Drogi kupieckie

Jestem szczerze ciekaw, jakim cudem Ignis tak dobrze odgadła potencjalne zamiary Bleysa codo pomocy wyczerpanej niewiaście.
Nie odezwał się w każdym razie słowem, bo nawet jeżeli jak przewidziała - chciał nieść ją jak księżniczkę, to ani nie dostrzegał w tym nic złego, ani sposoby samoobrony nie były adekwatne do zagrożenia.
Skinął jej niechętnie głową, na znak, że usłyszał jej deklarację i zrozumiał. Niezależnie od tego czy podzielał jej pewność w tej sprawie. Przynajmniej w kwestii krzywd wyrządzonych przypadkiem.
To okropna niesprawiedliwość, twierdzić, że Bleys zignorował jej słowa. Odpowiedział zgodnie z własnym sercem i sumieniem. Na deklarację "wiesz, lubię Cię, jesteś fajnym facetem ale..." przecież samo cisnęło się na usta "Czy Ty właśnie dajesz mi kosza?", choć Bleys miał już dość dużo lat, by nie przeżywać tego jak zwykli młodzi chłopcy.
On nauczył się w ogóle nie dostrzegać takich deklaracji i nie trapić się nimi zanadto.
Jego twarz przybrała wyraz twarzy spiskowca-konspiratora, gdy zapytała dlaczego miałaby dać mu kosza. Czy ona oczekiwała, że poda jej racjonalne powody dla tej - ze wszech miar przecież - nieracjonalnej decyzji? Na pewno nie!
- Umiesz pływać? - zapytał z nutą zaciekawienia. Jeżeli chciała obejrzeć morze, mogła to zrobić jako pasywny - nudny - obserwator, lub w sposób aktywny, dynamiczny i dużo ciekawszy. Ale w drugim wariancie niewykluczone, że będzie miała z wodą więcej kontaktu niż mogłaby oczekiwać.
- Może i tak, Ignis. Warto spróbować. - podsumował i w tej właśnie chwili wypatrzył jaskinię parędziesiąt metrów od nich.
- Nadal chcesz odpocząć? - zapytał z wahaniem. Z jednej strony robiło się ciemno i choć drogi kupieckie były wcale często uczęszczanym szlakiem i nie powinno im grozić zbyt duże niebezpieczeństwo ze strony dzikich zwierząt, o tyle podróż nocą mogła być znacznie bardziej wyczerpująca z racji ograniczonej widoczności.








31.12.2017, 17:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Bleys był w swojej nieprzewidywalności dość przewidywalny. Przynajmniej, jeśli chodziło o kobiety. Już raz, mimo sprzeciwów i kłótni, znalazła się w jego ramionach z powody wyczerpania many. Choć przez większość czasu udawał chama, było w nim coś rycerskiego - a czy to było tylko na pokaz, czy przemawiała przez to prawdziwa potrzeba, nie miało absolutnie żadnego znaczenia. Tym razem jej stan nie był tak zły. Nie oddała całej swojej mocy, jedynie napierającą na nią część, która wcześniej czy później mogła wybuchnąć. Nigdy wcześniej nie miała problemów z kontrolowaniem swojej mocy, ale nigdy wcześniej nie była też tak pełna skrajnych i intensywnych emocji. Westchnęła udręczona. Może wcale nie była tak dobrym magiem, jak jej się wydawało.
Już kilka razy zdążył ją zezłościć i przytłoczyć swoimi opowieściami i przechwałkami. Nie umiała wyjaśnić, dlaczego aż tak bardzo ją to drażni. Ale w takim stanie nie chciała, żeby jej dotykał. I tak czuła się w tym momencie bezbronna - dosłownie i w przenośni - a to była ostatnia granica jaką mogła sobie wyznaczyć.
Patrzyła na niego z niezrozumieniem malującym się w spojrzeniu. Miał jakąś dziwną minę, kiedy spytała, dlaczego miałaby mu bronić czegokolwiek. Przecież nie miała nad nim żadnej władzy. Wydawało jej się to niewłaściwe. Wzruszyła ramionami. Skoro nic nie mówił, widocznie nie było to dla niego aż tak ważne.
Dziewczyna wydawała się trochę zaskoczona jego pytaniem o pływanie.
- Tak, w wannie wypełnionej wonnymi olejkami. - uniosła brew i uśmiechnęła się słodko. - Niby gdzie miałam się nauczyć pływać, Kłamco? W swojej dużej piaskownicy? - przewróciła oczkami i skrzyżowała ręce na piersiach. Czerwień na jej twarzy wyglądała jak dłonie, które próbują ją udusić, a wargi trochę zbielały. Wzrok miała szklisty. - Kiedy będę miała okazję, na pewno z niej skorzystam. Uwiedziesz dla mnie jakiegoś sprawnego rybaka czy coś w ten deseń. - puściła mu oczko.
Nie przeszkadzała jej ciemność ani dość dziwny stan, w jakim się znalazła. Było tylko kwestią czasu, zanim poczuje się lepiej. Ciało Mistyka było obosiężną bronią.
- Odpocząć? Myślałam, że będziesz wolał schronić się gdzieś nocą. - zmarszczyła brwi, dziwiąc się swojej pomyłce. To jednak tutejsi ludzie nie bali się nocy? Pokręciła głową. - Dam radę, możemy jechać dalej.
Wątpiła, by Bleys się z nią spierał i bawił się w niańkę. Jakoś jej to do niego nie pasowało. Nieraz była w gorszym stanie, więc nie zamierzała narzekać na małą gorączkę.








31.12.2017, 18:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Tak na dobrą sprawę, to skąd niby miał wiedzieć co w Azaracie było niemożliwe? To miasto było otoczone przez pierdolone demony. Jeżeli ktoś był na tyle szalony, by w nim żyć, równie dobrze mógł istnieć ktoś na tyle szalony by wykopać wielki wodny zbiornik w którym za góry pieniędzy ludzie mogliby się zanurzyć i poczuć namiastkę morza. Przecież nawet w tamtym świecie istniały oazy, studnie głębinowe i rzeki.
Zaśmiał się jednak nie wdając się w dyskusję na temat miejsca, w którym mogła opanować pływanie. - Widok Ciebie, pływającej w piaskownicy... to musiałoby być coś wspaniałego. - rozmarzył się.
- Rybaka? Ignis, błagam. - zaśmiał się. - Uwiodę dla Ciebie nawet ryby. Któż lepiej od nich mógłby pokazać Ci jak obcować z wodą?
Bleys skrzywił się na jej odpowiedź. Jeżeli dla niej naturalne - jak dla większości ludzi zresztą - było przeczekiwanie nocy w trakcie podróży, nabrał wątpliwości czy prowadzanie jej konia po zmroku będzie dobrym pomysłem. Nawet, jeżeli ona sama w mrok wychodziła w dużo gorszych warunkach. - W zasadzie racja, zróbmy postój. - uciął mimo jej zapewnień. Nie było po co się spieszyć. Morze nie ucieknie. A jego przecież miała czekać nagroda!
Dlatego poprowadził ją w stronę jaskini. Kawałek przed wejściem nakazał jej zaczekać z koniem na zewnątrz a sam zakradł się do środka chcąc sprawdzić, czy nie jest już przez kogoś zajęta. Przy kupieckiej drodze bardziej spodziewał się rabusiów niźli dzikich zwierząt, ale nie zastał ani jednych, ani drugich więc zaprosił ją do środka, jednocześnie wyobrażając sobie jej wyziębioną, samotną wersję potrzebującą pocieszenia w tej szorstkiej i nieprzyjaznej jaskini, za jedyną radość mając łowce. Absurdalna, nierealna wizja, choć takie wydanie mistyczki było ciekawą odmianą. Zamrugał doprowadzając się do porządku, a później obmacał ściany i rozejrzał się krytycznie. Jaskinia miała dosyć wąskie wejście ale rozszerzała się nieco głębiej. Wyglądała na solidną. Raczej nie powinna zawalić im się na łby, nawet przy ewentualnych wstrząsach, gdyby to one były źródłem niedawnej namiastki lawiny.
- Normalnie jak w raju! - oświadczył z zapałem. - Deszcz nie napada. Wiatr nie wieje. A w dodatku z kobietą piękną niczym anioł. Chyba byłem wyjątkowo grzeczny w ostatnim życiu! -skwitował i zaniósł się pół kaszlem-pół śmiechem. – A Ty? Jak to widzisz? Solidne lokum i mąż dzielny i przystojny jak sam książę zarazem, czyż nie? – podsunął jej możliwość wbicia kolejnej szpili w samo jego serce, zupełnie jakby w tym jej wrednym okrutnym zwyczaju podcinania skrzydeł jego samozachwytowi odnajdował coś pociągającego.
- Czego sobie życzysz? Drewna na opał, jedzenia, męskiego ciała, czy wystarczy nam alkohol? - podsunął możliwości patrząc w jakiś punkt na jej szyi i oblizując wymownie wargę, choć ciężko było odgadnąć, czy chodziło o wizję bliskości ich ciał czy bliskości ich alkoholu.








01.01.2018, 00:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

W Azaracie wszystko było możliwe, gdyby tak zastanowić się nad tym chwilę dłużej. Na pewno istniały tam baseny dla ludzi, którzy mieli wystarczająco dużo złota, by móc wydawać je na takie luksusy. Ignis, choć dostawała dobre wynagrodzenie, miała jedynie wannę... uśmiechnęła się na wspomnienie pokoju na poddaszu, gdzie jedna ściana była zastąpiona przez drewnianą kratkę, na której wspinały się bluszcz, róże, jaśminy i winogrona. Ciepłe słońce przesączające się przez szczeliny. Gładki kamień dużej wanny, zapach olejów, ciszę sennego miasta w najgorętszą porę dnia. Ten widok tak realnie plasował się przed jej oczami, że zajęło jej chwilę przypomnienie sobie, że jest w zimnych górach, pada na nią deszcz i co chwila owiewa podmuch silnego wiatru. Popatrzyła na Bleysa, który zaczął się z niej śmiać.
- Mówisz tak, jakby widok mnie w jakiejkolwiek innej sytuacji nie był czymś wspaniałym. - spojrzała na niego z wyrzutem, choć wyszczerzyła się w uśmiechu. Poza tym... czy on nigdy nie słyszał o kąpielach piaskowych? Ignis czasem naprawdę zdumiewało to, jak bardzo ograniczone mieli tu życie w niektórych aspektach.
- No nie wiem... - zamyśliła się, patrząc na niego z ukosa. - Wolę rybaka. Albo marynarza. Tylko, żeby był przystojny, z resztą sobie poradzę. - uśmiechnęła się wesoło, choć w rzeczywistości nie miałaby pojęcia, co robić z takim okazem. I po co w ogóle miałaby z nim coś robić. Przecież oboje dobrze wiedzieli, że jej nauka pływania leży w rękach Bleysa. Nie mogła jednak się powstrzymać od złośliwego komentarza i zbliżyła się do Łowcy, po czym zatkała nos. - Ty na pewno nie pokażesz mi jak obcować z wodą. - mruknęła, choć sama z pewnością nie pachniała lepiej. Ale niech ten gbur tylko coś powie o tym, że i ona tym razem nie pachniała zbyt dobrze.
Skierowała uważne spojrzenie na Łowcę, kiedy ten się skrzywił. Gwizdnęła krótko, a Vex podniósł swój łeb, przeżuwając trawę i leniwie do niej podszedł, szturchając łbem. Dziewczyna zaśmiała się krótko i odepchnęła konia, który za chwilę uszczypnął ją delikatnie w ramię.
- Dobra, dobra, rozumiem. Zaraz dostaniesz jeść! - wplotła dłoń w jego grzywę między uszami i podrapała go. - Paskuda jesteś. Masz przecież całe łąki trawy, Vexorze. - pokręciła głową, patrząc na konia czule. Uwielbiała tego zwierzaka. Zerknęła na Bleysa i skinęła na znak zgody i nie komentowała tej decyzji. Nie miało to chyba zbyt dużego sensu.
Zatrzymała się, gdzie jej kazał, choć koń ponaglająco szturchał ją w ramię i za nic sobie miał syki Igniski. Patrzyła się na szybko oddającą się sylwetkę Łowcy i mimo całej swojej złości, uśmiechnęła się kącikiem ust. Dziewczyna w końcu rozpięła popręg i ściągnęła z Vexa siodło, niemal się przy tym nie przewracając. Zaklęła ostro, drapiąc się po głowie. W końcu zdecydowała zdjąć także ogłowie i wysypać miarkę owsa do metalowej, płaskiej misy. Nie martwiła się zbytnio o Vexa nocą, nigdy nie odchodził daleko od niej.
Odetchnęła kilka razy, zbierając w sobie siły, by przeciągnąć siodło w stronę wejścia do jaskini. Kiedy była już na progu, niemal zderzyła się z Bleysem w wąskim przejściu. Miała wrażenie, że wypełnili sobą całą tą niewielką przestrzeń. Uniosła głowę, sceptycznie podchodząc do tego jego... raju.
- Jaskinia jak jaskinia... - próbowała zajrzeć głębiej, mając nadzieję, że nie będą spać na stojąco. W końcu udało jej się przecisnąć obok jego wielkiego cielska i wejść głębiej. Na szczęście było tu trochę więcej miejsca. Oparła się o ścianę, czując jak obejmują ją ramiona gorączki. - Wniesiesz siodło? Mam tam przytroczone koce, w jukach jest wino i placki chlebowe. - dodała słabym głosem, ale nie zamierzała poprzestać na tych prośbo-poleceniach. - Dobrze by było jeszcze... - urwała, patrząc na Bleysa, jakby dopiero go zobaczyła. - ...zresztą, po co ja to mówię. Wiesz to wszystko doskonale. - westchnęła, opierając czoło o chłodną skałę.
- Życzę sobie łóżka. I zimnej wody. - odpowiedziała w końcu na podrzucane przez niego propozycje. Zamknęła oczy, więc na szczęście nie widziała jak się oblizuje. Zresztą, nie zwróciłaby na to pewnie już żadnej uwagi. Prawie usnęła, tym niespokojnym, gorączkowym snem.








01.01.2018, 01:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

- Potrafię sobie wyobrazić kilka wyjątków. Chcesz posłuchać? - zaproponował z tak zachęcającą melodią wplecioną w te słowa, że każy rozsądny i znający choć odrobinę łowce osobnik szybciutko wycofałby się z tematu.
Uniósł dłoń do brody na jej następne słowa, symulując leniwe podparcie głowy jakie czasem towarzyszy ludziom, gdy słuchają czegoś naprawdę, bardzo interesującego. Wpatrywał się w nią pełnymi braku wiary w jej słowa oczami i do tego zaatakował bezpośrednio - pytaniem. - A więc, jak wyglądałoby Twoje radzenie sobie z tą "resztą"?
Jej złośliwy komentarz i ostentacyjne machanie dłonią rzecz jasna nie zraniło go specjalnie. Ba, nawet nie zripostował komentarzem o niej samej (po co miałby podkopywać sobie wyidealizowane wyobrażenie Igniski skoro nadal mógł snuć fantazje?). - Naiwne. - rzucił zamiast tego. - Właśnie ktoś taki jak ja, może Ci najlepiej pokazać jak z nią obcować. Ci, którzy zażywają kąpieli siedem razy dziennie choć nawet nie ozdobili dnia jakąkolwiek formą wysiłku marnują zarówno wodę jak i czas. - wyjaśnił surowo. - Ja zaś, wiem jak wykorzystać ją optymalnie, Iskierko!
Na jej rozmowę z koniem Bleys pokręcił z niedowierzaniem głową. - Vexorze... - powtórzył ledwo słyszanie pod nosem i uznał tą formę zwracania się do konia za wyjątkowo zabawną.
Jeżeli ciało Bleysa uznawała za wielkie, cóż, nie zazdrościłby jej, gdyby miała wpaść na jakiegoś nienaturalnie wysokiego i zupełnie standardowo spasionego kupca, jakich czasam widać w mieście. No ale od niej był większy, a chyba każdy powinien mierzyć swoją skalą.
- Wypomne Ci kiedyś te słowa, Ignis. - obiecał. - Poczekaj tylko, aż zmuszeni będziemy przenocować w jakiejś naprawdę zniechęcającej jaskini. Ciasnej, pełnej wilgoci i przewiewnej.
Nie odpowiedział tylko wziął się do pracy. Wniósł ich rzeczy, i kilka gałęzi z najbliższego otoczenia. Gdy usłyszał jej listę życzeń wyszczerzył się i podsumował - A więc alkohol. - skinął z aprobatą głową i ponownie opuścił jaskinię. Tym razem nazbierał przyzwoity zapas drewna i przyniósł trochę wody z niezbyt rwącego, ale za to całkiem bliskiego strumyczka górskiego. Wbrew temu co Ignis mówiła i do czego była przyzwyczajona, ta jaskinia to naprawdę był raj. Sucho, bezwietrznie, względnie przestronnie i z łatwym dostępem do wody. Choć to ostatnie akurat tym razem mógł załatwić deszcz, bo wyglądało, że miał się rozpadać na dobre.
Bleys przywykł do wiele gorszych warunków.
Gdy wrócił ostateczne do jaskini omiótł ją krytycznych spojrzeniem. - Nie wyglądasz najlepiej. - poinformował. O ile Ignis sama nie rozpaliła ognia pod jego nieobecność, zajął się tym sam, kręcąc jednym patyczkiem w drugim. Jeżeli miał szansę odnieść tu kolejny ze swych niezliczonych sukcesów wyszczerzył się. - Nadam się też do nuki tej Twojej władzy nad ogniem? - zapytał z nadzieją, choć tak na dobrą sprawę władanie tego rodzaju magią było ostatnim, czego mógłby pragnąć. Brzydził się magami, i nawet jeżeli ją akceptował, siebie pewnie nie byłby w stanie nie nienawidzić.
Usiadł koło niej i dotknął jej czoła. Zaraz później sięgnął do swoich bagaży leżących w zasięgu ręki i wygrzebał z nich bukłak obrzydliwie palącego, ziołowego trunku, który Bleys w normalnych okolicznościach częściej mieszał z czymś innym, niż pił w oryginalnej postaci. Jej jednak kazał pociągnąć łyk, i niezależnie od tego czy przyjęła czy nie, sam się napił.
Później zdjął swój płaszcz i przykrył dziewczynę bez słowa, zupełnie nie dbając o to czy zamierzała się przed tym opierać.
- Byłaś kiedyś w jaskini? - zapytał ciekaw. Wcześniej powiedziała "jaskinia jak jaskinia", ale na dobrą sprawę, skoro pytanie o to czy umie pływać wydało jej się głupie, jeszcze głupszym powinna być wizja zwiedzania jaskiń na pustyni.
Ponownie napił się z nieszczęsnego bukłaka. Często miał go przy sobie, łatwiej było nosić coś takiego i ze znalezionych w terenie ziół i gotowanej wody robić coś zdatnego do spożycia, niż obładować się kilkunastoma butlami by osiągnąć podobny efekt. Tym razem potrzymał palący płyn dłuższą chwilę na języku i zmrużył oczy. - Niewiele znam kobiet zdolnych przełknąć coś takiego. - rzucił do niej.








01.01.2018, 04:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

- Wyjątków? - uśmiechnęła się chytrze, słysząc całą oktawę nut zachęty. Kącik ust jej drgnął. - Oczywiście, mów śmiało. Choć zapewniam, że nawet jak mam sraczkę i siedzę na kiblu, jest to zjawiskowe. - podjęła rękawicę. I cóż, teraz pewnie przyjdzie jej tylko tego żałować. Ale cóż więcej Bleys mógł wymyślić? W końcu to miało być kilka wyjątków.
Zaperzyła się mocno, patrząc na niego z irytacją. Jeszcze brakowało tego, by zaczął ziewać. Wydęła wargi i splotła ręce na piersiach. Przecież nie była małym dzieckiem, które nie umie radzić sobie w życiu.
- Nie Twoja sprawa. - odpowiedziała bardzo po dorosłemu. I kobiecemu jednocześnie. Jak w nią nie wierzył to nie miało dla niej sensu dzielić się z nim swoimi przemyśleniami w tej materii. Jedynie by ją wyśmiał, wypaczył jej słowa, znalazł wszystkie luki, o których nie powiedziała na głos i w konsekwencji, znów by się wkurzyła. W jej stanie nie było to zbyt rozsądne.
Dziewczyna uniosła brew, słysząc jego kolejną wypowiedź. Niespecjalnie ją przekonał. Poza tym wcale nie uważała, by kąpiel - jakakolwiek - była marnotrawieniem wody, jak i czasu. Po prostu gdy mieszka się w tych zimnych krainach, za wannę ma się drewnianą lub metalową beczkę, a na ciepłą wodę trzeba czekać kilka godzin, nikt nawet nie pomyśli, by zaopatrzyć się w wonne olejki czy odrobinę prywatności... kąpiel wydawała się bardziej karą niż przyjemnością.
- Mhm... - mruknęła nieprzekonana. - No dobrze, nieważne. Powiedz mi w takim razie, o wielki znawco wszystkiego, czy Ty sam umiesz pływać? - przewróciła oczami, mając nadzieję, że skoro jest Łowcą i żyje w dzikich lasach i ostępach, to taka umiejętność jest jedną z jego podstawowych. Tak samo, jak umiejętność szybkiego chodu.
Rozmowę z Bleysem przerwał jej jednak koń, który uporczywie przypominał o swoim pustym żołądku. Ignis zajęła się przez jakiś jego oporządzeniem już do końca.
Jego ciało, tak, uważała za wielkie. Z jej perspektywy był wielkim mężczyzną, który górował nad nią wzrostem i wagą. Całe swoje życie mierzyła się z większymi przeciwnikami, więc nie bała się żadnego z tych przymiotów. Gdyby zaś spotkała spasionego kupca, uznałaby go po prostu za grubasa. Jednak w aktualnej sytuacji, przez kilka dobrych chwil nie mogła przedostać się ani do środka, ani na zewnątrz jaskini. W końcu spojrzała na Bleysa gniewnym wzrokiem, jakby to wszystko było jego winą. A zapewne było.
- Mam się zachwycać w takim razie? - spytała, a niedowierzanie i irytacja przeplatały się w jej głosie. - Poczekam, z przyjemnością poczekam na taki dzień. Kiedy znajdziesz jaskinię pełną wilgoci, wiatrów i taką, w której nie będzie jak się poruszać. I wtedy Ci pogratuluję znaleziska. - przewróciła oczami. - Bo aktualna jaskinia jest rajem, do którego będę porównywać wszystkie kolejne. - nareszcie udało jej się przecisnąć przez Łowcę do środka.
Ignis nie mogła się nie uśmiechnąć, gdy usłyszała jego podsumowanie. Kiedy Bleys wyszedł, wzięła kilka głębszych oddechów, przykładając dłonie i czoło do ściany jaskini. Powoli, ostrożnie zaczęła wlewać magię w ściany jaskini. Choć normalnie jej moc mogła topić litą skałę, chciała, by płomienie rozgrzały warstwy bliżej wierzchu ścian. Skoncentrowała się mocno, a po skroni spłynęła jej kropla potu. To wymagało więcej dyscypliny niż jej normalne ataki. Cóż, może właśnie dlatego, że to nie był atak. Po kilku chwilach, odsunęła dłonie, oddychając ciężko. Jaskinia nia była specjalnie duża, więc ogrzanie jej nie zajęło wiele czasu. Złotooka przez moment rozwarzała rozpalenie ognia, ale nie była pewna czy to rozsądne na tak małej przestrzeni. Dym był bardziej zabójczy niż ogień w niektórych sytuacjach, a tu i tak zrobiło się przyjemnie ciepło.
Dziewczyna zdjęła kurtkę, zostając w luźnej, względnie białej koszuli, i złożyła ją w kostkę, robiąc sobie prowizoryczną poduszkę. Rozłożyła futrzasty koc na ziemi i położyła się na nim, tuląc twarz do miękkiej sierści nieznanego jej zwierzęcia. Nawet nie usłyszała, kiedy Łowca wrócił. Czuła jak gorączka odbiera jej ostrość widzenia, ale nie przejęła się tym zbytnio. Czuła się bezpieczna.
- Kłamiesz. Wyglądam zjawiskowo. - odpowiedziała chropowatym głosem. Z wysiłkiem uniosła się na łokciach i w końcu usiadła, opierając się plecami o ścianę jaskini. Skrzywiła się trochę, kiedy zobaczyła, że Bleys próbuje rozpalić tu ognisko... a może bardziej chodziło o fakt, że naprawdę próbował zrobić to sam, choć miał w zasięgu wzroku żywą pochodnię. Ignis jednak nie kwapiła się do pomocy, jeśli Łowca jej tego w żaden sposób nie zasygnalizował. W ich aktualnej sytuacji, ognisko było raczej efektem wizualnym niż faktyczną potrzebą. Białowłosa uśmiechnęła się słabo. - Nie ma w Tobie finezji i gracji maga ognia. - odpowiedziała, próbując powstrzymać śmiech. Szczerze wierzyła w to, co powiedziała, ale... ona i finezja? Mogła jednym uderzeniem rozwalić małą górę, gdzie tu, do cholery jasnej, finezja i gracja? A mimo to czuła ją w sobie. Czuła to, kiedy moc ją wypełniała i oplatała swoimi ramionami pełnymi siły i nienawiści. Opierała się tym uczuciom, wiedziała jednak, że kiedyś się złamie i oszaleje. To była tylko kwestia czasu.
Kiedy Łowca usiadł obok niej, miała wrażenie, jakby dotknęła lodowca. Znaczy, zasadniczo, to jakby lodowiec dotknął jej. Przesunęła sobie jego zimną rękę na policzek, potem na szyję i mostek. Mruknęła przy tym niewyraźnie. Chciała schłodzić choć trochę rozpalone od magicznej gorączki ciało. Kiedy go puściła, podstawił jej pod nos bukłak. Wzięła go i chciwie wypiła kilka łyków, święcie przekonana, że to woda, o którą wcześniej prosiła. Nagle jej oczy otworzyły się szeroko, a ona sama zaniosła się kaszlem, chwytając się za gardło. Popatrzyła na Łowcę dzikim wzorkiem.
- Chcesz mnie zabić czy jak? - fuknęła, z impetem oddając mu bukłak z dziwnym, palącym trunkiem. Paliło żywym ogniem. Ignis znów oparła się o ścianę, pozwalając by Łowca ją przykrył swoim płaszczem, ale zsunęła go na nogi. Było jej gorąco. W końcu przeniosła na niego swoje roziskrzone spojrzenie.
- W katakumbach. - przytaknęła na jego pytanie, czy była kiedyś w jaskini. - Pierwotnie były to jaskinie, ale ludzie przez wieki urządzili z nich katakumby. Na pustyni można je znaleźć bez większych problemów, jeśli się wie, gdzie szukać i jak rozpoznać znaki. - dziewczyna mówiła, jakby chodzenie po pustynnym cmentarzysku nie było niczym specjalnym. Cóż, dla niej nie było. Często wysyłano ją tam razem z uczonymi, którzy spisywali historie i opowieści ze ścian na długich zwojach pergaminu.
Patrzyła krzywo na Bleysa, kiedy ten znowu napił się okropnego trunku. Palenie w gardle już jej przeszło, ale czuła dziwny ciężar na żołądku. Nie było to zbyt przyjemne uczucie, więc oderwała kawałek placka chlebowego i go przeżuła. Uczucie trochę osłabło. Przez chwilę milczała, kiedy stwierdził, że nie ma dużo kobiet, które mogłyby wypić jego dziwny alkohol. Zgodziła się z nim w duchu.
- Dziwisz się? - wzruszyła ramionami, a jej koszula zsunęła się z ramienia. Czarny, opinający ciasno jej piersi i talię, zwój materiału przebijał się przez jasny materiał. Ignis z niechęcią wzięła od Bleysa bukłak. - Równie dobrze mogłabym wypić truciznę. Podejrzewam, że byłaby nawet smaczniejsza. - pociągnęła łyk na bezdechu, a jej oczy wypełniły łzy. Skrzywiła się mocno i oddała bukłak. Pomimo paskudnego smaku, trochę łatwiej było jej oddychać, a gorączka nie wydawała się wcale tak natarczywie silna.








01.01.2018, 14:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Uśmiechnął się w jeden z najbardziej znanych mu sposobów na bycie czarującym i uroczym. Czarującym w mniemaniu Bleysa, rzecz jasna.
- Widzisz, księżniczko. - pociągnął. - Bo tak rozkosznym istotom jak Ty, wydaje się, że sraczka może dorwać człowieka tylko w sytuacji kontrolowanej. Na kiblu, w czystości i jakiejś karykaturze elegancji. - wykonał dłonią ciężki do opisania gest, jakby kilkoma obrotami i szybkim wstrząśnięciem mógł opisać czym jest kontrolowana sytuacja. - A wyobraź sobie, że problemy żołądkowe, ból brzucha i ogólnie cała masa nieprzyjemnych doznań spada na Ciebie w trakcie jakiejś ważnej rozmowy? Nie ważne, czy ta rozmowa jest z jakąś szanowaną przez Tobą osobistością, czy też Ty chciałabyś budzić ogólny szacunek - pomachał ręką z lewej na prawą jakby chciał odpędzić wizję i czym prędzej przejść do kolejnej. - Albo wyobraź sobie, że w wyjątkowo idiotyczny sposób potknęłaś się, lub załamały się pod Toba nogi, a w konsekwencji przeturlasz się wzdłuż niezbyt stromego zbocza, może nie niebezpiecznie, ale nieprzyjemnie obijając te Twoje urocze ramiona, a na końcu wpadniesz w półrzadką kałuże śmierdzącego błota, calutka pokrywając się śmierdzącym brudem... - przekrzywił głowę i wyszczerzył się bardziej. - Niezależnie od tego jak daleka byłabyś wtedy od wspaniałości, nie wątpię, że minę zrobiłabyś prześliczną. - zaśmiał się krótko, bo potrafił sobie wyobrazić te niezadowolone oczyska. Nie wykluczał, że samo błotkso by jej nie przeszkadzało, ale gdyby miała męczyć się z oblepiającym jej ciałem zapachem? Czy tak urocze istoty jak ona można by skrzywdzić bardziej?
Na jej dorosłą i kobiecą zarazem odpowiedź pokiwał głową zupełnie, jakby nie spodziewał się po niej niczego więcej. Jakoś tak pasowało mu to do całego pozbawionego wiary słuchania bardziej, niż ziewanie.
- O wielki znawco wszystkiego. - podchwycił jej słowa ważąc je w głowie. - Podoba mi się to określenie. Tak - umiem. - odpowiedział bez żadnych fanfarów czy metafor. Choć tak na dobrą sprawę, życie w lasach i ostępach wcale nie wymagało pływania jako umiejętności podstawowej. A nad szybki chód, łowcy cenili cichy.
- Powinnaś. - zapewnił nie dostrzegając irytacji i wyraźnej retorycznej nuty w zadanym przez nią pytaniu. A może - co bardziej prawdopodobne - zwyczajnie zignorował obie te rzeczy. - A ja Ci podziękuje. A gdybyś chciała, pozwolę poszukać innej, lepszej. - podsunął z uśmiechem. No przecież nie będzie wybierał najgorszego schronienia tylko z czystej złośliwości... prawda? Uśmiechnął się do własnych myśli.
- Nawet gdy nie wyglądasz najlepiej, wciąż jesteś zjawiskowa. - zgodził się z radosną iskrą w oczach. Była tak niesamowicie jasną dziewczyną, te jej złociste oczka i bialusieńkie włosy sprawiały, że lśniła. W ogóle nie pasowała do jego wyobrażenia ludzi pustyni.
Zdziwił się, gdy wszedł do jaskini i zorientował się, że Ignis swoją magią rozgrzała ściany. Może i zbliżało to ich skromne lokum jeszcze bardziej do wizji raju, ale nie powinna tego robić jego zdaniem. Po pierwsze dlatego, że nie wyglądała najlepiej i nie powinna się przemęczać, a rozgrzewanie części góry musiało być wyczerpujące i nie akceptował innej wersji. Po drugie zaś, nie był pewien jak ciepło wpływa na wytrzymałość - i czy przypadkiem ciężar głazów nad nimi nie przezwycięży siły rozgrzanych skał a jaskinia nie stanie się ich grobowcem. Nie skomentował tego jednak - śmierć u boku młodej, pięknej kobiety nie byłaby taka zła - i dalej robił swoje.
Tak na dobrą sprawę, właśnie dla niej te ognisko rozpalił. Po części dlatego, że jako dziecku pustyni przywykła chyba do większych temperatur... nieważne, że pustynne noce niekoniecznie są wcale tak gorące jak się niektórym wydaje i nieważne, że i tak było już ciepło, nie miał pojęcia ile efekty jej czarów się utrzymają. Po części zaś właśnie dlatego, że była magiem ognia - i już kiedyś mu pokazywała co może zrobić z ogniskiem by poprawić swoje samopoczucie, a faktycznie nie wyglądała najlepiej.
W kwestii dymu, zdaniem Bleysa wcale nie powinien się tu zbierać. Mimo, że wejście do jaskini w istocie było węższe niż same jej wnętrze, dym nadal powinien uchodzić bo jaskinia wcale nie znajdowało się niżej - były mniej więcej równej wysokości. Poza tym, Bleys bądź co bądź, miał kamień wiatru i choć jako łowca raczej nie mógłby się nająć na statku do pomocy przy morskich podróżach, na takie drobne manipulacje jak pomoc w odprowadzeniu dymu raczej mógłby sobie pozwolić. Zdziwiłaby się Ignis, ile finezji potrafił z siebie wykrzesać.
Spojrzał na nią krytycznie, gdy mówiła o finezji magów ognia. - Znaczy się brak mi rozmachu? - podsunął bardziej prawdopodobnie sformułowanie przypominając sobie jej niedawne tupanie.
Jej chciwe pociągnięcie kilku łyków w pierwszej chwili wypełniło go pełnym niedowierzania szacunkiem, w następnej zaś absurdalnym rozbawieniem. Myślał, że wie co dostaje - zważywszy na jego wcześniejsze podsumowanie jej potrzeb. Jednak wciąż była tylko uroczą, małą dziewczynką, z tym rozkosznym wściekłym spojrzeniem. Cmoknął w powietrze i w tej chwili trochę przypominał rybę, która zapomniała słów. - W zasadzie, to chyba Ty chcesz mnie zabić. - odparł i zaśmiał się nieelegancko. Trochę jak zapijaczony starzec śmieje się czasem do własnych majaków i własnego świata.
Nie komentował jak zsuwała jego płaszcz. Nie był jej niańką - przynajmniej nie, dopóki była przytomna i mogła sama podejmować decyzję.
- Hmm... - zamyślił się nad jej słowami. - Czy to trochę nie jest tak, że miasta były kiedyś pustkowiem, pustkowia lasem, a ja młodym przystojnym mężczyzną? - podsunął w zasadzie bez złośliwości, a ciekaw jej odpowiedzi. - Nie jest tak, że rzeczy się zmieniają? Czy katakumby można nazwać jaskinią tylko ze względu na mrok i chłód, z jakimi się kojarzą? - przekrzywił głowę. - A w drugą stronę, czy mogę uznać, że jesteśmy w katakumbach? - poklepał rozgrzaną przez jej magię ścianę - Ponieważ kiedyś były jaskiniami?
Uśmiechnął się na jej pytanie. - Szczerze? Nie, nie dziwię. - przyznał - Ale gdyby wierzyć bajaniom ludzi, powinny być częstsze. - uśmiechnął się do wspomnień różnych historii wygłaszanych przez pijanych ludzi.
- Oczywiście, że byłaby smaczniejsza, Ignis. - zgodził się gładko. - Chyba, że chciałabyś otruć mężczyznę próbującego się popisać. Wtedy smakowałaby identycznie. - westchnął. Tak na dobrą sprawę, to trucizna nie smakowałaby wcale. Po prostu dolałby ją do tego bukłaka. - Dla Ciebie najpewniej, przygotowałbym coś o smaku słodkiego wina. Jakoś tak pasuje mi do Twoich ust. - jego głos zaczął lekko drżeć, warkotać. Trochę jakby był przerośniętym wilczurem, który powarkuje, ale w taki zadowolony sposób.
Gdy wypiła kolejny łyk alkoholu, nieśpiesznym ruchem ujął jej dłoń i pocałował jej wierzch pochylając głowę. - Z każdą chwilą stajesz się w mych oczach jeszcze bardziej wyjątkowa. - brzmiał jak jakiś pierdolony Romeo o oczach zaślepionych uczuciami odbierającymi umysł. I napił się ponownie by przywrócić światu szorstkiego Bleysa - rozkaszlał się po tym nieelegancko.
- Co - rzecz jasna nie licząc mnie... - puścił jej oczko - ...najbardziej Cię złości na tym, świecie? - rzucił pytanie zupełnie znikąd.








01.01.2018, 15:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Uśmiechnął się jakoś tak dziwnie. Ignis spojrzała na niego krzywo, kiedy to zrobił. Chciał ją wystraszyć? Jeszcze czego... Zmrużyła oczy, stwierdzając, że to nie o przestraszenie, a wkurwienie chodziło. Zachęciła go gestem ręki do kontynuacji tematu. A potem, westchnęła ciężko, opierając dłonie na biodrach. Ten mężczyzna był zupełnie niepoważny.
- Widzisz, kochany... - Iskra zbliżyła swoją twarz ku niemu, zupełnie jakby chciała go pocałować. - ...Ty najzupełniej w świecie, nie masz pojęcia, co mi się wydaje. - mruknęła mu w usta słodko i znów się odsunęła. Uniosła brew, kiedy próbował gestem namalować jej kontrolowaną sytuację. Parsknęła krótkim, urwanym śmiechem. Nie wyglądał na osobę, która miała w zwyczaju kontrolować sytuację. Ignis była wojowniczką. Ale zanim się nią stała, była zwykłym, przerażonym dzieciakiem wysyłanym nocą na pustynię w asyście bardziej doświadczonych Mistyków. Nie raz w czasie walki popuściła w spodnie, nie raz wymiotowała na siebie, nie raz flaki demona oblepiały jej ciało. Owszem, było to paskudne uczucie - tak straszne, że miała ochotę płakać lub krzyczeć. I to także nie raz jej się zdarzało. Ponownie skupiła wzrok na Bleysie, ale tym razem była w nim cząstka jakiejś dziwnej powagi, której wcześniej nie pokazywała. Zmarszczyła brwi w namyśle. - Może to dziwne w tych stronach, ale wtedy zwyczajnie bym powiedziała, że nie czuję się dobrze. I szukała jakiegokolwiek ustronnego miejsca, w którym mogłabym poczuć się lepiej. - wzruszyła ramionami, jakby problemy z żołądkiem były według Bleysa tematem tabu. Nie miała pojęcia jak często zdarzają się takie nagłe przypadki, ale też nie umiała sobie wyobrazić jak mogą odebrać komukolwiek pierwotnie wzbudzany szacunek. Czasami podejście tych ludzi było dla niej całkowitą zagadką. Słysząc jego drugą wizję, roześmiała się krótko. To było idiotyczne. Pokręciła głową i uśmiechnęła się miękko. - Byłabym wściekła, byłoby mi głupio i na pewno nie wyglądałabym w żadnym calu jak dama powinna wyglądać. Błagałabym w myślach Duronora, by smród odebrał mi przytomność umysłu. I pewnie spaliłabym wszystko wokół. - jej uśmiech się powiększył, a oczy zamigotały. - Ale dalej byłabym sobą. Czy to nie jest wspaniałe? - przechyliła głowę, a jej głos melodyjnie rozchodził się po jaskini. - Niezależnie od tego jak bardzo bym cierpiała, śmierdziała, wzbudzała politowanie czy śmiech... byłabym sobą. Wspaniałą sobą. - przymknęła oczy i odwróciła głowę. Łowca może się z nią nie zgadzać, ale Ignis wiedziała, że to jest naprawdę coś wspaniałego i cennego. Niezależnie od jej woli, kiedyś to utraci.
Wzniosła oczy ku niebu. Powinna bardziej się pilnować z jakimi słowami się do niego zwraca. Jak już wcześniej mówiła, miała obawy czy ego Łowcy zmieści się w tej jaskini. Nie była jednak na tyle głupia, by mówić to na głos i na nowo rozpoczynać ten temat.
- Myślisz, że pasuje do Ciebie? Czy po prostu Ci się podoba? - spytała bez większego zainteresowania. - No to skoro umiesz pływać, nie mam się czym martwić. Przecież mnie uratujesz, jeśli będę się topić, prawda? - spytała, mrugając oczkami jak zakochana dziewczyna do swojego oblubieńca. Zaśmiała się krótko. - Chyba nie sądzisz, że będę miała problem z pływaniem? - dodała powątpiewającym tonem. To, że władała ogniem, nie znaczy, że automatycznie musiała bać się wody.
Dziewczyna westchnęła. Minę miała znużoną. W ogóle nie rozumiała czego ten mężczyzna teraz od niej oczekiwał. Miał znaleźć jaskinię. Znalazł. Oczekiwał teraz peanów zachwytu nad swoimi umiejętnościami? Ignis nie była do tego skora.
- Ojcze Smoków, czego Ty ode mnie chcesz? - spytała w końcu, patrząc na niego z rosnącym rozdrażnieniem. Czuła jak serce bije jej mocno, choć nie umiała znaleźć powodów przez które tak się działo. Zacisnęła usta, czekając na odpowiedź. Rozmyśliła się jednak z tym czekaniem już po chwili. - Podziękowań? Pochwał? Bądźże dorosły, dobrze wiesz, że jestem wdzięczna, nawet jeśli nie powiem Ci tego prosto w nieogoloną twarz. - westchnęła, a jej rozdrażnienie powoli się ulatniało.
Miękkie futro drażniło jej nos, co chwila muskając i łaskocząc ją po twarzy. Ignis jednak uśmiechnęła się, choć przez zasłonę jasnych włosów, która opadła jej na twarz, Łowca nie mógł tego dostrzec. Nie widziała jego spojrzenia, ale czuła je na sobie. To jej wystarczyło, by zamknąć oczy i przez chwilę po prostu oddychać.
Złotooka odwróciła spojrzenie w stronę ognia. Jego blask odbijał się na jej twarzy. Cienie również. Podniosła się powoli i zerknęła na Bleysa, jakby czekając na jego pozwolenie. Wyciągnęła dłoń w stronę ognia zapraszającym gestem, a jasny blask zmienił się nagle w mglisty cień, który sennymi ruchami oplótł jej rękę, tańczył wokół jej palców, ramienia, twarzy, unosił jej włosy i wnikał w ciało. Ogień zniknął, a w jaskini zrobiło się ciemno. Dziewczyna rzuciła iskrę na drewno, które po chwili znów zajęło się jasnym, gorącym płomieniem. Nie patrzyła na Łowcę. Wchłanianie ciemnomocy było dla niej czymś niemal intymnym.
To, że Bleys rozpalił ogień było dla niej jasnym stwierdzeniem, że wie co robi i nie musi się martwić, że się zatruje dymem. Nie dbała o to, w jaki sposób zapewnia im bezpieczeństwo. Po prostu wiedziała, że nic jej się nie stanie. Uśmiechnęła się jednak szeroko, kiedy ujrzała jego krytyczne spojrzenie i zaśmiała wesoło.
- Brak Ci pasji, która wszystko czyni finezyjnym i pełnym gracji. - próbowała się bronić, choć wcale jej nie zależało na wygranej w tej dyskusji. Wiedziała, że ją przegrała zaraz po tym jak wypowiedziała swoje pierwsze słowa i pogodziła się z tym w pełni. Miała tylko nadzieję, że Łowca nie będzie jej bardziej dobijał...
...a jednak dobił. Choć nie w taki sposób, jakiego by się spodziewała. Jej szeroko rozwarte oczy były aż nazbyt oczywistym dowodem, że jej mózg przez chwilę przestał pracować i odbierać jakiekolwiek bodźce. Uniosła dłoń do gardła, a jej oczy zwęziły się niebezpiecznie. Miała przy sobie jeszcze sztylet i bardzo ją korciło, by pokazać go z bliska Łowcy. W końcu też się roześmiała, kręcąc głową. Była pewna, że to woda. Kto normalny dawałby osobie z gorączką tak mocny alkohol? Z drugiej strony już sama nie wiedziała co jest gorączką, a co pieczeniem trunku, więc może miało to jakiś sens.
- Tak. Przeszło mi to przez myśl już jakieś kilka razy. - oddała mu bukłak, dalej masując sobie szyję.
Przymknęła oczy, czując, że ciepło rozchodzi się po jej całym ciele. Uśmiechnęła się kącikiem ust, a głowa opadła jej na ramię. Zerknęła jednym okiem na Bleysa.
- Mówimy o czasach, gdy ludzkość nie znała magii, a demony nikogo nie nękały, stary Kłamco. Wtedy istniała tylko pustka, w którą smoki przelały swoje moce, by stworzyć świat. - znów zamknęła oko. Skrzywiła się nieco, bo nazwy są tylko i wyłącznie kwestią interpretacji. - Oczywiście, że rzeczy się zmieniają. Wszystko zależy jakie znaczenie im przypiszesz. - usiadła w końcu i spojrzała na niego. - Więc nie ma większego znaczenia, jak nazywasz rzeczy - tylko jak je chcesz postrzegać. Iluzja percepcji. - uśmiechnęła się powoli.
Odchyliła głowę do tyłu, nie mogąc znaleźć dla niej dobrego ułożenia. Wnętrze jaskini trochę przypominało jej namiot.
- Cóż, podejrzewam, że to mogłoby powalić demona. Człowiek ma niewielkie szanse w straciu z takim alkoholem. - stwierdziła, patrząc na niego. Uśmiechnęła się tak jakoś dziwnie, kiedy mówił o truciznach. - Dobrze wiedzieć. - dodała, choć nie wyglądała ani na zaskoczoną, ani na przejętą. Ten wyraz twarzy jednak bardzo szybko zniknął, a zastąpiło je rozbawienie. - Jasne, będę pamiętać jakiego alkoholu podawanego z Twoich rąk unikać. - zaśmiała się krótko. To zaskakujące jak często się przy nim śmiała.
Spojrzała na niego ze zdumieniem, dopiero po chwili przełykając okropy napój, który jeszcze trzymała w ustach. Jakoś tak wytrącił ją z równowagi swoim dziwnym wyznaniem. Skrzywiła się mocno, znów zagryzając alkohol chlebem. Dzięki temu był zdecydowanie znośniejszy. Nie odpowiedziała nic przez dłuższą chwilę, czekając aż jego atak kaszlu minie.
- Bo piję alkohol, który wcale mi nie smakuje? - zapytała, odbierając od niego bukłak i uśmiechając się szelmowsko. Dobrze wiedziała, że ten uśmiech zaraz zniknie i zastąpi go chęć wyplucia napitku. Miała jednak wrażenie, że powoli przyzwyczaja się do tego palącego w gardle uczucia.
-Co mnie złości? - zapytała, oddając alkohol i oddychając szybko. Zdjęła swoją koszulę, czując jak ściany, ognisko i trunek rozgrzewają ją coraz mocniej. Zamyśliła się. - To, że nie rozumiem. - odpowiedziała w końcu, patrząc prosto w dwukolorowe oczy Łowcy. Nie sądziła, że aż tak szybko poczuje skutki tego ohydnego alkoholu.








01.01.2018, 17:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Nawet przez myśl mu nie przeszło, że dziewczyna zbliża się do niego aby go pocałować. Może i uważał ją za ładną, ale sam nie był już dzieciakiem całkowicie pogrążonym we włanych fantazjach, który dopowiada historię do każdego kobiecego gestu. Droczyła się i tyle.
Łowca nie miał zielonego pojęcia jak wygląda szkolenie mistyków. Gdyby miał się nad tym zastanowić, pewnie zakładałby, że zanim stawią czoła demonom muszą być naćpani, odurzeni i niespełna rozumu. A z czasem i kolejnymi wyprawami, gdy potworności nocnej pustyni przestaną być im obce, dawki środków odurzających będą zmniejszane i w końcu demony staną się dla nich czymś naturalnym.
Szczerze mówiąc Bleys nie potrafił sobie wyobrazić żadnego "szkolenia", w którym zasrane gacie byłyby czymś spotykanym, więc przez myśl mu nie przeszło, że Ignis mogła mieć takie doświadczenia.
Poza tym... przecież kobiety są piękne i powabne! To do nich nie pasuje. Nie psujmy łowcy tej resztki dziecinnej naiwności.
Uniósł brwi słysząc całkiem rozsądną odpowiedź. - Albo jesteś doskonale wyszkolona i zdyscyplinowana. - podsunął - Albo nigdy nie miałaś okazji prowadzić rozmowy, która byłaby dla Ciebie stresująca lub ważna. - dodał - To oczywiście rozsądne co mówisz, ale życie tutejszych w istocie, bywa bardziej skomplikowane i potrafią przeżywać różne błahostki zupełnie wbrew rozsądkowi. - wyjaśnił, niemniej w tonie jego głosu wyraźnie widać było, że zaakceptował jej odpowiedź na tą wizję.
Na jej śmiech w odpowiedzi na kolejną wizję uśmiechnął się z satysfakcją. Może i pierwotnie oczekiwał odrobiny pokory, w której nie będzie od niego wymagała stawiania jej w nieprzyjemnych, w żadnym razie nie-wspaniałych scenariuszach, niemniej ten śmiech równoważył jego mentalne straty.
Pokiwał głową na zgodę, jakby podświadomie przy tym wyłapując, że twierdzenie "byłabym sobą - czy to nie jest wspaniałe?" kryło sobie coś więcej niż mogłoby się z pozoru wydawać. - Jak najbardziej, wspaniałe. Ale! - podkreślił to słowo wyraźnie - samą Ciebie opisałbym wtedy innymi słowami. - zapewnił zdecydowanie, tym razem zupełnie nie godząc się z odrzuceniem tej historii i punkt za nią przypisując na swoje konto.
- Myślę, że jest synonimem "kłamcy". - odpowiedział uśmiechając się. - A jednak zdradza o mnie mniej, osobom postronnym. - dodał w zasadzie bez żadnego wyrazu. - Sama rozumiesz. Jestem dość nieśmiały. - to już zabrzmiało jak żart.
Później roześmiał się gdy mrugała do niego niczym prawdziwa uwodzicielka (no, może trochę niedoświadczona). - Oczywiście, Iskiereczko. Uratowałbym Cię. Przecież ja uwielbiam Cię ratować. - zapewnił z dumą i przekonaniem bijąc się w lewą pierś. Nie powiedział nic więcej, ale jego uśmiech mówił wszystko. Niechaj zaciąga kolejne długi wdzięczności, on był gotów na jej wdzięki... ekhm, wdzięczność, rzecz jasna.
- Sądzę, Ignis. Jesteś zbyt zarozumiała. - odpowiedział lekko, choć tak naprawdę wcale tak nie uważał. Na dobrą sprawę nie miał o tym zdanie i żadnych przewidywań w tym temacie.
Niczego od niej nie oczekiwał. Rzucił żart, że jego znalezisko jest wspaniałe, mogła albo pokiwać głową, albo zapewnić, że przywykła do lepszych miejsc ale łaskawie poświęci się dla niego i przeczeka z nim noc. Skąd w ogóle pomysł, że czegoś oczekiwał?
A! Olśniło mnie! To pewnie niezrozumienie dwójki wspaniałych istot, które poświęcały swój czas i serce spisując losy łowcy i mistyczki! Bleys, słowa o szukaniu lepszej jaskini mówił w kontekście sytuacji, gdy znajdą się w tej mokrej, ciasnej i byle jakiej kryjówce, nie w ich aktualnym raju.
W każdym razie na jej pełne rozdrażnienia westchnięcie rozłożył bezradnie ręce. - Nie oczekuję podziękowań, pochwał, wdzięczności ani nic takiego. Nie słuchasz, Ignis. - brzmiał jakby udzielał jej wykładu. I to nie po raz pierwszy na ten sam temat. - Masz się zachwycać, przecież mówiłem. - odparował i zaśmiał się, ale w taki sposób, jakby stawiał ostateczną kropkę i ucinał temat. Musiałaby być masochistką, by podejmować go dalej, choć tak bardzo ją męczył.
Tym razem nie patrzył jak pożerała ogień, nie chciał. Zamiast tego obserwował ścianę, i to jak niknęła w mroku. Wydała mu się dobrą metaforą gasnącego życia. Westchnął. Jak dobrze, że on zamierzał żyć sto lat.
Pokiwał głową. - Rozmachu. - powiedział w taki sposób, jakby w jej zdaniu faktycznie słyszał to słowo.
- To optymistyczne. - stwierdził na jej deklaracje o niewielkiej ilości sytuacji, w której myślała o jego rychłej śmierci. - Ja naliczyłem dwadzieścia siedem przypadków, w których byłem pewien, że chcesz mnie zabić. - rzucił całkowicie wymyślając ich liczbę. - Widać nie jesteś aż taka zła. - w tym momencie uniósł dłoń do jej głowy i poczochrał jak małą dziewczynkę. - Dwadzieścia osiem. - zaśmiał się.
Oparł się trochę wygodniej o ciepłą skałę i uniósł wzrok ku sklepieniu - Bleys, Bleys, stary zboku. - zagaił sam siebie. - Uważaj, bo z błyskotliwego uwodziciela zaczynasz się zachowywać jak pospolity pedofil. Nie tak powinieneś rozpieszczać przepiękne kobiety. - ewidentnie nie był zrażony jej obecnością przy jego monologu.
Potrząchał bukłakiem z rozmysłem. - Coś takiego..? - zabębnił o naczynko palcami - ...bronią na demony? - podsunął z rozmysłem ale skrzywił się w ostateczności. Nawet w krainie żartów i bajek wiedział, że tej plagi nie da się zatrzymać tak łatwo. Ciężko wypuścił powietrze.
- Widzisz, Ignis. - zaczął i uśmiechnął się do niej ciepło, jednocześnie wlepiając pełne samozadowolenia spojrzenie w jej oczy. - I oto właśnie piękny przykład, jak nakłonić dziewczynę do picia tak okropnych trunków. - wyciągnął jeden palec jakby liczył zalety sytuacji - I zarazem powstrzymać ją przed oczekiwaniem, że dostanie cokolwiek, od czego smaku mogłaby zmrużyć z przyjemnością te swoje oczęta. - wyciągnął drugi palec i przekrzywił głowę. - Teraz pijesz co chcę! - dodał nieco głośniej a z jego oczu aż biło zadowolenie.
- Być może. - odpowiedział na jej pytanie, starając się wyglądać przy tym możliwie jak najbardziej tajemniczo. Po krótkiej chwili roześmiał się głośno i szczerze - A być może dlatego, że ja go piję? - zapytał, a wizja ta wyraźnie go bawiła.
- Ludzi..? - podsunął łagodnie, licząc, że dziewczyna zechce rozwinąć nieco temat.








01.01.2018, 19:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Zbliżając się do niego coraz bardziej, starała się patrzeć mu w oczy, które wydawały jej się absolutnie nieporuszone. Kiedy skończyła swoje pierwsze zdanie, zmrużyła ślepia i pocałowała do delikatnie. Zupełnie jakby to było całkiem normalne zachowanie, drobna pieszczota, a nie złośliwe posunięcie, które miało wytrącić Łowcę z równowagi. Dobrze wiedziała, że go nie wytrąci. Był starym zboczeńcem od stu lat z górką, wątpiła by taki pocałunek zrobił na nim jakiekolwiek wrażenie. A ona sama, właściwie nie miała nic przeciwko takiemu droczeniu. I trochę ją to martwiło.
Szkolenie Mistyków nie było tematem, który większość ludzi chciałaby poruszać. Wyczerpanie ciała i umysłu, jakim byli poddawani, była okrutna, ale z czasem człowiek się do tego przyzwyczajał. To było jedyne miejsce, gdzie była traktowana na równi z innymi Mistykami. Nocą wszyscy stawali się Braćmi i Siostrami, więc musieli nauczyć się polegać na sobie. Ignis przygryzła wargę, wspominając jedną, jedyną noc, kiedy złamała najświętsze prawa Azaratu. Skupiła spojrzenie na Bleysie, próbując odgonić od siebie myśli o tamtych wydarzeniach.
- Jestem dobrze wyszkolona. I zdyscyplinowana, kiedy muszę. - wzruszyła ramionami, ignorując słowo doskonale. Taka nie była na pewno. Ale jej mięśnie pamiętały ruchy, pamięć ciała jeszcze do tej pory nigdy jej nie zawiodła. Treningi bronią konwencjonalną były podstawą dla każdego, kto chciał zabijać demony. Złotooka świetnie pamiętała czarny i elastyczny, wzmacniany materiał jej zbroi. Dziesiątki przytroczonych pochew na broń pokrytą runami. W swoim oddziale była jednym z najcelniejszych strzelców. Spojrzała na niego z ukosa, nie kryjąc się z tym, że według niej wyolbrzymiał. I to strasznie. - A może po prostu nie należę do osób, które stresują się przed rozmową? Tylko walczą z konsekwencjami swoich czynów? - podsunęła delikatnie. Drażniło ją, że próbował określić kim była, jak się zachowywała i jak miała reagować. Nie czuła, by dobrze umiejscawiał ją w kontekście.
Jej uśmiech nie znikał, kiedy patrzyła na usatysfakcjonowanego Bleysa. Westchnęła jednak, kręcąc głową. Wzrok Iskry przepełaniały różne emocje, ale na pierwszy plan znów wynurzał się brak zrozumienia.
- Brudna, śmierdząca, poniżona, zabawna? Zjawiskowa? - wymieniała dźwięczne słowa, ale wyraz jej twarzy daleki był od zachwytu. - Dlaczego w ogóle wyobrażasz sobie mnie w takich sytuacjach? - przechyliła głowę i zmarszczyła brwi. - Czujesz się z tym lepiej? - wpatrzyła się w niego, choć nie była pewna czy chce poznać reakcję Łowcy.
Podeszła do niego i uderzyła go w brzuch. Nie był to żaden atak z zaskoczenia, a włożyła w niego niewiele więcej siły niż uderzenie mające zabić komara.
- Jesteś. - kolejne uderzenie. - Paskudnym. - następne. - Kłamczuchem. - odsunęła się, patrząc na niego spod uniesionych brwi. Uśmiechnęła się. - I żadna nieśmiałość nie będzie w stanie tego ukryć.
Wbrew sobie także się roześmiała na jego stwierdzenie, ze uwielbia ją ratować. Zakryła usta dłonią i patrzyła na swojego... ekhm... wybawcę. Stary zboczeniec, niechlujny mężczyzna, silny i szybki wojownik, wkurzający gbur, ale mimo wszystko ciekawy towarzysz podróży. Cóż, mogła chyba trafić gorzej.
- Taa... szczególnie kiedy tak naprawdę wcale tego ratunku nie potrzebuję. - załamała ręce, ale sprzeciwiała się mocniej jego twierdzeniu. Jakby nie patrzeć, odrobina prawdy tam była. Popatrzyła na niego z zaskoczeniem, kiedy wygłosił kolejną prawdę o niej. - Ja zarozumiała? To co Ty powiesz o sobie? - fuknęła, ale roześmiała się gromko, kiedy przypomniała sobie niedawne stwierdzenie Bleysa o tym, że jego ego jest czymś wspaniałym ponad granicami nieba.
Skąd pomysł, że czegoś oczekiwał? Bo zachowywał się tak, jakby czegoś oczekiwał. A ona nie miała pojęcia co to mogło być. Tym razem oczekiwał zachwytu. Dziewczyna nie była jednak pewna, czy nie kryło się pod tym jeszcze wiele innych rzeczy, za które w mniemaniu Bleysa, powinna być mu wdzięczna. W końcu spojrzała na niego ze złością, która dobitnie powinna mu uświadomić, że nie ma zamiaru się niczym zachwycać. Nie było tu nic, co budziłoby w niej gwałtowniejsze bicie serca. Poza Łowcą rzecz jasna. Który co chwila ją czymś doprowadzał do furii.
Kiedy wchłonęła ogień, niemal od razu poczuła się lepiej. I gorzej. Kilka sekund zajęło jej dojście do siebie. Dziewczynie zadrżała warga, gdy starała się powstrzymać uśmiech, co nie bardzo jej się udało. W końcu pozwoliła sobie na przegrany uśmiech i potwierdziła.
- Tak, rozmachu. Niech Ci będzie. - zaśmiała się krótko.
Gdy Łowca mówił ile razy według niego chciała go zabić, pokazała ząbki w uśmiechu i wzniosła oczy ku sklepieniu jaskini.
- Optymistyczne? - powtórzyła głucho po jego stwierdzeniu. - Jak sobie radzisz z życiem, kiedy wiesz, że obok Ciebie jest ktoś, kto tak wiele razy chciał Cię zabić? - popatrzyła na niego, a jej wzrok na moment spoważniał. - I było ich trzydzieści dwa, nie dwadzieścia siedem. - skorygowała jego wyliczenia. Warknęła ze złości, patrząc na niego płonącym spojrzeniem. - A to licz podwójnie.
Zmrużyła swoje ślepia, nie przeszkadzając mu w monologu, którego nie rozumiała. Właściwie nigdy nie uważała go za błyskotliwego uwodziciela, ale kto wie jak zachowywał się przy innych kobietach? Wolała przemilczeć jego słowa, by nie wplątać się w kolejną gierkę, którą może przegrać i się tylko wkurzyć.
- Nie Bleys, alkohol nie jest bronią na demony. To taka hiperbola, która miała pokazać jak bardzo okrutny jest ten trunek. - powiedziała powoli, żeby się nie seplenić. Czknęła głośno, aż całe jej ciało podskoczyło. Próbowała się tym nie przejmować, ale nie było to proste zadanie. Zmrużyła oczy, zupełnie jakby ten gest miał pozwolić jej nadążyć za słowami Łowcy.
- Co? - przechyliła głowę bezradnie, roześmiała się i czknęła raz jeszcze. Z czego znów się zaśmiała. - Piję to, co mi dałeś... - wyraźnie starała się, by przemawiały przez nią fakty. Nie miała pojęcia dlaczego był tak zadowolony. - Bo nie mamy nic innego - zawahała się na moment, a nieme pytanie malowało się w jej pięknych, przymkniętych oczach. - ? - przysunęła się do niego, chcąc wyczytać prawdę z jego ślepi. Zamknęła oczy, jeszcze bardziej zbita z tropu jego kolejną odpowiedzią. Złapała go za koszulę na piersi i przytrzymała się jej, kiedy zmieniała pozycję, by usiąść na przeciwko Łowcy i patrzeć mu prosto w twarz. Irracjonalnie miała wrażenie, że wtedy będzie prościej zrozumieć wszystko. Skrzywiła się, przysuwając bliżej i w końcu spytała: Jestem wyjątkowa bo pijesz alkohol? - przez moment rozważała swoje słowa, a potem roześmiała się szczerze. Odsunęła się od niego. Jej śmiech przygasł, kiedy wpatrzyła się w płomień. Wyglądała jakby faktycznie zrozumiała. - Pewnie coś w tym jest.
Ignis westchnęła przeciągle, odgarniając wszystkie włosy na jedną stronę. Wzięła kolejny łyk alkoholu, zapominając już o zagryzaniu chlebem. Nie patrzyła na Bleysa, pochłaniał ją widok ognia.
- Ludzi. - potwierdziła. - Świata. Siebie. - wzruszyła ramionami, a włosy znów rozsypały się po jej plecach. - Nie jestem tępą dziewczynką krainy na końcu świata. Lubię się uczyć i nie sprawia mi to problemów. Wiele ksiąg znam na pamięć, łącznie z numerami wersetów. A mimo to nie rozumiem tak wiele... - westchnęła i uśmiechnęła się smutno. - ...a nikt nie chce dzielić się wiedzą inną, niż ta książkowa, jeśli nie widzi w tym żadnego profitu. Nawet Ty, Łowco. Nie obchodzą mnie Twoje powody. - dodała szybko i przez chwilę milczała. - Po prostu nie chcesz dać mi się zrozumieć. I nie mam tu nic do gadania.








01.01.2018, 20:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna