Chata niani Zeldy
#31

Nasłuchiwałem i wyostrzałem swoje zmysły. Czucie wracało z każdą kolejną sekundą. Czułem jak ktoś zawiesił na mnie swoje spojrzenie. Nie zaatakował jeszcze, więc powinienem trochę wyluzować. Sprawdziłem swoje czucie i pomimo jego braku, mogłem podnieść się z podłogi. Zrobiłem to jednak bardzo ostrożnie i częściowo lekceważąco. Wciąż nie rozumiem dlaczego zostałem zepchnięty na dzień dobry.
Ujrzałem ją. Siedziała na łóżku, zasłaniając się okryciem. No, ale ostatecznie rozumiem jej reakcję. Też bym się zdziwił na jej miejscu. Pomijając fakt, że była w zasadzie naga.
- Czyli ty też nic nie wiesz. - Wydałem z siebie, siadając na łóżku plecami zwróconymi do niej. Nie miałem siły chodzić, chciałem jedynie dać jej do zrozumienia, że nie mam złych intencji. Nabrałem powietrza. Nie było specjalnie świeże. Prawdę mówiąc, gdzieś obok musiało być szambo, bo omal się nie zakrztusiłem nieprzyjemną wonią.
- Szkoda, że nie powitały mnie żadne miłe widoki a jedynie twarde lądowanie na deskach, ale nie zamierzam zrobić ci krzywdy, Pani. Prawdę mówiąc, nie wiem nawet kim jesteś, jak cię zwą... - Wyjaśniłem czując zawód i ukłucie poszkodowania, że się zasłoniła po zepchnięciu mnie na dół. Jednak nie było to też nic trapiącego. Ot, fajnie jest sobie spojrzeć na ładne kobiece ciało. A przynajmniej każdy facet nie pogardzi takim widokiem z rana. Dupowtyków nie bierzemy pod uwagę.
- Przybyłem tutaj nocą. Śniło mi się coś. Teraz nie potrafię sobie dokładnie przypomnieć całego snu, ale coś kazało mi tutaj przybyć. Coś popchnęło mnie do przyjazdu aż z Lothil w środku nocy. Wiem, że brzmi to głupio. Nie musisz mi zresztą wierzyć, twoja opiekunka pewnie gdzieś tutaj jest to ci wszystko opowie. Zresztą sam jestem ciekawy co się wydarzyło, kiedy straciłem przytomność. - Zadałem, trochę w przestrzeń snując myślami po wspomnieniach.
- Kiedy tutaj przybyłem usłyszałem twój głos, twoją rozpacz... - Urwałem na moment
- Gdybyście słyszeli te wrzaski, Pani... Gdybyście słyszeli jak człowiek może krzyczeć... Jak może cierpieć... - Wzdrygnąłem się przez moment. Wiele w życiu widziałem, ale nigdy czegoś takiego.
- Na moim ramieniu jest symbol smoka. Pojawił się kilka lat temu w okolicach Greathard, kiedy straciłem przytomność na szlaku. Obudziłem się w domu tamtejszej uzdrowicielki razem z białym wilczkiem i tym właśnie znamieniem. Dopiero tej nocy znak zapłonął i zniewolił mnie przenikającym bólem. Jestem w stanie wiele znieść, ale ten ból był tak przytłaczający, że jedynym ukojeniem było skupienie się na słowach ze snu i obrazie tej chatki. Zresztą... Podobny znak sama posiadasz na swoim udzie. Weź mnie za wariata, Pani, ale to nie jest przypadek, że się spotkaliśmy. - Czucie powróciło. Wstałem z łóżka. Chwiałem się, byłem osłabiony. Teraz zdałem sobie sprawę, że od wczoraj nie zjadłem niczego. Straciłem też mnóstwo energii i many. Tak prędko jak wstałem, tak prędko usiadłem na nowo.
- Zwą mnie Duriel. Po prostu, bez przydomków, bez polotu. - Odwróciłem delikatnie głowę, uśmiechając się z grzeczności. Nie patrzyłem się na nią.
- Nie spojrzę ci w oczy, szkoda. Ludzkie, a zwłaszcza kobiece oczęta potrafią wiele powiedzieć, ale nie chcę żebyś czuła się bardziej nieswojo. Nie mam wystarczająco siły żeby wstać w tej chwili i pójść sobie. Muszę odpocząć, coś zjeść. - Wyjaśniłem, próbując rozprostować obolałe plecy i ramiona.
- A ciebie? Jak zwą, Pani? - Zadałem nie będąc pewnym czy usłyszę odpowiedź.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






07.10.2017, 21:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#32

Widząc jak nieznajomy powoli podnosi się z podłogi, delikatnie przesunęła się na łóżku, by utrzymać bezpieczną odległość, nawet jeśli on usiadł plecami. W ciszy słuchała co ma do powiedzenia, chociaż chwilami jej ciało się spinało, wyraźnie dając do zrozumienia co ją może zdenerwować. Jedną z takich rzeczy było spostrzeżenie, że ona nic nie wie o tej sytuacji. Niezbyt chciała się przed obcym chwalić, że przecież ma w głowie wielką, nieprzeniknioną pustkę. Straciła nadzieję, że być może pomoże jej dowiedzieć się kim jest, a może raczej kim była w swoim życiu. Przyłożyła kciuk do ust, delikatnie go podgryzając. Później już słuchała o tym jak udało mu się tutaj przybyć. Właściwie to z jej perspektywy to wszystko wyglądało nieco inaczej, ale nie miała zamiaru się wtrącać. Uważała, że woli sama zastanowić się nad tym wszystkim co ją spotkało, jak tylko się stąd wyniesie.
- Czyli nie ty jesteś moją odpowiedzią. - Westchnęła wyraźnie zasmucona, kiedy ten skończył swoją długą wypowiedź. Jego imię nic jej nie mówiło, żadnego przebłysku, żadnego pomysłu czy mógł być kimś lokalnie sławnym, a może legendarnym wojownikiem.
- Możesz mi mówić Anshia... - Po tych słowach wbiła swój wzrok w jedną z desek. Wyraźnie się nad czymś zastanawiała. Czy może powinna się go pytać, a może po prostu zostawić ten temat. Chociaż skoro i tak on już tutaj jest, to co jej szkodzi.
- Krzyk to krzyk, z resztą i tak sama niewiele pamiętam z tej nocy, a jeszcze mniej rozumiem. Chciałam tylko wyzdrowieć, nic więcej. - Mówiąc to, podwinęła nogi. Owszem, chciała wrócić do zdrowia, ale czy przy okazji łapanie wielkiego znamienia było tym czego chciała? Chociaż czy w ogóle ktokolwiek pytał się jej o zdanie? Czy miała wpływ na to, że znalazła się tutaj, że Duriel także się tutaj pojawił?
Siedziała z wyraźnie zawieszoną twarzą, głaszcząc wolną dłonią udo, na którym to pojawiło się krwawe znamię. Nie bolało, tyle dobrze, ale ile czasu będzie potrzeba, aby się jej noga...
- Wspominałeś, że masz ranę od jakiegoś czasu. Moja dopiero co się pojawiła,
ale czy jeśli uznam, że moja a Twoja są podobne. Czy możliwe, że ona się nigdy nie zagoi? Z resztą, czy wiesz o co chodzi z tymi znakami? -
Jakby nie patrzeć zaczęła się zastanawiać dlaczego ją to spotkało? Była przekonana, że gdyby znała swoją przeszłość, byłoby łatwiej połączyć wątki. Niemniej teraz była pozostawiona na łaskę mężczyzny.
- Dom niani jest bodaj otwarty dla wszystkich, ale jedyne o co proszę, to nie dziel ze mną łoża więcej. To krępujące. - Ścisnęła materiał mocniej, odwracając się tyłem do Duriela. Nadal czuła się dziwnie ze świadomością, że opierała o niego swoją twarz. Z resztą, dość szybko oblała się rumieńcem, bezskutecznie próbując wyrzucić biegające myśli z głowy, które zdecydowanie nie były stosowne. Szukała czegoś co mogłaby powiedzieć, kiedy to z jej ust, nawet nie wiedząc kiedy padły słowa.
- I byłabym zapomniała. Za widoki się płaci... Miłością lub pieniędzmi, ale ani jedno, ani drugie nie ma żadnego znaczenia. - Kiedy skończyła, zamrugała zdziwiona. Czy powiedziała to naprawdę ona? Niby to ona była jedyną obecną tutaj kobietą, ale i tak coś nie pasowało.
- Z resztą, nieważne. Niania zostawiła coś do jedzenia, więc częstuj się śmiało,
ja na razie nie mam ochoty. -
Chciała nieco rozluźnić atmosferę, ale nie była pewna czy to zadziałało. Czuła się okropnie zagubiona i zmieszana całą sytuacją.


Mistyk będący w cieniu... Tysiąca słońc






08.10.2017, 21:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#33

Do mojej głowy zaczęły spływać gęsto myśli. Zmartwienia i niejasności związane z tym co mi się śniło. Tym, co się stało i jak bardzo tego nie rozumiem. Po śmierci mojego brata i odziedziczeniu jego mocy nie przytrafiło mi się nic dziwniejszego. Przynajmniej tak mi się zdawało... Im bardziej zastanawiałem się nad symbolem na moim ramieniu, tym bardziej przerażała mnie myśl jak bardzo ignorowałem fakt jego pojawienia się. Tak jakby coś odciągało mnie od szukania odpowiedzi.
- Bardzo możliwe, że twoje znamię nie zniknie. - Odpowiedziałem słuchając dalej tego co ma mi do powiedzenia. Oczy skupiłem na stojącym opodal drewnianym krześle. Wolałem podtrzymać brak kontaktu wzrokowego. Czułem, że jest zakłopotana całą sytuacją. Być może się boi, w końcu ma do tego pełne prawo. Obcy facet z bliznami na ciele nagle się zjawia i... No właśnie co...?
- Wybacz mi, nie planowałem dzielić tej nocy łoża z kimkolwiek. Kiedy tutaj dotarłem, coś mi podpowiedziało, że muszę ci pomóc, Pani. Pewnie twoja opiekunka nie miała dość siły żeby mnie przenieść do innego łoża, gdy straciłem przytomność. - Swoją drogą ciekawiło mnie gdzie jest teraz tamta kobieta.
"(...) Za widoki się płaci (...)". Całkiem mądre i realistyczne słowa. Kimkolwiek jest, ma całkiem rozsądne podejście do świata.
- Pewnie masz rację... - Odpowiedziałem uśmiechając się życzliwie. Poczułem jak powoli wracają mi siły żeby wstać z łóżka. Wciąż było mi trudno, ale mogłem chociaż wyjść z pomieszczenia i nie kłopotać kobiety.
- To tobie jest to jedzenie bardziej potrzebne niż mi, pani. Skoro przybyłem tutaj taki kawał drogi żeby ci pomóc, bez względu na to czy mnie o to ktokolwiek prosił lub nie, chciałbym żebyś wyzdrowiała. Po tak ciężkiej nocy i pewnie ostatnich kilku dniach, jedzenie to pierwsza rzecz jaką powinnaś wziąć pod uwagę. A poza tym, miło mi cię poznać, An. - Wyjaśniłem kierując się w stronę wyjścia.
- Jeszcze jakiś czas spędzę tutaj aż nabiorę siły na powrót. Chcę dowiedzieć się w Lothil czym są nasze symbole. Jeśli będziesz chciała porozmawiać, poszukać odpowiedzi; będę obok. Postaram się także sprowadzić tamtą starszą kobietę. Być może ona wie coś więcej. - Wydałem z siebie racząc nowo poznaną uśmiechem pełnym życzliwości i ciepła. Tym jednak razem; na krótką chwilę; niby ułamek sekundy... Pozwoliłem sobie spojrzeć w jej tajemnicze i niezwykłe oczy mieniące się nieskończoną purpurą.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






09.10.2017, 20:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#34

Kobieta zdawała się wyraźnie posmutnieć na wieść, że jednak ten wyrazisty kozioł nie będzie miał zamiaru zniknąć z jej nogi. Uważała, że wygląda paskudnie tym bardziej, że jej skóra wyglądała na delikatną, przez co odnosiła wrażenie, że znak tylko ją szpeci. Dlatego też westchnęła, kierując swój wzrok ku górze, jakby do bóstw, w które niespecjalnie chciała wierzyć.
- Dlaczego takie dziwne przygody spotykają akurat mnie. - Dodatkowo w dalszym ciągu brak pamięci skutecznie uniemożliwiał przemyślenie sytuacji nieco głębiej. Tę sprawę będzie musiała zostawić na kiedy indziej, bo teraz ważniejszą sprawą był cały ten motyw znaku.
- Nie mam Ci tego za złe, wierzę, że niania działała w dobrej wierze, to wspaniała kobieta. Od jakiegoś czasu jestem pod jej opieką i myślę, że nie mogłam lepiej trafić. - Nieświadomie uśmiechnęła się na myśl o tej kobiecie. Przypomniała sobie o tym jak podawała jej jedzenie, kiedy sama nie mogła po nie sięgnąć. O zapachu smacznego posiłku. Zdecydowanie, przyjemna sprawa.
- Spokojnie, ostatnio i tak nie miałam na co zużywać energii jaka płynie z jedzenia. No bo wiesz... Moje nogi. - Urwała wypowiedź, zastanawiając się czy już będzie w porządku. Przechyliła smutno głowę na drugą stronę. Niezbyt chciała się przyznawać, ale z drugiej strony nie powinna być dla niego niemiła, w końcu poświęcił dla niej swój czas, być może też zdrowie, by pomóc w wyzdrowieniu.
- Po prostu życie nie zawsze jest takie jakie je sobie wyśnimy, czyż nie? - Próbowała się uśmiechnąć, chociaż wcale nie czuła się zbyt szczęśliwa. Owszem, odzyskała władzę w nogach i wzrok, co należało uznać za niewątpliwy sukces i ogromny postęp, ale Anshia czuła się w środku pusta, bez większego celu w swojej egzystencji.
- Ja powinnam znaleźć coś co mogłabym przyodziać. Co jak co, ale nie mam zamiaru świecić swoim nagim ciałem przez kimś kto nie jest mi bliski. Chociaż pomysł na znalezienie Zeldy uważam za bardzo dobry. Później dopiero mogę coś zjeść. - Widać było, że wolałaby mieć na sobie cokolwiek ambitniejszego niż skromne okrycie. Stopniowo przyzwyczajała się do obecnego stanu, ale nie pogardziłaby jednak jakąś suknią czy koszulą.
Anshia miała nadzieję, że Duriel sobie już pójdzie, więc chciała go odprowadzić wzrokiem, tak dla wszelkiej pewności. Niemniej zamiast tego, mężczyzna postanowił spojrzeć jej w oczy. Białowłosa natychmiast się speszyła, ukrywając twarz w pościeli. Wolałaby, żeby tego nie robił, bo czuła, że to nie na miejscu.
- Czy znasz kogoś kto mógłby powiedzieć coś więcej o tym czymś co mam na nodze? Byłabym niezmiernie wdzięczna za wszelkie informacje. - Chciała sprowadzić rozmowę na jakiś bardziej neutralny ton, bo w dalszym ciągu była zmieszana. Jak tylko całkiem dojdzie do siebie, to sobie z nim porozmawia.


Mistyk będący w cieniu... Tysiąca słońc






15.10.2017, 20:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#35

Wyszedłem z pomieszczenia, w którym była kobieta. Jednak pomimo tego komunikacja między nami była całkiem dobra. Wystarczyło trochę głośniej dobierać słowa i problem zmiany pomieszczeń nie był specjalnie problematyczny.
- Jak już powiedziałem, jadę do Lothil dowiedzieć się czegoś o naszych symbolach. Możliwe, że arcymagowie wiedzą coś o tym całym zajściu. Może jakieś zapiski? Cokolwiek. Jeśli jest ktoś kto może nam pomóc, to są właśnie oni. - Wyjaśniłem siadając przy dużym, drewnianym stole. Siedziała przy nim opiekunka Anshii i uśmiechała się do mnie życzliwie. Odpowiedziałem tym samym, a ona wskazała mi palcem strawę postawioną na ganku. Nie odzywała się, ale gestem ręki dała mi do zrozumienia, że próbuje sprowokować kobietę do przyjścia tutaj o własnych siłach.
Próba motywacji? Poprawienia jej samopoczucia? Tego nie wiedziałem, ale podziękowałem skinieniem głowy i zabrałem talerz i miskę, posilając się ciepłym jedzeniem. Tego mi brakowało. Każdy kęs zdawał się przywracać mojemu ciału energię. Dawno nie czułem takiej ekscytacji i przyjemności z posilania się strawą.
Kiedy zjadłem, wyprostowałem się na krześle i pozwoliłem sobie odpocząć w milczeniu. Jeśli Anshia będzie miała chęć porozmawiać ze mną, chętnie odpowiem na ewentualne jej pytania. W przeciwnym wypadku wrócę do Lothil nim minie dzień.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






19.10.2017, 18:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#36

Lekko rozbiegany wzrok odprowadzał wychodzącego Duriela. Wolała mieć pewność, że nikt jej nie będzie przeszkadzał w tym co ma zamiar zrobić... A po głowie chodziło jej tylko odnalezienie czegoś sensownego do ubrania. Wolałaby ukryć swoje ciało w jakieś płachty materiału, dodatkowo byleby były bardziej ambitne niż to co tak kurczowo trzymała w dłoniach.
Białowłosa wyciągnęła szyję ku górze, by móc rozejrzeć się po pomieszczeniu nieco dokładniej. Początkowo nie mogła wyłapać niczego co nadałoby się do nałożenia, ale po dłuższej chwili zauważyła jakieś białe coś, złożone w kostkę. Na jej nieszczęście, nie mogła sięgnąć do tego z łóżka. Mimo to spróbowała przy pomocy rąk przeciągnąć się na skraj i wyciągnęła dłoń, ale przydałaby się jeszcze jedna ręka, jeśli nie więcej. Białowłosa burknęła pod nosem, kiedy uświadomiła sobie, że właściwie to odzyskała władzę w nogach. Niestety nie była do końca pewna na ile sobie poradzą, ale nie miała zbyt dużych możliwości wyboru. Dlatego też powoli zsunęła nogi na podłogę, opierając swój ciężar na nich, by jedną ręką odepchnąć się od łóżka. Druga nadal kurczowo trzymała okrycia. Niemniej Anshia nie przeliczyła siły jakiej użyła, zachwiała się i próbując postawić kolejny krok, by wyrównać równowagę, upadła na pośladki z dość głośnym hukiem.
- Agrh! - Krzyknęła, kiedy przykryło ją okrycie. Niemniej dalej przeszła dość opornie, ale jednak na czworakach, z każdym ruchem czując jak siła w nogach wraca.
Po dłuższej chwili udało się jej dojść do ubrania. Usiadła na podłodze, owijając się swoim prowizorycznym strojem jak ręcznikiem po kąpieli. Następnie rozprostowała białą suknię.
- Co za dziwka w tym chodziła? - Mruknęła, nie będąc świadomą jeszcze, że tak naprawdę to był jej codzienny strój. Z braku alternatywy była zmuszona ubrać się w to na szybko. Co za tym idzie gorset wymagał nieco poprawek w wiązaniu, ale nie wyglądało to tragicznie. A jakież było jej zdziwienie, kiedy uświadomiła sobie, że praktycznie idealnie się w tym mieści. Nawet pończochy wyglądały jakby stworzone do jej nóg.
Później pozostało kolejny raz spróbować wstać. Tym razem na czworakach podeszła do ściany, by pomóc sobie nią we wstawaniu. Ostrożnie zaczęła się podnosić, czując jeszcze jak nogi są chwiejne. Bała się, chociaż szansa na zaliczenie większego upadku niż wcześniej, była dość mała. Czuła, że na razie bieganie może być kretynizmem, ale jeśli będzie powoli szła do przodu, to powinna się wydostać z pokoju. Tak też zrobiła, ciągle dotykając ściany. Z każdym krokiem czuła się pewniej, ale nie do końca ufała swojemu ciału.
Trochę jej zajęło, ale krok po kroczku dostała się do reszty towarzystwa.
- Arcymagowie? Pewnie nie da się do nich ot tak dostać, prawda? W sumie to kim oni są? Poza tym, że na podstawie tego co mówisz, muszą być swoistymi żywymi bibliotekami?
-
Nie mogła przecież pamiętać, że osoby znane jako Arcymagowie to jedni z najpotężniejszych śmiertelników stąpających po tej ziemi.


Mistyk będący w cieniu... Tysiąca słońc






19.10.2017, 20:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#37

Słyszałem jak kobieta walczy w pokoju z równowagą. Zastanawiało mnie tylko kim ona jest i w jaki sposób straciła czucie w nogach. Zdawała się taka bezradna i bezbronna, choć... Charakterem nadrabiała ubytki. Mimo to darzyłem ją rozbrajającą sympatią. Taką zwykłą, szczerą i życzliwą. Może wstydziła się siebie, ale przyznać musiałem w duchu - dawno nie spotkałem tak uroczej osoby. Jej przypadek rozbudził moje myśli. Skąd stygmat, czym on jest, czemu się pojawił? Niania zauważyła, że biję się z myślami.
- Dobrze, że jesteś cały i zdrowy. Przez kilka godzin twoje ciało leżało martwe. Bez tchu, bez bicia serca, bez reakcji na ból. Myślę, że sami bogowie trzymają na Tobie pieczę. - Rzekła upijając łyk ciepłego naparu. Jej słowa wytrąciły mnie z rytmu jeszcze bardziej. Byłem martwy?
- Dziękuję, że jej pomogłeś. - Dodała a ja nie byłem pewny co powinienem rzec na te słowa. Anshia mogła słyszeć rozmowę, ale mogła też być zbyt zajęta ubieraniem się, ja zaś powiedziałem to co czułem w swojej zagubionej duszy.
- Bardzo smaczna potrawka z królika, dziękuję. - Tyle z siebie wydałem. Jednak nie umiałem zdobyć się na pytania w obawie o to co mógłbym usłyszeć. Niania słysząc jak bezpośrednio zmieniłem temat, zaśmiała się. Wtedy weszła do pomieszczenia białowłosa zadając mi pytanie.

Spojrzałem na nią i na moment mnie zamurowało. Jej ubiór był bardzo... Nietypowy. To ostatnie ubranie jakie bym z nią skojarzył. Życie potrafi płatać figle.
- Lepiej się już czujesz? - Zapytałem mierząc kobietę spojrzeniem. Nie skomentowałem jej ubioru, ponieważ pomyślałem, że może czuć się z tym nieswojo.
- Arcymagowie to jedni z najmądrzejszych ludzi w Atarashii. Są także bardzo potężni. Na swój sposób można nazwać ich chodzącymi bibliotekami... To moi dawni mentorzy. - Wyjaśniłem. Niania otwarła usta ze zdziwienia. Arcymagowie dla niej byli jak dobrzy bogowie, czuła przed nimi ogromny respekt i szacunek za to co robią dla naszego państwa.
- Czy... Oni naprawdę Cię szkolili chłopcze? - Zagadła, a ja skinąłem głową potwierdzając jej pytanie. Wtem spojrzała na swoją podopieczną i automatycznie odpowiedziała.
- Jeśli jest ktoś, kto może wiedzieć coś więcej o Twoim stygmacie, drogie dziecko, to są to Arcymagowie. - Po tych wyjaśnieniach, oznajmiła, że idzie zaparzyć naparu dla naszej trójki i wyszła. Zostaliśmy sami w pomieszczeniu. Zaprosiłem ją gestem ręki żeby usiadła, uśmiechając się do niej.
- To co teraz zamierzasz? - Zapytałem oczekując na odpowiedź. Częściowo rozważałem zabranie jej ze sobą do Lothil, ale nie mogę przecież narzucić jej własnej woli. Poza tym może jest tutaj ktoś dla niej ważny? Może ktoś wyczekuje jej ozdrowienia? Jakaś rodzina? Tego nie wiedziałem.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






19.10.2017, 22:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#38

Białowłosa będąc zajęta ubieraniem wyłapała jedynie najważniejsze słowa, czyli te mówiące o tymczasowej śmierci Duriela. Niezbyt jednak się tym przejęła, bo jakby nie patrzeć, teraz siedział zupełnie zdrowy i przede wszystkim żywy. Poza tym kobieta miała nieco inne problemy na głowie i to bardziej obecne w teraźniejszości.

Widząc jak mężczyzna się na nią patrzy, znowu cała oblała się rumieńcem. Tym razem jednak to była mieszanka zażenowania, rozdrażnienia i bezradności. Nie znalazła żadnych innych ubrań, które mogłaby na siebie narzucić. Co najgorsze w tym wszystkim to co miała na sobie wymiarowo pasowało idealnie, co pozwalało snuć śmiałe przypuszczenia, że to należy do niej. Tylko czym w takim wypadku się zajmowała. Brak pamięci skutecznie utrudniał udzielenie odpowiedzi na to pytanie.
- Powiedzmy, że jest stabilnie. - Burknęła, dalej mając spuszczoną twarz w dół. Jedną dłonią trzymała się framugi, by drugą ciągnąć falbany sukni w dół, chociaż ta była już na maksymalnej długości.
Pozostało wysłuchać rozmowy o tych Arcymagach. Niezbyt rozumiała całej tej otoczki ogromnej powagi i bycia jakby nadludźmi. Do tego ten poziom szacunku niani w stosunku do nich. Jakby byli filarami tego świata czy kimś na wzór ostoi obecnego wydania świata, albo bogowie wiedzą czym. Doprawdy nie pojmowała tego. Oczywiście to nie była jej wina, bo skoro słyszy o nich pierwszy raz w swoim "nowym" życiu, to trudno wyrobić sobie właściwe zdanie.
- To nie brzmi zbyt optymistycznie, jeśli jakaś niewielka grupa osób może mi pomóc. - Westchnęła, ale musiała się pogodzić z faktem, że w takiej sytuacji jakiej się znalazła ona, zwykli śmiertelnicy raczej się nie pojawią. Pozostawało tylko wrócić do pełni sił i czegoś się dowiedzieć.
Słysząc zaproszenie do stołu ze strony Duriela, przechyliła lekko głowę. Zastanawiała się czy da sobie radę, ale chyba nie miała wyboru. No chyba, że będzie tak stała, że w końcu i tak wyląduje na podłodze. Nie powinna przemęczać dopiero co odzyskanych sprawnych nóg, więc białowłosa postanowiła ostrożnie działać. Łapiąc się mocniej framugi, zaczęła powoli przesuwać stopę coraz to dalej. W połowie robienia kroku przechyliła się na zewnętrzny kraniec, sprawiając że Anshia aż się skrzywiła i podciągnęła w stronę ściany, by nie pogłębiać problemu. Po poprawieniu stopy, zaczęła ostrożnie przechylać ciało, łapiąc się jednocześnie stołu. Powoli oderwała się od ściany, by stanąć przy krześle i dość niezdarnie na nim usiąść. Najpierw i tak poprawiła suknię, bo uważała, że widać za dużo, później dopiero koślawo ułożone nogi.
- Co zamierzam? Na pewno wrócić do zdrowia. Moje nogi nadal potrzebują nieco czasu, ale myślę, że już wkrótce będę mogła biegać jak normalny człowiek. Poza tym to zastanawiam się czy nie wybrać się do tych Arcymagów. Pewnie dostać się do nich samej będzie mi trudno? - Nie miała bladego pojęcia o tym co może ją czekać w stolicy i o tym co trzeba zrobić, by móc porozmawiać z tak ważnymi osobami.
- I z całą pewnością zamierzam iść do krawcowej. Tak, właśnie do krawcowej.
Przecież chodzenie w czymś takim jest uwłaczające! -
Znowu pociągnęła materiał w dół, byleby zakryć nim choć kawałek ciała więcej, ale na nic się to zdawało.


Mistyk będący w cieniu... Tysiąca słońc






19.10.2017, 23:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#39

Wysłuchałem białowłosej, zastanawiając się jak to się stało, że dostała tak wyzywające ubranie, szyte prosto na jej wymiar? Miałem dwa pomysły. Albo próbuje mnie zmylić i czuje się bardzo zakłopotana przy mnie, albo rzeczywiście nie pamięta skąd wzięło się to ubranie. Istnieje jeszcze trzecia szansa. Anshia faktycznie czuła się zakłopotana, ale nie miała przy tym żadnych wspomnień. Amnezja? W każdym razie, nie wygląda mi na kogoś kto żywi jakiekolwiek złe intencje. Raczej w swojej obecnej nieporadności, szczerze stara się zmienić coś w swoim życiu. Zupełnie jakby poszukiwała wskazówki... Odpowiedzi... Mogłem jej pomóc, ale przecież wciąż za mało o niej wiedziałem. Inną sprawą jest coś, co zastanowiło mnie w chwili, kiedy usiadła. Wyczułem sporą ilość many w jej organizmie. Prawdę mówiąc było jej ponad dwa razy więcej niż mojej. Tyle mogłem stwierdzić korzystając ze swoich zmysłów. W naszym państwie nie jednokrotnie rodziły się dzieci, obdarzone niezwykłą ilością many. Tylko, że... Patrząc w jej nienaturalne, fioletowe oczy przychodził mi na myśl pewien wniosek. Musiała być potężną akolitką... A jeśli nie akolitką, to kimkolwiek magicznie uzdolnionym.
- Jeśli tylko zechcesz, możesz ruszyć ze mną. W Lothil zostawiłem swoją siostrę, więc pewnie się z nią spotkam po powrocie. Jak już mówiłem, zamierzam udać się do Arcymagów. W istocie miałem do nich inną sprawę... ale nasze stygmaty nie wydają się czymś co powinno zostać zignorowane. - Wyjaśniłem, popadając w lekką zadumę. Nie miałem żadnej pewności teraz, że Anshia jest stuprocentowo ze mną szczera. Jednak chciałem się upewnić, że...
- To dziewczę straciło pamięć. Od kiedy się nią opiekuję, nie potrafi sobie przypomnieć czegokolwiek z przeszłości. Więc? Co zamierzasz, mój chłopcze? - Wyjaśniła Niania, po nagłym pojawieniu się z trzema kubkami ziołowego naparu. Zwróciła się do mnie tak jakbym zasugerował, swoją wątpliwość. A może potrafiła czytać w myślach?
- Wszyscy pytają siebie wzajemnie co zamierzają. Jak już wspomniałem, zmierzam do Lothil. Mam tam kilka spraw do załatwienia. - Odpowiedziałem, zwracając spojrzenie na kobietę.
- Mam przypuszczenia, że potrafię ci pomóc. Nie mówię tylko o Arcymagach, bo to także moja sprawa. Nie ma żadnej pewności, ale być może byłaś w przeszłości znaną akolitką lub kimś parającym się magią. W zasadzie nie jestem pewny czy potrafisz wyczuć moją manę, ale twoja jest dwa razy większa od tej we mnie. Jeśli intuicja mnie nie myli, są jakieś zapiski o tobie. Może brałaś gdzieś zlecenie i ktoś coś o tobie wie? Może posiadasz jakiś list, w którym zostały zapisane chociażby podstawowe informacje o tobie. Jeżeli nie pamiętasz nic, nie szkodzi. Możemy spróbować poszukać czegoś o twojej przeszłości. Najpierw jednak, będę musiał udać się do naszej stolicy. Potem będę gotowy zaoferować ci swoją pomoc. - Wyjaśniłem mierząc ją swoim spojrzeniem. Patrzyłem tylko w jeden punkt, w jej oczy. Chciałem się upewnić po jej odpowiedzi i reakcji, jakie ma intencje. Jeżeli postanowi zostać tutaj i wydobrzeć, nie ma problemu. Jeśli uzna, że woli krawcową z miasta handlowego niż Lothil, nie ma problemu. Byłem zwyczajnie gotowy zabrać ją ze sobą i zaangażować się w jej przeszłość. Poza tym, być może właśnie odpowiedź na pytanie "kim jest Anshia", doprowadzi mnie... Doprowadzi nas do odpowiedzi "czym są stygmaty?".
- Jeśli zgodzisz się ruszyć ze mną, moglibyśmy razem potrenować, kiedy już dojdziesz całkiem do zdrowia. Trening może coś Ci przypomni? Na pewno powiedziałby nam, czy znasz się na magii, na walce i co siedzi w twoim organizmie. Chyba, że wiesz? - Zadałem, nie spuszczając jej z oczu, czekając na odpowiedź.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






20.10.2017, 15:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#40

Kobieta musiała się zastanowić nad tym co teraz będzie musiała ze sobą zrobić. Z całą pewnością nie chciała mieszkać na wieki wieków u niani, bo chociaż to wspaniała staruszka o złotym sercu, to jednak białowłosa powinna znaleźć swoją własną drogę w życiu. Czy jest w stanie po wyjściu stąd nie być dla innych ciężarem, lecz rozwinąć swoje skrzydła i odnaleźć prawdę o swoim celu.
- Nianiuuuu! - Jęknęła wyraźnie rozżalona faktem, że ta postanowiła na głos powiedzieć o tym, że niczego nie pamięta. Teraz to już w ogóle chciałaby zapaść się pod ziemię.
- Naprawdę, nie chcę żeby inni o tym wiedzieli. To okropne uczucie, kiedy próbując się zastanowić dlaczego tutaj się znalazłam we wspomnieniach widzę jedynie jedną, wielką pustkę, która nijak może pomóc w odpowiedzi. - Już chyba zwyczajowo na twarzy Anshii gościł dobitny rumieniec, jednoznacznie wskazujący na to jak bardzo jest w tej chwili speszona i zmieszana.
Usłyszawszy całą listę przypuszczeń, nieco zakręciło się jej w głowie. Dlatego też zaczęła w sumie swoją odpowiedź od końca, żeby jakoś wszystko sobie ułożyć i ogarnąć rozumem.
- Jeśli ktoś mógłby mi dać płaszcz, żebym mogła się nim okryć, to wizyta u krawcowej nie będzie czymś koniecznym natychmiast... Po prostu nie chcę, żeby wszyscy w mieście się za mną oglądali, bo mam wszystko na wierzchu. - Znowu pociągnęła materiał, który nie drgnął, ale i tak poczuła się odrobinę lepiej.
- Wyczuwać manę? Że niby mam jej więcej od Ciebie? Po co miałabym w ogóle ją mieć? Chyba nie objawiałam żadnych wybitnych zdolności, poza bezwładnym leżeniem na łóżku przez ostatnie dni, chociaż i to nie jest niczym niezwykłym. - Nie czuła ani trochę dumy z tego, że posiada spore pokłady many jak na "zwyczajnego" zjadacza chleba. Skąd mogłaby wiedzieć czym się zajmowała dawniej i że... Ogromna ilość tej magicznej energii była jedynym gwarantem jej bezpieczeństwa.
- Po prostu nie mieści mi się w głowie, że mogłabym być jakimś sławnym akolitą czy coś. No wiesz, jeśli to mogłoby być moje ubranie... To przecież przy byle ruchu za chwilę bym mogła świecić nagim ciałem przed przeciwnikiem! Z pewnością nie mogłabym w takim stroju walczyć z kimkolwiek, bo nawet to nie chroni przed wzrokiem. Dodatkowo moje nogi były sparaliżowane, zatem nie wierzę w taką opcję zdarzeń, że byłam kimś tam. Raczej wolę się nastawiać, że byłam zwykłym człowiekiem. - Nie chciała się przyznać do tego, że wolałaby się pozytywnie zaskoczyć poszukiwaniem swojej własnej tożsamości, niż będąc rozanieloną wizją swojej domniemanej zajebistości, boleśnie zderzyć się z rzeczywistością przeciętnego robaka.
- Niemniej i tak leżąc tutaj niczego więcej się nie dowiem już o sobie, więc jeśli to nie będzie dla Ciebie problemem, to mogę Ci towarzyszyć. A nuż spotkam kogoś kto mi rozjaśni nieco sytuację. - Ostrożnie uniosła głowę, którą cały czas praktycznie miała spuszczoną. Wstydziła się czegoś... Może swojego stroju, może trapiącej ją amnezji, a może tego, że nie ma bladego pojęcia czym powinna się zająć w swoim życiu, by czuć się jak w domu.


Mistyk będący w cieniu... Tysiąca słońc






20.10.2017, 16:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna