Wybrzeże
#31

Na słowa Tygrysa, nieskierowane z początku do nikogo konkretnego, nikt nie zareagował. Jeden z załogi drgnął, jakby już zamierzał odpowiedzieć, lecz zrezygnował, kierując się do Cohena i zwierzyny, którą chwycił za tylne łapy i zaczął targać ją razem z najemnikiem w miejsce bardziej na uboczu. Nietrudno było odgadnąć, że mężczyźni zamierzają ją od razu wypatroszyć na coś zdatnego do jedzenia.
Na uwagę Ra'Shada Cohen nie odpowiedział, pokazując coś palcem towarzyszącemu załogantowi. Dopiero gdy poczuł na sobie wzrok mistyka, spojrzał w jego stronę i zrozumiawszy o co mu chodzi, zmieszał się nieznacznie, po czym spoglądając w stronę reszty, skwitował sytuację ze wzruszeniem ramion:
- Bierzcie, co potrzebne.
Po wydarciu odpowiednich pasów materiałów i opatrzeniu wojownika (co przebiegło bez zarzutu), pozostało jedynie podjęcie decyzji, co dalej robić, kiedy i którędy. Jak gołym okiem patrząc, pomimo nakreślonej możliwości napotkania demonów w sytuacji, gdzie nawet nie mieliby szansy jak postawić runy ochronne, nikomu raczej nie było śpieszno, by wyruszyć na szlak. Atmosfera błogiego spokoju, nawet w ostrych promieniach słonecznych, nie zachęcała do podjęcia marszu, zwłaszcza gdy teraz posiadali jedzenie oraz świeżą wodę.
W międzyczasie można było także zaobserwować, że nowym, wymęczonym podróżnikiem zainteresowała się Lisa. Gestem dłoni przywołała go, a Taner nie opuszczał ich ani na krok, przysłuchując się rozmowie. Była pani kapitan zdawała się być poruszona.

Ra'Shad - 112/132 many
29.03.2016, 12:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#32

Tork oczekiwał chwilę na reakcję Ra'Shada, gdyż ten, jak się wydawało, potrzebował pewnego czasu do namysłu. W końcu jednak okazało się, że nie będzie miał raczej nic przeciwko.
- To dobrze - odparł Tygrys, słysząc odpowiedź na prośbę. - Nie oczekiwałem eksperta. Wystarczy mi tyle, żeby nie umrzyć. Poboli, będzie niewygodnie, mało mnie to interesuje. To nie jedyne niewygody, jakie w życiu miałem. - powiedział, wyraźnie rozchmurzony, że ktoś jednak okazał chęć, by mu pomóc. Co prawda bez prośby się nie obeszło, ale i tak wszystko poszło dobrze.
Szkoda tylko, że pod ręką żadnych bandaży nie było. Ostatecznie Tork mógłby poświęcić część spodni, choć, póki nie znali do końca warunków, stworzeń i wszelkich zdarzeń, jakie na nich czekają, wolał je zachować na później. Dobrze, że Ra'Shad po jakimś niedługim czasie wpadł na niezły pomysł - Tygrys zupełnie zapomniał o truchłach, unoszących się na słonej wodzie. W sumie dziwne, że nie utonęli. Ra'Shad wyglądał na dość mądrego gościa, póki co. Może byłby zdolny to wyjaśnić.
- Ej, Ra... a. - rzucił Tork, który, przez dłuższą chwilę pogrążony we własnych przemyśleniach, nie zauważył, że jego kolega poszedł uzyskać materiały do opatrunku. Początkowo wyglądał na kogoś, kto woli nie brudzić sobie rączek... choć może to nie do końca poprawne określenie. Widać, właśnie po dłoniach, że spracowane były nie raz i nie dwa, ale jego postawa była trochę inna. Właściwie to ten człek nie był chyba tak prosty, jak wydawał się być. Ale cóż, mistrzem w psychologicznej analizie to Tygrys nie był, więc po chwili porzucił rozmyślenia i postanowił po prostu chwilę odpocząć od fizycznych i psychicznych zmartwień. Wziął głęboki oddech i czekał.
Wkrótce mężczyzna wrócił, gotów, by pomóc Torkowi.
- Jakby coś, to mów, gdybyś miał jakieś sugestie odnośnie tego, co mam robić w trakcie opatrywania. - rzekł Tygrys, ale po paru minutach okazało się, że obeszło się bez konieczności szczególnej współpracy. Zetknąwszy się ze słonym opatrunkiem, Tygrys odczuł silne szczypanie. Adrenalina się raczej skończyła, więc ból może nie był silniejszy, ale raczej bardziej odczuwalny od tego, jakiego można było uświadczyć w trakcie walki. Łowca jednak zacisnął zęby. Cudów nie będzie, a ostatecznie przecież ten kawałek szmatki ma mu pomóc, a nie poboleć. Zło konieczne, a zresztą, ból był do zniesienia i miał swój cel, nie było na co narzekać. Czasem to nawet dobrze, jak poboli. Człek czuje, że żyje.
Opatrunek wyglądał na solidny.
- Dziękuję, Ra'Shadzie. Równy z ciebie gość. - powiedział, sięgając do sakwy, w której skrył znalezioną niedawno pomarańczę. - To chyba jadalne? Widziałem taki owoc parę razy na jakichś straganach. Chcesz pół? - zapytał i bez szczególnych oznak potwierdzenia, zaczął od razu od przecięcia znaleziska, również wypatrzonym w tym samym miejscu nożykiem. Nie było szczególnej potrzeby by dzielić się tym, skąd wziął te przedmioty, więc to przemilczał. Następnie podał pomocnikowi część owocu. Może profesjonalni medycy nie przyjmowali takiej zapłaty, ale cóż, to zawsze jakiś  sposób, by docenić pomoc.
Następnie Tork powoli zbliżył się nieco do głowy drużyny, czyli panny Lisy. Nie wyglądała już tak źle, jak początkowo, a przy okazji chyba szykowała się jakaś ciekawa rozmowa, gdyż Zervast wrócił - chyba - z kimś nowym, w dodatku wyglądającym na wykończonego. Może będzie to coś istotnego?
Gdy już Tygrys zbliżył się na wystarczającą odległość, by dosłyszeć dość dobrze wszelkie informacje wynikające z rozmowy, zatrzymał się i stanął w możliwie jak najwygodniejszej pozycji, by nie nadwyrężać rany czy też opatrunku. Siadać nie zamierzał, to tylko pogorszyłoby sprawę, a co do leżenia... hmh, cóż. Nie, nie, raczej nie. Postoi.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2016, 15:25 przez Tygrys.)

03.04.2016, 14:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#33

Ra'Shad rozumiał niechęć Cohena, jednak postawiony w dość uciążliwej sytuacji, pozwolił Mistykowi na zbezczeszczenie zwłok. Nie było większego wyboru, w takich chwilach należało myśleć przede wszystkim o przetrwaniu, odstawiając sentymenty na bok. Nożownik nie posiadał takich obiekcji ponieważ z natury nie wiązał się z innymi ludźmi, a jego pragmatyzm stawiał racjonalne myślenie powyżej cywilizacyjnych zwyczajów i rytuałów. Może też dlatego pozostawał ateistą.
Opatrzył Torka na tyle na ile był zdolny, choć pod koniec nawet pozwolił sobie na aprobatę. Skinął głową z uznaniem kiedy doglądał gotowego opatrunku. Nie był medykiem, jednak wydawało mu się, że spełnił większość zaleceń o których wyczytał kiedyś w księgach.
Nawet sam wojownik okazał wdzięczność, karmiąc Ra'Shada dobrym słowem i połówką owoca. Mistyk musiał chwilę się zastanowić, po czym faktycznie przypomniał sobie czym jest owa pomarańczowa kulka. Nie tylko o niej czytywał, ale widział ją kilka razy na targowisku w Grimssdel. W końcu przez dość długi czas mieszkał w osadzie, przecinaną przez jeden z głównych lądowych traktów handlowych.
Na prawdopodobnie retoryczne pytanie Torka o to czy pomarańcza jest jadalna, rzemieślnik tylko kiwnął zdawkowo głową w geście potwierdzenia.
Przyjął podarunek i lekko się skrzywił jedząc owoc. Wnętrze było kwaskowate, natomiast skórka gorzka, co w rozrachunku nadawało dość specyficzny smak.
Widząc zamieszanie jakie spowodował nowy przybysz, Ra'Shad również postanowił się przysłuchać rozmowie, bo może jeśli pozna nieco szczegółów, będzie mógł się przysłużyć radą. Nawet jeżeli nie, to cóż, był człowiekiem inteligentnym i pragnącym wiedzy. Żeby nie powiedzieć ciekawskim.
Wstał i również podszedł bliżej, aby wyłowić coś więcej niż tylko fragmenty rozmowy.
W między czasie również zaczął myśleć ponownie nad inną kwestią. Zwiadowcy mieli odnaleźć drogę do najbliższej osady, zamiast tego Tork wrócił poraniony ciągnąc za sobą bestię, natomiast Zervast przyprowadził ledwo żywego człowieka. Wyglądało na to, że nie było specjalnej alternatywy, jeżeli chodzi o schronienie w pobliżu.
W pobliżu znajdowało się trochę małych drzew. Gałęzie można by wykorzystać do rozpalenia ogniska, kora mogłaby być dobrym materiałem na tabliczki...
Mistyk domyślał się, że rąbanie drzew raczej nie wchodzi teraz w grę, jednak wolał być przygotowany na noc. Może i ogary mogą odstraszać otchłańce, jednak trzeźwe myślenie nożownika wymagało pozostawienia choćby jednej dodatkowej możliwości.
Pora było podjąć jakąś decyzję, bo im więcej czasu tracili, tym mniej go mieli do zmierzchu. Zwrócił się do Lisy:
- Przepraszam, że przerywam. Jednak jeżeli mamy zamiar się stąd ruszyć, zróbmy to teraz. Jeżeli nie, to najwyższa pora, aby zacząć pracować nad kręgami runicznymi.
Nie owijał w bawełnę, zwykle starał się tego nie robić. Miał nadzieję, że tymi prostymi i dosadnymi słowami dotrze do grupy i uświadomi ich, że jeżeli się nie przeniosą, to czeka ich noc na pustyni.
Doświadczenia w tej kwestii nie posiadał, jednak wyczytał dostatecznie dużo, aby sobie uzmysłowić jakie to niesie konsekwencje.
Jeżeli uda mu się skupić uwagę, będzie kontynuował swój wywód:
- Można okorować pobliskie drzewa, dzięki temu uzyskam tabliczki, na których postawię runy. Następnie powbijamy je w kręgach wokół obozowiska.
Nie poczuwał się aby wyjaśniać celowość tego rozwiązania. Znaki na wbitych w ziemię kawałkach kory, nie pozwolą na ich zasypanie, jakby to miało miejsce w przypadku, gdyby je po prostu ułożyli na płasko.
Już nie wspominając o runach rysowanych na samym piasku. Istne szaleństwo.
17.04.2016, 09:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#34

Nie musiał popisywać się szczególną przenikliwością, aby domyślić się, iż przygotowywany do skórowania i patroszenia stwór leżący nieopodal, to ten sam rodzaj bestii, które zaatakowały karawanę przyprowadzonego przeze mnie przybysza - może nawet ten konkretny osobnik brał udział w całej masakrze. Podobnie było z faktem tego, kto ją zabił. Będę musiał potem dowiedzieć się, w jaki sposób walczą  – pomyślałem, patrząc na Torka.
Chwilę później moją uwagę przykuła Lisa, która zawołała do siebie ocalałego i zaczęła z nim rozmawiać; miałem nadzieje, iż będzie w stanie wypytać go o coś więcej, niż to co mi przyszło do głowy - w końcu zapewne lepiej znała tutejszą sytuację oraz niebezpieczeństwa - dlatego też miałem zamiar uważnie wysłuchać całą wymianę zdań, lub chociaż znaczną jej część. Poza tym, po chwili spokoju mógł przypomnieć sobie coś istotnego, co pomogłoby wszystkim rozbitkom.
Interesująco zapowiadajacą się rozmowę przerwał nożownik; nie sposób było nie przyznać mu racji - w końcu nie byli już na w miarę bezpiecznym statku, ani jeszcze w chronionych murami budynkach, tylko na pustyni, w dodatku takiej, na której w nocy zawsze mogły pojawić się demony, a rozstawienie jakichkolwiek run było wyrazem rozsądku.
Spojrzałem na niego - widać było, że ma jakiś plan, co mnie nie zdziwiło - ten człowiek wydawał się zawsze mieć jakiś plan, nawet jeśli był tak lekkomyślny, jak ten na statku, to trzeba było mu przyznać.
Kiedy to wszystko już się tu uspokoi, zapytam się go o to, co tutaj się działo gdy mnie nie było. Spojrzałem jeszcze raz na panią kapitan - nie sposób było ocenić, czy przejęła się słowami rzemieślnika, ale postanowiłem poprzeć jego słowa, kiedy tylko kobieta zwróci na niego uwagę.
Uważam, że Ra'Shad ma rację. Gdybysmy przenieśli się nieco w stronę rzeki, to udałoby się nam lepiej zabezpieczyć jeden bok obozowiska i więcej ludzi wystawić na pozostałych dwóch – zacząłem wyliczać. – W dodatku, nie powinniśmy zostawać tak blisko morza, nie wiemy kiedy i jak duży będzie przypływ, a umieszczając obozowisko nieco wyżej łatwiej będzie nam zauważyć, że coś się zbliża, cokolwiek to będzie. No i co by się nie działo, runy są konieczne w takich okolicznościach. Przydałyby się jeszcze jakieś ogniska, być może bestie się ich przestraszą, a jeśli w okolicy ktoś będzie płynąć, to być moze nas zauważy. Poza tym, jedzenie tego mięsa na surowo może nie być najlepszym pomysłem.
17.04.2016, 11:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#35

Taner nie pokazywał po sobie niczego, przyjmując milczącą postawę strażnika pani kapitan. Dbając o jej bezpieczeństwo nawet w takiej sytuacji, przysłuchiwał się rozmowie razem z towarzyszącym mu przez cały czas Zervastem. Do momentu, gdy podeszli do nich także Tygrys, a zaraz za nim Ra'Shad, nie usłyszeli niczego nowego. Z wyjątkiem imienia młodzieńca - Ulon, o które zwiadowcy nie pomyśleli zapytać. Lisa, zmusiwszy się wcześniej do siedzenia, wypytywała niedoszłą ofiarę z na tyle poważnym wyrazem twarzy, na ile pozwalało jej zmęczenie. Kiedy padło jedno nazwisko - Tiryaki, kobieta skwitowała to cichym przekleństwem.
- Wygląda na to, że nie tylko my mieliśmy pecha. Innym po kiesie także się oberwie. Ulon, przewoziliście coś ważnego?
- Nie... Nie wiem. Chociaż... Zdziwiło mnie to trochę, bo rzadko podróżuje się z dzieciakami. Była dwójka, chłopiec i dziewczynka. Mieli od dziesięciu do dwunastu lat. Tak przynajmniej wyglądali.
- Mów dalej.
- Nikt nic nie mówił, więc wszyscy zakładali, że oddawano je na nauki do miasta.
Lisa pokiwała głową.
- I tak pewnie było - stwierdziła, wwiercając spojrzenie w rozmówcę. - Jak rozumiem nie wiesz, czy ktokolwiek z nich przeżył?
- Przykro mi, pani, ale nie.
W tym momencie Ra'Shad wtrącił się ze swoją uwagą i propozycją. Lisa wysłuchała go z uwagą, tak samo jak zdania Zervasta. Ulon w tym czasie próbował wycofać się z rozmowy, nie odnajdując się w tak niekomfortowej sytuacji. Zanim kobieta odpowiedziała towarzyszom, rzuciła ostrym tonem w stronę Tanera:
- Niech odejdzie, ale pilnuj go. Będziesz odpowiedzialny za niego. Chcę go żywego zaprowadzić do Sohan. Będzie miał sporo do opowiedzenia właścicielowi karawany.
Kiedy dwójka Azaratczyków oddaliła się, pozostawiając ich we czwórkę, Lisa odniosła się do ich zdania, powoli ważąc każde słowo.
- Podoba mi się pomysł z tabliczkami z kory. Będziemy potrzebować na jeden krąg, to i tak zajmie trochę czasu. Mamy go na tyle, by Cohen uporał się z naszym ogarem. Ruszyć jeszcze nie możemy, bo potrzebujemy jedzenia na naszą grupkę. Zostać także nie możemy. Zwłoki ogara mogą naprowadzić drapieżniki na nasz ślad. Mamy jeszcze mnóstwo czasu zanim ściemni się. Zdążymy oddalić się. Niestety jesteśmy zdani na samych siebie. Może uda nam się w późniejszym czasie natknąć na jakąś karawanę, skoro dość blisko niej znajdujemy się, lecz nie liczyłabym aż tak na to.
Lisa przeniosła wzrok z twarzy rozmówców na widok za nimi, na morze i niebo.
- Ktoś wspominał, że to jedynie rzeczka, wtedy niestety nas nie osłoni, Zervast. Będziemy musieli jednak trzymać się jej, przynajmniej dopóki nie natrafimy na szlak. Ruszamy, kiedy Cohen skończy swoją robotę. Nie powinno długo wam to zająć, a wy w tym czasie zajmijcie się tymi tabliczkami.

Ra'Shad - 114/132 many
22.04.2016, 19:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#36

Cóż, wyglądało na to, że Tork ma przez chwilę spokój od czegokolwiek. Chyba.
Niewiele zrozumiał z wymiany zdań między panną Matariaci a przyprowadzonym ocalałym, który najpewniej był jednym z towarzyszy gościa, którego truchło przeglądał Tygrys jeszcze jakąś godzinę temu. Skoro nikt nie przydzielił mu żadnych zadań, pozostawało tylko cieszyć się z chwili spokoju, jaką mógł przeznaczyć na odpoczynek.
Jeśli Zervast i Ra'Shad zajęli się czymś użytecznym, Łowca nie miał zamiaru im przeszkadzać i trzymał się w niedużym, lecz zauważalnym odstępie od reszty rozbitków, przyjąwszy na ziemi jakąś wygodniejszą pozycję półsiedzącą, najlepiej podpierając się na rękach. Jeśli jednak któryś z nich również pozostawał bez przydzielonych zadań i nie robił niczego szczególnie istotnego na własną rękę, Tygrys myślałby o tym, jak by tu zagadać i o czym porozmawiać. Szczerze mówiąc, uważał, że lepsze zacieśnienie więzi z tą dwójką pozytywnie wpłynie na jego najbliższą przyszłość - w końcu możliwe, że niedługo przyjdzie im wzajemnie ryzykować swoje życia we wspólnej walce. Nic tak nie zwiększa szans na przeżycie, jak dobra znajomość sprzymierzeńca i umiejętność wykorzystania jego zdolności równie dobrze, jak swoich, tworząc doskonałą synchronizację. Cóż, na aż takie zapoznanie czasu raczej nie było, ale próbować nie zaszkodzi.
Azaratczycy nie sprawiali jednak wrażenia takich, z którymi byłoby w porządku się bratać. Jak na gust Torka, byli zbyt dumnym i aroganckim ludem - a przynajmniej ci, których tu spotkał. Jeśli się z kimś kumplować, to jak równy z równym, a nie tak, że jedna ze stron znajomości zawsze patrzy na tę drugą z góry. I to takiej, jakby rzeczywiście Tygrysek był ledwie koteczkiem, a nie bestią, zdolną powybijać ich co do nogi, bez użycia broni. Już nawet panna Lisa wydawała się być lepiej ustosunkowaną wobec Łowcy, a to ona była szefową w tym towarzystwie. Cóż, należało się jej. Poskromiła naturę swojej nacji, przynajmniej z tego, co było widać na pierwszy rzut oka, a to już coś. Na przykład taki Tork stale musi się poskramiać, by komuś nie przypieprzyć. On jeden wie, jakie wymagające to zadanie, ale... udaje mu się. Nie ma słabego charakteru, ale być może w pewnym momencie - lub nawet kilku - jego psychika ulegała jakimś podłamaniom, przez co może w niektórych sytuacjach zachowywać się zdecydowanie inaczej, niż przeciętny obywatel. Zwłaszcza uwidacznia się to w agresji, ale to nie jedyna taka cecha.
Tak czy siak, pozycja półleżąca, półsiedząca wydawała się być całkiem niezłą na odpoczynek. Przy dobrych wiatrach rana przestanie krwawić i wkrótce zasklepi się bez większych konsekwencji. Przy gorszych, te przyniosą bestiom zapach szkarłatnej posoki i wkrótce zaroi się wokół od ogarów, co pocieszającą perspektywą nie było.
Gdy tak sobie Tork spoczywał, to jeśli Zervast i Ra'shad załatwiali jakieś sprawy, i tak nie robił tego całkiem biernie. Wyjął znaleziony nożyk i próbując wyczuć jego ciężar w dłoni, patrzył, próbując ocenić mniej-więcej jego wykonanie i to, czy mógłby mieć jakiekolwiek zastosowanie bojowe. A jeśli tak - próbował wyobrazić sobie sytuacje, w których warto byłoby go użyć, i w jaki sposób. Rzucać raczej szybko się nim nie nauczy, bo to troszkę różniło się od rzucania znacznie cięższymi i inaczej wyważonymi toporkami. Ale walka na pięści z walką na pięści z małym ostrzem w jednym ręku nie różniła się aż tak bardzo, więc większość swojego potencjału w walce Tygrys by zachował, a i pochlastać łatwiej na śmierć, niż zatłuc pięściami.
24.04.2016, 05:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#37

Tiryaki. Wyglądało na to, że Panna Lisa właśnie usłyszała dobre informacje o potencjalnej konkurencji. Ra'Shad jeszcze nie znał niuansów handlowych tak wielkiego pół-świata jakim jest Azarat, podejrzewał jednak, że jak wszędzie istnieje tam wyścig o największe wpływy, a przy okazji zyski. Mógł przewidzieć jak zmienne i kruche są sojusze i relacje pomiędzy rodzinami, które mogły coś znaczyć w Sercu Pustyni. Nawet potencjalnie zgodne sobie rody, pewnie cieszyły się potknięciami tych drugich. Bowiem nie najważniejszy było złoto. To władza nadawała prestiż.
Właśnie teraz Dowarakhr rozpoczął swoją małą naukę, dotyczącą niuansów polityki kraju pustyni.
Nauki do miasta... czyżby chodziło o potencjalnych wojowników? A może mistyków? Jakiekolwiek z tych dwóch, przy wieku w jakim były dzieci, miało znaczenie. Zwrócił jednak uwagę, że wśród Azaratczyków dzierżących miecze, nie było kobiet, dlatego wniosek nasuwał się sam. Młodzi Mistycy. Z tego co wyczytał w księgach, kobiety miały raczej niską pozycję społeczną, o ile nie przejawiały w sobie niebywałych talentów do walki z demonami.
Po przedstawieniu swojej relacji, Ulon został poddany nadzorowi. Nikt tego nie powiedział, ale wyglądało na to, że właśnie został pojmany, a w najbliższym mieście czeka go sąd. Pustynia rządzi się twardymi prawami, on jako jedyny przeżył masakrę, ale nie upilnował towaru. Nie dopełnił umowy, za którą mu zapłacono. Księgi mało mówiły o subiektywnej polityce tego kraju, jednak jak podejrzewał Rzemieślnik, w najlepszym wypadku Ulon będzie musiał spłacić swój dług, co w przypadku braku środku, uczyni z niego niewolnika.
Ra'Shad zamyślił się przez moment, a na plecach poczuł mrowienie. Setki pamiątek z dawnych lat odezwały się na wspomnienia. To uczucie jednak szybko minęło, zastąpione pulsowaniem boku i barku. Ból jednak był łagodniejszy niż się spodziewał. Uśmiechnął się w myślach, bo to było zupełnie tak, jakby działał na niego jakiś magiczny talizman.
Wrócił myślami i skupił swój wzrok na Lisie, która właśnie odpowiedziała na jego oraz Zervasta sugestie.
Z wywodu wynikało, że ma się zająć tworzeniem runicznej ochrony. Skinął tylko głową twierdząco, sugerując, że zajmie się pracą. Do tego jednak potrzebował pomocy.
Odwrócił się zatem do Zervasta, a następnie wyłowił wzrok Torka.
- Potrzebuję pomocy przy pozyskaniu kory. Trzydzieści grubych kawałków, nie mniejszych niż wielkość dłoni, w miarę możliwości płaskich na jednej ze stron.
Rozejrzał się po okolicznych rachitycznych drzewach, starając się ocenić, które z nich nadawałyby się najlepiej. Nie mają za wiele czasu, dlatego decyzja musiała być szybka i trafna. Wskazał zatem palcem dwa z najbliższych pni. Przypomniał sobie również, że Łowca poznany w Grimssdel, zebrał wcześniej od topielców broń białą.
- Możemy użyć rapierów Azaratczyków, choć Twój miecz Zervast, również powinien się nadać.
Sam Mistyk nie posiadał odpowiedniej do tego broni. Co prawda mógłby obejść ten problem... to jednak zajęłoby za dużo czasu. Poza tym miał umowę z Lisą, że dopóki pracuje dla Mataraci, jego sekret stanowi ich sekret. Na wyłączność.
Jeżeli Zervast postanowił się podzielić zdobycznymi rapierami, Ra'Shad ruszy w stronę drzew i zada pierwsze cięcie z wymachu. Będzie się starał robić to ostrożnie, a jeżeli warunki na to pozwolą, to końcówką broni zacznie podważać kawałki kory, aby ta odchodziła całymi płatami. Wiedział, że część z kawałków może wykorzystać na tabliczki mieszczące dwa kręgi jednocześnie, z pozostałych stworzy krąg dla ochrony przed resztą gatunków.
Jeżeli starczy czasu, zgadując co się może pojawić w ich otoczeniu, przygotuje kilka pułapek, będzie to jednak zupełny strzał w ciemno.
Plan był prosty, przynajmniej w teorii. Krąg zabezpieczający przed demonami pierwszego rodzaju, składał się z mniejszej ilości symboli, przez co kombinacja była prostsza. Dlatego będzie mógł zwiększyć wielkość run i ich siłę. Niewiele głębiej, czyli mniejszy krąg, zostanie zaopatrzony w tabliczki na których znajdą się symbole chroniące przed drugim i trzecim rodzajem. Runy postara się wyryć jedna nad drugą, chyba że tabliczki pozwolą na to, aby pokryć je symbolami z obu stron. Ta druga opcja była o wiele lepsza, bo zapewniłaby większą siłę magii run.
Grupa na szczęście nie była liczna, dlatego można było zacieśnić krąg. Nie mieli czasu na komfortowe warunki, a zaufanie wobec niewidzialnej bariery zaledwie krok od siebie, to na prawdę pokaz odwagi.
Póki co jednak musieli pozyskać surowiec, a resztą zajmie się już Mistyk. Obejrzał się jeszcze raz przez ramię, upewniając się, że towarzysze wspomogą go choć trochę.
02.05.2016, 14:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#38

Spokojnie wysłuchałem słów Lisy - w końcu no innego mogłem teraz zrobić? Najważniejsze było skoordynowane działanie, bo inaczej do zmierzchu nic nie osiągniemy.
Kiedy tylko zebrani zaczęli się rozchodzić, zgłosił się na do pomocy Ra'Shadowi przy korowaniu drzew - wolał być przygotowany na ewentualne pojawienie się demonów.
Nie, po prostu użyję do tego noża, który od ciebie kupiłem. – Po tych słowach zorientowałem się, że mój protegowany nie ma żadnego narzędzia, podałem mu jeden ze znaleźnych rapierów.
Widziałem już kilkakrotnie, jak drwale zrywają korę z drzew, lecz oni nie dość, że mieli do tego specjalne ostrza, to jeszcze kawałki powstałe w ten sposób na pewno nie nadawałyby się na tworzenie z nich kręgu runicznego; nie, musiałem podejść do sprawy w inny sposób.
Zacząłem od zerwania kory w jednym miejscu drzewa; miałem zamiar zacząć nacinać prostokątne kształty, nieco większe niż moja dłoń - dokładnie tak, jak prosił rzemieślnik - i potem zacząć je zrywać lub zdejmować za pomocą noża - w zależności od tego, co byłoby bardziej efektywne. Jeśli jednak takie podejście się nie sprawdzi, to przejmę metodologię nożownika, który być może ma już w tej kwestii nieco doświadczenia.
Tego typu praca zajmowała jednak tylko ręce, a nie umysł, więc zacząłem zastanawiać się nad planami pani kapitan. Nie chciała zostać tutaj, to było pewne, ale też nie bardzo wiedziała w którą stronę mogłaby się udać. Jeśli w górę rzeczki, to istnieje szansa, że natrafią na więcej bestii, bo tam też jedną spotkał Tork.
W końcu, interesująca była także kwestia ocaleńca, Ulona. Azaratczycy to twardzi ludzie i podobno czasem kierowali się pokrętną logiką honoru, co mogło grać na niekorzyść dla młodzieńca. Udało mu się przeżyć, ale w jaki sposób zrozumieją to inni? Szczególnie, że najwyraźniej nie uczestniczył w karawanie wysłanej przez zaściankowego kupca, ale - wnioskując z reakcji Lisy - wpływowej rodziny, która musi utrzymywać wśród swoich pracowników jakąś dyscyplinę?
Ale wiedziałem, że jeśli będzie miał być w jakiś sposób przykładnie ukarany, to nikt się nie weźmie jego strony; Tiryaki poprą decyzję tylko po to, żeby nie wypaść z łask i móc złapać swój kawałek tortu wpływów i bogactwa familii, ludzie tacy jak ja czy Tork tylko napytalibyśmy sobie biedy, bo nasz głos jest prawie niesłyszalny, a sprzeciw któregokolwiek z krewnych pani kapitan mógłby rozpętać jakąś lokalną wojenkę. Bo w końcu kto wie, jaki jest aktualny rozkład sił w kraju, w którym największą, dotąd niepokonaną potęgą jest pustynia rodząca demony?
04.05.2016, 19:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#39

Po krótkiej dyskusji, Ra'Shad z Zervastem zabrali się do roboty, zaś Tygrys poświęcił czas na  odpoczynek. Zabawa ze znalezionym nożykiem przyniosła jedynie przeświadczenie, że lekkie, dość poręczne ostrze nie nadawało się szczególnie do walki. Było za krótkie i za tępe.
Zrywanie kory z drzew, aby pozyskać konkretnej wielkości "tabliczki" szło mozolnie, miejscami siłowo. Bez względu na wybraną metodę, zadanie powoli posuwało się naprzód. Ra'Shad zdążył pokryć runami wszystkie korowe tabliczki, kiedy Cohen z resztą Azaratczyków skończyli swoją robotę. Był to znak dla wszystkich, aby bez dalszych ociągań zebrać się i wyruszyć bez względu na to, czy rzemieślnik zakończył swoje zadanie. Lisa krótko oznajmiła mu, że zdąży dokończyć to przed rozbiciem obozu na wieczór.
Cohen w krótkiej wymianie zdań ustalił z panią kapitan, że wybiorą drogę po drugiej stronie rzeczki, oddalając się na tyle, na ile było to możliwe od miejsca, gdzie wcześniej Tygrys napotkał ogara oraz tego, gdzie zakładali, że odbyła się masakra karawany. Z początku Lisa zdecydowała się iść o własnych siłach. Jeden z załogantów ciągnął za sobą puste, prowizoryczne nosze, a gdy kobieta osłabła na tyle, że spowalniała ich marsz jeszcze bardziej niż wcześniej, nadwerężając cierpliwość, nosili ją na zmianę.
Kiedy wyruszali było już późne popołudnie. Słońce paliło w plecy. Azaratczycy, przyzwyczajeni do upałów i w odpowiednich ubraniach, lepiej znosili upał niż Ra'Shad, Zervast i Tygrys. Pot lepił się do ich ubrań, spływał po czole, karku. Po kilku godzinach marszu stopy w ich skórzanych, za grubych na te warunki, buciorach, aż wołały o dawkę tlenu i chłodu. Niewygodne było poruszanie się. Zervastowi dodatkowo ciążyła jego skórzana kolczuga. Tygrysowi - zwierzęca łapa. W efekcie, gdy zatrzymali się już na dobre, aby rozbić obóz, przeszła przez nich fala zmęczenia.
Podczas wędrówki nie natrafili na nic dziwnego ani zaskakującego. Cohen trzymał się blisko Lisy, pilnując ją. Taner miał na oku Ulona. Nie rozmawiali prawie wcale. Najemnik zdawał się przez cały czas spięty, prowadząc ich mały orszak. Wcześniejsze nonszalanckie zachowanie wyparowało w momencie, gdy tylko wyruszyli.
Rozbijanie obozu nie trwało długo. Usiedli na ziemi jak stali. Zmęczeni i wygłodniali. Do Ra'Shada podszedł jeden z Azaratczyków, Vural, zamierzając przyłączyć się do rozstawienia korowych tabliczek do powstania ochronnego kręgu przed demonami. Jako jedyny z załogantów znał runy, więc czekał na wskazówki, gdzie i co zrobić. Cohen i Lisa zajęli się przygotowaniem mięsa ogara do opieczenia. Kapitan użyła do tego magii, wzniecając małe ognisko z niczego i nadziewając krwawy ochłap mięsa na końcówkę sztyletu.
- Nie martwcie się o zapach. Trochę odpoczęłam. Na tyle, bym osłoniła nas przed ogarami. Nie wyczują nic przez całą noc - powiedziała bardzo wolno, po pewnym czasie milczenia.



Małe podsumowanie dla ułatwienia wraz z uwzględnieniem odnowy many związanej z upłynięciem czasu
Tygrys - 67/100 many (33 pkt. odnowa many - 50% z zużytej + tej wynikającej z uzyskaniem nowego poziomu)
Ra'Shad - 139/139 many
Zervast - 95/95 many
25.05.2016, 14:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#40

Tygrys usiadł, usiłując wymyślić, co by tu można z nożykiem począć. Ostrze było krótkie, nieduże, raczej tępe. Wyglądało raczej na niezbyt sprawne narzędzie, niż na broń. Cóż, dobre i to. Czubek ostrza był zawsze podobnie użyteczny praktycznie niezależnie od stanu takiego nożyka. Ale poza tym, trudno będzie wykorzystać ten kawałek żelastwa w inny sposób. No, może żeby obrać jakiś owoc, rozłupać rączką skorupę... czy cokolwiek. Lepszy rydz, niż nic.
Decyzji podejmowanych przez Cohena i pannę Matariaci nie starał się kwestionować. Właściwie, uważał je za całkiem rozsądne, więc nie było nawet powodu, dla którego miałby to robić. Wkrótce wyruszyli zatem w podróż, według uprzednio ustalonego planu.
O ile możliwość napotkania bestii i demonów była niezbyt pocieszająca, o tyle równie kiepskie - albo i gorsze! - było znoszenie warunków panujących w tym miejscu. Słońce naprawdę dawało się we znaki. Tork mógł niejednokrotnie wyruszać w gorsze podróże pod względem odległości czy konieczności pokonania ich w krótszym czasie, ale z pewnością nigdy nie miał do czynienia z takim skwarem i duchotą. Ale, cóż, Tygrys jak Tygrys, uparty niekiedy i nawykły do przezwyciężania kolejnych trudności, jakoś sobie musiał radzić.
W końcu zatrzymali się na obóz. W końcu, nareszcie! Ulgę na twarzy Torka można było bez problemu dostrzec.
Rozglądając się, stwierdził po kilku chwilach, że w sumie nie pozostaje mu wiele do roboty, poza dalszym ciągiem odpoczynku. Kilka osób się czymś zajęło: Ra'Shad i jakiś inny gość zajęli się runiczną ochroną, Cohen wraz z Lisą przygotowywali mięso. Wyglądało na to, że pozostali mają chwilowo czas wolny.
- Ale tym już owszem. - dodał po kwestii Lisy, zdejmując buty. - Chociaż jeśli będzie bardzo przeszkadzał, to pójdę gdzieś na ubocze. - dokończył, siadając tak, jak przy poprzednim postoju. Buty położył blisko siebie, żeby mieć je na oku, ale nie przesadzać z ostrożnością. Rzucająca się w oczy troska o buty mogła wyglądać podejrzanie, a Tygrys bez nich byłby znacznie osłabiony, no i smutny przy okazji. Nie chciałby ryzykować, że ktoś pozna ich sekret, a później zapragnie ich dla siebie... albo chociażby wymsknie mu się komuś, komu by się te skarby zanadto spodobały.
25.05.2016, 16:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj

PRZEDMIOT

Kliknij w obrazek







Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna