Drogi kupieckie
#31

Uniosła brew w odpowiedzi na jego uśmiech. No przecież spytała właśnie po to, żeby usłyszeć co ma do powiedzenia pajac jeden! To akurat nie było pytanie retoryczne. Pokręciła jednak głową, dochodząc do wniosku, że akurat ta konkretna wypowiedź nie jest specjalnie ważna. Wiedziała, że myli te dwa światy, bo robiła to celowo. Ale i tak skojarzenie księżniczek i kurew było dla niej pokrewne. Oba budziły w niej niczym nieuzasadnioną niechęć. Oba były tak absurdalnie wykraczające poza ramy jej własnego myślenia i funkcjonowania, że nie umiała myśleć o tym inaczej niż spychając je na margines ludzi, których chciałaby się trzymać. I jak do tych pierwszych miała pewność, że nigdy nie zaszczycą jej swoją obecnością, tak tych drugich była przekonana, że prędzej czy później skrzyżują z nią swoje drogi.
- Myślisz, że trzeba je uświadamiać? - zmrużyła oczy i przechyliła delikatnie głowę, jakby takie stwierdzenie było dla niej co najmniej dziwne. Spojrzała na Bleysa nieprzekonana. - Chyba każdy człowiek ma w sobie coś takiego, co filozofowie nazywają... hm, jak to było? - udała, że się zastanawia, wodząc palcem po dolnej wardze. - Ah! Wyobraźnia! - puściła mu oczko i uśmiechnęła się z zadowoleniem. - I to ona jest głównym bodźcem do stawiania marzeń ponad rzeczywistość. A marzenia młodej dziewczyny chyba rzadko mają z rzeczywistością coś wspólnego... - powiodła wzrokiem od wschodniego krańca nieba, ku zachodniemu. - Każdy marzy inaczej. Chce czego innego. Niezależnie od wieku, płci i statusu. I świadomość otaczającego świata właśnie, jest tym, co sprawia, że chcemy być gdzie indziej. Bo zawsze jest lepiej tam, gdzie nas nie ma. - uśmiechnęła się, w głębi duszy jednak wiedząc, że nie każdy książę, nie każdy chłop, nie każda kurwa i nie każdy kupiec chcieliby być kimś innym niż są. Wszyscy jesteśmy inni, ale wszyscy mamy swoje marzenia. I Ignis wierzyła szczerze w to, że jeśli marzysz, to jesteś zdolny do pokonania tej rzeczywistości i sięgnięcia po coś więcej niż to, co jest podsuwane pod nos. Ale może była zbyt naiwna? Może ten świat został już tak zracjonalizowany, że nie ma w nim miejsca na magię, demony i smoki? Westchnęła cicho, niemal niezauważalnie. Taki logiczny świat, a taki głupi.
Jej rozmyślania przerwało szybkie i mocne zaprzeczenie Łowcy, którego stanowisko było dla Mistyczki jasne niemal od samego początku. Nie znosił jej magii, choć ją tolerował. Nienawidził magii jednak w ogólności i szczególności, czego doświadczyła na sobie i nie zamierzała specjalnie go wkurzać w przyszłości. Na jej twarzy zagościł jednak ładny, szczery uśmiech, kiedy usłyszała jego kolejne słowa.
-Napar, który Ci podałam, to był rozcieńczony alkohol. - zaśmiała się krótko i wesoło, a jej spojrzenie błyszczało rozbrajająco. - A Ty musisz mieć wyjątkowo słaby łeb, skoro... kochasz mnie po tak niewielkiej ilości. - stwierdziła, robiąc nieznaczną przerwę. Nie mogła znaleźć pasującego słowa, a i to nie do końca odpowiadało jej myślom. Miała nadzieję, ze Bleys jednak ją rozumie i nie będzie się dopatrywał czegoś, co mógłby wyolbrzymić.
Mistyczka chyba trochę inaczej rozumiała uzależnienie. Dla niej było to coś, co z góry skazywało człowieka na porażkę, przynosiło szkodę lub cierpienie. Nie umiała myśleć o uzależnieniu jako o czymś, co jest naturalną częścią egzystencji człowieka, ponieważ potrzeby ciała to były... no, potrzeby ciała! Gdyby ludzie tego nie robili, zginęliby. I choć wiedziała, że uzależnienie może przybierać różne formy, prędzej zgodziłaby się przyznać rację temu, kto twierdzi, że ludzie przyzwyczają się nie tylko do materialnych dóbr, ale też tych nienamacalnych. Niemniej, fizjologię zostawmy w spokoju. Ignis bez wątpienia bała się uzależnień, zarówno jeśli chodzi o używki, jak i - a tego o wiele, wiele bardziej - ludzi. Bała się tego, że po oddaniu cząstki siebie drugiej osobie, znowu zostanie sama, skrzywdzona i stęskniona. Bała się tej pustki, która znowu by ją pochłonęła i zmieniła. Nie chciała pogodzić się z tym naturalnym torem rzeczy, decydując się na zdystansowanie. Ale... nie umiała. Jeśli chodzi o tego przeklętego Łowcę, to po prostu nie umiała. I wiedziała, że wpadła po sam czubek głowy.
Złotooka nigdy nie miała nikogo bliskiego. Levino był pierwszą osobą, którą uznała za przyjaciela. Pierwszą, którą pokochała. Po tylu latach życia w samotności, pogardzie i szykanach, ktoś wreszcie traktował ją jak człowieka i pozwolił spojrzeć na siebie w ten sam sposób. A potem jej to odebrano. To podobne uczucie do tego, jakby spragnionemu dać łyk wody, a potem wylać pozostałość na skwierczący od gorąca piach pustyni. Bleys żył z innymi ludźmi. Ona przez całe życie była sama. I to różnica, której nie przeskoczą, choćby bardzo się starali. Jasnowłosa nie umiała poradzić sobie do końca ze stratą jedynego przyjaciela. Otrząsnęła się z rozpaczy, wzięła w garść, ruszyła przed siebie, zamierzając zacząć nowe życie w sposób, z którego będzie zadowolona. Ale żal i pustka w jej sercu nie znikną szybko, choć wiedziała, że kiedyś to uczucie osłabnie i zmieni się w tęsknotę, a ta z kolei w bezkresną pamięć i ciepłe wspomnienie. Problem pojawiał się tu jednak w trochę innej formie. Jak ze stratą Leviego się uporała, tak ze stratą tego mężczyzny, którego ledwo znała, a zaufała mu jak nikomu innemu, który ją pociągał, i który ją drażnił, nie umiałaby już sobie poradzić tak szybko. Bo kiedy ktoś zaczyna stawać się codziennością Twojego świata, utrata tej osoby, niszczy ten świat. A odbudowanie go zajmuje dużo czasu, cierpliwości i siły.
Jego słowa dotarły do niej cierpko. Wzięła głęboki oddech i spojrzała mu w oczy. Czuła jak łzy napływają bezlitośnie, ale nie umiała tego powstrzymać. Podeszła do niego i złapała go za poły płaszcza, ściskając je tak mocno, że aż jej zbielały knykcie.
-Każdy się boi. Nie odmawiaj mi prawa do strachu. - powiedziała, zaciskając powieki. Z jej oczy polały się gorące łzy, ale nie dała szlochowi wstrząsnąć jej ciałem. - Nie żałuję niczego. Nie żałuję. Ja tylko... - przytuliła się mocno do Łowcy, wciskając twarz w jego bark. Jej ramiona zadrżały, łzy nie chciały przestać lecieć. Długo nie mogła się opanować, choć starała się ze wszystkich sił. -...ja tylko tęsknię za nim, Bleys. Rozumiesz? Tęsknię. Oddałabym wszystko, żeby chociaż się z nim pożegnać, zobaczyć raz jeszcze... Odebrano mi to. - zacisnęła zęby tak mocno, że miała wrażenie, że pękają. Pociągnęła nosem i odwróciła się, rozcierając łzy na twarzy. - Nie można tak odchodzić bez słowa. - rzuciła w pustkę nocy, która się przed nią rozpostarła. Miała cały czas zamknięte oczy. Oddychała szybko. W końcu przełknęła ślinę i rozchyliła powieki, kierując rozkojarzone spojrzenie gdzieś w bok. Potarła ramiona dłońmi, a potem przeczesała palcami włosy. Teraz budziły się w niej inne uczucia. Chciała rzucić się w wir walki, żeby oderwać się od tych myśli, które sprowadził na nią Łowca.
Walka jej pomogła na tyle, że mogła przez chwilę bezmyślnie działać. Jednak, kiedy stało się dla niej jasne to, że nie mogła przy nim nie myśleć, skupiła się po prostu, żeby nie przegrać z kretesem. Żeby docenił ją jako przeciwnika, ale przy okazji jej nie zabił. To, że złapał go skurcz niewątpliwie jej w tym pomogło, choć autorytet zapewne był marny z wygrania takiej walki. Mistyczka była niemal pewna, że traktował ją wyjątkowo ulgowo, co potwierdzało tylko jej wcześniejsze myśli. Chciała to zakończyć. Ale nie umiała.
Nie zwracała już uwagi na to, co Łowca robi. Patrzyła się wściekle w jego oczy, czując jak emocje kotłują się w niej i przelewają na tysiące różnych sposobów. To doprowadzało ją do jeszcze większej furii... Nie wytrzymała. Przywaliła pięścią w ziemię, co było totalną głupotą, którą bardzo szybko odczuła w całym swoim ramieniu. Zmrużyła tylko bardziej oczy, nie dając bólowi dotrzeć do jej świadomości. Tsa, kuźwa. Żeby to tylko tak działało. Odetchnęła powoli, nie spuszczając z jego twarzy badawczego spojrzenia. Nie do końca zdawała sobie sprawę, że jego zadrżenie było faktycznie zadrżeniem, miała wrażenie, że to jej ciało wykonało jakiś niekontrolowany przez nią gest. Patrzyła się na niego spod przymrużonych powiek... złoto za Twoje myśli... ~ przemknęło jej przez głowę. A chwilę potem - i to bez konieczności sięgania po sakiewkę! - poznała jego myśli.
Słysząc jego szorstki głos, Ignis poczuła jak robi się jej gorąco. Nie było to nieprzyjemne, wręcz przeciwnie. I narastało z każdą chwilą, z każdym dotykiem jego ciała. Rozlewało się po jej ciele, a jednocześnie ściskało mocno, nie dając jej uciec z tego obłędnego więzienia. Duronorze! To twarde spojrzenie nieokrzesanego Łowcy chyba ją podniecało. Tak samo jak to, że znała jego siłę. Była świadoma jego intelektu. Była wkurwiona na samą siebie, ale czuła, że jednak się od niego uzależnia... A poczucie niebezpieczeństwa i przyjemności wypełniło myśli.
Kiedy go pocałowała, miała wrażenie, że coś w niej pękło. Może racjonalne spojrzenie na sytuację? Może łańcuch smutku? Może niepewność świata? Nie miała pojęcia i nie wierzyła, by kiedykolwiek to rozumiała. Nie poddała się jego naporom, trzymając mocno jego kark i wpijając się słodko w jego usta. Jęknęła cicho, kiedy przewrócił ją na plecy. Jej dłonie przesunęły się miękkim ruchem po jego klatce piersiowej, dziewczyna złapała go za koszulę i przyciągnęła go siebie nieznoszącym sprzeciwu gestem. Zmrużyła oczy, kiedy przygryzł jej wargę, ale nie czuła bólu aż tak bardzo. W uszach aż jej szumiało. Patrzyła na niego oczyma wręcz pałającymi podnieceniem. Zerknęła na tkaninę w jego dłoni, a potem na swój nadgarstek. Zaśmiała się, przymykając oczy. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała cholernie szybko.
-Pokaż mi w takim razie powód, dla którego miałabym Cię chwalić. - powiedziała, obejmując jego biodra nogami i przyciskając do siebie. Otarła się o niego powoli, ale mocno, całym swoim ciałem. Zmęczenie w jego oczach było dla niej jednak kubłem zimnej, a jego kolejne zdanie wodospadem lodowatej, wody. Też uśmiechnęła się słabo, odwracając od niego spojrzenie. Była na tyle zdezorientowana, że nie miała pojęcia co z jej oczu mógłby wyczytać. - Albo może lepiej nie rób nic... - było to chyba bardziej pytanie niż stwierdzenie. I bardziej kierowała je do siebie niż do Łowcy.








13.10.2016, 21:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#32

Gdyby ktoś kiedyś zapytał Bleysa, kto mógłby pomylić księżniczkę z kurwą lub kurwę z księżniczką, obstawiłby, że albo facet zaślepiony seksem, albo miłością - w zależności od kierunku zamiany. Innych wariantów nawet by nie rozważał. A tu proszę! Jednak robiła to kobieta, w dodatku bliska nam, urocza mistyczka. I to z nie mniejszą premedytacją niż myślący fiutem jebaka!
- A po co? - odpowiedział pytaniem. - By zrujnować im nieciekawe, acz pozbawione frustracji życie? - uśmiechnął się - Jeżeli chcesz je zniszczyć, to pewnie, czemu nie. - zachęcił, jakby właśnie mieli gdzieś pod ręką księżniczkę do zgnębienia. Pech chciał, że nie mieli, i łowca nie zobaczy efektów swoich przemów motywacyjnych.
- Nie każdy, Ignis. - zaśmiał się. - Jest masa idiotów bez wyobraźni. - popadł w oczywistą skrajność. Przecież tak się tylko mówi, "człowiek bez wyobraźni", gdy ktoś robi coś nieprzemyślanego. - By marzyć wielce, trzeba mieć dość rozległe horyzonty, aby móc w nich pomieścić cały ten wykreowany sen. - stwierdził po krótkiej przerwie - Gdy ktoś nie ma horyzontów stanowiących choć namiastkę Twoich, gdy żyje w swoim małym, ciasnym światku, owszem, również marzy. - wyobraził sobie wszystkich tych stłamszonych ludzi. I te biedne kobiety, które choć wdzięków miały dość, by szukać szczęścia gdziekolwiek, trzymają się tego co znane. Wierząc w nadejście cudu. - Na przykład o tym, że "on się zmieni", że "już nie będzie bił". - westchnął - Czasem jeszcze bardziej beznadziejnie, jak "Może dziś będzie zbyt pijany by mnie bić..?", „Może oszczędzi twarz i nikt się nie zorientuje?” - rozłożył bezradnie ręce. - Z księżniczkami może być podobnie. Mogą marzyć. Ale niekoniecznie o świecie. Może to być także "och, żeby mnie w końcu ktoś wysłuchał", czy "chciałabym, aby ten cały hrabia był kimś, kto będzie umiał mnie zrozumieć. - skończył wyliczankę zupełnie bez ostrzeżenia, bez żadnej puenty. Chyba zapomniał jak chciał to podsumować, więc może niech Igniska sama to zrobi.
- Wierzysz w to? - zapytał zaciekawiony - w to, że zawsze lepiej jest tam, gdzie nas nie ma? - Bleys chyba nie wierzył. W zasadzie dla niego to twierdzenie zmieniło punkt zaczepienia. W wyniku przeszłości, w jego głowie brzmiała raczej wersja zawsze lepiej jest tam, gdzie ich nie ma, przy czym miał na myśli całkiem konkretnych "ich".
Jej wyznanie sprawiło, że Bleysowi zrobiło się ciepło na serduszku, jakby był właśnie starcem któremu wnuczka przyniosła laurkę. Dziewczyna śmiała się wesoło, a Bleys uśmiechał jedynie z właściwą dziadkowi czułością. - Widzisz, kochana... - krótka przerwa, jakby wypowiedzenie więcej niż dwóch słów wymagało zaawansowanych operacji związanych z przygotowaniem dostatecznych zasobów powietrza w płucach. - Nie ilość jest kluczem, lecz metoda. - kąciki jego ust powędrowały jeszcze bliżej. - Nie chodzi o to, by wlać w siebie litry wódy, coby każda z kobiet stała się pięknością w Twych zamglonych oczach. Klucz w tym, by taka, która nie potrzebuje widzieć Cię pijanym by sercem Twym ruszyć, z uśmiechem i troską podała Ci alkohol, bez kłótni, pytań czy awantur. Bez próśb, dociekań czy oczekiwań. Po prostu. Od siebie. - westchnął rozmarzony - Jak tu nie kochać takiej kobiety? - Bleys pokazał zęby - A gdy już poznasz taką, to nawet gdy z klątwą czasu przemijać zacznie jej uroda, nie będzie najmniejszego problemu, bowiem wtedy nikt już się ani nie zorientuje ani nie przejmie, gdy alkohol stawał się będzie mniej rozcieńczony, utrzymując urodę damy na jednakim, niedoścignionym poziomie, co kobieta może zapewnić swemu wybrankowi z pełnią wdzięku, ani na chwilę do grobowej deski nie tracąc swego czaru. - tu zakończył mędrczą przemowę.
Bleys nie przejmował się określeniem "kocha", głównie dlatego, że sam operował nim dostatecznie lekko, gdy przebywał w towarzystwie idiotek nie rozumiejących znaczenia tego słowa. Dlatego nie miał problemu gdy go używała i wcale go w żaden sposób nie wyolbrzymiał. Zwłaszcza, że mówiła o jego uczuciach. Co innego, gdyby to ona wyznała mu miłość!
~Każdy się czegoś boi. Ty boisz się życia!~ odkrzyknął jej w myślach, ale nie otworzył ust. Wpatrywał się w jej oczy twardym, mocnym spojrzeniem czekając aż stopi się jej protest. Nie mógł jej zabronić strachu. Nie mógł wpłynąć na nią słowami. Nie miał szans tak po prostu przekonać jej umysłu czy serca. Dlatego dwoje różnobarwnych ślepi wwiercało się w żółte zwierciadła jej duszy. By dotrzeć do tego, co niecielesne. Do tego, co nie potrafi wygłaszać sprzeciwu. Do tego, co poza jej władzą. Do niej samej. A gdy odniósł wrażenie, że już się tam dokopał, jego wzrok złagodniał, zupełnie jakby chciał przytulić jej postrzępioną duszę.
Objął ją, głaskał uspokajająco plecy, stał pewnie - będąc tu dla niej.
- Wiem. - odpowiedział na granicy słyszalności. Tylko jeden raz. Ale była to odpowiedź, która dotyczyła wszystkiego. Wiedział, że tęskni. Wiedział, że to niesprawiedliwe. Wiedział, że nie móc się pożegnać, nie być przygotowanym to coś strasznego. I wiedział, że Ci, którzy umierali pośród łowców, byli gotowi na śmierć. Byli świadomi zagrożenia. I całe ich życie było pożegnaniem pozostałych. Levino nie był wojownikiem. Był dla dziewczyny jedyną bliską osobą. Dla niej, bardziej niż jak znana mu śmierć towarzysza, mogło to boleć niczym śmierć jedynego dziecka. Niesprawiedliwa, okrutna, niespodziewana. Bleys rozumiał to i współczuł dziewczynie. Nic więcej nie mógł. A ona mimo to musiała żyć dalej. Pocałował ją opiekuńczo w głowę gdy rzuciła w pustkę swój sprzeciw.
Szlag, taka okazja! Gdyby tylko Bleys potrafił czytać w jej myślach, ba - gdyby usłyszał to jedno twierdzenie, och, już on by jej wystawił rachunek! Złoto za myśli? Czy można żyć wygodniej?!
Dalsza część posta jest dla mnie diabelnie trudna. Trudna, bo nasza wielowątkowość trafia w miejsce, w którym się wyklucza. W moim poście Bleys przewalił dziewczynę i wstał po pocałunku. Płynnie. Bez zwlekania. To była pierwotna wersja. Wariant, w którym dziewczyna nie zdążyła nic zrobić "zanim". Bo w wersji, gdy Ignis miała dość czasu, gdy oplotła go nogami, w sytuacji w której pożądanie wypełniało jej żółciutkie oczy, gdy śmiała się dźwięcznie oddychając nadzwyczaj szybko, gdy prowokowała go nawołując by dał jej powód by ją chwalić, gdy on sam zmagał się z wywołanym przez nią pożądaniem... to nie było miejsca na kubeł zimnej wody gaszący jej entuzjazm. Nie było miejsca na rozczarowanie sobą. Bleys nie potrafiłby się zachować tak, jak w poprzednim poście. Nie potrafiłby użalać się, nie potrafiłby w ogóle myśleć. Mógłby być wkurwiony na całą sytuację, mógłby sądzić, że sobie z niego drwi, gdyby nie te pałające podnieceniem ślepia mistyczki. Te oczy zmieniały wszystko. Te oczy hipnotyzowały. Te oczy sprawiały, że łowca rzuciłby się na swoją zdobycz. Pieścił, całował, szarpał, rżnął i chłonął ją całą, doceniając w skrawkach, w jakich nawet nie wiedziała, że można być docenionym. Taki już był, a młoda dziewczyna, para żółtych punkcików skrytych pośród rzęs, oraz zgrabne ciało każdym maluczkim fragmentem błagające by je dotykać, potrafiły na niego wpłynąć z niesamowitą siłą. Ale - choć to byłoby bardzo w stylu mojej postaci - nie chcę sprowadzać ich historii do seksu w jednej lokacji za drugą. Dlatego przepraszam, pozostawię jednak wersję, w której uniósł się nim zdążyła go złapać bez reszty - dosłownie i metaforycznie.
- To jak się ruszasz... - zagaił po chwili. - To nie są czcze przechwałki. Naprawdę musiałaś sporo ćwiczyć. - powiedział, jakby wcześniej jej nie do końca wierzył. - Dlaczego? Twój ogień nie wystarcza? - postanowił jakoś ruszyć, by przerwać nieprzyjemną ciszę, która tylko pogrążała go w poczuciu beznadziei. Co innego czuć się ze sobą źle, a co innego, jak inni też nie zachowują się naturalnie robiąc z tego jakiś dramat - to dobija człowieka. Bleys próbował się przed tym ratować.[/b][/b]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.10.2016, 10:01 przez Bleys.)









14.10.2016, 23:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#33

Jasne włosy Ignis zafalowały na delikatnym wietrze. Odbił się w nich cały blask jasnego księżyca. Dziewczyna przez jakiś czas wpatrywała się w rozległą pustkę, która rozpościerała się przed nią w całej swojej okazałości. Daleko, daleko przed nią majaczyły cieniste zarysy gór. Jej oczy wychwytywały co jakiś czas czarne sylwetki ptaków, które prowadzały nocny tryb życia. Nie umiałaby nazwać tych zwierząt, ale poczuła dziwną przyjemność wynikającą z braku poczucia zagrożenia po zachodzie słońca.  Kiedy w końcu spojrzała na Bleysa, na jej twarzy gościł uśmiech człowieka, który mówił, że choć chciałaby się sprzeczać, to jednak sobie daruje kłótnie.
- A może po to, żeby pokazać im piękno innego życia? - zaproponowała delikatnie, wodząc stanowczym, ale ciepłym spojrzeniem po jego twarzy. Zmrużyła trochę oczy, a jej uśmiech się rozszerzył. - Może ciekawe i frustrujące życie okaże się dla nich o wiele lepsze? - uniosła brew i puściła mu oczko, a następnie stanęła do niego bokiem i złączyła dłonie za plecami. - Nie uważasz, że bezczynność jest równie destruktywna, co niebezpieczne zagrania? - rzuciła przed siebie, ale pytanie dotyczyło bezpośrednio Łowcy. Była ciekawa jego przemyśleń i miała nadzieję, że nie odpowie jej w typowo starczy, mędrczy sposób, ale powie co na prawdę leży mu na sercu.
Choć się uśmiechnęła, nie był to śmiejący się uśmiech. Patrzyła na różnookiego mężczyznę z delikatnie przekrzywioną głową i skrzyżowanymi na piersiach ramionami. Na jej jasnej twarzy wymalowana była absolutna niezgodność dla jego słów. Ale powoli uczyła się rozmawiać o tym, a nie wykładać swoje zdanie, które nie ma prawda być podważone.
-No dobrze, są ludzie, którzy nie potrafią wyobrazić sobie konsekwencji swoich działań. Ale nie o takiej wyobraźni mówiłam. - przemieliła te słowa z trudem. Odetchnęła głębiej. - Każdy marzy inaczej. - powtórzyła twardo. - I nie widzę potrzeby podziału tych marzeń na wielkie i małe. Czy powinniśmy to robić marzeniom? - popatrzyła się tak trochę smutno na Łowcę, nie bardzo rozumiejąc o co mu chodziło z wyliczaniem marzeń. I to wyłącznie tych damskich. Drażnił ją fakt, że cały czas wyrażał się o kobietach, zupełnie jakby siedział w umysłach każdej. Jakby miał je za otwarte księgi. Jakby były tak beznadziejnie proste w funkcjonowaniu. Zacisnęła pięść. - Ale z Twojej przemowy wnioski mam dwa. Marzyć mogą tylko kobiety. I są to marzenia tak denne, że tylko facet może je wymyślić. - posłała mu rozeźlone spojrzenie, jakby przyłapała go na gorąco na jakimś niecnym uczynku. Pokręciła w końcu głową i westchnęła przeciągle. Czuła się jak wulkan złości, który wybucha niespodziewanie, agresywnie i tylko na chwilę. Już była w miarę spokojna.
Popatrzyła na Bleysa spod uniesionych brwi i zaśmiała się krótko, aż zatrzęsły się jej ramiona. Jej usta wykrzywiły się w ładnym, powabnym uśmiechu.
-Nie. Nie wierzę. - odpowiedziała tylko. Jeśli chciał wiedzieć coś więcej, to tym razem Ignis się nie rozwlekała z odpowiedzią.
Kiedy zobaczyła uśmiech Łowcy, zrobiło jej się przyjemnie. Lubiła od czasu do czasu usłyszeć jego filozoficzne tyrady, więc nie przerywała, kiedy opisywał związki mężczyzn, kobiet i alkoholu. Trójkąt idealny. Nagle jej twarz przeszył grymas goryczy. Nie miała złudzeń, że oboje nie dożyją takiego okresu ich życia, w którym mogliby się cieszyć starzeniem się i starością. Nie odpowiedziała w końcu nic na jego słodką wizję przyszłości, która jest poza ich zasięgiem.
Wtulała się w niego mocno, chcąc czuć na swojej skórze rzeczywistość, jaką stanowiło jego ciało, ubranie, zapach. Przełykała słone łzy rozcierając je na swojej twarzy. Była mu wdzięczna za to, że wiedział. Była pewna, że rozumie, choć nie miała pojęcia skąd u niej takie przeświadczenie. Powoli uspokajała się w jego ramionach, jakby lód, który skuwał ją od długiego czasu właśnie topniał, ukazując małą, zagubioną dziewczynkę.
W głowie dalej jej szumiało. Leżała, patrząc się w niebo, słysząc bicie swojego serca w uszach i czując jak wnętrzności się jej skręcają. Nie patrzyła na Łowcę, kiedy ten wstał. I jej oczy przybrały zmęczony wyraz, choć może bliżej temu było do zniechęcenia. Z ociąganiem uniosła się na łokciach, a potem usiadła na ziemi, podpierając się ręką. Drugą zerwała wstążkę z włosów i rzuciła ją, lecz ta nim upadła, spłonęła. Ignis nawet tego nie zauważyła.
- Dwadzieścia lat. Przecież Ci mówiłam, że trenowałam dwadzieścia lat. - powiedziała ciężkim tonem. Skrzywiła się, kiedy ból ręki i nogi się odezwały przy luźniejszym ruchu. Popatrzyła się jednak żywiej na Bleysa. W spojrzeniu tym kryło się zaskoczenie, zdumienie, zdziwienie... i coś na kształt niedowierzania. - Ogniem zabijam demony. Tylko ta magia może je zabić. Jak mogłabym użyć jej wobec człowieka? Za jakiego potwora musiałabym go mieć? - odwróciła głowę, a potem spojrzała w dół. - Poza tym musiałam się nauczyć bronić. Atakować. Walczyć i przetrwać. Kiedy osiągnęłabym swoje magiczne limity, zostaje tylko sztylet. Przerażająca perspektywa, nie? - zaśmiała się bezgłośnie, dalej nie podnosząc na niego wzroku. Czuła się wściekła i rozczarowana. Nie chciała tego okazywać, ale i całkowicie ukryć nie umiała.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.10.2016, 09:58 przez Ignis.)









16.10.2016, 09:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#34

MG

"Nie miała złudzeń, że oboje nie dożyją takiego okresu ich życia, w którym mogliby się cieszyć starzeniem się i starością", stwierdziła podświadomość Ignis, biorąc swoją posiadaczkę pod lupę. Nawet ona jednak nie wiedziała, jak szybko ta niecodzienna para będzie się mogła przekonać o słuszności takiego stwierdzenia...
Mimo że wiatr był dziwnie spokojny jak na wzniesienie u podnóża góry, można było wyczuć dziwne wibracje w powietrzu. A może w ziemi? Łowca i Mistyczka zapewne powiedzieliby, ze czują je w kościach, bo nie było to żadne wyraźne, fizyczne oddziaływanie, a raczej przeczucie.
Uwaga dwójki podróżników została zwrócona w stronę pewnego obiektu. Na trakcie zauważyli nieduży wóz z płachtą narzuconą na ładunek i pojedynczego woźnicę z jednym, srokatym koniem. Woźnica był z pewnością mężczyzną, ubrany był w obszerną, szarą szatę, ale z tej odległości nic więcej nie było widać. Jechał od strony Miasta Handlowego i nie było jeszcze jasne, czy kieruje się w stronę Greathard, czy może do Perony. Raczej nie wyglądał na groźną personę, choć fakt, że znajdował się z dala od miasta i był zupełnie sam, mógł świadczyć odwrotnie. No, chyba że ten typ był zwykłym głupcem.
Łowca, który jako drugi dostrzegł wóz, był zbyt rozkojarzony tym zjawiskiem, żeby dostrzec toczące się z góry kilka niedużych kamieni, a wraz z nimi, narastający szum.
18.10.2016, 19:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#35

Podświadomość Ignis była jednak głupia! Czy nikt wcześniej jej nie mówił, że złe myśli najszybciej stają się rzeczywistością? No, tak właściwie to nie. Ale już niedługo miała się przekonać, że pewnych lekcji uczy najstarszy nauczyciel świata - życie. Złośliwe, paskudne i nieprzewidywalne.
Złotooka jeszcze przez jakiś czas siedziała na zimnej ziemi, mając wrażenie, że oprócz chłodu, bije od niej nieprzyjemną wilgocią. Powoli wstała, otrzepując dłonie z grudek gleby i małych, ostrych kamieni. Nie miała ochoty patrzeć na Łowcę, ale wiedziała, że i tak to zrobi, kiedy tamten wreszcie jej odpowie. Nie potrafiła całkowicie go zlekceważyć, oczywiście z wielu różnych względów, przy czym najważniejszym był fakt, że była na niego wściekła. Szybkim, niedbałym ruchem zerwała z jasnych włosów kawałek materiału, który trzymał je w wysokim kucyku... i zaraz po tym skrzywiła się nieco, czując nadchodzącą żałobę po kilku wyrwanych włosach. Westchnęła i wzniosła oczy ku niebu, na chwilę je przymykając. Chciała poczuć na sobie orzeźwiający chłód nocy, zimno pobliskich gór, przygniatającą pustkę przestrzeni... ale...
Mistyczka zmrużyła oczy i powiodła wzrokiem po okolicy. Coś jej się nie podobało, ale nie potrafiła określić co takiego. Przygryzła wargę i popatrzyła wymownie na Łowcę. Wyjaśnienie tego uczucia byłoby ponad jej możliwości. W powietrzu wibrowało wręcz od prymitywnej obawy, która ociężale osadzała się na każdym skrawku jej ciała.
- Bleys, coś mi się tu nie podoba. - powiedziała, całkowicie zapominając o swojej złości. Wsadziła sobie dwa palce w usta i gwizdnęła przeciągle, wypatrując w szarościach wieczoru swojego karego konia. Raz jeszcze spojrzała w kierunku Łowcy, a następnie ich małego obozu. Czy warto zmieniać miejsce tylko dla czegoś tak ulotnego jak dziwne, niewytłumaczalne i groźne przeczucie? Nie znała tych stron, nie miała pojęcia czy to naturalne. Nie umiała jednak wmówić samej sobie, że wszystko jest w porządku. - Nie masz takiego wrażenia? - spytała jednak, nie chcąc popadać samej w wymyślone brednie. Jeśli jednak okazałoby się, że w tych bredniach nie tkwi sama... Zacisnęła pięść ze złością. To prawdopodobnie mają przejebane. I o dziwo, tym razem nie chodziło o seks.
Złapała swojego konia za grzywę, a ten zarżał niezadowolony. Wybacz Vex, nie czas na pieszczoty... ~ pomyślała ze skruchą, kiedy pociągnęła ogiera do miejsca, w którym leżało jego oporządzenie. Spojrzała w stronę Bleysa, ale jej uwagę jednak przykuł nagle ruch na trakcie. Nie miała zbytnich problemów z widzeniem po zmroku, także już po paru uderzeniach serca była pewna, że nieduży wóz z jednym koniem. Prawdopodobnie kupiecki. Zmarszczyła brwi i zerknęła na Łowcę, dopiero teraz uświadomiwszy sobie, że nałożyła ogłowie, ale wędziło nie znalazło się jeszcze między zębami zwierzaka.
- Czy to normalne, że Wasi kupcy jeżdżą samotnie po nocach? - spytała nieprzekonana. To przez niego wcześniej czuła się tak niepewnie? To ten wóz miał obudzić w niej szczery niepokój? Teraz widziała go już wyraźniej, odzianego w szarości i dziwnie nieprzestraszonego wizją samotnej podróży. Ignis była pewna, że musi mieć ku temu powody. No... chyba, że faktycznie był zwykłym głupcem.
Kiedy Mistyczka lustrowała spojrzeniem woźnicę, dalej nie mogła się pozbyć wrażenia wiszącej nad nimi groźby. Przymknęła delikatnie oczy, pozwalając skupić się innym zmysłom na otoczeniu. Miała wrażenie, że gdzieś w oddali słychać bzyczenie pszczół... które coraz bardziej przybierało na sile. Przełknęła ślinę, a w jej głowie zaroiło się od tylu przekleństw, że niejeden chłop by się przeraził. Odwróciła głowę, nie chcąc jednak widzieć tego, co już chwilę temu ujrzała jej wyobraźnia.
Kilka kamieni, z pozoru niedużych, toczyło się z gór. Dziewczyna była jednak pewna, że wrażenie maleńkości i ich powolnego staczania, to całkowita iluzja. Mieli mało czasu. W cholerę mało czasu. Złapała Łowcę za ramię, a w jej spojrzeniu widać było desperację.
- Bierz co zdołasz. I uciekamy stąd. - powiedziała, pozwalając sobie ponownie na rozmyślanie o czarnym scenariuszu. Głupio tak byłoby tu zginąć. Dopiero co opuściła Azarat. Wskoczyła na grzbiet Vexa i wbiła pięty w jego boku, kiedy tylko Bleys wskoczył za nią. Błagała i przeklinała jednocześnie pieprzone Szczęście, żeby się teraz od nich nie odwracało.
- Wóz. Uprzedź go! - krzyknęła, mając nadzieję, że jej głos nie zostanie całkowicie zagłuszony przez wiatr. Ona wolała się skupić na jeździe. Ufała swojemu wierzchowcowi, ale mimo wszystko jazda nocą nie należała do łatwych, szczególnie w sytuacji, w której nie jest się jedynym pasażerem.








20.10.2016, 19:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#36

Odnajduje w tym zalążki geniuszu, żeby oddzielać niepożądane elementy naszego ciała, duszy i umysłu, zupełnie niezależnie od nas nazywając je głupimi. Wszak czy można wymyślić lepszą metodę na utrzymywanie we własnej głowie wizerunku swej doskonałości, niż po chybionym strzale z kuszy mówić: "Głupia ręka, nie wycelowała właściwie", nie biorąc na własne barki odpowiedzialności?!
Bleys jednak nie znał jeszcze tej metody. Jeszcze nie wpadł na to, by odciąć się od własnej głupoty i niedopatrzeń grubym murem. Dlatego - gdyby miał obiektywny pogląd na całą sytuację, czy też świadomość tego co się dzieje, użyłby słów "Bleys, Ty pierdolony idioto!". No bo jak u diabła można rozglądać się za czymś co pozwoli odwrócić uwagę niepocieszonej brakiem czułości dziewczyny i wcale nie być tym, który pierwszy wypatrzył wóz, a ponadto w ogóle nie zaobserwować staczających się kamyczków? Jak można szukać - i nie widzieć - gdy ktoś kto nie szuka zauważa bez trudu? Ano zwyczajnie. Będąc pierdolonym idiotą.
W każdym razie jego desperackie poszukiwanie czegoś, co miałby przyciągnąć jego - albo ich - uwagę, przestało być zwykłym kaprysem mającym na celu oderwanie się myślami od niedawnej porażki. Teraz miał dziwne przeczucie. A ktoś kto tyle lat walczył z różnymi paskudztwami, częściej sypiając w trasie niż pod dachem, nauczył się doskonale co to znaczy ufać przeczuciom. Dlatego gdy dziewczyna powiedziała, że coś jej się nie podoba, Bleys skinął głową całkowicie się zgadzając. - Mi też. - potwierdził, automatycznie biorąc to za coś więcej niż oznaki starczej paranoi. Uznał, że te dwa słowa to dość tłumaczeń, gdy przeszedł parę kroków dzielące go od reszty ekwipunku i sprawnie zebrał wszystko co zostawił na czas ich małej walki.
Gdy w zasięg jego wzroku wszedł pozornie niegroźny woźnica, nawet przez myśl mu nie przeszło, by to on był źródłem złego przeczucia. Takich wrażeń nie wywoływali pojedynczy ludzie. Albo więc coś czaiło się w okolicy umykając wzrokowi wytrawnego łowcy, albo pod płachtą znajdowała się banda rozbójników, a samotny woźnica miał usypiać czujność i umożliwić atak z zaskoczenia. Bleys nie był świadkiem takich manewrów, ale słyszał o czymś podobnym - gdy w jakimś strzeżonym miejscu ktoś z przymrużeniem oka patrzy na wjeżdżająca raz za razem wozy. Głupota.
- Głupi, biedni i zrabowani owszem. - odpowiedział na jej pytanie. - Ale to i tak podejrzane, wstrzymaj się ze zbytnią ufnością. Nie wiemy czy to kupiec.
Łowcy nie podobała się ta szara szata. Z tej odległości nie wyglądała na drogą, ale mężczyzna widział już różnych odszczepieńców, którzy na rzecz pozorów wstrzemięźliwości i skromności ubierali się w podobny sposób, a dusze mieli zgniłe i czarne. A przy okazji potrafili czarować. Kurwie syny.
Kiedy dziewczyna złapała go za ramię, Bleys praktycznie był gotowy do drogi. Do wykonania subtelnej sugestii bierz co zdołasz wystarczyło wcześniejsze pytanie, czy nie ma wrażenia, że coś tu jest nie tak. Dlatego pozwolił sobie wbić spojrzenie różnobarwnych oczu w wiszącą nad nimi groźbę. Staczające się kamienie. Nie dlatego, że wątpił, czy Ignis miała rację i mieli przejebane. Głównie dlatego, że sam chciał wiedzieć dlaczego mają przejebane. Oraz sprawdzić, czy aby nie zna lepszego rozwiązania niż ucieczka.
Nie znał.
Szybko omiótł wzrokiem ich niedawne obozowisko weryfikując czy jest coś co mógłby chwycić w ramach pomocy dziewczynie, a w następnej chwili wskoczył za nią na jej konia. Jak na razie kamyczki które się toczyły nie były zagrożeniem. Nie dali się jednak zwieść, w końcu - ileż to się historii słyszało o pojedynczym kamyczku który wywoływał lawinę? Ale nie tracąc resztek rozsądku na rzecz bajek i nie popadając przez w totalną paranoję, dwójka dzielnych ludzi na nie mniej dzielnym koniu ufała czemuś istotniejszemu. Przeczuciu. Bo czy pojedyncze kamyki mogą wprawić powietrze w tajemnicze drżenie? Raczej nie. A lawina? Eksplozja? Trzęsienie ziemi? Stado biegnących turów? O! to co innego.
- Wątpię czy zdoła tu wykręcić wozem. - odpowiedział jej krzykiem. - A tam gdzie jest teraz... - łowca ocenił wysokość góry i odległość jaka dzieliła ich od wozu. - Przeciętna lawina nie powinna dotrzeć. - rzucił z pewną wątpliwością. Nie uznał za konieczne stwierdzić, żeby na razie jechała w tamtą stronę. Zerknął przez ramię w stronę zbocza jednocześnie przygotowując sobie noże do rzucania tak, by mieć do nich szybki dostęp. Jak będzie jechał z wyciągniętą kuszą woźnica może się zbędnie przestraszyć, dobrze jednak mieć w odpowiednich kieszonkach broń gotową do użytku, gdyby to nie był zwykły kupiec...








22.10.2016, 13:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#37

MG

Reakcja Ignis była szybka, choć dziwne napięcie ostrzegało przed czymś zarówno ją, jak i Bleysa, na dłuższą chwilę przed pierwszymi oznakami niebezpieczeństwa. Co prawda kamienie były małe, ale kto wie, co było powodem ich nagłego zachowania. Wcześniej przecież spokojnie sobie leżały, nikomu nie wadząc.
Zawinęli zatem całe swoje pół tuzina pośladków (wliczając końskie) w troki i czym prędzej popędzili na wierzchowcu w dół góry. Nie było tu zbyt stromo, dzięki czemu w ogóle możliwy był podobny manewr, ale nachylenie było dość niebezpieczne, przez co trzeba było galopować w bok. Próba prostego zjazdu pionowo w dół mogła się skończyć gorzej, niż nie podejmowanie jakichkolwiek kroków i liczenie na łut szczęścia, że jednak nic się nie wydarzy.
Instynktowna reakcja nie pozwoliła jednak na dokładniejsze zbadanie terenu i decyzję podejmowaną przez zdrowy rozsądek, przez co sytuacja z czasem mogła zadziałać silniej na niekorzyść Mistyczki oraz Łowcy.
Gwiazdy świeciły jasno, dzięki czemu kilkaset metrów dalej zarysował się nieduży uskok. Dostrzegł go bez większych problemów Bleys, który zachował zimną krew w tej sytuacji, ale Ignis - jeżeli nie została ostrzeżona przez partnera - mogła zauważyć go dopiero po kilku cennych sekundach jazdy. Taka struktura terenu oznaczała konieczność podjęcia pewnych decyzji. Graniczyło z pewnością, ze jeżeli para zdecyduje się na zjazd koniem i skok w dół uskoku, pomimo jego niezbyt znacznej wysokości, skończy się to źle - w najlepszym wypadku tylko dla wierzchowca, zwichnięciami czy złamaniami. Prawdopodobnie nic by mu się nie stało, gdyby zeskoczył z uskoku bez ponad stukilogramowego, niewygodnego bagażu, ale czy będzie czas na zeskok z rumaka, z wzniesienia i ponowne załadowanie się na wierzcha, by kontynuować być może nieodzowną ucieczkę?
Inną opcją było zwyczajnie zwolnić i skierować się bardziej w dół wzniesienia. Wtedy jednak będą poruszali się z niebezpiecznie powolną prędkością, gdyby groziło im coś większego od zaledwie paru kamieni.
Ostatecznie mogli też kontynuować jazdę z taką samą prędkością, ale nie zjeżdżając prosto w dół. Było to jednak ryzykowne z tego względu, że ominęliby uskok odrobinę wyższą drogą, ale niewidoczna była dalsza trasa. Mogła być zarówno prostym zjazdem z góry, jak i skalistą przeszkodą nie do pokonania.
Szum zdawał się nie narastać, nie było też widać kamieni czy mas śniegu spadających z wierzchołka góry. Dźwięk mógł ułudnie traktować o bezpieczeństwie, gdyż wiatr i tak łopotał w uszach jeźdźców, w których dodatkowo odbijał się tętent kopyt ogiera. Noc również mogła mamić wzrokowo, choć kontury dość dobrze rysowały się w świetle gwiazd i księżyca. Niemniej jednak galop nieco ograniczał pewność osądu sytuacji wyłącznie oczyma.
Woźnica, przejeżdżający nieopodal, nie wykazał oznak strachu czy niepokoju, nie śpieszył też nikomu z odsieczą. Trudno było jednak stwierdzić, czy ten w ogóle ma prawo spodziewać się kolejnych wydarzeń. Zmierzał spokojnie, niezmiennym tempem, gdzieś w kierunku najpewniej Greathardu.
25.10.2016, 05:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#38

Sytuacja, jakby to ująć możliwie delikatnie - była dosyć awaryjna. Prawda, jak na razie bardziej przeczucia niźli widoczna groźba dodawała dwójce bohaterów skrzydeł, i to one kierowały ich ruchami, jednak jeżeli ufać przeczuciom - nie mieli możliwości na zbyt długie rozglądanie się i szukanie optymalnej trasy. Inna rzecz, że praktycznie zawracali na szlak prowadzący do Perony, gdzie byli zupełnie niedawno, toteż orientacja w okolicznych terenach była nieco świeższa, niż mgliste wspomnienie, bowiem choć zaczynało się ściemniać, nie tak dawno buszowali po okolicy w świetle dnia.
Bleys nie był w stanie jednoznacznie określić, czy dostrzegł w ciemności wspomniany uskok (chwała talizmanom do widzenia w ciemności!), czy raczej miał świadomość, że tego typu atrakcje były dostatecznie żywym elementem świadomej części jego umysłu, że po prostu wiedział, że znajduję się tuż obok. Niezależnie od źródła błogosławionej wiedzy, nie było zbyt wiele czasu na dyskusję na temat tego "co należy zrobić w tej sytuacji". Koniec końców, zatrzymanie się i gdybanie było najgorszym co mogli uczynić. Jak to w niejednej książce uczyli młodych bohaterów "bój się bezczynności", tak i Bleys postanowił miast przerywać jakieś działania, wprowadzać w życie inne. - Uwaga. - ograniczył się do jednego słowa, które nawet słabo słyszane nie pozostawiało wątpliwości. Niemniej, w pędzie i hałasującym powietrzu mogła go nie usłyszeć. Dlatego ścisnął dziewczynę ostrzegawczo za biodro i pokazał najpierw w kierunku znajdującego się przed nimi uskoku, zamachał dłonią na boki sugerując, że to zła trasa i wskazał inną drogę. Którą? Tą, która nie wymagała zmiany prędkości. Jeżeli zagrożenie było realne, i dmuchało im w plecy, lepiej oddalać się od niego jak najszybciej, a nie jechać - czy raczej ślimaczyć się - wzdłuż potencjalnej ścieżki lawiny, bo choć na filmach takie akcje wyglądają wyjątkowo spektakularnie, to w życiu spektakularnie można jedynie w takich akcjach umrzeć.
Gdyby koń na którym jechali był koniem Bleysa, gdyby łowca znał go, znał jego możliwości i w końcu znał jego nawyki, być może ściągnąłby z niego dziewczynę w ostatniej chwili, pozwalając wierzchowcowi zeskoczyć z uskoku i łapałby go na dole. Teraz jednak to był fatalny pomysł. Po pierwsze - jeżeli nawet koń skoczyłby bez obciążenia, zrobiłby to bez jeźdźca i był gotów czekać na nich na dole - istniało ryzyko, że zdarzy się nieszczęśliwy wypadek - zwierzęciu coś się stanie, nie będzie w stanie pędzić dalej. Pomijając już oczywistą kwestię, że łowca wraz z mistyczką stracą środek transportu na dalszą ewakuację, dziewczyna może chcieć zostać ze zwierzęciem i albo skonać, albo znienawidzić mężczyzny, który próbowałby ją odciągnąć.
Nie, lepiej zaryzykować inną ścieżkę. Dlatego o ile Ignis zrozumiała subtelny przekaz, skierowali się w górę, by odkryć to, co niewidoczne. Miejmy nadzieję, nie dając naszemu mistrzowi przesadnych powodów do radości w postaci na przykład umieszczenia tam skrzyni skarbów, przez którą dzielni bohaterowie całkowicie zapomną o zagrożeniu i oddadzą się podziałowi łupów bez reszty, aż do niechybnej śmierci!








27.10.2016, 15:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#39

W kwestii bycia idiotą, Mistyczka w pełni zgadzała się z Bleysem. Był nim. Wielkim, jednoznacznym, bezapelacyjnym idiotą. Jednak jeśli chodzi o bycie pierdolonym... no cóż, tu już się pojawiały pewne obiekcje, a Ignis z chęcią by mu je wytknęła z całą swoją kobiecą złośliwością, dobitnie uświadamiając różnicę między jednym a drugim.
To jednak musiało zaczekać. Ale jak to się mówi - co się odwlecze, to nie uciecze.
Dziewczyna była przyzwyczajona do poruszania się z jak najmniejszą ilością wszelakich dóbr, tak więc cały etap zbierania ich skromnego dobytku trwał dla niej długo. Każda sekunda, która coraz głośniej rozbrzmiewała w jej głowie była teraz na wagę złota. Dziewczyna raz jeszcze omiotła spojrzeniem stok za ich plecami i przygryzła wargę, mocniej ściskając w dłoni uprząż swojego wierzchowca. Ten chyba wyczuł jej nerwowość, bo zastrzygł uszami i szturchnął ją pyskiem, zupełnie jakby miał zamiar dodać jej otuchy. Albo dać znać, żeby już przestała zachowywać się jak jakaś panikara. Ignis wypuściła powietrze z płuc i dopiero wtedy zorientowała się, że wstrzymała na chwilę oddech. Na boga, nie po to opuszczała Azarat, żeby zginąć pod tonami kamieni!
Złapała wprawnym ruchem za łęk siodła i zwinnie wskoczyła na grzbiet swojego konia. Zaraz potem poczuła jak Bleys robi to samo. Na szczęście jedno popisowo niebezpieczne ruszenie z kopyta już zaliczyli, więc Ignis nie musiała się specjalnie martwić, że Łowca spadnie w nieodpowiednim momencie. Mistyczka wbiła mocno pięty w boki Vexa, wierząc w to, że jej nie zawiedzie w takiej sytuacji. Z drugiej strony jednak nigdy nie musiał nieść nadbagażu w postaci dorosłego mężczyzny. Później. Będziemy się o to martwić później. ~ skarciła się w myślach, skupiając się na utrzymaniu szybkiego, równego tempa. Odchyliła się delikatnie w siodle, by koń mógł przejść w łagodny cwał, ale nie popuściła wodzy. Wolała mieć pełną kontrolę nad nim w razie ewentualnego spłoszenia. Do jej uszu dotarło jego słowo. Nie wiedziała czy było ich więcej, ale to słyszała całkiem wyraźnie. A może jej się wydawało? Nie umiała już tego stwierdzić z przekonaniem, ponieważ ze złością wbiła w niego spojrzenie złotych oczu, kiedy ścisnął ją za biodro. A potem zrozumiała na co miała uważać. Skrzywiła się, patrząc na dość niebezpieczny, przynajmniej z perspektywy ich aktualnej sytuacji, uskok. Sama może jeszcze dałaby radę... ale oboje nie mieli szans. Od razu odrzuciła pomysł jazdy prosto w dół. Na pewno nie nocą. I na pewno nie z groźbą lawiny za ich plecami.
Skinęła tylko głową i ujęła mocniej wodze. Popędziła karego konia krzykiem, nie chciała, żeby stracił dobry rytm, w który wpadł. Zerknęła szybko na Bleysa i miała nadzieję, że wiatr nie zagłuszy jej słów.
- Trzymaj się mocno!
Ignis miała wrażenie, że szum przestał narastać, ale wolała się teraz nie odwracać. Nie w momencie, w którym musiała pilnować drogi i panować nad Vexem. Ufała, że jeśli stałoby się coś nagłego, to Łowca by jej o tym niezwłocznie powiedział. Albo sam zajął się tą sprawą. Sama wypatrywała przeszkód przed nimi, bo miała dziwną pewność, że to dopiero początek ich przygód.








27.10.2016, 18:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#40

MG

Tętent kopyt w dość jednostajnym tempie dudnił w uszach jeźdźców. Paradoksalnie, uważając go za swoją nadzieję, mogli sprowadzić na siebie zgubę. W końcu co za turysta decyduję się na jazdę konno po zboczu góry, nie wiedząc, co na niego czeka za następną skałą? Zapewne mało który. Z drugiej strony, mało który ryzykant miał do czynienia z lawiną. Dobrze, że podłoże było w miarę równe... jednakże przechodzenie w cwał na lekko skośnym - a potencjalnie bardziej - gruncie, mogło nie być najlepszym pomysłem.
Pewna nieregularność wkradła się jednak we wspomniany dźwięk. Czyżby nagle Vexowi urosła piąta noga? Cóż, nie byłoby to głupie z jego strony. Ba, byłoby całkiem niezłe: zapewniałaby większą stabilność, no i szybkość. Czy jednak było realne? A to już inna historia.
Bleys zdał sobie sprawę, że szansa na podobną mutację graniczyła z cudem. Czy to przez jego wiedzę, zdroworozsądkowe podejście do świata, czy niewątpliwą inteligencję - nie wiadomo, ale pomocne jednak w zrealizowaniu sobie tego faktu mogło być dostrzeżenie staczającego się z góry sporego kamienia, który powodował właśnie taki dźwięk. Dobra informacja była taka, że za uskokiem i skałą droga zjeżdżała nieco w dół, pozwalając na dość spokojny i bezpieczny zjazd. Zła, że kamień spadał prosto na wierzchowca. Głaz nie był szczególnie ogromny, ale jego masa oraz szybkość pozwoli mu najpewniej na zmiażdżenie kości rumaka, a przy dobrych wiatrach - trafieniu w łeb - nawet na pozbawienie go życia. No, chociaż zależy jeszcze, względem kogo miały być dobre te wiatry.
Ignis zauważyła, co się dzieje, chwilę później. Bardzo cenną chwilę. Na tyle, by podjęcie hamowania mogło nie skończyć się najlepiej. Zmiana tempa na wolniejsze wchodziła w grę, ale nie dawała pewności, że skała zdąży spaść, zanim koń w nią wpadnie. Przyspieszenie teoretycznie też było możliwe, ale podobnie mogło ograniczyć jedynie szanse na wypadek, a nie zredukować do zera. Jazda jednostajnym tempem to praktycznie pewne długotrwałe rany, a próba stanięcia dęba najpewniej oddzieli jeźdźców od środka transportu. Fikną najpewniej na jakieś pięć-dziesięć metrów w przód i skończy się rumakowanie. A co gorsza, pochyłość terenu raczej nie zapewni bezpieczeństwa wałachowi, który jeżeli ulegnie poślizgowi, najpewniej wpadnie pod toczący się kamień.
Potencjalne zderzenie nastąpi najpewniej w ciągu jakichś trzech sekund od tej chwili (około pięciu, jeśli licząc reakcję Bleysa). Niewiele czasu by się przygotować, ale może jednak się uda?
28.10.2016, 08:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna