Opuszczona wioska Kruczonoc
#21

Nether uniósł nieznacznie brew, gdy jego towarzysz stwierdził, że jego magia "zniknęła". To w ogóle możliwe?
Znacznie bardziej niepokojąca była jednak druga część zdania, która nawet nie wymagała głębszych przemyśleń. Po chwile bestie... a właściwie, chyba bestia potwierdziła przypuszczenia Bana. Wilki w jakiś sposób złączyły się w jedno stworzenie. Rzecz, jaka szczególnie zasługiwała na obawę, nie była tym, że jakieś potężne stworzenie ścigało podróżników. Nie martwiłoby kata też zaopiekowanie się wierzchowcami, gdyby nie stało się to, co się stało. To wydarzenie sugerowało, że bestie mogą być w jakiś sposób... inteligentne. A ogromna siła, jakiej spodziewał się Mędrzec po tej abominacji skłaniała do stwierdzenia, że jeżeli użyje magii do stworzenia kryjówki dla wierzchowców, bestia i tak odnajdzie to miejsce - korzystając z tajemniczego zmysłu wykrywającego smoczą magię - i rozkopie kryjówkę, prawdopodobnie i tak mordując konie.
- Nie trzeba dysponować magicznymi zdolnościami, by odgadnąć, co się stało z tym potworem. - powiedział brodacz, wsłuchując się w ryk... czegoś.
Decyzja, jaka zapadła, była więc względnie szybka.
- Wskakuj na koń. - rzucił naprędce Mędrzec, samemu tak też robiąc - chyba, że zauważył, że Ban mógłby mieć z tym kłopot. W takim wypadku stosownie pomógłby mu. - To odpowiedni moment, by zacząć spierdalać. - stwierdził, w tej samej chwili popędzając Kulkę, by ta jak najszybciej przeszła do galopu, a jeśli czuł się wystarczająco pewnie jako jeździec - bo Kulce, jako wierzchowcowi, zdążył już zaufać - do cwału. Pędził pierwszy, zmierzając w stronę odnalezionej kryjówki.
Gdy znalazł się na miejscu, naprędce oszacował, jak daleko jest ścigający ich stwór. Zdjął z Kulki oporządzenie, jakie mogłoby zawadzać jej przy ucieczce. Podobnie postąpił ze swoim ekwipunkiem, jaki poczciwa szkapa dźwigała. Wrzucił swoje rzeczy do piwnicy; później się będzie martwił o to, by je pozbierać.
- Rozpędźmy wierzchowce. - zarządził, spoglądając w stronę, z której miała nadejść bestia. - Martwe do niczego nam się nie przydadzą.
Jak rzekł, tak uczynił. Z żalem żegnał się z Kulką, dając jej solidnego klapa w zad - byleby jej tylko kości nie przetrącić. Jako koń powinna dysponować odpowiednio rozwiniętym słuchem i instynktem samozachowawczym, by wiedzieć, co się święci. Nie powinna mieć oporów z odbiegnięciem w siną dal.
Dbając o to, by pozostawać w miarę niewidocznym dla bestii - i by Ban nie rzucał się w oczy w międzyczasie - przepuścił towarzysza później, by ten jako pierwszy przedostał się do kryjówki. Samemu wskoczył tam jako drugi, zabezpieczając wyjście, by nie było widoczne.
Do tej pory ignorował tajemnicze nawoływanie, jakie mu w głowie dźwięczyło. Teraz, gdy był już we względnie bezpiecznym miejscu, skupił się na nim - choć być może te kilka cennych chwil ucieczki dzieliły go od tegoż sygnału.
14.03.2017, 20:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczona wioska Kruczonoc
#22

STRAŻNIK
Miejsce: Zrujnowana wioska Kruczonoc
Pogoda: Mroźna (wieczór)
1. DECYZJA KULKI
2. CO STANIE SIĘ DALEJ

ulka to zwierzę o bardzo kobiecym charakterze. Jej bystre ślepia doskonale rozumiały sytuację. Niemniej podobnie jak jej nowy pan chciał zatroszczyć się o nią, ona chciała zatroszczyć się o niego. Silny klaps w zad wierzchowca Bana i Kulki sprawił jedynie, że ten pierwszy ruszył w popłochu przed siebie, ignorując całą resztę nieistotnych dla zwierzęcia rzeczy. Kulka zaś, wstała na tylne kopyta odwracając się do Nethera głową. Wyglądała na niezadowoloną. Zupełnie tak jakby chciała powiedzieć "Hej! Chcesz mnie zostawić?". Być może to była kwestia przywiązania, być może Kulka jako koń miała wiele właścicieli każdy traktował ją przedmiotowo. Przychodzili i znikali. Rzecz jasna to tylko spekulacja, ale wyglądała na odrobinę obrażoną, a przy tym zasmuconą. Przylepiła swój pysk do polika mędrca, wypuszczając ciepłe powietrze ze swoich nozdrzy. Nether poczuł jak jej oddech ociepla mu lewą część twarzy. Mógł dostrzec jak obserwuje go swoim bystrym spojrzeniem, którego nigdy wcześniej nie dostrzegł. A może dostrzegł? Ale nie w takiej skali, która przywodziła mu na myśl drugą personę aniżeli zwierzę, środek transportu jak każdy inny. To co w tej chwili mogło wydawać się magiczne pomimo, iż chwila trwała jakieś 20 do 30 sekund, było wyczuwalną (prawie namacalnie) więzią jaka stworzyła się między Broghorem a jego wierzchowcem.

Porykiwanie, które wcześniej wszyscy słyszeli na jakiś czas ustało. Jednak w tej krótkiej - 20 może 30 sekundowej przerwie, Nether mógł zdać sobie sprawę, że coś jest wyraźnie nie tak. Zupełnie jak myśliwy, który cicho stąpa szykując się do ataku. Ban zdawał sobie z tego sprawę, jednak był zbyt zmęczony żeby krzyczeć do swojego towarzysza. Złapał więc niewielki kamyk i rzucił nim z dołu kryjówki, wprost na wystający but Broghora. Kamyk niesiony boską opacznością, trafił cel zwracając uwagę brodacza. W tej chwili, w której kamyk upadł, do uszu mędrca dotarły słowa. "Chowaj się! Ale już!".

Kulka słysząc Bana oraz słysząc czyhające niebezpieczeństwo, nastroszyła uszy żeby stwierdzić skąd nadciągnie monstrum. Przechyliła łeb na prawo, w kierunku głównej ulicy wiodącej obok ich kryjówki, a następnie zamarła w jednym punkcie próbując wyśledzić ruch. Pięćdziesiąt metrów od nich, czaiła się masywna, włochata postać. Nim Nether mógł zareagować, Kulka odwróciła się wpychając mędrca swoimi kopytami w dziurę wybitą w podłodze. Następnie zaczęła głośno rżeć i tupać zupełnie tak, jakby chciała zagłuszyć upadek jej pana. Wtedy do uszu wszystkich ponownie dotarło bardzo głośne, nienaturalne wycie zlepione z kilku tonacji. Było ono tak blisko, że każdy czuł dreszcze na swoim ciele. Tym bardziej podatny na nie mógł być sam Broghor. W następnym momencie koń przeszedł do galopu tak szybkiego, że w mgnieniu oka znalazł się daleko od kryjówki. Niedługo po niej nastąpiły inne, głośne tupania przywodzące na myśl myśliwego goniącego swej ofiary. Minutę, może dwie później - obaj mężczyźni mogli poczuć się bezpieczni.

Miejsce, w którym się znaleźli nie było oświetlone za dobrze. W zasadzie to panowała ciemność, w której Mędrzec mógł dostrzegać sprawnie różne kształty dzięki swojemu smoczemu wzrokowi. Ban również widział całkiem dobrze choć brak światła zdawał się mimo to upierdliwy. Jedyna wiązka rozświetlająca pomieszczenie, wpadała przez tę samą dziurę, którą Kulka wepchnęła Nethera. Jednakże, światło księżyca było zasłonięte w większości przez sterczący fragment muru przed kryjówką wojaków.
Wewnątrz tak jak wcześniej, znajdowało się kilka butelczyn wypitych przez wcześniejszych podróżników, a także sporo innych znajdujących się na regałach. Do tego kilka starych beczek, w których zwykle trzymano żywność. Broghor mógł wyczuć swoim smoczym węchem wodę po ogórkach kiszonych. Obok prawdopodobnie ryby, zakamuflowane pod wodą. Jeśli postanowiłby otworzyć beczki, spotkałby się z bardzo skrzypiącymi zawiasami, zaś w środku dojrzałby to co podpowiadał mu węch. Do tego wiele z tych produktów było zepsutych, jednak po głębszych oględzinach dało się znaleźć kilka całkiem zdatnych do jedzenia rybek i ogórków. Do tego, wyczuwał w pomieszczeniu woń jakiegoś smacznego jedzenia, które ktoś upichcił sobie witając tę piwnicę jako ostatni.
Wiatr wpadał do środka przez dziurę, tworząc świst. Można było pozbyć się go, łatając dziurę np: ziemią mędrca, jednakże dopływ powietrza także był im potrzebny.
Wizja jego smoczego opiekuna zniknęła. Jednak w jego głowie pojawiła się inna myśl. "Jak mój smoczy mentor miał na imię?".

Ban Usiadł w kącie pomieszczenia, zarzucając swój ekwipunek obok siebie. Usiadł krzyżując nogi i łącząc dłonie. Wyglądał jakby próbował medytować. Nie odzywał się, za to powaga jaką roztaczał była rozbrajająca. Mogło to trwać tak długo, aż Nether rzekłby coś w jego kierunku. Jednakże wtedy jego ciało pulsowałoby czerwoną poświatą, poprawiając stan zdrowia revijczyka i dając do zrozumienia, że w obecnej chwili brodacz musi dać skupić się swojemu kompanowi.



No więc panie łopata wygląda to tak. Pod koniec Twojego posta zorientowałem się, że kilka rzeczy ogarnąłeś inaczej niż zapamiętałem co mi zamysł zniszczyło. Niemniej dla ciebie wyjdzie lepiej to co się dzieje obecnie niż to co mogłoby się dziać. Końcówkę częściowo ignorowałem. W sensie jeśli mówimy o chronologii zdarzeń. Mianowicie żeby wszystko dopowiedzieć - wpadłeś do tej dziury i od razu po upadku załatałeś ziemią wejście do piwnicy. Jest tylko słabo widoczna dziura, którą możesz w następnym poście załatać, albo co tam sobie chcesz. (ta przez, która wpadłeś do środka) Odczułeś jedynie uderzenie o podłogę, jednak nie sprawia ci ono bólu. Upadłeś bardzo miękko, w dodatku Kulka nie kopnęła cię kopytami, tylko odepchnęła nimi, dzięki czemu samo przyjęcie jej uderzenia nie sprawiło ci żadnej krzywdy poza nagłą dezorientacją. Akcja z mojego posta zaczyna się jakoś zaraz po tym "Jako koń powinna dysponować odpowiednio rozwiniętym słuchem i instynktem samozachowawczym, by wiedzieć, co się święci. Nie powinna mieć oporów z odbiegnięciem w siną dal."
Cała reszta może się zgadzać - Ban wszedł pierwszy i zanim załatałeś dziurę w wejściu on zdąrzył rzucić ci kamykiem. Teraz wejście jest załatane.
No. I to tyle. Sorki memorki, że ci końcówkę zmieniłem, ale zasadniczo musiałbym zmienić całego posta a jest on teraz dla ciebie korzystniejszy niż akcja, która mogła się wydarzyć. C: #havefun


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







16.03.2017, 14:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczona wioska Kruczonoc
#23

Nether spodziewał się, że Kulce może być ciężko go zostawić. Myślał jednak, że zwierzęcy instynkt samozachowawczy zadziała sam za siebie, a kobyła postanowi uciekać przed zagrożeniem śmierci.
Mylił się, i to cholernie się mylił.
Gdy Kulka przytuliła go, nawet mimo swojego opanowanego podejścia do świata, brodacz nie mógł powstrzymać wzruszenia. A przecież byli ze sobą tak krótko. Położył dłoń na jej karku. Wiedział, że jeżeli zwierzę nie uciekło od razu, to zostanie z nim już do końca... najpewniej. Chciał się przynajmniej odpłacić tym, co od niej otrzymał. Odrobiną bezgranicznej miłości. Patrzył w jej oczy, zauważając głębię, jakiej wcześniej nie dostrzegał. Zwrócił co prawda uwagę na jej charakter i niebywałą inteligencję - to był zresztą jeden z powodów, dla których wybrał akurat tego wierzchowca spośród czterech. Nie widział jednak tego, co zdołał dostrzec akurat teraz... w tak krytycznym momencie.
Nagle oberwał czymś lekkim po bucie. Sam zdążył dostrzec, co się święci, choć niepokojąca cisza nie zdołała odwrócić jego uwagi aż tak, bo sporą jej część poświęcał dla Kulki. Ta jednak pozostała czujniejsza... i sama wtrąciła go do piwnicy.
Wtedy, kiedy chciał decydować się na walkę. Nie mógł tak zwyczajnie jej opuścić. Nie była... po prostu wierzchowcem.
Oszołomiony upadkiem, zdołał tylko dosłyszeć tętent kopyt o takim tempie, jakiego nigdy nie spodziewałby się po swojej pannie. Prawdę mówiąc, początkowo chciał wyjść z kryjówki. Szczęśliwie dla niego jednak tak się złożyło, że padł, stłuczony, w pozycji, z jakiej ciężko było się podnieść na nogi, a gdy już wrócił do porządku, zmienił zdanie. Nie było sensu teraz jej gonić. Poświęciła się dla jego dobra. Gdyby teraz wyszedł za nią, nawet jeśli cudem dogoniłby szkapę i stwora, zdechłby pewnie w walce, a heroizm Kulki poszłoby na marne. Dostrzegł zabawną, ale jednocześnie wyjątkowo smutną ironię losu: pisząc się na tę misję, to on miał być bohaterem. Póki co, jego wierzchowiec zdawał się być o wiele bardziej pożyteczny.
Broghor uronił bezradną łzę, przypominając sobie emocje z ostatnich kilku chwil. Tak wiele się wydarzyło w tym krótkim czasie. Otarł ją naprędce, odchrząknął cicho. Doceniał Kulkę, ale nie mógł teraz ryczeć jak baba. Żeby poświęcenie tej panny nie poszło na marne, musiał zadbać o siebie i o swego towarzysza.
Ban, jak było widać, zajął się sobą. To chyba najlepsze, co mógłby na tę chwilę zrobić Nether. Widząc, że jego towarzysz medytował, postanowił nie niepokoić go jakimikolwiek pytaniami czy nawet hałasem. Świst powietrza najwidoczniej nie przeszkadzał Banowi, więc nie powinno być też zbytniego problemu z krzątaniem się po tym miejscu. Nie łatając więc dziury, przez którą wlatywało życiodajne powietrze, ale i nikłe, choć bardzo potrzebne światło, Kat ruszył, by pozbierać w jedno miejsce cały swój dobytek. Pozbył się najcięższych rzeczy, odstawiając topory pod ścianę - lekko, by nie robić hałasu. Zdjął też ciężki pas, kładąc go przy broniach. Pozbierał kilka rzeczy przeznaczonych do konsumpcji, sprawdzając tylko nosem, czy się nimi nie zatruje. Nie za bardzo przykładał uwagi do jakichkolwiek walorów smakowych czy odżywczych. Wiedział, że pustkę w żołądku musi uzupełnić, ale myślami krążył w zupełnie innych miejscach.
Smoki. Widział je, przez chwilę tak wyraźnie. To nie były zwykłe zwidy. To musiało być... coś więcej.
Jego nauczyciel. Przecież tak niewiele o nim wiedział - a tak wielkim szacunkiem go darzył. Czy znał chociaż jego imię? Czy obiło mu się kiedykolwiek o uszy? Nie pamiętał. Prawdę mówiąc, nie mógł go skojarzyć.
Był niewątpliwie potężny, nawet jak na smoka. Był też bardzo stary. Dla rodu Broghorów tajemnicą był wiek ich mentora. Jedyne, co wiedzieli, to niejasne przesłanki z przeszłości, które dawniej obrastały w miano legendy, dziś zaś jedynie niepotwierdzonych, bardzo mglistych plotek.
Dziwne, że Nether zaczął zastanawiać się nad tym dopiero teraz. Szkoda, że tak szybko został oddzielony od swego nauczyciela. Szkoda, że na jego ziemi w pewien sposób posądzono go o zdradę i skazano na banicję. Obiecywał sobie, że pomści los swój i rodziny - tak niewiele przecież wiedząc o swoich korzeniach.
Przysiadł przy swoim ekwipunku, kończąc posiłek. Spoglądając w stronę Bana, pomyślał, że medytacja może nie być taka zła. Nigdy nie próbował zrobić czegoś takiego. Kiedy potrzebował pomyśleć, myślał; kiedy potrzebował odpocząć - spoczywał, zwykle śpiąc.
Czym właściwie była medytacja?
Mędrzec rozsiadł się w wygodnej, swobodnej pozycji, z lekka oparłszy się o ścianę. Nie próbował brać szczególnego przykładu z Bana - nawet mu się zbytnio nie przyjrzał.
Potrzebował nieco... przemyśleń. Bardzo głębokich, mało aktywnych, więcej... podświadomych.
Tego wieczoru planował inaczej spożytkować czas. Chciał przyjrzeć się swoim zdolnościom, lepiej je opanować, dostrzec ich plusy i wady. Wiedział jednak, że jego mana może ściągnąć bestie jak mało co, a tego nie chcieli, gdy na karku tak niedawno siedział im przedziwny stwór, będący hybrydą wilków i... wilków, bardzo wielu wilków.
Jeśli więc nie mógł fizycznie i namacalnie tego zrobić, chciał... po prostu skupić się na tym. Jego mentor wiele go nauczył. Czy jednak to była wiedza czysto teoretyczna, a jedynie odrobina prawdziwej praktyki i instynktu? Chyba tak.
Do tej pory tak.
Nether zamknął oczy, mimo że i tak nic w tej chwili nie widział. Oddech szybko wrócił mu do normy, zapewniającą mu dość dobry obieg powietrza.
Skupił się na sobie. Na odnalezieniu sensu, dla którego przyszedł na świat oraz drogi, jaką podąża. Przede wszystkim zwrócił zaś uwagę na to, by odnaleźć smoka wewnątrz siebie. Wiedza przedłożona mu przez potężnego mentora była suchymi faktami i odrobiną magii. Teraz chciał włączyć w to, w jakiś sposób, duchową, instynktowną część bycia swego rodzaju potomkiem swojego Smoczego patrona i jego woli. Nagle dotarło do niego coś, co usłyszał od swego nauczyciela przy okazji jednego z ostatnich ich spotkań. Nie pamiętał sytuacji, ledwo dostrzegał też wizerunek swego mistrza. Głos jednak usłyszał w tej chwili... bardzo wyraźnie. Mimo że nawet nie był pewny, czy to jego wyobraźnia płata mu figle, przekręcając słowa, czy przypomniał sobie dokładny cytat.
"Z biegiem czasu zrozumiesz dziedzictwo jakiego się dorobiłeś, zostając potomkiem rodu Broghorów; częścią i mojej rodziny".
17.03.2017, 00:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczona wioska Kruczonoc
#24

STRAŻNIK
Miejsce: Zrujnowana wioska Kruczonoc
Pogoda: Wietrznie, chłodno, słonecznie (rano)
1. PRZEOBRAŻENIE
2. CO DALEJ

owy dzień wstał nad zrujnowaną wioską Kruczonoc, otulając swoimi promieniami całą okolicę wraz z piwnicą, w której odpoczywali Nether i Ban. Pierwsze promienie zdawały się nieść swego rodzaju nadzieję, pozytywną energię po wczorajszej gonitwie oraz walce zarówno z Wilkami jak i czasem. Czasem niezbędnym do ucieczki przed czymś, co chciało pozbawić wojaków życia. Jaka historia została spisana poprzedniego dnia? Jak skończyła się ucieczka Kulki? Tego Nether nie mógł wiedzieć, bowiem była to karta zamalowana do końca przez jego wierzchowca. Dzisiaj zaś, pojawiła się nowa. Cała biała, a pomalować ją może swoimi czynami tylko mędrzec i jego towarzysz.

Pierwsze promyki musnęły Broghora po poliku, od razu cucąc go z słodkiego letargu w jakim trwał przez ostatnie kilka godzin. Sen. To było to czego było mu potrzeba. Wszystkie mięśnie rozluźniły się, a także nabrały nowej energii. Ciągle spięte dźwiganym bagażem, gonitwą, jazdą w siodle i walką mogły czuć się zmęczone o czym sam brodacz nawet nie musiał zdawać sobie sprawy. Prawdopodobnie ignorował ten fakt jako coś co nazwalibyśmy rutyną. Przywykł do niej, dlatego tym bardziej przyjemny był dla niego poranek. Tylko, że zanim wstał... Śnił. Bardzo mocno i intensywnie jego świat marzeń przywoływał dawne czasy. Tak jakby próbował odkryć czemu słyszał swojego smoczego mentora. Do tego jego wierzchowiec uciekający przed wielką bestią. W głowie Nethera pojawiła się człowieczo-wilcza postać, o której czasami mógł usłyszeć historie od niektórych podróżnych czy to w karczmie, czy w czasie różnych przepraw. Monstrum goniło Kulkę, w morderczej furii. Jej głowa, brzuch, wnętrze zostały wybebeszone. Nie było nawet skóry, zostały kości i zmasakrowane ciało konia. Ilekroć Broghor śnił masakrę, czuł się bardzo spięty. Czasami wyrywał się we śnie nie wiedząc o tym. Tak jakby chciał się rzucić z Niedźwiedzią Furią, używając całej posiadanej mocy do zmiażdżenia kreatury. Zmiażdżenia jej nim ta odbierze mu zwierzęcą przyjaciółkę. Istotę, która poświęciła się dla niego w akcie ratunku.
Obraz powtarzał się wielokrotnie. Nim potrafił cokolwiek zrobić, wpadał do dziury słysząc tętn kopyt a dalej konie rżenie znikające w oddali wraz z wilczym wyciem. Kiedy sen wydawał się zbliżać do swojego apogeum, po którym brodacz miałby się wybudzić w panice lub rozpaczy - pojawił się kolejny głos. Znał go, bardzo dobrze... Jednak nie potrafił sobie przypomnieć do kogo należy.
- Dziecię moje, otwórz ślepka swoje. Czy czas już nadszedł, by pokazać ci kto tu wielką moc posiada? Pod pokryciem magicznej sfery jest nas dwoje. Jesteśmy tutaj tylko ty i ja. Ostateczny ślad po bitwie więc ten zada, kto w potęgę mą wierzy. Bowiem potęgę mą żadna wada nie mierzy. Potęgę mą prawe serce i odwaga dzierży. A kimże jest prawe serce i odwaga jak nie dziecięciem moim? - Słowa wypowiadane głośno, tubalnie, złowrogo choć kojąco. Tak brzmiał jego smoczy mentor. Ten, którego imienia nie znał. Ten, który przekazał mu swą moc.
Sceneria makabry zatrzymała się jakby w czasie. Nether zobaczył siebie pokrytego kamiennymi łuskami. Z jego głowy wyrastały dwa szare rogi, oczy płonęły mu białą poświatą zaś kostki, łokcie, kolana były zaostrzone. Gdyby chciał kogoś uderzyć zaostrzoną kończyną, prawdopodobnie wyrządziłby tej osobie potworną krzywdę. W tej formie stał przed wielkim monstrualnym potworem, przypominającym wilka. Jako obserwator widział wszystko z lotu ptaka. Dostrzegał siebie, w nieznanej mu formie, dzierżącego Niedwiedzią Furię, jaśniejącą na biało niczym jego oczy z pionową źrenicą. Zamachnął się toporem, odtrącając oprawcę pędem powietrza. Nim ten upadł, pięść brodacza wykonywała zamach od dołu, trafiając potwora w pysk i posyłając go trzy metry nad ziemię. Kiedy to się stało, Broghor rozstawił szerzej nogi zwracając się ku górze. Nabrał powietrza w płuca po czym krzyknął "Donum'tho'el!" Przed ustami mędrca pojawiło się dziesiątki małych i większych kamyczków od jednego centymetra do pięciu centymetrów a następnie od razu wszystkie poszybowały w spiralnym podmuchu w kierunku bezwładnego napastnika. Mana Nethera tworząc ostre kamyki i wprawiając je swoim oddechem w ruch, trafiła swego celu. Monstrum zostało praktycznie poszatkowane kamieniami, częściowo poobijane tymi większymi zaś samo ciało odleciało kilkadziesiąt metrów dalej. Kiedy to się stało, Nether patrząc na siebie z lotu ptaka dostrzegł po swojej lewej część znajomego mu, smoczego ogona. Chciał się odwrócić i ujrzeć smoka raz jeszcze, jednak kiedy to zrobił sen się skończył. Mentalnie sam musiał zadać sobie pytanie czy po tym śnie czuje się wypoczęty. O ile ciało odpoczęło, o tyle myśli mogły znowu pogłębić się w amoku.

Jednakże... Słowa "Donum'tho'el" zdawały mu się nieść ukojenie. To było imię jego smoczego mistrza. Prawdopodobnie, była to także nazwa formująca smoczy oddech w ludzkiej postaci. Magiczny splot słów, aktywujący kombinację kompatybilną tylko z mocą Broghora.

Brodacz po wstaniu poczuje się głodny. Jeśli postanowi wyjść na zewnątrz poczuje jak wiatr muska całe jego ciało, wprawiając go o przypływ dreszczy. Może dostrzec także ślady prowadzące na drugą stronę miasta. Kopyta Kulki oraz wierzchowca Bana były widoczne do pewnego momentu, potem kamieniste podłoże zamazało gdzie konie biegły dalej. Widać za to inne ślady, dużo większe od kopyt.
W pomieszczeniu, w którym obecnie się znajduje wraz ze swoim towarzyszem, znajduje się malowidło przedstawiające Lodową Twierdzę, a także jakieś wrota obok i ludzi. Namalowano także czaszkę przekreśloną w połowie. Jedyna dziwna rzecz jaka czaszka posiadała to nie dwoje oczu a czworo. Dodatkowa para znajdowała się na czole, jakby zbliżona do siebie.




Masz nową zdolność, której ceny póki co nie znasz. Nie opanowałeś jej, nie używałeś. Po prostu ją poznałeś. Będziesz musiał sobie poćwiczyć jeśli chcesz jej używać. No i to tyle.

wysokopoziomowa
Nazwa magii: Donum'tho'el
Koszt many: ???
Opis: Nether skupia dużą część swojej many w smoczych płucach a także przed ustami, starając się zgrać formujące liczebnie kamyki razem z potężnym oddechem, jaki zamierza z siebie wypuścić. Kiedy zgra obie te czynności, powstanie potężna fala uderzeniowa przypominająca smoczy ryk/smoczy oddech. Tak jakby w ludzkiej formie Broghor zionął żywiołem swego mistrza. Setki drobnych kamyków po "zionięciu", powstaje przed ustami mędrca tak długo, aż temu skończy się oddech. Zaś sam podmuch niszczy przed sobą dziurawiąc i tnąc kamieniami wszystko co stanie mu na drodze. Istota bez twardego pancerza zostanie poszatkowana zaś ta z pancerzem może liczyć na liczne obrażenia. Jedynym sposobem na odparcie ataku, jest posiadanie wystarczająco potężnej obrony lub ataku przeciwdziałającemu podmuchowi Nethera.

Co złego to nie ja,
Wujek Kratos


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







17.03.2017, 16:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczona wioska Kruczonoc
#25

Sen, jaki Nether przeżywał wciąż i wciąż, był czymś gorszym od koszmaru. Powtarzające się przeżycie, obserwowanie masakry na kochanej Kulce wywoływało okropne emocje w Mędrcu tak, że przy przebudzaniu się czuł to panikę i obawy, to chęć mordu, zemsty na potworze, który dopuścił się zbrodni.
Za każdym razem gdy wstawał, życzył sobie, by wydarzenia z poprzedniego dnia okazały się być nieprawdą. Przypominał sobie jednak, co jest snem, a co rzeczywistością. Był jednak też zbyt zmęczony, więc nim zdążył rozprostować kości, pomyśleć nad sytuacją, zasypiał ponownie... by odnowić cykl koszmaru.
Gdy już stwierdził, że gorzej być nie może, że wstanie z pustką w sercu i bólem w krzyżu od ciągłego przekręcania się z boku na bok, nastąpiło coś... nowego. Niespotykanego do tej pory w jego śnie. Oto objawił się przed nim smoczy głos, tak kojący w takiej chwili i potrzebny. Kat poznawał ten dźwięk. Należał do jego mentora.
Z góry spoglądał na dwie bestie. Pierwszej wizerunek był już znany, był to wilczy potwór, jaki wczoraj ruszył w pogoń za Kulką. Ten drugi, co ciekawe, też poznawał. I to wyjątkowo dobrze. Brodacz wiedział, że był to on sam. Odmieniony, ale wciąż Nether z rodu Broghorów, smoczy uczeń, Mędrzec ziemi.
Wiedział, co teraz nastąpi. Monstrum pożałuje agresji na wspaniałego wierzchowca i przyjaciela Kata.
To, co działo się dalej, nie zasługiwało na miano walki. Jak to już niegdyś przywykł... przeprowadził brutalną egzekucję. Bez gry na emocjach publiczności, bez pokazów czy szczególnego namaszczenia. Szybko zamordował kreaturę, dla własnej satysfakcji. Obserwował dziurawione ciało bestii, gdy nagle dostrzegł coś, co przyciągnęło jego uwagę jeszcze bardziej. Wspomnienie za swoim znakomitym, smoczym nauczycielem, rozmyło się jednak tak szybko, jak się pojawiło.
Catharsis. Tylko to uczucie towarzyszyło mu, gdy wybudził się na dobre. Szybko jednak zniknęło, zaś zastąpiły je przeróżne przemyślenia. Pierwsze, które przyszło mu do głowy, to "Donum'tho'el". Imię jego mistrza. Przynajmniej tak wyobrażał sobie odpowiedź na swoje pytanie. Szybko zapisał tę nazwę w swoim notatniku, posługując się runami, zamiast "zwykłym" alfabetem. Robił to od zawsze i nie przysporzyło mu to żadnego kłopotu. Mimo że był pewny, że słowo to nie uleci mu już z głowy, wolał mieć je na papierze. Ot, na w razie czego.
Kolejna myśl jaką rozważał była dość logicznym następstwem koszmaru.
Czy zdarzenia w nim były prawdziwe?
To oczywiście byłoby niemożliwe. Byłby świadom, gdyby rzeczywiście pozbawił życia tego potwora. Czy jednak bestia zdołała dopaść Kulkę?...
Nether żywił w sercu głęboką nadzieję, że szkapie udało się zwiać. Gdyby jednak tak się nie stało... wiedział, że prócz wyznaczonej przez siebie zemście na swoich dawnych braciach, ma do wykonania jeszcze drugą.
Zgłodniał przez ostatnie kilka godzin. Szybko odnalazł resztę pożywienia, bez trudu zresztą, bowiem teraz w pomieszczeniu było znacznie więcej światła, niż poprzedniego dnia. Posilił się nieco, zostawiając część naszykowaną dla Bana w widocznym miejscu - chyba że ten powiedziałby, że jadł już wcześniej bądź był w trakcie konsumpcji.
Brodacz rozejrzał się wokół. Było tu więcej światła. Mógł z łatwością, dzięki swojemu wyostrzonemu wzrokowi, zauważyć kontury i kolory większości kształtów. To, co szczególnie zwróciło jego uwagę, było obrazem. Przyjrzał się mu, zapamiętując każdy szczegół. Z jakiegoś powodu uznał go za godzien uwagi. Kojarzył już uwiecznione tam miejsce. Była to Lodowa Twierdza. A czyż to nie w jej okolicy trzęsienia ziemi były szczególnie silne?
Poprzedzając swe wyjście dłuższą chwilą nasłuchiwania, zabrał ze sobą Niedźwiedzią Furię. Odczuł ból w mięśniach, ale nie było to nic poważniejszego. Raczej zwykłe zakwasy, bardziej niż szkodliwe, oznaczające nabieranie sił.
Gdy stwierdził, że na zewnątrz jest bezpiecznie, począł śledzić trasę pozostawioną przez Kulkę i potwora, jaki ruszył za nią w pogoń. To że bestia ruszyła za swoim zwierzęcym, łowczym instynktem, było pozytywną wieścią. Oznaczało, że nie była szczególnie inteligentna; bardziej sprytna, ale tylko tyle. Zamiast poświęcić czas na szukanie ludzkich przybyszów, postanowiła rzucić się za koniem. Historia tyleż tragiczna, co niosąca światełko nadziei na to, że zemsta na potworze powiedzie się.
"Wróć", rzucił sam do siebie w myślach Nether. "Na pewno się powiedzie".
Zauważył, że ślady się urywają. Pocieszyło go to o tyle, że nie czuł obaw przed konfrontacją z potworem. Nie widział go na horyzoncie. Nie widział też ciała Kulki.
...a może jeszcze nie widział?
Zwracając na to szczególną uwagę, wytężył słuch. Gdyby szykowało się coś niepokojącego, natychmiast przywdziałby swą zbroję z ziemi - o ile nie dostrzegłby zagrozenia z odpowiednim wyprzedzeniem. Jeśli tak by było, głupotą jest tracić manę na pancerz, który może się nie przydać.
Następnie, jeżeli nasłuchiwanie nie przyniosło skutków, rozejrzał się. Spojrzał za siebie, spojrzał na boki. Zwrócił uwagę na kierunek tropów, jakie zostawił jego wierzchowiec i stwór goniący go. Kobyła przy wysokiej prędkości raczej nie próbowałaby zakręcać; zręcznemu dwunogowi byłoby chyba łatwiej ją wtedy dopaść. Jeżeli więc w okolicy miałoby leżeć truchło, Nether spodziewał się dostrzec je dokładnie w tym kierunku, w jakim uciekała Kulka.
Wrócił później po swój dobytek i po Bana, jeżeli nic go nie niepokoiło. Zanim jednak wszedł do piwnicy, ponownie wsłuchał się i rozejrzał po okolicy. Jeżeli nie wyczuwał niczyjej obecności, skojarzył imię ze snu. Brał głębokie oddechy. Przypomniał sobie wizerunek swego mentora. Wyciszył się, odepchnął emocje. Próbował odczuć w sobie część swojego mistrza - tę samą, jaka tak dobrze dała mu się we znaki wczoraj.
- Donum'tho'EL!
Donośne zawołanie przyniosło mu niewypowiedzianą ulgę, jakby nosił w sobie od długiego czasu coś, co chciał wyrzucić. Później wkroczył do piwnicy, zbierając swoje rzeczy.
- Chodźmy do Lodowej Twierdzy. Rozejrzyjmy się tu jeszcze przez kilka minut, w trakcie, jak będziemy wychodzić; wczoraj, w kiepskim świetle, mogło nam coś umknąć. Jeżeli teraz nic nie znajdziemy, nie ma sensu tu przesiadywać. - stwierdził, wychodząc. - W dodatku do Twierdzy będziemy musieli nieco się wspiąć, a z góry będzie lepszy widok na całkowity plan spalonej wioski. Może wtedy coś przyjdzie nam do głowy... Chyba że masz lepsze pomysły? - zapytał. W końcu nie wszystko obracało się wokół niego.
18.03.2017, 03:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczona wioska Kruczonoc
#26

STRAŻNIK
Miejsce: Zrujnowana wioska Kruczonoc
Pogoda: Wietrznie, chłodno, słonecznie (rano)
1. DZIEŃ W KRUCZONOCU

zień był jak na ironię wyjątkowo ładny, to też Nether mógł bez większych problemów śledzić trop jaki zostawiły za sobą wierzchowce oraz potwór. Im dalej szedłby w kierunku granic wioski, tym częściej sceneria stawałaby się znaczniej wyniszczona. Budynki były bardziej zrujnowane, wszędzie widać było rozpryskaną zaschnięta krew. Pierwsze skojarzenie jakie mędrzec dostał, to Kulka, którą bestia dopadła. Mógł zresztą wywnioskować w czasie śledztwa, że bestia prawdopodobnie skoczyła wiele metrów przed siebie raniąc Kulkę. Ślady oprawcy zniknęły na jakiś czas żeby pojawić się dalej. Były też lepiej odciśnięte. Oznaczałoby to, że monstrum próbowało wyhamować.
Dalej ślady krwi ciągnęły się aż za miasto razem ze śladami oprawcy, który deptał czerwoną posokę zostawioną przez wierzchowca. Jeśli Nether dotarłby do granic Kruczonocu, dostrzegłby w oddali leżące truchło konia. Nie dało się w nim rozpoznać zwierzęcia, gdyż ciało pozbawione było skóry, zostały jedynie kości, wyraźnie niedojedzone śmierdzące kości, kałuża krwi i ślepia patrzące z przerażeniem przed siebie. Niestety sam pysk także został bestialsko potraktowany. Skręcony kark konia oraz pysk bez dolnej żuchwy i fragmentu nozdrzy. Wokół padliny znajdowało się mnóstwo śladów, jednakże nie można było dostrzec gdzie zniknął oprawca. Wyglądało to tak jakby wyparował? Może ponownie odskoczył w stronę lasu rosnącego obok wioski? Albo gdzieś indziej? Ciężko stwierdzić.

Kiedy Broghor zaniechał swojego śledztwa, powracając do swojego obecnego towarzysza, mógł mieć przeczucie, że sen nie był tylko zwykłą mara nocną. Na samą myśl o tym, rosła w nim wewnętrzna ekscytacja. Nie dziwne więc było, że krzycząc "Donum'tho'el" wyczuł ubywającą manę. Ubywającą w kurewsko zastraszającym tempie. Jednakże nim powstrzymał swój krzyk, przed jego ustami pojawiło się sporo małych kamyczków zaś w płucach chciało nagromadzić się mnóstwo powietrza. Kamyczki wyglądały tak jakby w powietrzu materializowały się z niczego. W rzeczywistości mana brodacza ulatywała gęsto aby zakreślić choćby fragment zdolności. Nie trzeba tłumaczyć, że próba użycia zdolności podrzuconej przez sen, była totalną porażką. Przede wszystkim nie zdawał sobie sprawy z faktu, iż zdolność zadziała co wprawiło go w niemałe zaskoczenie. To doprowadziło do wyrzucenia z siebie niewielkiej ilości oddechu, przez co sama zdolność nie mogła efektownie zadziałać. Wspomnieć też trzeba o totalnym braku świadomości "co ja właśnie robię"?
To co poczuł Nether używając oddechu, było trudne do opisania. Krzycząc słowa, czuł jakby jakieś "klapki" w jego organizmie przestawiały się, tworząc inny tor dla many. Jego gardło, płuca, poliki delikatnie przyprawiły go o pieczenie, a głowa zdawała się dostawać migreny. Kiedy przerwał zdolność, zaczęło mu się kręcić w głowie tak bardzo, że upadł na jedno kolano, podpierając się dłonią.


Zostaje Ci 6 punktów Many. Masz zawroty głowy, czujesz pulsujące pieczenie w całym swoim organizmie. Takie trochę "zakwasy" splotu many.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







19.03.2017, 18:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczona wioska Kruczonoc
#27

Kat nie mógł długo patrzeć na ślady rzezi, jaką musiała znieść Kulka. Chciał coś dla niej zrobić, ale nic nie było już możliwe. Umarła godnie, jak wojownik, poświęcając się dla "towarzyszy broni". Czuł dumę, niczym za największym ze swych braci poległych w bitwie, a jednocześnie ogromny smutek. Tak chyba wyglądała śmierć przyjaciela.
Odwrócił się, odchodząc w szybkim tempie. Nie mógł znieść tego widoku. Przemierzając jednak wiejskie zgliszcza, coś dziwnego wpadło mu do głowy. Mimo wyraźnych śladów walki, nie było żadnych, pozostawionych po ucieczce tego dziwnego stwora. A przynajmniej z tego, co się mu wydawało. Dla wyobraźni nie było jednak wyjątkowo wielkiego pola do popisu. Pogoda dopisywała, a jego wzrok był rzadko kiedy mylący.
Trzeba będzie wspomnieć o tym Banowi.
Zanim jednak Mędrzec wpadł do piwnicy, chciał sprawdzić, czy rzeczywiście coś tkwi w imieniu, jakie przyszło mu do głowy podczas snu. I rzeczywiście, tkwiło... więcej, niż się spodziewał. Czuł się, jakby zaraz miał umrzeć. Ale nie zamierzał przestawać. Poruszy kwestię tego imienia jeszcze niejednokrotnie... ale póki co, lepiej sobie chwilę odpocznie. Z wiadomych względów, nie zrealizował jednak niczego, co planował wcześniej. Przyklęknął na jedno kolano. Był... zmęczony. Wchłonął nieco okolicznej ziemi, która pomagała mu w takich sytuacjach. Nie przestawał, póki się nie nasycił; miał jednak na uwadze, by się nie "przejeść". Energia z tak twardego żywiołu jak ziemia trudno się wchłania i próba pożywienia się większą ilością niż jest konieczna, bywa niebezpieczna.
Dopiero teraz wtoczył się do piwnicy.
- Przyjacielu, powinieneś coś zobaczyć... myślę, że to istotne. Przygotuj się w drogę, jeżeli już możesz. Pozbieram swoje rzeczy i wyruszajmy.
Nether czuł się okrutnie, jakby prawie cała energia z niego wyparowała. Nie był pewny, czym są przedmioty pojawiające się przy nim podczas snu, ale miał pozytywne przeczucia względem buteleczek z lazurową esencją. Chwycił więc mniejszą z nich i wypił w całości.
Później pozbierał resztę swojego ekwipunku. Zdjął też obraz, jaki wcześniej zauważył, ze ściany i wyszedł z nim na zewnątrz. Było tam więcej światła. Chciał się przyjrzeć mu lepiej, to żeby zapamiętać lepiej obraz Lodowej Twierdzy i wszystkiego wokół, to żeby - być może - dostrzec szczegóły, jakich wcześniej by nie zauważył.
Póki Ban zbierał się do wyjścia, spróbował też czegoś... innego. Zdolności, jakich się nauczył, przyszły mu do opanowania dosyć instynktownie. Nigdy nikt nie uczył go konkretnych mechanizmów, rządzących magią. Jego smoczy mentor odblokował jego umysł i kreatywność w posługiwaniu się żywiołem, ale Nether do wszystkiego musiał dojść sam. Tymczasem w tułaczce tak niebezpiecznej, jak ta, przyda mu się coś wykraczającego poza jego aktualne mozliwości.
Kat miał bujną wyobraźnię i elastyczny umysł. To pozwalało mu na formowanie z ziemi niesamowitych kształtów, gdy wystarczająco się postarał, nawet bez konieczności ingerencji fizycznej. Na tym polegała jedna z jego zdolności, w teorii bardzo prosta, w praktyce zaś niezwykle użyteczna.
Wiedział jednak, że wszelkie sposoby ułatwiające wyobrażenie sobie efektów pracy będą miały ogromne znaczenie w nauce nowych zdolności.
Z tego względu pomoc w wytworzeniu jakichkolwiek efektów, ale jednocześnie lepsze zespolenie i wczucie się w żywioł - to było coś, czego teraz potrzebował. A było to bardzo proste do osiągnięcia.
Wszystkie konieczne komponenty miał przy sobie. Było to jego ciało: twarde jak skała, stabilne jak ziemia. Wziął głęboki oddech, przyjął pozycję w rozkroku na ugiętych nogach, by jak najłatwiej osiągnąć stan zbliżony do jego duchowego żywiołu.
Wiedział, że to co robił, mogło nie wypalić. Wyczerpał się przed chwilą z many, w dodatku nigdy wcześniej nie próbował czegoś podobnego. Z drugiej strony, jeżeli nie podejmie się wyzwania, nie dotrze do celu. Na potrzeby chwili odrzucił od siebie wszelki stres i obawy przed niepowodzeniem.
"To ja jestem Ziemią."
Nie rozumiał niegdyś, gdy podobne hasła wygłaszał jego Mentor. Teraz sam powtórzył to, niczym modlitwę.
Przyrównał kawał gleby do swojego przedramienia, korzystając z części pozostałej w nim energii do stworzenia czegoś na kształt kolumny. Starał się zmaterializować filar, wyrastający z ziemi w wysokim tempie, wystarczającym do stłuczenia paru kości.
Był jednak w pełni świadom, że jego smocza mana może ściągnąć tu kilka stworzeń z okolicy. Po części, było to zagranie strategiczne. Chciał czym prędzej wyruszyć z tego miejsca, zostawiając po sobie ślad, by w miarę oddalania się od tego miejsca, zostawić daleko za sobą wrogów - jeżeli ci rzeczywiście dadzą się nabrać i przybędą akurat w to miejsce. Tymczasem okoliczny teren, zgliszcza budynków i zapach popiołu nie pozwoli tak łatwo wytropić podróżników, którzy będą już zapewne parę kilometrów drogi dalej, zwykłymi zmysłami.
Aby jednak poprawnie wykonać taką strategię, trzeba było oddalić się możliwie szybko, w dodatku nieco okrężną drogą. Dobrą do tego okazją było ruszenie na miejsce śmierci Kulki, gdzie Kat chciał zabrać Bana.
Tam więc ruszył, gdy jego towarzysz okazał gotowość do podróży. Miał jednak na uwadze, że bezpieczeństwa nic im nie gwarantuje. Nie pozwolił więc sobie na prawdziwy spoczynek; jego słuch czuwał za wrogiem.
Gdy - i jeżeli - dotarli na miejsce, najpierw rozejrzał się wokół, by nie palnąć głupoty, i o ile nie dostrzegł śladów bestii, rzekł do Bana:
- Nie znam się za dobrze na tropieniu, ale wzrok rzadko mnie myli. Po tobie natomiast spodziewam się lepszych zdolności odnajdywania śladów i bestii. Powiedz, czy to nie podejrzane? - zapytał, robiąc krótką przerwę. - Ślady Kulki i tego monstrum urywają się w tym miejscu. Kulka tu została, ale co z potworem? Widzisz w okolicy jego ślady, czy po prostu... zniknął? - dokończył.
- Uznałem to za istotne. Jeżeli uda się rozgryźć, kiedy, gdzie i dlaczego pojawiają się - i znikają - takie bestie, możemy zyskać na bezpieczeństwie. A może i zdobędziemy pewną przewagę, jeżeli dojdzie do starcia.
Później, jeżeli nic nie niepokoiło dwuosobowej drużyny, Nether zaproponował podróż do Lodowej Twierdzy.


Maksymalny stan many podliczony.
Dodałem już 40 PM (zużyta odnowa many), więc zostaje mi 46 - minus ewentualnie trochę many za próbę nauki kolejnej zdolności.
Dla ułatwienia pracy, podaję, jakie przedmioty eteryczne posiadam aktualnie, żeby w przypadku dropu z postów nie używać tych, które fabularnie powinienem otrzymać dopiero podczas kolejnego snu:
Eteryczny pierścień
Eteryczny naszyjnik +5 (odp. na ból 9%)
Kula many
Odnowa zdrowia x5
Mniejsza odnowa many x2 (teraz x1; jedną zużyłem w poście)
Większa odnowa many x6
I kilka nieistotnych itemów do talizmanu.
31.03.2017, 14:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna