Drogi kupieckie

- Sam nie wiem. - odpowiedział zamyślony. - Z jednej strony zło wydaje się mieć dużo łatwiejszą drogę do dominacji nad dobrem. - zaczął - Z drugiej, dobro wydaje się bardziej inspirujące i krzepiące serca ludzi. - podsunął i zamilkł na chwilę. - Inna sprawa jest taka, że jakimś cudem świat nadal nie został zniszczony, ludzkość nie wymordowała się sama, więc może poza tym co możemy dostrzec jest coś większego, co w pewnym momencie doprowadza świat do porządku, w jakiś sposób równając jedną i drugą - dobrą i złą stronę? - podsunął bez przekonania. To niekoniecznie musiało być piękne i inspirujące jak kraina bohaterów. To mogło mieć formę kataklizmu. Trzęsień ziemi, erupcji wulkanów, suszy czy powodzi... To mogło zabijać ludzi - dobrych i złych - tak długo, aż ludzkość aby przetrwać zmuszona będzie zaniechać walk między sobą i współpracować.
Na dobrą sprawę - choć o takim wariancie Bleys by nie pomyślał - mogłoby to mieć również formę inwazji demonów, które wniosą w serca wszystkich żyjących istot taką grozę, że zło stanie się tak znienawidzoną rzeczą, że po ich przejściu przez ludzkie ziemie zostanie już tylko dobro. Może to właśnie byłaby równowaga - wielkie zło i nieskazitelne dobro, które pozostanie po jego przejściu?
Gdy zaśmiała się melodyjnie pomijając z jego wypowiedzi słowo "altruista", chciał powtórzyć tą przemilczaną część jego wypowiedzi z wyraźnym naciskiem, nim jednak ustała kojąca melodia jej śmiechu i Bleys zdążył wypowiedzieć słowo (otworzył już nawet usta w tym celu!), Ignis dodała kolejne zdanie, łowca zaś zamarł na chwilę w bezruchu powstrzymując się tym samym od wypowiedzi, a później jego otwarte usta zamknęły się łagodnie zdobiąc jego twarz subtelnym, usatysfakcjonowanym wyrazem.
Nie miał co prawda szansy na długą obserwacje jej twarzy, by odnotować jak bardzo sama jest usatysfakcjonowana tym co mu mówiła - wszak nie chciała by jego ego szybowało nad chmurami - postanowiła się bowiem przyssać do jego szyi.
Jego udzielenie pomocy było ze wszech miar pragmatyczne. Mogli się bawić nieskończenie długo i przeciągać to wszystko bez końca, a mogli też przejść od razu do etapu cieszenia się sobą i kontynuować swoją grę pieszczot, przyjemności i złośliwości bez zbędnych przeszkód.
Nie zareagował na jej nie mniejszy zapał od niego przy pozbywaniu się ubrań, poddając się całkowicie i skupiając na tym, co jeszcze mógł z niej zrzucić.
W końcu była naga i patrzyła mu w oczy trzymając dłoń na jego klatce piersiowej.
Bleys uśmiechnął się ciepło, przez chwilę w całkowitym bezruchu ciesząc się po prostu jej widokiem i błyszczącymi oczami.
Ignis najwidoczniej nie podzielała jego niemej radości, czemu nietrudno się dziwić, w końcu nie miała przed sobą pięknej, młodej i atrakcyjnej dziewczyny a szorstkiego faceta w nieco poważniejszym wieku. W każdym razie postanowiła skorzystać z tego co miała przed sobą - a skoro nie był to zapierający dech w piersiach widok tylko ciało z krwi i kości, właśnie tym ciałem się zainteresowała. Zaczęła od pocałunków przez pieszczoty dłonią aż w końcu uklękła przed nim, ale nie zdążyła zrobić wiele więcej. Bleys chwycił ją wtedy za podbródek w dość niewygodny sposób i uniósł do góry tak, że ponownie stanęła na nogach a po chwili na palcach. Wtedy płynnym ruchem pochylił się nad nią i złączył ich usta w pocałunku. Pocałunek trwał, był czuły, a Bleys w tym czasie wodził rękoma po jej plecach, talii, pośladkach, chwycił ją za uda. Bleys pragnął tej dziewczyny. Pragnął jej ciała. Pragnął jej jęków. Pragnął jej zaskoczenia błyskającego w oczach. Nie chciał by po prostu uklękła przed nim dając mu rozkosz czy czystą złośliwość. Nie chciał patrzeć z góry i poddawać się temu biernie lub naciskać na nią by dawała mu więcej. Była na to zbyt wyjątkowa, chciał sią nią nacieszyć na milion innych sposobów, ten wydał mu się wręcz smutny.
Nie zaprotestował jednak gdy namiętnie ocierając się o niego spróbowała położyć go na futro i wdrapała sięna niego wyraźnie zadowolona i chciwa. Po pierwsze Bleys był ciekaw, niestety dużo częściej sam wyrywał z kobiet dzikość, entuzjazm i to, czego oboje pragnęli, niż mógł po prostu spojrzeć na te pełne przekonania i figlarnej nieprzewidywalności oczu i poddać się raz temu, co na niego spadło. Po części zaś dlatego, że gdyby się uparli - a Ignis mówiła prawdę i poza walką czarami czuła się zręczną wojowniczką - mogłaby nie przebierając w środkach wbić mu palce w takie miejsca, że z trudem mógłby ruszyć dłonią czy nogami, a po pierwsze lubił swoją władzę nad kończynami, po drugie zaś jeżeli nie mógł sam jej zaatakować, robiłoby się to trochę niesprawiedliwe.
Pochyliła się nad nim, dmuchnęła mu w usta. Łowca przechylił lekko głowę i również dmuchnął. Czuł się trochę jakby byli zalecającymi się do siebie nastolatkami, którzy pragną swej wzajemnej bliskości, ale nie do końca wiedzą co z tym zrobić. No, z tą istotną różnicą, że jego penis stał naprężony a on doskonale wiedział gdzie powinien się znaleźć w ciągu najbliższych kilku chwil.
Był też pewien, że jeżeli ona nie sprawi, że się tam znajdzie, to dzielny łowca, choć na razie wiedziony ciekawością, straci cierpliwość i skończy się jej zabawa w patrzenie z góry.
Wtuliła twarz w jego szyję posyłając na nią kolejne cmoknięcia, mężczyzna zaś pomyślał, że choć w normalnych warunkach dźwięk wydawał mu się głupi i sztuczny, w jej wykonaniu nawet one brzmią miło.
Dziewczyna położyła się czule, oplatając go nogą, przymykając oczy i uśmiechając się niemal sennie. Bleys odetchnął ciężko, ale dało się w tym wyczuć cień rozbawienia i solidną garść czułości. I leniwymi, niemal sennymi ruchami chwycił ją za ramię jedną ręką, drugą zaś objął w talii chwytając za pośladek. Uśmiechnął się w podobny sposób do niej i podniósł łagodnie a następnie ułożył delikatnie, jakby kładł do kołyski dziecko. - Niecierpliwy, szorstki cham ze mnie, księżniczko. - powiedział po cichu, powoli, a jego uśmiech rozszerzył się zauważalnie. Wyciągnął dłonie spod dziewczyny i przesunął palcami wskazującymi po obu jej nogach, po czym wsunął je na jej uda i rozsunął łagodnie acz zdecydowanie. - Później poleżę z Tobą jak długo zapragniesz. Ale to nie jest najlepszy moment. - powiedział jakby starał się wyjaśnić dziecku że jego ulubiona zabawka odeszła do lepszego miejsca i nigdy już jej nie zobaczy. A następnie oblizał wargę i w jego wzroku pojawiło się coś drapieżnego. - Rozumiesz, prawda? - zapytał szybciej, dużo bardziej szorstko, najbardziej sugestywnie jak się dało. Nie było to pytanie, na jakie ktokolwiek miał prawo odpowiedzieć zaprzeczeniem. A mistyczce zabroniłby tego w szczególności.








07.01.2018, 02:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Ignis przewróciła oczkami i spojrzała na niego z przekąsem. Pokręciła głową i westchnęła w końcu. Filozoficzne przemyślenia na temat ludzi i ich wewnętrznej walki dobra ze złem niespecjalnie ją przekonywały, niezależnie od tego kto wygłaszał swoją opinie. Mogła tego słuchać bez końca, a i tak było to dla niej czcze gadanie.
- A może... - uśmiechnęła się, podsuwając najprostsze rozwiązanie. - ...po prostu mamy na tyle oleju w głowach, aby nie wybić się do cna z całkowicie egoistycznych powodów? - uniosła brew, a jej złociste oczy zmatowiały. - Bleys, co ja mam Ci powiedzieć? Uważasz, że jestem jedną z osób, które poniosą ciężar życia wszystkich ludzi na tym świecie. Już raz dałam Ci do zrozumienia, że nie wiem czy to zrobię. Może istnieje coś tak prozaicznego jak bezwzględne zło i bezwzględne dobro. Może. - potarła skronie, wciągając głośno powietrze. - Ale według mnie fakt, że świat dalej istnieje, że ludzie dalej żyją... to czyste, wyrachowane kalkulacje. Ot co. - Ignis słyszała brak przekonania w głosie Łowcy, ale mimo to nie mogła powstrzymać emocji, które buzowały w jej głowie. Nie powinna w ogóle dotykać tych tematów. Jeśli przyjdzie do walki z demonami, będzie próbowała ratować tych, którzy będą tego potrzebować i pojawią się na jej drodze. Póki co nie zamierzała nawet myśleć o reszcie ludzkości. Nie była taka pewna, czy nie przyda im się zagłada. Zamknęła oczy na dłuższą chwilę i objęła ramiona dłońmi. - Dajmy temu spokój, co? - dodała z wyczuwalną nutą prośby w głosie.
Wszystko może stać się bronią - takiego zdania byli mistrzowie Ignis w Azaracie. Była skłonna się z tym zgodzić. Jedynym warunkiem to potwierdzenia tej tezy, była konieczność szybkiej analizy i interpretacji otoczenia. Dziewczyna wiedziała, że nawet z najpodlejszych uczuć można wykuć broń, która będzie zabijać równie skutecznie jak stal czy magia. Zło? Dobro? To tylko pojęcia. Nie ma ludzi, którzy nie nosiliby w sobie tylko i wyłącznie jednego z nich. Iskra była przekonana, że Łowca to doskonale rozumie, a mimo to stara się teraz karmić ją frazesami, do których sam nie ma żadnej pewności. Miała ochotę wybić mu kilka zębów. Odwróciła spojrzenie od mężczyzny.
Nie mogła dać mu szansy na wiele rzeczy. Po prostu nie chciała. Widziała jak jego usta otwierają się by - z pewnością - sprzeciwić się jej słowom lub najzwyczajniej w świecie ją poprawić. Poczuła jego bezruch, czujny i wbrew pozorom drapieżny, jakby Bleys stał się nagle dziką bestią, która czai się na ofiarę. Uśmiechnął się zdecydowanie zadowolony. Gdy wtuliła się w jego szyję, także się uśmiechnęła, a jej ramiona zatrzęsły się w bezgłośnym śmiechu. Delikatnie zaznaczyła językiem miejsce na jego szyi, a następnie przyssała się lekko, pozostawiając po sobie jedynie zaczerwienienie.
Jasnowłosa nie miałaby nic przeciwko przeciąganiu zabawy. Ewidentnie podobało jej się droczenie ze starym zboczeńcem, który teraz pozbywał się jej ubrań. Poszła w jego ślady, jednak bardziej z tego względu, że nie zamierzała być tu jedyną nagą osobą. Dopiero po chwili zastanowienia stwierdziła, że to może nie byłby aż tak głupi pomysł... ale było już za późno.
Ignis czuła jak potężny ogień rozpala się w jej brzuchu, rozchodząc się na klatkę piersiową, szyję, nogi. Otarła się nagim ciałem o ciało Łowcy i przyknęła oczy, wciągając przerywanie powietrze. Oczy jej się zaszkliły, a iskry, które w nich migotały były wyłącznie odbiciem jej pożądania.
Nie mogła się powstrzymać. Przygryzła wargę, muskając wargami jego twarde, pobliźnione ciało. W niektórych miejsach zatrzymywała się na dłużej, niektóre przygryzała lekko, powstrzymując się przy tym od bardziej drapieżnych czynów. Kiedy uklęknęła przed nim, nagle poczuła, że coś ją ciągnie do góry. Jej usta zdążyły się tylko ułożyć w pełne pytań o, a oczy przepełniło zaskoczenie. Musiała stanąć na palcach, z trudem zachowując równowagę - przy się nie zachwiać, złapała się ramion Bleysa, ale nie zdążyła nawet nic powiedzieć, kiedy mężczyzna złączył ich ponownie pocałunkiem. Przesunęła dłonie z ramion, na jego szyję, oddychając trochę spazmatycznie, gdy wodził dłońmi po jej ciele, gdy dotykał jej z pożądaniem tak samo intensywnym jak jej własne. Dziewczyna musnęła jego język swoim, chcąc czuć go bardziej, jeszcze bardziej, czując lekkie zawroty głowy. Kiedy chwycił ją za uda, odbiła się lekko od ziemi i oplotła nogami jego biodra, ocierając się kroczem o jego penisa. Nie przestawała go całować, wbiła pazurki w jego plecy. W końcu uchyliła powieki i spojrzała mu w oczy. Jej oddech był krótki, szybki, a z jej oczu aż kipiało od dzikiego pożądania i namiętności. Przełknęła ślinę i przechyliła lekko głowę, jakby się nad czymś zastanawiała. Znów się o niego otarła, wisząc nad ziemią, trzymając się tylko nogami i oplatając ramionami jego szyję. Zbliżyła usta do jego warg, jedną dłonią sunąc po jego brzuchu w dół. Kiedy poczuła pod palcami jego penisa, przez moment drażniła nim swoją łechtaczkę - i przy okazji samego Bleysa - w końcu jednak nakierowała go w odpowiednie miejsce. Kiedy w nią wchodził, wpiła się w niego pocałunkiem, ale nie mogła powstrzymać zduszonego jęku. Odchyliła głowę i część tułowia do tyłu, jej ciało wygięło się w piękny łuk, a ona jeszcze kilka razy ruszyła biodrami, by poczuć go w sobie lepiej. Ponownie się wyprostowała, całując go mocno i namiętnie, a pomiędzy pocałunkami nawet nie starała się powstrzymać jęków, które z niej wydobywał. Chciała ich więcej. Ugh, pragnęła go. W tej chwili. Mocniej, bardziej. W jednym z dłuższych pocałunków wyrwała się jednak miękko z jego objęć i zaciągnęła go na futro. Musiała choć trochę uspokoić swoje żądze, wystarczyła jej odrobina oddechu. Miała wrażenie, że cały świat w jej głowie wiruje... To było o wiele bardziej upajające niż alkohol.
Zaśmiała się cicho, kiedy także dmuchnął jej w usta. Wzięła jego dłoń i przyłożyła ją do swojego policzka, przesuwając ją powoli w dół, do swojej piersi. Z drugą zrobiła to samo, z tym, że początek jej trasy zaczynał się na udach dziewczyny. Zadrżała z przyjemności, chcąc znów jak najszybciej poczuć jego penisa w sobie. Przygryzła wargę i położyła się szybko obok niego, oplatając go nóżką i zamykając oczy. Przecież miała choć trochę się uspokoić! Wodziła dłonią po ciele Łowcy, zapamiętywała jego blizny bez udziału własnej świadomości, przez chwilę nawet udało jej się o niczym nie myśleć... Dopóki Łowca nie odetchnął ciężko.
Ignis miała wrażenie, że jej podniecenie wróciło ze zdwojoną mocą. Patrzyła na niego rozpalonymi, ciekawskimi i łaknącymi go oczami, kiedy zmieniał jej pozycję. Jej dłonie zwinnymi ruchami przesunęły się po jego ramionach i zaplotły na karku. Dziewczyna przesunęła się pod nim, by wygodniej było jej leżeć.
- Nie przeszkadza mi to... - odpowiedziała równie cicho. Nie umiała być zaskoczona własną odpowiedzią. Patrzyła na Łowcę, a jej uśmiech był wyjątkowo wymowny. Zmusiła go palcami wbitymi w odpowiednie miejsce na karku, by się nad nią pochylił i pocałował. Pomasowała to miejsce bez krzty delikatności. Rozsunęła uda, tak jak sobie tego życzył. Jedną nogę położyła mu na ramieniu i otarła się nią o szyję mężczyzny. - Mam nadzieję, że moment na leżenie nie nastąpi zbyt szybko... - mruknęła w ucho, bawiąc się jego penisem coraz intensywniej. Musnęła językiem płatek jego ucha. - ...proszę, Bleys. - dodała, jeszcze ciszej, jakby przez te trzy sekundy stała się czystym pożądaniem. Znów złączyła ich usta w gorącym pocałunku, przesuwając dłoń na biodra Łowcy i wbijając w nie swoje pazurki.
Rozumiała. Rozumiała doskonale.








07.01.2018, 14:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Łowca uśmiechnął się z pobłażaniem. Dla niego filozoficzne rozważania na temat wewnętrznej walki dobra ze złem miały więcej sensu, niż twierdzenie, że ludzie mają dość oleju w głowach by się nie wymordować. Widział tak skrajnych, beznadziejnych głupców, że nie uwierzyłby, że ludzkość jako ogół są choć bliscy tego poziomu rozsądku i samokontroli.
- Uważam tylko, że nie jesteś kimś, kto będzie biernie patrzył na beznadziejny mord. - uciął krótko bo mistyczka zaczęła się nakręcać. Bleys nie zamierzał jej obarczać ciężarem świata. A jeżeli nawet mówił, że ktoś taki jak ona może być potrzebny, mówił to by dowieść, że jest wartościowa. A nie, że jej obowiązkiem jest służyć temu wszystkiemu.
Chodziło tu tylko o bycie człowiekiem. Może jeszcze o nadludzką odwagę, którą przecież już wielokrotnie pokazała stając do walki.
Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego sytuacja, w której Ignis byłaby jedyną nagą osobą w jaskini miałaby stanowić coś korzystnego. W końcu Bleys gdyby chciał, raczej nie miałby problemów ze zmienieniem tego stanu rzeczy. A czy można mieć na celu coś innego, niż złośliwość wobec starego łowcy?
Dotyk jej nagiego ciała, szkliste oczy błyskające pożądaniem, ciepło opuszczonej jaskini, jasne kosmyki zakrywające jedno z jej ramion, szum wiatru odcinający ich od reszty świata, pragnienie wyraźnie wiszące w powietrzu... Wszystko to było tak doskonałe, bajkowe... Bleys z głupawym uśmiechem stwierdził, że alkohol musiał mu uderzyć do głowy bardziej, niżby się spodziewał, inaczej ta sytuacja była zbyt nieprawdopodobna.
Nie przeszkadzało mu to jednak - niezależnie od tego czy miał rację czy nie - cieszył się jej widokiem, zapachem, dotykiem. Cieszył się jej ciepłem, miękkością, swobodą. Cieszył sią nią. I pragnął jej.
Dziewczyna obdarowywała go pocałunkami, gryzła, ssała. Łowca odpowiadał zaciśnięciem dłoni na żebrach, szorstkim chwytem za pośladek, uniesieniem, przechyleniem, przyciśnięciem do swego ciała czy również w formie pocałunków. Nie gryzł jej, nie drapał - za to podnosił, przerzucał i szarpał. Patrzył w złociste oczy, śmiał się, zaciągał powietrzem tuż przy jej szyi po czym dawał jej całusa w policzek.
Był dosyć szorstki w obyciu, lecz pragnął jej ciała zupełnie szczerze. Dlatego też ilekroć próbowała się z nim drażnić, ilekroć przetrzymywała go wpół drogi do celu, ilekroć bawiła się - czy to umykając zwinnym ciałem tuż przed jego pocałunkiem, czy też drażniąc jego penisa chwilę przed stosunkiem.... Bleys oddawał frustrację całym sobą. Ostro wciągał powietrze. Ściskał jej ramię z nieznoszącym sprzeciwu żądaniem. Patrzył z mieszanką pożądania i furii w oczy. I gonił. Za każdym razem gdy próbowała się z nim droczyć, bawić, umykać - natychmiast tracił cierpliwość. Jak dzika, nieokrzesana bestia. Gdy uchylała szyję łapał ją za nią i przylegał do niej dwukrotnie mocniej niż pierwotnie zamierzał. Gdy wymykała się biodrami – natychmiast poprawiał chwyt. Gdy drażniła penisa - wciskał go niecierpliwie i pieprzył. Mocno. Długo. Zupełnie, jakby w przeciwnym razie dziewczyna naprawdę miała mu uciec. Zupełnie, jakby właśnie ucieczka była tym, czego zarumieniona z pożądania dziewczyna pragnęła w tej chwili. A on za wszelką cenę nie chciał jej na nią pozwolić.
Mówiąc zupełnie szczerze - choć pierwotnie stary zbok chciał bawić się z dziewczyną w tą grę - przegrał wyraźnie. Przegrał przez własną niecierpliwość i własne pożądanie, które rzadko brały nad nim kontrolę aż do tego stopnia.
Ale nie dbał już o nic, co dziewczyna mogłaby chcieć powiedzieć. Nie dbał o nic, co mogłaby pomyśleć. O nic z tych rzeczy, jakie powinien przedsięwziąć. Nie dbał o nic. Była tylko ona. Jej ciało. I jego niestłumione pragnienie.
Czasami mu się wymykała, zdaniem łowcy z czystej złośliwości, choć obiektywnie rzecz ujmując, mogła po prostu pragnąć odrobiny oddechu. Choć w takich momentach całe jego ciało aż rwało się, by przemocą pochwycić ją z powrotem, Bleys pozwalał jej na to niechętnie, ale chwilę po jej kolejnym ruchu, kilku z trudem zaczerpniętych oddechach, czy też zmianie pozycji na wygodniejszą, przywierał do niej ponownie. Rękoma, ciałem, ustami, penisem. Płynnie i sprawnie znów znajdował drogę tam, gdzie chciał się dostać. Brał ją na różne sposoby, w różnych pozycjach. Za każdym razem równie chciwie i z niepowstrzymaną determinacją. Ściskał jej piersi, ściskał talię, ściskał kark. I pieprzył zupełnie bez subtelności czy finezji, jakby pożądanie i zapał mogły zastąpić wszystko inne. Miejscami sam zapominał oddychać. Miejscami kręciło mu się w głowie. Miejscami tracił ostrość widzenia... Nie przerywał jednak, zupełnie jakby bał się, że gdy przerwie, to dziewczyna również zaczerpnie oddechu, a wtedy spróbuje mu umknąć.
Teraz mogła jedynie wić się, jęczeć, dyszeć, drapać go po plecach. Bez choćby chwili na złośliwości.
Po pewnym czasie jednak również sam Bleys osiągnął swój limit. Najpierw jego pieszczoty - zupełnie gwałtownie - wytraciły intensywność. A chwilę on sam później padł wyczerpany na ziemi mrużąc swoje różnobarwne oczy i oddychając ciężko.








09.01.2018, 19:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Czuła się wykończona jak nigdy. Przymknęła oczy, czując jak włosy przyklejają jej się do szyi, a między łopatkami spływa stróżka potu. Oddychała płytko, szybko, próbując tak na dobrą sprawę zaczerpnąć choć trochę powietrza do płuc. Nie umiała - i szczerze mówiąc wcale nie zamierzała - powstrzymywać drobnego, zmęczonego uśmiechu, pełnego zadowolenia i satysfakcji. Nie chciała uchylać powiek... po omacku znalazła dłoń Łowcy i wplotła w nią swoje palce. To wszystko było dla niej niemal nierealnym. Czy ludzie naprawdę w taki sposób potrafią funkcjonować? Nawet po najgorszych treningach nie czuła się tak pozbawiona wszelkich sił. W końcu jednak spojrzała na Bleysa spod przymrużonych powiek. Słyszała jego ciężki oddech, niemal widziała jak opuszcza go cała energia, którą wręcz kipiał wcześniej. Zamierzała przytulić się do jego ciepłego ciała i usnąć, ale powstrzymała się przed tym w ostatniej chwili. Uśmiechnęła się z przekąsem. Teraz się w niej odezwał rozsądek? Na to było już zdecydowanie za późno.
Uniosła się z trudem, rozpalając trochę żywiej ogień, na wszelki wypadek, żeby Łowca nie zmarzł. Słyszała grzmoty, czuła zapach, który zawsze towarzyszy początkowi burzy. Napięcie, którego nie da się opisać, ale bardzo łatwo je wyczuć. Narzuciła na ramiona swoją koszulę i wyszła przed boso przed jaskinie. Czuła każdy kamień, każdą igłę i nierówność, ale nie przeszkadzało jej to zbytnio. Jeszcze nie było jej zimno, ale wiedziała, że lada moment to się zmieni. Spojrzała w górę, a w jej jasnych oczach odbiło się nocne, zachmurzone, burzowe niebo. Wyglądało zupełnie tak, jakby chmury były zaklętymi dzikimi końmi, które stadem uciekają przed niebezpieczeństwem. Jasnowłosa nigdy nie widziała burzy, która wzbudziłaby w niej taką grozę i ciekawość jednocześnie. Gęsia skórka pojawiła się na jej ciele, więc potarła ramiona, nie opuszczając wzroku.
W końcu pierwsza kropla spadła na jej twarz. Kolejna na bark. Znów na twarz. Ignis zamknęła oczy, rozkoszując się dotykiem natury. Nieokiełznanej, niebezpiecznej, pięknej. Deszcz spływał po niej bezlitośnie, ale nie chciała jeszcze wracać do środka. Musiała zastanowić się nad wieloma rzeczami. Niedługo dotrą do Greathard, które było jej głównym celem. Stamtąd zamierza wypłynąć w świat... ona. Tak nic nieznacząca istota zamierzała dać się ponieść przypadkowi. Bała się tego o wiele bardziej niż mogłaby przyznać nawet przed samą sobą. Zostawała jeszcze kwestia Łowcy. Zamierza iść z nią na kraniec świata? Mało prawdopodobna opcja. Najlepiej jakby w miarę szybko nauczyła go potrzebnych run i zwolniła z konieczności podążania za nią tą drogą, która na chwilę obecną nie miała końca...
Rozłożyła na bok ręce, mając wrażenie, że zimno zaraz ją udusi. Przygryzła wargę. Będzie brakować jej obecności starego zboczeńca i jego przechwałek. Ale przecież wiedziała jak to ma wyglądać. Eh... nie wiedziała tylko, że się do niego przywiąże emocjonalnie. Skrzywiła się w grymasie irytacji i stworzyła kilkanaście pierścieni ognia wokół swojego ciała, które natychmiast ją ogrzały. Woda wyparowywała z sykiem, kiedy tylko zbliżyła się do jej ciemnoognia. Ignis westchnęła w końcu. Miała wrażenie, że jej każdy kolejny krok jeszcze bardziej komplikuje jej względnie proste decyzje. Zdecydowanie musiała poznać innych ludzi. Żeby upewnić się, że jest chodzącym skupiskiem głupot i nieszczęść. Osłoniła się ogniem i powoli wróciła do jaskini.
Jej ciało było jeszcze wilgotne od deszczu i pachniało burzą. W sumie lepsze to niż pot po ich wcześniejszych zmaganiach. Zimno przeniknęło ją do kości, ale nie przejmowała się tym za bardzo. Nakryła się kocem, który zawsze był przytroczony do siodła jej wierzchowca. Bardziej złośliwie niż czule wtuliła się swoim lodowatym ciałem w ciało Bleysa i zamknęła oczy, próbując przespać nawarstwiające się zmartwienia.








11.01.2018, 21:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Łowca był równie pozbawiony sił, co przepełniony zadowoleniem. Dlatego też nie uniósł się w ślad za dziewczyną i nie ruszył na orzeźwiającą podróż do krainy deszczu, grzmotów i burzy. Przeciwnie - ten jeden raz pozwolił sobie uznać, że będąc tu z - piękną bo piękną, ale mimo wszystko - wojowniczką, w dodatku w tak paskudną pogodę i w tak nieuczęszczanym miejscu jak jaskinia na szlaku, nie musi też trwać w ciągłej czujności i raz w życiu może sobie pozwolić na pradzwiwą chwilę relaksu.
Dlatego też zasnął. Jak dziecko. Totalnie odpłynął, podczas gdy dziewczyna wystawiła swoje słodkie ciało na oczyszczające działanie burzy, deszczu i mrozu.

Obudził się za to przed swoją towarzyszką - jak zwykle, jeszcze przed świtem. Pierwsze co zrobił to omiótł ją zadowolonym spojrzeniem i obdarował ciepłym, czułym uśmiechem, jakim rzadko obdarowywał kogokolwiek, kto akurat mógłby go zobaczyć. Patrzył przez dłuższą chwilę na śpiącą dziewczynę, bawiąc się przy tym jej włosami - to odgarniając za ucho, to zaplatając wokół palca - i rozmyślając o tym, jak niewinnie i myląco wygląda ta bestia w ludzkiej skórze. W końcu jednak jego własny głód dał o sobie znać, podniósł się więc po cichu, pochylił nad dziewczyną, dał miękkego całusa w głowę, tuż nad uchem i ruszył ku wyjściu z jaskini.
Już nie padało, ale wszędzie dało się wyczuć orzeźwiający zapach zimnego powietrza po nocnej burzy. Wyszedł najpierw zmyć z siebie zapach ich zmagań dnia poprzedniego, umył się, ubrał i ruszył w okolice z jedną ze swoich kusz, by poszukać czegoś do jedzenia.
Wrócił po mniej więcej kwadransie w jednej ręce trzymając dwa zające, z których zdążył wyjąć bełty a także dobić zwierzęta by nie męczyły się bezsensownie. Dopiero w okolicy ich jaskini Bleys zajął się oprawieniem ich śniadania, niemal zupełnie zapominając o dziewczynie, która najpewniej wciąż spała o parę kroków od niego.








21.01.2018, 15:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Gdyby mogła zaczerpnąć odrobinę więcej oddechu, pewnie zaczęłaby się okrutnie śmiać z bezsilności, która ogarnęła Łowcę. No właśnie, gdyby mogła zaczerpnąć odrobinę więcej oddechu, mogłaby zrobić wiele rzeczy. Na przykład... no, oddychać. Przez kilka długich chwil, które wydawały się nieskończonością, złotooka walczyła o dech, nie będąc pewna czy jej aktualny stan bierze się ze zmęczenia, czy też z rozkoszy. Jej ciało przeszedł dreszcz, kiedy w końcu się uspokoiła... przymknęła oczy i wyciągnęła ręce za siebie, przeciągając się jak kotka. Uśmiechnęła się w końcu lekko, patrząc roziskrzonym wzrokiem na Łowcę... który wyglądał, jakby zaraz miał usnąć. Ignis wywróciła oczkami i stwierdziła, że to nie jest najlepszy pomysł, by powierzać staruchowi delikatność i kruchość, którą teraz odczuwała. Westchnęła, wiedząc, że takie rozmyślania nie mają zbyt dużego sensu, ale wmówiła sobie, że jednak dla niej to dalej coś znaczy.

Mróz, deszcz, wiatr i wszechogarniające poczucie bycia nic nieznaczącym pyłem ogarnęło ją niemal natychmiast, gdy wyszła na spotkanie burzy. Może i była wojowniczką, może spoglądała z brawurą śmierci w oczy. Ale w tym momencie miała wrażenie, że jest nikim. Po wielu minutach schładzania ciała i umysłu, osłoniła się płomieniami, które były jej drugą naturą. Powoli wróciła do jaskini, zostając w wilgotnej koszuli, która bezwstydnie odsłaniała jej jasne ramię, kiedy dziewczyna leżała. Nawet nie zwróciła uwagi, że zaciśniętą w pięść dłoń położyła na klacie śpiącego obok niej mężczyzny.
Powieki jej zadrżały, kiedy poczuła wcale delikatnego całusa w głowę. Skrzywiła się lekko i machnęła ręką, jakby chciała odgonić natrętną muchę i zawinęła się w futro. Dopiero teraz czuła jak bardzo jest wykończona i nie miała najmniejszego zamiaru wstać dopóki nie będzie to absolutnie konieczne.
Jedna myśl jednak nie dawała jej spokoju.
Prawdopodobnie byli już bardzo blisko Greathard. Ignis otworzyła w końcu oczy i położyła się na wznak, wpatrując się w sklepienie jaskini. Szanse, że odnajdzie rodzinę Leviego były znikome. Ale... co ona tak na dobrą sprawę miała im powiedzieć? Jak? Przygryzła wargę, czując jak serce podchodzi jej do gardła, więc wstała niechętnie i wyciągnęła z plecaka czystą koszulę i bieliznę, wciągnęła buty i ciężkim krokiem wyszła na zewnątrz. Skrzywiła się wyraźnie, kiedy ujrzała Bleysa, oprawiającego leśną zwierzynę, ale nie powiedziała ani słowa. Ewidentnie za bardzo przyzwyczaiła się do wygód, które oferował jej niegdyś Azarat.
- Strumień? - spytała, spoglądając na Łowcę. - Precyzując, w którą stronę mam iść, żeby go znaleźć? - dodała, wierząc, że Bleys może nie mieć siły na zwykły spacer, ale na złośliwość owszem. W głowie jej huczało, miała wrażenie jakby niewidzialny młot co chwila uderzał ją w czoło. Potarła skroń wolną dłonią i westchnęła ciężko. Nie powinna pić tej trucizny od Łowcy. Skupiła w końcu wzrok na mężczyźnie, co nie było takie proste. - Rozpalić Ci ogień? Powinniśmy chyba napić się czegoś ciepłego... Nie wiem czy przełknę coś gęstszego niż woda. - przyznała i przetarła ręką twarz. Czuła się naprawdę paskudnie. Zbierało jej się na wymioty, ale miała nadzieję, że tych oznak nie było aż tak bardzo widać. W końcu ruszyła w stronę, którą wskazał jej Łowca i jakiś czas potem udało jej się znaleźć strumień. Obmyła najpierw twarz lodowatą wodą, a potem napiła się jej chciwie. Z nadludzkim wysiłkiem obmyła całe ciało i szybko wysuszyła się, otaczając płomieniami. Włosy dalej miała wilgotne, ale wolała nie ryzykować ich spalenia. Włożyła bieliznę i koszulę, a następnie wróciła do jaskini i usiadła obok Łowcy bez słowa.








23.01.2018, 00:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Wszystko działo się w niemal jednej chwili, a tylko dzięki mojej nadzwyczajnej reakcji byłem w stanie w ostatniej chwili powiedzieć nie objęciom śmierci. Koń przebiegł dalej stawiając swoje ciężkie kroki kilka centymetrów od mojej twarzy. W tamtym momencie nie myślałem o niczym innym jak tylko szczęściu, które mnie nie opuściło w tej ważnej chwili. Już chciałem dziękować samym smoczym bóstwom gdyby nie fakt, że postawa taka kolidowała by z moimi przekonaniami według, których żyję. Nie mogłem jednak pozostać w takim stanie zbyt długo, okoliczności, w których się znalazłem uniemożliwiały mi to. Musiałem najpierw zakończyć to co się tutaj rozpoczęło, pośród drzew Greathardzkiego lasu.
Powstałem choć z trudem, rana w lewym ramieniu zaczęła coraz bardziej wadzić, a z moich ust można było słyszeć charakterystycznie syknięcie spowodowane odczuwalnym bólem. Chwyciłem za rękojeść swojej broni, a następnie podszedłem do rannego mężczyzny by zakończyć jego żywot. Żadnych świadków. Nie chce aby mój powrót do tego mroźnego miejsca był od samego początku owiany jakimiś nieprzyjemnymi plotkami. Minęło sporo czasu kiedy ostatni raz postawiłem swoją stopę w Greathard i chciałbym zacząć o nowa kierując się ku całkowitej dominacji magicznego świata. Ostrze wbiło się w ciało napastnika niczym nóż w masło rozcinając każdy organ wewnętrzny na jaki natrafiło. Wszelkie próby ratunku były zbędne, a nawet najmniejszy ruch ciałem powodował, że rana powiększała się skracając swój pobyt na tym świecie. W momencie, w którym ofiara wydawała swoje ostatnie jęki drugi mężczyzna ruszył na mnie nazywając mnie tchórzliwym psem. Biorąc pod uwagę, że jestem zupełnie sam słowa wydobywające się z jego ust były dość komiczne. Mimo, że starałem się trzymać go na oku, to nie mogłem ignorować strażnika, który leżał tuż pod moimi nogami, a rana w lewym ramieniu co chwilę dawała o sobie znak dekoncentrując mnie co jakiś czas. Jednakże jam jest młody smok, dzierżę moc, której wielu może pozazdrościć, a tylko garstka posiąść. Musiałem udowodnić kto tutaj rządzi, tak samo jak kilka lat temu kiedy to z powodu swojej słabości straciłem jedynego brata. Chciałbym raz jeszcze poczuć tą samą moc wydobywającą się prosto z mego gniewu i chęci zemsty.
Zbliżał się. Miałem tylko kilka sekund na podjęcie właściwej decyzji. Nie było czasu aby rozmyślać się nad jakąkolwiek słusznością moich działań, musiałem reagować natychmiast. W pierwszej kolejności puściłem rękojeść miecza zaś w drugiej zacząłem gromadzić manę by kilka sekund później wypuścić z niej ognistą kulę. Następnie nie czekając na ostatnią chwilę wykonałem obrót w prawo lub w lewo, w zależności od tego z której strony dystans między nami był większy. Szybko skierowałem wzrok w jego kierunku by nie zostać zaskoczonym po czym chwyciłem jedną dłonią za broń przeciwnika, mniej więcej dwadzieścia lub trzydzieści centymetrów od grotu, tylko po to by przytrzymać go na chwilę aby po chwili z drugiej dłoni wystrzelić ognistą kulę prosto w jego twarz znajdującą się około metr od magicznego tworu. Jeżeli mimo wszystko zaszły jakieś nieprzewidziane komplikacje to przy pierwszym potknięciu odskoczyłem na bezpieczną odległość a następnie wystrzeliłem w jego kierunku ognistą kulę. Patrząc na to wszystko co wydarzyło się do tej pory nie przewidywałem, że zwykła wędrówka może przerodzić się walkę na śmierć i życie.



Chichi, wybacz, że tak długo, ale no jakoś zebrać się nie mogłem to raz. Po drugie to zmieniłem formę opisywania walki, po prostu nie mogłem się przyzwyczaić do tamtej i tym samym miałem trudności z pisaniem, więc o ile nie będzie to problemem kontynuujmy to w takiej formie jaka jest obecnie, dobrze?

(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2018, 22:02 przez Rhaegar.)



"King of Dragons"






03.02.2018, 21:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

STRAŻNIK



Mędrzec zaczął gromadzić w swej dłoni manę, aby stworzyć z niej kulę ognia. Taką samą, jaką wcześniej udało mu się unieszkodliwić drugiego przeciwnika. Niestety, pozbawiony miecza, który pozostał wbity w drzewo musiał stanąć naprzeciw domniemanego strażnika zupełnie bezbronny.
Mężczyźni krążyli wokół siebie, niczym zwierzęta szykujące się do ataku. Od tego, kto wykona pierwszy krok zależał zapewne wynik tego pojedynku. Panująca wokół cisza wzmagała jeszcze bardziej napięcie. Żaden ptak, żaden owad nie ośmielił się odezwać, by nie zwrócić na siebie uwagi któregoś z mężczyzn.
Mędrzec zaatakował błyskawicznie. Złapał za broń przeciwnika tuż pod grotem, a tamten pełen złości i przerażenia próbował wyrwać broń z uścisku Rhaegara. Nim mędrzec zadał ostateczny cios, strażnik zdążył wykrzyknąć:

– Jak śmiesz podnosić rękę na syna Abaddona?!

Po tych słowach w głowę strażnika ugodziła ognista kula, która rozrywając jego czaszkę zabiła go od razu. Rhaegar stał na ciałem swego przeciwnika, a jedynym dźwiękiem, jaki słychać było w okolicy były jęki dogorywającego mężczyzny, który został ugodzony mieczem.


Odejmij sobie manę za te kulę ?
13.02.2018, 18:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Serce co chwilę było szybciej, a moje zmysły wyostrzyły się do granic możliwości tylko po to by w nadchodzącym ataku wyłapać jak najwięcej szczegółów, które mogą zakłócić planu, który sobie opracowałem. Walka bez swojego oręża nie sprawiała mi trudności, byłem magiem, a to żelastwo jedynie dodatkiem. Moją prawdziwą bronią jest moja magia, a każdy kto stanął mi na drodze miał okazję się o tym przekonać. Nie zawszę byłem taki agresywny, lecz w czasach gdy umysł nie był zanieczyszczony chęcią zemsty i mordu byłem zbyt młody by pojąć jakie zasady rządzą światem. I nie mówię tutaj o tych pisanych przez władców, do których muszą dostosować się obywatele. Mam na myśli te prawdziwe gdzie słabszy ulega silniejszemu i króluje jedynie dominacja. Śmierć brata otworzyła mi oczy na to, że zło czyha się na każdym kroku, a zaufanie jest zdobyć trudniej niż tysiąc złotych smoków.
Oboje spoglądaliśmy na siebie. Gromadzona mana w mojej dłoni miała za chwilę uformować ognistą kulę, a ja czekałem jedynie na odpowiedni moment. Rozpoczęło się. Rzucił się na mnie, a dzięki moim wyostrzonym zmysłom, a także tym, że w połowie odziedziczyłem siłę smoka włócznia nie sprawiała żadnych problemów. W momencie, w którym pozbawiłem go możliwości ataku, a od śmierci dzieliły go jedynie sekundy wyjęknął słowa, które zadziałały niczym oliwa na ogień. Uśmiechnąłem się i już nic nie mogło mnie powstrzymać. Ognisty pocisk eksplodował przy zetknięciu z jego głową powodując natychmiastową śmierć. Zupełnie tak samo jak wtedy. Stanąłem nieruchomo i spojrzałem na ciemne niebo, dołożyłem kolejną cegiełkę do realizacji swojego celu, a przed moimi oczami pojawiły się różne wspólne momenty niczym pokaz slajdów, które przeżyłem razem z bratem. Mogłoby się wydawać, że stan taki trwał kilkadziesiąt sekund lecz w rzeczywistości była to sekunda... albo i mniej.
Podszedłem do strażnika, który jeszcze żył leżąc pod drzewem z dość pokaźną raną. Spojrzałem na jego twarz, a w moim oczach mógł ujrzeć pustkę. Taki właśnie los czeka każdego, kto ma związek z kultem Abaddona. Wyciągnąłem ostrze po czym wytarłem zakrwawioną część o ubiór swojego przeciwnika i schowałem do pochwy. Spoglądałem na niego. Marny los jest mu pisany jednakże chciałbym coś z niego wyciągnąć. Zanim kucnąłem dokładnie przyjrzałem się jego osobie, a także uzbrojeniu jakie miał. Nie chciałem zostać zaskoczony jakimś sztyletem czy innym ostrym narzędziem dlatego zachowałem bezpieczną odległość, która równa była pół metra. Teraz jakikolwiek ruch ofensywny w moim kierunku jestem w stanie skontrować bez najmniejszego draśnięcia. A skoro o tym mowa. Zerknąłem na swoje ramie, w tej chwili nie zamierzałem nic z tym robić, dlatego pozwoliłem by krew powoli spływała, aczkolwiek postanowiłem nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów.
Zacznijmy od początku, a być może pozwolę Ci umrzeć w samotności. O co chodziło ze zwłokami, które znalazłem w środku lasu i te tajemnicze głosy? Jakim cudem znaleźliście się tak blisko Greathard... znowu? I ostatnie, gdzie znajdę waszą kryjówkę bezsilne szczurki?
Przed sobą miałem mężczyznę, który mógł udzielić odpowiedzi na moje pytania o ile tego chciał lub po prostu zamknąć się i udawać, że niczego nie słyszy. Mimo wszystko chciałem poddać próbie jego lojalność wobec kultu, z którego się wywodzi. Chciałem znaleźć ich wszystkich i wytępić wtedy moja zemsta by się dokonała. Czekałem.


"King of Dragons"






17.02.2018, 14:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

STRAŻNIK



Ranny strażnik leżał oparty o drzewa, a tuż nad nim stał mędrzec, wpatrując się w niego z nieskrywaną nienawiścią.
Mężczyzna oddychał ciężko i widać było, iż życie coraz szybciej z niego uchodzi. Mimo to, w jego oczach nie widać było strachu, a na ustach gościł pokpiewający uśmiech. Z jego rany wylewała się ciemnoczerwona krew, która topiła śnieg i tworzyła wokół niego szkarłatną kałużę, od której odbijały się promienie zachodzącego słońca. Całość tej sceny niejednemu doświadczonemu wędrowcowi mogłaby przysporzyć gęsiej skórki.

-Bezsilne…? -z każdym kolejnym słowem mężczyzna coraz ciężej kaszlał, a z jego ust pomału wyciekały strużki krwi - Nie masz pojęcia… z kim zadarłeś… szczylu…

Ranny strażnik musiał zrobić przerwę w swych słowach, gdyż coraz ciężej było mu złapać oddech. Jego ciało osunęło się po drzewie o kilka centymetrów, a dłoń, którą próbował się powstrzymać zostawiła jedynie na ziemi krwawe mazy. Klatka piersiowa wyznawcy Abbadona unosiła się szybko w górę i dół, jakby jego serce nie radziło sobie już z ubytkiem zbawiennej dla niego krwi.

-Jesteśmy blisko… Tu, w lesie… Wszędzie… Gwarantuję ci, iż sami cię dopadniemy. Ku chwale….

Niestety, strażnikowi nie udało się dokończyć zdania, gdyż jego pierś uniosła się po raz ostatni, a następnie zamarła na wieki. Spod półotwartych powiek wyzierała przeraźliwie biała gałka oczna, usta pozostały uchylone, a spomiędzy nich wypływała resztka krwi. Jego ciało ułożyło się w karykaturalnej, powyginanej pozycji, a całokształt tworzył iście makabryczne widowisko.
Śmierć przeszkodziła mędrcowi w dowiedzeniu się od swego przeciwnika czegokolwiek więcej. Niestety, nie było to w tej chwili jego jedynym zmartwieniem. Otóż w oddali usłyszał głośne wycie wilka, a tuż po chwili tętent końskich kopyt, wyraźnie zbliżających się w jego stronę…
09.03.2018, 16:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna