Ogrody
#21

STRAŻNIK
Miejsce:
Dzielnica Mieszkalna/Srebrny Raj/Ogrody
Pogoda:Lekki wiatr, z zachodu nadciągają ciemne chmury
Soundtrack:Krew na rękach

iężki oddech raz za razem wydobywał się z płuc młodocianego szamana. Przekrwione do granic oczy wpatrywały się z nutą słodkiego szaleństwa wprost w źrenice Staruszka, powodując ponownie uczucie przytłaczającej aury. Mimika Czarnowłosego pod wpływem wypowiedzi Scythisa ulegała licznym zmianom, jakby nie była do końca dobrze kontrolowana przez chłopaka, natomiast jego odpowiedź potwierdziła obawy doświadczonego Szamana...

-Próbujesz mnie oszukać? Nie... Ty jesteś inny. Ale ciągle zepsuty! Chcesz kupić sobie czasu, aby zwołać więcej swoich braci? Tak! Nie... Ale ja nie jestem głupi! Nie jestem ślepy! Mam oczy od samego Thorna! Przejrzałem cię ty stara dziadygo, jesteś pierdolonym wysłannikiem piekieł! Widzę je! Widzę te duchy, które są dookoła ciebie! One nadchodzą i chcą mnie ukarać za moich braci! Zabiorę cię więc ze sobą do mojego pana...! Nie... Powiedz mi! Powiedz mi! Odpowiedz mi czym kurwa jeste..!

Młodzieniec urwał swój pełen niespójności i szaleństwa chrapliwy monolog, po czym zachwiał się i upadł na kolana. Z jego ust wydobył się gorzki kaszel, który trwał przeszło ponad minutę. Zwieńczyła go masa krwi, która wydostała się mimo usilnych starań Czarnowłosego utrzymania w ryzach zasłaniającej twarz dłoni. Ciemnoczerwona skrużka krwi popłynęła pomiędzy palcami Szalonego i z miarowym stukotem stopniowo przyozdabiała zimną glebę. Oczy szarego szamana zarejestrowały krople potu spływające po czole i karku oponenta, tak samo jak i jego bladość która już i tak odstająca dość mocno od normy, tym bardziej się pogłębiała.

- Nie mogę żyć na tym świecie... jestem zbyt zepsuty. A nawet teraz chciałem zabić kogoś niewinnego, tak samo jak niewinny był mój brat... Chcę umrzeć, teraz!

Plujący krwią młodociany szaman po raz kolejny zmienił swoje odbicie, ukazując tym razem coś na wzór żalu. Jego oczy choć nadal przepełnione szaleństwem, zaszkliły się i wydały kilka niechcianych łez. O ile z czarnowłosym nie było już w obecnej chwili zbyt dobrze, tak i teraz nadciągało dla niego nowe, wiele gorsze zagrożenie, bowiem uzbrojone duchy zwrócone uprzednio w stronę Scythisa, gwałtownie zmieniły swój obiekt zainteresowań i skierowały swoje ostrza na cierpiącego, by czym prędzej zadać mordercze pchnięcia. Ostatni raz Młodzieniec spojrzał na dzierżącego szpadel staruszka, po czym wyszeptał:

- Pomóż mi...



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






22.10.2017, 22:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ogrody
#22

Usunąć wszelkie łajdactwo... tylko jak? Jak znaleźć równowagę między dobrem a złem? Wybrać mniejsze zło? Próbować czynić zgodnie z sumieniem i powszechnie uznawaną moralnością, by ostatecznie samemu oberwać? Podejmowanie decyzji było bardzo trudne. Zwłaszcza takich jak ta. Co prawda nikt nie mówił, że w życiu będzie łatwo. Kiedy jednak stoi się naprzeciwko popierdolonego szamana, który jest na skraju wyczerpania fizycznego i mentalnego, a jego własne duchy próbują go zabić... cóż, człowiek dopiero wtedy zaczyna sobie zdawać sprawę, że jednak mimo wielu rzeczy, jakie mógł w życiu widzieć, wciąż da się go zaskoczyć. Gdyby nie te parę lat na karku i naprawdę różnych sytuacji, Scythis mógłby być w stanie solidnego zesrania. Jego metodyczne, znachorskie podejście dało się teraz jednak we znaki. Zwłaszcza że było całkiem uzasadnione. W końcu miał tu do czynienia z szaleństwem. Przypadłością tyleż rzadką, co trudną do wyleczenia. Ale możliwą. Żeby jednak wszcząć ten proces, najpierw trzeba było powstrzymać śmiertelny objaw.
Starzec nie zwracał w ogóle uwagi na to, co mówił młodzieniec. Nie było takiej potrzeby. Jego monolog nie przyniósłby żadnej istotnej wartości. Co prawda słowa wybrzmiewały, ale zdawały się dobiegać jakby z daleka. Ten stan często pojawiał się, kiedy Scythis skupiał się na jakimś istotnym zadaniu i jakieś czynniki zewnętrzne próbowały go rozpraszać. A to było cholernie częste, kiedy próbował kogoś uzdrowić. Tak też było teraz. Skupienie się było trudne, ale musiało nastąpić, by poczynić postęp.
"Najpierw zapewnij bezpieczeństwo sobie i pacjentowi".
Trzeba było pozbyć się niepotrzebnych czynników mogących sprawiać zagrożenie.
- Żegnaj, Starcze. - rzekł Scythis do przywołanego Anioła, który raczej już mu się nie przyda. Mógł rozpraszać przeciwników w boju, ale bez przesady - sytuacja nie była tak poważna, by posuwać się do ostatecznych środków. Tymczasem im dłużej utrzymywany był duch tego typu, tym większe szanse na pewne - przy Starcze akurat nieznaczne, ale wciąż szkodliwe - skutki uboczne. Może nie przy poziomie mocy, jakim dysponował Grabarz, ale kto wie?
Następnie natychmiastowo przeznaczył manę dla Tommyego i Joneha, gdyż miał ich dostępnych "od zaraz". Później skupił się na tym, by sprawdzić stan Stróża. "Wszystko w porządku?" - zapytał, kierując myśl do wnętrza odpowiedniego talizmanu. Proces rekonwalescencji tego ducha trwał już dość długi czas, Scythis niczym go nie niepokoił i pozwalał odpoczywać. Prawdę mówiąc, nie spodziewał się, by Anioł wymagał więcej czasu, żeby się wylizać. A jeżeli będzie w pełni zdrów, nie ma się o co martwić, choćby nie wiadomo, ilu było wojowników naprzeciw. Jeżeli więc Szaman otrzymał pozytywną odpowiedź, nie wahał się, by wezwać na pomoc swojego najsilniejszego sojusznika.
Na sam koniec został Spryciarz.
"Spryciarz - użyj swojego Okrzyku, by wstrzymać atak. Tommy, Joneh. Strzelcie do tych, które skierowały miecze na młodego. Stróżu" - wydał mentalnie polecenie, jeżeli przywołanie owego ducha nie niosłoby za sobą negatywnych konsekwencji - "Szarżuj za pociskami i obal pozostałych. Później wykończ.".
Działanie Słowa Mocy, jakim dysponował Spryciarz, nie było jasne, jeśli chodzi o jego wpływ na duchy. Nie była to zdolność w pełni magiczna, a polegająca raczej na charyzmie samego Anioła. Jednocześnie i jedno i drugie mogło nie przynieść szczególnych skutków, ale nawet wstrzymanie ataku na ułamek sekundy będzie na wagę złota.
W rękawie Scythisa pozostawały jeszcze dwa duchy. Jeden całkowicie nieprzydatny. Dla drugiego pozostawał jeszcze pewien plan... bardzo strategiczny, jeżeli się powiedzie.
Po wykonaniu pierwszego rozkazu przez Spryciarza, Grabarz natychmiast wydał mu drugi. "Rozglądaj się za cywilami. Jest ciemno, ale jeżeli ktokolwiek może dostrzec nas, ty i tak zauważysz go pierwszy. Kryj skrzydła jak możesz i ostrzeż go o niebezpieczeństwie. Niech nikt się tu nie zbliża." Później kontynuował polecenia dla kuszników. "Przeładujcie natychmiast i strzelcie we wrogów, jeśli zajdzie taka konieczność i będziecie mieli czyste pole". Chciał żeby kusznicy pilnowali tyłów tych, którzy ruszą do zwarcia... ale wolałby, żeby nikt nie dostał od sojusznika bełtem w plecy.
Jeżeli zaś nie wszystko szło zgodnie z planem i Stróż był na tę chwilę niemożliwy do przywołania, zamiast niego, niedługo po wypuszczeniu pierwszych bełtów z kusz, Scythis ruszył do ataku sam. Nie śpieszył się zanadto bowiem wiedział, że żaden z niego wojownik. Mógł być na równi - ba, nawet lepszy - od tych duchów, ale dwie kwestie były warte wzięcia pod uwagę. Pierwsza - był sam. Druga - walczył szpadlem. I o ile potęga tej broni była w niektórych momentach niepodważalna, to w wypadku walki przeciwko lekkim, krótkim mieczom, zdawała się być z lekka nieporęczna. Trucht był więc niezupełnie pośpieszny - na tyle, by zdążyć zachować odpowiednią odległość, nie pozwalającą duchom na kontratak. Jeżeli Scythis nie przeżyje bądź zostanie poważnie raniony, nie będzie z niego żadnego pożytku. Postara się któremuś miecznikowi przypierdolić szpadlem przez łeb (jeżeli któryś z nich pozostanie na nogach), intencjonalnie kierując go nieco niżej - bliżej barku - by w razie lekkiego uchylenia się wroga, wciąż trafić (a jeżeli nie - czerpak i tak raczej omsknąłby się po ramieniu).
Z kolei nawet gdyby Stróż przybył z odsieczą i faktycznie wszystko się powiodło, Scythis i tak rzucił się tuż za nim, zgodnie z powyższym planem - gwoli zabezpieczenia tyłów, więc samemu nieszczególnie rwał się do ataku. Ostatecznie - ostrożności nigdy za wiele.

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
01.11.2017, 05:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ogrody
#23

STRAŻNIK
Miejsce:
Dzielnica Mieszkalna/Srebrny Raj/Ogrody
Pogoda:Lekki wiatr, z zachodu nadciągają ciemne chmury
Soundtrack:Konfrontacja

tarzec zniknął, by w miejsce mentalnej potęgi, pojawiła się bojowa. Wraz z ukazaniem wspaniałej trójcy przynależącej do Władcy duchów, rozległ się potężny anielski krzyk. Pędzące ostrza zostały zatrzymane, a czarnowłose duchy zwróciły swoje lica w stronę przybyłych oponentów. Nie było widać lęku, przestrachu lub czegokolwiek z tych rzeczy, jedynie lekkie zdziwienie. Niestety ciężko było określić co było powodem, że zdolność nie do końca zadziałała tak jak trzeba. Czy to że moc ducha była za słaba, czy przeciwnicy byli za silni, czy może jednak to, że efektywność wobec duchów zwyczajnie była znikoma. Ważnym było, że choć na moment duchy zaprzestały swojej morderczej czynności i zmieniły obiekt zainteresowań na kuszników.

Zgodnie z poleceniem szarego szamana, Szczęściarz ruszył w kierunku zabezpieczenia nieprzewidywalnych ewentualności. Dalszy ciąg zdarzeń przez najbliższy moment przebiegał dla oczu Scythisa zupełnie, jakby ktoś postawił ogromne lustro, które odbijało pojedynek w identyczny sposób po prawej jak i po lewej stronie. Bełty zaświszczały przebijając się przez powietrze z ogromną prędkością, niestety nie wystarczającą jak dla reakcji mrocznych duchowych braci. Jednoczesny akrobatyczny uskok w dwie przeciwne strony pozwolił, w całkiem spektakularny sposób uniknąć morderczych pocisków, które śmignęły nieopodal skulonego czarnego szamana i zniknęły gdzieś w oddali. Gdy tylko duchowi bracia odzyskali równowagę ruszyli z dużą prędkością na byłych członków kuszniczego legionu. Szybkie przeładowanie względem woli Szamana i już kolejne bełty przeszyły powietrze tym razem utrafiając z lekka i przeszywając na wylot obrane cele. Wykonując podobne skoki czarnowłosi bracia planowali uniknąć bełtów, lecz tym razem odległość była zbyt mała, a strzeleckie oczy prędko zapamiętały nowy ruch dostosowując dzięki temu korektę do strzału. Siła odrzutu pocisku otrzymanego w obręcz barkową zachwiała i przewróciła na moment Czarnowłosych. To jednak było stanowczo za mało, aby w pełni pokonać wrogie duchy. Prędkie wybicie z pleców i już bracia znajdowali się tuż przy kusznikach, tu jednak podobieństwo obrazu dla Szarego Szamana zostało zachwiane, bowiem ukazała się dosyć wyraźnie różnica w charakterach przyjaznych duchów. Czarnowłosi bracia szarżując skoczyli diagonalnie, by zadać mordercze cięcia. Gdy Tommy zauważył nadchodzące niebezpieczeństwo, zmienił pozycję na bardziej defensywną i przygotował się do natarcia nadchodzącego przeciwnika. Joneh w tym czasie nie bacząc na bliskość oponenta zdecydował się załadować kuszę, by za wszelką cenę dorwać skurwysyna. Kolejny świst i stało się. Głowa Joneha rozmazując się w eterycznej poświacie upadła na ziemię, a zaraz za nią reszta ciała kusznika. Głośnie szuranie i ślizg. Zaraz później, tuż u nóg Młodocianego Staruszka leżał wijący się niemiłosiernie czarnowłosy, wraz z bełtem wbitym w klatkę piersiową. W przypadku Tommego, sprawa miała się nieco lepiej, acz nie do końca, bowiem w momencie morderczego skoku, Czarnowłosy natrafił na kolbę kuszy i jedynie rozcinając dłoń i kawałek przedramienia, upadł z łoskotem na ziemię. Było pewne, Tommy już nie załaduje kuszy, a przynajmniej nie tak sprawenie jak zazwyczaj. Kolejny ruch należał do Scythisa, trzeba było się jednak śpieszyć, bowiem czarnowłosy już zbierał się na nogi i szykował do kolejnego ataku...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






27.12.2017, 23:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna