Teolskie podziemia
#81

Vargor spojrzał w stronę Lucjusza i zmarszczył brwi starając się przypomnieć kiedy to słyszeli syk stwora. Na szczęście wtrąciła się Quithis i przypomniała kiedy to było.
- Dokładnie było tak jak mówi Lisica. Weszliśmy do komnaty gdzie był straszliwy smród z bodajże świeżymi zwłokami....- w tym momencie Vargor zamilkł jakby go olśniło.- Wszędzie w katakumbach miejsca pochówków nie śmierdzą. Znaczy się zmarli już dawno temu i pozostały same kości. Bez smrodu. Lecz tam był intensywny smród rozkładającego się ciała.- Spojrzał w stronę Quithis.- Pamiętasz te zwłoki w kanałach. Były już śmierdzące i rozkładające są. A co jeśli ten stwór właśnie sobie przyprowadził te zwłoki a my weszliśmy na teren gdzie chciał się pożywić? Może chciał bronić swej zdobyczy?
Widać było że Vargor już zapalił się na tę myśl że oto coś przeoczył ale właśnie go olśniło co. Chciał tam wracać i walczyć. Ale raczej nie znalazłby kolejnych ludzi do wyprawy do komnaty gdzie śmierdziało okrutnie. No ale skoro byli w tej komnacie, nawet hałasowali podczas próby wyrwania kraty a potem podczas jej otwierania przy pomocy wytrychów. I w tym czasie nic na nich nie wyskoczyło a cały czas znajdowali się przecież w tej śmierdzącej komnacie. No nic. Zapał Vargora znów osłabł. Ale może na coś właśnie trafili. Może rzeczywiście stwór zaciągał sobie pożywienie do swej kryjówki. Kryjówki gdzieś w głębi katakumb.
Kiedy słuchał Bricka zasępił się nieco.
- Kar`jadr wspominał że chyba tam byliście bo nie kojarzył by coś się zmieniło w pierwszej komnacie. A już w pierwszej komnacie były te rynny na wodę. A raczej sprawiał wrażenie że nie wie dokładnie czy byliście czy nie. W każdym bądź razie rynny nie wydały mu się podejrzane.- Ostatnie zdanie wypowiedział lekko wzruszając ramionami.
Na propozycję przyłączenia się uśmiechnął się lekko pod nosem. Choć z początku zaniepokoił go fakt o podróży Bricka do Varengardu. Zawahał się na chwilę bo chciał wyciągnąć ku niemu dłoń by ją uścisnąć. Nie ufał mu do końca. Nagle wspomniał o podróży do Varengardu, a co jeśli domyślił się kim on jest? Czy może mu zaufać? A może zechce sprowadzić strażników z tamtych okolic by rozpoznali go i wtrącili do lochów?
Na te myśli Vargorowi uśmiech zamarł na ustach lecz by nie dać po sobie poznać po chwili uśmiech powrócił. Krzywy bo krzywy ale pod nosem się pojawił, fakt, wymuszony ale jednak.
- Możemy pomóc. O ewentualnym przyłączeniu się porozmawiamy po twoim powrocie. Do tego czasu poznamy się ile kto jest wart i czy ogólnie warto nawiązywać na dłużej współpracę.- odpowiedział cicho i łagodnie choć z lekką nutką nieufności.- Do tego czasu z przyjemnością możemy poćwiczyć razem z Quit jak i z twoimi ludźmi. Może wprowadzimy też jakieś urozmaicenie w treningu? Jakieś kukły czy coś w tym stylu? Hm?- zapytał mruknięciem wysuwając tym samym propozycję. Jednocześnie wyciągnął dłoń w stronę Jednookiego by dopiąć formalności. Dla Vargora aktualnie sprawa była jasna. Oni będą mieć teren do treningów, jednocześnie bardzo możliwe że zgrają się z ludźmi Bricka i nawiążą prawidłową współpracę. Po tym jak się sprawa potoczy ze stworem z katakumb może świadczyć to czy nawiążą współpracę na dłużej. Ta sprawa pokaże czy są siebie warci.
Kiedy Jednooki Brick uściska dłoń Vargora ten przytrzyma go ciut dłużej.
- Jasna sprawa że to co tu jest nie wydostanie się na zewnątrz.- tym dłuższym uściśnięciem dłoni Vargor chciał nadać drugie dno swej wypowiedzi. Liczył że Brick się domyśli że mówiąc "to co tu jest" miał na myśli również siebie a wspominając o "nie wydostanie się na zewnątrz" to Brick nawet jeśli odgadł jego tożsamość to zachowa to wyłącznie dla siebie.
W każdym bądź razie Vargor będzie kontent jeśli Brick zgodzi się na wspólne treningi a i sam również będzie zadowolony jeśli ponownie postara się zapolować na stwora z katakumb. Liczył że następnym razem z lepszym skutkiem mu się to uda. I liczył że inni tego stwora nie upolują.

Po dobiciu targu wyruszy w drogę powrotną z Quithis. Na pytanie dziewczyny Vargor uśmiechnął się lekko po czym klepnął w pośladek.
- Jeśli już to bardziej podobna do takiej bestii jaką ja jestem niż do ciebie.- zaśmiał się cicho swym tubalnym głosem.- Jeśli się żywi padliną to ze stylu życia może być bardziej podobne do hieny. Lecz wyglądem...- zamyślił się chwilę.- Jeśli to coś odpowiada za odgięcie krat przy tych wyżłobieniach to musi być silne. Mieć chwytne łapy albo potężne ciało które byłoby w stanie odgiąć kraty. A wielkością muszą pasować do tych kanałów jeśli rzeczywiście nimi się poruszają. Na zwykłego, bezmyślnego stwora mi to nie pasuje. Bardziej pasuje mi charakterologicznie do hieny. Nie lubi polować lecz jeśli musi to i zapoluje. A jak poluje to jest przebiegłe i zabójczo skuteczne w doskonale zorganizowanym ataku na ofiarę.- spojrzał na dziewczynę i się nieco zasępił. Nie chciał wzbudzać w niej niepotrzebnie strachu.- Lecz nawet najsilniejsza hiena może natrafić na silniejszego od siebie lwa.- w ciemności kanałów błysnęły jego zęby w uśmiechu. Chciał by domyśliła się że porównywał siebie do lwa. Lecz przemilczał jedno. Hieny polują w stadzie. A samczy lew jest zawsze sam. Chyba że lew współpracuje ze swym stadem własnych lwic. Wtedy to stado lwów jest zabójczo skuteczne. Osobno nic nie osiągną. Padną z głodu albo pod naporem wrogich pazurów i kłów. Vargor miał tylko nadzieję że właśnie odnalazł własne stado lwic. A przynajmniej jedną lwicę z pewnością odnalazł.

Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2016, 22:23 przez Vargor.)

13.03.2016, 22:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna