Teolskie podziemia
#21


Okazało się że nie trzeba było wyważać drzwi. Tych co byli w środku zaciekawił jednak głos dziewczyny. W sumie o to jej chodziło. Nie zawsze potrzeba było użyć siły by przeciwnik sam odsłonił się do zadania mu ciosu.
Wierzeje zaczęły się otwierać z piskiem który boleśnie ranił uszy dziewczyny. Bardzo nie lubiła tego dźwięku. Aż szczęki mocniej zacisnęła mrużąc jedno oko przy tym.
Quithis nóż lepiej uchwyciła, chowając go wygodnie w dłoni.
Przed nią i Vargorem ukazała się dobrze oświetlona komnata ... pełna uzbrojonych facetów. Uzbrojonych lecz nie wykazujących oznak chęci natychmiastowego ataku skierowanego przeciwko niej czy Bestii.
Gdy została rozpoznana przez wygadanego gościa, o ironio najmniejszego z grupy, usmiechnęła się swoim najbardziej niewinnym dziewczęcym uśmiechem, który nijak nie pasował do jej uzbrojenia i męskiego ubioru. Pewnym krokiem weszła do komnaty stając tak, by mieć pogląd na całe pomieszczenie. W razie co.
- Witaj Jednooki. - Na potwierdzenie swoich dobrych intencji zakręciła nożem w ręku i schowała go za pas. Skoro została rozpoznana to już nie przedstawiała się. - Faktycznie widzę cię pierwszy raz, ale tamtego kmiota... - Tu pochodnią wskazała na mężczyznę stojącego w kręgu. - To nie raz w Latarni widziałam. - Powiedziała z uśmiechem na ustach i puściła tamtemu oczko. Niech myślą sobie co chcą, ale im więcej wychodziło na światło dzienne niedopowiedzeń i gdy zataczała więcej krętych ścieżek, tym dla postronnego obserwatora gorzej było ją jednoznacznie określić. Być może dlatego umykała jak dotąd przed ręką sprawiedliwości nie będąc nigdy złapaną na gorącym uczynku.

Nie wtrącała się kiedy Brick rozmawiał z Vargorem. Podała swoją pochodnię pierwszemu z brzegu wojownikowi, by ją gdzieś odłożył a sama zaczęła przechadzać się po komnacie.
Przy okazji oceniała siłę tej grupy. Raczej na sprytnych złodziejaszków nie wyglądali. Nie te gabaryty. Ale skoro nie byli wyjęci spod prawa, to katakumby były dziwnym miejscem na trening. Chyba że znali lepsze i prostsze wejście do tego miejsca niż ona. W sumie Quithis nie znała tej części katakumb, aż tak daleko się nie zagłębiała w to miejsce.

Gdy zaś herszt najemników pokazał dziurę ziejącą po drugiej stronie komnaty, podeszła tam i odwróciła się do Vargora, spoglądając na mężczyznę ze zmarszczonymi brwiami. - Coś mi się zdaje, że masz niezłego nosa jeśli chodzi o dziury. - Powiedziała nieco dwuznacznie, lecz chodziło jej o uwagę wojownika gdy stali przy wielkiej studni, że niekoniecznie musiał być to twór naturalny. Przykucnęła w bezpiecznej odległości, mniej więcej ze trzy kroki od wylotu dziury, chcąc sprawdzić czy dało się stamtąd wyczuć jakiś powiew. Jedyne to co wiedziała, na pewno to, że przeszkadzał jej zapach ściśniętych pod ziemią trenujących mężczyzn. I nawet jej olejek rozmarynowy nie był w stanie stłumić tego wysiłkowego smrodku atakującego ją ze wszystkich stron.
- Ciekawe. - Mruknęła wstając od wylotu tunelu i podeszła do Vargora. - Ty się o duchy martwiłeś a tu jak najbardziej cielesny osobnik ryje norki. - Stwierdziła. Zdziwiona była że tamci ot tak trenowali przy niezwykłym tworze i w dodatku wiedząc że powstał w tajemniczych okolicznościach. - Bo raczej nie od cieków wodnych to powstało. Zbyt tu sucho, choć kanały są niedaleko. - Dziwny dreszcz przeszył jej ciało i poczuła na karku gęsią skórkę.

Rozmowa zeszła na inny tor, a mianowicie trening, a przecież oni w tym celu tu przybyli. No może nie od razu by trenować, ale znaleźć póki co miejsce. Tylko że to miejsce znalazł przed nimi ktoś inny.
- Chłopaki ja mieczem nie walczę, więc no niestety. - Ramionami wzruszyła. - Nożem na tępo raczej rzucać się nie da. - Wytłumaczyła pokazując nożyk z łańcuchem mocowany u jej boku. - A do zapasów z wami stanąć, no to jak komar na byka. - Ręce rozłożyła bezradnie robiąc minę niewiniątka, na którą zawsze się faceci łapali. - Ale chętnie obejrzę sobie wasze ... walki. - Ona nie walczyła posługując się siłą. Jeśli dochodziło do konfrontacji, to posiłkowała się tylko nożami a potem ewentualnie ucieczką. Wiedziała iż Vargor chce wprowadzić ją w świat walki wręcz, ale nie chciała by odbywało się to przy publiczności. Jak dotąd mówiono o niej w kręgach przestępczych tylko dlatego iż wszystko co uknuła to wykonywała skutecznie a to tego zawsze uchodziło jej płazem. Do tego jeszcze była charakterystyczna z wyglądu no i z zachowania ostentacyjnego wobec wybranych przez siebie ofiar, które uwodziła by je okraść. A tu pokazałaby się ze strony z której niekoniecznie chciała się pokazywać obcym. Nie to że była próżna, lecz będąc łotrzykiem trzeba było jednak trzymać fason i nie pokazywać swych słabości. Dlatego też, można by powiedzieć że trochę się wśród nich teraz szarogęsiła, gdy nie zachowując rezerwy przechadzała się swobodnie pomiędzy uzbrojonymi i potencjalnie niebezpiecznymi wojownikami. A że przy okazji rozsiewała w koło zapach rozmarynu, to dla tego pomieszczenia było tylko na plus.
Tak naprawdę była ciekawa stylu walki Vargora. I teraz była okazja by coś pokazał. Jeśli by się oczywiście zgodził.






Nikt nie da ci tyle, ile ona ci naobiecuje.






30.01.2016, 03:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#22


Wparował do komnaty a tu tuzin chłopa. Czy go to zdziwiło? Nie, raczej nie. Chyba. Zważywszy na to że właśnie dotarło do niego co też wcześniej słyszał a mianowicie odgłosy walki. Skarcił siebie za to że wcześniej tego nie odgadł.
Wchodząc do komnaty zmierzył wszystkich obecnych groźnym spojrzeniem. Nie żeby wzbudzić wśród zgromadzony respekt czy coś w tym stylu. Nie, nic z takich rzeczy. Ale osobie z jego facjatą poznaczoną bliznami skaryfikacyjnymi i plamami pigmentacyjnymi, ze spłaszczonym wielokrotnie złamanym nosem najczęściej wychodzi groźne spojrzenie. W jego przypadku mimika może być złudna, bo kiedy Vargor po prostu się uśmiechnie inny odbierze to jako szczerzenie w groźbie kły. No nic na to się nie poradzi że Bestia wygląda jak Bestia.
Nie przejął się uwagą Bricka odnośnie niepotrzebnej obelgi. Widząc że poza nim jego słowa jednak wywarły wrażenie na pozostałych stwierdził że jednak obelga potrzebna się okazała i skuteczna. Nie pokazał po sobie żadnej skruchy ani nic z tych rzeczy. No jeszcze czego. Żeby przed takimi kmiotami on Vargor się kalał! Niedoczekanie!
Lecz kiedy Jednooki pokazał dziurę i zaczął mówić o niej wojownik uśmiechnął się pod nosem. Uśmiechnął czyli można powiedzieć że zęby wyszczerzył. Rozejrzał się wokoło patrząc po zebranych a na koniec spojrzał na sufit a potem na wciąż otwarte wrota.
- Zamknijcie wrota. Cokolwiek tu jest i robi takie dziury to może znajdować się w tamtej części katakumb. Będąc tam słyszeliśmy...- jego cichy choć tubalny głos był dobrze słyszalny przez wszystkich zebranych. Na chwilę zrobił pauzę patrząc na Jednookiego.-... dziwne dźwięki.- dokończył cytując Bricka.- Jak zamkniecie wrota to może być jeszcze przez jakiś czas wszystko w porządku.- i tu również zacytował Bricka jakby przedrzeźniając go.
Kiedy Jednooki sięgał do torby nie zareagował. Nie bał się. Zresztą normalnym jest to że broń trzyma się w lepiej dostępnym miejscu niż torba. A potem ta nikczemnej postury (nie ubliżając oczywiście samej Lisicy) pokraka, ta psia kurwa, ten pokurcz jebany wepchnął sobie do gęby kawałek czekolady. Tego było za wiele. Zabije! Urwie łeb przy samej dupie! Zrobi z dupy jesień średniowiecza! Powyrywa wszystkim łapy i nogi, urwie łby i naszcza do tych paskudnych gęb. No żesz kurwa mać! To oni się tu raczą czekoladą a on co? Pies?
Zacisnął szczękę widząc niknący w ustach pokurwielca brązowy kawałek słodkości. A przynajmniej był święcie przekonany że to właśnie czekolada. Czekolada za którą jest w stanie zabijać setki. Chyba tylko Lisica może konkurować o wpływy u Bestii z czekoladą.
W klasztorze na Górze Tenbou Vargor nauczył się jednej niezwykle rzadkiej ale jakże cennej umiejętności. Opanowanie Bestii. Gdyby nie to widząc jedzącego czekoladę już dawno by się na niego rzucił wyrywając mu z gęby język przy okazji wybijając wszystkie przednie zęby. Na szczęście potrafił powstrzymać ten swój pierwotny odruch i jedynie z zaciśniętą szczęką patrzył jak Brick zajada się czekoladą. Dopiero po chwili dotarło do niego że proponuje mu trening. Albo pokazową walkę. Niech i tak będzie.
Vargor spojrzał na dziewczynę lekko się uśmiechając. Jednookiemu nic nie odpowiedział jedynie wręczył dziewczynie swą włócznię.- Miej baczenie na tę dziurę.- szepnął do niej kiedy wręczał jej swą Drzazgę.- Uważaj na nią.- dodał, znów oddał jej swą broń, musiał mieć pewność że dobrze się nią zaopiekuje.
- Dajcie długi kij imitujący włócznię.- rzucił w stronę zebranych wstępując do okręgu, nie musiał wypowiadać wiele niepotrzebnych słów by zgadzać się na walkę. On działał, nie gadał. Strzelił z kręgów szyjnych. Zacisnął palce w obydwu pięściach aż strzeliły kłykcie. Walka dwuręcznym kijem była tożsama z walką włócznią. Różnica była tylko jedna, kij to kij a włócznia to kij z jednym końcem uzbrojonym w ostrze. Z kijem poradzi sobie równie łatwo jak z włócznią. Czekał cierpliwie w okręgu aż dadzą mu odpowiednią broń oraz czekał na ewentualnego ochotnika. Wyregulował sobie oddech by uspokoić nerwy. Cisza przed burzą oznaczała że walka zaraz się zacznie. Rozchylił nieco usta ukazując swe ostre zęby. Był gotowy. Niech się zacznie.




30.01.2016, 03:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#23


MG

Widząc, że Quithis wskazuje na niego i puszcza mu oczko, facet w kręgu wyszczerzył się, choć nic nie odpowiedział. Reszta za to to parsknęła, to chrząknęła cichym śmiechem. Ten facet rzeczywiście odwiedził Latarnię, tak jak zapewne z połowa z tej grupy. W końcu najemnicy. Chłopaki musieli sie jakoś wyżyć. Mimo to większość z nich Lisica kojarzyła tylko pobieżnie i nie miała o nich zbyt konkretnej wiedzy.
Jednooki pokiwał głową na uwagi Vargora.
- Jasne, jasne. Ale trzeba wam wiedzieć, co my tu właściwie i po co. Dostaliśmy zlecenie na tego stwora. Nie wiemy co go tu sprowadziło, czym jest, w sumie to niewiele wiemy - prócz tego, że wlazł do podziemi i kręci się tu od jakiegoś czasu. Możliwe też, że nie przyszedł tu lądem - w końcu ktoś by go zauważył - tylko dokopał się, albo nawet był gdzieś uwięziony i wyszedł na wolność. - mówił Brick trochę wolniej, niż zwykle, jakby w międzyczasie dobierając słowa. Zmarszczone czoło i w ogóle mimika jego twarzy wskazywała na to, że prowadził jakieś wewnętrzne spekulacje na temat swojego celu. - Chcemy go tu jakoś zwabić, a żeby spożytkować czas, ćwiczymy walkę. Jest nas tu dość sporo, więc nawet gdy dwóch z nas będzie zmęczonych albo ktoś zgarnie jakieś siniaki, nie będzie to raczej przeszkadzało w walce. Chyba. - rzekł, kończąc wywód.
Gdy Quithis podeszła do dziury, by zaobserwować wyłom, Brick odezwał się ostrzegawczym tonem.
- Nie wchodź tam! - zawołał do niej, odrwacając się chwilowo od Vargora. - Ustawiliśmy wewnątrz parę pułapek. - dokończył, z powrotem kierując uwagę w stronę Bestii.
Lisica dostrzegła, że mur komnaty był całkiem gruby - miał na oko długość mniej-więcej jednej stopy. Wyłom prowadził do jakiegoś innego, już nieoświetlonego pomieszczenia.
Przez chwilę, gdy Vargor spoglądał na gryzącego czekoladę przywódcę bandy, gdy targały nim emocje, prawie nie zauważał zewnętrznego świata. Po tej krótkiej chwili zauważył jednak, że trzech najemników celuje w jego stronę naładowanymi w mgnieniu oka kuszami. Jednooki podniósł rękę, zaś ci opuścili bronie.
- Co jest? Wyglądałeś na, eee... - zastanowił się nad odpowiednim słowem - głodnego. Tym się nie najesz. Ale mam propozycję. Jak wygrasz trzy walki pod rząd, dostaniesz tabliczkę, bo zostały mi jeszcze dwie. To rarytas, mówią na to czekolada. Nie wiem czy o tym słyszeliście, ale u niektórych ludzi można dostać za to sporo pieniędzy. Przy okazji jest całkiem smaczna. - rzucił. - Dostałem to od jednego bogacza poza nagrodą główną za ostatnie zadanie.
- Mamy drewniane zamienniki, gdybyś zmieniła zdanie. - powiedział Brick do Lisicy, po czym jego uwaga powróciła na Vargora. - Najpierw przedstawię ci parę zasad. Pierwsza: Nie po oczach. Druga: bez pchnięć w brzuch. Trzecia: nie po jajach. To sparing, więc nie gryziemy, nie używamy własnych broni i tego typu przewag. Walka kończy się po obaleniu przeciwnika na ziemię, więc bardzo istotna jest stabilność. Można podciąć, przewrócić, ale też jebnąć aż zamroczy, choć staramy się nie korzystać z ostatniej opcji. Jak mówiłem, to zwykły trening. Dodatkowo przegrywasz po wyjściu za obręcz, więc można też wypchnąć oponenta za nią. Jakby coś, w każdej chwili możesz zrezygnować. Pierwszy zgłasza się ochotnik, drugiego i trzeciego przeciwnika wybieram ja, więc... kto jest chętny? - zapytał, rozglądając się wokół. Pierwszy zgłosił się Gork, czyli gość, który właśnie zamknął wrota i nałożył na nie wielki, drewniany rygiel. Miał na oko ze dwa metry wzrostu - albo i więcej, bo różnica między nim a Vargorem była zauważalna - i był potężnie zbudowany, choć nie tak jak jego przeciwnik. Miał trochę brzucha, choć niedużo. Gdy wkroczył na arenę, Jednooki podał im bronie. Najpierw podszedł do Gorka, dając mu dość długi - sięgał Gorkowi mniej-więcej do pasa - i ciężkawy kij. - Imitacja broni jednoręcznej... Jakiejś tam. Mamy coś takiego jako zamiennik na miecz, topór i młot, więc na jedno wychodzi. - mówił, idąc do Vargora. - I włócznia dla ciebie. - powiedział, dając kij o wysokości równej Bestii. Było czuć jego ciężar, ale nie był nieporęczny. Zdecydowanie wygodniejsza w obyciu była jednak Drzazga.
- Walka zaczyna się... - mówił, cofając się o dwa kroki - Teraz! - i umknął z narysowanej obręczy.
Odległość między nimi była równa czterem metrom. Gork, wyglądający na dość tępego, acz całkiem krzepkiego wojownika ruszył od razu, szarżując i wydając coś na kształt bojowego ryku. Pewnie miał nadzieję odstraszyć Vargora i od razu wypchnąć go z ringu. Dla Bestii było to jasne, więc efekt psychologiczny praktycznie nie zadziałał.
Sytuacja przedstawiała się tak, że Gork pędził w stronę nibymnicha, młócąc kijem powietrze. Vargor dostrzegł, że ten był leworęczny, więc walka z nim wyglądała trochę inaczej niż z przeciętnym szermierzem. Cios miał nadejść raczej ze strony prawej na wysokości klatki piersiowej, choć dobry wojownik wykorzystałby jeszcze już niewielką odległość dzielącą wojowników do wykonania finty. Zdołałby, jeśli jego przeciwnik stałby dalej w miejscu, obrócić "ostrze" i zadać cios praktycznie wszędzie.





Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
30.01.2016, 03:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#24


- Wiem co to czekolada.- warknął przez zęby. Jebaniec będzie go jeszcze pouczał co to jest i że niby się tym nie naje. Co on tam wie! Czekolady się nie je, nią się można co najwyżej delektować, smakować i rozkoszować jej słodyczą a czasem goryczką (kiedy czekolada gorzka jest). Zdobędzie tę pieprzoną tabliczkę czekolady chociażby miał sczeznąć na tym pieprzonym ziemskim padole łez.
Stał w kręgu spokojnie a kiedy wręczyli kij zważył go w ręku oceniając wyważenie a następnie przygotował się do walki ciekaw na to kto taki ośmieli się stanąć naprzeciwko niego. Padło na Gorkiego. Większego od niego typa. Lecz Vargor nie obawiał się takiego przeciwnika. W klasztorze nauczył się że czasami można wykorzystać czyjeś atuty przeciwko niemu samemu. Sam był tego świadkiem bo wiele razy był ciskany na prawo i lewo przez mnichów.
Z początku chciał stać prosto z lekko wyprostowanym ramieniem trzymając kij pionowo oparty o ziemię. Wtedy atak z której strony by nie nadszedł (pod warunkiem że byłby to atak nie stricte pionowy, wystarczyłby na ukos albo poziomy) to wystarczyłoby przesunąć ciało w taki sposób by być całkowicie za kijem. Wtedy cios zostałby przyjęty na kij a potem wystarczyło szybkie dołożenie drugiej dłoni i uniesienie dolnego końca kija i cios prosto w krocze. I byłoby po przeciwniku. Ale w jaja zabronili. No cóż. To trzeba w inny sposób działać.
Trzymał kij oburącz mniej więcej w połowie długości kija. Atak szedł z jego prawej więc zamierzał sparować atak prawą częścią kija a następnie wystarczyło szybki ruch ramionami i lewa część kija powinna trafić Gorkiego prosto w prawe ucho. Jednocześnie atakiem tym i przy odpowiednim ruchu nogami Vargor powinien znaleźć się za plecami przeciwnika a przynajmniej z jego boku. W tym momencie miałby idealną okazję na szybki cios przy odpowiednim obróceniu kija w rękach w nogi tuż pod kolano w celu podcięcia przeciwnika. Gdyby ta sztuka mu się udała i przeciwnik by padł na plecy wtedy by padł kolejny cios oburącz prosto w klatkę piersiową w celu wyrzucenia siłą powietrza z płuc Gorkiego. Po tym ciosie olbrzym nie powinien chcieć dalej walczyć.
Lecz gdyby nie udało się Vargorowi powalenie Gorkiego wtedy po ciosie w nogi Bestia zrobiłby dwa kroki w tył by przygotować się na ewentualny atak Gorkiego. Wtedy przyjąłby pozę taką jaką zamierzał przyjąć na początku czyli postawiłby kij na ziemi przed sobą trzymając go na wpół ugiętym w łokciu ramieniu.




30.01.2016, 03:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#25


Gdy trójka najemników złapała na cel Vargora, ona szczęśliwie stała za nimi. Jeden nieodpowiedni ruch a z ich strony i może powaliłaby co najmniej dwójkę raniąc ich nożami a przy okazji rozpraszając resztę.
Szczęśliwie nie trzeba było reagować a Bestia zgodził się na walkę o czekoladowe trofeum.
Przejęła od wojownika jego włócznię, Drzazgę, ustawiła ją pionowo i oparła się o nią wygodnie.
Kiedy Vargor czekał na swoją atrapę włóczni, ona zagadnęła jednego z wojowników nie przeszkadzając Jednookiemu.
- Pokaż no mi te atrapy noży. - Powiedziała przymilnym tonem. Zaciekawiła się tym jak można na sucho czymś rzucać, tym bardziej rzucając czymś, co nie mogło się wbić w cel a tylko od niego odbić.
Gdy dostała do ręki imitację noża okazało się, że nie była to taka zła sztuka. Zrobiła minę eksperta i pokiwała głową z uznaniem obracając iluzoryczne ostrze w ręku. Ciągle oparta o włócznię, drewnianym nożem zaczęła kręcić w dłoni mając na oku to, co działo się w polu walki. Kątem oka obserwowała również dziurę w ścianie, ale skoro przez dwa dni nic nie wylazło przez nią, to czemu teraz by miało się pokazać. Przyglądała się z uwagą jak mężczyźni przygotowywali się do walki.
Zasady które wyłuszczył im przed walką Jednooki Brick, były jasne.

- A więc polujecie tu na stwora. I nie widzieliście go jeszcze? A jakieś ślady zostawił? - Zagadnęła mimochodem jednego ze stojących obok niej najemników. - Skoro nie widziano go na ulicach Teolii to pewno przebywa w kanałach. - Wychodziła z założenia że przecież tamci mogli się naparzać w tle, a ona mogła oglądać jednocześnie wszystko i przy okazji zbierać potrzebne informacje. Trzeba było mieć się na baczności. Być może umrzyk na którego trafili w kanałach nie był ofiarą przestępstwa a ziemiożernej i być może krwiożerczej bestii. Miała nadzieję że zaczepiany jegomość zechce zamienić z nią kilka słów. Skoro herszt wyjawił powód dla którego tu się znajdowali, to szczegóły zlecenia jak postępy w jego wykonywaniu, nie powinny być tajemnicą również.
Oczekiwanie na odpowiedź najemnika przerwał sygnał do walki dany przez Bricka. Ponad dwumetrowy Gorki natarł z rykiem na Vargora, który już tak zwaliście przy swym przeciwniku nie wyglądał. Quithis uśmiechnęła się widząc tę dziką szarżę i zakręciła drewnianym nożykiem na wystawionym kciuku, próbując złapać go tą samą ręką w ostatniej chwil, gdy wytracał prędkość obrotową. Skoro miała się opiekować Drzazgą to włóczni nie miała zamiaru puszczać z drugiej dłoni by ratować atrapę ostrza. Na szczęście nożyk treningowy nie umknął z jej ręki i udało się go złapać.






Nikt nie da ci tyle, ile ona ci naobiecuje.






30.01.2016, 03:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#26


MG

Brick wzruszył brwiami, przechylając na chwilę głowę w lewo, mimiką mówiąc "no dobra, może i tak".
- Dobra. Mówię, bo zwykle czekoladę spotyka się w wyżynach społecznych, a katakumby to dziwne miejsce dla arystokracji, więc was bym mianem miękkodupców nie określił - rzucił usprawiedliwiającym uprzedni słowotok tonem.
Podczas gdy Jednooki tłumaczył Vargorowi zasady i podawał broń, Lisica postanowiła zrobić małe rozpoznanie. Chwilę później trzymała zawiniątko. Wewnątrz były trzy drewniane, oczywiście tępe i o zaokrąglonych czubkach, imitacje noży. Na wyważenie raczej nie zwracano uwagi, tak samo, jak na możliwość rzucania nimi (Szkarłatna już w pierwszych chwilach wyczuła, że ten typ treningowej broni służy tylko do zwarcia). Do noży przyłożono jednak największe starania przy wykonywaniu, choć powody były dość jasne. Po pierwsze - robota. Nikomu się nie chce robić drewnianej broni dużych rozmiarów, a ociosać taki sztylecik to połowa normalnej roboty. Po drugie - typ broni. Walcząc czymś dłuższym zyskuje się na dystansie w zwarciu i bez używania niektórych technik - czyli do walki mało/średnio zaawansowanej, niż profesjonalnych fechmistrzów - jelec względnie rzadko kiedy się przydaje. Po prostu częściej paruje się ciosy ostrzem, a przeciętny szermierz nie zna zbyt wielu zastosowań jelca, poza tymi najbardziej oczywistymi. Sztylet jednak różnił się od dłuższych broni tym, że był... no, krótszy. To z kolei przyczyniało się do tego, że o wiele łatwiej było oberwać w dłoń. Na sparingach głupio byłoby połamać sobie palce, więc z tego co widać na pierwszy rzut oka, drewniane "sztylety" były jedyną imitacją broni tutaj, która posiada całkiem nieźle wykonaną gardę. Zresztą, sam fakt, że w ogóle ją posiadają, też był pozytywny. Z tego co Quithis zauważyła, Gork walczył lagą która miała zastępować zwykłą, dłuższą broń jednoręczną, ale nad dłonią było jedynie zgrubienie, które prawie wcale nie gwarantowało ochrony. Każdy z najemników był jednak uzbrojony w rękawice (różnego typu) i zapewne mało który trudnił się używaniem tak finezyjnej broni, jak noże. Każdy z nich odznaczał się - na oko - tężyzną fizyczną, zatem z pewnością preferowali dłuższe i cięższe przedmioty do walki. Jedynie przywódca grupy, Jednooki, zdawał się nie mieć predyspozycji do walki wielką bronią. Coś jednak musiało być przyczyną tego, że to właśnie on był tu szefem. I z pewnością nie była to jedynie inteligencja, jaką po nim było widać. Jako najemnik musiał radzić sobie w walce. Oka sam pewnie sobie też nie wydłubał, tak samo jak blizny przechodzącej przez pół twarzy. Na pewno miał jakieś doświadczenie. Nosił na sobie niezupełnie lekki ubiór, wręcz przeciwnie - obszerny i z mnóstwem kieszeni. Można było więc się domyślać, że pod płachtami ma nie lada arsenał niewielkich broni. U jego pasa jednak znajdował się rapier.
Dziura w ścianie nie zachowywała się podejrzanie. Ot, zwykła dziura. Była sobie i tyle. Łatwo można było o niej zapomnieć.
Gość, do którego podeszła zagadać w sprawie stwora, był całkiem wysoki, choć nie aż tak, jak reszta grupy. Był pewnie trochę niższy od Vargora, bardzo podobnie zbudowany. Był albo ogolony na łyso, albo włosy przedwcześnie mu wypadły - nie wyglądał jakby miał więcej, niż trzydzieści parę lat. Oprócz czystej glacy na brodzie i pod nosem również nie posiadał owłosienia. Miał, w porównaniu do innych tutaj, dość łagodne rysy twarzy.
I chyba niezbyt zadowalającą skłonność do rozmów. Wzruszył tylko ramionami, słysząc pytania i uwagi Lisicy.
Może nie byłoby to aż tak dziwne. W końcu, z tego co mówił Jednooki, nawet on mało wiedział o celu misji, zatem co dopiero przeciętny pionek w drużynie. Ten człek nie wyglądał jednak na kogoś tępego albo usiłującego się odcinać od innych. Z kolei Quithis trochę jednak uroku osobistego miała i całkiem możliwe, że mało który samiec tak najzwyczajniej w świecie po prostu by ją zbył. A tak to właśnie miało miejsce w tym wypadku.
Quithis wykonała mały manewr treningowym nożykiem, całkiem efektowny. Kawałek drewna nie był jakoś wybitnie wyważony, ale kobieta nieźle wyczuła środek ciężkości, a wprawy przecież jej nie brakowało. Kątem oka dostrzegła też, jak zachowywał się Brick - wpatrywał się w to, co miało nastąpić na małej arenie, jak zahipnotyzowany. Walka albo była jego pasją, albo chciał jak najlepiej ocenić zdolności Vargora. A może miał jakieś inne pobudki, by tak wnikliwie się wpatrywać w akcję.
Długi kij dawał pewne przewagi Bestii, ale każda broń miała swoje wady i zalety, a ostatecznie Gork też przecież miał możliwość wyboru. Szarża może i była niezbyt mądrym posunięciem, ale Vargor nie wykorzystał przewagi długości "włóczni", by zatrzymać przeciwnika zanim ten do niego dotrze. Zamiast tego postanowił przejść w bliski kontakt, pozwalając zbliżyć się wyższemu wojownikowi. Ten najwidoczniej nie przywykł do walki z przeciwnikiem uzbrojonym tak, jak mnich - najpewniej większość z tych najemników walczyła mieczami. Dał się zaskoczyć odmiennym nieco sposobem parowania ciosu i niezbyt mógł wykorzystać impet do obrócenia broni i sparowania ciosu w ucho, który otrzymał ułamek sekundy później. Gdyby nie szarżował tak gwałtownie, mógłby zamiast parowania zwyczajnie odskoczyć, ale niestety bieg zaburzył jego równowagę, a kafar nie był wystarczająco zwinny, by zrobić coś innego. Jego próba obrócenia się również była zbyt powolna i został podcięty, po czym padł na plecy, głową wystając za linię areny. Jako dodatek otrzymał na koniec cios drzewcem w, na szczęście osłonięty skórzanym pancerzem, mostek.
Chwilę później rozległo się ciche klaskanie.
- Ano, ładnie, całkiem nieźle. Ale końcówka była niepotrzebna. Jak mówiłem, wystarczy przewrócić przeciwnika albo go wypchnąć za arenę. W momencie w którym Gork upadł, przegrał. Nie trać nad sobą panowania, wojowniku. Ty panuj nad walką, nie na odwrót. - powiedział Jednooki z początku wesołym, później zwyczajnie obojętnym tonem. Gdy już Gork wstał, otrzepał się z kurzu i zszedł. - Dobra robota - poklepał go po ramieniu Brick - Ale musisz nauczyć się pokory. Nie doceniłeś go, a okazało się, że to całkiem dobry wojownik. Uważaj, w przypadku realnej walki możesz nie mieć drugiej szansy. - powiedział mu. Widocznie oprócz samego faktu bycia liderem, ten człek również starał się dawać rady swoim podopiecznym, jak walczyć. W dodatku automatycznie po pojawieniu się Vargora na arenie i jego potraktował jako kogoś, kto tych rad potrzebuje. Zdawał się jednak nie przejmować tym, że może go tym urazić lub rozgniewać. A może nawet na to liczył. Tak czy inaczej, ani Bestia, ani Lisica nie wyczuwała w nim złych intencji.
- Więc druga runda. Ale nie ciesz się za szybko, ta powinna być trudniejsza. Karl - zawołał - jest bardziej wszechstronnym i sprytniejszym wojownikiem.
W odpowiedzi na imię wywołane podniesionym głosem, jeden z najemników ruszył na arenę. Był to właśnie ten bezwłosy, milczący gość, którego próbowała zagadać Szkarłatna. Rzeczywiście, wyglądał na lepiej zbudowanego i sporo bardziej inteligentnego od Gorka, który już na pierwszy rzut oka wydawał się być tępym osiłkiem.
- Przy okazji Karla, jak pewnie zauważyłeś, on ma kilka broni. To normalnie dozwolone. Jeśli chcesz, ty też możesz wziąć sobie coś jeszcze, albo chwilę odpocząć. Jedyny warunek to to, żebyś zrobił to teraz, a nie podczas walki. Jak się zacznie, nikt ci broni nie poda. - powiedział Jednooki. Rzeczywiście, drugi najemnik miał na plecach kij podobny do tego, jakim dysponował Vargor, w dłoni miał lagę, którą przed chwilą przekazał mu Gork, zaś u pasa przy jednym boku były wetknięte dwa drewniane sztylety. Oprócz ćwiekowanych nagolenników nie miał na sobie innego pancerza. Ubiór ograniczał się do lnianych spodni, koszulki bez rękawów oraz skórzanych rękawic i butów.
- Gotowi?
Karl kiwnął twierdząco, pochylając się nieco i rozstawiając nogi szeroko na podłożu.
Jeśli Vargor też uznał, że jest gotów, Jednooki dał sygnał rozpoczęcia i skierował się w stronę Quithis, pewnie z zamiarem pogadania. Gdy już się do niej zbliżył, obrócił się z powrotem tak, by mieć dobry widok na potyczkę.





Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
30.01.2016, 03:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#27


Niestety zagadnięty najemnik nie nawiązał z nią kontaktu. Cóż, powiedzieć że była przyzwyczajona do zbywania jej to byłoby kłamstwo. Bezwiednie zrobiła się bardziej czujna i otwarta na wrażenia zewnętrzne.
Skoro trenujący goście nabuzowani adrenaliną i testosteronem byli obojętni na nią, to coś było nie w porządku.
Nie zrażała się jednak i z uwagą przyglądała jak zwalisty Gorki atakuje jej Bestię. Znaczy nie jej, ale tak trochę jakby, bo mieli razem hm ... trenować.
Była pod wrażeniem szybkości z jaką Vargor pokonał przeciwnika. Uśmiechnęła się pod nosem. Ona wiedziała że skoro uczył się w klasztorze Tenbou to jeszcze sporo tej grupie może pokazać.
słuchała również uważnie co po walce do powiedzenia miał Jednooki Brick. Jak widać, nie dość że był przywódcą, to jeszcze wskazówki co do walki dawał większym od siebie. Ciekawe.
Quithis złapała się na tym, że lustruje jegomościa wzrokiem próbując ocenić jego sylwetkę i uzbrojenie. Nie umiała go rozgryźć. Wcale nie zdziwiłaby się jeśli dysponowałby on szeregiem trucizn na każdą okazję. Czy to na ostrzu broni, czy w to w pierścieniu ... Wyglądał podejrzanie choć nie zdradzał złych zamiarów wobec niej ani Vargora. Jednak nie mogła oprzeć się uczuciu, że coś tu jest nie tak.

Gdy Jednooki wywoływał drugiego najemnika do walki z Bestią, Quithis skorzystała z okazji i usmiechnęła się do Vargora zalotnie, być może tym samym zmniejszając dystans pomiędzy nią a czekoladą, której tak bardzo pożądał.

Kolejna walka miała się właśnie rozpocząć. Jednooki Brick podszedł do niej od razu pod daniu sygnału do walki.
- Coś małomówni są twoi towarzysze broni. - Zagadnęła do przywódcy bandy, jednocześnie skupiając wzrok na wojownikach będących w kręgu. - Możesz coś więcej powiedzieć o tym, co myślisz ze zamieszkuje tutejsze tunele? - Zapytała go bezpośrednio wskazując głową w stronę dziury w komnacie. Skoro ona korzystała z pobliskich kanałów, wolała się dowiedzieć czegoś więcej. - Zostawiło to coś jakiś ślad w waszych pułapkach? - Być może i dużo zadawała pytań na raz, jednak jej głos był tak miękki i aksamitny jakby pytała go o rodzaj olejków aromatycznych które by chciał wybrać przed masażem, wykonywanym powiedzmy że przez bardzo utalentowaną damę.
Było to tak naturalne dla niej, że nawet nie zwracała uwagi na to, kiedy zmieniał się jej tembr głosu w zależności od sytuacji i informacji które chciała uzyskać. Tak właśnie działał ten podstępny kobiecy instynkt Lisicy.






Nikt nie da ci tyle, ile ona ci naobiecuje.






30.01.2016, 03:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#28


Ruchy Vargora były płynne, naturalne. Może i ostatni cios nie był potrzebny ale walczył tu o jedną z dwóch swoich kochanek, o czekoladę. Natomiast druga z kochanek uśmiechnęła się do niego po wygranej walce. W odpowiedzi Quithis nie ujrzała uśmiechu, może lekkie drgnięcie kącików ust. Ale zauważyła ten błysk w oku który już wcześniej widziała, w nocy. Lisica mogła konkurować z powodzeniem z czekoladą, lecz w tym błysku w oku zrozumiała że zawsze przegra z walką. Mogła być jego kochanką czy kimkolwiek sobie zażyczy lecz teraz zauważyła że życiową partnerką Vargora jest walka. To jest jego druga połówka. Połówka kompletna, dzięki niej Bestia jest uzupełniony o brakujący element. W tym błysku w oku Quit ujrzała radość duszy jaką walka wypełnia Vargorowe ciało.
Słysząc słowa Bricka Vargor nic nie odpowiedział. Może sprawiał wrażenie jakby nie przyjmował jego rad do wiadomości lecz tak naprawdę tak nie było. Ostatnie lata spędzone w klasztorze wyglądały właśnie w podobny sposób. Walczył a potem wysłuchiwał porad, pouczeń. Potem nie dyskutował, nie kwestionował, lecz starał się rady wcielić w życie. Mimo że nie traktował Bricka jako swego mistrza to rad w kwestii walki nigdy nie ignorował, choć z pozoru mogło wydawać się inaczej. Propozycję wzięcia dodatkowej broni zignorował. Jeśli przeciwnik będzie miał ochotę skorzystać z broni którą posiadał to niech korzysta, on musiał radzić sobie z przeciwnikiem tym co ma. Jeśli mają być nierówne szanse niech i tak będzie. Nie stanie się lepszym wojownikiem kiedy to ciągle walczyć będzie z równymi sobie. Vargor nauczony został stawiania sobie coraz wyżej poprzeczki.
Kiedy Karl wkroczył do okręgu Vargor na lekko ugiętych nogach zaczął go okrążać prowokując do tego samego. Tym razem trzymał kij na jego jednym końcu. Prawą dłoń nieco wyżej która to miała wyprowadzać ciosy a lewa jedynie kontrolować ruch albo w nagłych momentach zmieniać kierunek ciosu. Po krótkim oceniającym przeciwnika okrążaniu się Bestia przystąpił do ataku. Najpierw wyprowadził kilka szybkich ciosów by sprawdzić do czego zdolny jest Karl. Ciosy wyprowadzane były na różne wysokości, głownie chodziło o wyczucie przeciwnika, o to jak szybko paruje ciosy. Po tej krótkiej wymianie gdyby Karlowi zachciało skontrować to Vargor by albo odskoczył robiąc unik albo by atak sparował. Zamierzał go trzymać na dystans.
Vargor był spokojny i opanowany. Walka go wyciszała. Oczyszczony umysł analizował każdą sytuację i przygotowywał organizm na reakcje. Jego ruchy były płynne, kontrolowane, nie było w nich chaosu i nieprzemyślanych ruchów. Analizował przeciwnika najlepiej jak potrafił. Starał się wyczuć, kiedy może wyprowadzić atak by potem go uniknąć i ewentualnie skontrować.
Po tej wymianie ciosów znów by wstrzymał na chwilę atak by okrążać Karla. Zrobi to tylko po to, by wyprowadzić już właściwy atak. A atak nastąpi z jego strony w kierunku nóg Karla. Trzymał kij w taki sposób że jego drugi wolny koniec był skierowany ku dołowi. Zamierzał wymierzyć dwa krótkie ciosy w nogi Karla. Ciosy które nie wymagały ani wiele siły ani też za dużo miejsca na ruch. Celował w okolice piszczeli a potem w okolice kolana. Spodziewał się sparowania tych ciosów. I o to mu właściwie chodziło. Zamierzał skupić przeciwnika na ruchu na dole by po sparowaniu ciosów dzięki szybkiemu ruchowi lewej dłoni na końcu kija wprawić kij w ruch i wyprowadzić szybki cios od góry w głowę przeciwnika.
Cały czas też był przygotowany na ewentualny odskok aby uniknąć ciosu od strony Karla. Cały czas miał zamiar trzymać go na dystans, choć liczył na to że swoim atakiem da sobie pewną przewagę która przybliży go do zwycięstwa.




30.01.2016, 03:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#29


MG

- Małomówni? - wyszczerzył się Jednooki, powstrzymując się od parsknięcia głośnym śmiechem, choć widać było, że z ledwością. - Nieźle powiedziane. Jeśli chodzi ci o Karla, to on akurat ma oberżnięty język. - powiedział, nie tracąc humoru. - A szkoda. Jest bardzo ciekawą i pewnie inteligentną osobą. Chciałbym z nim czasem pogadać, ale nie za bardzo nam to wychodzi z oczywistych względów. Jeśli mogę spytać, obstawiasz, że kto wygra? - zapytał, choć znał odpowiedź.
Gdy temat zszedł na bardziej służbowy, poważny wyraz twarzy wrócił. Brick wyglądał na zamyślonego.
- Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Z tego co słyszałem, od lat nie było żadnych niepokojących doniesień na temat czegoś kręcącego się tu, w podziemiach. Oczywiście mało kto się tu zapuszcza, ale półświatek, łotry wszelakiego rodzaju często używają ich do przemieszczania się poza wzrokiem straży, tymczasem nawet oni mają swoje organizacje i z tego co się dowiedziałem - a trzeba ci wiedzieć, że parę kontaktów mam - nawet oni nie tracili nikogo w tajemniczych okolicznościach w tym miejscu. - rzekł, łapiąc oddech na dalszą opowieść. - Stąd wnioskuję, że albo to coś rzeczywiście dopiero przybyło do miasta, co uznaję za mało prawdopodobne, albo przekopało się tu, zwabione gwarem miasta. Zdaje się, że jest padlinożercą, bo kilka co świeższych trupów zniknęło z tego miejsca, ale niewykluczone, że jest też drapieżnikiem. Nie jest jednak tępym i żądnym krwi stworem, bo gdyby tak było, odszukałoby nas już w kilka godzin po przybyciu tutaj. Pierwsze doniesienia o dziwnych dźwiękach pochodzą sprzed prawie dwóch tygodni. Ofiar na powierzchni nie ma... Albo nikt o nich nie wie, dlatego wnioskuję, że potworowi nie spieszno na powierzchnię. Skoro kręci się w podziemiach, to pewnie ma świetny słuch i węch, albo znakomicie przystosowany do mroku wzrok. Albo wszystko naraz. No i jest ciemnolubny, więc gdyby wyłaził na górę, to tylko nocą. Możliwe, że ewolucyjnie zatem wykształcił w sobie też nocny tryb życia, więc choć nie wie, kiedy jest noc, a kiedy dzień, instynktownie może być aktywniejszy późną porą. Słyszałaś może o caverach? - rzucił nazwę potwora. Niestety, stwory te były mało znane wśród zwykłych ludzi. Ba, nawet niektórzy Łowcy o nich nie słyszeli. Lisica niestety również nie należała do tej nielicznej grupy, która posiadała jakiekolwiek o nie informacje, siłą rzeczy więc nie znała nawet samej nazwy. - Wszystko w sumie pasuje, nawet rozmiar dziury w ścianie. Ten potwór bez większych problemów by się przez nią przebił. Rzecz w tym, że w tym gatunku raczej nie spotyka się samotników. Łączą się w nieduże... rodziny? społeczeństwa? sam nie wiem, ale te nieszczęścia chodzą parami. Co najmniej. Tylko to mi nie pasuje do układanki. - powiedział, kończąc długi wywód. Sięgnął po bukłak z wodą (chyba), bo zaschło mu w gardle, i golnął sobie łyka.
- A co do pułapek, to nie, ale zastawiliśmy je dopiero dziś, parę godzin temu. Więc nic dziwnego, że nawet szczur się nie nadział. - odparł, cały czas skupiając się na walce. Odpowiadał całkiem elokwentnie, mimo że odruchowo. Najwidoczniej i jemu inteligencji nie brakowało, albo po prostu starał się za mądrego uchodzić.
Tymczasem Vargor trudził się walką z Karlem. Tym razem obaj przeciwnicy podeszli do siebie ze sporą dozą ostrożności, bardziej skupiając się na defensywie. Bestia, próbując rozgryźć sposób walki przeciwnika i to, jak się on porusza, dostrzegł, że ów robi dokładnie to samo.
Niemy wojownik kontynuował grę Vargora, poruszając się w tym samym kierunku wokół okręgu. Nie miał zamiaru wykonać pierwszego ruchu, zatem bitewny Akolita przejął inicjatywę. Po zbliżeniu się do przeciwnika - który zatrzymał się, przyjmując postawę gotowości - wyprowadził kilka uderzeń, mających na celu nie tyle zranienie czy wytrącenie z równowagi przeciwnika, co dalsze jego wyczucie. Karl pozwolił mu na to, uchylając się przed pierwszym uderzeniem, kolejne zaś bez większych problemów parując.
Niezły jest. To, że uderzenia miały funkcję taktyczną, nie bojową, to nie znaczy, że Bestia przeciwnika "oszczędzał". Choć fakt faktem, nie była to pełnia jego możliwości. Ba, w istocie sporo jeszcze do niej brakowało.
Mimo tego, że oprócz ciała, umysł Vargora pracował w tej walce równie płynnie i sprawnie, to nie znajdował luk w obronie przeciwnika. Póki co. Prędzej czy później każdy się odsłania. Najwidoczniej prawie całe skupienie Karla poświęcane było defensywie, bo ów nie próbował wyprowadzać kontr.
Gdy już Vargor przeszedł do właściwego manewru, wykonał dwa ciosy w nogi przeciwnika, spodziewając się, że ten sparuje oba z nich. I rzeczywiście, tak się właśnie stało. Następnie wykorzystał prędki ruch, by uderzyć od góry.
Karl uśmiechnął się.
Okręcił się szybko, stając bokiem do Bestii. Był cały czas pochylony, zaś "włócznia" na jego plecach okazała się mieć nie tyle zastosowanie bojowe, co taktyczne. Najpewniej była przymocowana dwoma pasami na torsie przeciwnika, znajdujących się pod jego ubiorem, gdyż kij był bardzo stabilny. Uderzenie zostało przyjęte na drewno, kij Vargora ześlizgnął się, lecąc w dół.
Cały czas Karl pozwalał poznawać się Bestii, pozwalał mu kontynuować jego grę, by w momencie kulminacyjnym samemu wykonać kontrę.
Chwycił długawą lagę oburącz u podstawy i wyprowadził błyskawiczne cięcie od dołu po skosie, skręcając tułów i wkładając odpowiednią pracę nóg, by wzmocnić cios. Efekty mogły być druzgoczące, nawet przy uderzeniu zwykłym kijem.
Cios był trudny do sparowania, biorąc pod uwagę to, że w trakcie tego manewru kij Vargora ześlizgiwał się właśnie po tym Karla.





Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
30.01.2016, 03:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#30


Wykorzystanie kija jako swego rodzaju tarczy będącej na plecach był sprytnym manewrem. W dodatku dał możliwość do wyprowadzania ciosu który sprawi problem przy jego ewentualnym sparowaniu. I owszem taki ruch jest genialny który może doprowadzić do zwycięstwa. Choć nie w przypadku Vargora. Przeciętny wojownik jest mentalnie przywiązany do swej broni uważając że pozbycie się jej może doprowadzić do porażki. I właśnie najczęściej porażka następuje wtedy kiedy w odpowiedniej sytuacji owej broni się nie pozbędzie. Vargor do takich osób nie należał, jemu przyświecał jeden cel. Zwycięstwo nad przeciwnikiem wszelkimi możliwościami. A czasami skrócenie dystansu to jedyna droga do zwycięstwa.
Ruch Karla naprawdę był wyśmienity. Cios od dołu był niezwykle trudny do sparowania go przy pomocy broni. Lecz widząc ten atak Vargor nie zamierzał bronić się przy pomocy kija-włóczni. Momentalnie wypuścił kij z rąk. Wystarczył teraz zrobić niewielki odskok i poczekać aż cios Karla osiągnie kulminację w górze. A potem Bestia doskoczyłby do wojownika łapiąc lewą dłonią za kij Karla w miejscu w którym spoczywały jego dłonie. W tym momencie Vargor by blokował możliwość zadania ciosu drewnianą lagą a mając sam prawą dłoń wolną mógł wymierzyć dwa proste i silne ciosy. Pierwszy prawy krótki sierpowy tuż pod lewy łuk żebrowy. Celował w wątrobę by wywołać ból u przeciwnika. Drugi cios również byłby krótkim sierpowym ale prosto w szczękę by znokautować Karla. Ręce Vargora były wielkie jak bochny chleba a zaciśnięte pięści jak młoty. Jego ciosy z pewnością bolesne były.
Choć to nie wszystkie możliwości jakie Karl mógłby zrobić wyprowadzając taki cios od dołu. Ponieważ mógłby zatrzymać cios w połowie wysokości i na przykład wyprowadzić pchnięcie w stronę Bestii. Jeden Szpadel wie co siedzi w głowie Karla więc rozpatrzmy i tę ewentualność. Kiedy Karl by miał właśnie taki zamiar wtedy Bestia odskoczyłby od niego a pchnięcie by starał się uniknąć poprzez skręt ciała i odpowiedni ruch nogami. Wtedy głowa Karla zbliżyłaby się na odpowiednią odległość by Vargor wyprowadził cios pięścią od góry w okolice jego skroni. Taki cios sprawiłby że przeciwnik padłby na ziemię i walka by się zakończyła.
A co by się stało jakby Karl zatrzymał w połowie cios od dołu i chciał ciąć w poziomie? Jak się rzekło, jeden Szpadel wie. Vargor odskoczyłby by uniknąć poziomego ciosu a następnie doskoczyłby do niego i byłaby analogiczna sytuacja do tego jakby Karl chciał zadać cios od góry. Tu Vargor w zależności od tego z której strony cios poprzeczny by został wyprowadzony to by chwycił za kij Karla w miejscu gdzie by trzymał swe dłonie odpowiednio prawą albo lewą dłonią blokując tym samym zadanie kolejnych ciosów. A potem będąc z boku Karla Vargor wyprowadziłby cios swą wolną pięścią w szczękę przeciwnika.




30.01.2016, 03:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna