Teolskie podziemia
#11


- No co ty, tu nie da się zgubić. Przejdziesz kilka razy, to zapamiętasz punkty orientacyjne. Każdy kanał jest trochę inne przecież. - Wytłumaczyła mu.
Na uwagę o tym ze dziurę mogło coś a nie ktoś wyryć zasępiła się na chwilę. - No skoro od lat dziura służy jako zbiornik na brud i nic z niej nie wylazło, to chyba to naturalna szczelina. - - Wolała nawet nie domyślać się jaki to stwór mógł takie kopać "norki".

Gdy przed nią wszedł na schody prowadzące na dól, uśmiechnęła się pod nosem. Widać nie chciał by coś się jej stało. Quithis jednak znała to zejście dobrze i wiedziała że akurat w tym miejscu o ile samemu się nie skoczy w przepaść, to raczej nic nieprzewidzianego nie powinno się zdarzyć. Mimo to poczuła się jakaś tak podbudowana. W sumie jakby coś się wydarzyło teraz to miała wsparcie, a nie jak zawsze kiedy musiała liczyć tylko na siebie.

Przeszli w dół tylko połowę obrysu studni kiedy od ściany, z wnęki w której były wykute schody, dało się wyczuć podmuch. A dwa kroki dalej ział otwór tunelu. Nie było go widać kiedy stali powyżej i zdawało się że droga będzie o wiele dłuższa.

- Stój. Musimy wejść tam i dalej zobaczysz gdzie ściana będzie osypana. - Teraz to on prowadził lecz droga była prosta i niedaleka. W pewnym momencie ściana po ich lewej stronie jakby się zapadła. Osypane kamienie stworzyły naturalne schody w dól w ciemność. Z wnętrza dało się czuć innych zapach w powietrzu. Było tam cucho. Nie mogły być to więc kanały.
- Możemy schodzić. Jest w miarę stabilnie a osypisko nie jest głębokie. - Zachęciła Vargora by ruszył w dół w ciemną przestrzeń. A ona szła za nim ostrożnie stawiając stopy na kamieniach.

Gdy już stanęli na posadzce pomieszczenia i światło pochodni rozświetliło wnętrze okazało się, iż była to łukowo sklepiona wysoka komnata a raczej cześć większego kompleksu komnat. Katakumby. Bardzo stare, bo szczątki zmarłych ułożone we wnękach wykutych w ścianach były już samymi szkieletami. Nawet szaty się rozsypały.



- Co ty na to?- Oni raczej przeszkadzać nie będą. Jest sucho i jest sporo miejsca a no i daleko też nie jest z Latarni. A potem pokażę ci jeszcze jak tu wejść z innego miejsca w mieście w razie co. Tak po prawdzie to nawet nie wiem gdzie jest normalne wejście do tych katakumb.[/b] -Ramionami wzruszyła - Pozapadało się trochę ścian, ale może gdzieś da się wykopać inne wyjście. Tak w razie co. - Dodała. Szli powoli komatami katakumb. Było to kilka pomieszczeń połączonych ze sobą łukami.
Dopiero teraz zauważyła jaki krył się potencjał w tym miejscu. Gdyby oświetlić je odpowiednio, spalić pajęczyny wiszące po kątach i pozbyć się warstwy kurzu to przestrzeń do treningów była całkiem znośna.






Nikt nie da ci tyle, ile ona ci naobiecuje.






30.01.2016, 03:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#12


- Może i naturalna.- mruknął cicho częściowo przekonany do jej toku myślenia.
Ruszyli w dół studni a potem Vargor słysząc instrukcje Quithis szedł zgodnie z jej poleceniami. W końcu ich stopy stanęły na posadzce katakumb. Vargor rozejrzał się wokół. Milczał jedynie jego spojrzenie taksowało wszystko wokół.
Kiedy dziewczyna rzuciła uwagę że nieboszczyki nie powinni im przeszkadzać spojrzał na nią lodowatym wzrokiem.
- Zostali pochowani z godnością więc godnie ich traktujmy.- powiedział oschle ściszonym głosem. Jednak patrzeć na jej śliczną buzię nie potrafił długo się gniewać. Na jej dalsze słowa pokiwał głową.- Można by się nad tym zastanowić. Oczyścić to miejsce ale nie naruszając zmarłych. Poza tym...- szli korytarzami katakumb a on mówił szeptem patrząc z szacunkiem na nisze w których leżeli zmarli.- Będę musiał pomodlić się o zgodę. Inaczej to miejsce odpada. Ale jeśli się zgodzą to...- powiedział stanowczo. W klasztorze nauczyli go szacunku do zmarłych. Sam klasztor posiadał dosyć spore katakumby a co większy przeorzy mieli specjalne nawy w których byli pochowani. Przy tych nawach niekiedy mnisi modlili się by prosić o pomoc w rozwiązaniu problemu albo prosili o natchnienie.- Będziemy mieć błogosławieństwo duchów. A to dobrze rokuje treningom.[/b]- powiedział cicho puszczając w jej stronę oko i uśmiechając się pod nosem.
Szli powoli przez korytarze katakumb. Mijali pomniejsze komnaty oraz nawy i nisze. Vargor uniósł wysoko pochodnię by rozświetlać jak największy teren wokół.
- Katakumby charakteryzują się tym że w pewnym ich centralnym miejscu powinna się znajdować obszerna komnata która kiedyś mogła służyć do nabożeństw i żegnania zmarłego. W takiej komnacie za zgodą duchów będzie można przygotować się do treningów. W klasztorze taka komnata znajdowała się na końcu głównego korytarza katakumb.- mówił szeptem jakby nie chciał zbudzić śpiących snem wieczystym. Mówiąc to rozglądał się i sprawdzał każdą odnogę od korytarza którym szli. Szukał właśnie owego głównego korytarza. Przy okazji wytłumaczył dziewczynie skąd cokolwiek wie o katakumbach.
- Jest.- powiedział cicho kiedy wszedł na rozwidlenie korytarza. Stał właśnie na skrzyżowaniu korytarzy. Te którym przyszli było dużo węższe natomiast drugi korytarz był przynajmniej dwa razy szerszy.- Chodź maleńka.- powiedział zerkając za siebie by zobaczyć czy idzie za nim.
Szli szerokim korytarzem. W tym miejscu przy odgałęzieniach do innych korytarzy znajdowały się puste piedestały. Zapewne swego czasu kiedyś stały na nich popiersia albo pomniki zmarłych lecz teraz u podstaw owych piedestałów rozsypany był gruz wszelaki. Szli powoli a pod stopami chrzęścił im piasek i gruz. W tym miejscu panowała grobowa cisza i ich kroki wręcz rozdzierały na strzępy ową ciszę. Powoli zbliżali się do głównej komnaty katakumb. Vargor uniósł pochodnię najwyżej jak mógł by rozświetlić najwięcej ile się dało.
- Ciekawe kto się opiekował tymi katakumbami. Wiedziałbym kogo prosić o błogosławieństwo w modlitwie.- powiedział cicho. Dziwnie to trochę wyglądało. Vargor, Bestia z Varengardu, morderca i gwałciciel, herszt bandy zbójnickiej, a on gada jak mnich. No cóż Bestia kilka lat spędził w klasztorze. W tym czasie żył jak mnich i co nieco od nich wyniósł. Może teraz w życiu nie wszystkie te nauki wykorzysta ale stara się zachować większość mnisich tradycji. Z postu seksualnego już zrezygnował, ale to nie jest ważne. Dzięki temu też się uczy czegoś nowego. A w dodatku są to pozytywne rzeczy to tym lepiej, to znaczy że zrezygnowanie z postu wyszło na dobre.- Może w jakichś księgach byś poszukała informacji o tym miejscu?- zapytał cicho dziewczyny. I znów dziewczynę zaczął nakłaniać by zasięgnęła informacji z ksiąg przy okazji samemu się w to nie angażując.




30.01.2016, 03:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#13


Słuchała co opowiadał wojownik i były herszt bandytów o katakumbach i jakoś jego szacunek dla zmarłych przy zderzeniu z tym co robił lata temu, dziwnie według niej wyglądał.
- Ale jak to? Pomodlić o zgodę? Duchów? - Brew uniosła z niedowierzaniem patrząc na Vargora. No owszem nosił sutannę, owszem był w klasztorze ale tamci mnisi przecież byli od walki a nie modłów. Przynajmniej tyle ją interesowało co było na górze Tenbou. Mało mnisie było też to co robili w nocy. Quithis nie miała nigdy rozterek dotyczących swego życia. Nie myślała o porzuceniu swej drogi złodziejstwa i oszustwa. Wiedziała jednak że można się zmienić, choć ciężko jej przychodziło zrozumienie odmiany.
Dziwiła się jego rozległą wiedzą o tym jak chowano zmarłych. Sama wcześniej nie dotarła do tej komnaty w której ostatecznie się znaleźli.
- No, no. Tutaj jeszcze mnie nie było.- Mruknęła z uznaniem i rozejrzała się w koło. Podobało się jej to miejsce. On wiedział czego szukać. A ponoć to ona dobrze znała się na kanałach.
- A czy to ma znaczenie? Zmarli to zmarli. Ich to raczej nie obchodzi czy ktoś dbał o ich kości czy nie. Zresztą po co ich ruszać. Niech sobie leżą. Mi nie przeszkadzają. - Odpowiedziała na jego słowa. Quithis pragmatycznie podchodziła do życia. Skoro szkielety nie leżały w korytarzach zasłaniając przejścia czy nie zwisały z sufitu nie straszyły, to po co było je ruszać. Ona się nie bała katakumb.

- Na postumentach coś powinno stać. Ktoś tu był przed nami i dokładnie wyczyścił to miejsce. Patrz ile pyłu zaległo na posadzce. - Zauważyła to, co rzuciłoby się każdemu złodziejowi jako pierwsze w oczy. W pierwszych komnatach gdzie leżały szkielety zauważyła przy nich metalowe spinki czy biżuterie.
- O ile okradziono tę salę, to trupów nikt nie ważył się ruszyć. Do tej pory pomiędzy kośćmi błyszczą kawałki czy to metali czy kamieni szlachetnych. - Ostrożnie na wielkoluda spojrzała i od razu dodała. - Nie patrz tak, ja nic nie brałam stąd. - Nawet jakby nie patrzył na nią z gniewem, to patrzenie bez gniewu mogło wyrażać groźbę.

- Mogę coś poczytać, a ty nie czytałeś o katakumbach Teolskich w klasztorze? - Zdziwiła się. - Tam na pewno jest większa biblioteka niż u nas.- Po chwili dodała rozglądając się.
Schyliła się by podnieść coś z ziemi o co trąciła czubkiem buta. Z pyłu podniosła paliczek palca.
- Łeee. - Burknęła. - Chyba szczury tu grasują. - Zauważyła, choć nie widziała tu nigdy nic żywego poza nią samą.






Nikt nie da ci tyle, ile ona ci naobiecuje.






30.01.2016, 03:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#14


- Nauki Tenbou głoszą że wszystko ma swą duszę. Począwszy od ludzi a na zwykłym zimnym kamieniu skończywszy. Dusze te dokonują swego rodzaju wędrówkę przybierając różne poziomy wtajemniczenia. Najwyższym poziomem jest kiedy dusza zagości w ciele rodzącego się dziecka. I to podczas naszego życia możemy sprawić że dusza osiągnie jeszcze wyższy poziom, może sprawić że to czego doświadczyła wcześniej to będzie mieć wpływ na nasze życie.- tłumaczył jej spokojnie szeptem.- Czy w życiu poprzednim moja dusza była wojownikiem?- zatrzymał się i spojrzał na swą dłoń dzierżącą włócznię.- Nie wiem. Ale odkąd pamiętam moje życie to była ciągła walka. Od dziecka się biłem i walczyłem. To dla mnie naturalne. Czy jest to spowodowane że ma dusza już wcześniej doświadczyła walki?- spojrzał przed siebie i wzruszył ramionami.- Nie wiem ale nie jest to niewykluczone. A dzięki mnichom sprawiłem że nauczyłem się jeszcze bardziej wykorzystać swe już poznane umiejętności w walce. Zyskałem dzięki temu jeszcze większe zdolności. Czy to dzięki duchom? Być może.- powiedział cicho. Wiedział że w klasztorze nauczył się nowych zdolności, jego umysł podczas walki wchodził na zupełnie inny poziom.
Następnie znów rozejrzał się wokoło.
- Nie wiemy kto tu jest pochowany. Ale jeśli naruszenie tego miejsca bez zgody duchów może sprawić że stracę to co zyskałem na Górze Tenbou to jednak wolę poświęcić dzień czy dwa na medytację w tym miejscu by prosić o zgodę bądź błogosławieństwo. To nas nic nie kosztuje a zyskać wiele możemy.- Vargor sprawiał wrażenie że naprawdę wierzy w to co mówi. Tak naprawdę najbardziej go interesowało czy są tu pochowani wielcy wojownicy albo mnisi i to ich zamierzał prosić o łaskę. Te duchy szanował najbardziej. Inne go mało obchodziły.
Na wzmiankę o okradaniu katakumb przez innych spojrzał szybko na dziewczynę lecz kiedy ta od razu broniła się że ona nic nie brała stąd uśmiechnął się pod nosem. Nie musiał ją karcić. Zresztą nawet nie zamierzał. Sama to zrobiła.
- Nie czytałem.- szybko rzucił kiedy zapytała go o klasztorną bibliotekę. Więcej na ten temat nie mówił ucinając go tym samym. Nie chciał wnikać w to bo by wyszło na jaw że nie potrafi czytać ani pisać.
Kiedy dziewczyna podniosła paliczek palca spojrzał na nią po czym podszedł i wziął z jej palców paliczek.
- Najwidoczniej.- powiedział bezceremonialnie i podszedł do najbliższej wnęki w której spoczywał szkielet i położył paliczek na kamiennej półce obok szkieletu.




30.01.2016, 03:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#15


- A jak mi się wszystko do rąk lepiło od dziecka? Jak myślisz jakimś legendarnym złodziejem byłam w innym wcieleniu? - Zapytała go miętoląc kość czyjegoś palca pomiędzy swoimi palcami. - I pewno też szczurkiem, bo lubię podziemia. - Dodała uśmiechając się łobuzersko.

Gdy mówił o tym, że może stracić coś przez duchy, znów brwi zmarszczyła. Jakoś świat duchów był jej bardzo obcy. W sumie tylko to co cielesne miało dla niej sens. Rozterkami duchowymi się nie przejmowała. Choć jakby się tak zastanowić to gdzieś ta energią życiowa musiała ulatywać z żywych.
Kiedy zaś powiedział o medytacji zaproponowała. - A teraz nie chcesz spróbować tej swojej medytacji? Długo to trwa? Mamy trochę czasu do powrotu i zameldowania się u szefowej, o ile wróci. - Zaciekawił ją trochę. Chciała zobaczyć czy to ma jakiś sens czy Bestia sobie żarty jakieś robi. Choć jakoś zbyt poważną minę miał by to były żarty. - Nawet miejsca sporo by wygodnie gdzieś usiąść czy jak ty to tam robisz.
Potem Vargor zabrał jej kawałek palca którym się bawiła i odłożył we wnęce obok szkieletu jakiegoś jegomościa.
- Ej a jak to nie jest jego kość? - Oburzyła się. Normalnie jakby jednak coś z jego słów do niej trafiać zaczynało. Może nie zaczęła wierzyć w duchy i inne takie, lecz zaczęła rozważać że istotnie duchy może i mają szansę istnieć, gdzieś. Najlepiej z dala od niej.






Nikt nie da ci tyle, ile ona ci naobiecuje.






30.01.2016, 03:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#16


- Nawet jeśli nie jego to przynajmniej nie będzie się walać gdzieś po posadzce by potem trafiła w czyjeś lepkie rączki. A tak tu będzie sobie bezpiecznie leżała kość nie ruszana przez nikogo.- odpowiedział stanowczo ale z uśmiechem na ustach i rozbawionym błyskiem w oku.
Na pytanie o medytację zachichotał cicho pod nosem i pokręcił głową.
- Mój mistrz miał problem ze mną by nauczyć mnie medytować. Nie potrafiłem usiąść w miejscu, oczyścić umysłu i rozluźnić się.- wspomnienie z klasztoru przywołało na jego oblicze ciepły uśmiech i błysk w oku.- Taki stan osiągam tylko w jednej sytuacji. Podczas walki. Moja medytacja polega na treningu samodoskonalącym. Znając życie...- Vargor zamilkł przez chwilę spoglądając na dziewczynę z lekkim uśmiechem na ustach.- Z tobą mogą być podobne problemy.
- Taka medytacja ma też swoje zalety.- powiedział cicho.- Dzięki niej mogę uczyć się walczyć nowym sprzętem. Muszę go mieć tylko przy sobie aby rozpracować odpowiednie ruchy.- wyszczerzył zęby w uśmiechu. Dał tym samym dziewczynie do zrozumienia że w przyszłości właśnie w ten sposób Vargor będzie się uczyć walczyć nową bronią. W nocy przecież wspominał coś o korbaczach czy młotach, albo o pazurach.




30.01.2016, 03:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#17


MG

Piękna i bestia szli sobie wzdłuż katakumb, rozmawiając, rozglądając się po podniszczonym, starym miejscu. Minęło już trochę czasu, ale szybko to wszystko mijało, jako że zajmowali się rozmową i, ogólnie rzecz biorąc, mieli zajęcie. Wkrótce więc dotarli do drewnianych, sporych wrót. Były rzeźbione, lecz ornamenty zatarły się z biegiem czasu pod wpływem niesprzyjających warunków. Nisko przy ziemi widniała też dziura, najpewniej wygryziona i wydrapana przez szczury.
W pobliżu rzeczywiście było coś słychać, choć możliwe, że nie było to drapanie i piski tych zwierząt. Dźwięki dobiegały zza drzwi, gdy jeszcze para była od nich nieco oddalona, ale w miarę przybliżania się, cichły. Interesująca sprawa. Trudno było je zidentyfikować, gdyż były nieco zagłuszane przez masywne drzwi i rozpraszane przez dziwną akustykę tego miejsca. Vargorowi jednak z czymś się kojarzyły. Nie mógł jednak chwilowo przypomnieć sobie, z czym. W końcu, gdy byli zupełnie przed drzwiami, zaległa cisza. Trwała ona dłuższą chwilę.
- Eeeee... Jest tam kto? - odezwał się jakiś tępawo brzmiący głos. Chwilę później dosłyszeli głuche pacnięcie. "Ała! Za co?!", rozległo się. "Ty pacanie, cicho, mówiłem!", odparł drugi, nieco ochrypły głos. - No nic, ech. To jak, kto tam? Jak jesteście ludźmi, wejdźcie, bez obaw. - Kontynuował ten sam człek. Póki byli za drzwiami, Vargor i Quithis mogli tylko zgadywać, kto był po drugiej stronie, co robi w tak podejrzanym miejscu oraz intencje owych osobników.





Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
30.01.2016, 03:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#18


- Nie da się medytować w trakcie walki. - Prychnęła i dodała zaraz tonem jakby mistrza. - Przecież wiem że medytacja to siedzenie w bezruchu i nawet jak tyłek swędzi, to ruszyć się nie można bo cała praca idzie na marne. - Quithis wytłumaczyła mu że wie co to medytacja co by nie robił z niej głupola i nie wymyślał niestworzonych rzeczy. Czyżby na żarty mu się zebrało w takim miejscu, choć na wesołego nie wyglądał.

Gdy zaś kontynuował o tym że podczas walki z medytacją poznaje nową broń i styl walki nią, oczami wywróciła. Jakby to było takie proste to nikt by mistrza nie potrzebował, a każdy wiedział że nauka to mistrz i uczeń. Nie ważne czy to walka czy rzemiosło. Faktycznie jednak gdy wspominał że trzeba kupić nową broń, to nie mówił o nauce władania nią, tylko o samym kupnie. Może już potrafił władać młotem i korbaczem i sobie tylko żarty z niej stroił.

Nie wytrzymała i kuksańca mu w bok dała. Tak żeby wiedział że nie wolno z niej bezkarnie żartować.
Ale nagle usłyszała coś i już się wyczuliła.
- Słyszałeś? Jakby coś piszczało. - Szepnęła do Vargora i sięgnęła wolną ręką po jeden z noży do rzucania. Spojrzała przed siebie i wyciągając do przodu rękę z pochodnią lepiej oświetliła drzwi będące w oddali.
Co dziwne, im bardziej zbliżali się ku dziwnym drzwiom, tym odgłosy zza nich były coraz bardziej stłumione.
Quithis zaczęła nasłuchiwać i aż podskoczyła słysząc ludzki głos z drugiej strony. Chyba naprawdę spodziewała się ducha. Nie żeby w nie wierzyła, ale to wszystko przez gadanie Bestii. Spojrzała badawczo na Vargora i podjęła konwersację z tymi co byli za drzwiami ukryci.
- A wy coście za jedni? Co? Sami wyjdźcie do nas jak macie interes jakiś. - Powiedziała zuchwale a z każdej wypowiedzianej głoski biła niezwykła siła sugestii by zobaczyć któż to się odezwał. Tym bardziej iż była dziewczyną i miękki głos dziewczęcia w takim miejscu to dopiero było kuriozum.
Nóż miała przygotowany do rzutu od jakiegoś czasu. Po drugiej stronie było słychać dwa glosy, więc co najmniej dwa cele były do zdjęcia. Ale nie była sama. Z Bestią przy boku mieli pewnie przewagę nad przeciwnikiem, jeśli tamci mieliby ochotę zaatakować.
Quithis przypuszczała, iż głosy zza drzwi należały do rabusiów, którzy upatrzyli sobie tę samą kryjówkę co ona.
Ale nigdy nic nie wiadomo. Lepiej się zabezpieczyć i dmuchać na zimne.






Nikt nie da ci tyle, ile ona ci naobiecuje.






30.01.2016, 03:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#19


- Ja się drapałem. Wkurwiłem się wtedy i chciałem opuścić klasztor. A wtedy mistrz mnie sprowokował do obrony. I podczas walki mistrz zauważył że osiągnąłem ten stan który starał się osiągnąć kiedy siedziałem w bezruchu. Wiem że to dziwne ale... tak już mam.- mówił spokojnie w ogóle niezrażony tonem dziewczyny. Ostatnie słowa wypowiedział po krótkiej przerwie bo właśnie ciche skrobanie i piski usłyszał i zaczął rozglądać się wokół patrząc również w górę. Coś mu się nie podobało. Zastanawiał się co te skrobania mogły mu przypominać lecz za nic w świecie nie mógł sobie przypomnieć. Na pytanie dziewczyny czy też słyszał te piszczenie pokiwał jedynie głową. Starał się wyostrzyć zmysły by być przygotowany na ewentualne niebezpieczeństwo.
A potem usłyszał ludzkie głosy. Uśmiechnął się półgębkiem i zacisnął dłoń na włóczni aż mu strzeliły wszystkie kłykcie.
- Oni się nie obawiają nas ale tego co tu może się razem z nami znajdować.- szepnął swym niskim głosem do dziewczyny. Jednocześnie zerkając za siebie oraz patrząc po suficie unosząc wysoko pochodnię. Słysząc zaczepkę z ust Quithis w stronę nieznanych osób za drzwiami uśmiechnął się pod nosem. Widać dziewczyna czuła się pewnie w jego obecności. Schlebiało mu to.- W ten sposób i tak zyskają przewagę wychodząc w sposób przez siebie kontrolowany i na ich warunkach. Idziemy!
Kiedy to powiedział ruszył bez wahania w stronę drzwi. Ręką w której trzymał włócznię naparł na drzwi by otworzyć wrota. Jeśli skrzydła drzwi ustąpią wkroczy do środka bez chwili wahania i nawet się nie zatrzymując.
W środku rozejrzy się wokół wyszukując osób do których by należały wcześniej usłyszane głosy.
- Czego psubraty tu szukacie?- wypowie te słowa z siłą w głosie. Kiedyś był hersztem, kiedyś się jego słuchano. Teraz starał się to wykorzystać. Choć sam jego wygląd powinien wzbudzić w nich trwogę. Był wielkim i brzydkim wojownikiem. Jego liczne blizny i ostre rysy twarzy dawały do zrozumienia że z nim żartów nie ma. Dodatkowo jego pigmentowe plamy widoczne w drgającym świetle latarni dawały niepokojący obraz jego postaci. Vargor mówił w taki sposób by obecni widzieli jego ostre zęby.- I przed czym tak się ukrywacie że ze strachu nawet tu czuję jak w portki nasraliście?- zapyta patrząc na każdego z osobna. Każdego z obecnych starał się ocenić jakim byłby przeciwnikiem, zwracał uwagę na posturę i uzbrojenie.
Kiedy jednak skrzydła drzwi nie ustąpią pod naporem jego ręki poda dziewczynie swą włócznię i uderzy zaciśniętą pięścią kilka razy we wrota najsilniej jak tylko się da.
- Otwierać psie chuje! Inaczej wejdę tam i łapy wam powyrywam!- krzyknie patrząc na wrota. A w głosie jego groźba straszna będzie wyczuwalna. Quithis zorientuje się że jego groźby nad wyraz realne mogą się okazać. Tą prezencją chciał uzyskać jeden efekt. A mianowicie taki by wrota się otwarły.




30.01.2016, 03:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#20


MG
- Dziewka? Ha! A cóż to za panna i czego szuka w takim miejscu? - rozległo się zza drzwi donośnym, choć wciąż ochrypłym głosem. - Otwieraj, Gork. Sam aż ciekaw jestem. - dodał już ciszej, jednak nadal słyszalnie.
Człek wypowiadający te słowa zapewne spodziewał się zwykłej, prostej, acz zuchwałej kobiety, która najzwyczajniej w świecie zbłądziła w głębi tego miejsca. Bo czego by tu szukała kobieta? Mało która trudniła się wojaczką, a kuchni też tu nie ma.
Tymczasem Vargor już napierał na wrota, które okazały się nie być zablokowane żadną przeszkodą. Wspomniany Gork wykręcił już gałkę i zaczął ciągnąć dwuczęściowe drzwi. Efekt był taki, że człek wewnątrz pomieszczenia musiał się odsunąć, choć nic go z równowagi nie wytrąciło - drzwi były naprawdę masywne, z kolei zawiasy również potężne i z pewnością dawno nikt nie o nie nie dbał. Skrzypienie obudziłoby umar... chociaż nie, gdyby budziło martwych, to w tym momencie zarówno para przed, jak i ludzie za furtą mieliby całkiem poważne kłopoty. Na szczęście magiczne właściwości okrutnego dźwięku ograniczyły się do wydania przeraźliwego pisku.
Komnata była całkiem nieźle oświetlona.
Wewnątrz znajdowało się może z tuzin chłopa, tak na oko. Ani jednej babeczki, same uzbrojone kafary z jednym wyjątkiem, bo kafarem nazwać go było trudno - przeciętny, może nawet niski wzrost, dwutygodniowa broda, bandana na głowie i przepaska na oko. Jak pirat, jeno bez drewnianej nogi i papugi na ramieniu. Ale uzbrojenia z pewnością mu nie brakowało. I tak pewnie sporą część ukrył pod płaszczem.
- Aaaaa, rzeczywiście, Szkarłatna. Jesteś przecież pierwszą damą, jakiej mogłem się tu spodziewać. - rzekł najniższy z grupy, stojący mniej-więcej na środku pomieszczenia. Okazało się, że właśnie ten człek miał tak ochrypły i donośny głos. - Ty o mnie pewnie nie słyszałaś, ale ja o tobie całkiem sporo. Jestem Jednooki Brick. Przewodzę tej bandzie. Znaczy, hehe, grupie. Najemników. - dodał po chwili. Bynajmniej całkiem chyba szczerze. Nie wyglądało to wszystko tak, jakby szykował się do napaści na dwójkę, jednak z pewnością był gotów, by wydać odpowiednie rozkazy. Póki co zdawał się być całkiem neutralny. Quithis obiło się o uszy to imię, ale chwilowo nie mogła sobie przypomnieć nic więcej poza zwykłym skojarzeniem. - Ale ciebie za to nie znam. - zwrócił wzrok na Vargora. - Coś mi się zdaje, że tak jak my, jesteś tu od niedawna. Niepotrzebna obelga. - dorzucił, niezbyt się przejmując postawą i słowami Vargora, choć na resztę grupy pewnie bardziej to podziałało. - Ukrywamy? Dobre sobie. Stwierdziłem po prostu, że to dobre miejsce na trening. - rzekł, wskazując w bok dłonią.
I rzeczywiście, w tym kierunku stało dwóch mężczyzn, którzy wyglądali na dość zmęczonych. Spoceni, żyły mieli na wierzchu, dyszeli. Obaj mieli też bronie gotowe do walki, ale gdy się im przyjrzeć, okazywało się, że to zwykłe, drewniane pały. Dodatkowo wokół nich wyrysowany był biały krąg o średnicy około pięciu metrów.
- Ale rzeczywiście, ukrywanie się mogłoby nie być takie głupie. - rzekł, wskazując palcem w zgoła innym kierunku. - Widzicie? - zapytał, gdyż tamten kąt był kiepsko oświetlony. Po przeciwnej do areny stronie sali, na prawie samym jej końcu, była dziura sporej wielkości. Wysoki człek bez problemu przeszedłby bez potrzeby pochylania się, a szerokość otworu była niewiele mniejsza. Quithis, choć niekiedy bywała w tym miejscu, nie poznawała jej. Wyglądała na nowo wykonaną. - To świeża dziura. Sprzed trzech, może dwóch dni. Nie było nas wtedy tutaj. Gdy wróciliśmy, zobaczyliśmy tą subtelną zmianę. Normalny człek musiałby się przebijać przez tę ścianę dobre kilka dni, i to z dobrym sprzętem. W dodatku nie wygląda mi to na ludzką robotę. Nie ma też śladu po narzędziach albo jedzeniu. Niepokojące, co? - rzucił, szczerząc zęby. - Ale siedzimy tu dwa dni i nic się nie dzieje. Znaczy, słyszeliśmy jakieś dziwne dźwięki, ale póki co to wszystko jest w porządku. - powiedział, sięgając po coś do sakwy. Ruch był nieco podejrzany, więc nie było dziwne, że wywołał pewne odruchy u przybyszów. - Spokojnie, noże trzymam w wygodniejszych miejscach. - rzekł, wyjmując jakiś ciemny bloczek, który chwilę później wylądował w jego gębie. - No, ale nie o tym. Chłopie, wyglądasz na zaprawionego w boju, a o Lisicy w tym mieście krążą legendy, choć nie wiem, na ile prawdziwe. Może się przyłączycie? Walczymy tylko tępą bronią i trochę się oszczędzamy, więc bez obaw. To może być ciekawe doświadczenie, nie myślicie? - rzucił, uśmiechając się.
Teraz przypomniało się Vargorowi, skąd kojarzył odgłosy z tego pomieszczenia. Przecież to była walka. To jego żywioł, jego natura odzywała się echem w sąsiednim korytarzu. W dodatku zauważył, że mogą z tym niskawym gościem być do siebie podobni pod pewnymi względami. Podobny do stereotypowego pirata człek najwidoczniej przewodził tej kompanii, więc był typem lidera, tak jak Vargor. W dodatku ta rzecz w jego szczęce... czy to nie była wspaniała, pyszna, rozpływająca się w ustach czekolada?





Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
30.01.2016, 03:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna