Opuszczony młyn
#21

Metheor zezwolił sobie na chwilę głębokiej konsternacji. Wbijając wzrok w podłogę, masując dłonią brodę, krążył w tę i z powrotem, bezlitośnie zmuszając swe liczne szare komórki do katorżniczej pracy. Na jego dojrzałej, lecz przystojnej twarzy malowało się coraz więcej zmarszczek, wręcz układających się w słowo "przejebane". Umysł Szamana wypełnił niepokój, nie blokując jednak zaawansowanych procesów myślenia; co więcej, serce wciąż miał wypełnione odwagą, a dusza wręcz wyrywała się do czynienia dobra. Niemniej, wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały na głębokie bagno, w które Meth wszedł i z którego niełatwo się wyplącze.
Piasek w jego wewnętrznej klepsydrze przesypał się, dając znać, iż nadszedł koniec głębokich rozważań.
Szaman sięgnął do plecaka, wyjmując miksturę leczniczą i podał ją Michaelowi.
- Wypij do dna - polecił.
Pomyśleć, iż kilka chwil temu gotowy był bez mrugnięcia okiem zabić młodzieńca. Nie chciał przyznać na głos, iż być może usłyszane nie raz rady dotyczące popracowania nad temperamentem, mogły nieść ze sobą więcej racji, niż Meth był skory przyznać. Liczył, że sporządzona przez niego, mistrza alchemii, mikstura lecznicza okaże się na tyle silna, by zregenerować przynajmniej kawałek brakującego mięśnia. Butelkę po eliksirze zabierze z powrotem, jeszcze się przyda.
Kaszlnął kilka razy, chrzaknął i wypełnił płuca powietrzem.
- Więc, moi drodzy, plan jest następujący - rzekł, zwracając na siebie absolutną uwagę. - Frontalny atak z pewnością odpada. Nie spodziewałem się, że przeciwnicy będą tak silni. Szczerze mówiąc, zakładałem, iż jestem jednym z najpotężniejszych szamanów w promieniu mil. Z początku planowałem zaatakować bezpośrednio, zrobić porządek, ujść z życiem i zażyć regenerującej kąpieli z pomocą mojej nowej, uroczej służki. - Westchnął, zrozumiawszy, iż nie zapowiada się, by w najbliższym czasie czekała go chwila błogiego relaksu. - Bez wątpienia musimy pozbyć się tych dwóch szamanów, ale sam mogę nie dać rady, a wy jesteście zwykłymi młodzikami. Musimy użyć podstępu. Nie planowałem mieszać w to Desdemony, ale wątpię, byśmy mieli innej wyjście. - Spojrzał na dziewczynę, a następnie na Michaela. - Udacie się do tamtej dwójki, udając, iż Desdemona przeszła na ich stronę. Osłabicie ich czujność. Będę powoli skradał się w pewnej odległości. Gdy stracą czujność lub uwierzą, zaatakujemy znienacka. Co kilka chwil będziecie wypuszczać ładunek many, bym znał waszą lokalizację, pod pretekstem, iż z przyzwyczajenia szukacie okolicznych dusz i nie czujecie się tutaj pewni. Ty, Desdemono - ponownie zwrócił się do dziewczyny - spróbujesz odzyskać chociaż jeden talizman lub lalkę, a podczas walki ukryjesz się lub uciekniesz w moją stronę. - Metheor ponownie zaczął krążyć po pomieszczeniu, dając wyraźny sygnał, iż jeszcze nie skończył. Odruchowo pogrzebał małym palcem w uchu, a ponieważ całkiem niedawno brał kąpiel, nie znalazł nic godnego uwagi. Po krótkiej chwili, którą dał młodzieńcom na przetrawienie jego planu, kontynuował. - Naprawdę nie chciałem w to mieszać Desdemony, ale musicie zrozumieć, że jesteśmy w mniejszości. Poza tym, gdy tylko wyczują moje duchy, natychmiast skupią swoją uwagę na mnie. Ty również Michaelu będziesz musiał zatroszczyć się o swoje bezpieczeństwo, ale to na ciebie najbardziej liczę w tej bitwie. Nie widzę innego wyjścia, ale chętnie wysłucham waszych sugestii.
Metheor czuł się bardzo niepewnie w takiej sytuacji. To z pewnością nie było w jego stylu. Wolał zajmować się mściwymi duchami, egzorcyzmami, badaniami, zbieraniem ziółek i zboczonymi fantazjami o swojej przyjaciółce. Również nie miał sojuszników w okolicy, którzy by mu pomogli, a czasu na zebranie armii nie było. Starał się tego nie ukazać po sobie, lecz walka z odruchem ucieczki zabierała mu ogromne pokłady siły woli, zważywszy na to, iż jakaś część jego jestestwa już pogodziła się z porażką.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.02.2017, 21:08 przez Metheor.)

20.02.2017, 18:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#22

Zażyta mikstura lecznicza z pewnością ulżyła Michaelowi. Mniej rwało, ból nie był już tak nieznośny, krew powoli przestawała obficie przebijać przez opatrunek. Nie uzdrowiło to całkowicie ręki, lecz z pewnością stała się bardziej sprawna. Młody szaman poruszał nią, to zaciskał dłoń w pięść, co przyszło mu już z nie lada oporem. Zacisnął zęby. Wysłuchał planu małej dywersji. Przez dłuższą chwilę milczał, przyglądając się Desdemonie, wyraźnie oceniając, na ile jej udział jest niezbędny. Sposób, w jaki poruszały się mięśnie na jego twarzy, sugerowały, że wcale mu się to nie podobało i najchętniej, by od razu odesłał dziewczynę do jakiegoś bezpiecznego miejsca.
Sama panienka zerkała na obu mężczyzn bardzo niepewnie, miotając się w swym niezdecydowaniu. Ostatecznie za sprawą porozumiewawczych spojrzeń między młodą parą, ta zwiesiła ramiona, poddając się ich poleceniom.
- Możemy zrobić, jak planowałeś. Razem z Desdemoną ominiemy ogary bez przeszkód. Nie powinny nas zaatakować... - urwał, wyraźnie zastanawiając się, czy aby jest tak na pewno. - Ty musisz sobie jakoś inaczej poradzić. Być może przyciągniemy uwagę tego przy młynie i da ci to szansę ruszyć za nami niezauważonym. Ważne, aby cię nie zauważył. I żebyś ty go nie zaatakował, bo cała ta dywersja pójdzie na nic i zginiemy.
Michael podźwignął się, ciągnąc za rękę dziewczynę, by poszła jego śladem. Następnie puścił ją przodem. Gdy młoda szamanka schodziła ze schodów, Michael zwrócił się ostrzejszym tonem do Metheora:
- Jeżeli stanie się jej krzywda, nie daruję ci.

Następne zdarzenia potoczyły się sprawnie. Michael w towarzystwie Desdemony ruszył w stronę lasu, szepcząc instrukcje. Ta tylko kiwała głową zupełnie pobladła, doskonale wiedząc, że to wszystko ją przerasta. Tak, jak przewidywano - ściągnęli uwagę jednego z "wartowników". Ogar kręcił się wokół nich na tyle długo, odprowadzając aż do ściany lasu, że Metheor spokojnie zdołał przedostać się na drugą stronę, nie zwracając niczyjej uwagi.
Wkraczając w ciemny las, niewiele widział. Para szybko zniknęła mu z oczu. Jedynie słyszał od czasu do czasu pojedyncze słowa, trzask gałązek, szeleszczące liście. Kierując się impulsami wypuszczanej many przez kilkanaście minut szedł cały czas przed siebie, by później wyczuć zmianę, wyraźne wahanie w obraniu właściwej drogi. W pewnym momencie kluczył pomiędzy drzewami, wyczuwając, że jego przewodnicy zgubili się. Nie trwało to jednak długo.
Moment, w którym dotarł na obrzeża małej, dzikiej polany podpowiedział Metheorowi, że zbliżył się do celu. Impulsy many od pewnego czasu nie pojawiały się. Zanim jeszcze zobaczył członków organizacji, usłyszał rozmowę Michaela z jednym z nich. W ciszy nocnej dźwięk niósł się na tyle daleko, że szaman mógł poczuć się dostatecznie szybko zaalarmowany.
Rozmowa przebiegała tak, jak zakładał. Michael blefował, Desdemona stała sztywno, udając, że zgodziła się na warunki, zaś dwójka szamanów była tak zirytowana ich pojawieniem się, że nie zwracała uwagi na nic innego. Nawet nie spoglądali za siebie, na wielką, płaską skałę wyrzeźbioną na wzór ołtarzy ofiarnych, na której tkwił  w łachmanach jakiś mężczyzna. Bezskutecznie miotał się z zakneblowanymi ustami, przykuty grubymi łańcuchami za ręce i nogi.

30.06.2017, 11:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#23

Metheor uśmiechnął się pod nosem i jedynie skinął głową, słysząc groźbę Michaela. Ja sam nie darowałbym sobie, gdyby Desdemona ucierpiała, powiedział do siebie w myślach. Uznawał związek dwójki młodych szamanów za wyjątkowo romantyczny, taki jakiego sam nie miał okazji w życiu doznać. To tylko dodało mu otuchy i odwagi. Miał teraz prawdziwy powód do walki - miłość. Jako ktoś, kto pragnie być mentorem dla młodego pokolenia osób parających się obcowaniem z duchami, Meth świadom był jak wiele musi z siebie dać, by zasiać ziarno odwagi i nadziei, z którego w przyszłości wykiełkuje piękny kwiat. Dopiero teraz uderzyło go, jak ważna jest ta misja w szerszej perspektywie czasu. Tu już nie chodziło o zemstę, o życie i śmierć, a może nawet o miłość. Stawka rozgrywała się o przyszłość, o wszystko albo nic. Każda decyzja, każda ruch od teraz będzie miał ogromny wpływ na szamanów przez następne lata. Może Methowi się powiedzie, wszystko skończy się dobrze i zapoczątkuje nowy ruch szamanów, podzielający jego ideały? A może wygrają wrogowie i świat pogrąży się w wojnie domowej między poszczególnymi klasami? Lub po prostu istnieje trzecia droga, gorsza od poprzedniej? Metheor czuł, że od nadmiernych rozmyślań zaczyna kręcić mu się w głowie. Postanowił się uspokoić, wykonał parę szybkich technik medytacyjnych i ponownie skoncentrował się na sprawie.

Plan zdawał się przebiegać dobrze... aż za dobrze. Chwila, podczas której Szaman stracił grupę wydawała się trwać w wieczność, ale ostatecznie wszystko wróciło na właściwy tor. W całym tym zamieszaniu zapomniał całkowicie o porwanym mężczyźnie, który wszak może mieć kluczowe znaczenie dla całej sprawy, lecz nie było teraz czasu na głębsze rozmyślanie o tym. Szaman wziął cichy, głęboki wdech. Szybko oczyścił myśli i przeszedł do ostatniej fazy - ataku znienacka.
Meth ma zamiar położyć dłoń na wszystkich swoich talizmanach i przekazać mentalnie rozkazy. Jelajel będzie miał za zadanie jak najszybciej zaszarżować na najbliższego wroga, celem przecięcia go mieczem przez tułów, skupiając na sobie całą uwagę i w razie potrzeby zasłaniając się tarczą, lecz nie przerywając biegu. Leliana pojawi się nieco z boku, w przestrzeni między drzewami, by miała dobrą widoczność, następnie zasypie gradem strzał przeciwników celując w tułowia, ale tak by nie zranić Desdemony lub Michaela; Jelajel domyślnie pojawi się tak blisko, jak tylko będzie mógł, a Leliana pomiędzy nim a Methem. Menquel również zostanie przywołany jak najdalej, ale z boku, za drzewem, najlepiej tak, by nie znalazł się na widoku wrogów, a jego zadaniem będzie zakradnięcie się od tyłu i uwolnienie związanego mężczyzny lub w razie problemów ukrycie się i czekanie na dalsze instrukcje. Ischim pojawi się blisko Metheora, za drzewem, trzymając łuk w pogotowiu, by chronić Szamana przed duszami bestii.
Gdy polecenia zostaną wydane, Meth skupi całą swoją moc i jak najszybciej przeleje ją do talizmanów, celem przywołania towarzyszy i rozpoczęcia ostatecznej bitwy. Sam ukucnie i mocno chwyci włócznię, przygotowując się do ewentualnej obrony, dokładnie obserwując przebieg zdarzeń i wydając mentalne polecenia swojej małej grupie aniołów.
29.10.2017, 22:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#24

Podczas gdy Metheor wydawał mentalnie polecenia swym duszom, na polanie w dalszym ciągu trwała ożywiona dyskusja.
- Chcesz w tym uczestniczyć? - zapytał domyślnie jeden z nich z wyższością. Wyprostowany, z długą szatą, srebrnymi włosami zaczesanymi do tyłu i bujną brodą, w ciemnościach wyglądał przerażająco. Ostrym, natarczywym tonem głosu zaczął atakować słownie panicza Tamplina. - Nie dość narobiłeś nam problemów? Wracaj czym prędzej do młyna. Nie jesteś nam tu potrzebny. I zabierz swoją dziewczynę zanim coś jej się stanie.
- Ona i tak już wie za wiele - wtrącił drugi. Stał dalej, bardziej w cieniu przez co nie można było dostrzec nic więcej poza postawną sylwetką mężczyzny. - Za wiele jak na nowicjuszkę. Źle zrobiłeś, że zabrałeś ją tutaj.
Oślizgłość szamana sprawiła, że Michaelowi przebiegł dreszcz po plecach. Instynktownie zasłonił Desdemonę. Starzec zaśmiał się pogardliwie.
- Nie mogę zrozumieć, skąd to twoje przywiązanie do tej dziewuszki. Bezwartościowa jako szamanka, w dodatku z pustką w głowie.
- Jest teraz z nami - wydusił, a raczej wycharczał Michael. - Daliście słowo.
- Niby tak, ale chyba nigdy bym jej nie zaufał. - Desdemona skurczyła się pod wzrokiem szamana. Nogi jej drżały. - Tak samo jak twojej matce. Dwie pizdy, którym wydawało się, że mogą stać z boku i nie brać w tym udziału. Jedną mamy już...
- Co ci się stało w rękę? - zagrzmiał ten drugi, przerywając wspólnikowi. Poruszył się tak, jakby zaraz, w kilku susach, miał dopaść młodego szamana, chwytając za poły ubrania i porządnie potrząsnąć.
Wszystkim skoczyła adrenalina. Ciepło rozchodziło się po ciele. Na ten jeden, krótki moment poddano się wrażeniu, że czas zwolnił. Surrealistyczne odczucie potęgowane przez napięcie pomiędzy szamanami. Metheor już skończył wydawać polecenia, przesyłając ogromną dawkę many do talizmanów. Desdemona zamarła. Michael milczał. Powoli podniósł dłoń, pokazując w wątłym, przesłoniętym chmurami świetle księżyca obandażowane przedramię. Uśmiechnął się nienaturalnie. Jego wrogowie dopiero w tej chwili zauważyli bladość na twarzy panicza. Na twarzy, w której z każdą mikrosekundą zaostrzała się czysta nienawiść.
Podczas gdy Jelajel zaczął szarżować na przeciwników, Michael zdążył wyszarpać zdrową ręką rapier i zatopić go w ciele starca. Temu udało się przesunąć zawczasu w bok, by ostrze zamiast w płuco trafiło pod żebra. W krzyku, nadziany, bez możliwości ucieczki, chwycił za medalion. W momencie, gdy przelewał manę do naczynia, Tamplin odepchnął go i silnym ciosem nadciął jego przedramię. Medalion upadł na ziemię. Michael, pochłonięty swym pragnieniem zemsty, nie zważał na nagłe skomlenie o litość. Uderzył pięścią próbującego się nieudolnie zasłonić starca. Krew tryskała z tętnicy w rytm szaleńczo bijącego serca.
Tamplin ciął dalej. Prawie nic nie widział. Desdemona darła się akompaniując wrogowi, z którego gardła wydobywał się jeszcze potworniejszy wrzask. Gdy w końcu za którymś ciosem rapiera oderżnął dłoń, wykrzyczał jednym długim dźwiękiem cały swój gniew, żal i ból po stracie matki.

Michael odsłonięty przed przyzwanym wrogim duchem, omal nie przypłacił tego życiem. Znany już Metheorowi morderca lady Tamplin nie zdążył jednak użyć jednego ze swych sztyletów, gdy Jelajel bezceremonialnie przeciął go w biegu mieczem przez tułów.
- Skurwysyn - ledwo wyartykułował z siebie skrytobójca i zniknął w blednącej poświacie.

Leliana zgodnie z planem zasypała przeciwników gradem strzał. Te przypieczętowały los bezrękiego, ledwo przytomnego szamana, który charcząc, skomląc i zalewając się krwią, próbował odczołgać się od Michaela i Desdemony. Jeden z pocisków utkwił w gardle, wychodząc grotem z drugiej strony.
Oddane strzały w stronę drugiego z szamanów zakończyły się niepowodzeniem.
Drugi z wrogów, nie tracąc czasu, wcześniej zwietrzywszy zagrożenie, wycofał się i przywołał na tyle szybko swoich pomagierów, by zdążyli go uchronić przed śmiercią, która niechybnie spotkałaby go ze strony szarżującego Jelajela lub śmiertelnie precyzyjnej Leliany. Cztery dusze już kontratakowały, osłaniając swego pana.

Szarżujący anioł Metheora starł się z drugim aniołem. Zgrzyt skrzyżowanych mieczy, a następnie łomot po zderzeniu się dwóch tarcz, zagłuszyły wszystko inne, przyciągając uwagę. Jelajel walczył z równym sobie przeciwnikiem, wojownikiem w rycerskiej zbroi i skrzydłami ciasno przylegającymi do tułowia. Zdawał się być silniejszy, lecz nie zwinniejszy. Mimo to przy sparowaniu ciosów, Jelajel był zmuszany do cofnięcia się niż do kontynuacji ataku. Przeciwnik próbował zepchnąć go do obrony.
Leliana, której zadaniem było strzelanie do przeciwników, nie mogła mu pomóc. Była zbyt zajęta pozostałymi duchami, trzymając ich na dystans. Gdyby nie błękitna poświata tarczy rozciągnięta na tyle szeroko, by pomieściła kilka osób, wrogowie już by zostali nafaszerowani pociskami. Dwójka wojowników mając za broń długie miecze próbowała wyjść zza bariery, jednak Leliana nie pozwalała im na to. W pewnym momencie jeden z nich, znajdujący się z prawej, rzucił małym toporkiem w anielicę, która zwinnie umknęła. Broń pomknęła dalej w ciemności. Przeciwnicy kupili sobie na tyle czasu, by wybiegli zza ochronnej tarczy. Jeden ruszył na Michaela, drugi na Jelajela. Leliana skupiła się na ostrzeliwaniu tego drugiego. Trafiła go w lewy bark zanim dopadł do walczącego anioła i wojowniczka nie była już w stanie mierzyć do niego, nie obawiając się o postrzelenie kompana.

Jelajel znajdował się w tarapatach. Walczył z dwoma silnymi przeciwnikami na raz. Z ledwością nadążał z obroną przed natarczywymi atakami wrogiego anioła i człowieka, który umiejętnościami mógł im dorównać. Nawet z przebitym barkiem poruszał się na tyle zwinnie, by unikać uderzeń tarczy.

Szarżujący na Michaela i Desdemonę wojownik odbił się od telekinetycznej tarczy, która po rzuceniu lalki nagle pojawiła się przed nim wraz z jednym z duchów - mężczyzny w średnim wieku, uzbrojonego w długi nóż, marsową minę i potężne mięśnie. Młody Tamplin wypuścił jeszcze (także znanego Metheorowi) anioła, który natychmiast natarł na przeciwnika.

W międzyczasie Menquel przekradał się w ciemnościach do uwięzionego na ołtarzu nieszczęśnika, który już nie miotał się, być może nawet nie próbował krzyczeć, obserwując jak zahipnotyzowany to, co działo się przed nim. Gdy duch dotarł niezauważony przez nikogo w pobliże skały, skrywając za jednym z drzew, zaczął przyglądać się ofierze. Jego spostrzegawczość i bardzo dobry wzrok wychwyciły coś. Zaryzykował i zbliżył się jeszcze bardziej, a potem nagle wycofał. Emocja na wzór niezadowolenia wybrzmiała w jego głosie, gdy zwrócił się mentalnie do Metheora:
- Mają lalkę ozdobioną magicznym płótnem. Leży u stóp tego człowieka.
A po chwili przerwy, która zajęła mu na zastanowienie się:
- Jak mam go niby uwolnić z łańcuchów? Potrzebny mi klucz od kajdan.

Sam Metheor nie atakowany jeszcze, czuł poważny ubytek sił w związku z przywołaniem czterech duchów na raz. Asekurowany przez Ishima, dostrzegł za błękitną poświatą tarczy ducha kobiety - bardzo niskiej i krępej, która głównie skupiała się na tej jednej zdolności. Za nią stał szaman, który na razie kontrolował sytuację, nie rzucając przeciwko nim więcej przeciwników. Metheor mógł być jednak pewien, że tak zrobi, ponieważ nawet z tej odległości mógł dostrzec, że w dłoniach trzyma przygotowane lalki.


Metheor - 78/165 many (30 pkt. dotychczasowa regeneracja + koszty przywołania)
05.11.2017, 23:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#25

Metheor z trudem trzymał nerwy na wodzy. Sytuacja nie potoczyła się tak, jak pragnął, a jednak powinien dziękować duchom, iż plan powiódł się chociaż częściowo. Nie posiadał ogromnego doświadczenia w takich bitwach, a przecież walk z udziałem takiej ilości przywołanych istot nie można określić jako pojedynek, ani nawet potyczka. Tu miała miejsce miniaturowa wojna, zarówno dosłownie jak i w przenośni. Starcie dwóch idei, które przeniosło się na rzeczywisty plan. Argumenty objawiające się w mieczach uderzających o tarcze i świstach strzał. Szaman z czasem zrozumiał, iż odczuwa szczerą radość w tej makabrycznej wymianie myśli. Odczuwał podniecenie, patrząc jak jego własne idee zwyciężają, a wróg pada martwy w potoku krwi. Nie dał się jednak ponieść temu uczuciu całkowicie. Wiedział bowiem, iż on sam za moment może dołączyć do tych, których sam przyzywa.
Pomoc Michaela i Desdemony nie okazała się tak duża, jak Metheor z początku zakładał, ale i tak odetchnął z ulgą, gdy panicz przyzwał towarzyszy. Przynajmniej starszy szaman nie będzie musiał aż tak się o nim martwić i w spokoju skupi się na przeciwniku. Bardziej jednak niż spora ilość wrogich duchów martwiła go ilość własnej magicznej energii, której nie starcza na długo. Przykutego mężczyznę postanowił sobie na moment darować.
Wziął głęboki wdech i mentalnie wydał kolejne rozkazy.
- Jelajel, skup się na obronie. Nie daj się zranić, a jeśli któryś będzie próbował cię minąć, zostaw go nam. Jeliana, skup się na wrogu za barierą, zajmij ich uwagę, a gdy będziesz miała okazję lub najdzie potrzeba, zaatakuj wrogów walczących z Jelajelem. Ichim, przenieś się bardziej na prawą flankę, rób to samo co Leliana - atakuj ducha tworzącego barierę nieco z boku, lecz nie całkiem, masz tylko skupić ich uwagę, a w razie potrzeby wspomagaj Jelajela lub broń mnie. Menquel, zostaw przykutego człowieka, podkradnij się do wroga od tyłu i wbij mu nóż w szyję lub gdziekolwiek się da, po prostu go zabij. Jeśli uznasz, że cię zauważono, zaatakuj od razu.
Metheor liczy na to, że cała akcja rozegra się błyskawicznie, jeszcze zanim przeciwnik zdąży przywołać kolejnego ducha lub przynajmniej nim nowy wróg zdąży narobić szkód. Menquel nie spieszy się z akcją, w jego przypadku chodzi o powodzenie. Meth ma nadzieję, iż obecność takiej ilości duchów, wibrująca w powietrzu mana oraz bezszelestne poruszanie się Menqeula pozwolą duchowi wykonać zadanie nie zostawszy zauważonym.
Gdyby Meth zaczął odczuwać silniejszy ból spowodowany porażką Menquela, nie waha się odesłać towarzysza, nie ryzykując utraty koncentracji i tym samym kontroli nad pozostałymi. Jeśli to samo spotyka któregokolwiek z nich, szaman wstrzymuje się z decyzją i czeka na rozwój wypadków, będąc ciągle ukrytym, nie wychylając się, w skupieniu obserwując bitwę, analizując ją i przesyłając manę do talizmanów. W miarę możliwości pozostaje czujny na otoczenie, by nie zostać pokonany własną taktyką, wytężając wszystkie szamańskie zmysły.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.12.2017, 02:11 przez Metheor.)

27.12.2017, 00:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#26

Przyzwane dusze walczyły zaciekle. Ich błyszczące oczy w świetle księżyca przywoływały na myśl drapieżników. Zacięte miny i skupienie nie zapowiadały lekkiej potyczki. Każdy z przywołanych podopiecznych przykładał się do powierzonego zadania jak tylko mógł - walczyli o swego pana tak, jak się od nich oczekiwano. Wojownicy wirowali w śmiertelnym tańcu, jakby to oni mieli stracić życie, nie szamani.
Anioł Michaela skutecznie zatrzymał wroga, który wymieniał z nim wściekłe ciosy. Poruszali się po polanie, raz jeden napierając na drugiego, raz drugi schodząc do defensywy, aby zaraz wykręcić młynek i kontratakować. Nie prezentowali tego samego poziomu fechtunku - anioł pod tym względem górował, poruszając się z gracją i lekkością. Nie mógł jednak zakończyć tego szybko. Przeciwnik charakteryzował się większą zapalczywością. Nie odpuszczał z każdym krokiem, dzikimi okrzykami dodając sobie odwagi i siły przy każdym potężnym zamachnięciu ostrzem. W momentach, gdy mogło się zdawać, że pojedynek jest już skończony, że przeciwnik za bardzo odsłonił się, ten w ostatniej chwili blokował cios bądź uciekał w bok, otrzymując kolejne draśnięcie.
Michael skupił się całkowicie na swoich dwóch duchach. Trzymał kurczowo dłonie na rapierze, jakby wyczekując chwili, w której skoczy do przodu i zaatakuje. Na jego twarzy wciąż była widoczna nienawiść.
Desdemona trzęsąca się jak osika, skupiła wzrok na martwym szamanie leżącym w jeziorze własnej krwi. Sparaliżowało ją. Potem zaczęła panicznie rozglądać się po polanie, aby ostatecznie znowu skierować wzrok na zmasakrowane zwłoki. Zmarszczone czoło, coraz większa determinacja, niepewne spojrzenia rzucane na pole bitwy, zaciskanie dłoni w pięści - dziewczyna walczyła ze sobą, zaczęła niepewnie stawiać małe kroczki w stronę zamordowanego szamana, co chwilę przystając i rozglądając się.

Walka pomiędzy Jelajelem a dwójką wrogich duchów stała się jednostronna. Zejście do obrony było rozsądnym posunięciem, gdyż to pozwoliło na ustabilizowanie swojej pozycji i danie szansy Lelianie na pewniejsze wycelowanie w poruszający się obiekt niż dotychczas. Anielica zmieniła cel z kinetycznej, błękitnej tarczy wroga na duszę mężczyzny, którego wcześniej zraniła w bark. Jej różowe usta rozciągnęły się do słodkiego uśmiechu, gdy stojąc w bezruchu, z naciągniętą strzałą, wyczekała tej chwili, gdy wróg odsłonił się po odepchnięciu tarczą. Z niesłyszalnym świstem w huku zderzających się ostrz, pocisk przeszył po raz drugi ten sam bark. Jelajel nie zdołał wykorzystać tej sytuacji, gdy równocześnie musiał bronić się przed nagle zacieklejszymi atakami drugiego przeciwnika. Z trudnością bronił się, nie będąc w stanie wyprowadzić kontrataku.
Leliana kontynuowała swoje dzieło. Mając wystawionego przeciwnika, który na kilka cennych sekund został wykluczony z walki, wykorzystała to, by wypuścić następne strzały - kolejne przeszywały jego ciało. Anielica z właściwą sobie precyzją zraniła osłabione ramię, następnie udo, bok, aby w akompaniamencie krzyku wrogiego szamana, wypuścić ostatnią strzałę, która przeszyła mózg. Leliana wypuściła kolejne pociski z powrotem w błękitną tarczę przeciwnika, którego pan upadł na kolana, trzymając się za głowę.
Przyzwany duch niewzruszenie utrzymywał blokadę pomimo natarczywych ataków Ishima.

W międzyczasie Menquel przystąpił do powierzonego mu zadania zgładzenia wroga. Niewykryty przez wrogów przesuwał się powoli w stronę szamana, wpierw wyjąwszy jeden ze sztyletów. Świadomy wagi swych działań nie spieszył się.

Obserwujący sytuację na polanie Metheor usłyszał z tyłu wycie przypominające nawoływanie psów gończych na właściwy trop. Rozlegało się z daleka i przebijało przez wrzawę walki. Pojedyncze wycia rozlegały się coraz częściej, aż niewątpliwym było, iż w stronę szamana zmierza dwójka wściekłych psów. Albo czegoś, co ujadało jak pies.
Równocześnie wśród walczących pojawiła się nowa dusza - skrzydlate stworzenie ze szponami zamiast nóg, nagimi, kościstymi plecami, grzywą włosów na grzbiecie i ludzkiej twarzy. Wrogi szaman zdążył wziąć się w garść, nasyłając na nich kolejnego przeciwnika.
Harpia z łopotem skrzydeł dopadła do pierwszego z brzegu ducha, czyli Ishima, który próbował ustrzelić bestię zanim ta runęła i pochwyciła w szpony łuk, łamiąc go. Metheor poczuł piekący ból, gdy harpia rozorała pazurami pierś jego ducha.
Ishim próbował się jeszcze bronić, wyrwawszy zza pasa tasak. Leliana wspomogła go, posyłając celne strzały w korpus bestii.

Desdemona w końcu zebrała się na odwagę. Ruszyła biegiem w stronę trupa. Nie została zauważona przez nikogo więcej dopóki nie padła na kolana, przetrząsając ubranie denata. Szukała gorączkowo. Nie widziała, że anioł walczący z Jelajelem dostrzegł ją pierwszy i ruszył na nią. Uciekając w bok, tym samym przerywając ich wyrównany pojedynek, już w niskim locie wznosił miecz nad głową z upiornym uśmiechem.
Dopiero w tym momencie pogrążony w swej wściekłości i nienawiści Michael zauważył, że dziewczyny nie ma przy nim. Ruszył za nią, wybiegając poza obręb ich własnej kinetycznej tarczy. Krzyknął ostrzegawczo, wiedząc, że i tak nie zdąży.

Wyjące psy były coraz bliżej. Hałas był tak ogłuszający, że bez wątpienia znajdowały się zaledwie kilkanaście metrów za Metheorem. Ten jednak nie mógł nic dostrzec w ciemnym lesie. Wszystko w kościach podpowiadało mu, że szarżujące na niego dwie dusze rozszarpią go na strzępy.

Wszystko przybierało bardzo zły obrót. Wrogi szaman zdawał się być coraz pewniejszy zwycięstwa. Uśmiechał się jak oślizgły gad.
I z tym uśmiechem zginął, gdy Ishim wbił sztylet w jego gardło. Z ust wroga dobył się charkot, krew wypłynęła gęsto skapując po podbródku, oczy wybałuszyły. Duch puścił broń. Przeciwnik upadł bezwładnie na ziemię.
Dopływ many został odcięty. Każda dusza, z którą walczył Metheor wraz z sojusznikami, rozpłynęła się w powietrzu. Szaman mógł nawet poczuć ruch powietrza, który przeszył go na wskroś.
Trójka szamanów wyszła z tego cało.

Metheor - 65/165 many
07.01.2018, 23:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#27

Śmierć nadchodziła. Nie był to pierwszy raz, gdy Metheor czuł żar nadchodzącego końca. Przeszyła go specyficzna mieszanka emocji, której nie szło nazwać. Przeszłość i przyszłość łączyły się w jednym punkcie. Wraz z wyciem bestii przed jego oczami ukazało się całe dotychczasowe życie, wszystkie złe i dobre chwile. Od przykrości, które spotkały go w dzieciństwie, poprzez trening szamański i niezliczone wędrówki, na Athlaunie ratującej jego życie kończąc. Ale było tam coś więcej. Kiedy Metheor próbował sięgnąć wzrokiem dalej, zdawało mu się, iż dostrzega przebłyski przyszłości, momenty, które miały dopiero nadejść. Cudowne chwile pełne szczęścia, bogactwa, spełnienia i nagich kobiet. To wszystko miało jednak zniknąć, nigdy się nie zdarzyć. Metheor często widział dusze świeżo umarłych ludzi, lecz sam nie potrafił sobie wyobrazić, co się z nim stanie. W całej swej ogromnej mądrości nie wiedział, co miał zrobić dalej. Modlić się? Pożegnać? Przeklinać? Nie chciał, by jego ostatnie oddechy przesiąknięte były strachem, złością lub rozczarowaniem, więc po prostu zamknął oczy i z uśmiechem czekał na koniec.
Kilka uderzeń serca później los dał mu kolejną szansę. Szaman poczuł niemalże wstrząs, gdy wszystkie duchy zniknęły, gdy cała ta mana wirująca w powietrzu rozproszyła się. Powoli otworzył najpierw jedno oko, potem drugie. Wyczulone zmysły nie rejestrowały żadnych wrogich dźwięków zza pleców. Pierwszą jego myślą było to, że umarł. Skupił się na własnym wnętrzu i wyczuł źródło many oraz więzi z własnymi duchami, a po chwili otworzył się na ich uczucia i myśli, co ostatecznie uświadomiło go o przebiegu bitwy. Wygrali.
- Dziękuję wam za pomoc, naprawdę - rzekł w myślach do duchowych towarzyszy. To było wspaniałe zwycięstwo. Jednakże bitwa mogła jeszcze się nie skończyć. Ischim i Jelajel, zostaniecie na wszelki wypadek ze mną. Ischimie, patroluj teren, ale nie oddalaj się zbyt daleko. Leliano i Menquelu, bądźcie w gotowości. - Przerwał zaopatrywanie w manę dwa ostatnie anioły.
Metheor wziął głęboki oddech, gdyż uświadomił sobie, że wstrzymał powietrze. Zakręciło mu się w głowię, ale zaczął iść w stronę Michaela i Desdemony, prosząc Jelajela, by ten stał blisko niego.
- Jesteście cali? Doskonale się spisaliście. Odpocznijcie chwilę, zajmę się resztą - rzekł Szaman do młodszych towarzyszy, dając im chwilę by zostali razem, a sam poszedł dalej.
Skierował się ku związanemu mężczyźnie. Stanął przed nim i przed leżącą lalką. Dokładnie zlustrował tę scenę, próbując wywnioskować jak najwięcej. W końcu uśmiechnął się uprzejmie, nie robiąc nic w celu uwolnienia nieznajomego.
- Witaj, nieznajomy. Jestem Metheor, trudnię się egzorcyzmami, pomaganiem duszom w przejściu na drugą stronę, alchemią, zielarstwem, zbieractwem, jestem również amatorem myślistwa. - Odwrócił się na moment i skinął na martwe ciała. - Jak widać poszerzyłem swój zakres usług o mordowanie nielegalnych szamańskich zgrupowań o charakterze skrytobójczym. Nie przedłużając, opowiedz mi kim jesteś. Jak masz na imię, skąd pochodzisz, przede wszystkim co ci niemili ludzie chcieli z tobą zrobić i dlaczego. Musimy się lepiej poznać, zanim zdecyduję się uwolnić cię z łańcuchów. Oczywiście, już umożliwiam ci mówienie. - Meth ma zamiar zdjąć knebel z ust nieszczęśnika i w spokoju go wysłuchać.
27.02.2018, 20:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#28

Słodki, niewinny uśmiech rozświetlił twarz anielicy, gdy skłaniając głowę, wróciła do medalionu. Menquel pożegnał się w żołnierskim stylu, prostując sylwetkę i z powagą rozmywając się w powietrzu. Ishim zgodnie z poleceniem, oddalił się od swego pana. Zaczął patrol, poruszając się w obrębie granic polany. Trzymając łuk, rozglądał się czujnie, jakby nie do końca wierzył, że problemy zakończyły się.
Zanim Metheor podszedł do dwójki sprzymierzonych szamanów, zobaczył, jak Michael doskoczył do Desdemony, potrząsnął nią z wściekłością i wykrzyknął:
- Co to było?! Oszalałaś?! Na cholerę biegłaś do tego trupa!
Kiedy dziewczyna wyciągnęła przed siebie dłoń z medalionem, ten tylko westchnął i zagarnął ją w swoje ramiona, mocno tuląc. Po wyrazie twarzy panicza Tamplina, jaki udało się uchwycić starszemu szamanowi, było widać tę bolesną świadomość, że niewiele brakowało, by życie młodziutkiej adeptki zostało tak brutalnie zakończone. Michael jedynie skinął głową na słowa Metheora.
Mężczyzna, który do tej pory bezskutecznie próbował wyrwać się z łańcuchów, znieruchomiał, pozwalając wyjąć mu knebel z ust. Zanim odezwał się, mierzył czujnym, acz przerażonym spojrzeniem szamana, nie wiedząc, czy może mu zaufać.
- Jestem Damien - wycharczał. Zdziwiony brzmieniem swego głosu, zmarszczył brwi. - Ci ludzie chcieli mnie zabić. Czekali na ten dzień od wielu dni. Nie wiem, ile minęło czasu, ale na pewno nie dłużej niż miesiąc. Oni... wierzyli, że jeśli zabiją mnie w specjalnych... okolicznościach, to uzyskają potężniejszą duszę.
Mężczyzna oblizał usta.
- Nie wiem, co przez to rozumieli, ale bardzo dużo o tym ze sobą rozmawiali. Próbowałem uciec, ale zawsze ktoś mnie pilnował.
Rozmówca wyraźnie wahał się. Rzucał spojrzenia to na Metheora, to na przytulającą się parę, aby zaraz wypalić:
- Lepiej nie wypuszczaj mnie. Zostało niewiele czasu. Nie zdążycie już uciec. Idźcie stąd wszyscy, a potem z rana, wróć po mnie, szamanie, i uwolnij mnie. Nie chcę nikomu zrobić krzywdę.
Michael oderwał się od Desdemony.
- O czym on mówi?



Metheor - 58/165 many
04.03.2018, 23:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#29

Metheor nie czuł się na tyle pewny, by wypuścić człowieka z łańcuchów, niemniej nie czerpał przyjemności z rozmowy z uwięzionym w takich warunkach. Szamana mocno zaintrygowały ostatnie słowa i to na tyle, iż podrapał się po brodzie i wydał z siebie mruknięcie, które normalnie wydaje tylko podczas podglądania kąpiących się w jeziorze młodych wieśniaczek. A ma idealne punkty obserwacyjne przy niemal każdym jeziorze na kontynencie. Zignorował zainteresowanie Michaela, a właściwie go nie usłyszał - teraz zżerała go jego własna ciekawość.
- To w końcu nie zdążymy uciec czy jednak zdążymy i mamy wrócić rano? - zapytał, po czym zaczął iść powoli w stronę martwego wroga dzierżącego wcześniej klucz do łańcuchów. Przy okazji Meth zamierza zakosić mu wszystkie talizmany i amulety, dokładnie przeszukując ciało. - Słyszałem o rytuałach, wedle których zabicie ofiary, w jak to ująłeś "specjalnych okolicznościach", czyni jej duszę silniejszą, lecz wedle mnie to zwykłe bujdy. Dusza jest zbyt złożonym bytem, tajemnice many wciąż są dla nas - śmiertelników - niejasne, a szczerze wątpię, by pełnia księżyca potrafiła zamienić duszę z klasy brązowej na srebrną, lub więcej. Niektórzy nawet poświęcają cenne dziewice, to oburzające! - mówił ciągle, zajmując się swoimi sprawami i jeśli skończy, wróci przed ołtarz. - Więc, jak to z tobą jest? Zamieniasz się w potwora? Może coś się tu zjawi? Jest tu trójka szamanów, w tym ja. Zwłaszcza ja. Opowiedz mi to szybko, towarzyszu, to wyciągnę cię z łańcuchów. Chcę się potem jeszcze rozejrzeć, a następnie wszystkim przyda się dawka solidnego snu.
Nieprzerwanie był w mentalnym połączeniu ze swoim duchem-zwiadowcą, będąc gotowym zareagować w każdej chwili. Choć nie chciał tego przyznać, nawet przed samym sobą, historia więźnia przyprawiła go o ciarki, wobec tego Meth, pod pretekstem drapania się po klacie (a wyglądał nieco na obdartusa, który się nie myje), dotykał własnych talizmanów.
21.04.2018, 20:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#30

Nieważne, jak wiele obleśnych myśli tłukło się w umyśle Metheora - jego aparycja sprawiała, że budził respekt, a słowa, które skierował do przywiązanego do skały Damiena, świadczące o przytomności umysłu, doświadczeniu życiowym i pewności siebie. Nikt nie domyśliłby się jego prawdziwej natury, nawet nie posądzał o bezczelne podglądanie wieśniaczek. Może tylko przyjaciółka z Lothil miała podejrzenia, lecz nie zdradzała się z tym.
- Jeżeli teraz mnie wypuścisz, to nie zdążysz uciec - wycharczał mężczyzna, podirytowany, że szaman nie zrozumiał i że... chyba sam nie może więcej wyjaśnić. Spanikowanym wzrokiem rozglądał się dookoła, aby zaraz zadrzeć twarz w stronę nieba. Odezwał się ponownie, a jego głos zdawał się niższy, grubszy. Wyraz twarzy też zmienił się niedostrzegalnie, nabierając bardziej wyrazistych rysów.- Nie znam się na tym o czym mówisz. Powiedziałem wszystko, co wiem. Idź stąd, szamanie, i nie wracaj aż do rana. Nie drąż dlaczego. Chcę dalej żyć, ty pewnie też, więc zrób nam wszystkim przysługę i nie pytaj.
W międzyczasie Ishim, przeprowadzający rekonesans okolicy, zameldował, że w okolicy nikogo ani niczego nie ma.
Przeszukanie ciała mężczyzny zaowocowało w znalezienie pogiętej koperty z listem, małym kluczykiem (prawdopodobnie do kuferka lub skrytki), mieszka z pieniędzmi (ładnie wyhaftowanego, o wadze, która optymistycznie nie nastawiała na znalezienie pokaźnej sumy) oraz wszystkie naczynia na dusze dotychczas związanymi z umarłym.
Metheor miał do dyspozycji sześć różnych przedmiotów i jeden talizman. Naczynie anioła było zdobione srebrem i z pewnością krwawy napis Tycjan oznaczał imię anioła, z którym zmierzył się Jelajel. Pozostałe narzędzia voo-doo były zwykłymi figurkami o różnych kształtach, ze srebrnego kruszcu (dwa psy z karykaturalnymi zębiskami ułożonymi w uśmiech, ptaszek oraz dwie ludzkie sylwetki). Z pewnością stanowiły pokusę, by przejąć je, jednak aby tego dokonać, Metheor musiałby przełamać pieczęcie na naczyniach, aby najpierw uwolnić z kontraktu duszę, a potem zapolować na nie, próbując przejąć albo siłą, albo za pomocą dyplomacji.
- Idźcie stąd - wycharczał Damien, staczając ze sobą wewnętrzną walkę. Spoglądał z przerażeniem w niebo. Księżyc wychynął zza chmur. Pełnia oświetliła ich małą polanę, obejmując ich pobojowisko, sylwetki i skałę z więźniem.
Ten krzyknął z bólu, szarpiąc za łańcuchy.
- Kurwa - podsumował panicz Tamplin, obejmując mocniej Desdemonę. - Uciekamy stąd. Metheor, na twoim miejscu nie zostawałbym tutaj. Zamkniemy się w tym starym młynie. Te łańcuchy...
Te łańcuchy nie wytrzymają, przekazał w myślach swemu panu Ishim. Metheor czuł, że podopieczny był spięty, gotowy w każdej chwili zareagować.
Damien próbował jeszcze coś wykrztusić, ale zmieniająca się z donośnym trzaskiem linia szczęki, nie pozwalała na wyartykułowanie żadnego ludzkiego dźwięku. Jego oczy, utkwione niezmiennie w Łowcę Dusz, zmieniły najpierw kolor na jadowitą żółć, aby zaraz źrenice przekształciły się w pionowe kreski. Damien ryknął grubym, donośnym głosem przypominającym dzikie zwierzę. Szarpnął za łańcuchy, a one upiornie zabrzęczały.
Michael i Ishim mieli rację - wrodzy szamani przeliczyli się i użyli złej grubości łańcuchów do związania tego, co w ciągu kilku chwil przeistoczy się w bestię.
Tamplin chwyciła za rękę Desdemonę, podejmując bieg. Krzyknął w panice do Metheora, by zrobił to samo.


Metheor - 54/165 many
23.04.2018, 23:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna