Drogi kupieckie

I nie myliła się. Nie wytrąciła go z równowagi małym pocałunkiem. Wywołała jedynie szeroki wyraz zadowolenia na jego niedogolonej gębie.
Nie wdawał się w dyskusję na temat jej wyszkolenia i dyscypliny. Skoro mówiła, że była - kimże był on by to kwestionować? Gdy jednak podsunęła wersję alternatywną - siebie, jako osoby, która się nie stresuje rozmową, zapytał łagodnie - Wierzysz w to?
- Jak to dlaczego? Przecież sama pytałaś. - odparł czując się trochę tak, jak ktoś opieprzony za zbyt duże ognisko po tym, jak proszono go by dołożył do ognia. - Nie czuję się z tym lepiej ani odrobinę. Wolałbym sobie Ciebie wyobrażać w milszych sceneriach. - urwał na chwilę - Tobie robi się lepiej od wyobrażania sobie innych w taki sposób? - podsunął złośliwie.
Po jej niezbyt mocnych ciosach Bleys zaniósł się ciężkim, ochrypłym kaszlem, złapał za pierś, poburczał chwilę coś niezrozumiałego, wydał z siebie coś na kształt - Ała! - i rozkaszlał się ponownie, teatralnie wywracając oczami wierząc, że wygląda jak ktoś bliski utraty przytomności. A później zrzucił z siebie górną część ubrania odsłaniając brzuch i obmacał się w miejscu gdzie go "uderzyła". Wydał z siebie coś na kształt "Ubłeuae", roześmiał nie mogąc powstrzymać, wyszczerzył głupawo i zupełnie poważnym, trochę przejętym tonem zapytał - Krwawię? - i dalej uciskał swój brzuch gdzie nie tak dawno uderzyła jej piąstka.
Chwilę później odpowiedział na jej zarzuty. - Dziwne. Ludzie na ogół mi wierzą. - może odrobinę przekłamał statystyki, za to tym razem przynajmniej brzmiał szczerze.
- Skromny. - odpowiedział jednym słowem i obniżył nieco główkę uciekając spojrzeniem gdy zapytała co powie o sobie. Wyglądał przy tym przekomicznie.
Zaśmiał się na jej pytanie. - Na dobrą sprawę, gdziekolwiek bym się nie udał - już jest, lub wkrótce znajdzie się ktoś, kto będzie chciał mnie zabić. - odparł. - Dzięki temu, można poczuć, że się żyje! - dodał radośnie, i któż mógł wiedzieć, czy sam fakt, że ktoś chciał go zabić dawał mu poczuć życie, czy też to, że "czuł życie" sprawiało, iż ludzie chcieli go zabić.
Uniósł brwi jakby zaskoczyła go korektą tej cyfry a gdy z pełnym złości warknięciem nakazała mu policzyć ostatnie podwójnie, pokręcił głową z dezaprobatą. - W takim razie nie dziwię się, że naliczyłaś trzydzieści dwa. Ja wszystkie liczę pojedynczo. – sytuacja wyglądała zupełnie jakby porównywali wyniki uzyskane w pracy domowej z matematyki.
- Czy nie wychodzi na to, że też jesteś kłamczuchą? - podsunął myśl przeczesując palcami własne włosy. - W końcu mówiłaś, że "kilka", teraz zrobiło się ponad trzydzieści..? - w ciszy, która rozległa się po tych słowach niemal brzmiało pełne żalu pytanie jak ja mam Ci zaufać?, lecz może to tylko złudzenie.
- Są ludzie, którzy twierdzą, że broń nie może być zła, a źli są jedynie Ci, którzy się nią posługują. - nagle w opuszczonej do niedawna jaskini dało się słyszeć doświadczonego filozofa (a przynajmniej Bleys chciał tak myśleć) - Jestem przekonany, że mieliby podobne obiekcje co do twierdzenia, jakoby trunek mógł być okrutny. - melodia wypowiedzi nie zmieniła się, pochłaniając nawet uśmiech samego łowcy na rzecz zamyślonego i skupionego jednocześnie wyrazu twarzy.
Na jej czknięcie i podążający za nim ruch całego ciała mężczyzna zamknął na chwilę oczy, jakby zaczął ważyć dalsze losy zagubionych w tej rajskiej jaskinie wędrowców.
Gdy przysunęła się do niego z pytaniem próbując pojąć sens jego - zawiłej jak się okazało - wypowiedzi, Bleys postąpił dokładnie tak jak ona wcześniej. Dał jej delikatnego, ulotnego buziaka prosto w usta, trochę na kształt pstryczka w nos, i wyszczerzył się okrutnie ciekaw, jak jej urocza twarzyczka przetrawi taki obrót sytuacji.
Później, gdy siedziała naprzeciw niego patrzył w jej oczy. Gdy zadała pytanie najpierw chciał pokiwać głową, ale później wydała się jakaś... smutna, powstrzymał się więc.
Westchnął ciężko. - Wolę wierzyć, że piję - z Tobą - alkohol, bo jesteś wyjątkowa. - powiedział powoli i pociągnął naprawdę solidny łyk, ale choć paliło go w gardle nie wydał z siebie żadnego dźwięku. - A Ty pijesz go ze mną, bo ja jestem wyjątkowy. - stwierdził, choć w tym twierdzeniu była pewna pytająca nuta. Podsunął jej naczynko - które coraz bardziej zbliżało się do opróżnienia - i czekał, jakby chciał sprawdzić, czy nie miała go za pierwszego-lepszego faceta, na którego akurat trafiła w pierwszej kolejności. Głupota...
Na jej kolejne słowa odwrócił od niej wzrok. Patrzył w ogień, zupełnie jakby nie mówiła o swoich uczuciach a snuła jakąś opowieść. Nie lekceważył jej jednak. W ten sposób mógł się bardziej wczuć w to, co próbowała przekazać. Inaczej rozpraszałyby go inne, bardziej przyziemne sprawy. Takie jak jej odsłonięta z jednej strony szyja. Śliczna szyja.
- Może w wiedzy innej niż książkowej nie chodzi o to, by ktoś się nią dzielił... - podsunął wciąż nie odrywając oczu od płomienia - A o to, byś doświadczała świata, obserwowała go i wyciągała wnioski z tego co widzisz? - przeniósł spojrzenie na nią. - Może nie ma znaczenia to co mówię. - nieśpiesznie uniósł rękę, złożył dłoń w pięść i uderzył ją lekko w lewą pierś. - A to, co Ty czujesz? To, co sama dostrzeżesz? - uśmiechnął się łagodnie, nie zabierając ręki z jej piersi. - Ukryte pod iluzją percepcji... - dodał mając dziwne wrażenie, że spodobało jej się to określenie.








01.01.2018, 21:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Miała ochotę się wkurzyć. Albo roześmiać. Wiedziała, że nie wytrąci go z równowagi, a jednocześnie chciała sprawić, żeby to on był przez jakiś czas zaskoczony. Nie sądziła jednak, że zobaczy zadowolenie na jego twarzy. Tak samo jak nie umiała sobie wytłumaczyć, dlaczego przez dłuższą, milczącą chwilę nie odsuwała się od niego.
Na jego krótkie pytanie, posłała mu zmęczone spojrzenie i przytaknęła. Nie był to jednak gest osoby, która jest dumna czy zadowolona ze swojego zachowania. Szeroko rozprostowała palce, by potem zacisnąć je z siłą w pięść.
- Niestety. Rozmowa mnie nie stresuje, co najwyżej złości. Przed wyznaniami też nie mam oporów, nie robi na mnie wrażenia to, że się komuś zwierzam. Ale przejmuje się odpowiedzią. Konsekwencjami. Tym, co będzie potem. A zanim to nie nastąpi... - wzruszyła bezradnie ramionami. - ...nie jestem w stanie o tym myśleć. - przyznała, nie patrząc się na niego.
Przez moment patrzyła na niego spod byka, potem klepnęła się szybko w czoło. Zaśmiała się krótko.
- Zdążyłeś już na tyle mnie zagadać i zdezorientować, że o tym zapomniałam. - znów się zaśmiała, odwracając od niego. Nie ma co, do szpiegostwa i infiltracji się nie nadawała za miedzianego smoka. Machnęła ręką, kiedy mówił o tym, że wolałby sobie ją inaczej wyobrażać. O tak, ona też wolałaby inaczej wyobrażać sobie samą siebie. Spojrzała na niego bystro. - Czasami lubię sobie myśleć w taki sposób, o ludziach, którzy wyrządzili mi krzywdę. - powiedziała beztrosko. - To jedyna metoda, która pozwala mi się na nich mścić.
Po serii ciosów jakie mu zadała, nie spodziewała się aż takiej straszliwej potęgi. Popatrzyła na swoją pięść, jakby była narzędziem zniszczenia i wystawiła ją przed siebie - na kształt groźby dla Bleysa. Zaniosła się śmiechem, kiedy Łowca kaszlał i odstawiał swoje małe przedstawienie. Jej uśmiech nieznacznie się poszerzył, kiedy zdjął koszulę, odsłaniając tors - ale to zauważyłby tylko baczny obserwator. Dziewczyna podeszła do niego, rzeczowo spoglądając na miejsce, które uderzała. Szybkim niczym atak żmii gestem przejechała niezbyt mocno paznokciami po jego brzuchu, wpatrując się ze złośliwą radością w jego oczy. Przymknęła poważnie oczy i pokiwała z rozwagą głową.
- Teraz już tak. - po czym znów zaczęła się śmiać, nie całkiem świadomie trzymając dłoń na jego klatce piersiowej. Kiedy się spostrzegła, zabrała ją powoli bez słowa.
Oparła dłonie na biodrach, przesuwając ciężar ciała na lewą nogę i spojrzała na niego bez krzty wiary.
- Yhym. Dopóki z Twoich ust nie padnie pierwsze słowo. - uniosła brew, wcale nie przejmując się szczerością w jego głosie. Wiedziała, że interpretował sobie te słowa na swój własny, pokręcony sposób. Cmoknęła z zadowoleniem, kiedy pochylił głowę, twierdząc, że jest skromny. - Skromny? A jak opiszesz swoją definicję tego słowa? - spytała, kręcąc głową i patrząc na niego spod przymrużonych powiek. Złote oczy taksowały go bezlitośnie.
Ignis wcale się nie śmiała, kiedy Bleys mówił o tym, że zawsze znajdzie się ktoś kto chce - lub będzie chciał - go zabić. W to akurat uwierzyła bez najmniejszego problemu, ale nie było jej do śmiechu. Przez chwilę rozważała, czy zdecydowałaby się go ochronić, gdyby wiedziała, że jego życie jest zagrożone przez jakiegoś człowieka. Nie była przekonana. Przed wszystkim innym broniłaby go bez mrugnięcia okiem. Ale skrzywdzenie jednego człowieka, by ratować drugiego dalej było dla niej trochę obce. Nie miała złudzeń, że będzie musiała podjąć jakąś decyzję w tej materii całkiem niebawem.
- Widzę, że znajdujesz w tym wiele radości. - rzuciła, nie potrafiąc się ustosunkować do tego co mówił. - Podoba Ci się takie... życie? - zapytała, znając i tak odpowiedź na to pytanie. Zdusiła w sobie śmiech, kiedy ujrzała jego uniesione brwi. - To był pierwszy raz, kiedy liczyłam podwójnie. - dodała niewinnie, choć jej wzrok nie miał w sobie nic z niewinności.
Białowłosa przygryzła wargę, patrząc na Bleysa.
- No i widzisz... kilka dni w Twoim towarzystwie, a już zaczęłam kłamać. Szkoda, że tak nieudolnie, skoro od razu to wyłapujesz. - dodała z niby-skruchą i uśmiechnęła się, a jej usta zaczerwieniły się mocno od przygryzienia. - Chyba tu skończę pobieranie nauk od Ciebie. - stwierdziła krótko i puściła mu oczko.
Dziewczyna przez chwilę milczała, jakby wahała się czy wypowiedzieć kolejne słowa. Podniosła na niego spokojne, choć trochę niepewne spojrzenie złotych oczu.
- To samo tyczy się magii. Źli mogą być tylko ludzie, którzy jej używają. - powiedziała tylko, czując konieczność podkreślenia tego. Wiedziała, że Bleys nienawidzi magów. Ale magia sama w sobie nie była niczemu winna. Choć patrzyła na jego zamyślony profil, nie chciała zbytnio drążyć tematu i była gotowa, wyjątkowo zgodnie, zamilknąć w tej materii. Teraz.
A alkohol zaczął działać na Mistyczkę w bardzo niemistyczny sposób. Zmęczona i mała dziewczyna była niczym w porównaniu do takiej dawki niemiłosiernego trunku. Widząc zamknięte oczy Bleysa, dźgnęła go w bok mrucząc, żeby nie spał. A gdy na to nie reagował, przysunęła się do niego, by mogła zrozumieć. Bo przecież im bliżej słów była, tym łatwiej było je zrozumieć, prawda?
- Ble... - zdążyła tylko tyle powiedzieć, by ponaglić go do wyjaśnień, jednak w tej właśnie chwili zdecydował się ją pocałować. Krótko. Ulotnie. Faktycznie było to dla niej jak pstryczek w nos. Nie odsunęła się jednak, będąc blisko i wpatrując się w jego oczy. Jej własne źrenice co chwila kurczyły się i rozszerzały w blasku ognia. - Jutro będę tego żałować, prawda? - spytała i oblizała wargi. Trudno było zgadnąć czy chodziło jej o pocałunek czy o alkohol. Jej oczy zamigotały smutkiem i dezorientacją. Oddech Łowcy osiadł na niej ciężko. Czuła jego pot, oddech pełen ziół, dziwne przyciąganie jego oczu. Odsunęła się powoli.
Przez chwilę pomyślała o sobie. Była nikim istotnym, młodą dziewczyną, która wyruszyła w podróż bez celu i nie umiała odnaleźć się w nowej sytuacji. Kimś, kto posiadał moc desktrukcji. Kimś, kto żył iluzjami i przeżywał żałobę śmierci swoich marzeń. Jak mogła choć przez chwilę myśleć, że ktoś uzna ją za wyjątkową? Podniosła wzrok na Bleysa, a w tym spojrzeniu migotały płomienie ognia.
- Też wolę w to wierzyć. - złapała się jedynej krzepiącej ją w jakiś dziwny sposób odpowiedzi. Wzięła od niego bukłak i wypiła kolejny duży łyk, nawet nie krzywiąc się już tak bardzo. - Cieszę się, że jestem tu z Tobą. - dodała ciszej, nie patrząc na niego. Wchłonęła odrobinę ognia, by w jaskini zrobiło się ciemniej, a Łowca nie dostrzegł rumieńca na jej twarzy. Poczuła ulgę, że mężczyzna patrzy w ogień, a nie na nią.
- Nie do końca... - sprzeciwiła się. - Z książek mogę nauczyć się tego, co wiedzieli mądrzejsi ode mnie, żyjący wiele setek lat temu. Czytając dalej, mogę zrozumieć jak ich teorie były wypaczane, obalane, potwierdzane, ewoluowane. Mogę starać się zrozumieć tajemnice świata - które ktoś zinterpretuje na swój sposób. Uważam to za cenne, choć nie umiem Ci wyjaśnić dlaczego. - dziewczyna podjęła swój monolog. - Ta wiedzą, której mi brakuje, to nic innego jak doświadczenie. Masz rację. Ale prościej jest mieć kogoś, kto pomoże Ci doświadczać. Weźmy prosty przykład grzybów... - uniosła dłoń, a nad nią zapłonął czarnym płomieniem mały grzyb, który chwilę potem się rozwiał. - Możesz zbierać wszystkie, jakie znajdziesz i jeść je, by sprawdzić, które są jadalne, a które zatrute. Lecz możesz także iść z leśnikiem, który powie Ci, że te konkretne grzyby są trujące. Oszczędzisz sobie czasu i zdrowia. - skrzywiła się lekko i odchyliła głowę do tyłu. - Hm... to tak, jakbyś ujrzał nocne niebo na malowidle, które ma setki lat. A potem wyszedł nocą na dach i zrozumiał, że choć było podobne, to jednak prawdziwe niebo ma zupełnie inny odcień granatu, a gwiazdy błyszczą w sposób, którego nie odda żaden rysunek. - popatrzyła na niego i uśmiechnęła się lekko, trochę zawstydzona swoimi słowami. Jej oczy spotkały się z jego.
Wstrzymała na chwilę oddech, słysząc jego słowa. Miała wrażenie, że policzki jej płoną, a źródłem nie jest ani ciepło jaskini, ani alkohol. Znaczy, alkohol w sumie tak.
- Oczywiście, że nie ma znaczenia, co mówisz. - przyznała i nawet spróbowała się uśmiechnąć, ale jej nie wyszło. - W końcu jesteś Kłamcą. - ostatnie słowo wypowiedziała niemal z czułością.
Syknęła cicho, jakby jego uderzenie ją zabolało, ale uparła się, by zachować te strzępki godności i nie odwracać od niego spojrzenia. Miał dobre wrażenie, że polubiła ostatnie określenie. Położyła dłoń na jego pięści.
- Czuję. - powiedziała w końcu, to jedno słowo, po czym uśmiechnęła się przekornie. Była ciekawa, czy doceni grę słów. Jej zdaniem była całkiem niezła. Nastąpiła dość długa pauza, po której dziewczyna podjęła. - Że chaos w mojej głowie jest tak duży, że nie umiem go ogarnąć. Nie wiem od czego nawet zacząć. Nie mam pojęcia dlaczego Cię spotkałam i dlaczego tak naprawdę jesteś ze mną, pomimo swoich niechęci. Nie rozumiem tak wiele... - uśmiechnęła się znów w ten smutny sposób, a warga jej zadrżała. - ...ale dostrzegam tylko to, że z jakichś cholernie dziwnych przyczyn nie chcę, żebyś mnie zostawiał. - zamknęła oczy. Tak jak mówiła na początku, nie miała dużego problemu z wyznaniami. Miała problem z tym, co było potem.








01.01.2018, 22:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

- Jesteś bezwzględna. - podsumował jej słowa na temat ludzi, którzy ją skrzywdzili. - Teraz naprawdę, boję się wyrządzić Ci jakąkolwiek krzywdę. - zapewnił - Podobnie jak Ciebie wolę wyobrażać sobie w przyjemnych sceneriach, siebie umieściłbym w podobnych. Najlepiej razem z Tobą. - pociągnął. - Nie niszcz statystycznej wspaniałości Bleysa w krainie wyobraźni. - pogroził jej palcem.
Cóż, porównując do stanu mistyczny, prawdopodobnie każdy uzyskałby miano bacznego obserwatora. Bleys widział jej poszerzający się uśmiech i był z tego faktu zadowolony, niemniej nie komentował. Nie ma co peszyć dziewczyny, która nabierała właśnie śmiałości.
Nie spodziewał się szybkiego szarpnięcia jej paznokci na swoim ciele. Był tak zaskoczony, że syknął słyszalnie i co całkiem zabawne, zrobiło mu się przez to głupio. Ale to mógłby zobaczyć tylko baczny obserwator.
- Bestio! - rozbrzmiały słowa pełne sympatii - Twe ataki są niczym ciosy istoty nie z tego świata. Wydaje Ci się, że to zwykłe uderzenia, a z zauważalnym opóźnieniem nagle Twe ciało zostaje rozszarpane, choć kolejny atak wcale nie nadchodzi! - tak właśnie powinny brzmieć punkty kulminacyjne dobrych opowieści. Głośno i wręcz z nabożnym zafascynowaniem. - Czy to wszystko szkolenie dzieci pustyni, czy Twój osobisty trening? - te słowa wypowiedział cicho, łagodnie.
Wyszczerzył się głupio, gdy zapytała go jak opisze definicja słowa skromny. - No jak to jak? - nie wierzył, że w ogóle mogła o to pytać. - Ja! - odparł i wypiął z dumą pierś, jakby wypięta pierś mogła stanowić dowód wielkiej inteligencji.
Łowca nie był w stanie zrozumieć jej powagi, gdy mówił o ludziach pragnąćych jego śmierci. Tak na dobrą sprawę, nikt nigdy nie próbował pozbawić go życia za cokolwiek co zrobił. Pewnie, zwyzywać, powygrażać czy próbować pobić - to się zdarzało - ale jedyne sytuacje, w których inny człowiek zaatakował go z intencją zabójstwa były sytuacje, w których próbowano go obrabować. Nawet przez myśl nie przeszło mu więc, że mógłby postawić Ignis przed wyborem jego bezpieczeństwa, czy bezpieczeństwa innego człowieka. Zresztą, bądź co bądź był wyszkolonym łowcą. Raczej nie powinna się obawiać, bo wszystkie jego dotychczasowe grzeszki nie powinny sprowadzić na jego trop nikogo, z kim nie mógłby sobie poradzić sam, w dodatku pijany.
- Lepszego nie znam. - odpowiedział na pytanie czy lubi takie życie. Na dobrą sprawę nie było to ani potwierdzenie, ani zaprzeczenie. Chyba sam nigdy nie tracił czasu by się nad tym zastanawiać. Po prostu. Żył.
Zaśmiał się gdy próbowała wykręcić się z jego wspaniałych nauk, które na dobrą sprawę jeszcze się nie zaczęły. - Wprost przeciwnie. Idzie Ci świetnie. - pochwalił unosząc do góry palec, jakby miał coś ważnego do powiedzenia. - Najprościej jest, dla osoby początkującej i niedoświadczonej, jedno dobre kłamstwo ukryć pod całą stertą słabych. - zapewnił - I jeszcze przyznać się do kłamania tak, by ludzie widząc tą stertę kłamstw słabych uznali, że nie mają czego szukać więcej, bo przecież się przyznałaś a kłamać i tak nie potrafisz. - opuścił uniesiony palec jednocześnie kończąc część wykładową.
Pokręcił powoli głową. - Niezupełnie. - odpowiedział zadziwiająco łagodnie, zważywszy na temat, który poruszyli. - Gdy nieodpowiedni człowiek dostaje broń, może się jej pozbyć. Można go jej pozbawić. W dodatku z bronią trzeba ćwiczyć, zanim będzie stanowić prawdziwe zagrożenie. I broń może mieć każdy - nikt nie czuje się przez nią lepszy, gorszy lub wyjątkowy. - mówił powoli, spokojnym tonem choć dało się czuć w nim pewnego rodzaju napięcie. - Magii się nie pozbędziesz. Gdy ktoś się do niej nie nadaje, nie możesz postąpić z nim jak z dzieckiem i zabrać mu niebezpieczną zabawkę. Magia jest groźna - nieokrzesana może być jeszcze groźniejsza. A część ludzi uważa się z jej powodu za lepszą. Wydaje im się, że mają prawo pomiatać innymi, którzy są jej pozbawieni. - te słowa wypowiedział szybciej i z wyraźną złością. - Nawet, jeżeli istnieją jej piękne odmiany, i nie na wszystkich działa w zły sposób... - chwila ciszy - ...nie jest taka sama jak zwykłe bronie.
Po chwili dodał trochę pogodniejszym tonem - Porównałbym ją raczej do bogactwa, niż broni.
Gdy dźgnęła go palcem w bok żądając, by nie spał, miał ogromną ochotę wziąć ją w objęcia i przytulić rozbawiony. Ale powstrzymał się, szczerze ciekaw co tak rozkoszna istota będzie robiła dalej, by przywołać go do jej świata. To przecież prawie, jakby ktoś go potrzebował, pradwa? Miłe uczucie!
- To zależy. - odpowiedział na jej pytanie, i machinalnie również oblizał wargi. - Jeżeli ciągle będziesz żyć przyszłością i tym, co działo się dnia wczorajszego, to tak. - powiedział i uniósł dłoń do jej miękkiego policzka. - Ale możesz też spróbować przestać żałować. - po tych słowach wpatrywał się w jej oczy jakby... wyczekująco.
Gdy napiła się po raz kolejny a później tym swoim słodkim, cichym głosem powiedziała, że cieszy się, że jest tu z nim, Bleysowi zrobiło się... dziwnie ciepło. Zupełnie inaczej, niż zwykle, gdy jakaś pijana kobieta mówiła mu coś miłego. Słowa Ignis brzmiały, jakby coś znaczyły. Nie wiedział tylko, czy to kwestia co znaczyły dla niej, czy dla niego.
Nie przerywał jej i nie wdawał się w dyskusję na temat pożyteczności wiedzy z książek. Przecież nie mówił nic o tym, czy była użyteczna czy nie!
Skinął głową gdy przeszła do doświadczenia i powiedziała, że prościej jest mieć kogoś kto pomoże doświadczyć. Zgadzał się z tym, choć pod pewnymi warunkami. Bywało, że ludzie przekazywali złe przyzwyczajenia, nawyki i sposoby obcowania ze światem. Bywało, że rzecz prostą ktoś wykładał w sposób strasznie skomplikowany i tylko pogarszał sprawę. Nie poruszał jednak tematu, bo pełen zapału wywód Ignis na temat grzybów wydał mu się zbyt zabawny by go burzyć.
W końcu, gdy skończyła historię grzybów, odezwał się. - Moim zdaniem to bardziej tak, że książka powie Ci, jakie grzyby nie są trujące, jak się nazywają, jak się nazywa pożywna zupa, którą z nich ugotujesz oraz to, że występują w wilgotnych lasach na południu. - zrobił chwilę przerwy dając jej przeanalizować to zdanie - A w świecie grzybiarz zaprowadzi do lasu, pokaże gdzie znajdziesz je szybko, a gdzie ich nie znajdziesz bo pożerają je dzikie zwierzęta, wyjasni jak stwierdzić, które są zarobaczone, pokaże z czym i jak zrobić tę zupę, zapewniając, że dzięki temu będzie jeszcze smaczniejsza a na końcu da Ci jej skosztować. - uśmiechnął się - A na końcu sama stwierdzisz, że zupa choć może pożywna, kompletnie fatalna w smaku, i następnym razem spróbujesz zrobić ją sama - bez specjalnych dodatków Twojego "mentora".
Na dobrą sprawę, książki i rzeczywistość nie zawsze życzyły nam jak najlepiej i uzupełniały się. Wspomniany grzybiarz, choć intencje mógł mieć krystalicznie czyste, mógł jadać grzyby powodujące słabość, pogarszające wzrok albo uzależniające w jakiś sposób. Książka mogłaby nas ostrzec - on mógł nie dostrzegać tych efektów lub nie łączyć ich z przyczyną.
Nie jestem pewien, na ile Bleys docenił grę słów, a na ile docenił to, co sam czuł, w każdym razie uśmiechnął się do niej ciepło. Gdy kontynuowała wypowiedź jego uśmiech jeszcze się poszerzył. - Jako dziecko uwielbiam bohaterów. Dzielnych, odważnych, nieustraszonych. - zaczął. - Jako mężczyzna, uwielbiam piękne kobiety o żywym spojrzeniu i ślicznym uśmiechu. - ciągnął w jednym, melodyjnych tonie. - Jako Kłamca. - teraz jego głos zabrzmiał bardziej szorstko, za to uśmiech jeszcze się rozszerzył. - Cieszę się, że Ty - na chwilę oddalił dłoń, po czym ponownie stuknął w jej pierś jakby dla podkreślenia słowa "Ty" -...jesteś tu ze mną. - dokończył.
I – choć w jego przypadku było to całkiem niespodziewane i dziwne - jego entuzjazm przygasł zauważalnie. Powoli opuścił powieki i niemal sennym ruchem zsunął rękę z jej piersi na jej talię. Po chwili, w wybuchu gwałtowności, przyciągnął ją do siebie pewnym ruchem i – znów ruchem nieśpiesznym - objął delikatnie niemal jakby nie był dorosłym facetem a małą nieśmiałą dziewczynką. Nie otworzył oczu. Nie powiedział też ani jednego słowa. Przytulał ją do siebie i milczał. Nie chciał jej okłamywać. Nie chciał niczego jej obiecywać. Nie chciał też deptać marzeń i nadziei. Był starym łotrem, paskudnym kobieciarzem, parszywym chamem. Fatalny kandydat na kogoś, kto miał jej nie zostawiać. Jakoś tak jednak... nie chciał przyznawać tego na głos. Chyba na niego też zaczynał działać ten cholerny alkohol.








02.01.2018, 00:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

- Więc lepiej się pilnuj i mnie nie denerwuj co chwila. - pogroziła mu spojrzeniem. Zaśmiała się bezgłośnie, trochę zaskoczona jego reakcją na jej sposoby zemsty. - W krainie mojej wyobraźni nie ma czegoś takiego jak wspaniałość Bleysa... więc chyba nie masz się czym przejmować! - puściła mu oczko i leniwym gestem pacnęła go w palec, który skierował w jej stronę.
Dziewczyna patrzyła na blizy, które pokrywały ciało Łowcy. Miała ochotę przesuwać po nich palcem, by przekonać się czy były prawdziwe. Ona sama też miała od groma blizn, których nie lubiła pokazywać na światło dzienne. Powstrzymała się jednak przed dotykaniem ciała Bleysa.
Zaśmiała się uroczo, choć nie kryła przy tym złośliwości. Cóż, fakt, że nie zamierzała go dotykać nie był jednoznaczny z tym, że nie może go podrapać, prawda? Jej złote oczy przepełniła satysfakcja, kiedy mężczyzna syknął i nazwał ją bestią. Zaśmiała się na te słowa. Oto ja. Bestia Ignis. - brzmiało to tak absurdalnie, że aż śmiesznie.
- Czego się spodziewałeś po adeptce Ciemnomocy? Uczciwości? Wyrównanych szans w walce? - uniosła brew, patrząc na niego wyzywająco. Kąciki jej ust uniosły się nieznacznie, drgnęły tylko, gdy mówiła: To największa tajemnica Azaratu, nie mogę powiedzieć. - któż normalny drążyłby temat jej szkolenia po takich słowach? Cień Azaratu był długi i lepki, bezpieczniej było nie igrać z tą potęgą. Szczególnie, że w chwili obecnej uosabiała ją prawdziwa bestia.
Ignis wypuściła powietrze z płuc, kręcąc głową. Właśnie takiej odpowiedzi się spodziewała po niezmiernie skromnym Łowcy. Choć patrzyła na jego wypiętą pierś, niestety nie dostrzegła tam żadnych wyraźnych oznak inteligencji. Wzruszyła ramionami, jakby chciała tym samym powiedzieć coś na kształt przykro mi, ale to tak nie działa.
Białowłosa popatrzyła na niego z zainteresowaniem. Niestety, bardziej niż jego słowa, uwagę dziewczyny przykuł palec Bleysa. Potrząsnęła głową i zmrużyła oczy.
- Dziękuję za komplement. Jesteś cudownym mistrzem, ale chyba nie nadaję się do kłamania, nie czuję w sobie Twojego talentu. - jej twarz rozjaśnił uśmiech, kiedy wypowiadała jedno kłamstwo po drugim. Miała tylko nadzieję, że Bleys swoim zwyczajem nie będzie próbował kontynuowania czucia jego talentu w Iskierce.
Wydawało się jakby z Ignis zeszło dużo napięcia, kiedy odpowiedział spokojnie na jej zdanie na temat magii. Wolała mu nie przerywać, więc zaczekała aż skończy mówić. Wtedy podjęła delikatnie, patrząc na niego z ukosa.
- Magii można się pozbyć. - powiedziała tylko. Ten temat był czymś przerażającym dla osoby, która całe życie posługiwała się magią, dlatego wcale nie była zaskoczona, że Łowca o tym nie słyszał. A jeśli słyszał, to tylko w postaci przypowieści ludowych. - Dla niektórych jest to równoznaczne ze śmiercią. Magia jest... - szukała właściwych słów, ale bardzo ciężko było jej to opisać. - ...jak uczucia. Jest pewnego rodzaju uczuciem. Każdy człowiek może stracić panowanie nad sobą, a to wcale nie znaczy, że jest zły lub czuje się lepszy od innych. Po prostu czasem... to nas przerasta. - mówiła spokojnie, mając wrażenie, że takie porównanie nie przekona Łowcy. - I myślę, że to i tak sprowadza się do pojedynczego człowieka. Jeśli ktoś uznaje, że ma władzę nad pozostałymi - musi wziąć za tych ludzi odpowiedzialność. Pełną. Jeśli tego nie zrobi, jest zwykłym tyranem, który zasługuje na stryczek. Nieważne, czy ma w sobie magiczne węzły, jest królem czy żebrakiem. - zmrużyła trochę oczy, wzdychając głośno. - Ale magia sama w sobie nie jest zła. Ona nie ma charakteru. Mówisz, że broń można zabrać - jasne, ale ktoś i tak mógł zabić nią wcześniej niewinne osoby. Porównujesz ją do bogactwa - za pieniądze można kupić i maga, i skrytobójcę, i kobietę, i mężczyznę. Rzeczy będą miały taki charakter jaki ma człowiek, który je posiada. - wzruszyła ramionami, jakby to było proste. - Ale nie sądź mocy w tak okrutny sposób. Moja magia jest zrodzona z najgorszego kawałka wszechświata. I tak czuję się nią splamiona. Pogarszasz moją samoocenę. - zdobyła się na słaby uśmiech, pod którym kryła się powaga osoby znacznie starszej, niż nią faktycznie była.
Dziewczyna fuknęła, kiedy jej dźganie nie pomogło. Serce waliło jej jak młotem, kiedy jeszcze raz uderzyła go palcem, którym potem powiodła po jego ciele, przesuwając go po żebrach, mostku, obojczykach. Miękkim ruchem położyła dłoń na jego szorstkim policzku i pogładziła go czule... a potem wsadziła mu palec w oko. Nie za mocno, rzecz jasna, ale w tamtej chwili był to najlepszy sposób, by go zmusić do otworzenia oczu!
Odległość między ich ustami nie była większa niż grubość trzech palców. Wtuliła się w jego dłoń, choć nie zamykała oczu. Patrzyła na niego, a jej uśmiech stał się niemal zapraszający. Podobało jej się, że widziała w jego oczach coś na kształt napięcia, czekania na jej ruch. Była przekonana, że bez tego nie posunie się dalej - i o dziwo, to właśnie ją przekonało, żeby raz jeszcze go pocałować. Równie ulotnie i delikatnie, jak on ją wcześniej.
Dziewczyna w duchu dziękowała Łowcy za chwilę ciszy, która między nimi zapadła. Przypadkowo musnęła jego dłoń, kiedy brała bukłak i przeszedł ją dziwny dreszcz. Łyknęła napój, choć tym razem smakował jeszcze paskudniej niż wcześniej. Cieszyła się, że jest tutaj razem z nią. I chciała, żeby to wiedział. By w tym jego świecie pełnym kłamstw miał coś prawdziwego.
Ignis potrzebowała długiej chwili by przypomnieć sobie, że pierwotnym pytaniem Bleysa było to, co ją złości. Miała wrażenie, że znów mówi o tym, czego chciałaby od życia, ale nie przeszkadzało jej to. Już chwilę potem żałowała, że wzięła za przykład coś tak przyziemnego jak grzyby. Chociaż... może to nie tak źle oddawało to, co chciała powiedzieć.
- No... tak. - uśmiechnęła się, łaskawie godząc z jego słowami. - Książka da Ci wiedzę, już nawet nieważne czy prawdziwą czy przekłamaną, nie ma to najmniejszego znaczenia. Ale książka nie pozwoli Ci zasmakować grzyba... poczujesz jego zapach, oślizgłość skórki, gorycz ziemi, niewielką, niemal eteryczną wagę. Dopiero kiedy masz jego i drugie, masz prawdziwą wiedzę. - uśmiechnęła się również. - A wtedy jedyne, co możesz robić, to zdobywać coraz to nowe doświadczenie w danej materii. - ogólnie zgadzała się ze słowami Łowcy, choć nie była pewna czy przypadkiem nie dubluje jego wypowiedzi, tylko, że w inny sposób. W końcu stwierdziła, że najprościej przemówi do nich coś, co oboje znają doskonale. Do walki. - To tak jak ze standardowym treningiem. Najpierw tysiące razy powtarzasz te same, proste ruchy... a dopiero potem, kiedy opanowałeś je do perfekcji, a Twoje ciało je pamięta, możesz wprowadzać swoje zmiany. Interpretować je na nowo. - skrzywiła się, niemal czując bóle mięśni, których doświadczała by właśnie takich ćwiczeniach. Było to dobrych kilkanaście lat temu, ale wspomniany ból będzie z nią obecny do końca życia.
Iskra mówiła, a w miarę jej kolejnych słów, na twarzy Bleysa pojawiał się uśmiech. Nie był to uśmiech księcia z bajki, ale było w nim coś urzekająco szczerego. Złotooka stwierdziła w myślach, że taki uśmiech o wiele bardziej jej się podoba. Słuchała tonu jego głosu, próbując dostrzec prawdę w jego oczach. Nie wydało jej się to możliwe, ale nie przejmowała się tym. Kącik jej ust uniósł się w uśmiechu, a oczy delikatnie przymknęły. Kiedy znowu stuknął ją w pierś i dokończył zdanie, oczy jej rozmigotały, ale była to jedyna oznaka tego, że jego słowa wpłynęły na nią bardziej niż wcześniej.
A chwilę później zdrętwiała niemal, całkowicie zdezorientowana.
Następne uderzenie serca. I ponownie dezorientacja.
Jęknęła cicho, kiedy przyciągnął ją do siebie z siłą, której się po nim spodziewała i wtuliła twarz w jego szyję, bardziej niż trochę zawstydzona odgłosem, który z siebie wydała. Czuła jak delikatnie obejmuje jej ciało w milczeniu. A ona równie delikatnie oplotła ręce wokół jego pasa, przylegając do jego nagiego torsu. Wiedziała, że jest starym łajdakiem i gburem, który z pewnością lepił się do każdej kobiety i nie miał żadnej czci dla świętości. Byłaby naprawdę mocno zdziwiona, gdyby jej nie zostawił... Ale w tej chwili był z nią. I niczym innym miała się nie przejmować.
Kiedy pierwszy raz go zobaczyła, była pewna, że ich znajomość skończy się tak szybko, jak tylko znajdzie karczmę. Kiedy pierwszy raz go zapragnęła, była zrozpaczona i nie do końca świadoma tego co robi i dlaczego idzie z nim do łóżka. Kiedy pierwszy raz się z nim pokłóciła, wiedziała, że to będzie u nich częstsze niż rozmowa. Czuła, że go zna, ale wiedziała, że tak nie jest. Miała wrażenie, że przez tych kilka dni zmieniła się w dość znaczny sposób. Jakby pokonała wiele niewidzialnych barier w swoim życiu, przy czym z większości w ogóle nie zdawała sobie sprawy. Przez - lub dzięki - Kłamcy.
Teraz, kiedy pragnęła go po raz kolejny, nie czuła rozpaczy i niepewności. Wiedziała, że to zostanie między nimi, niczym niewidzialna struna, którą od czasu do czasu któreś trąci, by rozbrzmiała ponownie. Doskonale zdawała sobie sprawę, dlaczego wpiła się w jego usta pocałunkiem delikatnym, z coraz bardziej narastającą intensywnością. Musnęła językiem jego wargę, a oczy miała rozpalone pożądaniem. Wpatrywała się w niego - wyczekująco.
Wiedziała, dlaczego go pragnie i dlaczego może sobie na to pozwolić.
Po prostu była sobą. A on ją strasznie podniecał.








02.01.2018, 01:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

- Niezmierzonych pokładów empatii i współczucia dla ludzkiej rasy - odpowiedział żartobliwie na jej wyzywający wzrok. - Ale rozumiem, skoro te techniki to tajemnica Azaretu, stanowią część szkolenia. Wiem już wszystko. - podsumował jej kolejne słowa i puścił jej oczko sugerując, że właśnie spektakularnie wywiódł ją na manowce i dowiedział się wszystkiego czego chciał, pomimo, że ze wszystkich sił próbowała go przed tym powstrzymać.
Po tak uważnej obserwacji ze strony mistyczki, jakiś choć zalążek inteligencji powinien być jednak widoczny na jego piersi, prawda? No bo skoro ktoś już się starał coś dostrzec, warto docenić starania! Może powinien wytatuować sobie jakąś filozoficzną sentencję. Coś w stylu "Gdy wstaję to nie siedzę".
Na jej deklarację i twarz rozjaśnioną uśmiechem, Bleys również się uśmiechnął. Na ile ją znał, niezależnie od tego czy zamierzała w przyszłości dręczyć ludziom opowiadaniem kłamstw, tego jednego ludzia z jakim teraz siedziała niechybnie zamierzała zwodzić i dręczyć kłamstewkami tylko po to, by sprawdzić czy będzie w stanie.
Nie wdawał się w dyskusję na temat pozbywania się magii. Nawet, jeżeli to było możliwe, nie było proste, naturalne i przystępne. Nie słyszał o ani jednej osobie, która dobrowolnie pozbyła się mocy i żyła jak zwykły człowiek. Teoretyczne gdybania to były tylko dodatkowe chwile myślenia o tych bezwartościowych ścierwach, jakimi była większość magów.
- Proszę. Nie mów "nas". - nie argumentował, nie wdawał się w dyskusję, nie przekonywał, nie wyjaśniał. Poprosił. Nie chciał jej przypisywać do jednej grupy z magami. Byli magowie i była ona. Bohaterka stająca naprzeciw złu.
Przez jego twarz przemknął znaczący grymas gdy powiedziała o magach zasługujących na stryczek. Być może jeszcze wyjdzie na ludzi ta czarowna mistyczka.
Nie dyskutował z nią więcej na temat magów. Nie było w tym sensu. To było oczywiste - ktokolwiek uzbrojony w miecz mógł zranić niewinne osoby. Ale kogoś takiego można było obezwładnić. Można było chwycić krzesło i osłonić się przed atakiem. Można było rzucić się na niego kupą uzbrojoną w cokolwiek znajdzie się pod ręką i obezwładnić. Maga władającego taką magią jak ona wieśniacy mogliby zaatakować w dziesięciu i spłonąć. Przed atakiem błyskawica nie sposób skryć się za krzesłem czy uciec. Powalonemu czarownikowi nie da się wyrwać many tak, żeby już na pewno nas nie zaatakował.
Co zaś się tyczyło pieniędzy - i one i magia stanowiło coś niedostępnego dla ogółu szarych ludzi. I one i magia mogły spaczyć posiadacza wygórowanym poczuciem własnej wartości. I one i magia mogły być użyte do krzywdzenia innych. Z tą różnicą, że gdy bogacz przekroczy granice tolerancji, w końcu może paść ofiarą dzikiego tłumu niezależnie od ochrony, którą najmie.
- I dlatego jesteś wyjątkowa. - odpowiedział na jej słaby uśmiech. - Wykorzystujesz swoją moc w najpiękniejszy możliwy sposób. Walczysz z najgorszym wrogiem ludzkości. I czujesz się splamiona. Gorsza. - westchnął ciężko. - Podczas gdy próżni, bezwartościowi głupcy chełpią się swoją mocą, z którą nie uczynili ani jednej użytecznej rzeczy, nie widząc nic poza czubkiem własnego nosa.
Jej eksperymenty mające przywrócić Bleysa do świata żywych posuwały się dość śmiale, kończąc w zupełnie innym miejscu niż się spodziewał. Gdy wodziła palcem po jego ciele z trudem powstrzymał przyjemny pomruk, chcąc jak najdłużej udawać nieprzytomnego. I doigrał się. - Eja! - rzucił wyraźnie zaskoczony gdy poczuł jej palec w swoim oku i zaśmiał się krótko. - Mówiłem. Bestia.
Później, gdy przyciągnął dziewczynę do siebie a ona wydała z siebie jeden z przyjemniejszych dźwięków, jakie Bleys słyszał w ciągu ostatniego tygodnia, łowca dziwnym trafem nie dał się ponieść dzikiemu pragnieniu i pożądaniu. Chłonął jej bliskość ale w dziwny, łagodny sposób.
Objęła go delikatnie nie mówiąc przy tym ani słowa. Oplotła dłonie wokół jego pasa. Przylgnęła do niego swoim ciałem. Łowca wciąż nie otwierał oczu i nie poruszył się w żaden sposób, choć niezależnie od własnej woli czy nietypowego opanowania jej bliskość zaczęła go podniecać.
A później spłynęła na niego długim, coraz bardziej namiętnym pocałunkiem. Później jej miękkie usta naciskały coraz wyraźniej na jego wargi, Bleys zaś zupełnie bez udziału świadomości coraz mocniej zaciskał swoje ręce na jej plecach. A gdy chwilę później musnęła językiem jego wargę, coś w mężczyźnie pękło. Otworzył zamknięte dotąd oczy i przewalił dziewczynę na plecy, samemu zwieszając się nad nią. Jego oczy wpatrywały się w nią intensywnie, pożądliwie. Oddychał zupełnie spokojnie, ale coś wyraźnie zaczęło naciskać na jego spodnie.
Oblizał wargę obserwując ją chwilę z góry, a w końcu uśmiechnął się, nadzwyczaj łagodnie, zważywszy na dzikość jego spojrzenia. - Tylko nie mów mi później, że to ja Cię zmusiłem. - zanim jeszcze skończył tą wypowiedź jego głowa zniknęła znad jej twarzy by znaleźć się tuż przy jej szyi - która o dziwo po całym tym czasie wciąż była odsłonięta z jednej strony. Tam obsypał ją jednym pocałunkiem za drugim, schodząc coraz niżej, jednocześnie jedną ręką zaciągając nieco ubranie z jej ramienia. Jak długo był w stanie. W końcu nie mógł przesuwać tkaniny dalej więc zaklął krótko i zabrał się do ściągania z niej ubrań.








02.01.2018, 02:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Iskra zaśmiała się szczerze, słysząc jego odpowiedź. Sądziła, że Mistycy są postrzegani jako osoby niebezpieczne, budzące lęk i panikę... no, chyba, że w pobliżu czai się demon. Któż inny niż dziwny, stary Łowca mógł mieć o nich tak pochlebne mniemanie. Dziewczyna uniosła brew i stuknęła go w pierś.
- Azaratu. Nie Azaretu. - też puściła mu oczko, puszczając mimo uszu jego teorię i ignorując super szpiegowskie umiejętności.
Tak na dobrą sprawę pomysł z nauką kłamania wcale nie należał do głupich. Miał kilka dobrych stron, zważywszy na to, że mogło się to okazać najprostszą metodą odnalezienia się w tym społeczeństwie. Niestety, miało też jedną poważną wadę. Musiałaby respektować mistrzostwo i przechwałki Bleysa w tej dziedzinie, a nauki cierpliwości z kolei wcale nie potrzebowała.
- Eh, Łowco... - westchnęła tylko, ale uśmiechnęła się ulotnie. Trochę nie wiedziała jak w takim razie mówić o magach, którym także była. - Niech Ci będzie. - zgodziła się w końcu, stwierdzając, że to nie ma większego znaczenia. Jeśli chciał mieć swoje podziały, to mogła choć na pozór się im nie przeciwstawiać.
Patrzyła na niego ciepło. On nie rozumiał. Nie wiedział... I wolała, żeby tak pozostało. Ignis jako Mistyczka nie czuła się splamiona - była skażona czarną maną, która każdego dnia odbierała jej cząstkę siebie. Na tym świecie nie istnieje coś takiego, jak potęga, która nic nie kosztuje. Wolała jednak, żeby Bleys myślał o niej jako o szlachetnej wojowniczce, nawet jeśli nie była to prawda. Hm, czy mogło to być jej jedno, głęboko ukryte kłamstwo, przykryte całą masą mniejszych?
- Nie jestem zbawcą świata. Robię tylko to, czego mnie nauczono. Patrząc na całą sprawę obiektywnie, w sumie mogliby mnie nazwać heretyczką przez to, że uciekłam z Azaratu. - też westchnęła ciężko, dopiero teraz uświadamiając sobie, że tamte drzwi zamknęła sobie bezpowrotnie. Bała się myśleć co by z nią zrobili, gdyby jakimś cudem znów się tam pojawiła. Przeszedł ją dreszcz strachu. Jeśli wcześniej nie zdawała sobie sprawy czym jest prawdziwy strach, teraz mogła zacząć go sobie wyobrażać. Musiała skupić się na czymś innym, a jedynym obiektem, który mógł wystarczająco pochłonąć jej myśli, był Bleys.
Wtuliła się w jego ciało, przylegając do niego miękko. Oparła głowę o jego bark, wargami muskając jego skórę i owiewając ją ciepłym oddechem. Przesunęła ustami po jego szyi, całując go szczęce, językiem dotykając płatka jego ucha. Nie robiła żadnego bardziej gwałtownego ruchu, po prostu chłonąc jego ciepło. Otarła się o jego brzuch swoim ciałem, unosząc się lekko w górę, wbijając się paznokciami w jego plecy.
Całowała go coraz mocniej, a w głowie jej się kręciło coraz bardziej. Syknęła mu cicho w usta, doznając dziwnej rozkoszy, kiedy zaciskał ręce na jej plecach. Położyła swoje ręce na jego ramionach, naciskając je niesubtelnie, chcąc by objął ją w talii, ale nie miała zamiaru przerwać pocałunku. Nagle znalazła się na plecach, nie bardzo wiedząc jak to się stało. Wpatrywała się w niego złotymi oczami, zerkając to na jego ślepia, to na usta. Wplotła mu dłonie we włosy i zjechała nimi na kark, ściskając go wyćwiczonymi ruchami. Była zdumiona jego spokojnym oddechem. Który tak strasznie nie pasował do dzikości w jego oczach. Uśmiechnęła się, czując dreszcz podniecenia na swoim ciele. Też się uśmiechnęła, ale jej oczy były półprzymknięte, a kiedy zaczął całować ją po szyi, zamknęła je całkiem. Mruknęła jak zadowolona kotka, ściskając jego barki i ramiona.
- Wolisz, żebym mówiła, że to ja Cię uwiodłam? - zaśmiała się cicho, ponieważ taka myśl wydała jej się dziwnie absurdalna. Uniosła ramię ze strony, z której jej całował, próbując oddalić go choć trochę od swojej szyi. - Kłujesz. - westchnęła ze śmiechem. Zgięła nogę i wsunęła ją pomiędzy jego, powoli ocierając się o niego. Pozwoliła mu zdjąć koszulę, zostając tylko w opiętej przepasce na biust. Zjechała dłonią po jego klacie i brzuchu, zataczając na nim kółeczka i wodząc po nim zmysłowymi ruchami. Nie miała zamiaru tak szybko i łatwo dać mu tego, czego chciał. Ugryzła go lekko w wargę, którą zaczęła ssać i oplotła swoimi nóżkami jego biodra. Ale nie była skora do ułatwiania czegokolwiek.








02.01.2018, 21:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

A niby przez kogo mieli być postrzegani w tak negatywny sposób? Czyje zdanie weźmieny za przykład by wytyczać normy i odstępstwa od nich?
- Jesteś pewna? - podsunął rozbrajająco poważnym tonem. Azarat, rzecz jasna. Ale jak wybrnąć z tego przejęzyczenia?
- Tylko tacy ludzie zasługują na miano zbawców świata. - odpowiedział. - Ci, którzy robią to, czego ich nauczono, lub to co powinni. - rozwinął - Cała reszta, która twierdzi, że ratuje świat, to jedynie banda błaznów.
- Heretyczką? - podchwycił - Czy Azarat i jego władcy mają się za bogów? - w jego głosie wyraźnie widać było zachwycenie. Rozumiałby, gdyby powiedziała o zdradzie, o dezercji. Ale herezja? W co ta dziewczyna zmuszona była wierzyć?
Gdy dziewczyna znalazła się na dole, przez myśl Bleysa przeszło, że spojrzenie jej zaskoczonych, złocistych oczu jest jednym z najpiękniejszych widoków, jakie był sobie w stanie przypomnieć. Ignis była tak drobna, tak krucha i tak silna zarazem. Stanowiła wspaniały kontrast, przyciągała, kusiła, hipnotyzowała. A do tego wszystkiego potrafiła w tak rozkoszny i niewinny sposób ukazać zaskoczenie, a ułamek sekundy później wpatrywać się ze szczerą ciekawością i zainteresowaniem.
Wplotła dłonie w jego włosy, następnie przesunęła je na jego kark. To był dość szorstki, oszczędny ruch, zupełnie odmienny od łagodnych pieszczot, jakimi obdarowała go chwilę wcześniej.
Gdy ją całował, zamruczała jak kotka zamykając oczy. Podobał mu się ten dźwięk, był przyjemny dla ucha i jeszcze przyjemniejszy dla jego wybujałego ego. W zasadzie łowca lubił większość dźwięków, które z siebie wydawała - jeżeli zaś zliczyć tylko te pozbawione słów, uwielbiał je wszystkie.
- Ani mi się waż! - sprzeciwił się groźnie i natychmiast pochylił się by złączyć ich usta w pocałunku. Wyjątkowo długim pocałunku. Ciągnącym się niemal przez wieczność. Tak długo, aż jakikolwiek komentarz wypadnie jej z głowy i jedyne o czym będzie myślała to nabranie kolejnego oddechu. Wtedy ich wargi rozłączyły się a on przyłożył palec do jej ust i uśmiechnął się ciepło wydając z siebie dosyć szorstkie, ale jednak przyjemne - Cśiiiii - od którego przeszedł do dalszego - znów delikatnego i czułego - obdarowywania jej ciała pocałunkami. Miał szczerą nadzieję, że dziewczyna zostawi ten temat. Niezależnie od tego co tu się między nimi działo, ani kto kogo uwodził - Ignis twierdząca, że go uwiodła z czystej złośliwości byłaby potwornie nieznośna.
Zaśmiał się na jej zarzut. - Nieustraszona wojowniczka, pogromczyni demonów... - rzucił ciężkim, powolnym szeptem dysząc jej w usta. Wyraźnie mogła poczuć zapach alkoholu i ziół. - A boi się kilku ukłóć... - pokręcił powoli głową i rozebrał.
Gdy została w samej opasce na biust, Bleys łapczywie chwycił w dłonie nowoodkryte tereny - jej żebra - i trzymał w pewnym uścisku zupełnie jakby bał się, że w przypadku gdy ją wypuści dziewczyna umknie.
Patrzył przez krótką chwilę bezczynnie, a na jego twarzy odmalował się wyraz zadowolenia. W końcu rozluźnił prawą dłoń i przesunął nią płynnym ruchem w górę - przez jej pierś mniej więcej w miejsce gdzie kończyła się szyja. I pociągnął, nieśpiesznym, delikatnym ruchem w dół, zahaczając palcem o przepaskę na jej biuście i sunąc niżej. Ostatecznie materiał umknął mu spod palca ale niezrażony kontynuował ruch aż poniżej pępka sięgnął do innego materiału. - Nie jest Ci aby gorąco? - zapytał, a jego druga dłoń - ta, która dotąd trzymała ją z boku - również zsunęła się niżej, tym jednak razem za jej plecami - zatrzymał ją dopiero na jej lewym pośladku, naciągając przy tym część ubrania zmyślnie zahaczonym kciukiem. Pochylił się nad jej uchem. - Mógłbym Ci pomóc. - obiecał zachęcająco.
Ugryzienia dziewczyny nie wywoływały żadnych spektakularnych reakcji na twarzy szorstkiego łowcy - nie można jednak powiedzieć tego samego o intensywnym ssaniu, które zapewniła mu chwilę później. To go podniecało. Wyraźnie. Zmrużył różnobarwne oczy, napiął się i zacisnął dłonie na jej ciele. Widząc natomiast jak dziewczyna oplata jego biodra nogami uniósł brwi w niemym pytaniu. Zamierzała mu się teraz opierać?








03.01.2018, 01:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Parsknęła śmiechem, patrząc się na niego jak na ostatniego idiotę. Mistycy byli tak postrzegani przez świat. Takimi w większości zapewne byli. Ignis wierzyła, że duża część tych wierzeń jest prawdą - w końcu trzeba być albo niesamowicie szorstkim i twardym albo szalonym, żeby decydować się na walkę z demonami. A, że szalonymi i tak się stają z czasem, pierwszym, wydawałoby się nieuniknionym, etapem jest zazwyczaj brak litości. Złotooka też pewnie byłaby taka, gdyby nie fakt, że cała wiara, uczucia i cele zostały roztrzaskane właśnie przez innych Mistyków... nie chciała już być taka. Nie umiała. Spojrzała na niego z przewrotnym błyskiem i wzruszyła ramionami.
- Nie. - przyznała. - Może istnieje takie miejsce jak Azaret. Pewnie leży niedaleko Lazaretu.
Iskra przeczesała dłonią włosy, po czym zaplotła sobie jedno pasemko na palec. Popatrzyła na niego z mieszanymi uczuciami.
- Dla niektórych tacy ludzie to marionetki. - oparła się o ścianę i wpatrzyła w sufit. - Zresztą, nie ma nikogo, kto mógłby zbawić świat. Są jedynie osoby, które usiłują nie pozwolić mu umrzeć. - poczuła jak na jej ciele pojawia się gęsia skórka, mimo przepełniającego jaskinię ciepła. Dziewczyna spojrzała na Bleysa próbując zrozumieć skąd taki zachwyt w jego głosie, ale było to chyba poza jej możliwościami.
- Nie mają. Chyba. Tak sądzę. - skrzywiła się, zaplatając ręce na piersiach. To by dopiero była herezja pierwszej klasy! - Nie miałam na myśli kwestii wiary. Tylko swoje zachowanie. - mruknęła niewyraźnie. Przecież herezją były nazywane także myślowe przewroty lub nie przyjęte przez społeczeństwo poglądy, bez względu na to czy miały w sobie cokolwiek z jakiejkolwiek religii czy też nie. Ignis została nauczona wiary w ludzi, którzy stoją obok niej. Żadną inną wiarą się nie przejmowała zbytnio.
Przełknęła ślinę, lustrując wzrokiem mężczyznę, który starał się nad nią górować. Mimo tego, że to ona leżała na plecach, wcale nie czuła się zdominowana. Wodziła dłońmi po jego ciele, tym razem wyczuwając każdą bliznę, każdy twardy muskuł osoby, która przywykła do dużego wysiłku. Przygryzła wargę, upajając się jego cichą siłą. Trochę tego nie rozumiała. Przechwalał się na prawo i lewo swoimi podbojami, ale tym, co faktycznie wprawiałoby w podziw - swoimi umiejętnościami Łowcy i wojownika - nie. Eh, jak on strasznie ze wszystkim kłamał... uścisnęła go mocniej, zmieniając po chwili uścisk w zdecydowany masaż karku. Kiedyś wydobędzie z niego prawdę. Sprawi, że sam ją jej wyjawi.
Nie dbała o jego ego. I tak nie mogła powstrzymać od pomruku rozkoszy, jaki ją ogarnął od pocałunku po tak bezbronnym fragmencie jej ciała, jakim była szyja. Chwilowo pozwoliła mu poczucie satysfakcji, że tak to na nią zadziałało.
Oddychała płytko, ale jej usta rozciągnęły się w złośliwym, uroczym uśmiechu. Ujęła jego twarz w swoje dłonie, słysząc groźny ton w melodii głosu Łowcy.
- Bo... - nie zdążyła powiedzieć nic więcej, bo ta łajza stwierdziła, że zamknie jej usta w najprostszy z możliwych sposobów. Uśmiechnęła się jednak w pocałunku, którego Bleys najwidoczniej nie miał zamiaru przerywać. Ignis poddała się pocałunkowi, czując, że faktycznie wszystkie myśli ulatują jej z głowy, którą wypełniło przyjemne rozkojarzenie i ekscytacja. Wbiła paznokcie w jego barki i przejechała nimi mocno po ramionach Łowcy, jakby była zwierzyną, która jeszcze próbuje walczyć o wolność. Kiedy w końcu odsunął swoje usta od jej warg, przyłożył jej palec do ust. Iskra musnęła jego palec językiem i przyssała go trochę, patrząc wyzywająco w jego dwubarwne ślepia. - Boisz się czegoś? - udało jej się spytać nim kolejne pocałunki wylądowały na jej ustach. Ani myślała zostawiać tego tematu w obecnej formie. Przecież to było coś, czym mogłaby go gnębić do końca życia! Wielki łowca kobiecych serc uwiedziony przez małą, niepozorną dziewczynkę znikąd. Tym razem ona także z chęcią zamykała mu usta pocałunkami.
Powstrzymała drżenie warg, które mogłoby świadczyć, że także bawi ją ten fakt. Zamiast tego, poruszyła się pod nim, starając jak najbardziej schować szyję.
- To nie tak... - mruknęła, choć jej poprzedni ruch świadczył o czymś zupełnie przeciwnym. - Po prostu to nie Ty czujesz się jak poduszka na szpilki... - puściła mu oczko. Co prawda, jego zarost wcześniej jej nie przeszkadzał... ale to było zanim nie zaczął się o nią ocierać swoją brodą.
Ignis jęknęła cicho, kiedy uścisnął jej żebra. Chyba sama się tym zdziwiła, ponieważ spojrzała zaskoczona na Łowcę, nie bardzo wiedząc jak on to zrobił. Nie chciała tego, ale na jej twarzy pojawił się rumieniec, gdy patrzył na nią, a w jego spojrzeniu dało się wyczytać swojego rodzaju zadowolenie. Miała nadzieję, że ogień przygasł wystarczająco, by ukryć róż jej policzków. Uśmiechnęła się kącikiem ust, gdy jego dłoń sunęła po jej ciele w dół, i w górę.
- Gorąco? - zaśmiała się wesoło, patrząc na niego roziskrzonymi oczkami. Była mistycznym magiem ognia. Chodzącą pochodnią. Flarą tego świata. Poskromiła jednak śmiech, przygryzając wargę. - Nie bardziej niż Tobie. - mruknęła, a jej pazurki powoli przesunęły się po jego plecach. Ignis położyła dłonie na jego biodrach i klepnęła go lekko, uśmiechając się przy tym łobuzersko. - Tak bez żadnego długu wdzięczności? - spytała, unosząc brew, kiedy oświadczył, że może pomóc jej z... gorącem? Dłoń dziewczyny zaczęła sunąć po udzie Łowcy, po chwila ściskając jego mięśnie i rozluźniając uścisk.
Tym razem przez jej twarz przebiegł grymas satysfakcji. Uśmiechnęła się chytrze, uwalniając jego wargę. Przesunęła językiem po jego policzku, dojeżdżając w końcu do miejsca, w którym łączył się z szyją i znów się do niego przyssała, całkiem mocno. Wiedziała, że zostanie mu po tym ślad. Oddychała ciężko, przyciskając go do siebie nogami.
- Słucham. Jak zamierzasz mi pomóc? - szepnęła mu w ustach, wsuwając mu delikatną dłoń pod spodnie. Chwilę potem uśmiechnęła się z zadowoleniem, a jej oczy błyszczały. Oblizała usta.








03.01.2018, 22:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Bleys pokiwał mądrze głową. - Lazaret. Taaak, przydałby im się.
- Którzy? - zapytał nie będąc pewnym, czy Ignis mówi o bohaterach czy błaznach. Dla niektórych i jedni i drudzy nadawali się na marionetki. Zresztą, nie wyłączając z tego przywileju reszty świata.
- Nie wierzysz w coś takiego jak równowaga? - podsunął łagodnie gdy zdecydowanie odrzuciła możliwość istnienia zbawcy świata. Niektórzy wierzyli, że jak długo istniało wielkie zło, tak długo gdzieś po drugiej stronie będzie się gotowało równie wielkie dobro i ostatecznie świat nie pójdzie ani w jedną, ani w drugą stronę...
Kwestia zachwytu w jego głosie była bardzo ciekawa i jak najbardziej zasadna. Przyczyny były tutaj dwie. Jedną można by sprowadzić do niezbyt szczerego stwierdzenia o treści "autokorekta", które w rzeczywistości stanowiło raczej ciąg manewrów myszką w buncie przeciw czerwonymi szlaczkami malującymi się pod mistycznymi znakami alfabetu wydrapanych w na przedziwnym arkuszu opisanym niewiele mówiącym słowem "Word". Drugim z nich zaś, skandaliczne wręcz sprzeciwianie się nawoływaniu rozsądku, coby czytać każdy post przed wstawieniem, co z kolei można by tłumaczyć na kolejne wiele sposobów.
W efekcie mamy więc zachwyt (który miał być zaciekawieniem) Bleysa i zdziwienie Ignis. Mogło być gorzej.
Uniósł brwi zauważalnie skonfundowany. Ja - a w konsekwencji i dzielny łowca zwany Bleysem - nigdy nie słyszałem o określeniu czegoś herezją, co nie miało stanowić metafory nawiązującej właśnie do zaprzeczaniu dogmatom jakiejś wiary. Owszem, ludzie - a przynajmniej współcześni - używali tego w różnych przypadkach, niemniej wyraz twarzy Bleysa mówił wyraźnie, że tym razem był co najmniej lekko zagubiony.
Gdy ktoś żyje jako łowca, przechwalanie się umiejętnościami w większości przypadków jest to przejawem głupoty. Łowcy bowiem albo te umiejętności posiadali - a w konsekwencji żyli wciąż na tym parszywym świecie i zupełnie nie ma sensu o tym mówić - albo byli ich pozbawieni i czcze gadanie jedynie umacniało w przekonaniu, że ich życie wcale nie było życiem łowców.
Urocze stwierdzenie. Nie dbała o jego ego bo i tak nie mogła się powstrzymać... jakby dbanie o jego ego mogło iść wyłącznie w stronę jego usilnego podkopywania. Można by snuć przypuszczenia, iż im bardziej istota jest drobna i czarowna, tym więcej kryje się w niej okrucieństwa.
Okrucieństwa, które kompletnie nie obchodziło w tej chwili łowcy. W tej chwili liczył się kolejny frgament jej bezbronnej szyi, kolejny pomruk i ogarniające go faktycznie poczucie satysfakcji.
Bleys wychwycił ostatni moment - Ignis zdążyła nawet otworzyć usta i wydać z siebie jakieś urwane słowo... Ale później poddała się, uległa pod jego wpływem. Bleys jakimś nadludzkim zmysłem wyczuwał, że faktycznie, myśli umykają z jej głowy - podobnie zresztą jak z jego - a stają się tylko dwójką złaknionych bliskości ciał.
Wyglądało na to, że Ignis tak bardzo pragnęła jego ciała, że postanowiła sprawdzić, czy może je odrywać po kawałeczku, po raz kolejny wbijając w niego swoje paznokcie. Łowca nie był pewien, czy dziewczyna nie potrafi się kontrolować, czy może kryje się w niej mała sadystka. No bo chyba nie obawiała się, że jeżeli go nie podrapie, nigdy nie zaczerpnie kolejnego oddechu? Iskierka rozbawienia odbiła się w jego oczach. W odpowiedzi na jej atak zaczął ssać dolną wargę dziewczyny, przytrzymując ją między swoimi zębami. A później rozdzielili się i pomimo jego wcale wdzięcznego sposobu zamknięcia jej ust, ta uparta dziewucha i tak postanowiła ciągnąć temat.
Bleys zupełnie nie po Bleysowemu wywrócił teatralnie oczami. Mnóstwa rzeczy - mógłby odpowiedzieć, ale postanowił milczeć. Uznał, że lepiej dalej robić to, co robił, ignorując jej słowa. To w żadnym razie nie był moment, w którym chciał się rozpraszać zbędnymi dyskusjami. Zwłaszcza, że potrafił sobie wyobrażać dużo ciekawsze zastosowanie zarówno dla jego ust, jak i jej.
Gdy później puściła mu oczko mówiąc, że to nie on czuje się jak poduszka na szpilki, zaśmiał się krótko, ochryple. - Jak więc myślisz? Jak ja powinienem się czuć, zważywszy na Twoje kolce? - przesunął jej dłoń na jedno z miejsc, w którym zostawiła szramę parę chwil wcześniej.
Niezależnie od tego, na ile by nie przygasł ogień, na ile ciemno by się tu nie zrobiło czy - co istotniejsze - na ile upojony (bliskością lub alkoholem) byłby łowca, niewyraźny obraz ślicznej dziewczyny był jego, i był taki, jakiego pragnął. Nie ważne, czy się zarumieniła czy nie - jeżeli widział ulotne, krótkie spojrzenie gdzieś w bok, a w jego umyśle dziewczyna wyglądałaby jeszcze bardziej rozkosznie z delikatnym rumieńcem kryjącym się na jej twarzy - Bleys go dostrzeże. Nawet, jeżeli dla oczu zwykłych śmiertelników nic takiego nie miałoby miejsca. A tak się składa, że coś takiego dawało dziewczynie stokroć więcej uroku, niż wszystkie złośliwości i ataki razem wzięte. Bleys uśmiechnął się ciepło.
Wtulił się twarzą w jej dłoń, gdy przesuwała pazury po jego policzkach, zupełnie nie zastanawiając się, czy znów nie skrytykuje go słowami "kłujesz".
- Bez. - powiedział łagodnie po czym drgnął lekko, jakby coś go szczerze wystraszyło. - Słodka Ilhezin! Chyba jestem niepoprawnym altruistą. - brzmiał, jakby sam w to nie wierzył. Dziwne, prawda?
Dziewczyna przyssała się do niego mocno. Bleys najpierw uniósł brwi, później wydał z siebie coś w rodzaju ciężkiego pomruku, a później przechylił głowę tak, że odsunął ją łagodnie od siebie. Jego oczy świeciły dziwnie rozbawione a on uśmiechał się. Jak już z jakiś chorych powodów zamierzała zostawiać na jego ciele swoje ślady, wolał by robiła to w ten sposób. To, że żył z walki z potworami wcale nie znaczyło, że do wymieniania się czułościami również chciał zabierać bestię. Bardziej podobała mu się jako krucha, delikatna dziewczyna. Wolał gdy całowała niż wbijała pazury.
Gdy szepnęła mu w usta pytanie, Bleys nie zastanawiał się ani chwili. Prostymi, oszczędnymi ruchami zaczął ściągać z niej ubranie. Zupełnie gubiąc gdzieś na małą chwilę te leniwe przekomarzanie się. Chciał mieć ją przed sobą nagą. Odsłoniętą. Dostępną w każdym kawałku jej ślicznego ciała. Dlatego nie przedłużał, sprawnie rozpiął co było do rozpięcia, zsuwał co było do zsunięcia, rozsznurowywało co się dało. Nie zważał na jej pieszczotę, zupełnie jakby przyświecał mu jakiś wyższy cel. Gdyby się opierała - próbowałby stłamsić jej opór swoją determinacją i zdecydowaniem.
A ostatecznie - w zależności od tego, czy uzyskałby założony efekt czy nie, odpowiedział by słowami: - Właśnie w ten sposób w przypadku pozbawienia jej ubrań, lub: - Zamierzasz walczyć? - w przypadku, gdyby próbowała się sprzeciwiać.








06.01.2018, 16:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Odgarnęła włosy za ucho, przez chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią. Patrzyła długo na cienie, które tańczyły na ścianie jaskini, a do jej głowy napływały obrazy pustyni i wielu doktryn, o których czytała. Miała do tego dość ambiwalentny stosunek, który potęgowały dwie rzeczy: obserwacja i rozsądek. Niezależnie od tego, czy w życiu codziennym wykazywała się tymi przymiotami i umiejętnościami czy też nie, czuła świat w jakiś pokręcony sposób, którego nie umiałaby wyjaśnić. Zupełnie tak, jakby czarna moc, która przepływała przez jej ciało, dawała jej kolejny zmysł, dzięki któremu mogła zrozumieć cichą naturę świata.
Na pytanie Bleysa odnośnie marionetek uśmiechnęła się tylko tajemniczo, woląc zostawić tą kwestię niedopowiedzianą. Może kiedyś wrócą do tego tematu, w innych okolicznościach.
- Równowaga? - dziewczyna spojrzała na niego, mrużąc oczy. Wzruszyła ramionami. Jej uśmiech w zmieniających się cieniach wyglądał dość okrutnie, złowieszczo. Jedynie jej jasne oczy stanowiły kontrapunkt dla ciemności pochłaniającej jej twarz. - Nie sądzę, aby istniała. Zawsze któraś strona będzie miała przewagę... Nawet, jeśli nie jest jej świadoma. - przechyliła głowę, wpatrując się w Łowce, a cienie zniknęły z jej słodkiego oblicza. - A Ty co o tym myślisz, Kłamco?
Cóż, ma to trochę sensu, że dawniej ludzie używali tego słowa wyłącznie w nawiązaniu do religii. W końcu ich życie w każdej dziedzinie kręciło się właśnie wokół niej. Dopiero stosunkowo niedawno, herezja zaczęła być czymś, co było zaprzeczeniem powszechnie znanych poglądów. Czymś, co łamało zasady funkcjonowania tego świata. Burzącym ład i myślenie mas ludów. Czynem lub pomysłem całkowicie nieakceptowalnym przez społeczeństwo, przywykłe do aktualnego biegu rzeczy. Ignis miała wrażenie, że kilka ostatnich tygodni jej życia uczyniło ją jedną z najpodlejszych istot w oczach Azaratu. W końcu go odrzuciła, co samo w sobie było niewybaczalnym krokiem.
Niektórych umiejętności nie da się ukryć. Wiele odruchów wyraźnie na nie wskazuje, pozwalając wprawnemu oko dostrzec atuty przeciwnika. Dziewczyna umiała rozpoznać prawdziwego wojownika, choć ona sama była w większości przypadków ignorowana, głównie przez swoje nikłe rozmiary. Poza tym, wolała nie ujawniać natury swojej mocy wszystkim postronnym, Mistycy w końcu nie byli zbyt chętnie witani w większości okolic. Nawet tak uroczy jak ona. Mówiono, że przyciągają ze sobą kłopoty, gdziekolwiek by się nie pojawili.
Tak właściwie... to Ignis właśnie w ten sposób rozumiała dbanie o ego Łowcy. Nieustannie próbowała je uciszyć złośliwościami, by mieściło się nie tylko w tej jaskini, ale także ograniczało się jedynie do małej części jego umysłu. Nie widziała co prawda wielkich szans na powodzenie tego przedsięwzięcia, ale zawsze warto było próbować. Może Łowca kiedyś stwierdzi, że takie zachowanie wcale nie jest czymś, co chciałby sobą przedstawiać. Może. Wątpliwe.
Iskra zamknęła swoje oczyska, pozwalając zmysłom skupić się na dotyku warg Bleysa na swoich własnych, mocnemu, choć dziwnie przyjemnemu zapachowi ziołowego alkoholu, ciepła ognia i ich ciał, tak blisko siebie. Czuła bicie jego serca. Mruknęła cicho, bojąc się, że jak znów otworzy oczy, to wszystkie te odczucia znikną. Wtuliła się w niego mocniej, jakby to mogło temu zapobiec.
Zdecydowanie była małą sadystką. A zostawianie czerwieniejących pręg na jego ciele dawało jej niewyobrażalnie dużą satyfakcję, choć czuła się zawiedziona, że Łowca tak dobrze znosił jej znęcanie się nad nim. Ignis chciała... eh, jakie to głupie. Chciała zostawić na nim swój ślad. Oczy dziewczyny zaszkliły się na moment, czuła pieczenie pod zamkniętymi powiekami. Odepchnęła od siebie wszystkie myśli.
Uniosła brew, uchylając powieki, kiedy Bleys uchwycił jej wargę w zęby i possał ją przez chwilę. Łagodnie wyswobodziła się z jego szczęk i dała mu krótkiego, miękkiego całusa, uśmiechając się ciepło, ale z rozbawieniem. Trochę żałowała, że nie odpowiedział na jej pytanie, ale nie naciskała w żaden sposób, by dowiedzieć się czy Łowca się boi. W tej chwili jego filozoficzne odpowiedzi pewnie i tak bardziej popsułyby nastrój, który wbrew pozorom mógł być ulotny i kruchy.
Kącik jej ust uniósł się w wyzywającym uśmiechu, kiedy wpatrywała się w śmiejącego się Łowcę.
- Przecież sam nazwałeś mnie bestią. - przypomniała mu, podkreślając swoje słowa mocniejszym wbiciem paznokci w jego bark. - Tego właśnie powinieneś się spodziewać. - przejechała delikatnie dłonią po miejscu, które wskazał jej Bleys. Jego skóra w tym miejscu była chropowata i podrażniona. Złotooka uniosła się lekko, przysuwając się do szramy i pocałowała ją lekko, muskając językiem tą część ciała mężczyzny, po czym znów splotła się z nim w bliskim uścisku, wracając do całowania jego ust. Otuliła ramionami szyję Łowcy i odsunęła się odrobinę, tak, by ich usta ledwo się stykały. Wpatrywała się na wpół przymkniętymi złotymi oczami w jego dwukolorowe ślepia i przez chwilę po prostu oddychała, upajając się bliskością.
Złapała się na tym, że lubi jego drapieżne, pewne siebie i zarazem łagodne spojrzenie. Chciała, by było skierowane na nią, choć czuła się przez nie zdecydowanie bardziej odsłonięta, naga i bezbronna niż mogłaby być bez broni i ubrań. Jej policzki pokrył rumieniec, a oczy zabłyszczały w półmroku. Odpowiedziała na jego ciepły uśmiech mocnym pocałunkiem, przyciskając Łowcę do siebie jakby w tej jednej chwili był najdroższą jej życiu osobą, która za moment wyrusza w daleką drogę. Kiedy wtulił twarz w jej dłoń, jego kłujący zarost już niespecjalnie jej przeszkadzał. Musnęła kciukiem jego kość policzkową. To było nawet przyjemne uczucie.
Uniosła brwi w wyrazie niedowierzania, ale po chwili roześmiała się wesoło, może nawet trochę z ulgą. Przecież Łowca nie byłby sobą, gdyby nie chciał za to czegoś w zamian. Przygryzła wargę i przeczesała palcami jego włosy.
- Chyba jesteś niepoprawny. - zgodziła się ze śmiechem, całkowicie ignorując ostatnie wypowiedziane przez niego słowo. - Taki mi się właśnie podobasz. - uniosła trochę jedno ramię i przechyliła głowę. Przymknęła oczy, już wiedząc, że będzie później żałować tego stwierdzenia. Łowca przecież nie da jej żyć, wypominając je w każdej możliwej sytuacji. No nic, jakoś to przeżyje... chyba. Nie chcąc dać mu teraz zbyt dużej swobody komentowania, przyssała się do jego szyi. Odsunął ją po chwili, patrząc na nią z rozbawieniem. Wzruszyła niewinnie ramionami, spoglądając na ogień, nie na niego. Odgarnęła włosy z twarzy i znów się przysunęła.
Przez moment zdziwiło ją natychmiastowe udzielenie pomocy przez Bleysa, ale po chwili uśmiechnęła się lekko, pociągając go do góry i przyciskając do ściany. Jej dłonie szybko poradziły sobie z jego paskiem i zapięciami spodni, rozbierając go z równą determinacją jak on robił to z nią. Stała przed nim w końcu naga, trzymając dłoń na jego klacie i unosząc lekko głowę, by patrzeć mu w twarz. Stanęła na palcach, całując miękko jego usta, zjeżdżając następnie pocałunkami coraz niżej po szyi, torsie, brzuchu, co jakiś czas przysysając się do któregoś z tych miejsc. Jej druga ręka ścisnęła lekko stojącego penisa Łowcy i zaczęła go masować. Gdy dziewczyna dotarła całusami do brzucha mężczyzny, spojrzała niego pytająco, a jej uśmiech przepełniła urocza złośliwość. Uklęknęła przed nim, bardzo, bardzo powoli sunąć językiem w stronę jego penisa, po nim także przesuwając powoli języczkiem. Przyssała się do niego delikatnie, z każdą kolejną chwilą ssąc go coraz mocniej. Nie miała jednak zamiaru dawać mu teraz większej przyjemności, tylko jej zalążek. Zaledwie początek, który mógł ich jeszcze dziś czekać. Powoli wstała, ocierając się o jego nagie ciało i pocałowała go z namiętnością kobiety, którą kiedyś była - pełną miłości i ognia. Nie przerywając pocałunku, pociągnęła go z powrotem na futro, zmuszając go, by położył się na plecach i usiadła mu na brzuchu. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała, jasne włosy rozsypały się na ramionach dziewczyny, a rumieniec podniecenia nie schodził z jej twarzy. Błyszczące, pragnące oczy wpatrywały się w Bleysa. Nic jej nie obchodziło, jak będzie wyglądać ich przyszłość. Wiedziała, że jej nie będzie. Więc teraz zamierzała skraść sobie jak najwięcej jego i zachować to uczucie w pamięci. Pochyliła się nad nim, a jej włosy oddzieliły ich od reszty świata. Przełknęła ślinę i dmuchnęła mu w usta, wodząc palcem po jego barku.
- Kiedyś sprawię, że powiesz mi prawdę... - powiedziała cicho i pocałowała go krótko, wplatając palce pomiędzy jego i ściskając z nietypową sobie łagodnością. - Ale teraz pozwolę Ci kłamać dalej. - dodała, wtulając twarz w jego szyję i całując ją z cichymi cmoknięciami. Oparła głowę na jego ramieniu i położyła się obok, wtulona w jego ciało. Oplotła nóżkami jego nogę i przełożyła rękę przez jego brzuch. Przymknęła oczy, a na jej twarzy malował się delikatny uśmiech. Choć przez chwilę chciała poleżeć w ten sposób, przejeżdżając dłonią po jego żebrach i czuć się, jakby miała swoje miejsce w tym pokręconym świecie. Choć przez chwilę.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.01.2018, 20:58 przez Ignis.)









06.01.2018, 20:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
3 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna