Chata niani Zeldy
#41

Wysłuchałem białowłosej, zastanawiając się nad tym jak będzie najszybciej zrealizować podróż powrotną. Przy okazji jej zdumienie było takie samo jak moje. Również jestem zaskoczony pomysłem, że Anshia mogłaby być potężnym akolitą. Życie bywa przewrotny, a los figlarny. Pytanie brzmi "jaką historię Ty możesz opowiedzieć".
- Mnie też ciężko uwierzyć, że posiadasz w sobie tak ogromny potencjał many. Ciężko, bo z tak niewinną i urocza buzią, nie wyglądasz na osobę trudniąca się potężną magią. Tylko, nie znajduję innego wytłumaczenia dla tej szalonej ilości many. Sam posiadam nie najmniejszą ilość energii magicznej, ale Twoja... Zaciekawiłaś mnie. - Mówiąc to wstałem od stołu i rozejrzałem się za resztą swojego rynsztunku. Niania także wstała i rzuciła mi spojrzenie mówiące "zaczekajcie chwilę". Obejrzałem się raz jeszcze za siebie, dostrzegając skórzaną zbroję, broń i czarny płaszcz, który zabrałem swojemu przyjacielowi ze stajni.
Podszedłem do swoich rzeczy, sprawdziłem czy wszystko z nimi w porządku a dalej zacząłem je zakładać. Starsza Pani weszła do pomieszczenia z kremowym płaszczem w kwiaty i dała go białowłosej, razem z zawiniątkiem.
- To wszystko co mogę Wam podarować. Moje ulubione okrycie i trochę jedzenia. Chleb z przyprawami i dwa jabłka. Mam nadzieję, że jeszcze mnie odwiedzicie. Zwłaszcza Ty moje dziecię. - Wytłumaczyła, ściskając białowłosą i życząc jej pomyślności.
- Jeśli ten płaszcz jest Twoim ulubionym, mogę dać Anshii swój. Mi nie będzie raczej potrzebny. - Zaproponowałem luźno. Zebrałem wszystkie swoje graty, wręczyłem Niani dwie srebrne monety, ściskając jej dłonie w podzięce za wszystko. Potem wyszedłem na zewnątrz oczekując aż moja towarzyszka pożegna się ze swoją opiekunką. Były sobie pewnie bliskie, może nie powinienem być przy takim pożegnaniu. Wyglądały trochę jak babcia i wnuczka.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






20.10.2017, 22:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#42

W dalszym ciągu niezbyt wierzyła w tą opowieść o tym, że mogłaby być jakimś tam akolitą. Oczywiście, z całą pewnością sprawdzi ten trop, może doprowadzi ją do jakiejś ciekawej informacji, a może dowie się kim jest i dlaczego znalazła się tutaj ze sparaliżowanymi nogami.
- Zaciekawiłam? Szkoda, że nie czuję w ogóle żebym miała manę... W sumie to ciekawe czy mogę jej używać. Nauczysz mnie tego? - Po tych słowach pozostało już tylko zacząć zbierać swoje niezbyt zdolne ciało, przez co trochę jej zajęło wstawanie na nogi.
Kiedy dostrzegła zawiniątko i płaszcz początkowo pisnęła z radości, ale chwilę później wyglądała już na dużo spokojniejszą. Uświadomiła sobie, że zbyt wiele wzięłaby od kobiety, tak naprawdę nie dając jej niczego. Poczekała więc aż Duriel wyjdzie, zostawiając je same.
- Niaaaniu, już tyle dla mnie zrobiłaś, że naprawdę nie muszę brać Twojego płaszcza. Jestem Ci ogromnie wdzięczna za to wszystko, że się tyle mną opiekowałaś i musiałaś znosić moje humorki. - Powoli podeszła do staruszki, przytulając się do niej.
- Naprawdę nie wiem jak się odwdzięczyć. Wezmę płaszcz Duriela, powinien mi wystarczyć. Jeszcze raz dziękuję za wszystko. - Uśmiechnęła się do kobiety, zastanawiając się jak dalej potoczą się jej losy. Czy dowie się kim tak naprawdę była albo jest. O co chodzi z tym stygmatem i dlaczego go posiadła.
Jeśli niania nie miała już nic do powiedzenia, Anshia wzięła pakunek, ostrożnie kierowała się do wyjścia, przed nim jednak odwróciła się do kobiety obdarzając ją najszczerszym uśmiechem jaki tylko mogła z siebie wykrzesać. Niech się za nią modli, albo zwyczajnie życzy dobrze.
- Do zobaczenia! - Rzuciła, chociaż w oku zakręciła się łezka. Naprawdę polubiła Zeldę, ale teraz musiała się skupić na tym, by dowiedzieć się o co chodzi... I potrzebowała ubrać płaszcz, zdecydowanie tak. Po tym mogłaby już śmiało wyruszyć w podróż.


Mistyk będący w cieniu... Tysiąca słońc






21.10.2017, 02:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#43

Nie odpowiedziałem od razu na jej pytanie. Pojawienie się Niani wytrąciło mnie z rozmowy, a potem pożegnanie tak się potoczyło, że przez wzgląd na szacunek, wyszedłem z chaty. Dopiero, kiedy moja towarzyszka wyszła i stanęła na równi ze mną, spojrzałem na nią podając jej mój płaszcz.
- Nauczę cię. - Oznajmiłem, odwracając się w kierunku, w którym zostawiłem nocą Łatę. Czułem się znacznie lepiej, kiedy na moich plecach wisiało ostrze. To prawda, że z czasem wojownicy tak bardzo zżywają się ze swoim orężem, iż jego brak powoduje poczucie zaniepokojenia. Tak samo mam, kiedy nie wyczuję mieszka ze smokami. No, ale to na szczęście bardzo rzadko się zdarza. W sensie nigdy. Za każdym razem, w takiej sytuacji obcinałem ręce rabusiowi.
- Masz ze sobą jakieś smoki? Jeśli potrzebujesz czegoś przed wyruszeniem do Lothil, powiedz. Najpierw jednak udamy się przez Targ do miejsca, w którym zostawiłem swojego wierzchowca. Muszę kupić Łacie jakieś jabłko na przeprosiny i podziękowanie. Lubi się obrażać, ale to niezawodny i kochany koń. Zresztą bardzo inteligentny. - Wyjaśniłem czekając aż Anshia przyodzieje płaszcz. Kiedy już to zrobiła, ruszyliśmy przez targ, gdzie zakupiłem cztery jabłka. W sumie zapłaciłem 4 brązowe smoki, po jednym za każdy owoc.

Na Krańcu Targu dostrzegłem mojego wierzchowca, który stawiał się jakimś ludziom. Wyglądało to tak, jakby próbowali ukraść Łatę, a ta skutecznie się broniła kopiąc dotkliwie swoich oprawców. Tyle, że trójka mężczyzn nie poddawała się. Nie wiem dlaczego byli tak zdesperowani. Rzecz jasna, nie było do końca roztropne zostawiania jej w takim miejscu, ale również nie myślałem wtedy o tym. Miałem ważniejsze problemy na głowie.
- Ocho... Ktoś próbuje nam ukraść wierzchowca. Może uda się odgonić ich bez używania przemocy. - Wyjaśniłem. Czułem, że walka nie jest nam obecnie potrzebna. Mogłem im poucinać profilaktycznie dłonie albo przegonić magią. Jedno i drugie mogło nieść pewne konsekwencje, dlatego...
- Hej wy! Wypierdalać od mojego wierzchowca, bo wam nakopie do dupy. - Gestem ręki pokazałem swojej towarzyszce, żeby stanęła za mną.

Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2017, 19:50 przez Duriel.)



DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






21.10.2017, 13:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#44

Białowłosa powoli wychodziła z chaty, czując jak znowu na twarzy pojawia się rumieniec. Jak tak dalej pójdzie to zasłuży na miano jakiegoś czerwonego buraczka. Nie miała ochoty pokazywać się ludziom w tym stroju, więc czym prędzej ruszyła w kierunku Duriela, na tyle szybko na ile pozwalał jej stan nóg. Później pozostało ubrać płaszcz, sprawdzając czy aby na pewno wszystko co powinno być zakryte, ukryto pod szatą.
- Smoki? Nawet nie wiem... Chyba tyle jedzenia wystarczy na podróż do Lothil? Bo nie mam pojęcia jak daleko to jest stąd. - Przez moment wyraźnie się nad czymś zastanawiała, stając z nogi na nogę zbierała myśli.
- A jesteś w stanie zorganizować mi jakiś kij czy laskę? - Potrzebowałaby przez jakiś czas czegoś do drobnej pomocy podczas chodzenia, ot niezbyt wymagający stabilizator na wszelki wypadek.

Anshia szła dość mozolnie za mężczyzną. Próbowała przyśpieszyć, ale wtedy nogi zaczynały się plątać i natychmiast musiała zwalniać. Niemniej czuła, że już niedługo wróci do pełnej sprawność i będzie w porządku. Taki spacerek uznała za coś co w formie rehabilitacji.
Zwiedziła targ w Mieście Handlowym, ale nie znalazła niczego dla siebie. Tak idąc dostrzegła jakiegoś konia i drobne zamieszanie przy zwierzęciu. Ktoś chciał ukraść wierzchowca, który to jak się okazało należał właśnie do Duriela. Nawet nie musiał pokazywać, kobieta czuła się tak bezbronna i bezsilna wobec kogokolwiek, że naturalnym dla niej było się schować, a że najbezpieczniej za właścicielem Łaty... Tak kobieta stanęła za nim i czekała na rozwój wydarzeń.
Gracz opuścił wątek


Mistyk będący w cieniu... Tysiąca słońc






22.10.2017, 19:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna