Opuszczona wioska Kruczonoc
#1

Cytat:

Wioska, która dawno temu znana była ze swojego błogosławionego ludu, strzegącego tajemnic grobowca Elysium. Jej obszar zajmuje przeszło kilometr kwadratowy. Jest oddalona od południowej części Morza Klifowego o pięćset metrów oraz sześćdziesiąt kilometrów, od Lodowej Twierdzy znajdującej się na północ od Kruczonocu. W wiosce znajdują się dwie wielkie, drewniane bramy. Jedna prowadzi szlakiem na wschód do Lothil, a druga na północ do Greathard. Dodatkowo szlak morski łączy się z Azaratem i nieoficjalnie z Dravnul. Z racji, że swego czasu Kruczonoc został doszczętnie spalony przez Tyra'ela, mieszkańcy, którzy przetrwali rzeź, wynieśli się na dobre z wioski. Do dzisiaj widnieją tam spalone ruiny domów, karczm i innych przybytków. Jedynie wielkie drewniane bramy, okute żelaznymi mocowaniami, stoją wiernie strzegąc tajemnic strażników Kruczonocu oraz zapieczętowanej wiedzy na temat Lodowej Twierdzy.

W Kruczonocnym porcie, znajduje się zniszczone molo. Gdzieniegdzie ostały się osmolone deski, a poza nimi jedynie grube dębowe bale wyrastają z wody dając nadzieję, że kiedyś molo zostanie odbudowane. Kawałek od mola znajdują się domki rybackie, wyglądające na nawiedzone. Podczas przypływów, molo równa się z wodą dając wrażenie, że wchodząc na nie za czasów swojej świetności, człowiek mógł chodzić po wodzie. Kiedy następuje odpływ, brzeg wyłania piaszczystą plażę pełną glonów.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







31.03.2016, 18:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczona wioska Kruczonoc
#2

Szedłem chwiejnym krokiem naprzód. Szczęściarz popychał mnie swoim łbem próbując przypomnieć mi o zachowywaniu równowagi. Może wiele to nie dawało, ale faktycznie kilka razy zapomniałbym o postawieniu nogi dalej, co oczywiście skutkowałoby brutalną glebą w krzoki, których oczywiście nie było, ale fajnie jest powiedzieć, że się wypierdoliło właśnie na nie niż przyznać "ale zakurwiłbym na tej prostej". Gemma podała mi kilka liści purmoranu do przeżucia, które zebrałem uchylając lekko głowę na znak wdzięczności. Nie były jakieś wybitne, ale przyzwyczaiłem się do ich smaku dawno temu. Może nie pomogły od razu, ale mogłem zająć myśli przeżuwaniem ich w ciszy i spokoju, który towarzyszył niezręcznej chwili. Mojej siostrze napewno kłębiły się w głowie pytania. W końcu widziała co żem odjebał tam na dole. Duronor jeden wie co by się stało, gdyby mnie nie posłuchała i zamoczyła choćby łydkę w wodzie. Ale też nie mogę jej winić, bo nie ma żadnego obowiązku mnie słuchać, a ja mogłem ją sprawdzić, czy dalej stoi w miejscu, czy nie. W każdym razie, skoro już raz widziała moją moc, to prędzej lub później dowie się prawdy. Kiedy to się stanie? Nie jestem pewny, zobaczymy.
Usiadłem przy wystającym pniaku. Jedyny kawałek natury, który przetrwał... No właśnie co w zasadzie? Napewno jakiś pożar, ale czym spowodowany? Czyżby obecność jakiegoś smoka? Nie jestem pewny, ale słyszałem kiedyś od Angafei, że gdzieś między Lodową Twierdzą a Starymi Bagnami pojawia się od czasu do czasu Tyra'el. W prawdzie nie chciałbym łączyć jego z ta sprawą, bo nie chciałbym też spotkać przypadkiem drania, nie ważne w jakich okolicznościach. Zresztą, póki nie dowiem się jak można bez większego ryzyka rozmawiać ze smokami, nie będę nawet próbował doszukiwać się ich na siłę.
W każdym razie... Chyba się zamyśliłem. Purmoran powinien już działać, ale ja jestem z całą pewnością zmęczony, a już napewno obciążyłem swój splot many. To trochę jak z przećwiczeniem się. Skutki zbyt dużego obciążenia dla niewyrobionego ciała bywają bolesne. Tutaj jest podobnie. O ile tężyzna fizyczna pozwala mi na nieludzki wysiłek, o tyle wciąż jestem łowcą, który nie przyzwyczai się od tak do nadużywania many. Fakt, faktem moje dawne treningi pod nosem dwóch wybitnych nauczycieli z Lothil, pozwoliły mi rozwinąć się choćby odrobinę. Mam podstawy, znam na pamięć teorię, poznałem moc, z którą do dzisiaj obcuję. Jedynie co mi pozostało, to wytrwałość w szlifowaniu smoczych zdolności. Zresztą dzięki tej mocy, potencjał Rairyuu będzie jeszcze większy niż dotychczas.
Zakasłałem, świat zakręcił się w moich oczach na chwilę. Łata kierowana instynktem, podeszła do patrząc na mnie i Szczęściarza. Przybliżyła swój pysk do mojego polika i otarła się o niego. Zupełnie jakby próbowała mnie pocieszyć. Wilk za to siedział bacznie obserwując każdy szczegół na mojej twarzy. Westchnąłem ciężko.
- Znajdź miejsce, w którym możemy się schronić. Jeśli kogoś napotkasz, zawyj. Przybędziemy jak najszybciej się da, chociaż widząc to miejsce... Jak ono się w ogóle zwie? - Okręciłem głową w poszukiwaniu jakiejkolwiek tabliczki. Nie potrafiłem przypomnieć sobie nazwy. Znałem ją, gdyż właśnie z tego miasta przeprawiłem się do Dravnul, ale mijający czas sprawił, że zupełnie o nim zapomniałem. O! Jest! Gdzieś w oddali widziałem przekrzywiony do góry nogami, osmolony napis "Kru...". Więcej mi nie trzeba było.
- Kru... Kruczonoc. Jesteśmy w Kruczonocu... - Spojrzałem na Gemmę i Szczęściarza, po czym pośpiesznie dodałem.
- Pamiętasz jak zatrzymaliśmy się tutaj na dwie noce żeby znaleźć rozbójników z Perony? Poszukaj w północno-zachodniej części, karczmy "Pod Kruczonocem". Możliwe, że tamtejsze piwnice się ostały. - Poleciłem wilkowi, a ten zawył cicho na znak tego, że zrozumiał.
- Tylko uważaj na siebie, jak zobaczysz coś niebezpiecznego masz wrócić czym prędzej. - Pouczyłem go wiedząc co zaraz się stanie. Zawył w bardzo ironiczny i jednocześnie specyficzny sposób. Myślę, że nawet Gemm potrafiła zrozumieć co miał na myśli "dobrze tato". Było to na tyle ludzkie, że czasami zastanawiałem się czy nie został za młodu zaklęty przez naszą przyjaciółkę uzdrowicielkę.

Ruszył przed siebie pędem. Jego łapy z gracją stąpały po zgliszczach wioski, mijając wszelkie przeszkody. Po chwili zniknął z naszych oczu. Biegł przed siebie niesiony wspomnieniami i zapachem. Najpierw przebiegł główną drogą do czegoś co nazwalibyśmy sercem Kruczonocu. Stamtąd droga rozdzielała się w dwie strony. Wyglądało to jak literka "Y". Obejrzał się za siebie, gdyby nie drewnaine resztki domostwa, mógłby nas dostrzec, jednak w tej chwili było to niemożliwe. Zapach niósł go dalej, zatrzymał się na chwilę aby upewnić się, że nic nie znajduje się w ruinach. Przykładowo Tyra'el. A to byłoby smutne, gdyby się pojawił. Chwila niepewności i... Nic. Pobiegł dalej na lewo. Droga dalej rozwidlała się jedynie na ścieżki między budynkami, które niegdyś tam stały. Futro Szczęściarza falowało na wietrze przypominając szybko przemieszczającą się chmurkę. Biegł tak przez minutę z wywieszonym językiem, aż zapach stał się intensywniejszy. Zwolnił. Spojrzał na ziemię obwąchując ją. Znajomy zapach uderzył do jego nozdrzy. Co prawda był wciąż słaby, ale dla niego wyczuwalny, a to oznaczało, że jest niedaleko.
Skręcił w prawą uliczkę, potem wrócił, skręcił w lewą uliczkę i poszedł dalej za wzmacniającym się zapachem. Chwilę potem znalazł się w miejscu, w którym stała osławiona w wiosce karczma. Pozostało znaleźć wejście do piwnic.

- Pocieszna z niego zwierzyna. Potrafi rozśmieszyć człowieka i zaopiekować się nim, kiedy potrzeba. Czasem mam wrażenie, że jest bardziej ludzki od wielu innych osób, które znam. - Wyrzuciłem z siebie, próbując zacząć rozmowę ze swoją siostrą. Liście purmoranu zaczęły działać. Poczułem jak energia we mnie na nowo wzbiera a mana, czy raczej splot magiczny uspokaja się. Resztki rośliny leczniczej wyplułem, bo mimo wszystko w zbyt dużych ilościach może mieć efekty uboczne. Nawet jeśli dawno go nie jadłem i było to kilka liści, wolę dmuchać na zimne. Otarłem usta kawałkiem szmaty, która wisiała przy boku ekwipunku zaczepionego do Łaty. Odwróciłem się w kierunku, w którym pobiegł wilk i rzuciłem w krótkiej zadumie.
- Tak zasadniczo, Kruczonoc nie był miastem a wioską. Jednak swego czasu starał się o osiągnięcie statusu miasta. No cóż... Widczonie nigdy nie było mu pisane stać się pełnoprawną mieściną. - Spojrzałem na Gemmę, czekając czy zada jakieś pytanie lub powie coś, cokolwiek.
- Dziękuję za ziele lecznicze. Pomogło na tyle żebym mógł chodzić o własnych siłach. - Uśmiechnąłem się lekko, może za chłodno, ale byłem w rzeczywistości lekko osłabiony. Purmoran pomógł mi jedynie wstać na nogi. Do moich uszu dotarł szelest wody, a w drugiej kolejności znajome stąpanie. Po pierwsze zbliża się przypływ, więc to co widnieje tam na dole zaraz zniknie, a po drugie Szczęściarz wraca. Odwróciłem się w jego stronę, próbując wyłapać go wzrokiem. Jest. Co więcej! Biegnie z butelką w pysku. Minęła krótka chwila aż pojawił się przed nami, kładąc majestatycznie butelkę. To była gorzała. Co więcej, jedna z najdroższych!
- O kurwa. - Przyznałem potwierdzając jakość niespodziewanego towaru. Spojrzałem na niego i Gemmę z niedowierzaniem po czym poczochrałem go pieszczotliwie po łbie. Znów skierowałem wzrok na butelczynę samego Duronora. A przynajmniej wierzę, że Duronor sam doceniłby taki trunek. Uniosłem go tak żeby być pewnym, że to ten jeden konkretny, najdroższy.
- O kurwa. - Przyznałem raz jeszcze potwierdzając swoje poprzednie potwierdzenie. Miałem ochotę skakać ze szczęścia, śpiewać i w ogóle. Tylko chwilowo stan mi na to nie pozwalał, ale spokojnie. Jak ojebie taką jedną buteleczkę to świat zrobi się piękniejszy, a i zdrowie wróci do normy!
- Kochany zwierzak z Ciebie! - Powiedziałem do Szczęściarza, dziękując w duchu stwórcy za tak bystrą psinę. Co ja bym bez niego zrobił w tak smutnych i nudnych chwilach? Nawet zapamiętał, której butelki nie udało nam się wtedy kupić, bo się rozbiła przez jakiegoś gamonia, a nowych nie było kiedy zamówić, gdyż mieliśmy odpływać następnego dnia. Uśmiechnąłem się od ucha do ucha. Myślę, że nawet oczy świeciły mi się z ekscytacji.
- Ale będzie dzisiaj popijawa Gemm. Iście królewska popijawa! Jeśli ci to nie przeszkadza, zostałbym tu na dwa, trzy dni. Tak o, żeby się zregenerować. Sama rozumiesz, źle się czuję trochę. - Przyznałem dając do zrozumienia, że po prostu chce się dossać do trunków. Nie sądzę aby miała cokolwiek przeciwko.
Wilk trącił moją rękę łbem i wskazał żebym wsiadł na wierzchowca, następnie okręcił łeb w kierunku wioski, chcąc wskazać drogę do karczmy. Jak pokazał, tak zrobiłem, bez jakichkolwiek sprzeciwów. Jednak przed tym dałem swojej siostrze butelkę sławetnego "Kruka", aby mi nie wypadła przypadkiem, dopiero potem dosiadłem Łatę. Nie byłem pewny czy sobie nie zabierze butelki, ale chuj, napewno będzie ich więcej. Poczekałem aż dosiądzie swojego konia a potem ruszyliśmy za Szczęściarzem.
Minęło kilka minut. Staliśmy przed spalonym budynkiem bez dachu, ścian. Nawet podłoga wyglądała na sfajczoną, co mogło być mylne. Nie była sfajczona. Osmolona owszem, ale nie sfajczona. Zsiadłem z Łaty klepiąc ją po pysku i mówiąc aby została. Ruszyłem dalej za wilkiem, a on poprowadził mnie na tyły przybytku. Tam znajdowała się drewniana, obita stalowymi klamrami klapa. Była otworzona. Wychodzi na to, że Szczęściarz jakimś cudem ją otwarł. Zerknąłem do środka. Było ciemno jak cholera, ale światło, które docierało z zewnątrz oświetlało przynajmniej schody. Oglądnąłem się za siebie, poszperałem za różnymi materiałami. Wyrwałem drewnianą deskę, owinąłem ją starą szmatą, która leżała gdzieś pod innymi kawałkami drewna. Dostrzegłem też jakąś substancję smolistą. Podszedłem nabrałem ją na koniec drewnianego kija i zbliżyłem aby rozpoznać zapach.
- Nada się. - Powiedziałem sam do siebie, owijając drewno materiałem a następnie okręcając go po miejscu z rozpaćkaną mazią. Przybliżyłem rękę i puściłem wiązkę błyskawic, która moment potem zniknęła rozpalając ogień. W ten sposób miałem w dłoni swoje własne, prowizoryczne łuczywo. Spojrzałem na Gemm, a potem zszedłem na dół. Początkowo śmierdziało spalenizna, ale dało się przyzwyczaić. Pochodnia rozświetlała piwnice ukazując niezłe pomieszczenie. Kilka beczek i pułki z trunkami. Stały czekając na lepsze dni. Właśnie nadeszły. Jednak jeśli mamy zostać tutaj na noc, musimy przygotować to miejsce lepiej. Odwróciłem się do siostry.
- Gemm, bierz pochodnie i szukaj wiader. Zostawimy wierzchowcom wodę pitną i coś do jedzenia na zewnątrz. W środku rozpalimy ognisko jak tylko wyjebię dziurę w podłodze, żeby dym sobie ulatywał spokojnie z pomieszczenia, a nam było nocą ciepło. Przy okazji sprawdź alkohole i jeśli znajdziesz jakieś materiały, z których możemy sobie zrobić posłanie, byłoby iście zajedwaduronorobiście. - Dodałem wychodząc na zewnątrz. Przyjrzałem się miejscu, w którym chciałem zrobić otwór, ściągnąłem Rairyuu i wyciąłem z chirurgiczną precyzją dziurę szeroką na metr. Drewniana podłoga runęła do piwnicy wpuszczając przy okazji światło, czego efekt również chciałem uzyskać. Poza tym powinno się trochę przewietrzyć. Jeśli mnie pamięć nie myli, mała gospoda była w okolicy studni. Skoro już wiem gdzie jest nasza karczma, potrafię odnaleźć gospodę.

Ruszyłem w jej kierunku alarmując Gemmę, że wychodzę poszukać czegoś przydatnego. Wbrew pozorom wcale wioska nie była doszczętnie zniszczona. Jak pogrzebać to i przydatne rzeczy się znajdzie. Szczęściarz poszedł za mną. Nie miał co robić przy karczmie skoro już ją znalazł, a tak mógł mi się przydać gdybym jakimś cudem zgubił drogę.
Robił się powoli wieczór, chociaż słońce dopiero zachodziło. Myślę, że w ciągu czterdziestu minut powinienem sprawdzić wszystko co mnie interesuje. Rozglądałem się na wszystkie strony jednak nigdzie nie dojrzałem niczego podejrzanego. Wilk także nie wskazywał niebezpieczeństw. Doszliśmy w ten sposób po niecałych dziesięciu minutach do studni. Miała stalowy daszek a przy okazji chronił ją kamienny murek. Była bardziej kolejnym przybytkiem, który bardzo mnie ucieszył, bo całkiem zapomniałem jak studnia w Kruczonocu wyglądała. Wszedłem do środka i ku mojemu szczęściu, na grubej linie wisiały dwa duże wiadra. Obok były jeszcze trzy. Mogłoby się przydać. Nie widziałem w otchłani podziemnego tunelu wody, jednak biorąc pod uwagę, że nikt nie używał studni od dawna, woda dalej powinna się tam ostać. Poza tym górski klimat wpływał korzystanie na jej smak i zawartość. Wiem co mówię, jeden dość rozsądny jegomość opowiadał mi historię o tej studni i jej "leczniczych właściwościach". Może w super lecznicze właściwości nie wierzę, ale wciąż powinna dać radę.
Odkręciłem linę i zacząłem spuszczać wiadra w dół. Trwało to chwilę, ale usłyszałem upragnione "chlup". Nabrałem wody. Wyciąganie wiader było znacznie trudniejsze niż opuszczanie ich. Kiedy wreszcie pojawiły się na powierzchni, chwyciłem je i wyciągnąłem nalewając do dwóch stojących obok. Następnie znowu powtórzyłem czynność nalewając do trzeciego. Wyniosłem kolejno najpierw dwa wiadra, potem jedno na zewnątrz, a zaraz potem zostawiłem je aby udać się do gospody. Stała dokładnie naprzeciwko. Była nawet nie tyle sfajczona, co wszędzie walały się jej ruiny. Pierwsza rzecz, którą chciałem znaleźć to metalowy karnisz żeby zabrać ze sobą wszystkie wiadra. Dwa dla wierzchowców i Szczęściarza, a jedno dla nas. Po drugie chciałem znaleźć coś miękkiego do spania. Nie musi być w super zajebistym stanie, ale żeby zrobić w miarę miękkie posłanie. Ściągnąłem swój Rairyuu i obszedłem gospodę, bacznie ją obserwując. Chciałem wbić się między zwalone belki, wyciągając cokolwiek przydatnego. Trwało to chwilę nie krótką, bo słońce prawie zaszło do reszty. Ostatki promieni słonecznych oświetlały mi drewniane ściany. Rozwalałem jedną za drugą, z gracją miotając ostrzem. Znalazłem! Może nie metalowy, ale drewniany karnisz. Wyglądał na solidny. Niestety słońce zaszło więc wróciłem pod studzienkę, założyłem wszystkie wiadra na drewniany kij i naciągnąłem go na ramiona. Mięśnie napięły się pod ciężarem. Jednak nie był to ciężar w jakikolwiek sposób problematyczny. Cięższe rzeczy nosiłem za młodu, a to wydaje się przy tym wszystkim lekkim żartem.
Szliśmy ze Szczęściarzem spokojnie, rozglądając się i nasłuchując. Pierwsze gwiazdy zaczęły pojawiać się na niebie w momencie, kiedy dotarliśmy na nowo do karczmy. Położyłem ostrożnie kubły z wodą. Jeden podsunąłem pod kamienną ściankę opierając go tak żeby nie mógł się przewrócić i rozlać, drugi położyłem zaraz obok niego. Przeciągnąłem się, nabrałem powietrza w płuca i wyzionąłem z siebie parę. Było przyjemnie, cicho i co więcej czekał na mnie alkohol. Boski trunek, napój Duronora, święty Graal wyprawy.
- A właśnie... - Podszedłem do Łaty pokazując jej wiadra z wodą, a następnie wskazując miejsce za nią, gdzie rosła na nowo trawa. Nie było jej super wiele, a głód napewno zaspokoi wraz z wierzchowcem Gemmy. Odwróciłem się na pięcie upewniony, że mój zwierz zrozumiał o co chodzi. Wilk spojrzał na mnie, przez chwilę chciał pójść za mną do piwnicy, ale ostatecznie poszedł w okolice dziury, którą wyciąłem wcześniej w podłodze. Wylatywał przez nią dym. Moja siostra musiała rozpalić ognisko. Szczęściarz rozłożył się niedaleko tej dziury i przeciągnął zadowolony. Musiała być cieplutka skoro tak słodko się na niej rozłożył. Spojrzałem raz jeszcze na niego, chwyciłem za wiadro i zszedłem na dół.
- Trochę mi zeszło, ale zabrałem ze sobą trzy kubły świeżej wody. Dwa dałem naszym wierzchowcom, a trzeci wziąłem dla nas. - Rzekłem odszukując ją wzrokiem.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






01.04.2016, 00:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczona wioska Kruczonoc
#3

Duriel był wyraźnie wyczerpany, ale Gem była zbyt zajęta swoimi myślami i powstrzymywaniem ciekawskiej natury, by jakoś bardziej zaoferować się z pomocą. Poza tym nigdy nie należała do gatunku dobrych samarytan, więc może to nawet lepiej - przynajmniej nie będzie się chłopak przyzwyczajał. Choć oczywiście raczej by się zlitowała, gdyby wypierdolił orła na środku drogi, ale trudno powiedzieć, czy wcześniej nie zaśmiałaby się gromko i dopiero po otarciu łez nie wyciągnęłaby ręki. W normalnej sytuacji pewnie miałaby zabawę wszech czasów, ale teraz była zadziwiająco spokojna, ba, wręcz poważna. Sama nie rozumiała czemu aż tak przejęła się popisem, który dał parę chwil temu jej brat. Nie bała się magii, ale nigdy też nią się nie interesowała. Czasem nawet gardziła osobami mającymi ku niej predyspozycje, jak dla niej byli urodzeni w czepku i uważała to za super nie fair wobec niej samej. I tak w sumie tłumaczyła sobie powód swej niewiedzy w tej dziedzinie - tak żałosne, że nie warto. Niestety okazywało się, że teraz będzie musiała prędzej czy później się zainteresować. W końcu w trakcie burzy nikt nie wiedział, w które drzewo pizgnie piorun. A zapowiadało się na to, że Duriel był chodzącą błyskawicą.
Zdawała sobie sprawę, że gdyby zadała mu pytanie na temat całego zajścia, musiałby jej odpowiedzieć. Unikanie wyjaśnień w takiej sytuacji nie grałoby na jego korzyść, a nie zapowiadało się na to, by Duriel chciał do siebie zniechęcić Gemmę. Ale milczała, obserwując go bacznie kątem oka, bo nie chciała się mieszać. Jak bardzo nie byłaby ciekawa, to nadal nie był jej interes. Wolała się ugryźć w język, niż wpierdalać z butami w jego życie, o którego istnieniu do niedawna nie miała pojęcia. Nie robiła tego z dobrego wychowania czy grzeczności, bo nie znała tych wartości. W tle jej umysłu coś jej podpowiadało, że interesowanie się jego przeszłością sprawi, że on zacznie interesować się jej ówczesnym życiem, a jakoś nie czuła się na siłach na jakiekolwiek spowiedzi. On zresztą też nie wyglądał, ani nie brzmiał tak, jakby chciał bawić się w historie typu "to było dawno i nieprawda". Usiadł, zapewne czekając aż świat przestanie wirować przed jego oczyma, i milczał przez chwilę tak jak ona. A potem zaczął gadać ze swoim wilkiem, co było dla niej wystarczającym znakiem, by nie ruszać prawdopodobnie delikatnej sprawy. Na to przyjdzie czas, a jeśli nie - podobno niewiedza jest darem.
Uśmiechnęła się kącikiem ust na jego słowa o ludzkich odruchach Szczęściarza - nie czuła potrzeby ciągnięcia tego typu pogaduszek. Doceniała fakt, że próbował pozbyć się tej martwej ciszy, ale pierdolamento o niczym jest jeszcze gorsze. Przynajmniej w mniemaniu Gemmy, która w zasadzie była jedynie obecna ciałem, bo myślami cały czas wracała kilkanaście minut wstecz. Nie wychodziło jej to na dobre, bo nadmierne spekulacje skutkują u niej nadejściem czarnych myśli. W jej głowie pojawiła się teoria spiskowa, że zdecydowali się o oddzieleniu jej od rodziny, bo jako jedyna nie posiadała magicznych zdolności - przynajmniej nie wyglądało na to, przez prawie trzydzieści lat raczej by zauważyła, że nie jest do końca normalna. Nie żeby było z nią wszystko okej, ale psychika nijak ma się w tym momencie do jej umiejętności. Starała się pozbyć z głowy tego pomysłu, choć w sumie wyglądał na element układanki, w dziwny sposób nie wydawał jej się godny rozważania. Poza tym nawet jeśli - twierdziła, że dawno temu pogodziła się ze stygmatyzacją ze strony jej krewnych. I wolała pozostać przy tym stwierdzeniu.
- Słyszałam, że kryli tajemnice o Lodowej Twierdzy. Najwyraźniej zabrali je ze sobą do grobu, więc im wyszło. - parsknęła, zauważając jak ironicznie skończył się trud mieszkańców. Spojrzała w kierunku wioski, albo raczej tego co z niej pozostało i stwierdziła, że sama nie zatrzymałaby się tu za cholerę. Nie wyglądała zachęcająco, o ile jakiekolwiek pogorzelisko może wydawać się gościnne. Poza tym w okolicznych wodach kręciły się jakieś nieboskie stworzenia, to nie pomagało. Co prawda Duriel wybił sporą ich część, no ale nadal nie było wiadomo, czy nie siedziało w głębinach coś gorszego. A znając jej szczęście jakoś wylazłoby to na ląd, żeby ją pożreć. Trzeba przyznać, że to wyjątkowo spektakularny, ale przykry sposób na zakończenie żywota.
- Nie ma sprawy. Mam tego więcej. - powiedziała, po czym skinęła głową wskazując na swój plecak. Wiedziała sporo o leczeniu i składaniu rannych, więc targała ze sobą narzędzia pierwszej pomocy. Zdarzało się, że musiała sobie sama ratować życie, czasem bez znieczulenia, bo pijaku ciężko trafić igłą, więc na żywca cięła sobie skórę i zszywała rany. Niezbyt zachwycające przeżycia, odczucia z nimi związane były raczej bolesne (i to tak kurewsko), więc jakoś nie była skora do opowieści pod tytułem "zgadnij czemu jeszcze chodzę".
W końcu Szczęściarz wrócił i ku jej zaskoczeniu miał ze sobą łup - znieczulacz zarówno duchowy jak i fizyczny. Chyba zaczynała coraz bardziej lubić tego zwierzaka, najwyraźniej wiedział co dobre. Co prawda miała gorzałę w swoim plecaku, ale ją wolała zachować na czarną godzinę. Nie wyobrażała sobie, żeby miała umierać trzeźwa.
- No nie ma co, twój wilczek ma gest. - rzuciła, a z jej głosu można było wyczytać wyraźną poprawę humoru. Zapowiadało się na to, że Gem w końcu przestanie myśleć o pierdołach, bo szum spowodowany alkoholem zagłuszy zarówno głupie pomysły jej wyobraźni jak i wyrzuty sumienia. Z tego mogą wyjść różnorakie rzeczy, ale tym się zajmie jak już wytrzeźwieje. Czyli raz się żyje, piekła nie ma.
- Mnie wszystko jedno. Polezę gdziekolwiek życie poniesie. - zarzuciła pozornie głęboką myślą, bo jakoś nie pasowało otwarcie przyznać, że chce się nabzdryngolić w cztery dupy tak samo jak on, jeśli nie bardziej. Jeszcze trzymały ją resztki powagi, które uderzyły w nią wcześniej. Może i poprawiał jej się humor, ale nie uważała sprawy za zamkniętą. Kiedyś będzie chciała wyjaśnień, ale kiedy - tego nawet najstarsi górale nie wiedzą.
Odebrała butelkę od Duriela dosyć ochoczo i tak jak on wsiadła na konia. Ruszyła jednak z lekkim opóźnieniem, bo przez chwilę lepiej przyglądała się butelce. Każde spojrzenie na ten trunek było przyjemnością, co dopiero ewentualna konsumpcja. Dlatego nie mogła się powstrzymać i otworzyła butelkę, po czym pociągnęła z niej dosyć spory łyk. Albo dwa. W każdym razie utwierdziło ją to w przekonaniu, że jednak nie będzie tak źle, więc uśmiechnęła się do siebie i westchnęła z ulgą. Naprawdę niewiele trzeba było, żeby ją zadowolić. Była prostą kobietą.
Kiedy dotarli do wioski, była mile zaskoczona stanem budynków - były podpalone, ale nie na tyle, by się nie przydać. Można było znaleźć w nich coś przydatnego (alkohol), bo wątpiła, że ewentualni ocaleni z pożaru zabrali ze sobą wszystko, co cenne (alkohol), a ci co byli martwi tak czy tak zostawili cały swój dobytek (alkohol). Dlatego pomysł z przeszukaniem zabudowań wydawał się dla Gem całkiem logiczny i udany. Śladem Duriela zmajstrowała sobie pochodnię i tak jak jej polecił, zaczęła szukać wiader. Ale szło jej raczej średnio, bo wszechobecne trunki skutecznie odwracały jej uwagę. Dlatego zdecydowała się opuścić to pomieszczenie, oczywiście z zamiarem powrotu, bo jednak alkohol mimo wielu cudownych właściwości nie zapewnia przeżycia. Dlatego opuściła gospodę i udała się w inną część wioski.
Zajrzała do wielu domów mieszkalnych, jednak w większości nie było niczego, co mogłoby się im przydać. Duża część była na tyle zniszczona, że Gemma nawet nie ryzykowała wejścia do nich. Jeden nieostrożny ruch i coś spadłoby jej na głowę, w najlepszym wypadku łamiąc jakąś kończynę, w najgorszym kręgosłup. Jednak nie można było powiedzieć, że chaty świeciły pustkami - co prawda nie znalazła wiader (poszukiwania ich porzuciła jakiś czas temu), ale w jednej z nich znalazła całkiem sprawny nóż do płatowania ryb. Takie coś się zawsze przydaje. W innej znalazła dwa słoiki, jeden z kwaszonymi ogórkami, drugi z czereśniami. Choć dla mieszkańców raczej było to pożywienie, dla Gem była to tylko i wyłącznie zagrycha. Swoją drogą, warto przypomnieć, że cały czas miała ze sobą butelkę od Duriela i z każdą następną chatką ubywało z niej trochę trunku.
Kiedy już wydawało się, że nic bardziej sensownego nie znajdzie, w chacie na uboczu znalazła sztukę pościeli - lekko dziurawą poduszkę i osmoloną kołdrę. Nie były w wybitnym stanie, ale były zdolne spełnić swoją rolę. Dlatego zarzuciła je przez ramię i zdecydowała o powrocie do ich bazy wypadowej.
Weszła tam chwilę przed Durielem, w drodze powrotnej zbierając badyle wszelakiej maści. Kiedy pojawił się w środku kucała przy ognisku, pilnując, żeby paliło się jak należy. Była dziwnie rozochocona, bo nuciła coś pod nosem. Może to dlatego wróciła tu już bez butelki i to nie tak, że ją zostawiła, po prostu co będzie nosić ze sobą puste szkło. I to w zasadzie tłumaczyło jej wesoły uśmieszek na twarzy.
- Znalazłam kołdrę. Ale, NIESTETY, tylko jedną. - powiedziała do brata, uśmiechając się dosyć podejrzanie. Prawie zboczenie, ale trudno było stwierdzić w tym oświetleniu. - Trochę śmierdzi spalenizną, ale ty capisz gorzej. - podsumowała i wskazała na pościel ułożoną pod ścianą, nieopodal ognia. - Mam też słoiki z jakimiś przetworami. I w jednym domu jest pół beczki osolonych ryb, ale po pierwsze nie ryzykowałam próbowania, a po drugie nawet jakbym się zesrała z niemocy, to bym jej tu nie dotachała. - dodała, w końcu siadając na kołdrze. Odgarnęła włosy z twarzy i poklepała miejsce obok siebie, zachęcając brata do uraczenia jej swoim towarzystwem. - Weź sobie odpocznij, jeszcze znowu cię zesłabi, a ja nie mam ochoty całować się z nieprzytomnym.


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








22.04.2016, 22:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczona wioska Kruczonoc
#4

Dzień sobie mijał powolutku. Zrobił się półmrok, kiedy stałem na schodach więc można uznać dzień za zakończony. Jednakże... Wracając do naszego prowizorycznego miejsca spoczynku, który nawiasem mówiąc całkiem nieźle został przygotowany, nawet nie brałem pod uwagę sytuacji, w której zastanę Gemmę wstawioną. Znaczy... Żebyśmy się źle nie zrozumieli. To nie tak, że dając jej moją ukochaną butelczynę gorzały, miałem nadzieję na jakieś ciche pięćdziesiąt procent dobroci... Ale naprawdę smutno mi się zrobiło, kiedy nie dostrzegłem nigdzie butelki przyniesionej przez Szczęściarza, a na którą miałem ogromną ochotę. No, bo, no, bo, nosz kurwa. Człowiek daje coś do potrzymania, a tu chuj smoki strzela i już tego, łochujuprzenajświętszy nie ma. Przynajmniej wiem, że mam dobrego partnera do picia.
Ognisko promieniowało przyjemną, ciepłą poświatą, która zachęcała do wyciągnięcia się obok i ogrzania. Co więcej! Gemm przyniosła pościel! Nie wiem gdzie ją znalazła, ale zrobiła właśnie na mnie dobre wrażenie. Nasza podróż pomimo prowizorycznych, spontanicznych akcji, idzie jak po maśle. Oczywiście... Cały czas tak nie będzie, ale póki wszystko układa się w najlepsze, nie mamy na co narzekać. Wręcz zostaje nam cieszenie się chwilą.
- Muszę przyznać, że mnie miło zaskoczyłaś. - Rzuciłem schodząc po drewnianych schodkach. Kiedy byłem już na samym dole i zobaczyłem wyraz twarzy z jakim zachęciła mnie do "przycupnięcia" obok niej, kąciki moich ust mimowolnie uniosły się do góry, poprawiając mi niejako humor.
- Rozumiem, że moja buteleczka już nie istnieje, ale mamy solidny zapas następnych. Daj moment, wyciągnę z juki coś do jedzenia i upichcę na ogniu. To dobry moment żeby coś zjeść na spokojnie i pogadać. - Rzuciłem informacyjnie, odstawiając Rairyuu pod ścianą. Westchnąłem lekko, bo mogłem od razu zabrać część swoich racji żywności, ale srał to pies w tej chwili. I tak dupę ruszyć muszę.
Zebrałem się, wyszedłem szybkim krokiem z piwnicy, sięgnąłem do części ekwipunku, który był przytroczony dalej do Łaty. Wyciągnąłem z niego suszone mięso, pieczywo, które trzeba było zjeść zanim się zepsuje, bukłak z wodą, mały garnuszek. Do tego dwie Ożyny i Ard. Położyłem wszystko obok. Następnie wyciągnąłem zapasowe ubranie i podszedłem do kubła wody, który chwilę wcześniej przyniosłem razem z wilkiem. Podrapałem się po brodzie i zacząłem ściągać z siebie cięższe odzienie, siadając na drewnianej, ledwo trzymającej się skrzynce. Sięgnąłem następnie do kubła wody i zacząłem polewać ciało wodą, próbując chociaż częściowo się obmyć. Mimo wszystko, skoro mam zrobić coś do jedzenia, wypadałoby mieć chociaż dłonie czyste, a Gemm przyda się zastrzyk energii i czegoś ciepłego w brzuchu. Mi również. Zresztą co ja gadam, jestem głodny jak cholera.
Obmyłem się, założyłem lekkie odzienie, a całą resztę zabrałem ze sobą na dół. Schodząc po schodach, dostrzegłem, że moja koszula jest niezapięta. Zszedłem, postawiłem swoje rzeczy niedaleko Rairyuu, przeciągnąłem się i z zadowolenia powiedziałem.
- Rany... Ale miło jest wejść w coś lżejszego... - Odwróciłem się do Gemmy, przyniosłem do niej składniki. Rozsiadłem się wygodnie i zacząłem zapinać koszulę. W tym momencie coś dotknęło mojego torsu. To była Gemm wraz ze wzrokiem mówiącym "nie pozwoliłam zapiąć". Ciarki przeszły mnie po plecach ale nie ze strachu a sytuacji, która lekko mnie bawiła. Była pijana i taka... Na pewien sposób potulna.
- Dobra, dobra. Zrobię Ci jeść skarbie. Daj mi moment. - Wyjaśniłem, wrzucając do garnka mięso i mieszając je z szybko zrobioną panierką ziołową. Do tego owoce Ardu i całość zalałem wodą, żeby się zagotowało na ogniu. Spojrzałem na palenisko, było nieźle przygotowane, więc bez większych kombinacji, położyłem garnuszek tak aby mógł się gotować, a następnie zwróciłem się do kobiety obok. Unosiła butelkę do ust i upijała kolejny łyk. Dosłownie. Łyk, za łykiem. Poczułem się gorszy. Ej, no kurwa mać, też chcę.
- Podzielisz się, czy będziesz pić sama? Wiesz, masz teraz towarzystwo, szkoda nie wykorzystać. Noc piękna, jesteśmy totalnie sami i mamy pod dostatkiem gorzały. Jeszcze dobre jedzenie się robi, czego chcieć więcej? - Zapytałem uśmiechając się i wlepiając od czasu do czasu oczy w jej biust. Taki tam odruch bezwarunkowy.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






23.04.2016, 01:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczona wioska Kruczonoc
#5

Jak to mówią - kto pierwszy ten lepszy. Gem wcale, ale to wcale, nie czuła się winna z powodu opróżnienia całej butelki. Jeśli mu tak zależało na ewentualnym skosztowaniu, to mógł to zrobić kiedy jeszcze miał ją w rękach. Bo widzicie, jak jej się daje jakikolwiek alkohol, to on znika i to nie za sprawą żadnych sztuczek magicznych. Tak to jest, jak zostawia się gorzałę pod opieką osoby, która pół życia spędziła na byciu nietrzeźwą. Co zrobisz, nic nie zrobisz, każdy ma swoje hobby. A że Duriel miał ochotę - cóż. Gemma ma ochotę na różne rzeczy, ale ani nie narzeka, ani się nie naprzykrza. Przynajmniej tak jej się wydaje.
- A widzisz? Ja ci jeszcze w życiu wiele niespodzianek naszykuję! - odpowiedziała niezwykle dumnym tonem, bo w końcu kto jak kto, ale ona na brak poczucia własnej wartości nie cierpiała. - Tylko nie obiecuję, że wszystkie będą równie miłe. Mam w sobie coś z cichego skurwysyna. - odwzajemniła uśmiech i wygodniej usadowiła się pod ścianą. W tym momencie nie było nic lepszego do roboty niż cieszenie się chwilą. Dlatego też Gem nie miała zamiaru ruszać tyłka z pościeli, co najwyżej po kolejną butelkę. Bo jak chwytać dzień, to litrami.
- Przez tę całą akcję zapomniałam, że jestem głodna. - mruknęła, zastanawiając się, jak zjebanym trzeba być, żeby zapomnieć o podstawowych potrzebach życiowych. Pomyślała przez chwilę, że może to picie już jej się rzuca na mózg, ale uznała to za bezsens (choć w sumie to może być to), po czym kontynuowała "wprawianie się w nastrój".
- Nie pomyślałabym, że taki typ spod ciemnej gwiazdy potrafi gotować. A co jeśli chcesz mnie otruć? - żartobliwy humor jej się trzymał, co było głównie zasługą nietrzeźwości. Jednak w tym co powiedziała, było trochę prawdy. Duriel nie wyglądał jej na osobę uzdolnioną pod tym względem. Co prawda pozory mylą, sama była tego dobrym przykładem, ale była dosyć powierzchowna. Miała w zwyczaju oceniać ludzi po okładce, nie bardzo interesując się tym, kim są tak naprawdę. Żyła w przekonaniu, że główną zasadą, która obraca tym światem jest "coś za coś". Dlatego nie wpierdalała się ludziom w interesy, żeby oni nie zrobili jej tego samego. Proste, logiczne, a jak ułatwia egzystencję.
Powiodła wzrokiem w kierunku jego miecza, w duszy przyznając, że to całkiem ładne ustrojstwo. Przez chwilę miała ochotę podejść i spróbować się nim zamachnąć, w końcu nieczęsto ma się okazję do pomachania czymś takim, ale przypomniała sobie, że przecież musiałaby podnieść tyłek. A to niewykonalne w tym momencie. Oczywiście nie ze względu na promile we krwi, nie była jakoś specjalnie pijana. Po prostu lenistwo zawsze wygrywa.
Kiedy jej brat opuścił pomieszczenie, porozglądała się dookoła i po chwili stwierdziła, że zaczyna jej się nudzić. Niestety samotne picie i gapienie się w ognisko nie zabawi na długo. Dlatego stwierdziła, że w sumie pasowałoby zdjąć z siebie płaszcz, bo po co się męczyć. Odłożyła też na bok rękawice. Zaskoczył ją fakt, że dzisiaj wyjątkowo nie upizgała sobie łap, bo zazwyczaj jej dłonie pod wieczór wyglądają tak, jakby była córką kominiarza. Ściągnęła też buty i podstawiła stopy bliżej ogniska, żeby nie zmarznąć. Ostatniej nocy na statku było jej kurewsko zimno w nogi, toteż nie chciała powtórki z rozrywki.
W momencie powrotu Duriela miała już za sobą ćwierć zawartości butelki i drugą zwrotkę jakiejś pijackiej podśpiewki. Oczywiście nie śpiewała na głos, jedynie nuciła cicho pod nosem, ale normalnie nie robi nawet tego. Uśmiechnęła się z przekąsem widząc roznegliżowaną klatkę piersiową mężczyzny, ale nie powiedziała ani słowa. Pijana czy nie, końskiego podrywu nie będzie przecież urządzać. Jednak kiedy usiadł i zaczął pozbawiać ją swoistego krajobrazu, zdecydowała o stanowczej akcji powstrzymania go. Położyła rękę na jego torsie i postanowiła zmrozić go wzrokiem. Znając życie wyglądała bardziej dziwnie, niż groźnie, ale plan wypalił. Jeśli coś jest głupie, ale działa, to znaczy. że to nie jest głupie.
- Uuuuu, "skarbie". - zaznaczyła, biorąc kolejny łyk z butelki. Trzeba przyznać, że takie zdrobnienie mile połechtało jej ego, gdyby była normalna, to pewnie by się zarumieniła. Niestety, do typowych bab to ona nie należała nigdy. W końcu idealny przykład właśnie malował się przed ich oczami - to on gotował, a nie Gem.
- Oczywiście, że mogę się podzielić. Ale, kochany - zaczęła, po czym przysunęła się do niego na tyle, by praktycznie uwiesić się na jego ramieniu - Co będę z tego miała? - uśmiechnęła się chytrze, wpatrując się prosto w jego oczy. Na zachętę pomachała butelką, gotowa nie oddać jej za byle co.


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








25.04.2016, 23:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczona wioska Kruczonoc
#6

Ognisko powoli zaczęło przygasać, odbierając tym samym część miłego ciepła jakie przez cały czas dawało. Nie zgasło całkiem, po prostu ogień zrobił się trochę mniejszy. Poczułem lekki dreszczyk na plecach. Nie byłem do końca pewny czy winą była mniejsza temperatura, czy obecność Gemm, która nie pierdoliła się w półśrodki. Po jej oczach i teoretycznie dwuznacznych słowach, tylko jedno przychodziło mi do głowy. Obiad. To mogłem jej zaoferować, o ile dopilnuję aby ognisko nie zgasło. Poza tym tej nocy nie powinno nam być zimno. Mamy za dużo alkoholu, ogień ogrzewający pomieszczenie, kołdry i oczywiście siebie. A jak każdy wie, ciało do ciała a będą kopulacje do białego rana... Nie. Moment. To chyba nie w ten sposób leciało. Coś spierdoliłem. Kurwa, a jo rzech myślo, że wieszczem zostanie. No chuj mój litościwy Duronorze. Nie napiszę o Tobie żadnego psalmu ani fraszki, bo zabrakło mojej flaszki. Hehe. Nie śmieszne.
Złapałem za drewienka na opał leżące opodal, podrzuciłem je taktycznie w jęzory płomieni i przypilnowałem aby ogień nie przygasał przez najbliższy czas. Nie było to trudne, ale ludzie bardzo często nie potrafią głupiego ognia w dziczy rozpalić, nie mówiąc o na pozór prostej umiejętności, dorzucania czegokolwiek na opał. Sztuka bowiem polega na tym żeby... PO PROSTU, KURWA, WJEBAĆ, TEN JEBANY BADYL, DO OGNIA. Uff... Frustracja ze mnie zeszła. Przez to, że spojrzałem na pijaną Gemm i przygasające ognisko, przypomniała mi się dawna przygoda z kupcem, który potrafił wszystko, nawet pierdolić głupoty, ale na pytanie "czemu waszmość nie utrzymał ogniska" usłyszałem "bo nie wiedziałem jak". Odpowiedziałem mu wtedy coś typu "pierdolony...", ale ręki sobie uciąć nie dam. Zresztą. Koniec z tym pierdolomeo.  
- Widzisz moja droga. Może na to nie wyglądam, ale jestem piekielnie dobrym kucharzem. Będziesz miała okazję spróbować mojej kuchni, ale jeśli się boisz to zjem pierwszy. A w razie potrzeby zjem wszystko. - Uśmiechnąłem się, wyciągając rękę w stronę regału z alkoholem i przyciągając butelkę. Wykonałem tę czynność tak szybko, jakbym miał ją od początku przy sobie, a prawda jest taka, że mam piekielną ochotę odpalić truneczek. Gemm sama się bawić nie będzie. Też chcę.
- A tak poza tym możesz powiedzieć czego chcesz, wtedy ci powiem, skarbie, czy taka wymiana może zaistnieć. Chociaż widzisz... - Pokazałem jej butelkę, którą przed momentem pochwyciłem swoją zwinną rączką.
- Mam już jedną butelczynę, a ich zapas jest ogromny. Może jednak zmienimy formę wymiany? - Rzuciłem dwuznacznie, spoglądając w jej lekko zamglone alkoholem oczy. Poczułem jak zadziałała na mnie obecna chwila, atmosfera i jej kobieca natura. Na moment złapało mnie w klatce piersiowej uczucie ekscytacji, a następnie znowu przeszły mnie dreszcze, jednak tym razem napewno nie z zimna. Było ciepło, a Gemm upijała co chwilę, cyklicznie łyk za łykiem więc nie mogła mnie na chwilę zmrozić wzrokiem (zaskoczyć jak wcześniej). Więc i ja przyłączyłem się pośpiesznie do niej, otwierając swoją butelkę i upijając łyk, dwa, może osiem.
- Zamiast alkoholu chcę ciebie. - Wyjaśniłem bez zbędnych romansów. Nagle i bez ostrzeżenia, chwyciłem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie kradnąc całusa nim ten skradła gorzała kobiety. Ogień wybuchał iskrami, zaś potrawka dążyła ku końcowi, w związku z czym trzeba było ją wyciągnąć z ogniska nim się spieprzy.
- A za to dam ci pyszne jedzenie. - Oznajmiłem odsuwając się od niej i obserwując jej usta. Następnie spojrzałem w kierunku garnuszka i teraz do mnie dotarło, że nie mam czym go ściągnąć, bo żadnej szmaty przy sobie nie mam. Chwila namysłu... Już wiem! Ściągnąłem z siebie koszulę, owinąłem wokół dłoni i chwyciłem za rączkę wyciągając z ognia potrawę i odstawiając żeby trochę przestygła. Mój nagi tors był teraz całkiem widoczny w świetle ogniska. Liczne blizny sugerowały, że musiałem przejść niejedną walkę w swoim życiu, a największa z nich idąca od prawego ramienia po lewą część biodra. Kiedyś moja przyjaciółka uzdrowicielka z Greathard zapytała, przez jakie piekło przeszedłem. Cóż. Odpowiedź była prosta. Życie. Poza bliznami, dobrze widoczny był mój wytatuowany smok. Na lewym ramieniu był jego pysk ze "świecącymi" na czerwono oczami zaś do prawego nadgarstka wiło się niczym wąż jego ciało, zaplatając swój ogon właśnie na nim. Pomimo to, mój stan zdrowia wyglądał na nienaganny. Dobrze zbudowane i umięśnione ramiona już świadczyły, że jestem wyszkolonym łowcą, zabójcą, niebezpiecznym skurwysynem.
- A tak. Zapomniałem wspomnieć. Też mam w sobie coś z cichego skurwysyna. - Przyznałem, unosząc kąciki ust i czekając na jej odpowiedź.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






26.04.2016, 02:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczona wioska Kruczonoc
#7

Trzeba przyznać, że Gemma stawała się niezwykle dwuznaczna po pijaku, czego praktycznie zawsze żałowała, kiedy już wytrzeźwiała. Bo wiecie, niech pierwszy rzuci kamień ten, kto nie wykorzystał pijanej. I ta jej odurzona alkoholem jaźń tak się przyzwyczaiła do faktu, że prędzej czy później kończyło się na aktach niedozwolonych dla dzieci, że automatycznie zachowywała się wyzywająco. Teoretycznie powinno ją to totalnie zniechęcić do picia, ale Gem nie potrafiła uczyć się na błędach. Mimo najszczerszych prób, tekstów "no dobra, ale od jutra już nie piję", a także wydawania pieniędzy tak, żeby nie mieć za co płacić w karczmie. Ale wiecie, jak to mówią - dobrymi chęciami to jest piekło wybrukowane.
Co do rozpalania ogniska i obchodzenia się z nim później, dla niej było to jak podrywanie facetów, żeby zapłacili za jej wydatki - cholernie proste. Przecież przy tym nawet nie trzeba się starać, wszystko sprowadza się do wrzucenia tam patyka raz na jakiś czas. Tylko debile nie umieją tak prostych rzeczy, bo albo cierpią na tak zwane niedojebanie mózgowe, albo ich rodzice tak bardzo nad nimi chuchali, że teraz są sierotami niezdolnymi do życia.
- Że ja się niby boję? Ja? Niczego się nie boję! - odburknęła wyraźnie oburzona, że śmiał poddać jej odwagę i butę w niepewność. To nie są rzeczy, które się kwestionuje, Gemma nie lęka się absolutnie niczego! A jeśli wydaje się, że od czegoś ucieka, to tylko ułuda, bo ona po prostu organizuje opuszczenie miejsca zagrożenia w zorganizowanym pośpiechu. - Ale masz rację, nie wyglądasz. W sumie ty ogólnie nie wyglądasz, hehe. - dogryzła mu, uśmiechając się wrednie. Lubiła udowadniać każdej istocie w jej zasięgu wzroku, że to Gem jest tą urodziwą. Nawet jeśli byli to faceci. W sumie, zazwyczaj byli to faceci.
- Ty specjalnie nazywasz mnie skarbem, prawda? Marna forma podrywu, weź się w garść. - skarciła go, zauważając wyjątkowy nacisk na to pieszczotliwe określenie. Może i była już troszku pijana, ale nie na tyle, żeby nie zauważyć, jak bardzo on tu się stara zaruchać tego wieczoru. Niby jej to schlebiało poniekąd, ale miała pewne wymagania.
Mogła zgodzić się na inną formę wymiany, więc przytaknęła głową na jego pomysł, czekając aż coś zaproponuje. Jednak zajęło to chwilę, bo postanowił iść w jej ślady i pić alkohol, jakby to było mleko, zupełnie nie przejmując się gigantycznym kacem, który będzie ich prześladować cały następny dzień. O ile poprzestaną na piciu tej nocy, a nie skończą jak żule spod karczmy - leżąc pod ławką z zajebistą czkawką.
Jego propozycja nie była dla niej niczym zaskakującym, gdyby dostawała srebrnego smoka za każdego, kto po pijaku się do niej chciał dobierać, miała by teraz willę gdzieś w Lothil i tytuł markizy. Jednak musiała przyznać, że całus był przyjemny. Dlatego zaśmiała się jedynie i pokręciła głową, bo bardziej przewidywalnym być ciężko.
- Naprawdę liczysz, że dla jedzenia dam ci się przelecieć? - zapytała, nadal pokpiewczo chichocząc. - Musiałabym albo umierać z głodu, albo być kurewsko zdesperowana. Bez jedzenia da się przeżyć, a faceta to mogę mieć każdego. Nawet gejów nawracam. - parsknęła śmiechem jeszcze raz, opierając się o ścianę. Zdmuchnęła włosy z czoła i upiła kolejny łyk, po czym odstawiła butelkę na dobre. Spojrzała na Duriela, który zdecydował się na negliż, co by zdjąć jedzenie z ognia. W sumie miała powiedzieć, że tuż obok niej leżą jej rękawice i w sumie to bardziej opłacalne wyjście, ale po co odmawiać sobie przyjemności. Wszakże o ile tors mężczyzny był poorany wieloma bliznami, to nadal był jak z marzeń niejednej kobiety. A Gem miała niezbyt odbiegające od tego preferencje.
- Skąd masz tę? - powiedziała siadając okrakiem na jego kolanach, po czym przejechała palcami po bliźnie, która sięgała od ramienia aż do biodra. - Wygląda na poważną. - trzeba przyznać, że umiejętnie zmieniła temat, ale jej obecne miejsce usadowienia się powinno ucieszyć Duriela choć częściowo. - Ja swoje schowałam pod tatuażem. Były paskudne. - rzekła cicho, nadal nie zdejmując wzroku z jego poznaczonej klatki piersiowej. Ręki w sumie też nie zdjęła.


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








29.04.2016, 23:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczona wioska Kruczonoc
#8

Nie zastanawiałem się szczególnie nad następnym dniem, ponieważ planowałem zostać tutaj jakiś czas i opróżnić w tym sielankowym spokoju, wszystkie zabłąkane, smutne butelki trunków. To też poranny kac morderca, gnojarz, skurwibąk, móżgojeb, idźpanwchuj nie robił na mnie wielkiego wrażenia. Zresztą butelka, którą opróżniałem ze smakiem była najlepszym dowodem na to jak bardzo mam wyjebane na poranne problemy z ulatniającym się alkoholem.
- Widzisz... - Zacząłem, dotykając garnuszka w celu sprawdzenia jego temperatury.
- Z jednej strony chciałem potraktować cię pieszczotliwie, z drugiej powiedzieć "skarbie" lekko prześmiewczo. Dokładniej chciałem ująć sarkazm w tym słowie. Jednak pomimo procentów masz jeszcze świadomość, a to dobrze rokuje. W takim razie jest szansa na jakąś konstruktywną rozmowę? Zresztą nie mieliśmy takiej chwili spokoju jak teraz, żeby zasiąść do mnóstwa trunków i siedzieć w miejscu odizolowanym od wszystkich gapiów. - Spojrzałem na nią opierając się rękami za siebie i wyciągając z błogą rozkoszą.
- No proszę cię... Romantyczka z ciebie jak gorzała na dworze króla. Żadna specjalna. Bardziej ciekawiła mnie twoja reakcja, a jedzenie jeśli się nie zorientowałaś, było symbolicznym pretekstem. Zresztą... I tak robiłem je z myślą o tobie, bo wolałbym żebyś nie struła się gorzałą tylko dlatego, że w żołądku kursują jedynie hektolitry napojów wysokoprocentowych. - Powiedziałem lekko urażony zarzutem słabego podrywu. Lubiłem gry wstępne, ale Gemm nie jest raczej typem osoby, która ma w sobie choćby odrobinę duszy romantyka. To bardziej dusza "ruchasz się, czy trzeba z tobą chodzić?". Nie żebym był inny, ale czasami mam ochotę być potulny, miły, dobywać się na akty romantyzmu. To dowodzi, że nie zgorzkniałem tak bardzo, a przynajmniej chciałbym w to wierzyć.
Upiłem kolejny porządny łyk gorzały, otarłem usta przedramieniem i ponownie oparłem się w taki sam sposób jak wcześniej. Gemm w rzeczy samej mogła mieć prawie każdego faceta, a w nawracanie gejów nawet wierzę, jednakowoż spotkanie dupowtyka w tych czasach, to wstyd. Takich to na widły i palcie się skurwysyny jedne. Bo nabijać na pal to by im za przyjemnie było.
Nagle poczułem, jak coś dotyka mojego torsu i wskakuje na moje kolana. Zrobiła to tak, że musiałem w duchu przyznać "seksownie". Zresztą sama w tej chwili wyglądała bardzo seksownie.
- Stare dzieje. Napadli mnie siedem lat temu rabusie. Chroniłem wtedy w jednej ręce czegoś bardzo ważnego, będąc bez zbroi i swojego ekwipunku. Tak się złożyło, że zasłoniłem małe zawiniątko sobą co poskutkowało bliskim spotkaniem z mieczem rabusia. Chociaż jak patrzę z perspektywy czasu, strasznie sobie facet przejebał sytuację. Jednak zły Duriel, to zły Duriel. Całą ich bandę wykorzystałem po wszystkim jako przynętę. Nie wiem czy wciąż Bazyliszek grasuje na szlaku od Starego Lasu do Greathard, ale wtedy ludzie w miastach ostrzegali przed nim. Dlatego podstawiłem mu kolację, a sam uciekłem jak najdalej. Nie miałem ochoty walczyć z tym dziadostwem, za mało o nim wiedziałem. Poza tym, tych rabusiów musiałem pozbyć się na zawsze. Jeden z nich kojarzył mnie z Teolii, a to inna historia, którą ci opowiem jak będziesz chciała. - Wyjaśniłem podnosząc tułów i kładąc dłonie na jej biodrach. Zawiesiłem wzrok na jej tatuażu, potem zapytałem.
- Masz jeszcze jakieś pytania? - Sięgnąłem po trunek i upijałem kolejny łyk. Moje oczy spoczęły przez moment na cyckach Gemmy, a potem wlepiłem je w stronę jedzenia, zaciekawiony, czy już ostygło na tyle żeby je zjeść. Jednak moją ciekawość musiałem raz jeszcze przepić gorzałą. W zasadzie, był to odruch bezwarunkowy. Chyba mam ochotę na pieszczoty. Tak, przytuliłbym się. Rany, ale jestem na starość wymagający. Psia moja mać.

Na zewnątrz iskrzył się gwiazdy, a nasze wierzchowce spały jedno obok drugiego wtulone w siebie. Prawdopodobnie wtulone przez chłód, który zaczął wiać, jednak nie na tyle chłodny żeby przyprawić zwierzęta o przykre doznania. Szczęściarz powiadomiłby nas, gdyby temperatura była zbyt niska, a on sam leżakował na ciepłej podłodze, rozgrzanej przez palące się ognisko. Przysłuchiwał się naszej rozmowie, ale nie miał wielkiego wyboru. Byliśmy tam tylko my, dosłownie pod nim. Z kolei niedaleko niego ziała wyjebana w podłodze dziura, którą wydobywały sie nasze rozmowy aż nadto słyszalne dla takiego wilka. Zresztą... I tak nie miał nic lepszego do roboty jak słuchać i drzemać. Nie wyczuwał żadnego zagrożenia, było mu dobrze. Trzepnął kilka razy uszami, zamachał ogonem i zasnął. Słuchając mojej historii odpłynął.
Śnił mu się tamten dzień, kiedy jako malutkie szczenię został porzucony, ranny na środku szlaku do czasu aż pojawił się pewien wędrowiec. Byłem nim ja. Zawinąłem go w jedną z moich cieplejszych szmat, podałem podstawowe lekarstwa i ruszyłem do Greathard. Po pierwsze w celach misji, po drugie żeby go zostawić u tamtejszej uzdrowicielki. Poza tym, jeszcze wtedy jej nie znałem. Dzięki wilkowi zawiązała się między nami bliższa relacja.
Szczęściarz patrzył malutkim łebkiem z ciepłego zawiniątka, które było przewiązane przez moje ramie. Widział moją twarz i drogę naprzeciw siebie. Leżał spokojnie, od czasu do czasu skamlał z pragnienia, wtedy odkręcałem bukłak z wodą i nalewałem na dłoń żeby mógł ją wypić. Jakiś czas później pojawili się oni. "Łowcy", rabusie, rzekome właściciele wilka. Chcieli go odebrać, krzyczeli coś. Nagle wilk znalazł się mocniej zawinięty w mojej dłoni. Wtem świat zaczął mu wirować. Widział jak przy pomocy noża walczę z jednym... Drugim rabusiem. Unikam ich ataków, paruję je i próbuję oddalić go jak najdalej walki. Iskry leciały co chwilę, dźwięk krzyżujących się kawałków stali również. W pewnym momencie wilk usłyszał głośne syknięcie, przepełnione nienawiścią, złością i furią. Złapałem miecz rabusia, który ciął mnie na ukos, kopnąłem go z całej siły w krocze a następnie wyrwałem miecz i obciąłem rękę. Kolejny rabuś próbował zajść mnie od tyłu, jednak w tym momencie zrobiłem unik, a jego uderzenie ścięło głowę bezrękiego "kapitana". Odwróciłem się akrobatycznie, wbijając nóż pod żebrami i przesuwając po kręgosłupie, paraliżując śmiecia. Zostało ich jeszcze trzech, jednak trzymali się przezornie z daleka. Dopiero, kiedy dwójka towarzyszy leżała na ziemi: jeden nieżywy, drugi srający pod siebie z bólu, wtedy tknęło ich na ruszenie z furią. Problem był taki, że odstawiłem wilczka obok martwego rabusia, zabrałem miecz i ruszyłem na nich. Dalej nie pamiętał co się stało. Zobaczył błysk... Prawdopodobnie błyskawica, a następnie trójkę ludzi rozpłataną na pół. Potem zobaczył jak związuję wszystkie ciała wraz z tym jednym żyjącym, jednak podle sparaliżowanym. Dostrzegł też, że przytomny nie miał ani rąk, ani nóg. Usłyszał wtedy coś na rodzaj "ciekawe jak daleko spierdolisz na tych kikutach". Kilka kilometrów dalej zobaczył jak upadam. Byłem wyraźnie wycieńczony, co więcej... Nieprzytomny. Umierałem wykrwawiając się głupią śmiercią. Podszedł do mnie, próbował liżąc po twarzy ocucić, jednak niewiele to dawało. Skamlał głośno... Niedługo potem zjawiła się "ona". Uzdrowicielka z Greathard, która ocaliła naszej dwójce życie.

Z zewnątrz dochodziły ciche pojękiwania Szczęściarza. Nie były głośne, ale od czasu do czasu słychać było jego jęk. Śniąc o tym, cicho skamlał do siebie. Widok tryskającej zewsząd, szkarłatnej posoki, parującej w chłodnych temperaturach. Krew... Było jej wtedy wyjątkowo dużo. Gdyby był dużym wilkiem, włączyłby się w jego głowie instynkt leśnego zabójcy. Jednak podróże ze mną zmienił go z typowego, bezmózgiego zwierzaka, do prawdziwego kompana.
- Śni mu się jakiś koszmar. - Oznajmiłem przelotnie do Gemm.

// Jeśli potem Gemma dopytywała o historię, to usłyszała to co śniło się Szczęściarzowi.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






30.04.2016, 02:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczona wioska Kruczonoc
#9

Zmarszczyła jedynie brwi, kiedy rozpoczął swoje wyjaśnienia. W tym momencie brzmiał dla niej jak każdy spizgany pseudointeligent, który siedzi już trzecią godzinę w karczmie. A wszyscy wiemy, że jak już tyle tam się kisisz, to nie dla wybornego towarzystwa. Dotarło do niej, że powiedziała coś, co go w jakiś tam sposób, nawet błahy, uraziła, bo inaczej nie poświęciłby na to tyle słów.
- Doceniam fakt, że chcesz mnie oświecić, ale że w głupim "skarbie" mam szukać drugiego dna, to bym się nigdy nie spodziewała. - burknęła, lekceważąco wywracając oczami. - I nie no w porządku, możemy urządzić se konstruktywną rozmowę, cokolwiek to znaczy, ale jak cię tak słucham, to mój zasób słownictwa się raczej z twoim nie pokrywa. Toteż ta cała konserw-, nie czekaj, konwersacja, może wyglądać raczej średnio. - trzeźwa czy pijana, Gem nie należała do osób oczytanych. Albo jakkolwiek wyedukowanych. Nic dziwnego, że zrozumiała jakieś trzy czwarte z bełkotu Duriela, choć co prawda świetnie udawała, że przesłanie rozumie. Głupiej nie musi udawać, to chociaż mądrą może. W sumie miała zapytać co to znaczy hektolitr, ale stwierdziła, że jakoś obejdzie się bez tej wiedzy.
- Wiesz, co ci powiem o byciu romantycznym, czułym i innym takim? Pierdolenie z bajek, z mojej strony na to nawet nie licz. Jak się będziesz kiedyś chciał przytulać, to sobie znajdź jakąś tępą bździągwę i się miziajcie. Ja w miłość, dwie połówki i przeznaczenie to jakoś, kurwa, nie wierzę. - podsumowała, równie urażona co jej brat, po czym napiła się jeszcze trochę, żeby sobie ulżyć. Od oglądania, wspominania i przeżywania scen miłosnych robiło jej się kurewsko niedobrze.
Duriel mógł być zawiedziony taką postawą, choć sam nie wydawał się posiadać duszy romantyka, jednak Gemma miała swoje powody. Trauma z przeszłości, niemiłe wspomnienia - jak zwał, tak zwał. Nie miała zamiaru drugi raz pakować się w to samo bagno, jak to mówią - nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Jednak fakt, że uczucia były dla niej przereklamowane, nie przeszkadzał jej w zbliżeniach cielesnych. Wręcz przeciwnie, wszystko ułatwiał. Ale o tym Duriel wiedział.
- Na Bazyliszki działają lustra, kurwie są tak zakochane w sobie, że lecą za błyszczącym jak sroka. Było takiemu podstawić jedno pod gębę, a potem śmiać się, że się sam zamienił w kamień. - zaśmiała się, nadal wodząc palcami po jego bliznach. Nie odrywała wzroku od jego klatki piersiowej, zastanawiając się jedynie ile życia musiał spędzić na walce. Ucząc się na błędach, które wyryły te wszystkie blizny. Jednak w końcu podniosła głowę, gdy zapytał, czy ma jeszcze jakieś pytania. Spojrzała mu prosto w oczy, znacznie poważniejąc.
- Kim ty właściwie jesteś? - zadała enigmatyczne pytanie, marszcząc brwi. Wiedziała, że nie powinna była się wtrącać, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Miała gdzieś, że to pierwszy stopień do piekła - jeśli istniało, Gemma była już w piwnicy. - Czemu nosisz na plecach miecz, kiedy możesz wszystko zniszczyć i bez niego? - kontynuowała, nie spuszczając świdrującego wzroku z jego oczu. Przeniosła prawą dłoń na jego twarz, ujmując policzek i przejeżdżając kciukiem po jednej z ledwo widocznych blizn. - I czemu to ukrywasz?


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








23.05.2016, 22:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczona wioska Kruczonoc
#10

Patrzyłem na jej usta próbując zapamiętywać wszystkie słowa tak dokładnie jak tylko potrafiłem. Odczuwałem powoli zmęczenie, dlatego nie upijałem chwilowo kolejnych łyków alkoholu. Najpierw zjem coś żeby nie umierać rano, a potem popiję sobie znowu.
Kiedy tak rozdwoiłem dziwnym cudem swoją uwagę, doszły mnie słowa Gemm. Spojrzałem jej w oczy. Prawdopodobnie nieświadomie świdrowałem ją swoim spojrzeniem, ale poniekąd byłem świadom, że prędzej czy później dowie się lub zapyta. Obecnym pytaniem jest, co powinienem jej odpowiedzieć.
Nie czułem się jakoś specjalnie inny, ani dumny z samego siebie. Wolałem utrzymywać anonimowy stan tak jak zawsze, od wielu lat. Wygodne i przyjemne.
- Tułającym się po świecie duchem, szukającym zemsty. - Wyjaśniłem nie spuszczając ją z oczu. Co innego powinienem był odpowiedzieć? Wędrowcem, wojownikiem, ostatnim Raikami? A może jeszcze czymś innym? Wydawało mi się, że to nie była ta odpowiedź, którą oczekiwała więc dodałem.
- Dla jednych jestem bohaterem dla drugich mordercą. Nie ma sensu rozprawiać nad tym kim jestem. - Przyznałem. Gemma położyła swoją dłoń na moim policzku, przejeżdżając palcem po jednej z dawnych, mało widocznych blizn. Nie była wielka. Ot, skaleczyłem się za czasów pobytu w Grimssdel jako kowal. Nie wiem co zamierzała, ale poczułem lekki niepokój. Zaraz po nim usłyszałem kolejne pytanie. Czyli jednak widziała moją magię. Do końca skrywałem nadzieję, że nie.
Wlepiłem wzrok w tlący się ogień. Tańczące płomyki wprawiły mnie w trans, którego efektem była moja późniejsza odpowiedź.
- Wspomnienia przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień... Ten miecz i... Ta moc są moimi dwoma przekleństwami. Ludzie wyklęci nie mają łatwego powrotu do społeczeństwa. - Powiedziałem wyszukując na nowo swoim wzrokiem jej spojrzenia. Ona o tym nie wiedziała, ale zabiłem kogoś, kto był wyższym urzędnikiem w Peronie. Zrobiłem to bez dowodów, a te później zatajono. Jedynie Arcymagowie uwierzyli mi znając mojego młodszego brata.
- Gemm, jestem mordercą. W obecnych czasach może to nic wielkiego, ale jestem według niektórych tak samo niebezpieczny jak członkowie Medeis. Odcisnęło się na mnie piętno, którego nic nie zmyje, mogę je zaakceptować i popaść w nienawiść, albo zaakceptować i walczyć z absurdalnym przeznaczeniem. - Powiedziałem z pokorą. Zabijałem i nie było w tym nic dziwnego. Byłem nazywany mordercą z oczywistych powodów. Jednak jest różnica między zabójstwem ludzi, na których został wydany wyrok, a zabójstwem człowieka "świętego" wobec prawa. To, że uciekłem z Perony nie było tylko powodem mojej rozpaczy po stracie brata. Zostałem zmuszony opuścić tamto miejsce nim ludzie zorientowaliby co się dzieje. Zniknąłem, próbując wymazać swoją tożsamość na wieki. Byłem nazywany "Złotym Cierniem" tak jak Tooru, "Wyklętym ostrzem", czasami mówiono na mnie "Gniewny Wilk". Dopiero w Dravnul otrzymałem przydomek, który traktuję jak swoje nowe imię. Tylko dlatego, że posiadam nową, mocną tożsamość mogę wrócić i spróbować rozmawiać z królem Leonardem posiadając jednocześnie informacje, które uzyskałem przez czas przesiadywania w państwie wroga. Poza tym, chcę spotkać się w końcu z Vanarim, Nornem i Angafeą. Jestem winien im swój powrót.
Czułem ciepło. Ognisko promieniowało, uspokajając moje myśli zaś ciało kobiety sprawiało, że czułem się bezpiecznie chociaż strasznie dziwnie. Jeśli głowa może być czymś na rodzaj stalowej klatki, to taka właśnie otaczała mnie i moje myśli wraz ze wszystkimi emocjami, które pieczętowały się na bieżąco przypominając całe to zaszczucie i samotność.
- Byłaś kiedyś pogardzana przez wszystkich? Samotna i zagubiona? Tułałaś się latami będąc zaszczutą, bez jakiegokolwiek powodu do życia? - Zapytałem podnosząc butelkę trunku do ust. Jednak nie wypiłem jej. Zatrzymałem ją i odłożyłem. Byłem ciekawy jej odpowiedzi. Nie liczyłem na nic poważnego. W końcu to Gemm. Pewnie odpowie jakimś cynicznym żartem lub dogryzkiem "ale pierdolisz". No, ale nic. Czasami za szybko mówię niż myślę.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






24.05.2016, 18:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna