Teolskie podziemia
#31


MG

Cios Karla był wyjątkowo silny. Wyprowadzony wręcz idealnie technicznie - pracą całego ciała - przy czym muskulatura tego mężczyzny nie była wcale licha. Uderzenie było druzgoczące.
Albo lepiej: byłoby.
Vargor wykonał odskok. Końcówka kija otarła się o jego ciało. Odczuł draśnięcie w okolicy żeber. Rana tego typu nie miała żadnego znaczenia w walce, jeśli chodzi o osłabienie przeciwnika lub zbliżenie się do pokonania go. Niosła za sobą jednak ważne przesłanie. "Pierwszą krew" zaliczył Vargor, nie Karl. Ów mógł być na równi poziomem z Bestią... jeśli nie był nawet lepszy.
Zaskakujące. Tak znakomita technika nie jest nauczana przez byle kogo i nie da się jej opanować w byle miesiąc. Ba, nawet w kilka lat. Forma tego człowieka była pewnie kształtowana od dziecka.
Musiał jednak mieć odpowiedniego nauczyciela. To, że był samoukiem, było tak wątpliwe, że graniczyło z niemożliwością. Mało kto znał jednak lepszych nauczycieli walki, niż mnisi w zakonie Tenbou. Tymczasem niektóre ruchy uzbrojonego w lagę wydawały się być dziwnie znajome dla Bestii... czyżby ten człowiek również szkolił się niegdyś wewnątrz murów zakonu?
Po odskoku nie było czasu, by spocząć. Vargor natychmiast rzucił się do kontry, co było zaskoczeniem dla Karla. Zresztą, już w momencie gdy dostrzegał, że jego oponent uniknie ciosu, szerzej otworzył oczy, a co dopiero na fakt, gdy ten pozbywał się broni. Uśmiech jednak nie schodził mu z twarzy, choć stał się mniej wyraźny.
Akolita wyczuł w dłoni lite drewno.
Karl również pozbył się swej broni, zostawiając ją w dłoni Vargora tuż przed tym, jak ten miał ją złapać. Laga przez ułamek sekundy wisiała w powietrzu. Ten manewr mógł być niespodziewany, ale Vargor zdążył już docenić przeciwnika i nie wywołało to w nim szczególnej konsternacji.
Bezwłosy człek lewą dłonią chwycił mocno nadgarstek. Nie swój, rzecz jasna. Wycelowana w niego pięść leciała dalej w tym samym kierunku, z delikatnie jedynie zmienioną trajektorią (teraz bardziej wprost, niż sierpem), nie była jednak puszczana. Okręcił się błyskawicznie i zadał przeciwnikowi uderzenie łokciem w prawą łopatkę, w tym samym momencie puszczając uchwyt. Miejsce nie było szczególnie wrażliwe, ale siła uderzenia spowodowała niewielki ból. Głównym celem tego ciosu było jednak coś innego. Mnich pod naporem uderzenia znalazł się nagle niebezpiecznie blisko krawędzi areny, tymczasem ten łysy, dzięki impetowi, wykorzystał przewagę szybkości i znalazł się mniej-więcej w centrum okręgu. Wykorzystał chwilę by obrócić się znów do przeciwnika i wyjąć drewniane sztylety. Stanął, przyjmując znów bojową pozycję. Ostrza trzymał jednak dość dziwnie, na odwrót. Coś takiego czasem było stosowane przez nożowników, ale w praktyce nie przynosiło jakichś szczególnych korzyści - może w niektórych sytuacjach, ale na ogół nie. Bestia przeczuwał, że Karl nie ma zamiaru używać krótkich ostrzy sztyletów, a przynajmniej nie w jakiś oczywisty sposób. Wyglądało to tak, jakby miał zamiar trafiać samą, drewnianą końcówką rękojeści, zamiast pięścią, by przynieść więcej bólu każdym uderzeniem.
Wyglądało jednak na to, że nie ma zamiaru przejąć inicjatywy w ofensywie. Tymczasem Vargor oberwał już, choć niezbyt mocno, dwa razy. A to dopiero druga walka. Czyżby w trzeciej czekał go jeszcze silniejszy przeciwnik? A może Jednooki specjalnie wystawił najlepszego w drugiej, by zadziałać na psychikę Vargora tak, by ten się poddał? Możliwe, że miał jakiś inny chytry plan... Wydawało się być niemożliwym, że grupa najemników ma jeszcze lepszego asa w rękawie.





Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
30.01.2016, 03:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#32


Vargor poczuł się jakby czas się cofnął. Oto stał naprzeciwko swego mistrza z którym walczył i za każdym jego ciosem szła precyzyjna kontra mnicha. Tu było podobnie. Najwidoczniej jego przeciwnik został nieźle przeszkolony. I czekoladę chuj jasny strzeli! O nie, nie pozwoli na to! Czekolada będzie jego! Tylko jego! No może z czasem podzieli się nią z Quit. Ale to może...
Po ciosie w żebra a potem w prawą łopatkę Vargor odwrócił się z błyskiem gniewu w oczach. Nie to że tracił panowanie nad sobą, nic z tych rzeczy. Podczas walki był nadzwyczaj opanowany i wyciszony. Po prostu Vargor chciał sprawić by przeciwnik ujrzał w nim wzrastający gniew, jak kipi złością, jak powoli traci panowanie nad sobą. Bestia poruszył prawym ramieniem by rozruszać je po otrzymanym ciosie.
Następnie stanął naprzeciwko Karla zbliżając się na ugiętych nogach do środka kręgu. Starał oddalić się od krawędzi okręgu by nie zostać wypchniętym z niego. Mając ugięte nogi zaczął przerzucać z dłoni do dłoni drewnianą lagę. Vargor nie był ani oburęczny ani stricte jednoręczny. Potrafił używać jednej i drugiej ręki, podczas walki dwuręczną włócznią było to wskazane. Lecz jeśli można rzec to Vargor ma nieznacznie lepszą prawą rękę. Lecz jeśli musiałby zaatakować lewą by zaskoczyć przeciwnika to to zrobi.
Wojownik postanowił zaatakować trzymając w lewej dłoni lagę. Cios zadawał z góry. Mógł się domyślać co zrobi Karl, niejeden raz widział jak mnisi w klasztorze trzymają tak sztylety sai. Bardzo często trzymanie w ten sposób prowadziło do tego że można było parować ciosy przedramieniem. I na to liczył że Karl podobnie postąpi. Wyprowadził atak z góry, a potem kolejny i kolejny i jeszcze raz kolejny. Przy okazji sprawił że na ustach pojawiła mu się piana. Chciał sprawić by Karl widział jak wpada w szał. Szał mordu. Liczył się z tym że zaraz po tym jak Karl skupi się na obronie to może zostać wyprowadzony kontratak. Vargor pomimo fortelu mającego wzbudzić przekonanie o jego furii był cały czas wyczulony na ruchy przeciwnika. Był gotów na wykonanie uniku przy pomocy drobnego skrętu ciała i odpowiedniego ruchu nogami. Następnie sam by przeprowadził kontratak polegający na chwyceniu w nadgarstku dłoni Karla tak jak uczynił to on sam wcześniej. To samo by zrobił lewą dłonią wypuszczając wcześniej lagę z dłoni. A potem rozkładając ramiona na boki i jednocześnie uważając na pracę nóg samego Karla (mógł zaatakować w jaja choć cios ten był zakazany) wyprowadziłby silny cios głową prosto w jego nos i zęby. A raczej uderzałby czołem czyli najtwardszą kością w czaszce. Zasady mówiły jasno, nie w oczy, ale Vargor celował w nos a nie w oczy.




30.01.2016, 03:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#33


Quithis zaśmiała się pod nosem na wzmiankę Bricka o tym, iż ten najemnik, którego wzięła za małomównego w istocie miał ucięty język, więc w sunie nic dziwnego że tylko ramionami wzruszył na jej zaczepkę.
Na szczęście Jednooki podzielił się z dziewczyną swoimi przypuszczeniami odnośnie tego co to takiego może znajdować się w podziemiach.
Na pytanie kogo obstawia że wygra bez zastanowienia odparła.
- To chyba oczywiste że na Be .. na Vargora. - Szybko się poprawiła, nie chcąc wyjawiać jego dawnego miana. Pięknym uśmiechem obdarzyła swego rozmówcę spoglądając przez chwilę nań swymi lazurowymi oczyma. - A ty? - Szybko dodała zadziornym tonem, jakby przecież nie było oczywistym że w swego wojownika wierzył.

Szybko jednak herszt bandy wrócił do tematu tego, co mogło zrobić tunel w podłodze komnaty.
Dziewczyna słuchała Jednookiego Bricka uważnie porównując informacje które zebrał od swoich kontaktów, ze swoimi spostrzeżeniami.
- Czasem tędy chadzam. Sam wiesz że to wygodne, co by nie rzucać się w oczy za bardzo i dopiero dziś na dość świeżego umrzyka trafiłam. Do stu demonów, do dziś nic nie wiedziałam o tym, że tu coś się kręci i może być niebezpieczne. Ale ostatnie dni były dość pracowite. - Zaczęła z kolei i ona mu co nieco opowiadać. Widać że zainteresowała się sprawą.
- Myślisz że to coś jest padlinożerne? Zobaczymy jak bardzo obrobiony będzie ten zmarlak za kilka dni. Póki co szczury go czyszczą. Hm, a i one zachowują się zwyczajnie. - Mimo młodego wieku i nieokrzesanego wyglądu laluni, Quithis zwracała baczną uwagę na szczegóły i rejestrowała wszelkie odchylenia od normy. Wytrenowane to miała od małego. Pomagało jej to w robocie. - W sumie jak was tutaj nie zaatakowało do tej pory, to pewno masz rację że na krwiożercze nie wygląda. - Dodała patrząc na to, co działo się w kręgu walczących. Karl zdawał się być bardziej ogarniętym wojownikiem niż jego zwalisty poprzednik. Bestia dość długo próbował przeciwnika wyczuć, aż w końcu zaatakował.

Słuchając dalej Bricka, przecząco głową pokręciła. - Nie spotkałam się z czymś takim, co by się zwało caver, ale wiesz, ja z ludźmi raczej mam do czynienia na co dzień. - Słowa te znów okrasiła niewinnym uśmiechem. - Dobrze wiedzieć czego teraz można się spodziewać w naszych podziemiach. Trzeba być bardziej czujnym. I dobrze że jeśli to coś to caver i że jest ciemnolubne, to w mieście nie trzeba nic mówić, co by paniki nie siać. Zaszkodzi to interesom. - Nie powiedziała czyim. Ale wiadomo było że chodziło jej o całokształt półświatka. Hazard zmaleje, bo wojownicy zajmą się wojowaniem. Burdel opustoszeje z tego samego powodu, bo pójdą wszyscy szukać cavera.

- Dobrze by było, jakbyście sami to coś załatwili szybko zanim wieść się rozniesie, bo wtedy z kanałów to żadna kryjówka dla nas będzie. - Jakoś Jednooki na najemnika od wojaczki samej nie wyglądał. Wyglądał jakby był sprytnym gościem. A sprytni goście korzystali z dachów albo kanałów by uciekać przed tymi mniej sprytnymi.

W tym czasie Karl precyzyjnie przewidział kontratak Vargora i prawie że wypchnął go z koła. Quithis analizowała to zagranie włócznią i zrobiła minę pełną uznania dla walczących. Podobały się jej takie męskie zapasy. Choć nie miała również nic przeciwko zapasom z Bestią. Na samą myśl usmiechnęła się kącikiem ust i od razu pomyślała że ten chwilowy spadek formy Vargora może być związany z wyczerpującą i męczącą mięśnie poprzednią nocą. Jednak znając już gwałtowność wojownika czekała na kontratak. I oto zalśniły kły Bestii a wzrok zdawał się miotać gromy.
Oho, się wkurzył.
- Teraz będzie ciekawie. - Mruknęła do Jednookiego.






Nikt nie da ci tyle, ile ona ci naobiecuje.






30.01.2016, 03:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#34


MG

Brick pokiwał głową, jakby na potwierdzenie.
- Ach, więc tak się nazywa. - odparł, uśmiechając się. Czyżby pytanie miało być próbą wyłudzenia imienia Bestii? A może był to przypadek? - Ja... też. Choć to dziwne, bo mam świadomość, że Karl to doskonały wojownik. Ale Vargor sprawia wrażenie, jak gdyby mógł wygrać każdą, nawet najbardziej nierówną potyczkę. Co nie zmienia faktu, że chwilowo bardziej ukazuje się przewaga mojego człowieka. Ciekaw jestem, gdzie się nauczył tak walczyć.
Słysząc kolejne słowa Quithis, tym razem już na inny temat, Jednooki znów pokiwał głową na wzmiankę o tym, ze poruszanie się podziemiami jest "wygodne". Cóż, uczciwy człek raczej by tak nie powiedział, ale widocznie ta dwójka wiedziała doskonale, o co chodzi. Całkiem możliwe, że przywódca tej grupy dobrze wiedział, co to znaczy być wyjętym spod prawa. Przynajmniej takie sprawiał wrażenie, choć bez wątpienia zwykłym oprychem nie był. Może dawniej, ale na pewno nie teraz.
- Raczej tak. Niedawno ktoś wepchnął tu kilka świeżych zwłok. W sumie to nie wiem czy zmarli naturalnie, czy nie, ale mniejsza o to. W każdym razie dziś już ich tu nie ma. Wątpię, żeby je po prostu ktoś wyniósł. - rzekł, robiąc krótką pauzę. - To, że nie atakuje, nie musi oznaczać, że nie jest niegroźne. Niektóre bestie potrafią knuć naprawdę chytre plany. Może się okazać, że tak naprawdę to na nas zastawiono pułapkę, a nie na odwrót. Dlatego mimo wszystko lepiej byłoby zachować ostrożność w każdym momencie. Myślę, że niedługo przestaniemy wabić bestię dźwiękiem i spróbujemy się gdzieś skitrać, zatrzeć zapach i rozlać trochę krwi nieopodal. A co do szczurów, to w sumie... nie próbowałem analizować ich zachowania. Być może mogłyby nam coś powiedzieć o tym stworzeniu. - zastanowił się Brick. Na kolejne słowa nie odpowiadał, zamyślony lub zapatrzony na arenę. A może i jedno i drugie.
Tymczasem Vargor, jak się mogło zdawać, pałający gniewem i szaleństwem, bił z góry raz za razem, odsłaniając jednocześnie resztę ciała. Ciosy spadały jednak z siłą gromu i na tyle szybko, że wydawało się, ze Karl bardziej skupia się na tym, żeby przeżyć, niż zaatakować. Vargorowi mogło brakować finezji w posługiwaniu się zwykłą bronią jednoręczną, ale na pewno nie sprawności, a te ciosy były zdecydowanie całkiem proste. Rzeczywiście, niemowa za pierwszym razem sparował cięcie, kładąc ostrze sztyletu na prawym przedramieniu i zasłaniając się nim. Ugiął się nieco pod naporem uderzenia, mimo odpowiedniej pozycji - dość szeroko rozstawionych nóg i prawidłowo położonej ręki. Dołożył drugą, widząc, jak nadchodzi kolejny cios. Sparował, klękając na jedno kolano. Niżej nie zejdzie. Kolejny cios wydawał się prawie przebić przez jego nieco odrętwiałe ręce. Być może jednak gość z łysą glacą właśnie na to czekał, a może dopiero teraz taki manewr przyszedł mu do głowy, gdyż obrócił się tak, by ewentualny kolejny cios nie trafił bezpośrednio w głowę i, kładąc ręce na posadzce, wyprowadził ciałem obrót, by podciąć Vargora długim, niskim kopniakiem. Był to zaskakująco szybki manewr, ale w trakcie i tak oberwał lagą w bark cholernie bolesnym uderzeniem. Nie było słychać trzasku kości, ale ugiął się.
Jednak jakie miało to znaczenie, gdy Bestię od jego świszczącej nogi dzieliła tylko cienka warstwa powietrza?





Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
30.01.2016, 03:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#35


Widząc kopnięcie lecące wprost w kierunku jego prawą nogę wiedział że uniknąć tego się nie da. Lecz Vargor w klasztorze został nauczony że nawet jeśli otrzyma ciosy, to powinien nauczyć się je wykorzystywać przeciwko agresorom. Vargor został podcięty lecz co innego jest upaść w niekontrolowany sposób a co innego w sposób kontrolowany. Bestia zamierzał zrobić to drugie. Widząc nadchodzące kopnięcie wypuścił lagę z dłoni by przechylić nieco ciało na prawą stronę. Kopnięcie szło z prawej czyli upadek był następstwem tego wszystkiego. Lecz Vargor już w trakcie podcięcia zamierzał skręcić tułów tak by podeprzeć się dłońmi a następnie dzięki podcięciu jego nogi wystrzeliły w górę. Następnie starał się opuścić nogi w sposób kontrolowany celując stopami w okolicę głowy Karla. W ten sposób przy pomocy upadku mógłby jednocześnie zakończyć walkę. Lecz czy ta sztuka mu się uda? Jeden Szpadel wie.




30.01.2016, 03:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#36


- Podejrzewasz podziemnego stwora o wykazywanie inteligencji? - Zapytała lekko unosząc brwi. W sumie zawsze uważała że bardziej człekokształtne bestie czy upiory wykazują cechy myślenia, a nie robakowate, bo tak zaklasyfikowała tego, co wykopywał tunele a do tego bez zostawiania za sobą urobku.
- W sumie ... póki dokładnie nie wiadomo z czym mamy do czynienia to nie można wykluczyć żadnej opcji. - Dodała. Nie chciała urazić Jednookiego stwierdzeniem "mamy" a "nie macie". Po prostu, skoro byli razem w katakumbach a potwór gdzieś w okolicy, to mogło się zdarzyć iż będą musieli mu stawić czoło wspólnie. Zarówno grupa najemników jak i Quithis z Vargorem.
Tyle że oni nie mieli tyle wolnego czasu co najemnicy. Plany na ten dzień były już ustalone z góry.
- Często tu trenujecie? Musi być tu jeszcze inne wejście, prawda? - W tym czasie Karl wykonał podcięcie i dziewczyna aż syknęła. - Zastanawiałam się czy nie mielibyście nic przeciwko jakbyśmy my tu czasem zajrzeli w celach treningowych, bo własnie po to dziś przeglądamy podziemia. Zawsze to ktoś prócz was jeszcze zadba o pochodnie czy jakiś sprzęt. - Wiadomym było też to, że kryjówka pozostałaby w tajemnicy. O takich rzeczach się zwyczajnie w kręgu takich jak oni nie mówi. A ona czuła że Brick wie o co chodzi. Ciągle nie mogła go rozgryźć i nie spotkała go w Teolii jeszcze nigdy, a przecież wyróżniał się z tłumu przez swoją opaskę na oku. - No i niekoniecznie musimy być w tych samych salach. Katakumby są spore. Myślę że też byłoby dobrym pomysłem je dokładniej przejrzeć któregoś dnia. - Rzuciła luźnym pomysłem, z nadzieją że najemnicy już własnie przejrzeli cały ten kompleks w poszukiwaniu "robala" a gadki że są tu kilka dni to tylko przykrywka.
W tym czasie Vargor niespodziewanie kierował się ku ziemi, lecz widać było że jednak upadek nie do końca był przypadkowy. Mimo wszystko Bestia zdawał się kontrolować swoje ciało mimo iż zostało wybite z równowagi.






Nikt nie da ci tyle, ile ona ci naobiecuje.






30.01.2016, 03:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#37

- Lisico... znasz się na ludziach, zapewne, ale jak wiele wiesz o bestiach? - zapytał ją Jednooki. Nie brzmiało to jak wyzwanie lub obelga, broń Duronorze, raczej zwykłe pytanie retoryczne. - Ja akurat... trochę wiem. I powiem ci, że jeśli nie inteligencją, to sprytem i cwaniactwem charakteryzuje się zdecydowana większość z nich. Nawet te najbardziej niepozorne. Caver może akurat nie w wysokim stopniu, ale trochę zwierzęcego sprytu ma. - rzekł, odsłaniając również część siebie. Widocznie skoro czuł się tak pewnie na tym gruncie, to albo wojował z bestiami, albo pracował przez jakiś czas na podobnym gruncie. Albo po prostu kręci.
- Hm? - odparł Brick, jakby nie zrozumiał pytania, ale w tamtym momencie Karl podciął Vargora i rozmówca Lisicy nie był w stanie powiedzieć nic więcej. Nie słuchał nawet Quithis.

Bestia wykorzystał impet uderzenia do wzmocnienia siły obrotu ciała, by paść zamiast zwyczajnie, plackiem na glebę, to rękoma na podłoże, wyprowadzając kolejne uderzenie. W tym nie było jednak tyle siły i finezji, by bezbłędnie zakończyć walkę. Karl uniknął ciosu bez większych problemów, po czym... odwrócił się plecami do przeciwnika.
Co planuje ten człowiek? Odwracanie się tyłem było jedną z najgorszych rzeczy, jakie można było zrobić w walce. Choćby Vargor był aktorem idealnym, nie mógł powstrzymać w sobie uczucia zmieszania. Czy to jakiś podstęp? Jego przeciwnik wydawał się nie być idiotą.
Karl uniósł rękę w górę i wyszedł poza krąg. Wokół rozległy się szmery i szepty zaskoczenia.

- O kurwa. - powiedział Jednooki, chwilę później łapiąc się za usta. - Wybacz, nie powinienem przy damach. Ale to było mocne. - rzekł, choć nie wiadomo było, czy ironizował, żartował, czy rzucił to odruchowo i szczerze. Ale tu już go nie było - podbiegł truchtem do areny, patrząc to na Karla, to na Vargora.
Wojownik z łysą glacą odwrócił się w stronę Vargora i skinął głową. Podszedł też do niego, by podać mu rękę. Mógł to być nic nieznaczący akt powitania, lecz w niektórych środowiskach podanie dłoni i męski uścisk był oznaką równości, w innych zaś - szacunku.
- Najwidoczniej uznał, że nie może z tobą wygrać. - powiedział Brick, spoglądając na Karla. Ten odpowiedział spokojnym spojrzeniem i skinięciem głowy. - Uznał cię za godnego przeciwnika, Vargorze. Może to niewiele, ale to należy już do ciebie. - powiedział i wyciągnął z sakwy prostokątny kształt owinięty papierem. Bestia dobrze wiedział, co kryło się w środku. - Co prawda umawialiśmy się na trzy walki, ale... Czy ktoś chce jeszcze spróbować? - zakrzyknął wokół, spoglądając na resztę najemników. Tuzin chłopa, wielkich, barczystych skurwisynów, pokręcił głowami, każdy jeden, niektórzy z cieniem obawy w oczach. Widocznie dla nich to, czego dokonał Bestia, było czymś niemożliwym. - Przydałby się nam ktoś taki, ale zgaduję, że masz inne plany, więc nawet nie będę próbował cię namawiać. Ale kolejki może nie odmówisz, co? - zagadnął Jednooki. - Ja stawiam, jakby coś.
Chwilę później zwrócił się do Quithis.
- Mówiłaś coś o trenowaniu, nie? Powiem ci tak: jesteśmy tu jakoś od dwóch tygodni... Nie wszyscy znaczy, przed przybyciem do miasta składaliśmy się z dziewięciu chłopa. Zrekrutowałem trzech nowych, ale mniejsza. Gdzie byśmy nie poszli, tam "naruszaliśmy porządek publiczny" - zacytował naburmuszonym głosem, udając strażnika miejskiego - czy inne pierdoły. Zdecydowaliśmy się na podziemia, a dzień później dowiedzieliśmy się, że grasuje tu stwór, więc wzięliśmy na niego zlecenie, zanim byśmy zabili go przypadkowo i bez żadnych korzyści. Więc w sumie to jesteśmy tu nowi. Nawet nie myślałem o tym miejscu jak o "swoim". Nie ma problemu, możecie wpadać kiedy chcecie, ja tam problemu z wami żadnego nie mam. Zwłaszcza po tym, jak Vargor udowodnił swoją wartość. A co do ciebie... Nie wiem. Mogę ci ufać? - zapytał, puszczając oczko. Przecież Lisica, nawet jeśli miałaby jakieś niecne plany wobec niego lub grupy najemników, to i tak by ich nie zdradziła tak łatwo, więc można było to pytanie uznać za żart.
- Ale zanim pójdziemy gdzieś się napić, musimy pozbyć się tego, co tu się kręci.
30.01.2016, 04:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#38


Vargor nie trafił Karla w głowę lecz to tak naprawdę nie było ważne. Mając dłonie oparte na ziemi, wykonując ostatni ciosoupadek Bestia gładko wylądował na ziemi. Miał na uwadze to by wylądować na ugiętych palcach stóp i na przygiętym jednym kolanie. Kiedy wylądował od razu obrócił się będąc jeszcze w przykucu z zaciśniętymi pięściami by zadać kolejny cios. Lecz te nie nastąpiły gdyż Karl postanowił zakończyć walkę na swoją niekorzyść. No cóż, to nie było w stylu Vargora. On w klasztorze walczył do upadłego, wielokrotnie przy tym był upokarzany przez starszych mnichów lecz dopiero kiedy nie był w stanie ruszyć ani ręką ani nogą a nawet głową to dopiero wtedy uznawał swą porażkę za faktycznie dokonaną. Lecz rozumiał Karla. Dzięki temu zyskał szacunek w oczach Bestii.
Vargor wstał po czym trzymając ręce wzdłuż swego ciała zrobił ukłon w stronę Karla nie spuszczając z niego wzroku. W klasztorze w taki sposób okazywali sobie szacunek, ukłon bez tracenia kontaktu wzrokowego z drugą osobą. Dopiero po tym ukłonie Vargor uścisnął mu rękę. Uścisk był silny jak na wojownika przystało.
Kiedy podszedł do nich Jednooki uśmiechnął się lekko ukazując swe ostre zęby.
- Niezły jest. Technika zbliżona do tych technik które widziałem podczas mego szkolenia.- mówił spokojnie i z nutą szacunku w głosie. Co do propozycji przystąpienia do grupy spojrzał na Quithis jakby nad czymś się zastanawiał.- Jeśli skupiacie się na bestiach i stworach. Możemy nad tym się zastanowić. Jeśli jednak do tego dołączacie inną działalność to moja obecność w tym momencie odpada.- powiedział stanowczo. Vargor nie miał zamiaru wchodzić do grupy o niezbyt sprecyzowanej działalności a już tym bardziej o przestępczej działalności. Z przeszłością zerwał i nie miał zamiaru do niej wracać.- Ale...- zamyślił się chwilę i spojrzał na Karla- Na treningi możemy się kiedy umówić. Jakim sprzętem potrafi się posługiwać?- zapytał się Bricka ponieważ wiedział że od Karla nie uzyska odpowiedzi. A przynajmniej nie tej słownej. A jakby Karl wyjechał do niego z napisem to Vargor tym bardziej by nie zrozumiał bo on nie czytaty i nie pisaty.
Wziął od Bricka owinięty w papierek skarb którym była czekolada. Uniósł zawiniątko i zaciągnął się aromatem. Oczy mu się zamgliły i westchnął głośno z rozrzewnieniem. Aż ślinianki wzmogły swą produkcję śliny. Pragnął zaznać tej słodkości. Lecz kiedy otworzył oczy spojrzał po zebranych, dotarło do niego że oto jest w katakumbach. W dodatku może tu się znajdować coś niebezpiecznego.
Spokojnie. Na czekoladę jeszcze przyjdzie czas. Opanuj się i weź się do roboty!
Vargor sam siebie przywołał do porządku. Wyciągnął rękę z zawiniętym w papierek skarb w stronę Quithis.
- Schowaj.- rzucił krótko. Dziewczyna miała niewielkie sakiewki więc spokojnie mogła przetrzymać jego słodki obiekt pożądania.- Drzazga.- kolejne szybkie polecenie. Dziewczyna opiekowała się jego włócznią a z bronią nie lubił zbytnio na dłuższy czas rozstawać.
Kiedy wziął włócznię od dziewczyny podszedł do treningowego kręgu i wziął drewnianą lagę. Oddał ją jednemu z zebranych. W klasztorze nauczyli go że trzeba dbać o porządek w miejscu gdzie odbywają się treningi. Zresztą wszędzie powinno się dbać o porządek. Kiedy uporządkowane jest pomieszczenie w którym się przebywa to uporządkowane jest życie. A do tego powinno się dążyć.
- Co można powiedzieć o tym czymś co tu może być?- zapytał się Bricka.- Czy znaleźliście ślady na ścianach i suficie. Czy możemy spodziewać się że chodzi po pionowych powierzchniach? Każda poszlaka może nam pomóc w walce.- mówił krótko ale rzeczowo. Przestawił umysł na walkę. Chciał poznać wszelkie cechy przeciwnika by później móc z nim zwycięsko walczyć.- Czy natrafiliście na ślady świadczące o ich liczebności?- dodał przy okazji rozglądał się po ścianach i sufitach chcąc wyłapać jakieś szczegóły.




30.01.2016, 04:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#39


Jednooki jak widać sporo wiedział o naturze bestii. Musiała mu przyznać rację, iż ona niestety wiele czasu na rozpoznanie istoty tej materii nie poświęcała. Pracowała z ludźmi i to ich potrafiła w większości przypadków trafnie rozgryźć by uzyskać dla siebie profity.
- W kwestii stworów zatem zdaję się na twoją wiedzę.- Przyznała się do niewiedzy w tej materii. Nie uważała tego za nic złego. Po prostu skoro do tej pory nie potrzebowała takiej wiedzy, to nie obciążała nią swego umysłu.
Dalsza rozmowa została przerwana zakończeniem walki. Dość nieoczekiwanym jakby na to nie patrzeć. Zresztą soczyste stwierdzenie które padło z ust Bricka potwierdzało też i jej zdziwienie.

Quithis oczywiście zaraz za Jednookim podeszła do kręgu. Słuchała dlaczego Karl zrezygnował z dalszej walki. Faktycznie ich techniki były tak dobrane że do wieczora mogli przepychać się w kręgu bez wskazania, który z nich jest lepszy czy Karl czy Bestia. Obaj wojownicy byli szybcy silni i precyzyjni w swych działaniach.
Gdy herszt najemników zapytał ogółu, czy ktoś jeszcze by chciał wstąpić do kręgu by zmierzyć się z Vargorem, Quithis rozglądała się ciekawie po zebranych wojownikach. Jakoś tamci nie wykazywali chęci do kolejnego pojedynku.
Zgodnie z obietnicą Brick wręczył Bestii zapakowaną w papier czekoladę, na co dziewczyna tylko uśmiechnęła się. Nie ma to jak zarobić kilka siniaków tylko dla czekolady. Faceci.

Spojrzała wesoło na przywódce najemników.
- Skąd ja to znam. - Pokiwała głową słuchając słów Jednookiego Bricka o naruszaniu porządku publicznego. Znała to doskonale, bo i jej czasem zdarzało się po awanturach z jakimiś zazdrosnymi kobietami opuścić karczmę by nie zwracać zbyt wielkiej uwagi na siebie. Niestety nawet dziewczyny będące w nieformalnych luźnych związkach uważały swych kochanków za własność. Szkoda że tamci zapominali o tym, ile mają kobiet i gdzie. Stąd czasem zdarzały się zgrzyty, gdy podrywała kogoś w celach zarobkowych ... złodziejskich oczywiście.

- Spokojnie, możesz mi ufać. Nie mam pod sobą nikogo kto mógłby ci pokrzyżować plany. - Odpowiedziała pytanie Bricka. - Pracuję sama no i widzisz, hm z twoimi ludźmi to raczej nie miałabym żadnych szans ... w zwarciu. Więc będę grzeczna. - Dodała kokieteryjnie.

Potem znów słuchała mężczyzn i kiedy Vargor podał jej zawiniątko z czekoladą, to schowała ją w pustej sakwie u pasa. Oddała też wojownikowi jego włócznię. Widać jak bardzo Vargor lubował się w walce. Teraz był całkiem na tym aspekcie skupiony. Choć pewno i z nią będzie musiał potem powalczyć o to by oddała mu jego wygraną. Tyle że to będą całkiem innego typu zapasy.
Po złapaniu oddechu Vargor zaczął zadawać pytania o bestię z katakumb, które mogły się już dublować z tym czego ona się dowiedziała od Jednookiego, nie przerywała im i nie wcinała się.
Miała tylko nadzieję że nie zapomniał o tym, że muszą wracać do Latarni. Umowę może i można było podpisać później, ale robotę miał zacząć już w to popołudnie.






Nikt nie da ci tyle, ile ona ci naobiecuje.






30.01.2016, 04:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Teolskie podziemia
#40


MG

- Niezmiernie mnie to cieszy. - rzucił Jednooki, uśmiechając się do Lisicy.
Karl, widząc odwzajemniony ukłon oraz uścisk dłoni, uśmiechnął się.
- Jasne, że niezły. Jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym. Znaczy, mam na myśli moją drużynę. - odparł Brick, poklepując Karla po plecach. Łysoglacy skłonił się też w stronę Jednookiego, po czym oddalił się i usiadł przy pobliskiej ścianie, uprzednio pozbawiając się całego swego drewnianego ekwipunku. W miejscu, gdzie spoczął, znajdowała się też płachta i spory arsenał broni, ale nie jej drewnianych replik. Była to ostra, błyszcząca stal. - A jeśli można spytać, gdzie się szkoliłeś? - wrócił do tematu Jednooki. - Karl nie chce albo nie potrafi mi przekazać, skąd on tak dobrze walczy. Wątpię, by był samoukiem, chociaż... może. Nie wiem. - powiedział. Słysząc pytanie Vargora, również pozwolił sobie na chwilę zastanowienia. - Tak, głównie bierzemy zadania na te dziwadła. Bez obaw, z karierą przestępczą skończyłem jakiś czas temu. - uśmiechnął się niski mężczyzna. - Co nie zmienia faktu, że z ludźmi też się rozprawialiśmy. Bodajże ze dwa, trzy razy, a grupę założyłem jakiś rok czy dwa lata temu. Ale oni nie byli niewinnymi owieczkami, uwierz mi. - powiedział Vargorowi, choć czy to była prawda, tego wiedzieć nie mógł. - Nie jesteśmy świętymi i nie jesteśmy strażnikami sprawiedliwości, więc kiedy nawinie się jakaś okazja, to ja wykorzystujemy, ale staramy się nie wyrządzać krzywdy biedakom. - rzekł, choć pewną niejasność pozostawiało słowo "biedacy". Czyżby chodziło po prostu o margines społeczny? To byłoby dość dziwne.
- Karl? Nie wiem. W sumie to co mu dasz, tym będzie się bił. Jeszcze nie widziałem, żeby nie potrafił posługiwać się jakąś bronią w co najmniej przeciętnym stopniu. Ale najlepiej radzi sobie z tym, co miał, czyli włócznią, mieczem jednoręcznym i sztyletami. Nie widziałem, żeby używał broni dystansowej i tarczy, ale w zasłanianiu się tarczą jakiejś bardzo wielkiej filozofii nie ma. - odpowiedział na pytanie o zdolności swojego podopiecznego. Ów siedział cały czas pod ścianą i nie wykazywał szczególnego zainteresowania rozmową.
Widząc, jak Bestia zaciąga się zapachem czekolady, Brick popatrzył na niego z pewną dozą zdziwienia, ale i rozbawienia.
- Ty chyba musisz naprawdę lubić ten smak, co? - zagadnął.
Po tym, jak Vargor sam pochylił się po lagę i oddał ją, by uporządkować arenę, również zyskał w oczach najemników. Sprawiał wrażenie silnej, charyzmatycznej osobowości, przy czym był całkiem równym chłopem, bo nie bał się uprzątnąć swojego bałaganu.
- Nie wiem, niewiele. Nawet nie jestem pewny, czy moje przewidywania okażą sie słuszne. Rozmawiałem już z Lisicą i powiedziałem, że najbliżej temu stworowi, na moje oko, do cavera, opancerzonego, silnego, ale i zręcznego potwora, mniej więcej ludzkiego wzrostu. One jednak zwykle nie ruszają się ze swoich legowisk i nie chodzą pojedynczo. Ale to mi właśnie nie pasuje, bo w tych podziemiach powinno być czysto i nie przewiduję, żeby potworów było więcej, niż para, ale skłaniałbym się właśnie ku pojedynczemu osobnikowi. Jest za ciężki i nie ma odpowiednich predyspozycji do łażenia po ścianach i suficie, ale... jak już mówiłem, nie jestem w stu procentach pewien, czy to ta bestia. Może się mylę. Może to coś, z czym się jeszcze nie spotkałem. W każdym razie wiem, że nie możemy tego lekceważyć. Widzisz tamtego gościa? - zapytał Vargora Jednooki, wskazując palcem na jednego z najemników - około metr dziewięćdziesiąt, ubrany w szarawo-zielonkawe ciuchy. Miał przy sobie włócznię i łuk z kołczanem. Skinął głową do nowo przybyłych, gdy się obrócili, w geście przywitania. - To Lucjusz Wilk. Ma skubaniec słuch. Powinien nas ostrzec przed czającym się potworem, a jak nie... - zatrzymał się, zastanawiając się nad doborem słów. - A jak nie, to znaczy, że to cholerstwo potrafi być naprawdę bardzo, bardzo ciche. Jak idzie, Lucjuszu? - rzucił.
- Nic nowego. W trakcie walki Vargora i Karla słyszałem coś nieopodal, ale nie wiem skąd pochodzi dźwięk. Wiesz, to miejsce ma kiepską akustykę. Ale od tamtego czasu cisza. Powinienem się dowiedzieć, jak będzie gdzieś blisko. - mówił głosem pozbawionym wszelkich emocji, monotonnym, nudnym. Być może miał w tym jakiś cel, a może też tak się po prostu przyzwyczaił.





Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
30.01.2016, 04:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna