widzenia przeciwnika. W takiej uliczce ja będąc za twoimi plecami będą dla ciebie przeszkodą. Zarówno ja jak i ty musimy nauczyć wyczuwać siebie i odpowiednio reagować stosownie do sytuacji. No ja ze swojej strony mogę obiecać że przez jakiś czas takich zagrywek nie zastosuję.- zachichotał po czym poklepał dziewczynę po ramieniu. Następnie wysłuchał propozycji dziewczyny o przygotowaniu do treningu. Pokiwał z uznaniem głową.-Masz rację. Można coś takiego zrobić. Chodź zobaczymy co się da zrobić.
Po tych słowach wziął swoje rzeczy i poszli w stronę miasteczka by załatwić odpowiednie rzeczy by przygotować zagajnik jako miejsce treningowe.

Jeszcze tego samego dnia wrócili obładowani niewielkimi jutowymi workami na piasek, sznurkami i dwoma wiadrami farby (niebieskiej i czerwonej). Następnie wzięli się do pracy. Porozwieszali kilka worków na gałęziach drzew. Każdy worek wypełniony piaskiem umieszczony był na różnej wysokości. Worki również oznaczono też kolorem albo niebieskim albo czerwonym. Pomalowano również drzewa na różnych fragmentach ich pni. W ten sposób oznaczyli sobie cele. Czerwona farba była przeznaczona dla Sabethy, niebieska dla Sotha. Po pracy łowcy stanęli między drzewami i spoglądali na efekt ich wspólnego wysiłku.
Soth spojrzał na dziewczynę, wyszczerzył się i szturchnął ją łokciem w bok.
-Gotowa sprawdzić się?- patrzył na dziewczynę, jedno oko mu spuchło i kącik ust. W dodatku oko przybrało już fioletowy kolor. Wyjął chustę z kieszeni.-Zawiążę ci oczy. Będziesz zdana na moje oczy i moje słowa. Będziesz musiała wykonywać to co mówię by trafić w cele.- skinął głową w stronę pomalowanych drzew i worków.- W ten sposób nauczymy słuchać siebie i ufać sobie. To jak? Zawiązujemy?- zapytał się i pokazał jej chustę.- Chyba że wolisz żebym ja pierwszy miał zawiązane oczy.- ostatnie słowa wypowiedział lekko wzruszając ramionami. Jemu było bez różnicy kto zacznie choć zdawał sobie sprawę że z początku dziewczyna niekoniecznie może mu zaufać. Ostatnio źle się to dla niej skończyło (choć to on w efekcie miał podbite oko).


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






05.10.2015, 14:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#8

Chyba uderzenie w głowę podziałało na Sotha, bo nagle zaczął z sensem gadać.
- W uliczce to jak kto zaczepia, to najlepiej jest szybko się wyrwać, wydzierać że napadają i wiać gdzie pieprz rośnie, najlepiej w gwarną ulicę.- Wzruszyła ramionami. To był jej sposób na kłopoty w mieście, kiedy to ktoś nagle pojął że ona to nie chłopak ... a że skoro dziewczyna, to można by skorzystać. - Z drugiej strony jakbyśmy razem mieli walczyć na ulicy w mieście, to przecież mam bolas i nóż. Z Hulajem się już poznałeś. Z dystansu jakby co mogę szybko przejść do zwarcia, choć wolałabym tego uniknąć. Nam łowcom trudno polować nie będąc w pełni sprawnymi. - Widać iż była osobą zapobiegawczą i raczej szaleństwa trudno było szukać w jej odruchach.

Kiedy byli w miasteczku Sabetha oprócz zabrania rzeczy do stworzenia "ścieżki zdrowia" załatwiła też prowiant. Zamontowanie tego wszystkiego na drzewach w zagajniku mogło potrwać, a jeść trzeba, o czym oczywiście Soth zapomniał.

Trasę do treningu wytyczyli nieco na uboczu, by nie przeszkadzać przypadkowym podróżnym a i po to, by nie ściągać zamieszaniem czynionym w zagajniku przypadkowych gapiów. Już po kilku chwilach, pierwszy oznaczony farbą jako cel, worek z piachem wisiał na okazałej gałęzi a Młoda zeskakiwała z drzewa wielce zadowolona.
Oczywistym było że planując trasę od razu spamiętać się jej nie dało, mimo iż próbowała. Soth wyznaczał drzewa-cele w różnej odległości od siebie, często bez bezpośredniego widoku na kolejny cel. Utrudniało to szybkie zorientowanie się co do usytuowania wszystkich pułapek, tym bardziej że kilka z nich było przygotowanych do działania z zaskoczenia. Worki niczym pułapki przywiązane na linie do gałęzi i pnia, która odcięta lina zwieszała nagle cel przed oczami atakującego.
Po zasłużonym posiłku i chwilowym odpoczynku nadszedł czas na wypróbowanie pola treningowego. Ale i teraz łowca ją zaskoczył.
- Jak to zawiązać mi oczy? Mam stać za tobą i mieć zawiązane oczy? To ja tobie czy ty mi masz ufać? - Z początku nie zrozumiała o co chodziło mężczyźnie, lecz po chwili zorientowała się, że to nie o pełny trening chodzi a poznanie ścieżki do ćwiczeń mając tylko jego wskazówki za przewodnika. - Nie no dobra. Już rozumiem. Ty mi pokażesz, opiszesz znaczy, gdzie mam atakować i ja mam się tego trzymać. Hm. - Zabrała mu chustę która trzymał w dłoniach i powąchała ją. Miała nadzieję że nie była na wykorzystywana jako ściera do wycierania twarzy albo co gorzej od czyszczenia nosa.
- Oby to nie była kolejna głupia sztuczka.- Wywróciła znacząco oczami pokazując co myśli o jego zagraniach. - Prowadź zatem. - Przeczesała palcami włosy, zawiązała oczy chustą, która zbyt świeżą nie była i sięgnęła po swoją kuszę. To było proste. Póki co.
Gorzej było z zaufaniem i poddaniem się jego orientacji w terenie.
06.10.2015, 23:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#9

Soth uśmiechnął się po czym pokręcił głową.
-Bez obaw. Tym razem postaram się ciebie nie uszkodzić. A jak na coś wpadniesz to nie będzie moje celowe zagranie a po prostu przypadek.- rozłożył ramiona w geście bezradności. Popatrzył na jej kuszę i przytroczony bolas przy pasie.- Przydałaby ci się jednoręczna szybkostrzelna kusza. No ale mamy to co mamy. Sprawdźmy jak leży chusta.
Podszedł do dziewczyny i sprawdził czy chusta dokładnie zasłania oczy jak również poprawił nieco mocowanie. Bardziej ją docisnął do głowy, musiał być pewny by chusta nie ześlizgnęła się z oczu podczas przemieszczania się. Stanął za Sabethą tak że poczuła jego ciepły (choć niezbyt świeży) oddech na karku.
-Rozluźnij się.- oparł dłonie jej ramionach po czym zrobił ruch by okręcić dziewczynę w miejscu.-Okręcę cię byś nie była świadoma gdzie możesz znajdować się. Jakbyś chciała wcześniej zapamiętać cele tak teraz tego świadoma nie będziesz.
Mówił cicho i spokojnie tłumacząc swe poczynania. Po kilkukrotnym zakręceniu dziewczyną zatrzymał ją delikatnie. Stanął za plecami dziewczyny. Spojrzał nad jej ramieniem, sprawdzając i szukając celu.
-Dobrze. Zrób dwa kroki w lewo.... Uważaj na korzenie. Dobra, unieś kuszę normalnie tak jakbyś celowała naprzeciwko. Tylko nie strzelaj jeszcze.- Soth popatrzył jak dziewczyna unosi kuszę. Nie dotykał jej, patrzył czy kusza dobrze nakierowana jest.-Celu nieco do góry. Cel jest nieco powyżej poziomu twej głowy jakieś trzy cztery metry przed tobą.- poinstruował ją po czym widząc jak dziewczyna reaguje na jego słowa powiedział krótko.-Strzelaj! Nie ładuj! Zrób dwa przewroty przez głowę do przodu lecz nieco na ukos na prawo. Kusze trzymaj przy sobie, przy ciele.
Patrzył jak wykona jego polecenia. Nie interesowało go czy trafi czy nie bo w rzeczywistości czy chodziło o to by strzały były celne? Bardziej chodziło o wyrobienie zaufania do siebie nawzajem. Wyczulić się na barwę głosu partnera i być przygotowanym na ewentualne wykonanie polecenia. Kiedy dziewczyna wykona przewroty podejdzie w jej okolicę, rozejrzy się za następnym celem.
-Odłóż kuszę przy prawej nodze. Weź bolas, cel masz dwa metry przed sobą, wysokość na poziomie piersi. Rzucaj!- i znów czekał aż dziewczyna wykona jego polecenia.-Weź kuszę. Ładuj! Zrób półobrót przez prawe ramię. Cel jest pięć metrów od ciebie, wysoko ponad głową, jakieś trzy metry nad ziemią. Cel. Strzał! Ładuj- mówił szybko lecz wyraźnie. Kiedy dziewczyna ponownie naładowała kuszę łowca ponownie zaczął ją instruować.-Kiedy powrócisz do pozycji kiedy rzucałaś bolasem będziesz miała cel bolasa przed sobą. Jak wcześniej mówiłem dwa metry przed sobą jest cel. Musisz go ominąć. Jak ominiesz przebiegnij pięć kroków, następnie przyklęknij kierując się w prawo i strzel przed siebie na wysokość ciut powyżej swego kolana. Potem załaduj ponownie kuszę i będzie czas na ostatni sprawdzian.
Soth ponownie był ciekaw jak wykona jego polecenia. Kiedy i one zostaną wykonane a dziewczyna wyprostuje się z załadowaną kuszą łowca uśmiechnie się i wyda ostatnie polecenie.
-Chcę zobaczyć jak szybko zareagujesz na moje polecenie. Obróć się w stronę w którą biegłaś. Przed sobą masz wolną drogę, może kilka gałązek które mogłyby przeszkadzać w poruszaniu się ale powinnaś sobie poradzić. Nie masz nic przed sobą. Natomiast cel masz po lewej na wysokości biodra. Chciałbym byś biegła przed siebie a w momencie kiedy powiem strzelisz w lewo z biodra. Nie zatrzymuj się. Niech to wszystko będzie w ruchu. Zrozumiałaś?- zapytał się dziewczyny. Kiedy ta pokiwa głową albo odpowie że rozumie, Soth na koniec zapyta.-Gotowa?
Kiedy i na to uzyska odpowiedź łowca krzyknie.
-Bieg!- Soth uważnie przyglądał się jak dziewczyna biegnie a następnie w momencie kiedy dziewczyna zbliżała się do celu po lewej łowca znów krzyknął-Strzał! Biegnij dalej!- zwrócił uwagę by dziewczyna się nie zatrzymywała lecz za daleko nie dał jej pobiec.-No dobra. Stój. Spójrz na swe efekty.
Powiedział łagodnie do dziewczyny zadowolony z jej poczynań. Zachęcił ją by zdjęła chustę z oczu. No dopiero teraz był czas by ocenić co się udało a co nie.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






11.10.2015, 17:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#10

-Raz kozie wio. - Odparła szybko kiedy powiedział by się rozluźniła. Od razu jakoś nie umiała tego zrobić, lecz jego spokojny głos tak odmienny od wczesniejszego gburowatego tonu podziałał kojąco na dziewczynę.
Kiedy nią okręcał w koło by zagubiła pogląd na kierunki. Zaśmiała się, bo nagle poczuła się jak dziecko w trakcie zabawy.
- To po co ja starałam się to wszystko zapamiętać kiedy wieszaliśmy na drzewach nasze cele, co? - Dodała.

Zaraz potem jak stanęła w miejscu od razu zaczął od wskazówek. Tak oto zaczęła się właściwa współpraca.

Tak jak chciał zrobiła krok w lewo i poczuła korzenie pod stopami. Uważniej zrobiła kolejny krok i idąc za jego głosem wycelowała na przeciw, trochę w górę. Opaska drażniła ją w oczy. Zamknęła mocno powieki i zdała się całkiem na głos łowcy. Nie mogło jej nic rozpraszać jeśli chciała by przynajmniej połowa treningu wyszła celnie. Potem strzeliła nieco w górę nie słysząc jednak czy bełt trafił cel, bo od razu zrobiła przewrót jeden i kolejny zgodnie z jego wskazówkami.

Milczała, choć zdziwiło ją iż musiała teraz użyć drugiej broni. Odłożyła Miotłę przy nodze i sięgnęła po Hulaja. Musiała szybko reagować, bo i Soth rozkręcał się przy wydawaniu poleceń. Nie miała czasu na zastanowienie się. Rzuciła bolasem w miejsce które jej opisał i głuchy odgłos uderzenia doszedł jej uszu. Potem załadowała kuszę i wycelowała w górę przez ramię. Usłyszała jak bełt wbija się w przeszkodę. ale czy to był cel? Irytowała się trochę przez fakt że nie widzi czy się udało. A łowca milczał i nie komentował jej poczynań.
Tak jak chciał jej instruktor wróciła do miejsca z którego rzucała bolasem. Skoro cel miał być dwa metry przed nią to zrobiła krok w bok i potem dwa by do celu się przybliżyć. Kolejne pięć szybko odliczyła i kleknęła by przywalić w kolejny cel. Ale nie przypominała sobie żeby montowali coś tak nisko czy malowali cel na tej wysokości na jakimś drzewie. Bełt świsnął.
Sabetha załadowała kuszę ponownie. Soth łaził za nią, bo słyszała go prawie przy uchu za każdym razem kiedy wydawał jej polecenia. Jednak była tak skupiona na zadaniu że nie słyszała kiedy on się przemieszczał.
Przed nią była ostatnia w tej turze próba.
- W lewo z biodra. Jasne - Potwierdziła jego słowa i już była gotowa do biegu.
Na jego polecenie ruszyła z miejsca i tak jak mówił pod stopami chrupnęło jej kilka gałązek. Czekała na komendę i strzeliła słysząc głos łowcy. Bełt w czymś utkwił bo usłyszała znajomy dźwięk. Po chwili zatrzymała się po kolejnym poleceniu Sotha.
Zdjęła opaskę i zamrugała ze dwa razy przyzwyczajając oczy do światła.
-No to chodźmy zobaczyć.
Młoda zawróciła do miejsca z którego strzelała w biegu. Bełt wylądował w drzewie, lecz poza namalowanym celem. Być może ręka jej drgnęła kiedy w ruchu celowała i lekko w górę strzał wyszedł.
Postanowiła zostawić chwilowo bełt na miejscu co by potem poznaczyć miejsca w które trafiła.
Przyszła kolej na cel na wysokości kolana i tutaj zdziwiła się, bo Soth jedną z beczułek postawił na ziemi po prostu. Poniżej jej górnej obręczy wbity był bełt dziewczyny. Sabetha wyszczerzyła się. Więc jednak tak źle nie było póki co.
Drzewo. To była przeszkoda w którą miała trafić bolasem i jej broń leżała pod drzewem. Spojrzała w górę szukając celu który był wysoko, lecz widzący na gałęzi worek był nietknięty. Bełt wbił się w inną gałąź tego drzewa.
Zmarszczyła nos.
- Długo jeszcze nam przyjdzie trenować by się zgrać. - Teraz trochę bardziej bała się sprawdzić jak poszło jej w pierwszej próbie, kiedy jeszcze była mniej oswojona z jego naprowadzającym na cel głosem. - A ty jak tę próbę oceniasz? - Zapytała wspólnika. Może w końcu Soth coś więcej powie na temat tego jak wykonywała jego polecenia i czy widać było jakieś momenty zawahania w jej poczynaniach.
12.10.2015, 13:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna