Oaza za murami Azaratu
#1

Cytat:
Oaza ta znajduje się niedaleko wejścia do Azaratu poprzez Bramę Życia, o ile idziemy wzdłuż muru. Większość osób podróżujących do Azaratu wie o tej lokalizacji z prostego powodu, ale miejscowi praktycznie nie mają o nim pojęcia dlatego nie zostało tutaj nic zniszczone. Zazwyczaj zatrzymują się tutaj wędrowcy, którzy nie zdążyli dostać się do miasta przed zmierzchem. Mimo takiego miejsca jest tutaj spokojnie. Miejsce to posiada jedną nie pisaną zasadę. Osoby, które się tutaj zatrzymują podpisują swój tytuł lub imię i wpisują datę po przetrwaniu nocy. Głównie jest to dla wiadomości, aby kolejne osoby, które tutaj przybędą wiedziały czy jest bezpiecznie, albo kiedy ostatni raz było bezpiecznie. Zdarzają się na nim odstępy nawet kilkumiesięczne, że nikt nie podpisywał się. Spowodowane jest to z powodu, że niektórzy nie robili tego z niewiedzy, a inni ponieważ spotkały ich zły los i nie przetrwali nocy tutaj. Zdarzało się, że po prostu nikt tutaj w dłuższym czasie nie wędrował, jednak kto to wie jakie historie widziało to miejsce i czego było świadkiem. Jest tutaj troszkę większy zbiornik wodny z czystą wodą z której można się napić bez problemów, a dookoła wypełniona jest bujnymi krzakami i palmami, a także wieloma kamieniami. Jest też jeden wyjątkowy kamień zapisany, bardzo duży leżący na ziemi. Wszystkie na nim daty i podpisy są jeden pod drugim.


MG

Idąc tak blisko muru znalazłeś miejsce, które wydawało się idealnym do odpoczynku. Przeszedłeś coś w okolicy dwóch - trzech kilometrów od bramy. Może niekoniecznie się tego spodziewałeś, ale jednak nie mogłeś narzekać. Były tutaj idealne warunki w porównaniu do miejsc biedoty w Azaracie, aż dziw, że nikt stamtąd wie o tym miejscu. Podchodząc bliżej zauważyłeś człowieka z siwizną na głowie siedzącego na kamieniu. Gdy usłyszał kroki odwrócił się, wstał i obdarzył Ciebie szczerym uśmiechem. Teraz mogłeś określić jego wiek, który był w okolicy siedemdziesięciu lat. Widać było, że całkiem nieźle się trzymał jak na swój wiek, a swoim wzrokiem czułeś jakby przeszywał Ciebie na wylot. Jego niebieskie oczy drążyły się w Tobie dostrzegając wszystko co masz w sobie, albo przynajmniej miałeś tylko takie wrażenie. Ubrany był w zieloną lekko podartą szatę, która zakrywała całe jego ubrania oraz lekkie sandały. Będąc dosyć blisko zauważyłeś słomiany kapelusz oraz butelkę z alkoholem obok skały na której siedział. Widać także było przygotowane ognisko, lecz jeszcze nie podpalone. Najwidoczniej czekał na noc. Gdy znalazłeś się w zasięgu jego głosu natychmiast powiedział do Ciebie:
-Witaj. Co Ciebie tutaj sprowadza? O ile dobrze widzę nie jesteś podróżnikiem tylko miejscowym. Mało osób zna to miejsce, ah taka szkoda. Już od długiego czasu tutaj nikogo nie spotkałem jak tutaj przebywałem. Jeżeli chcesz to jeszcze uda się Tobie wejść Bramą Życia przed zmrokiem, który niedługo zapadnie, a jeżeli chcesz zostać to usiądź. Przynajmniej będę miał do kogo odezwać się tej nocy i z kim się napić może jakiegoś trunku i wymienić się swoimi opowieściami. Ah gdzie moje maniery nazywam się Mado.
Wskazał Tobie miejsce na skale po drugiej stronie przygotowanego drewna do rozpalenia.
22.12.2015, 00:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Oaza za murami Azaratu
#2

Po wyjściu z miasta, mężczyzna od razu poczuł się lepiej. Tłum w tym zakurzonym mieście przypominał Luxterowi jego najgorsze lata spędzone w lochach. I chociaż przepychanie się wśród ludzi na bazarze było zaledwie spacerkiem, w porównaniu do tamtych czasów, to i tak źle się mu kojarzyło. W miarę jak dzień powoli zbliżał się ku końcowi robiło się coraz chłodniej i przyjemniej. Po pewnym czasie dotarł do dobrze sobie znanej oazy, w której z reguły napełniał sobie bukłak wodą. Tym razem jednak był on już pełny po samiuśkie brzegi, więc nie było potrzeby zatrzymywania się na dłużej. A przynajmniej nie byłoby, gdyby nie pewien staruszek.
Wytatuowany mężczyzna bacznie przyglądał się nowo napotkanej osobie. To chyba pierwszy raz, od kiedy zaczął swoje nowe życie po wyjściu z lochów z pomocą swojego mentora, gdy kogokolwiek tutaj spotkał. Tym bardziej zdziwiła go wypowiedź staruszka, miał zamiar zostać tu na noc? Jakkolwiek Luxter na niego nie patrzył, nie wyglądał mu na wojownika. W mgnieniu oka postanowił zostać z nim i upewnić się, że dożyje do poranka. A może starcowi już znudziło się życie?
- Czołem. - odparł na powitanie. - Ja nazywam się Luxter i również nieczęsto tutaj kogoś widuję. To niebezpieczna okolica. - jego wzrok mimowolnie powędrował do kamienia, który był swego rodzaju przerażającym archiwum tego miejsca. Specjalnie podszedł bliżej by zapoznać się z ostatnimi wpisami. Wtem Luxter uświadomił sobie, że staruszek już od długiego czasu nikogo tutaj nie spotkał. Czyżby demony nie zapuszczały się aż tak blisko Azaratu ostatnimi czasy? Wyglądało na to, że zanosi się na spokojną noc, toteż postanowił skorzystać z zaproszenia mężczyzny. Usiadł na wskazanym mu kamieniu i spytał - Powiedz, Mado. Długo już tu przebywasz?
22.12.2015, 18:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Oaza za murami Azaratu
#3

MG


Postanowiłeś skorzystać z zaproszenia starca, jednak czy to z pewnością rozsądne? Patrząc na skałę zauważyłeś podpis Mado z dzisiejszej nocy, a wcześniej 3 tygodnie temu podpis niejakiego Konara. W tym świecie ludzie dziwnie czasem się nazywają prawda? Gdy usiadłeś na kamieniu staruszek od razu się uśmiechnął, a także na twoje pytanie. Widać było iż jest typem, który bardzo lubi rozmawiać i gawędzić. Twoje zachęty tylko mogą sprawić iż się rozkręci i tak też było.
-Jak widzisz jestem starym człowiekiem, jednak wielokrotnie spędzałem tutaj noc jako młody podróżnik. Chciałem sobie przypomnieć jak to czasem bywało za młodych lat gdy tutaj spędzałem noc, czasem ukrywałem się przed demonem. Bywam tutaj często, gdyż to miejsce przynosi spokój mojej duszy, czuję, że moje serce należy do tego miejsca i mam zamiar tutaj przybywać do śmierci, albo do czasu aż nogi odmówią mi posłuszeństwa. Na szczęście obecnie jest całkiem dobrze z moim zdrowiem jak na mój wiek. Pierwszy raz przybyłem tutaj w wieku 17 lat i nocowałem w tym miejscu. Wtedy było o wiele piękniejsze to miejsce. A teraz jestem tutaj od wczoraj i miałem zamiar spędzić dwie noce. Ostatnim razem było tutaj bardzo spokojnie, nic się nie działo. Ale kto wie jak będzie tym razem. Czy możliwe dane nam będzie porozmawianie tej nocy, czy będziemy walczyć o życie? Kto to wie.
Wtedy też wziął wcześniej leżący trunek i dwie szklanki. Było to wino czerwone półsłodkie. Dobre, ale mocne i kilka głębszych szklanek mogłyby sprawić iż człowiek poczuje coś w głowie. Rozlał na dwie szklanki i podał Tobie jedną z nich.
-Więc napijmy się, wznieśmy toast do Bogów, abyśmy przetrwali tą noc i opowiedzieli ciekawe historię. Swoją drogą znasz legendę tego miejsca?
Powiedział, a następnie wypił swój trunek.
22.12.2015, 21:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Oaza za murami Azaratu
#4

Ku zdumieniu mężczyzny okazało się, że starzec przespał tutaj jedną noc. O ile nie wpisał się na kamieniu tylko dla zabawy, co wydawało się mało prawdopodobne. Gdy usłyszał, że starszy mężczyzna ma zamiar tutaj przebywać do śmierci to stwierdził w duchu, że wybrał ku tej okazji całkiem nie najgorsze miejsce. Gdzie szybciej, niż w bliskim sąsiedztwie Azaratu mógł się spotkać ze śmiercią? Musiał jednak przyznać, że dobrze się starca słuchało, więc mu nie przerywał. Od czasu do czasu rozejrzał się jedynie czy przypadkiem nic im nie grozi, a tak słuchał w skupieniu.
Z ochotą przyjął oferowany mu trunek. - Dzięki. Za spokojną noc! - wzniósł toast, po czym duszkiem wypił zawartość szklanicy. Luxter nie przejmował się spożywaniem alkoholu, w końcu nie było mowy, żeby taki potężny mężczyzna jak on opił się prędzej niż pierwszy lepszy starzec. Co najwyżej martwił się, czy spożywanie mocnych trunków w wieku jego rozmówcy nie było lekkomyślne. Jego obawy jednak szybko ustąpiły miejsca rozochoceniu i mimo że wraz z nadchodzeniem nocy temperatura znacząco spadała, to Luxterowi było przyjemnie cieplutko po spożyciu trunku.
- Nie, nigdy. Co to za legenda? - odparł zgodnie z prawdą na pytanie starszego jegomościa. W międzyczasie młody mężczyzna pomógł w rozpaleniu ogniska, które z pewnością sprawdzi się jako dodatkowy czynnik ogrzewający nocą. Luxterowi niezbyt wygodnie się siedziało, toteż postanowił odczepić od pasa trzymane dwa ostrza i ułożył je obok siebie na piasku nieopodal, po prawej stronie. Teraz już tylko czekał na porywającą historię.
23.12.2015, 18:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Oaza za murami Azaratu
#5

MG


Staruszek rozweselił się wraz z Twoją dosyć dużą aprobatą do legend. Alkohol był mocny, jednak nie na tyle, aby jakkolwiek Tobie zaszkodzić poprzez jedną jego porcję, a nawet parę więcej. Trzeba mimo wszystko uważać, bo nigdy nie wiesz kiedy w końcu w Ciebie on uderzy z pełną mocą. Starzec ciesząc się iż rozpaliłeś ognisko zaczął swoją historię, a dookoła zaczynało się ściemniać
-Podobno dawno temu to miejsce odwiedzał to miejsce chłopak, wraz z swoją dziewczyną. Ich rodziny nie przepadały za sobą lekko mówiąc, więc to jedyny zakątek gdzie mogli się spotkać. Byli w sobie zakochani, a tutaj było podobno bezpiecznie zawsze. To były zamierzchłe czasy. I tak też pewnego dnia demony wychodziły na powierzchnie po raz pierwszy gdzie młodzi spędzali razem czas w aktach miłosnych, gdy zobaczyli półtora metrowego potwora strasznie się przerazili, ale nie mógł on przekroczyć pewnej granicy, zbliżyć się tutaj gdyż magiczne światło odbijało jego siłę i odpychało daleko. On mimo to był głodny i nie zamierzał się poddawać, dlatego przychodził tutaj każdej nocy. Nie zawsze ich spotykał, ale dosyć często, a oni wreszcie zaczęli się z niego śmiać i wydurniać przed nim. To go bardzo rozwścieczało, ale nie mógł nic na to poradzić. Dlatego uknuł sprytny plan. Próbował w dzień jak to miejsce było puste przekopać się pod piaskiem, a także pod barierą i zaczekać na nich w środku także pod piaskiem. Gdy oni przyszli i nie zauważyli go to zaczęli go obgadywać on wyskoczył i dał im wybór. Mogło jedno z nich się uratować, cała ich miłość nagle się rozwiało. Jedno chciało sprzedać drugiego. Mężczyzna zaczął uciekać więc demon wybrał jako swoją ofiarę kobietę. Od wtedy gdy ludzie się o tym dowiedzieli podróżni, bo świat przenosi wiele informacji zaczęli podpisywać kamień kiedy tutaj było bezpiecznie, a tamtego mężczyznę powieszono za taką ucieczkę można powiedzieć. Zamiast stanąć w obronie swojej ukochanej to stchórzył i wydał ją, tak też jego rodzina wydała go na śmierć, aby oczyścić swoje imię. Tak też poprzez wydarzenia można powiedzieć tragiczne powstała tradycja podpisywania kamienia wraz z datą. Pewnie o tym miejscu można jeszcze wiele innych historii napisać. Ta legenda podobno została napisana po drugiej stronie tego wielkiego leżącego kamienia. Kiedyś on stał, ale przewrócił się w nieznanych okolicznościach. Tego już legendy o tym miejscu nie mówią. Jednak ja znam tego historię gdyż sam w niej uczestniczyłem. Za moich czasów ten kamień stał i sam przeczytałem tą historię teraz Tobie przekazaną. To było może z 40, albo 50 lat temu, ale o tym może opowiem potem zaschło mi w gardle.
Odchrząknął, polał kolejną porcję napoju alkoholowego w oba kubki i wziął łyka, aby zmoczyć gardło, a potem znowu do Ciebie przemówił:
-A może Ty znasz jakieś ciekawe historie? Może mógłbyś coś opowiedzieć o sobie? Jestem starym człowiekiem i również lubię słuchać.
24.12.2015, 00:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Oaza za murami Azaratu
#6

Słuchając w milczeniu Luxter tylko od czasu do czasu potakiwał głową. Podchodził do tego typu opowieści z odpowiednim dystansem, nie wierząc w opowiadane legendy. Mimo to, historia zaciekawiła go, zwłaszcza gdy zaczynał dostrzegać "ziarenko prawdy" całej opowieści. Magiczna bariera od razu wywołała w jego umyśle skojarzenia z runami, które przecież i jemu ocaliły życie przed demonami. Uśmiechnął się sam do siebie, dziwiąc się jak zbliżona była opowieść do jego własnej historii. Teraz uważał to za szczęśliwy przypadek, ślepy traf, ale wtedy... wtedy nie było mu do śmiechu.
Gdy trzymana przezeń szklanka po raz kolejny się napełniła, ponownie jednym łykiem spożył jej zawartość. *Ależ dobre to wino.* - przemknęło mu przez myśl, nie spodziewał się, że jego wyprawa poza mury Azaratu skończy się tak... komfortowo. Ognisko trzaskało wesoło ogrzewając dwóch mężczyzn, wino grzało ich od środka, a do tego czarnoskóry miał okazję posłuchać ciekawej historii. Warunki byłyby wręcz idealne do spania, gdyby nie fakt, że teraz nadeszła jego kolej. Zaśmiał się w głos na pytanie staruszka i odparł - Czy znam ciekawe historie? Ha! Całe moje życie tylko z takich się składa. - odparł nieco koloryzując prawdę. Nie można było mu jednak odmówić faktu, że wiódł ciekawe życie pełne fascynujących historii.
- Usiądź wygodnie i posłuchaj tego. Cała rzecz miała miejsce... - tu urwał, jakby się nad czymś na chwilę zamyślił. - Kiepsko się tak opowiada o suchym pysku. Można prosić o doleweczkę? - spytał podsuwając szklaneczkę w stronę starca, z nadzieją, że po chwili napełni się pysznym, czerwonym trunkiem. Wziął porządny łyk i kontynuował opowieść - Gdzie to ja? Ach, tak... Wszystko to działo się, rozumiesz, kilka lat temu. Młody i głupi jeszcze byłem, a miejsce tej historii, to, rozumiesz, najobrzydliwsze, najokrutniejsze, najgorsze miejsce w jakim mi dane było przebywać. A w wielu parszywych miejscach bywałem. - ponownie zaśmiał się donośnie, tak, że pewnie go było słychać wewnątrz murów miasta oddalonych ładny kawałek drogi od miejsca w którym się znajdowali. Mężczyzna miał ten dziwny nawyk, wtrącania słowa "rozumiesz" podczas swoich wypowiedzi. A fakt spożywania alkoholu tylko zwiększał sposobności do tych wtrąceń.
- W Azarackich lochach! - niemal wykrzyknął, po czym splunął na piach nieopodal, a jego twarz wykrzywiła się w grymasie obrzydzenia. Wiele przeszedł w tamtym miejscu, nieraz ocierając się o śmierć. Nic więc dziwnego, że niezbyt pozytywne reagował na te bolesne wspomnienia. - Panie, jakie to okropne miejsce. Pewnie nigdy tam nie byłeś, hę? - zadał retoryczne pytanie, ale nie czekał na odpowiedź tylko kontynuował. - Najgorsze, powiadam, najgorsze miejsce pod słońcem. Rozciągają się, rozumiesz, na dużej powierzchni, ale korytarze są niezwykle wąskie, tak że dwie osoby z trudem, rozumiesz, przeciskają się przez nie. Ale korytarze to nic, najgorzej było w celach. Sądząc po mocno zniszczonych pryczach, rozumiesz, wnioskować było można, że cele są zwykle trzy-, czteroosobowe. A zgadnij ilu nas tam siedziało w jednej celi, he? - przerwał na chwilę swoją opowieść, czekając na odpowiedź starca. Skorzystał z tej okazji i pociągnął kolejny łyk wina.
- Po kilkunastu chłopa. W takiej ciasnej celi, rozumiesz? Usiąść nie było gdzie i rozumiesz, taki ścisk, a wokół najgorsze typy jakich można sobie wyobrazić. Mordercy, złodzieje, gwałciciele, rabusie, pedofile - jednym słowem najgorsze ścierwa, jakie po ziemi chodzą. I wiesz co było cotygodniową atrakcją w lochach? - po raz kolejny przerwał dając starcowi szansę odpowiedzieć, chociaż nie spodziewał się, żeby tamten znał odpowiedź. Łyknął po raz kolejny ze szklanicy tym samym opróżniając ją zupełnie. - Polej towarzyszu, niedługo zacznie się najlepsza część historii. - rzekł zgodnie z prawdą po raz kolejny podstawiając szklankę w celu jej napełnienia pysznym trunkiem.
- No więc słuchaj, cotygodniową atrakcją w więzieniu było, rozumiesz, wywożenie zwłok. Tak, dokładnie. Zabójstwa były na porządku dziennym, więźniowie praktycznie nie byli pilnowani, nikt zresztą, rozumiesz, nie widział takiej potrzeby. A przecież regularnie pojawiali się nowi... Smród jaki panował w tych celach jest nie do opisania słowami. Pot, krew, mocz i kał, wszystko to, rozumiesz, w jednym miejscu. To trzeba było przeżyć, a ręczę, że niewielu się ta sztuka udała. - w tym miejscu znowu wybuchł donośnym śmiechem na myśl tego, że on, on jako jeden z nielicznych wyszedł z więzienia i nie cieszył się tą wolnością przez jeden dzień, jak większość więźniów, z którymi razem przecież został skazany na śmierć. Ale nie o tym miała być ta opowieść. Z przyjemnie połechtanym echo ciągnął dalej.
- Wyobraź to sobie, ten ścisk, ten smród a do tego sami zwyrodnialcy zamknięci bez nadzoru. W celach wykształciła się, rozumiesz, ta przerażająca praktyka, która dla nas była wtedy naturalna: najczęściej ginęło się w dzień wywózki. Nawet będąc tak upośledzonym, jak większość moich współwięźniów, łatwo szło wywnioskować, rozumiesz, że najlepiej zabić kogoś tuż przed wywózką. O ile nie cieszył Cię fakt przebywania przez kilka dni ze zwłokami w jednej celi, oczywiście. Bo i tacy się zdarzali, a jakże! - Luxter czuł narastające w nim podniecenie. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu czuł dziką satysfakcję z opowiadania tych drastycznych szczegółów. Jakby dzięki temu dowartościowywał się, że udało mu się przeżyć w tym piekle na ziemi.
- Tak, w dużym skrócie, wyglądało to, co trudno nazwać życiem w Azarackich lochach. Dzień za dniem, tydzień po tygodniu, każdy taki sam, poza dniami wywózki, kiedy trzeba było szczególnie uważać. Niektórzy zabijali tylko po to, żeby w celi było trochę więcej miejsca, chociaż napływ nowych skazańców, rozumiesz, skutecznie temu przeciwdziałał. Wyobraź sobie teraz co się stało jak strażnicy ogłosili swego rodzaju... konkurs. - zawahał się przez chwilę szukając odpowiedniego słowa na inicjatywę, o której chciał starcowi od początku opowiedzieć. - Chociaż konkurs, to nie najlepsze słowo. W każdym razie, wszyscy więźniowie brali udział, a nagrodą... nagroda była wielka. - ponownie zrobił krótką przerwę na łyk trunku. Jednocześnie wiedział, że te krótkie chwile ciszy odpowiednio budowały napięcie u jego słuchacza. Lecz to już nie było dla Luxtera istotne. Zapomniał, że miał opowiedzieć historię dla rozrywki, że miała to być forma miłego spędzenia czasu. Zamiast tego stała się czymś w rodzaju spowiedzi. Czy można go było winić za to co wtedy robił? Opowiadał to ogólnikowo, bez wymieniania konkretnych osób, ale oczywistym było, że często on sam odbierał życie innym współwięźniom. Zamyślił się przez chwilę nad tymi okrutnymi wydarzeniami z przeszłości. Dookoła robiło się już zupełnie ciemno, ogień jakby w oddali cicho trzaskał dając światło i ciepło. Po dłuższej chwili wyrwał się z tej zadumy i kontynuował swoją opowieść. Właśnie nadchodziło meritum jego historii.
- To było coś w rodzaju turnieju, a nagrodą, rozumiesz, była osobista cela. Tylko dla zwycięzcy. Nie muszę mówić, że skazańcy byli zdolni dosłownie do wszystkiego za taki przywilej. I faktycznie, posunęli się do wszystkiego. Pierwszy etap odbywał się, rozumiesz, w zamkniętych celach, zasady były proste: ostatnia osoba stojąca na nogach w celi przechodzi dalej. To był koszmar... - na chwilę jego głos się załamał. Uświadomił sobie, że nie zdoła opowiedzieć całości okropieństw, które wtedy się odbyły. Że to wszystko, to co teraz mówi... to był tylko niewielki ułamek tego wszystkiego przez co wtedy przeszedł. - To był prawdziwy koszmar. W innych celach było pewnie podobnie jak w mojej. Z początku nie można było tego, rozumiesz, nazwać walką, ciężko się w ogóle było poruszać. Pierwsze ofiary umierały przez uduszenie, o które najłatwiej było na początku. Kolejne ciała padały bezwiednie na zimną podłogę, część martwa, część miała umrzeć dopiero, rozumiesz, po stratowaniu przez tych, którzy jeszcze trzymali się na nogach. Niektórzy mieli większe szanse niż inni, prowizoryczne bronie z przeróżnych rodzajów materiałów, część przemycona - na pewno dźganie, nawet tępą "kosą" ułatwiało przerzedzanie w celi. Później było już tylko gorzej. Jedni, rozumiesz, okładali drugich, dźgali, kopali, gryźli, wyłupiali oczy i przewracali się, a to wszystko ponad zwłokami martwych współwięźniów i tych, którzy nie mieli tyle szczęścia i jeszcze umierali na podłodze. - oddech mężczyzny stał się płytki i przyspieszony. Makabryczne wizje przelatywały mu przed oczyma: powykręcane kończyny, porozbijane głowy, powyłupiane oczy i cała masa krwi. A w samym środku tego piekła on, pozbawiający życia innych, w nadziei, że ocali własne.
- Cudem przeżyłem pierwszy etap i po wszystkim ledwo, rozumiesz, trzymałem się na nogach. Widok tego okrutnego pobojowiska do dziś dręczy mnie po nocach. W trakcie masakry czas jakby zwolnił, ale teraz, teraz wszystko działo się bardzo szybko. Zostałem wyciągnięty z celi i poprowadzony gdzieś w głąb lochów. Po raz pierwszy od kiedy tam trafiłem, rozumiesz, wyszedłem z tej przerażającej celi. Lecz za wcześnie było na świętowanie. Część strażników widocznie radowała się całym przedsięwzięciem, inni byli wyraźnie niepewni, a na twarzach pozostałych malowało się przerażenie. Czego oni się dopuścili? - to pytanie zawisło w powietrzu, gdy zapadła kolejna, dłuższa tym razem przerwa. Luxter powoli opróżniał trzymaną w dłoniach szklankę, która przynosiła ukojenie gardłu, nadwyrężonemu przez intensywne opowiadanie. Trochę żałował, że wybrał akurat ten wycinek swojego życia, z drugiej strony czuł swego rodzaju ulgę. Móc o tym wszystkim opowiedzieć, podzielić się z kimś swoją historią. To drugi raz, gdy wyjawił komuś swoją przeszłość. Pierwszy miał miejsce po tym, jak mistyk, który uratował go od pewnej śmierci, wziął go do swojego domu i zatroszczył się o niego. Nadal pamiętał tę mieszaninę strachu i niedowierzania w miarę jak Luxter mówił o swojej przeszłości. Podobny wyraz malował się teraz na twarzy siedzącego przed nim starca, choć w zapadających ciemnościach trudno było być co do tego pewnym. Zwłaszcza, jeśli ma się taką wadę wzroku jak czarnoskóry mężczyzna. Pogrążył się w tych smutnych myślach nim zdążył dokończyć opowiadaną historię. Po prostu siedział tam, patrząc się tępo w migoczące ognisko.
30.12.2015, 16:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Oaza za murami Azaratu
#7

MG


Staruszek polewał Tobie zawsze kiedy tylko była do tego okazja. Dodatkowo był bardzo wsłuchany w Twoją historię i nie miał zamiaru Tobie przeszkadzać w żadnym najmniejszym stopniu. Po każdym rozumiesz też przytakiwał Tobie i najprawdopodobniej zrozumiał Ciebie. Po skończeniu przez Ciebie historii, którą wziąłeś z życia i przeżywałeś ją polał wam po kolejnej szklance wina. Ile to już było? Nie liczyłeś więc sam nie wiesz niestety. Wziął łyka tego wspaniałego trunku, który dodawał wigoru młodym i starym a następnie wziął się za swoją opowieść.
-Wiesz... Jeżeli chodzi o Azarackie lochy to wiele rzeczy się mówi i słyszałem parę więcej tajemnic. Jestem starym człowiekiem, który wiele przeżył tak też wiele usłyszał. Nie martw się tym co przeżyłeś, teraz masz z pewnością jakiś cel już, do którego możesz podążać, a jak nie to możesz go znaleźć. No więc wracając do historii o lochach w mieście, które jest tuż obok nas, to jako więzień pewnie słyszałeś o podziemnych pokojach, które są zamknięte przed światem?
Wtedy też zrobił lekką przerwę, abyś mógł się zastanowić, a także aby zwilżyć usta trunkiem, który uznają nawet bogowie o ile istnieją. Po takim doładowaniu własnego żołądka przystąpił do lekkiego zgarbienia się, jakby to co chciał powiedzieć chciał ukryć przed całym światem i było tylko dla twoich uszu. Zresztą lepiej aby takich historii nikt inny nie słyszał. Światło od płomienia tańczył na jego twarzy blaskiem, który wytwarzał dodatkowy klimat opowieści.
-Tam na końcu tunelu, w którym ludzie walczą na śmierć i życie każdego dnia znajdują się schody. Nikt nie widział, że ktoś schodził po nich zresztą, obecnie są już raczej nieużywane za grubymi metalowymi drzwiami, ale kiedyś... Zabierali tam najgorszych z najgorszych takich, którzy zwyciężyli walki o których mówisz. Wiązał się z tym ryk, płacz więźniów, gdyż nikt nie chciał tam trafić. Nawet największych twardzieli z klatek, których tam zabrano nigdy więcej nie widziano, a tylko dochodziły ich krzyki, tak przeraźliwe. Jakby nie byli ludźmi...
W takim wypadku zrobił odpowiednią pauzę na... Dopicie trunku w szklance i polaniu kolejnej kolejki. Nie wypada przecież rozmawiać o różnych legendach o suchym pysku. Do tego wziął parę drewienek wcześniej przygotowanych, których zostało jeszcze i wrzucił je do środka ogniska. Oczywiście jeszcze zostało mu więcej drewna, czas pędził niczym szalony przynajmniej dla staruszka który znalazł sobie towarzysza na noc. Tak bardzo mu brakowało poopowiadać komuś różne historie przy ognisku. Pewnie przy okazji wspominał podobne noce jak ta, gdy przebywając tutaj rozmawiał z kimś dla niego ważnym lub robiąc inne ważne dla niego rzeczy. Ale po chwili patrzenia w już teraz pełną szklankę wziął z niej łyka, przerzucił wzrokiem ponownie na Ciebie i zaczął mówić dalej:
-Gdy schodziło się tam krętą drogą na sam dół dochodziło się do sali, niewielkiej, która kończyła się na kolejnych wielkich metalowych drzwiach, które miały kraty na wysokości wzroku, aby można było przez nie patrzeć. Na co patrzeć pewnie się zapytasz? Tak więc na kolejną salę tym razem wielką, pełną krwi. Cuchnęło stamtąd tak, że sam smród mógł zabić całą armię ludzi, ale pewni ludzie najwidoczniej się uodpornili na to. Skoro mogli tam wchodzić. Obok metalowych drzwi była dźwignia. Do czego służy się zapytasz? Właśnie ową dźwignią otwierało się kraty, które były na samym końcu sali, niewidocznie w jak się patrzyło przez drzwi, lecz Ci co używali tego mechanizmu bardzo dobrze wiedzieli co tam się znajduje. Było tam coś mroczniejszego niż większość ludzi sobie wyobraża. To nie mogło być dzieło ludzi, nie byliby w stanie się do tego dopuścić, to były dzieła...
Wtedy ponownie przerwał w celu zbudowania odpowiedniego napięcia, lekkiego nachylenia się, spowodować ciekawość i obudzić rozmówcę. Zaczerpnął kolejnego łyka z szklanki, która powoli stawała się pusta tak samo jak bańka, z której czerpiecie i dolewacie kolejne porcje trunku wyskokowego. Czy wam wystarczy? Kto wie, jednak nie przejmowaliście się tym nic, a nic. To był tylko dodatek do zbudowanego waszego napięcia, ale kto lubi siedzieć o suchym pysku? Nie ma nikogo takiego, najwidoczniej starzec też nie należał do takich, co lubują się w rozmowach bez alkoholu. Trzeba mu też przyznać, że trzymał twoje tępo i wyglądał całkiem nieźle, jakby nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia, a przynajmniej z pewnością nie dawał po sobie tego poznać. Wtedy też rozpoczął dalsze opowiadanie:
-Dzieła demonów, którzy byli w ludzkich skórach. Nie wiem czy uwierzysz w takie rzeczy, ale oni próbowali włożyć demona w człowieka i zrobić z niego broń. Nigdy oczywiście im to nie wychodziło, a każda ofiara umierała w niesamowitych mękach, ale tak się działo. Za kratami były demony, którym zostawiali ofiary. Teoretycznie uważali, że może ktoś będzie atrakcyjny, aby go demon pochłoną? A może coś innego? Teraz tego się nie odkryje, nawet nie wiadomo czy takie miejsce istnieje, ale jedno jest pewne. Nawet jeżeli istnieje, to każdy boi się tam wejść obecnie...
06.01.2016, 16:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Oaza za murami Azaratu
#8

//Post zawiera treści przeznaczone dla osób pełnoletnich (18+)

Czas płynął nieustannie, a siedzący mężczyźni jakby zupełnie nie zdawali sobie z tego sprawy. Pogrążeni na przemian, to w opowiadaniu, to w wysłuchiwaniu opowieści drugiej osoby. A nade wszystko zaabsorbowani regularnym opróżnianiem bańki z alkoholem. I nawet fakt, że Luxter siedział na niewygodnym kamieniu, nie przeszkadzał mu tej nocy. Ta podróż w przeszłość, której doświadczył, gdy po raz kolejny opowiedział mały wycinek swojej historii orzeźwiła mężczyznę. Na chwilę wstał i zrobił kilka kroków w tę i z powrotem dla rozprostowania kości, czemu towarzyszyło charakterystyczne "trzaskanie" zesztywniałych stawów. Ile to już godzin mogło minąć?
Trwało to chwilę i gdy ponownie usiadł na swoim miejscu skupił swój wzrok na postaci staruszka. *Kim on tak właściwie jest?* - przemknęło mu przez myśl, lecz nie miał czasu się nad tym zastanawiać, gdyż starzec już opowiadał kolejną historię. Czarnoskóry słuchał uważnie, z krótkimi przerwami na napełnianie swojej szklanicy. Wraz z rozwojem opowieści, oczy mężczyzny rozszerzały się coraz bardziej. Demony w mieście? I składanie im więźniów w ofierze? Czy to w ogóle możliwe? *Nie, nie, nie... To nie może być prawda. Nikt nie jest na tyle głupi, żeby próbować czegoś takiego...* - próbował zapewnić sam siebie w myślach, a jego ręka odruchowo powędrowała w prawo, w kierunku odłożonych wcześniej ostrzy. Na samą myśl o demonach coś w mężczyźnie się zmieniało, jego ukryta dzikość, pierwotne instynkty brały górę nad rozsądkiem. Nie można mu się było zresztą dziwić, nie po tym co się stało gdy go wtedy skazano na śmierć...
- Ha! Doskonała historia, ale to niemożliwe, by w centrum miasta były zamknięte demony. - zwrócił się do staruszka, z delikatnie histerycznym śmiechem, chociaż jego głos nie brzmiał zbyt pewnie. Czy istnieje granica ludzkiej żądzy i głupoty? Pragnienia władzy, potęgi i bogactw? Luxter zbyt dobrze znał Azarat, by sądzić że cokolwiek jest tu na sto procent niemożliwe. I chociaż sam większość życia spędził w ubogiej dzielnicy, gdzie każdy dzień jego dzieciństwa był walką o przetrwanie by nie umrzeć z głodu, to jednak bywał też i w tej bogatszej części miasta. Głównie nocą, gdy na czyjeś zlecenie miał coś ukraść bądź kogoś zabić. To mu przypomniało pewną specyficzną robotę, która uświadomiła mu potęgę pieniądza i to, że nie istnieją żadne granice moralne.
- Ta opowieść o zamykaniu demonów w ludziach przypomniała mi, rozumiesz, pewną robotę. Pewnie domyślasz się, że nie trafiłem do lochów za niewinność. Nie byłem, rozumiesz, dobrym człowiekiem, nie ukrywam, należało mi się. To będzie historia chyba mojego najdziwniejszego zlecenia. Zapłata była,rozumiesz, taka, że całkowicie rozwiała moje wątpliwości, lecz to co tam zobaczyłem... A zresztą, zaraz się przekonasz. - rzekł, pociągać kolejny łyk. Przez dłuższą chwilę zamilkł, zamknął oczy, przypominając sobie tamtą noc, tak by nie pominąć żadnego szczegółu. Zimny wiatr trochę go orzeźwiał, a i pił zgoła wolniej gdy nie zasychało mu w gardle od ciągłego opowiadania. Gdy wreszcie był gotowy zaczął opowiadać.
- Cała historia działa się, rozumiesz, na niewiele przed tym jak wpadłem i trafiłem do więzienia. Z początku wyglądało to na zwykłe zlecenie zabójstwa, ale dosłownie wszystko, wszystko, rozumiesz, było w nim podejrzane. Po pierwsze zapłata - była z trzy razy większa niż za zwykłe zabójstwo. Po drugie miejsce - słynny "Karmazynowy dom uciech". Okazało się, że cel praktycznie nie opuszczał tego budynku, a wszelkie sprawy na zewnątrz załatwiał, rozumiesz, za pośrednictwem posłańców. Cała akcja musiała być więc wykonana na miejscu, pośród całej masy ochroniarzy. A ja wchodziłem tam sam. Gdybym wiedział, co mnie tam czeka, odmówiłbym od razu. Byłem jednak młody i głupi, skuszony sumką, rozumiesz, zgodziłem się bez większego namysłu. - zrobił kolejną przerwę, zastanawiając się od czego tak właściwie powinien zacząć. Czy przemilczeć część tego co tam zobaczył? Po krótkiej wewnętrznej walce, postanowił opowiedzieć całość, zaczynając już od przygotowań.
- Część zapłaty, jak zwykle dostałem z góry. Dźwięk przeczących monet, rozumiesz, cholernie wpływa na wyobraźnię. Ale to nie wszystko, w "Karmazynowym" miał być jakiś... - tu zapadła krótka chwila i widać było jak mężczyzna poszukuje odpowiedniego słowa. Nic mu jednak nie przyszło do głowy i dokończył kulawo - bal. I to bal maskowy, wkrótce miałem się przekonać czemu jego uczestnicy, rozumiesz, woleli nie pokazywać swojej facjaty. Dostałem komplet ubrań, najdroższych jakie miałem w swoich rękach, a rozumiesz, nie jeden dom się okradło. Miękkie to, rozumiesz, i jeszcze ładnie pachniało. Już przez całe swoje życie, rozumiesz, ani nigdy wcześniej, ani nigdy później nie nosiłem czegoś równie wygodnego. Dostałem czarno-złotą maskę w kształcie ptasiego dzioba, doskonale ją pamiętam i bilet na ten... bal. Zostałem odeskortowany aż po same drzwi, jakby, rozumiesz, bali się czy nie zwieję przed samą akcją. Ale wtedy jeszcze nie miałem powodów by uciekać.
Narastająca suchość w gardle po raz kolejny przypomniała o sobie skutecznie uciszając wielkiego mężczyznę. Dziwił się sam sobie, że aż tak dobrze idzie mu opowiadanie tych historii. Miał tylko nadzieję, że udaje mu się oddawać klimat tych przygód, on tam był, przeżył to. Łatwo mu było sobie wyobrazić całą sytuację, zagadką było ile z tego docierało do starca. Pociągnął potężny łyk i kontynuował - Do oczu, rozumiesz, rzucała się czerwień. W środku prawie wszystko było czerwone. To był mój jedyny raz w tym budynku, nigdy nie miałem problemów, rozumiesz, z tymi sprawami. A i pieniędzy nie było za wiele. - rzekł wybuchając po raz kolejny głośnym śmiechem. - Podszedłem do tej ładnej dziewuszki za blatem. Szybko się zorientowałem, że to u niej dokonuje się płatności. Jako jedyna, rozumiesz, była w miarę ubrana, chociaż wdzięków jej odmówić nie można było. No i tych dwóch dryblasów koło niej, rozumiesz, dawało jasny sygnał gdzie należało się udać. Uważnie się przyglądali, bydlaki, ale nic nie mówili. Zresztą, byłem tak odstawiony, rozumiesz, że pewnie nawet nie śmieli się odezwać. Podszedłem, chwilę pogadaliśmy, wręczyłem jej bilet, a chwilę później ruszyłem za jednym z tych przyjemniaczków. Rozglądałem się nerwowo, i to bynajmniej nie na gołe kurwy, tylko żeby zapamiętać drogę. Wiedziałem dokładnie po co tu przyszedłem i wiedziałem, że może będę musiał uciekać.
Opowieść trwała w najlepsze, Luxter tłumaczył jak to szli zawiłymi korytarzami, schodząc co jakiś czas po schodach w dół, aż dotarli do zamkniętych drzwi, strzeżonych przez kolejnych dwóch mężczyzn. Wtedy uświadomił sobie w co się wpakował, ale było już za późno. Chcąc nie chcąc przekroczył drzwi do innego świata. To co tam zobaczył, nigdy się nie spodziewał, że takie coś może mieć miejsce. Sala była obszerna, rozumiesz, wypełniona zamaskowanymi ludźmi, ubranymi w bogate szaty, oraz drugą grupą. Młodych, nagich dziewczyn, które skrępowane więzami, bądź przymocowane do przeróżnych instrumentów zostały sprowadzone do poziomu narzędzi, które się wykorzystuje. W pamięci utkwiła mu zwłaszcza dziewczyna, która została ukrzyżowana w prawej części sali. Stróżki krwi spływały z świeżych jeszcze raz ku uciesze zgromadzonej poniżej grupki. Stali tam i rozmawiali, popijając jakieś drogie trunki, widocznie czerpiąc satysfakcję z cierpienia innej osoby. Luxter stał wtedy jak wryty nie wiedząc co ze sobą zrobić, dokąd uciec. Oczyma wyobraźni zobaczył siebie na miejscu dziewczyny. Lecz nie mógł jej się długo przyglądać, docierało do niego otoczenie. Tuż obok na podłodze dwie dziewczyny były brutalnie gwałcone przez co najmniej sześciu mężczyzn, którzy co pewien czas po prostu zmieniali się na pozycjach. Jedna zakneblowana, druga krzyczała ile sił w spazmach bólu. Przy kolejnej ścianie kilka dziewczyn było przykutych do niej łańcuchem i okładane biczami składającymi się z kilku rzemieni z dodatkowym supłem na końcu każdego z nich. Szkarłatna krew która spływała po ich młodych, jasnych plecach pasowała do kolorystyki tego burdelu.
- Wyobraź sobie: dziesiątki mężczyzn w sadystycznej orgii na młodych kobietach. Część pewnie, rozumiesz, przyszła tu do, tfu, pracy, nie mogąc wyżyć na brutalnych ulicach Azaratu. Krzyki i piski ofiar mieszały się z rubasznym śmiechem oprawców, którzy nie powstrzymywali swojego słownictwa. A w środku tego ja i musiałem błyskawicznie się dostosować. Ledwo, rozumiesz, ogarnąłem wzrokiem pomieszczenie, a już podeszła do mnie grupka kilka mężczyzn. Niżsi o głowę, otyli, ubrani w te swoje szaty i obwieszeni drogą biżuterią. I wiesz co zrobili? Zaproponowali mi, żebym się przyłączył. Ja... Ja nie mogłem odmówić. To było przecież celem całego tego spotkania. Na to, rozumiesz, przedstawienie, miałem wykupiony bilet. I to w pierwszym rzędzie. Ja... - przerwał, a jego głos się załamał. Przypomniał sobie, co wtedy robił. Co zrobił tym niewinnym dziewczyną. W trakcie tej długiej nocy, dowiedział się, że to niewolnicy, handel żywym towarem do burdelu był tu powszechną praktyką. A gdy zebrała się odpowiednia liczba, organizowano te orgie. Ile wtedy dziewczyn zmaltretował? Ile zgwałcił? Nie liczył, nawet nie próbował. Nie był na to przygotowany, zupełnie zapomniał o zleceniu, które miał wykonać. Zmuszony do uczestniczenia, brał w tym wszystkim udział, zapominając się zupełnie.
- Gdy wyszedłem oczywiście, rozumiesz, zostałem odebrany przez zleceniodawców. Nie dochodziło to wtedy, rozumiesz, do mnie, żyłem jeszcze tą nocą. Czy naprawdę tego nie chciałem? Czy nie podobało mi się? Czy nie skorzystałem z okazji, że nie było żadnych hamulców? Czy, rozumiesz, nie powtórzyłbym tego gdybym miał okazję? Czy postąpiłbym inaczej, gdybym mógł cofnąć czas? - rzucał te pytania retoryczne jedne za drugim. Chciał rozgrzeszenia, chciał żeby ktoś mu powiedział, że to nie jego wina. Te wszystkie okropności, które zrobił przez całe swoje życie, którymi obwiniał się dzień za dniem. O których przypominały mu dręczące go koszmary. Sytuacje, do których zmusił go los. Czy można go było winić?
15.01.2016, 14:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Oaza za murami Azaratu
#9

MG


Wasza rozmowa się toczyła i toczyła i skończyć nie miała. Gdy staruszek miał kontynuować jakąś swoją dalszą historię, a raczej kolejną to zawiał mocny wiatr. Wiedział, że to nie wróży nic dobrego. Tutaj pod murami zazwyczaj jest łagodnie. Powodowało to w nim lekki strach w oku. Wiedział widocznie o takim niecodziennym zjawisku dużo więcej. Może na to czekał? Kto wie, na pewno nie młodzieniec z taką mroczną przeszłością. Coś on w sobie skrywa, ale nie byłeś w stanie go przejrzeć. Podmuchy wiatru narastały, a staruszek polał po ostatniej szklance alkoholu i szybko wypił truchtem napój. Trzeba mu przyznać, że mimo wieku trzyma się bardzo dobrze pod względem trzymania trzeźwości mimo srogiego picia z Tobą. Dorównywał Tobie o dziwo, chociaż kto wie jak się czuł już. Tak czy inaczej przełknął głośno ślinę i powiedział do Ciebie:
-Jesteś gotowy na to co nadchodzi? Pewnie nie wiesz jeszcze, ale rzecz, której boją się wszyscy ludzie na tym świecie nadchodzi. W takim miejscu nienormalne są takie wichry, więc to z pewnością jest coś co powoduje takie zaburzenia. Jesteś na to gotowy chłopcze? Niedługo spotkamy się z swym przeznaczeniem.
O czym on mówił? Mogłeś się tylko domyślać co najtrudniejsze nie powinno być.
29.01.2016, 03:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Oaza za murami Azaratu
#10

Noc mijała powoli i spokojnie. Doborowe towarzystwo, przyjemne ciepło ogniska i co najważniejsze, pyszne trunki. Czy mogło być lepiej? Melancholijny nastrój, który zapadł po kolejnym wspomnieniu z życia mężczyzny powoli słabł z upływem czasu. Staruszek wyjątkowo dobrze się trzymał jak na narzucone tempo i nawet tak potężny mężczyzna jak Luxter powoli odczuwał skutki upojenia alkoholowego. I tak już słaby wzrok zaczął się jeszcze pogarszać, a mężczyznę powoli opanowało uczucie zmęczenia. Gdyby nie fakt, że nie był sam i był ciekawy kolejnej opowieści z pewnością zasnąłby nawet na tym twardym kamieniu.
Wtem jednak zdarzyło się coś czego zupełnie się nie spodziewał. Starzec zamiast kontynuować jakąś zapomnianą już legendę zrobił się nagle jakiś spięty i poważny. - Co nadchodzi? - spytał nie rozumiejąc co starzec miał na myśli. Nie był obecnie w najlepszej formie na rozwiązywanie zagadek. Nim jednak starzec zdążył cokolwiek odpowiedzieć przez plecy młodego mężczyzny przeszedł dreszcz, coś było nie tak. Instynktownie sięgnął w kierunku ostrzy, które leżały nieopodal zostawione godziny temu przed opowiadaniem historii. - Chyba nie sądzisz, że... - nie dokończył zdania, rozglądając się nerwowo we wszystkich kierunkach. Jak mógł dopuścić do takiej sytuacji? Był środek nocy, a oni za murami tego przeklętego miasta. Czego się spodziewał?
30.01.2016, 13:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna