Port
#31

STRAŻNIK



ajemnicza postać nie poruszyła się nawet na krok, kiedy Barthos zmierzał w jej kierunku. Detektyw nie zauważał żadnego zagrożenia - chociaż ciężko było cokolwiek zauważyć w tym deszczu. Kiedy był około dwóch - trzech metrów od machającego do niego osobnika zauważył pod jego płaszczem przypiętą do pasa pochwę, w której znajdowało się około metrowe ostrze. Niby nic dziwnego w porcie, tutaj każdy był uzbrojony po zęby. Każdy kto dawał po sobie poznać choć cień bezbronności bardzo szybko tracił cały swój dobytek, a nierzadko i życie. Dzień jak co dzień w brutalnym świecie marynarzy.
Rozmówca spojrzał na niego spod kaptura, nie odpowiadając na zaczepkę od razu. Przyglądał się chwilę Barthosowi, a napięcie rosło z każdą sekundą. W końcu westchnął głęboko, po czym wyciągnął dłoń w stronę detektywa. - Sierżant Ireziel, nie zapomniałem parasola. Mam ci pomóc w dochodzeniu. - powiedział oschłym tonem. Widać było, że nie planował tutaj być, a cała sytuacja była mu wyjątkowo nie na rękę. - Zanim znowu powiesz albo zrobisz coś głupiego od razu ostrzegam - to twoja akcja, ja mam ci tylko służyć radą i pokazać jak pracuje PRAWDZIWY strażnik miejski. - nacisk na słowo "prawdziwy" był aż nadto wyczuwalny. - I oczywiście ocenić na ile się na takiego nadajesz. Po twoich ostatnich "dokonaniach" mało kto wierzy, że jesteś do czegokolwiek przydatny. Masz ostatnią szansę, żeby udowodnić, że się mylimy. Masz już jakieś tropy, czy znowu błądzisz po omacku?
12.05.2018, 12:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Port
#32

To, co czuł Barthos, gdy nieznajomy mu się tak przypatrywał, na pewno nie można było nazwać strachem, a raczej lękiem płynącym z głębi serca. Nie wiedział, czy zaraz jego rozmówca wyciągnie do niego rękę w pojednawczym geście, czy spróbuje mu wsadzić sztylet między żebra. Detektyw uczestniczył już w wielu stresujących sytuacjach, nie raz ocierał się o śmierć, ale zawsze towarzyszył mu ten sam lęk. Potrafił nad nim panować, lecz jego wzrok i tak zatrzymał się na moment na rękojeści broni wystającej spod płaszcza nieznajomego.
Ze strony tego ostrza na razie nic ci nie grozi, powiedział do siebie w myślach. Zanim on zdąży je wyciągnąć i wziąć zamach, zdążyłbyś spalić kolejnego skręta.
Dlatego pilnie przyglądał się dłoniom mężczyzny i wyczekiwał na jakiś ruch z jego strony. W razie ataku musiał liczyć, że będzie szybszy. Albo że jego magia będzie szybsza.
- Wziąłem cię za kogoś innego - wyjaśnił Barthos, gdy sierżant Ireziel się przedstawił, a napięcie znikło. Azaratczyk uścisnął dłoń strażnika, nie robiąc z tego jakiegoś pokazu siły, jak to mięli w zwyczaju niektórzy robić.
Barthosowi nie przypadła do gustu wypowiedź Izeriela, lecz zachował kamienny wyraz twarzy. Nie miał zamiaru się odgryzać, gdyż wyglądało, że sierżant po prostu w osłchy sposób stwierdza fakty, a nie próbuje go sprowokować. Może po prostu uważał, że traci tutaj czas z cudakiem, który sobie zamarzył zostać strażnikiem miejskim? To nie miało znaczenia dla detektywa. auczył się trzymać swoje nerwy na wodzy i nie stawiać dumy ponad rozumem. Bez tej umiejętności już dawno skończyłby martwy w jakimś rynsztoku. Miał też cel i był gotów znieść bardzo wiele, aby go osiągnąć.
Detektyw pracował sam i nie lubił, gdy ktoś mu się plątał pod nogami. Ochotę, aby wypowiedzieć się głośno na ten temat, też musiał w sobie zdusić. Zresztą byłby głupcem, gdyby odrzucił pomoc Izeriela. W końcu nie znał Lothil tak dobrze jak sierżant i wkład strażnika mógł mieć decydujące znaczenie w powodzenie misji Azaratczyka.
Barthos skinął głową.
- Wszystko jasne - potwierdził na znak, że zrozumiał zasady. - Dzisiaj nie znalazłem jeszcze nikogo, kto by wykazywał skutki spożycia narkotyków. Obserwowałem cię i wziąłem cię za kogoś, kto może mieć o tym jakieś pojęcie. Wyglądałeś podejrzanie, stojąc tak na deszczu. Kim byli ludzie, z którymi rozmawiałeś?
12.05.2018, 15:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Port
#33

STRAŻNIK
Sierżant zaciągnął kaptur mocniej na głowę, aby uchronić się przed narastającym deszczem. Na ulicy zostali już tylko oni, nikt inny nie był na tyle szalony żeby wychodzić w tę wichurę.



reziel przyglądał się Barthosowi uważnie, gdy ten mówił. Widać było, że już od pierwszych chwil analizował człowieka, z którym będzie zmuszony pracować. - Znajomi. Jeśli mieszka się całe życie w jednym miejscu i jest się osobą w miarę publiczną można poznać wiele osób. Polecam na przyszłość, czasami może się to przydać. A stoję na tym cholernym deszczu bo czekam na Ciebie, a to jest główna ulica portu, wiedziałem, że będziesz tędy przechodził. A teraz chodźmy, mamy sporo roboty. To znaczy... ty masz. - poprawił się natychmiast, po czym ruszył z miejsca w stronę pobliskiej karczmy, gdzie rozbrzmiewały wesołe głosy i dźwięki muzyki. - Dobrze trafiłeś, w porcie od zawsze zdarzają się jakieś szemrane interesy. To tutaj wchodzi i wychodzi większość towarów dostarczanych do miasta. Straż ma podejrzenia, że to jeden z kapitanów dostarcza to świństwo ale nie mamy na to żadnych dowodów poza tym, że w porcie zdarza się najwięcej naćpanych ludzi. Normalnie pozwolili byśmy temu naturalnie umrzeć - nigdy jeszcze żaden diler nie utrzymał się na rynku dłużej niż parę dni - ale ten narkotyk wywołuje tak wielką agresję wśród ludzi, że Ci zaczynają atakować kogo popadnie. Co innego ćpun leżący gdzieś w brudnej alejce, taki nikomu nie przeszkadza. Gorzej jak ten ćpun łapie cokolwiek ma pod ręką i zaczyna nawalać innych po łbach. - Sierżant zatrzymał się przed wejściem do karczmy i spojrzał na Barthosa uważnie. - Pamiętaj, ja Cię nie znam, ty nie znasz mnie. Nawet nie jesteś ze straży. Ludzie tutaj wyjątkowo szybko się zamykają, gdy zobaczą strażników i o ile mnie kojarzą ty jesteś nową twarzą. Może dzięki temu uda Ci się coś wyłapać. A teraz do roboty. - rzekł, po czym przekroczył próg karczmy.

17.05.2018, 17:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Port
#34

Barthos w milczeniu podążył za swoim nowym partnerem. Sierżant wydawał się nieco oschłym człowiekiem, może nawet bardziej oschłym od samego Barthosa. Zdążył już przypomnieć detektywowi, że ten zawalił ostatnią sprawę i traktował młodszego mężczyznę jak żółtodzioba. Żarooki wcale mu się nie dziwił, gdyż ostatnio naprawdę postępował głupio, lecz właśnie dostał szansę, z pewnością ostatnią, by to zmienić. Dlatego nie riposotwał nieprzyjemnych wypowiedzi sierżanta i znosił jego zniewagi w milczeniu.  Jeszcze mu pokaże, ile jest wart.
W ciszy słuchał słów sierżanta, próbując zapamiętać jak najwięcej informacji. Nie bez przyczyny wybrał port na miejsce swoich działań - oczywiście ze względu na masę przyjezdnych była to jedna z najbardziej szemranych dzielnic miasta. Pozostawał jeszcze fakt, że kilka dni temu na rękach Barthosa zmarł chłopak odurzony narkotykami. Detektyw później się dowiedział, że zmarły mieszkał w porcie, a przynajmniej często go tam widywano w towarzystwie "kamratów".
- Ja nie znam ciebie, ty nie znasz mnie - powtórzył na znak, że zrozumiał. - Na szczęście wyglądam raczej na oprycha. No to ruszajmy. - Rzucił do pleców sierżanta, który właśnie zniknął w drzwiach karczmy. Barthos pociągnął jeszcze jednego bucha ze skręta, a następnie zdusił ogień o metalowe wykończenie latarni wiszącej przy drzwiach. Następnie przestąpił próg, chcąc rozejrzeć się po pomieszczeniu. Zgaszonego skręta wciąż trzymał między środkowym, a wskazującym palcem lewej dłoni.
19.05.2018, 13:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Port
#35

STRAŻNIK
Dźwięki deszczu utonęły we wszechogarniającym rozgardiaszu i muzyce, którą wygrywała grupa bardów.



arczma była przepełniona po brzegi, czemu nikt nie mógłby się dziwić. Deszcz na zewnątrz tylko zachęcał, aby zejść z pokładu statku i przydreptać do ciepłego miejsca, w którym można zaznać odrobiny zabawy i odpoczynku od codziennych problemów. No i tutaj podłoga ani trochę się nie kołysała, z czym część gości widocznie miała problem. Choroba lądowa dopadła jednego czy dwóch, którzy przy każdym kroku chwiali się, jakby zupełnie nie potrafili się poruszać.
Zaraz naprzeciwko drzwi wejściowych znajdował się bar, przy którym krzątał się mężczyzna w sile wieku. Zachlapany fartuch i ścierka przewieszona przez ramię jednoznacznie wskazywały na to, że to on był właścicielem tego przybytku. Obecnie rozmawiał z jednym z klientów, co jakiś czas krzycząc przez ramię kolejne zamówienia. Jego werwa była wręcz nieziemska, jeśli pomyśleć o tym, że deszcz trwał już jakiś czas. On zaś wciąż działał na najwyższych obrotach, obsługując klientów z pełną zapalczywością.
Ireziel zniknął z pola widzenia, gdy tylko Barthos spuścił z niego wzrok na sekundę, co w takim tłumie wcale nie było problemem. Rozglądając się po sali detektyw widział niezły przekrój społeczeństwa. Byli tu prości pijacy i pracownicy portu, zbici w małe grupki, które co chwilę wybuchały śmiechem. W praktycznie każdej jedna bądź dwie osoby leżały już nieprzytomnie na albo pod stołem. Było kilku elegancko ubranych jegomościów, którzy rozmawiali o czymś gorączkowo przy stoliku w rogu nie niepokojeni przez nikogo. Na ich stole zamiast piwa stała karafka z winem. Jak w każdej ruchliwej karczmie i tutaj znajdowało się kilka osób, które siedziały samotnie przy oddalonych od wszystkich stolikach, popijając smętnie piwo. Niektórzy mieli zarzucone na głowę kaptury, a jeden z nich palił nawet w spokoju fajkę, obserwując uważnie otoczenie. Niedaleko tej osobistości znajdowały się drzwi prowadzące zapewne na zaplecze albo do tylnego wyjścia.

24.05.2018, 08:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna